Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ćwiczenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ćwiczenia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 września 2012

Orlica dietuje... #4 - Efekty po miesiącu odchudzania

No i stało się... Przedwczoraj minęły cztery tygodnie mojego odchudzania się, wczoraj zrobiłam wszystkie pomiary. To chyba czas na raport? ;)
  
  
Nigdy nie uwierzyłabym, że wytrzymam miesiąc na diecie. I pewnie bym nie wytrzymała, gdybym nie widziała efektów ;) A jednak je widzę i powoli zaczynają je dostrzegać też inni, osoby z mojego otoczenia. 
Z pomiarów pewnie wiele nie wyciągniecie, bo tak się składa, że akurat "wielki dzień mierzenia i ważenia" przypadł w trakcie mojego okresu, więc jestem spuchnięta i cięższa niż zwykle. A mimo to są spadki we wszystkich niemal pomiarach, więc i tak się pochwalę, a co ;)
  
   
Wagowo teoretycznie jest kiepsko, bo niby tylko 0,5kg mniej niż dwa tygodnie temu. Myślę jednak, że gdyby nie okres, byłoby jeszcze ok. 1kg mniej - bo mniej więcej tydzień temu ważyłam już 57kg, przed okresem. Nie przejmuję się jednak tym dzisiejszym wynikiem, bo wiem, czym jest spowodowany, poza tym bardzo pocieszają mnie spadki w pomiarach centymetrem :)
Powoli pozbywam się znienawidzonych boczków, oponka też stopniowo znika, tak samo jak wielkie uda ;) Jest coraz lepiej, a ja się coraz lepiej czuję w swoim ciele, nawet mój Ukochany to ostatnio zauważył :) Oczywiście nadal wiele mi brakuje do celu - teoretycznie celem miało być 54kg, ale myślę, że bardziej wizualnie będę oceniać, czy to już ;) Marzę, żeby znowu wcisnąć się w sukienkę ze Studniówki - była przepiękna, ale ja ważyłam wtedy ok. 50kg - założenie jej ponownie będzie trudne ;) Ale dam radę, prawda?
Jak wygląda aktualnie mój jadłospis? Cóż, podobnie do tego, co prezentowałam jakiś czas temu w formie osobnego posta, ale ze względu na praktyki zjadam posiłki w nieco innym układzie - śniadanie, drugie śniadanie, trzecie śniadanie, obiad, kolacja ;) Chodzi o to, że łatwiej mi zabrać do pracy dwa posiłki typowo śniadaniowe (np. jogurt + jabłko czy owsianka do zalania wrzątkiem) niż kombinować z daniem obiadowym. Piję także dużo wody i lekkich płynów, jak herbata biała czy zielona. Niedługo skrobnę porządnego posta na temat nawadniania organizmu ;) Poza tym zjadam więcej kalorii niż wcześniej - nie wiem ile, nie liczę. To dlatego, że teraz znacznie więcej ćwiczę.
No właśnie, co poza dietą? Pisałam ostatnio, że udało mi się zdobyć karnet na świetną siłownię z fitnessem i strefą spa - chodzę tam kiedy tylko mogę. Przed rozpoczęciem praktyk byłam tam prawie codziennie, teraz wieczorami nie zawsze mi się chce i nie zawsze się czuję na siłach, ale jednak staram się znaleźć trochę czasu i energii, żeby iść się poruszać. Na siłowni ćwiczę głównie w strefie Cardio - czyli na moim ulubionym stepperze, orbitreku, rowerku, trochę na bieżni... Trener zachęca mnie również do ćwiczeń na części Gym, tzn. różne ćwiczenia z obciążeniem, ale jakoś nie mogę się przekonać, płoszą mnie wielcy faceci zajmujący stanowiska obok :D Poza siłownią, staram się też jak najwięcej spacerować, codziennie jest to od 5 do 10km pieszo, szybkim marszem. Oszczędzam na biletach i paliwie, a przy tym chudnę - układ doskonały ;)
  
Na koniec, pochwalę się jeszcze pewnym zdjęciem... A na nim spodnie kupione w czerwcu, wtedy były mi na styk :)
   
 
To by było na tyle... Chcecie kolejny raport za dwa tygodnie? Mam nadzieję, że będę miała się czym chwalić! ;) A jak Wam idzie odchudzanie, jeśli zabrałyście się za nie razem ze mną? :)

czwartek, 30 sierpnia 2012

Orlica dietuje... #3 - Po dwóch tygodniach!

