Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biżuteria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biżuteria. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 stycznia 2013

Ulubiona biżuteria

Jak każda kobieta, lubię biżuterię. Wyrosłam już z obwieszania się milionem naszyjników i pierścionków na każdym palcu - ach te moje mroczne czasy ;) Teraz jednak nadal oczywiście noszę biżuterię, w odpowiednich ilościach. Nie gromadzę co prawda świecidełek na tony, ale mam kilka swoich ulubionych, które chciałabym Wam dziś pokazać :) Część z nich ma wartość głównie sentymentalną, ale większość po prostu mi się podoba :)
  
O bransoletkach kiedyś już pisałam, więc dziś je pominę. Zacznę zatem od kolczyków:
  
  
Pierwsze dwie pary kupiłam za grosze na Allegro kilka lat temu. Są ręcznie robione, ze zwykłych naklejek naklejanych na sklejkowe płytki, więc zdążyły się nieco zniszczyć, jednak dalej je uwielbiam. Mam takiego mojego małego świra - lubię "kompozycje zamknięte". Nie przepadam za obrazkami zawieszonymi w próżni (m.in. dlatego orzeł w locie był idealnym wzorem tatuażu dla mnie ;)), a jeśli coś ma kształt koła, musi być w kształcie koła. Nie wiem, czy rozumiecie, co mam na myśli - do wyboru było mnóstwo wzorów, ale nie wybrałam kotków czy innych widoczków, bo były "ucięte" - w przeciwieństwie do okrągłych motywów jakimi są kiwi czy tarcza zegara. OK, namotałam :P Może mnie zrozumiecie :P
Kolejne dwie pary noszę najczęściej. Moje uszy często się "paprzą", więc wolę lekkie kolczyki, a te akurat takie są. Kulki kupiłam w Pepco, a skrzydła w Centro. Obie pary są dość uniwersalne, kulki nadają się na każdą okazję, a skrzydła lubię zakładać na wszelkie spotkania towarzyskie - możecie je wypatrzyć pewnie na większości fotorelacji ze spotkań blogerek ;)
Ostatnie dwie pary trudno uznać za jedną kategorię ;) Kolczyki z wieżą Eiffle'a kupiłam w Rossmannie, lubię je, ale najczęściej jednak wybieram którąś z wcześniejszych par. Jakoś chyba muszę mieć do nich odpowiedni nastrój i czuć się odpowiednio... dziewczęco? ;) Ostatni kolczyk to relikt z czasów, kiedy właśnie chodziłam cała ubrana na czarno i ciężka od biżuterii ;) To nausznica w kształcie węża, świetnie wygląda na uchu i robi wrażenie. Mnie przynosi szczęście - zakładam ją na egzaminy, choć prezentuje się dziwnie na tle eleganckiego stroju ;) Z talizmanu jednak nie zrezygnuję, o nie! :)
  
  
Ulubionych wisiorków czy też naszyjników mam mniej, bo tylko trzy. 
Pierwszy z nich zamówiłam na eBay'u z jednych z chińskich sklepów z darmową wysyłką. Zawsze chciałam mieć zegarek na wisiorku! Ten co prawda bardzo szybko przestał chodzić, ale wygląda nadal dobrze ;)
O drugim pisałam już tutaj przy okazji prezentów świątecznych - dostałam go od mojej blogowej bratniej duszy, meSS, na gwiazdkę, trafiła idealnie, bo bardzo często go noszę. Jest świetny, bo nie haczy ubrań, nie plącze się w sweterki, no i czyż nie jest uroczy? ;)
Ostatni też chyba kiedyś tu pokazywałam, Jest spory i średnio praktyczny, bo ważka ciągle zaplątuje się w ubrania i haczy je, ale jakoś nadal je katuję i ważkę zakładam. Chyba mam słabość do owadów ;) No i znowu to, co w przypadku pierwszych kolczyków - ważka w kształcie ważki ^^
  
