Jeśli śledzicie blogowy profil na FB, wiecie zapewne, że w najbliższym czasie wyfruwam z domu rodzinnego i wiję własne gniazdko. No, może za dużo powiedziane - wynoszę się do malutkiej kawalerki na blokowisku, więc liczę, że to tylko przystanek pomiędzy mieszkaniem u rodziców a mieszkaniem docelowym. Niemniej to dla mnie baaardzo poważny krok, bo przez kilka pierwszych miesięcy będę mieszkała zupełnie sama - nawet bez kota! Wyobrażacie to sobie? Ja nie bardzo...
Czeka mnie teraz mnóstwo przygotowań do przeprowadzki. Nie wiem, kiedy to wszystko zdążę zrobić, ale do zrobienia jest duuużo. Może rozpiszę to tutaj w punktach?
1. Zrobić remanent w pokoju, zdecydować co zostaje, co idzie ze mną, a co wyrzucamy.
źródło |
Pisałam Wam kiedyś, że żyję w chaosie - niestety mój pokój wygląda podobnie jak na zdjęciu powyżej i choć dokładnie wiem, co gdzie jest, to uporządkowanie tego będzie małym koszmarem ;)
2. Załatwić kartony do przeprowadzki i wszystko popakować.
źródło |
Na szczęście z tym nie będzie większego problemu - przyjaciółka pracuje w sklepie RTV AGD ;)
3. Załatwić transport.
źródło |
Tu z kolei mogę liczyć na pomoc mojego Taty oraz przyszłego Teścia ;)
4. Urządzić się w nowym gniazdku.
Mowa tu oczywiście już o samym ogarnięciu się w nowych czterech ścianach, poukładanie wszystkiego w nowych szafach itd., a także, niestety, uzupełnienie wyposażenia mieszkania. Co muszę kupić?
5. No właśnie - co z kotem?
Moje dwa ukochane futra, Tymon i Missy, zostają oczywiście w domu rodzinnym. Nie wyobrażam sobie życia bez kota, ale wygląda na to, że w najbliższym czasie nie będę szukać żadnego... Mieszkanie przez większość czasu będzie stało puste - będę pracować, studiować, do domu przychodzić głównie na noc. Kot przynajmniej na początku powinien mieć szansę, żeby do mnie przywyknąć, więc może lepiej będzie przygarnąć jakąś przybłędę, kiedy już nieco się w moim życiu uspokoi? To byłoby logiczne, ale naprawdę nie wiem, jak mam wracać do domu bez kota i jak mam zakładać ciuchy bez sierści ;)
Co myślicie o tej sytuacji?
Wiem, że wyszedł strasznie chaotyczny post i nawet nie wiadomo, o czym on jest - tak mniej więcej wygląda teraz moje planowanie przeprowadzki ;) Może macie dla mnie jakieś złote rady w tej kwestii?
Jesteście zainteresowane dalszymi wpisami na temat samej przeprowadzki?
Mój pokój też wygląda tak jak na pierwszym zdjęciu. I też nie wyobrażam sobie powrotu do domu, gdzie nie czekają na mnie moje kocurasy... Chociaż jeden. Choć teraz to trzech na mnie czeka :D
OdpowiedzUsuńNo u mnie choć jeden by się w tym mieszkanku przydał, już mi Ukochany dał warunek, że jak już musi być, to będzie czarny o imieniu Melkor, ale nie wiem, kiedy takowy do nas trafi...
UsuńWierzę,że w końcu znajdziecie idealnego kota, czarne są urocze, choć tyle osób ich nie lubi... stereotypy. Melkor- hmm.. ciężko się wypowiada, ale oryginalne :) U mnie Stefka, Tymon (inspiracja od Ciebie;)) i Antek ;)
UsuńJak będziemy chcieli to na pewno się znajdzie, tylko nie wiem, czy będziemy (będę, bo Ukochany nie wprowadza się od razu) się na niego decydować teraz.
