Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BB Cream. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BB Cream. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 maja 2013

Lirene - Multifunkcyjny krem BB

Że kremy BB opanowały Polskę, to już chyba każda z nas zdołała zauważyć. Firmy wyprzedzają się nawzajem w dodaniu nowych wartości do hasełek typu "12 w 1" (matuje, kryje, rozjaśnia, wygładza, pierze, sprząta, gotuje, prasuje, myje okna, zmywa, wyprowadza psa i sprząta kuwetę?) - a pamiętacie, jak kiedyś "2 w 1" to było coś ekstra? ;) Nie wiem jak Wy, ale im więcej "funkcji" ma dany produkt tym mniej mu wierzę, dlatego baaardzo sceptycznie patrzę na najnowsze tego typu produkty na polskim rynku. Tym milej patrzy mi się na krem BB od Lirene, który żadnego takiego hasełka nie ma, a w określenie "multifunkcyjny" bardziej jestem skłonna wierzyć :)
   
  
Opis producenta i skład:
  
Gdzie i za ile: wszędzie, 20zł / 40ml
  
  
Moja opinia:
Opakowanie tego kremu to biało-beżowa tubka ukryta w kartoniku. Jest ładna i dość praktyczna, bo można ją postawić na zakrętce, ale to nadal tubka, a ja nie przepadam za taką formą opakowania - choć to chyba najpopularniejsze (jeśli nie jedyne) w przypadku kremów BB. Zakrętka wyposażona jest w bolec, który zatyka wylot tubki, dzięki czemu nie mamy wszystkiego upaćkanego kremem ;)
Krem jest dość rzadki, pachnie ładnie, jak to Lirene, ale niczym konkretnym. Warto zauważyć, że ten krem nie oferuje wyboru odcieni. Jest to dość nietypowe na rynku europejskim, ale z tego co zauważyłam - normalne wśród azjatyckim BBków. Sama nie wiem, czy uznać to za plus czy minus, bo wydaje mi się, że wśród Polek mamy większe różnice w kolorze cery niż w Azji (nie licząc skrajnych przypadków ;)). Krem ma dość ciemny, nieco pomarańczowy odcień, który mnie trochę przeraził. 
   
   
Nałożony na twarz okazuje się być leciutki, ale i bardzo słabo kryjący. Właściwie nie zauważyłam żeby zatuszował mi cokolwiek, ale nadał nieco innego kolorytu - o dziwo zdrowego, nie pomarańczowego ;) Nie da się też ukryć jego funkcji matującej - na cerze zostaje tylko ładny naturalny blask, a nie połysk świeżo wypolerowanego pucharu ;) Efekt ten utrzymuje się kilka godzin. Krem na twarzy zachowuje się tak, jakby go nie było, kilkakrotnie pod koniec dnia w ogóle zapomniałam, że mam go na sobie i dziwiłam się przez ułamek sekundy czemu pianka do mycia twarzy robi się lekko beżowa ;)
Właściwości pielęgnacyjnych nie zauważyłam, ale też na pewno nie szkodzi - nie podkreśla suchych skórek, nie wysusza, nie zapycha porów. 
Podsumowując - czy mnie przekonał? Tak, choć nie jest na pewno idealny. Mógłby lepiej kryć i mieć opakowanie z pompką ;) Mógłby też być dostępny w wersji nieco jaśniejszej. Mimo wszystko wydaje mi się, że jest to jeden z lepszych polskich/europejskich kremów BB, jakie miałam okazję testować.
Zobaczcie jeszcze jak wygląda na mojej facjacie:
  
Wiem, rzadko się tu tak pokazuję ;)
  