  
Na koniec zostawiłam pierścionki.
Dwa pierwsze to srebrne obrączki, które sprawiliśmy sobie z Ukochanym na rocznice. Pierwszym z nich uczciliśmy naszą pierwszą (a może drugą...?) rocznicę, ma w środku wygrawerowane nasze imiona i datę od kiedy oficjalnie jesteśmy razem :) Jak widzicie, obrączka zdążyła się poobijać przez te lata, ta Ukochanego w ogóle pękła, więc na czwartą rocznicę kupiliśmy sobie nowe - te z drugiego zdjęcia. Te były już bardziej pod jego gust, ale nie narzekam ;) I tym razem bez grawera - zapamiętał datę :P Zwykle noszę je obie, nowszą na prawej ręce, starszą na lewej. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych lat będę mogła odłożyć starą, nową przełożyć na lewą rękę, a na prawą założyć śliczny nowy pierścionek z białego złota ;)
Trzeci pierścionek zrobiłam sama z oczka z lakierem Orly - Space Cadett. Jest niesamowity, bo mieni się wieloma kolorami i naprawdę dobrze wygląda w ciemnozłotej oprawie. Domyślam się, że nie jest to pierścionek, który będą przekazywać sobie moje wnuczki, ale w razie czego zrobię sobie nowy :P
Trzeci to takie dziwadełko pokroju wężowej nausznicy - pierścionek w kształcie jaszczurki owiniętej wokół palca. Wygląda dość topornie, ale bardzo podoba mi się noszony na kciuku :)
     
Podobają Wam się moi ulubieńcy? Nosiłybyście czy mamy zupełnie różne gusty? :)

wtorek, 20 listopada 2012

Jesienno-zimowe zakupy odzieżowo-dodatkowe

W ciągu ostatniego miesiąca poczyniłam kilka zakupów z nastawieniem na coraz chłodniejsze dni :) Pokazywałam Wam już nowe buty na zimę, czas dzisiaj na pozostałe łupy - ubrania i dodatki ;)

Bez zbędnych wstępów, najpierw kolczyki:
  
  
Kupiłam je zaraz po odebraniu mojej wygranej karty upominkowej z Rossmanna :D Jak łatwo się domyślić, dorwałam je właśnie w Rossmannie i z miejsca się zakochałam, są po prostu urocze ;) Marka to Accessories, kosztowały niecałe 18zł. I co ważne - nie podrażniają mi uszu, jak to ostatnio czynią niemal każde kolczyki... -.- Są lekkie i naprawdę dziewczęce ;)
  
Kolejny kolczyk to zupełnie inna bajka...
 
  
Czasem mam jeszcze przebłyski i odzywa się we mnie mhroczna nastoletnia Orlica, która uwielbiała takie błyskotki ;) Ten jakże przyjazny smok pochodzi ze sklepu BornPrettyStore.com, dokładnie STĄD (klik). Kosztuje poniżej 10zł, przesyłka jest darmowa - uroki sklepów azjatyckich ;) Bardzo mi się podoba, ale są dwie wady - nie ma zatyczki (może to wina mojego egzemplarza ;)) i łatwo spada z ucha. Moje uszyska są dość spore, a kolczyk jest chyba azjatyckich rozmiarów, bo średnio leży, muszę wręcz na siłę wpychać ucho w odpowiednie miejsce, choć brzmi to dziwnie. Mam też tego rodzaju nausznicę z wężem, służy mi o wiele lepiej, dobrze się trzyma i chyba jest ładniejsza ;)
  
No i przechodzimy do ciuchów ;)
   
  
Lubicie oglądać lumpeksowe łowy, prawda? To jeden z moich ostatnich :) Mam ostatnio słabość do takich jasnych ciuchów, delikatnych i kobiecych, dlatego ten sweterek szybko mnie do siebie przekonał. Marki Flash Nights co prawda nie kojarzę, ale jestem tylko blogerką kosmetyczną, nie modową ;) Sweterek kosztował mnie 10zł, jest idealnym stanie, ładnie leży, choć jeszcze nie miałam okazji go założyć ;)
  
I drugi lumpeksowy łup:
  
  
Tym razem jasnobeżowa tunika z drewnianymi guziczkami. Gdybym miała więcej odwagi, pewnie nosiłabym ją jako sukienkę ;) Na metce jest marka Young Canda, ale to znowu nazwa, która nic mi nie mówi - och ja głupia ;) Tunika również kosztowała 10zł. Nosiłam ją i bardzo mi się podoba w połączeniu z czarnym długim kardiganem - jest ciepło i ładnie ;) Naprawdę dobrze się w niej czuję, więc zakup zdecydowanie udany wg mnie :)
  