UsuńZawsze w domu będą czekać starzy kumple ;)
UsuńI to mnie jakoś pociesza ;)
Usuńoj kochana, znam ból przeprowadzki - sama przechodziłam to kilkukrotnie i mogę powiedzieć Ci jedno...bądź twarda! haha...trzymam kciuki za szczęśliwy finał; mam nadzieję, że będzie Ci wygodnie w nowym mieszkanku:)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam:)
Oj, dzięki ;) Jakieś rady od weteranki? :D
Usuńprzede wszystkim mnóstwo cierpliwości, tylko to Cię uratuje przed postradaniem zmysłów podczas pakowania:) to potrzebne, to potrzebne, to jeszcze się przyda...to potzrebne...:)kartony, worki, worki, kartony, oj...aż się spociłam na samą myśl:) dobrze, że mam to za sobą i na razie nie zapowiada się na kolejną przeprowadzkę:)
UsuńOho, napawasz mnie optymizmem :P Bęęędzie dobrze, tylko muszę to soboe często powtarzać ;)
Usuńoczywiście, że będzie dobrze:) trzymam kciuki za szybki zadomowienie się w nowym mieszkanku:)
UsuńDziękuję bardzo, na pewno dam znać, jak mi idzie ;)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńdokładnie tak wyglądam pakując się do walizki w ostatni dzień pobytu na wczasach:)
OdpowiedzUsuńAle trochę co innego spakować walizkę, a cały dorobek ;)
UsuńUrządzanie się to chyba najlepszy moment przeprowadzki :) Uwielbiam wybierać gadżety do wystroju wnętrz. Aż żałuję, że mnie żadna na razie nie czeka :P Powodzenia! :)
OdpowiedzUsuńByłby to najlepszy moment, gdyby mnie było stać i gdybym mogła pozmieniać coś w mieszkanku, ale niestety mam narzucone pewne zasady - np. nie wymieniam mebli ani nic nie wyrzucam z rzeczy po poprzednim właścicielu - to mój zmarły wujek. Mieszkanie urządzone jest dość staromodnie, więc mamy meblościanki itd... ;)
Usuńa czemuż to tak zupełnie sama przez kilka miesięcy? :(
OdpowiedzUsuńBo Ukochany w najbliższym czasie nie jest w stanie się wprowadzić :(
UsuńJa przeprowadzałam się z rodzicami chyba ze 4 razy, w tym ostatni z mieszkania w bloku do domu... No i jeszcze mój wyjazd na studia, cała wyprawka kuchenna i do pokoju, to akurat mi się podobało :) Do tego remonty w bloku - masakra, gorsze chyba od przeprowadzek. Najlepiej jest, gdy już się rozpakuje te wszystkie pudła i trzeba jeszcze dokupić to, dokupić tamto. Chodzę po sklepach, wyszukuję piękne albo praktyczne rzeczy... Bajka :D
OdpowiedzUsuńNo te zakupy na pewno są fajne, ale jak ma się na to czas i pieniądze, a u mnie krucho w obu przypadkach :P
UsuńTrzymam kciuki :) Ja bardzo chciałabym się stąd wyprowadzić. Ale uda nam się to chyba dopiero za kilka lat. Oby. Ale lubię ten chaos, pakowanie, rozpakowywanie, wyrzucanie gratów i urządzanie mieszkania na nowo.
OdpowiedzUsuńTo trzymam kciuki, żeby się udało :)
UsuńJa przeprowadzkę przerabiałam pół roku temu, a mieszkanie wciąż wygląda jakbyśmy w nim mieszkali tydzień :) gołe żarówki, puste ściany, powoli się to zapełnia i nie ma to jak na swoim :)
OdpowiedzUsuńChyba jednak wolałabym puste ściany niż wprowadzanie się do mieszkania po kimś, gdzie niewiele mogę zmienić ;) Ale w następnym gniazdku już wszystko będzie po mojemu!
UsuńOj dużo pracy cię czeka, życzę powodzenia:)
OdpowiedzUsuńDzięki, przyda się ;)
UsuńJa przenosiłam się pod koniec lipca (z mniejszego pokoju do większego), a teraz prawdziwa przeprowadzka czeka mnie za półtora miesiąca (całkowita zmiana mieszkania), tak więc jestem zainteresowana kolejnymi Twoimi przygodami:)
OdpowiedzUsuńTo będziemy się wymieniać doświadczeniem na bieżąco :P
UsuńJak ja kocham takie wpisy <3
OdpowiedzUsuńTakie chaotyczne? :P
UsuńTakie przeprowadzkowe :) Lubię o takich rzeczach czytać :)
UsuńNo to będziesz miała okazję, bo pochłania mi to teraz resztki czasu, więc będę i o tym pisać ;)
Usuńznam problem przeprowadzki...