Tak tak, zaskoczyłam wszystkich, z sobą na czele, faktem, że wytrzymałam dwa tygodnie na diecie. Ba, właściwie to coraz bardziej się w nią wciągam. Jak? O tym zaraz :)
  
  
Dziś przyszłam się Wam przede wszystkim pochwalić tym, co osiągnęłam przez dwa pierwsze tygodnie diety... Myślę, że najlepiej zobrazuje to ta tabelka, co ostatnio, uzupełniona o nowe dane:
  
    
Jak widzicie, w 2 tygodnie udało mi się zrzucić 2,6kg - to nawet więcej, niż ustaliłam sobie na pierwszy cel! Jestem baaardzo zadowolona, zwłaszcza, że nie zeszła mi tylko woda zalegająca w organizmie - widać to choćby po reszcie wymiarów... Wszędzie ubyło! No, łydki pozostały bez zmian, ale to głównie mięśnie, ostatnie widoczne w moim ciele :P Najbardziej cieszy mnie -4cm na brzuchu i -2cm w talii. 
Już teraz, choć wizualnie pewnie niewiele na razie widać, czuję się znacznie lepiej w swoim ciele :) 
  
Przez te dwa tygodnie pracowałam na efekty głównie dietą, ale również wprowadziłam więcej ruchu do mojego dziennego rozkładu dnia. Robię długie spacery, średnio 8km dziennie, staram się spalać ok. 500kcal dziennie (równocześnie nieco więcej jeść).
Parę dni temu poszłam do centrum wellness - z siłownią, fitnessem, SPA, korzystając z jednego darmowego wejścia, jakie oferuje to centrum. Tak mi się spodobało, że poruszyłam niebo i ziemię, żeby dać radę chodzić tam częściej - niestety ceny są dość wysokie. Na szczęście okazało się, że firma, w której pracuje mój Tata, ma umowę z tym centrum, więc pracownicy i ich rodziny mogą uzyskać rabat - i nam się udało! Od 1 września zaczynam intensywnie chodzić tam na siłownię i fitness, nie omieszkam zajrzeć także czasem do sekcji SPA (SPA w tym przypadku oznacza różnego rodzaju sauny, natryski, jacuzzi itd, a nie kwestie kosmetyczne ;)). 
Staram się więc poprawić swoją kondycję - wczoraj np. udało mi się pobić swój rekord w biegu w teście Coopera. Nadal jest on żałosny, bo mój bieg to tylko marszobieg, ale będę go sukcesywnie podbijać ;) Mam nadzieję, że dam radę :)

W ćwiczeniach bardzo pomaga mi aplikacja Endomondo.com. Dzięki niej mogę kontrolować swoje ewentualne postępy, liczyć osiągnięcia, sprawdzać się względem innych osób. Możecie sprawdzić sobie moje "wyczyny" o tutaj:
Chcecie może żebym napisała więcej o tym centrum wellness albo o endomondo? A może o innych aspektach diety i odchudzania, jak to u mnie wygląda? Nie jestem żadnym ekspertem, ale chętnie podejmę temat i może kogoś zainspiruję? ;)

A za dwa tygodnie post z kolejnym sprawozdaniem, oby równie pozytywnym! :)

sobota, 18 sierpnia 2012

Orlica dietuje... #1 - Po wizycie u dietetyka

Część z Was może już wie, że parę dni temu, we wtorek, udałam się do dietetyka. Zbierałam się do tego od dawna, bo ostatnimi czasy sporo mi się przytyło i coraz mniej chętnie patrzyłam w lustro... Ostatecznie zmotywował mnie kupon na Gruperze, oferujący pierwszą wizytę u dietetyka wraz z analizą składu ciała i poradą żywieniową za 29zł zamiast 80zł. Tak zaczęła się moja "wielka dietowa przygoda" ;)
  