I ostatni łup...:
  
  
Te spodnie były dla mnie wybawieniem. Po diecie schudłam na tyle skutecznie, że moje "nowe" rurki, które kupiłam, kiedy w nic innego się nie mieściłam, zaczęły leżeć na mnie jak spodnie MC Hammera. Wszystkie pozostałe ze "szczuplejszych czasów" podobnie - wszystko na mnie wisiało, a ja nie miałam kasy na nowe spodnie! Na szczęście wtedy mama dostała te spodnie od znajomej, której nie pasują, i od razu przekazała mi. Pomyślałam "Uuu, 36, wejdę...?" - ale weszłam! Ba, okazały się leżeć idealnie :) Bardzo mi się podobają, zwłaszcza te specyficzne hafty na tylnych kieszeniach. Spodnie są marki Cubus, nie mam pojęcia, ile kosztowały ;)
   
A jak Wasze przygotowania do chłodów? Ciepłe ubrania zgromadzone, zapasy uzupełnione? :) 

czwartek, 4 października 2012

Nie samymi kosmetykami Orlica żyje!

Otóż to, proszę Państwa, wbrew pozorom kosmetyki to nie wszystko! Jest wiele innych ważnych aspektów życia, jak np. ubrania, biżuteria, dodatki, poprawiające humor pierdółki ;) I o takich właśnie chcę Wam dziś napisać. Wiem, że lubicie łupowe posty, a mnie ostatnio udało się upolować kilka ładnych rzeczy, więc postanowiłam, że się nimi z Wami podzielę ;)
  
Po pierwsze - portfel:
  
   
Jestem konsultantką Avonu i lubię niektóre ich kosmetyki. Zawsze jednak sceptycznie byłam nastawiona do ich biżuterii, torebek i dodatków. Uznawałam je za drogie i nieciekawe. Dopóki nie pojawiła się w ofercie seria Tallulah... Obejmowała ona torebkę, portfel, kosmetyczkę, etui na klucze i etui na dokumenty, wszystko to z pięknego tworzywa o skóropodobej fakturze i z moim ukochanym motywem starej mapy - oczywiście zachorowałam na ten komplet od razu! Był jednak za drogi i szkoda mi było jednak pieniędzy, aż w końcu go wycofali. Dostałam w prezencie od firmy kosmetyczkę i napaliłam się jeszcze bardziej na resztę, zwłaszcza na portfel. Wreszcie znalazłam go w ofercie netto dla konsultantek, za 21zł - zamówiłam bez wahania. I nie żałuję ani grosza! Portfel jest bardzo solidny, mocny i praktyczny, a do tego naprawdę piękny! Zakochałam się w nim od razu :) Co ciekawe, moja Mama również go sobie zamówiła i jej wygląda zupełnie inaczej - tzn. jest uszyty z innego kawałka "mapy" :D To świetny patent, bo dzięki temu portfele, choć takie same, całkiem się od siebie różnią :)
Macie jakieś tego typu akcesoria z Avonowych katalogów?
   
  
Wreszcie skusiłam się, żeby wykombinować i dla siebie lakierowy pierścionek! Sama nie wiem czemu wybrałam ciemnozłotą oprawę, bo wolę srebro, ale zaskakująco dobrze się w tym pierścionkiem czuję. Zrobiłam go z jednego z moich ulubionych lakierów - Orly - Space Cadett. Pewnie o nim słyszałyście albo widziałyście albo go macie ;) To niesamowity multichromowy lakier, mieniący się kilkoma kolorami - jak widać na zdjęciach powyżej. Najwięcej w nim widać zieleni, fioletu i pomarańczu, a to bardzo 'moje' kolory :) Od kiedy go założyłam ok. tydzień temu, ani razu nie zdjęłam go na dłużej, tylko do mycia, smarowania się balsamem czy kremem do rąk itd ;) Już przez ten tydzień zebrałam za niego sporo komplementów, więc tym bardziej jestem z niego zadowolona. 
A Wam się podoba? :)
  