OdpowiedzUsuńtylko teraz dla odmiany wylatuję do UK
więc już się boję co i jak spakuję w walizki :D
Na stałe? :>
UsuńJa się przeprowadzałam ponad miesiąc, a w zasadzie tyle trwało rozpakowywanie więc współczuję Ci. Dla mnie to był koszmarek :D Całe szczęście, że wielu rzeczy nie musiałam kupować, bo moi rodzice to chomiki i znalazł się np. przyzwoity komplet sztućców sprzed 20 lat :D Trzymam kciuki :)
OdpowiedzUsuńNa szczęście sporo domowego wyposażenia jest w mieszkaniu jeszcze po wujku, ale też część będzie trzeba kupić nową, zwłaszcza, że kiedyś jednak się wyniesiemy do nowych pustych czterech ścian ;) Warto już zbierać własny dobytek ;)
Usuńja sama dopiero co się urządziłam w nowym mieszkaniu, więc znam Twój ból. ;) co prawda jeszcze nie wszystko jest do końca zrobione, ale powolutku zbliżam się w stronę końca. :)
OdpowiedzUsuńJakieś sprawy remontowe czy tylko zadomowienie się?
UsuńSzkoda, że Twój ukochany nie będzie mógł się przeprowadzić razem z Tobą - na pewno ułatwiłoby Ci to ten cały ciężki proces przeprowadzki i późniejszego oswajania się z nowym życiem. No ale i tak życzę powodzonka!
OdpowiedzUsuńOj, na pewno i tak mi bardzo w tym pomoże i będzie pomieszkiwał, więc nie będzie tak źle, choć niewątpliwie lepiej byłoby go mieć przy sobie na stałe...
Usuńu mnie z wierzchu jest ok ale gdy otwieram szafę to często z niej coś wylatuje.
OdpowiedzUsuńSpoko, u mnie nie da się otworzyć szaf :P
Usuńi jestem strasznym chomikiem, przywiązuję się do rzeczy
OdpowiedzUsuńOj, ja też, trzymam nawet zeszyty szkolne sprzed kilkunastu lat :x
UsuńPrzygarnij dwa kotki które juz są ze sobą zżyte - we dwoje nie będzie im smutno gdy będziesz znikać na całe dnie i gdy będą się znać razem to będzie im raźniej w nowym miejscu z nową Panią ;)
OdpowiedzUsuńMnie też przeraża przyszła przeprowadzka, najbardziej się marwtię jak moje koty przeżyją zamknięcie w mieszkaniu w bloku. Kiedyś Pasztet gdy miał chorą łapkę i był przymusowo przez tydzień zamknięty w miszkaniu to zdemolował mi pazurami drzwi a potem wyskoczył przez okno z pierwszego piętra xD jakie było zdziwienie gdy wróciłam z uczelni a przed domem komitet powitalny skoro kot miał być w domu ;)
Obawiam się, że pomysł z dwoma kotami nie przejdzie - ledwo udało mi się przekonać Ukochanego, żeby choć jednego rozważył, a co dopiero dwa ;) Poza tym mieszkanie jest małe, ba, maleńkie, i nawet nie ma drzwi do pokoju z łóżkiem (bo sypialnia to zbyt szumna nazwa), a nie zasnę z kotem latającym mi po wyrze :P
UsuńKoty wychodzące są faktycznie problematyczne, jak nagle okazuje się, że od teraz są domowe, ale na pewno przywykną, nie martw się :)
Sama jestem już po 2 przeprowadzkach w ciągu pół roku i wiem co to znaczy. Moja rada: podpisz kartony co w nich jest (np. kosmetyki, rzeczy do kuchni, książki itp )żeby potem nie otwierać każdego pudełka w poszukiwaniu jakiejś jednej rzeczy. To bardzo pomaga!
OdpowiedzUsuńO, to na pewno zrobię, bez tego byłby jeszcze większy chaos ;)
UsuńZłota rada to, niezbyt oryginalnie, dwa koty :-) może nie w pierwszych tygodniach, tylko nieco później, ale zdecydowanie przy takim trybie życia to dwa a nie jeden. No i mogłyby być to dorosłe koty, mają mniejsze potrzeby ;-)
OdpowiedzUsuńKiedyś, już na swoim, będę na pewno próbować wprowadzić ten plan w życie ;) Na razie ograniczę się do jednego, jeśli już...