Próbowałyście BBika od Lirene? A może macie inne ulubione? :)

czwartek, 19 lipca 2012

Dr Irena Eris VitaCeric - Multifunkcyjny krem witalizujący BB

Na wstępie już przyznam, że byłam baaardzo ciekawa tego produktu - ze wszystkich firm kosmetycznych, to właśnie w Dr Irenie Eris pokładałam największe nadzieje w kwestii stworzenia prawdziwego kremu BB. Nigdy nie używałam tych azjatyckich, ale liczyłam, że nie będzie takiej potrzeby, skoro Eriska wzięła BB na tapetę. Prawdę mówiąc, zawiodłam się, ale jednocześnie produkt mi się spodobał. Zamotane? Poczytajcie recenzję ;)
   
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: np. sklep.eris.pl, 75zł / 50ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Zacznę od tego, że krem dostępny jest w dwóch wersjach kolorystycznych, ja mam tę jaśniejszą, więc 01 light beige. Nie jest ona może idealna dla bladziochów - jeszcze miesiąc temu, gdy ją dostałam i pierwszy raz użyłam, była dla mnie za ciemna, teraz, gdy się nieco opaliłam, jest już w sam raz.
Krem kupujemy zamknięty w kartoniku, w którym znajdziemy ładnie zabezpieczoną tubkę, która wygląda naprawdę elegancko i drogo - jak wszystkie produkty Dr Ireny Eris. Tubka jest stojąca, dzięki czemu nie ma problemów z wydobyciem kosmetyku, aczkolwiek średnio mi pasuje odkręcane zamknięcie - w tym przypadku wolałabym zatrzask, choć nie jest to dla mnie rażąca wada. W tubce kryje się krem - dość rzadki, przypominający konsystencją zwykły krem, choć w cielistym kolorze. Pachnie bardzo ładnie - powiedziałabym, że kwiatowo, ale nie umiem zinterpretować tego zapachu - może inna posiadaczka tego kremu mi pomoże?
  
  
A jak z działaniem? Cóż, producent obiecuje "nawilżenie, odżywienie, rozświetlenie, ochronę i koloryzację" - to ostatnie określenie średnio pasuje do kontekstu, co? ;) Niemniej, trzy albo i nawet cztery z tych pięciu obietnic spełnia. Po posmarowaniu cera nabiera ładnego zdrowego kolorytu, jest przede wszystkim wyrównana - krem może nie kryje mocno, ale na pewno dość, żeby poprawić gładkość cery. Występuje tu też ładne rozświetlenie - krem zawiera mikroskopijne drobinki, które odbijają światło, ale nie ma to nic wspólnego z efektem "Edwarda na słońcu" ;) Rozświetlenie jest bardzo subtelne, podoba się nawet mnie, choć nie jestem fanką tego efektu. Niestety muszę dodać, że krótko po posmarowaniu cera zaczyna się niemiłosiernie błyszczeć - moja jest mieszana. Niezbędne jest użycie pudru, w dodatku co jakiś czas i w sporej ilości. Jest to chyba jedyna poważniejsza wada tego produktu, ale nieźle dająca mi się we znaki. Po dłuższym używaniu stwierdzam też, że cera stała się ładnie nawilżona - choć nie jestem pewna, czy to zasługa właśnie tego kremu.
Podsumowując... Czy nawilża? Prawdopodobnie. Czy odżywia? Nie zauważyłam. Czy rozświetla? Jak najbardziej. Czy chroni? Tak, ma SPF 20. Czy koloryzuje? Tak, subtelnie. Czy jest to prawdziwy krem BB? Trudno mi powiedzieć. Od kremu BB oczekiwałabym prawdziwych cudów, podczas gdy krem Dr Ireny Eris jest tylko... albo aż... dobrym kremem tonującym. 
   