  
Zaczęła się typowa jesień, moja ukochana pora roku. I mimo, że ją uwielbiam, to jednak nie przepadam za tymi deszczowymi dniami, zwłaszcza, że do tej pory nie miałam żadnej ładnej parasolki ;) Owszem, targałam ze sobą wielki i nieskładany parasol od Ukochanego, taki w formie laski, ale jednak to było dość uciążliwe, że nie mogłam go schować do torebki. W końcu zdecydowałam się na zakup zwykłego składanego parasola. Natknęłam się na takie w Pepco, kosztowały zawrotną kwotę 7,99zł i miały naprawdę ładne wzory. Oczywiście, nie jest to parasol najwyższej jakości, ale ten sezon powinien przetrwać ;) Wybrałam wzór, który od razu przykuł mój wzrok - fioletowe kwiatki i esyfloresy na czarnym tle. Bardziej "moje" byłyby chyba tylko takie same wzory na białym tle :P Strasznie mi się podoba :) Dodatkowo zaopatrzony jest w pokrowiec z tego samego materiału.
A jak Wy wolicie - tani i ładny parasol średniej jakości czy droższy i na dłużej? :)
  
  
Ostatnio mam mało czasu na chodzenie po lumpeksach, a jak już do jakiegoś zajdę to nie umiem nic sobie znaleźć. Udało mi się jednak upolować śliczny sweterek Atmosphere za 2zł! Nie muszę chyba wspominać o kolorze - jasnofioletowym, moim ukochanym :D Sweterek jest krótki i nietoperzowaty, a od jakiegoś już czasu taki za mną chodził. Całkiem nieźle się w nim czuję, zwłaszcza, że podkreśla talię i brzuch, które, uwaga, mogę już pokazywać :D Jest mięciutki i dość cienki, ale nie wygląda na taki, co z założenia ma grzać ;)
Upolowałyście ostatnio coś ładnego na lumpkach? :)


I na koniec mój mały eksperyment - sypane herbaty. Do tej pory używałam głównie ekspresowych, bo po prostu nienawidzę fusów ;) Ale teraz jakoś sobie z nimi radzę. Dostałam jakiś czas temu propozycję przetestowania i opisania na blogu herbat ze sklepu 1000SmakowSwiata.pl - uznałam, że skoro i tak prowadzę na blogu herbacianą serię to nie zaszkodzi spróbować. Proszę sobie darować żenujące komentarze o sprzedaniu się ;) Dostałam pięć saszetek herbat sypanych, dopasowanych do moich upodobań - za jakiś czas napiszę Wam o nich nieco więcej :)
Tymczasem lecę na herbatkę ;)
  
Podobają Wam się takie posty o niekosmetycznych łupach? Może zrobić z nich blogową serię? :)

piątek, 10 sierpnia 2012

Moja biżuteria - magiczne bransoletki

Jestem jedną z tych kobiet, które mają duże ilości biżuterii, którą rzadko noszą ;) Zwykle ograniczam się do kilku ulubionych rzeczy - nausznica z wężem, kolczyki skrzydła, naszyjnik z ważką, obrączki od Ukochanego... A do tego zawsze jakaś bransoletka, ewentualnie kilka. Sęk w tym, że bransoletek właściwie nie kupuję (z małym wyjątkiem). Zwykle je dostaję od znajomych czy przyjaciół i nabierają dla mnie specjalnego znaczenia.
  
  
Jak widzicie, są to bransoletki bardzo różne, w różnych stylach, większość jest ręcznie robiona, za co cenię je jeszcze bardziej. Przyjrzyjmy się im po kolei :)
  
  
Ta towarzyszy mi od baaardzo dawna. Kiedy miałam ok. 8 lat, czyli kilkanaście lat temu, moja kuzynka uczyła mnie różnych metod robienia biżuterii - między innymi takiego właśnie splotu, zwanego kiedyś bransoletkami przyjaźni. Podarowała mi wtedy jeden ze swoich wyrobów. Właściwie kilka, ale ten zawsze był dla mnie ideałem, bo nie ma ani jednego błędu, odstającej nitki, nic. Teraz ma dla mnie wartość głównie sentymentalną :)
  
  
Tę podarowała mi Dzolls w podziękowaniu za małą pomoc z blogiem. Byłam bardzo mile zaskoczona samym faktem odwdzięczenia się, bo absolutnie tego nie oczekiwałam. Noszę ją często, ale nie za długo, bo z jakiegoś powodu chyba uczula mnie zapięcie - mimo, że jest identyczne jak w kilku innych bransoletkach, od których nic mi nie jest. Niemniej, bardzo ją lubię, jako taki symbol ;)
  