Usuń21 dni do mojej przeprowadzki i po zobaczenia 1 zdjęcia pomyślałam czy by już nie zacząć się pakować.. ją mam gorzej bo bardzo ograniczony bagaż:(
OdpowiedzUsuńDo mojej ze dwa tygodnie, a i tak już panikuję ;)
UsuńDżżżżżą-przeprowadzki :) Mój ulubiony temat w ostatnim czasie ;p Od czerwca przeprowadziłam się już 3 razy ze względu na zakończenie studiów, a następnie rozpoczęcie nowej pracy ;)
OdpowiedzUsuńKażdy ma swój sposób na pakowanie i rozpakowywanie, jedno jest pewne- zawsze temu towarzyszy wieli chaos ;) Jeśli chodzi o porządkowanie pokoju-ja najpierw wynoszę rzeczy które nie wymagają pakowania, czyli wszystko co już trzymam w kartonach, kartonikach, koszach, lampki, wieszaki, stojaki, później pod nóż idzie szafa (ubrania dzielę na te cieplejsze i letnie oraz buty), a na koniec cała drobnica ;p Łazienka i kuchnia zostają na koniec, ponieważ najczęściej jest tak,że stamtąd potrzebuje jeszcze wielu rzeczy w trakcie pakowania.
Co do zmiany wnętrza... Obecnie wynajmuję pokój, w mieszkaniu, które określamy "małym, słodkim PRL-em" :) Poradziliśmy sobie w ten sposób,ze w każdym pomieszczeniu wygospodarowaliśmy szafkę, gdzie schowaliśmy WSZYSTKIE NIEPOTRZEBNE RZECZY WŁAŚCICIELI!Również nie mieliśmy pieniędzy na wielkie zmiany, ale warto określić sobie budżet, który można wydać na dodatki do mieszkania i wyruszyć na wyprawę po sklepach meblowych :) Naprawdę można zdziałać cuda :] Na przykład w empik kupiłam bardzo ładne kwiatowe pudełka, ok. 10 sztuk, za 30 zł, w IKEA znalazłam wieszak na drzwi za 17 zł, plus kocyki za 9zł ( jeden stanowi pokrowiec dla obrzydliwej kanapy, drugi jest zasłoną, trzeci leży na fotelu, a czwarty zawsze się przyda), wiele rzeczy mam również ze sklepów po 2, 50 zł i tak dalej (akurat mój, warszawski nazywa się "jeszcze taniej", ale chyba w każdym mieście są takie miejsca z tanią chińszczyzną)- tu można kupić sporo śmiesznych rzeczy do łazienki, albo takie pierdoły jak kolorowe kosze na śmieci.
Grunt to się nie poddawać i spróbować poświęcić czas na poszukiwania, fajnie z góry określić co mogłoby sprawić,że poczujemy się bardziej swojsko w mieszkaniu-na przykład ja bardzo lubię mieć porządek w kosmetykach i ubraniach, więc na to też poświeciłam wiele wysiłku aby usystematyzować wszystko by było wygodnie i tak jak lubię:) Aha, fajnie sprawdzają się także plakaty na ścianach ( warto pytać o nie w kinie lub może znajomi mają jakieś niepotrzebne) lub wydrukowane zdjęcia. POWODZENIA!
Dzięki za praktyczne rady :)
UsuńTeż na pewno postaram się upchnąć w jednym miejscu, a przynajmniej nie na widoku, wszelkie książki o miejscach świętych itd ;), także jakoś da się to ożywić, tylko będzie to wymagało czasu i cierpliwości, no i kasy oczywiście ;) Teraz marzy mi się wyprawa do Ikei, ale najbliższą mam w Gdańsku, więc średnio po drodze ;)
Do takiego chińskiego sklepu też się od dłuższego czasu po drobiazgi wybieram i jakoś ciągle czasu znaleźć nie mogę :/
Oj jak ja Cię rozumiem! Jestem właśnie po przeprowadzce do mieszkania będącego przystankiem na drodze do tego wymarzonego M. I mimo iż to już 4ty dzień ja wciąż się ogarniam :P Zatem życzę Ci dużo powodzenia i cierpliwości. A co do kota to też bym nie dała rady bez futrzaka. Ale to na pewno bardzo dobry pomysł poczekać aż trochę się w Twoim życiu uspokoi, żeby kicia sama nie siedziała. Moja Kira np. wciąż się oswaja z nowym miejscem i widzę, że bardzo się cieszy iż jestem obok.