  
Wybaczcie brak zdjęcia na twarzy, ale jestem w trakcie "najazdu indian" i niekoniecznie chciałabym się w takim stanie prezentować światu :P
  
Jaka jest Wasza opinia na temat kremów BB? Próbowałyście tych azjatyckich? A może któryś z tych nowości, które pojawiły się na naszym rynku? Chętnie poczytam, co Wy o tym myślicie...

niedziela, 16 października 2011

Mollon Soft Finish - Puder w kompakcie nr 5 ( + podkład Mollon i kremy BB)

Dziś mam dla Was kilka rzeczy: 'normalną' recenzję pudru Mollon oraz po kilka słów o podkładzie Mollon i kremach BB, które testowałam tylko w próbkach, czego, przyznam szczerze, baaardzo nie lubię. Do firmy Mollon odnosiłam się zawsze bardzo sceptycznie, kojarzyła mi się jakoś z takimi typowymi bazarkowymi kosmetykami. Częściowo nadal mam takie skojarzenie, ale z drugiej strony jeden z tych kosmetyków pozytywnie mnie zaskoczył:
   
  
Opis producenta:
AKSAMITNY PUDER KOMPAKTOWY - Idealny do wykończenia makijażu twarzy. W jego składzie dużą rolę odgrywa talk mikronizowany, który nadaje jego strukturze jedwabistości. Puder zawiera koenzym Q10 opóźniający proces starzenia skóry oraz białka jedwabiu pomagające zachować sprężystość naskórka. W efektownej puderniczce z lusterkiem. Skóra satynowa, pełna blasku, wygładzone nierówności.
Cena: 15zł na AlleDrogeria.pl 
  
  
Moja opinia:
Zacznę od opakowania. To czarna kasetka z hologramowym nadrukiem na wierzchu, wygląda na dość solidną, ale to pozór, bo zepsuła się już w paczce w trakcie drogi do mnie - odpadło lusterko, odczepiło się wieczko. Udało mi się naprawić i jakoś "żyje". W opakowaniu tym nie znalazłam żadnej gąbeczki ani puszku, ale dla mnie to nie problem, bo i tak używam w tym celu pędzla. Warstwa sprasowanego pudru przykryta była tylko kawałkiem cienkiej folii, mniejszej od średnicy samego pudru.
W pierwszej chwili uznałam, że puder będzie dla mnie o wiele za ciemny. Po nałożeniu na twarz jednak okazało się, że ładnie zlał się on z kolorem mojej cery, nawet nie było widać, że coś mam na twarzy - oczywiście poza efektem zmatowienia i wygładzenia, który faktycznie jest. Puder matowi twarz na dłuższy czas, byłam wręcz zaskoczona, że aż tak dłuższy ;) I wygładza, bo pokrywa wszelkie zaczerwienienia itd - oczywiście nie idealnie jak korektor, ale na pewno czyni je mniej widocznymi. 
Mam co do niego mieszane uczucia - fajnie działa, ale raczej ze mną nie zostanie - na co dzień stosuję teraz sypkie pudry, a awaryjny kompakt do torebki już mam. A Wy używałyście kiedyś tego pudru? Jakie były Wasze wrażenia?
  
Tyle o pudrze... Przejdźmy do próbek ;)
  
Na tym fluidzie się bardzo mocno przejechałam. Niby to mój odcień, dość jasny, ale po nałożeniu na twarz zrobił się... pomarańczowy. W dodatku jak na podkład matujący, jest dość tłusty i sam sprawia, że cera się nieco błyszczy - nawet nałożony na już zmatowioną. Niewiele więcej mogę powiedzieć, bo w tej tubeczce było podkładu na 2 użycia - myślę, że ok. 20% pojemności tubki...
  
O tych kremach powiem jeszcze mniej ;) Oba są nieco kryjące i oba zawierają filtry SPF25. Oba mają rozjaśniać i niwelować zmarszczki. Szczerze powiedziawszy, ja nie widziałam między nimi żadnej różnicy. Po nałożeniu na twarz oba niewiele robiły - widać było tylko to delikatne krycie, bez żadnych wyczuwalnych efektów. Wybaczcie, że nie mam ich zdjęcia na ręce, ale zapomniałam o nim, a jak sobie przypomniałam, saszetki były już puste ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...