  
Zacznijmy od tego, że oferta dotyczyła właśnie tego dietetyka, nad którym zastanawiałam się najbardziej, zanim pojawił się na Gruperze. Bez większego wahania kliknęłam więc kupon i po kilku dniach zadzwoniłam umówić się na wizytę. Celowo zapisałam się na termin po moim powrocie z wakacji - chciałam się jeszcze cieszyć folgowaniem sobie na wyjeździe ;) Trochę mnie to kosztowało, ale o tym zaraz. 
Udałam się więc do gabinetu Mój Dietetyk, który znajduje się w Toruniu (w innych miastach także), przy ulicy Fosa Staromiejska 20a. Przyjęła mnie przesympatyczna pani Małgosia, która wizytę rozpoczęła od wywiadu - co jem, jak jem, co chcę osiągnąć, czemu chcę schudnąć, jaki tryb życia prowadzę, jaki jest mój stan zdrowia... Wywiad był bardzo dokładny, zwłaszcza, że zostałam także poproszona o rozpisanie przykładowego dnia pod względem posiłków. Pani Małgosia wskazała mi później na tej rozpisce, co powinnam zmienić, czego unikać itd.
Przyszła też pora na analizę składu ciała. Stanęłam na wadze, przekonana, że zobaczę moje przerażające 57kg... Niestety nie, okazało się, że w ciągu miesiąca przytyłam 4kg i na wadze pojawiło się ponad 61kg - nigdy w życiu tyle nie ważyłam! Byłam w tak ciężkim szoku, że później zważyłam się także na innej wadze - zgadzało się... Moja domowa waga okazała się "rozstrojona", zaniżała wyniki... Teraz już jest naprawiona i mogę się nią do woli dołować ;) Jeśli chodzi o inne wyniki, nie ma tragedii, ale z chęcią je poprawię. Zaraz pokażę wszystkie aktualne parametry.
Po przeanalizowaniu moich nawyków żywieniowych i składu ciała, pani Małgosia dała mi konkretne wskazówki, co powinnam zmienić. Obliczyła także, że żeby zdrowo zrzucić moje nadprogramowe 7kg (chcę wrócić do 54kg) muszę jeść mniej więcej 1300kcal dziennie - w ten sposób w 2 miesiące powinnam osiągnąć cel. Miałam możliwość, by ułożono mi konkretną dietę dopasowaną do moich potrzeb, ale cena mnie przeraziła - stwierdziłam, że spróbuję na własną rękę. Z takich najważniejszych założeń, których będę się trzymać - chleb i makaron tylko pełnoziarnisty, ryż brązowy, 5 posiłków dziennie, zero podjadania, zero cukru do herbaty, ok. 2 l płynów dziennie, ostatni posiłek ok. 3h przed spaniem.
Na pożegnanie dostałam całą masę różnych materiałów:
  
  
Przyznaję, że byłam załamana tą wizytą i kilogramami, o których nie miałam pojęcia. Dało mi to jednak potężnego mobilizacyjnego kopa i od razu wzięłam się do roboty. Stwierdziłam, że nie będę się ściśle trzymać konkretnego jednego jadłospisu - raz, że nie zawsze mam akurat w domu to, czego bym potrzebowała, a dwa, że aż tak konsekwentna być nie umiem ;) Znalazłam więc kilka różnych jadłospisów dla danej ilości kalorii i nimi się inspiruję. 
  
  
Na początek trzeba było zrobić drobne zakupy... Powyżej macie ich część, ogólnie w sklepie zostawiłam 50zł... Na jakiś czas mi wystarczy. U mnie w domu jada się dość tłusto i większość produktów jest pszennych - dlatego musiałam kupić tak podstawowe artykuły jak chleb czy mleko. Z makaronu nie byłabym w stanie zrezygnować, więc także kupiłam wersję pełnoziarnistą. Do tego kasze i brązowy ryż, trochę rybki, za którą ogólnie nie przepadam, ale ostatnio mi smakuje ;) Nie obyłoby się niestety też bez słodzika - nie przepadam za czystą wodą, więc zastępuję ją hektolitrami herbaty - zielonej, białej, czerwonej. Niestety, nie przywykłam do smaku gorzkiej herbaty, a cukier wolę sobie darować, więc słodzik to ostatnie rozwiązanie. Oczywiście kupiłam także trochę świeżości - owoce, warzywa. Na start odkopałam też z pawlacza naszą starą sokowirówkę i zaczęłam sobie serwować świeże soki, mmm! :)
Jako, że rodzinkę mam sporą i żarłoczną, do lodówki musiałam wstawić koszyk, w którym teraz stoją moje dietowe narzędzia tortur, jak np. tuńczyk w puszce czy dżem niskosłodzony. Poza tym na drzwiach lodówki widzę teraz codziennie takie oto magnesiki, które dostałam od dietetyka:
  
  
Od kilku dni więc stosuję naprawdę przyjemną, lekką dietę - nawet nie czuję, że zjadam niemal 2x mniej kalorii mniej niż wcześniej. Chyba tylko raz, pierwszego dnia diety, zdążyłam zgłodnieć między posiłkami, a staram się ich jeść pięć dziennie. Jeśli jesteście zainteresowane, mogę niedługo pokazać Wam mój przykładowy dzienny jadłospis. Chcecie? :)
  
A żeby było z czym porównywać za dwa tygodnie:
  