OdpowiedzUsuńPisałam już, że uwielbiam imię Twojej kotki? :D Inspirowane może Death Notem? :>
UsuńZgadłaś ;)
UsuńA mój pokój to wygląda tak co tydzień aż posprzątam :)
OdpowiedzUsuńSzacun, że sprzątasz, ja wolę żyć w takim pokojowym chaosie, za co rodzinka mnie klnie :P
UsuńPamiętaj - rób wszystko na spokojnie a nic Ci nie umknie :] Jak się na wakacjach wyprowadzaliśmy z pokoju za szafką od tv zostawiliśmy nowe niesmigane rakietki do badmintona :< Więc pośpiech jest niewskazany ;)
OdpowiedzUsuńAjć, norma, zawsze na wakacjach coś się zostawi :P
UsuńMam nadzieję, że poradzisz sobie lepiej niż ja, bo po każdej przeprowadzce mam mniej rzeczy, chociaż nic nie wyrzucałam/oddawałam itp...
OdpowiedzUsuńKurczę, nie strasz! ;)
UsuńZachowanie zimnej krwi w tym wszystkim i nie zwariowanie jest bardzo ważne :D Dobrze że masz jakiś plan - opisane kartony to bardzo dobry pomysł. Przynajmniej wszystko będzie opisane i będziesz wiedziała gdzie co jest :)
OdpowiedzUsuńNie będzie tego tak znowu dużo, żeby się pogubić, ale na pewno ułatwi to sprawę :)
UsuńNa miniaturce myslałam , ze masz taką ilośc kosmetyków :D
OdpowiedzUsuńWolę ich nie zbierać do kupy :P
UsuńRadzę nie stresować się :D pierwsze 2 miesiące będą cieżkie, bo będziesz zdawać sobie sprawe, że tego nie masz i tego. Ale musisz się przyzwyczaić :) i na spokojnie się pakowac :)
OdpowiedzUsuńDzięki ;) Jakoś będę musiała to ogarnąć...
Usuńdasz radę, ja jestem niedawno po przeprowadzce, 10 m dalej od rodzinnego domu :-), gdzie wybudowaliśmy dom i powiem Wam, że mimo że to tak blisko domu gdzie mieszkałam prawie 31 lat, to przez kilka dni było mi bardzo ciężko, trudno mi było przyzwyczaić się do nowego miejsca, ale mieszkać "u siebie" to jest miłe uczucie, ja to jestem sentymenciara :-)
OdpowiedzUsuńTeż będę pewnie tęsknić za domem ;) I za kotami oczywiście :P
UsuńBędzie ciężko, ale potem będziesz szczęśliwa, że masz swój kącik :)
OdpowiedzUsuńTak nie do końca mój, ale będzie dobrze ;)
UsuńJa też się będę niedługo przeprowadzać, dokładnie na początku września i też chciałam o tym napisać! Teraz będzie, że zgapiam... no nie! :P Może zrobimy z tego jakiś cykl czy coś?
OdpowiedzUsuńTo moja kolejna przeprowadzka także mam już trochę doświadzenia w pakowaniu, rozpakowywaniu itd. i powiem Ci szczerze... Bardzo tego nie lubię. Jest to bardzo męczące i jeżeli masz sporo rzeczy (a ja naprawdę mam sporo...) to jest to kupa roboty.
Co do kota... Ja miałam tak samo jak Ty. Bez zwierząt wytrzymałam... 4 miesiące? Wieliśmy szczury... Niewypał. Jak je oddaliśmy (do znajomej nie do jakiegoś schroniska, czy na dwór!) to niecałe 2 miesiące minął jak przygarnełam moją Melę. NIE wyobrażam sobie życia bez kota, po prostu nie. Ma dopiero 8 miesięcy i rano doprowadza mnie do szału, no ale jakie to życie bez kota?! :D
Prędzej czy później wezmę jakiegoś kota, to pewne! Tylko obawiam się, że na razie to nie będzie możliwe :(
UsuńOjjj... coś o tym wiem... 5 lat na walizkach, z roku na rok przeprowadzki do innego miejsca zamieszkania (w sumie uzbierało się tyle gratów, że zajmowało dwa takie pokoje jak mój) a potem jeszcze wyprowadzka na swoje. Jednak, żeby było ciekawiej wyprowadzałam się do remontowanego mieszkania (remontu trzeba było doglądać i chodzić koło tego), pisałam pracę mgr, przygotowywałam wszystko do ślubu i jeszcze dojeżdżałam na uczelnię do innego miasta. A to wszystko bez samochodu... Nie jestem jakoś super zorganizowana ani poukładana, a jednak sobie poradziłam :-D Teraz jest co wspominać ;-) Wierzę, że Tobie też się uda dać radę ze wszystkim i potem będziesz z siebie dumna.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Dzięki, na pewno dam znać, jak postępy ;)
UsuńJa mam trochę inny problem - powinnam już powoli się przeprowadzać, a nie ma gdzie. Już tracę cierpliwość, bo w planach jest wspólne zamieszkanie razem z moim Ukochanym, ale to ja ciągle szukam mieszkań i wszystkim się martwię. Trochę przykro, ale wiem, że mój Ukochany ma ostatnio naprawdę mnóstwo pracy... Tylko nie chcę nagle obudzić się z ręką w nocniku.
OdpowiedzUsuńWiem na pewno, że jak dojdzie do pakowania, to będzie tragedia :D Już robię powoli porządek w ciuchach, żeby wiedzieć, co zabrać. Poza tym też jestem sentymentalną bałaganiarą :D
Na pewno musimy skombinować sobie wentylator, kuchenkę mikrofalową, kupić wymarzone, upatrzone łóżko i... dobre, porządne noże. Mój Michr jest kucharzem :D Sądzę, że i tak wyjdzie w praniu, że sporo rzeczy brakuje, choć staram się robić listę jak coś mi się przypomni.
Czekam na kolejne posty. ;>
Widzę, że mamy podobne sytuacje ;) Trzymam kciuki, żeby udało Wam się wszystko zorganizować tak jak chcecie :)
UsuńBoże, pamiętam jak ja sie wyprowadzałam z akademika, żaden system nie działał niestety,ważne żeby wszystko spakować:D Powodzenia na "swoim"! :) zapraszam do siebie na nową notkę :)
OdpowiedzUsuńJa tu mam rzeczy chomikowane od podstawówki, więc będę miała mnóstwo roboty :P
UsuńJa też tak mam w swoim pokoju, żal wyrzucać :(
UsuńTrochę mnie nie było, a u Ciebie taaakie zmiany!
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jak Ci zazdraszczam i chciałabym mieć takie problemy jak Ty masz teraz! Codziennie marzę o wyprowadzce, ale czas najpierw znaleźć pracę (chyba muszę zacząć intensywne poszukiwania) ;)
Powodzenia w takim razie :)
UsuńJa z mojej pracy jestem bardzo zadowolona, ale nie wiem, jak długo tam będę pracować - nie wiem, czy uda mi się to pogodzić ze studiami...
Polecam prowadzić dom tymczasowy dla kota :-) No chyba, że się do kotów przywiązujesz, to nie polecam :-P Ja taki prowadziłam jak jeszcze nie było stać mnie na swojego.
OdpowiedzUsuńOj, nie ma opcji, strasznie się przywiązuję, nie oddałabym ;)
Usuńwiem co czujesz, właśnie przeżywam to samo ;)
OdpowiedzUsuńtrzymam kciuki za udaną i bezproblemową przeprowadzkę :)
pozdrawiam
Dzięki :)
UsuńA ja tak baardzo chciałabym mieć swoje mieszkanko, ale jeszcze trochę i mama nadzieję, że powoli zacznę spełniać swoje marzenia ;)
OdpowiedzUsuńWszystko w swoim czasie, trzymam kciuki :)
UsuńDoskonale Cię rozumiem, bo również jestem w trakcie przeprowadzki:) Tylko od mojego "starego mieszkania" do nowego jest 100 km, więc jest to baaaardzo trudne do ogarnięcia:)
OdpowiedzUsuń