  
Wzrostu mam 169cm, jakby to kogoś interesowało. Mam nadzieję, że za dwa tygodnie będę mogła tutaj poodejmować co nieco ;)
Dodam jeszcze, że moja aktywność fizyczna nie jest zbyt duża... Staram się robić dłuższe spacery, zamiast jeździć autobusem, poza tym wieczorami robię proste ćwiczenia na brzuch i nogi - stan zdrowia nie pozwala mi na wiele więcej. Trzymajcie kciuki, by to wystarczyło ;)
  
Swoją drogą, muszę baaardzo podziękować Kasi, która właściwie sama mianowała się moim dietowym doradcą i kontrolerem, za co jestem jej szalenie wdzięczna, bo w trakcie pojawiło mi się sporo pytań, na które właśnie Kasia mi cierpliwie odpowiedziała :) Dziękuję Ci bardzo :*
  
Za dwa tygodnie zamierzam pochwalić się Wam dotychczasowymi efektami diety - jeśli będzie tak, jak bym chciała, na wadze pojawi się 2kg mniej - zobaczymy. Jesteście zainteresowane dietowymi postami? :)
A może ktoś podietuje ze mną? ;)

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Moja droga do szczupłej sylwetki... Kto ze mną?

Wzięłam się ostatnio za siebie - uznałam, że boczki wylewają się już za bardzo, a spodnie są zbyt ciasne ;)
Słowem - rozmiar się przebrał!
Postanowiłam więc ostro wziąć się do roboty - ćwiczenia i jakaś tam namiastka diety - za bardzo lubię jeść, żeby to sobie darować ;) Problem mam głównie z dolną częścią ciała - chcę zrzucić trochę tłuszczyku z bioder, ud, pupy... W związku z tym, znalazłam serię ćwiczeń, które spodobały mi się, a mój ćwiczeniowy guru, czyli Pan i Władca we własnej osobie, od razu je zaakceptował.
Ćwiczenia pochodzą ze strony Modeling.pl.
   
Ćwiczenie pierwsze: Połóż się na boku i podeprzyj się na ugiętym łokciu. Obydwie nogi unieś nad podłoże. Następnie górną nogę unieś wyżej z palcami skierowanymi do góry. Wróć do pozycji wyjściowej, a następnie ćwiczenie powtórz w dwóch seriach po 8 razy z przerwą 15 sekund na obie strony. 


Ćwiczenie drugie: Usiądź na podłożu, podeprzyj się na obu łokciach i ugnij kolana. ćwiczenie polega na unoszeniu do góry miednicy tak, aby tułów i uda tworzyły linię prostą. Wytrzymaj w tej pozycji kilka sekund. Ćwiczenie wykonujemy w dwóch seriach po 10 razy z przerwą 15 sekund.



 Ćwiczenie trzecie: Połóż się na plecach, ramiona połóż wzdłuż ciała, nogi ugnij w kolanach, stopy oprzyj o podłoże. Ćwiczenie rozpoczynamy unosząc pośladki do góry, tak aby tułów tworzył linie prostą. Stopy silnie dociągamy w kierunku kolan, a pięty pozostają nadal oparte o podłoże. Nogi unosimy na przemian. Wyprostowaną w górze nogę możesz utrzymywać przez kilka sekund. Ćwiczenie wykonujemy w dwóch seriach po 10 razy z przerwą 15 sekund. 

 Ćwiczenie czwarte: Połóż się na brzuchu, ręce wsuń pod czoło. Równomiernie podnoś i opuszczaj jedną nogę. Nie powinnaś jej opuszczać do czasu kiedy odczujesz napięcia mięśni w pośladku. Stopa powinna być skręcona na zewnątrz. Ćwiczenie wykonuj na przemiennie raz jedna, raz druga noga w czterech seriach po 8-10 razy z przerwami 15 sekundowymi.  


Ćwiczenie piąte: Połóż się na brzuchu, ręce wsuń pod czoło. Jedno kolano powinnaś ugiąć tak, aby udo i podudzie tworzyły kat prosty. Udo zgiętej nogi unoś do góry tak, aby mięśnie pośladka były silnie napięte. Ćwiczenie wykonuj na przemiennie raz jedna, raz druga noga w dwóch seriach po 8-10 razy z przerwą 15 sekund. 
  
    
   
 Ćwiczenie szóste: Połóż się na brzuchu, ręce wsuń pod czoło. Obydwa kolana ugnij tak, aby i podudzie tworzyło kąt prosty. Złączone razem obydwie nogi unieś do góry intensywnie napinając pośladki. Ćwiczenie wykonuj w dwóch seriach po 8-10 razy z przerwą 15 sekund. 
   
 

 Ćwiczenie siódme: Pozycja wyjściową jest pozycja leżąca na plecach z ugiętymi kolanami. Następnie wyprostuj plecy i podnieś się na wyprostowanych łokciach do góry. Piętę prawej stopy postaw na lewym kolanie i z tej pozycji prostuj prawą nogę tak, aby w pozycji końcowej uda były ustawione równolegle. W pozycji końcowej kilkakrotnie prostujemy i zginamy stopę wyprostowanej nogi, aby bardziej poczuć mięśnie ud. Pozycje z wyprostowana nogą możesz utrzymywać przez kilka sekund. Ćwiczenie wykonuj w dwóch seriach po 8-10 razy z przerwą 15 sekund. 
   
Ćwiczenie ósme: Pozycją wyjściową jest klęk podparty na dłoniach, tułów prosty. Unieś jedną nogę jednocześnie ją prostując, a następnie zegnij ją w kolanie. Pamiętaj o prostych plecach i aby Udo wyprostowanej nogi nie było powyżej linii przedłużenia tułowia. Ćwiczenie wykonuj w czterech seriach po 8-10 razy z przerwą 15 sekundową po każdej serii. 
  

 Ćwiczenie dziewiąte: Połóż się na plecach ze złączonymi nogami uniesionymi do góry i rękami rozłożonymi na boki lub wzdłuż ciała.. Ćwiczenie polega na rozsunięciu nóg jak najdalej na boki. Postaraj się jak najdłużej utrzymać zgięte biodra i wyprostowane nogi Ćwiczenie wykonuj w czterech seriach po 10 razy z przerwą 15 sekundową po każdej serii. 


 Ćwiczenie dziesiąte: Połóż się na plecach, ugnij nogi w kolanach i ręce połóż wzdłuż ciała. Następnym krokiem jest powolne i równomierne unoszenie i opuszczanie miednicy tak, aby poczuć napięcie mięśni w dolnej części pleców i w pośladkach. Napięcie to można również wzmocnić przez przesunięcie pięt w stronę pośladków. Ćwiczenie wykonuj w dwóch seriach po 8-10 razy z przerwą 15 sekund. 
  

 Ćwiczenie jedenaste: Połóż się na plecach, ręce rozłóż na boki, unieś nogi do góry i dociśnij do siebie wewnętrzne strony stóp z kolanami lekko ugiętymi. Następnie zginamy i prostujemy obydwie nogi. Podczas zginania prowadź kolana na zewnątrz, a podczas prostowania zbliżaj je do siebie. Ćwiczenie wykonuj w czterech seriach po 10 razy z przerwą 15 sekundową po każdej serii. 



 Ćwiczenie dwunaste:  Stań w lekkim rozkroku, z wyprostowanym tułowiem, dłońmi położonymi na biodrach i stopami odchylonymi na zewnątrz. Powoli uginamy kolana schodząc w dół, i wracamy do pozycji wyjściowej. Możesz utrzymać pozycję z ugiętymi kolanami przez kilka sekund. Ćwiczenie wykonuj w czterech seriach po 10 razy z przerwą 15 sekundową po każdej serii.



 Źródło: http://www.modeling.pl/?sub=artykuly&fil=read&poz=11&art=48

Przyznam szczerze, że na razie te ćwiczenia są dla mnie mordercze - jeszcze nie udało mi się wykonać całej serii, zwykle wysiadam w okolicach siódmego ;) Ale wszystko w swoim czasie, prawda? Mam prawo być słaba, przy mojej anemii ;)
 Ponadto na brzuch wykonuję ćwiczenia ze słynnej 8minutowej serii, a pomaga mi przy nich ten oto pan ;)
   

 Jeśli chodzi o dietę to chyba najmniej restrykcyjny element mojego super-ekstra-planu chudnięcia ;) Otóż po prostu staram się nie jeść słodyczy i świństw typu chipsy czy zupki chińskie, nie jeść przed spaniem, no i ogólnie pochłaniać mniej więcej 2/3 tego, co jadłam do tej pory. Mam nadzieję, że całe to umęczanie się przyniesie jakieś efekty ;)

Kto przyłącza się do mnie w walce o szczupłą sylwetkę? :D

Tak przy okazji - mogę Was prosić o pomoc w konkursie?
Trzeba tutaj pod komiksem kliknąć "Nie zawiera rutyny" :) Z góry wieeelkie dzięki :)
Brakuje mi na razie 13 głosów ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...