  
I kolejny prezent, tym razem bardzo specyficzny. Bransoletkę tę zrobiła dla mnie .meSS, czyli wspaniała osoba, którą poznałam na spotkaniu toruńskich bloggerek i która okazała się moją bratnią duszą. Jak widzicie, bransoletka jest zrobiona z... nakrętek na śrubki :) Jest jednak wygodna i w żaden sposób nie przeszkadza. Jak na nią patrzę, uśmiecham się w duchu, bo chyba tylko .meSS byłaby w stanie wymyślić biżuterię z materiałów remontowo-budowlanych ;) 
  
  
Tę bransoletkę znalazłam w moim BlogBoxie od Vexgirl. I powiem Wam szczerze, że nie wiem, co mi się w niej aż tak podoba, myślę, że jest zaklęta, ale ćśśś... Chodzi o to, że co chwila się psuje, a ja uparcie naprawiam ją od razu i zakładam z powrotem na rękę - mam jakiś wewnętrzny przymus ;) Kilka razy już niemal podcięłabym sobie nią żyły - tzn. tymi "klipsami" na końcach, jak wbiją się w skórę to nie da się tego nie poczuć ;) Co dziwne, mimo wszystko bardzo ją lubię!
  
  
Kolejny sentyment... Na Targach Turystycznych w Berlinie wdałam się w dłuuugą rozmowę z przesympatyczną Kolumbijką, w charakterystycznym stroju, makijażu itd. Mimo ostrych indiańskich "barw wojennych" na twarzy widać było, jaka była piękna, nie mogłam oderwać wzroku od jej oczu. Kiedy musiałam już uciekać, żeby obejrzeć też inne stanowiska, złapała mnie za rękę i zawiązała na niej powyższą bransoletkę, mówiąc, że plotła takie ze sznurków i wysuszonych łodyg roślin razem z siostrami i przywiozła ze sobą kilka na Targi. Jedną z nich postanowiła podarować właśnie mi, co mnie wzruszyło. Uwielbiam takie egzotyczne akcenty wiedząc, że nie są "mejd in Czajna". Czuję się prawie jak Martyna Wojciechowska ;)
  
  
  Ta już ostatnia, dla odmiany kupiona przeze mnie. Ogólnie mówiąc, zwykle nie przepadam za obowiązującą aktualnie modą w biżuterii, ale na charmsy jakoś się skusiłam, mimo to. Jednak każda z zawieszek wybrana została po dłuższym zastanowieniu i każda coś dla mnie oznacza - poza tymi serduszkami, które były "odgórnie" wczepione w bransoletkę i nigdy nie mogę się zabrać za wymontowanie ich. Rzadko noszę to cudeńko - wkurza mnie to dzwonienie ;) Mimo to, bransoletka zawsze leży na honorowym miejscu. :)
   
To co, chce mi ktoś podarować jakąś bransoletkę do mojej magicznej kolekcji? :P
Też macie jakieś "magiczne" elementy biżuterii, które wiele dla Was znaczą?

wtorek, 17 lipca 2012

Trochę nowych niekosmetycznych łupów...

Nie samymi kosmetykami żyje człowiek, prawda? Nawet bloggerka kosmetyczna ;)
Dlatego dziś chciałabym Wam pokazać kilka ciekawych niekosmetycznych rzeczy, które ostatnio znalazły u mnie domek. Spora część z nich pochodzi z wymiany - pozbyłam się nieco zalegających kosmetyków i zbyt małych ubrań, z czego bardzo się cieszę. Kupiłam też ciut dla własnej przyjemności (a co, czasem mogę!) i zrobiłam sobie parę błyszczących drobiazgów...

A więc po kolei... a właściwie od końca ;)
  
  
Te kolczyki, jak łatwo się domyślić, zrobiłam sobie sama. Kiedy robiłam lakierowe naszyjniki, kupiłam też jeden komplet półproduktów do zrobienia kolczyków - leżały aż do teraz. Właściwie co chwila próbowałam zrobić naszyjnik albo pierścionek dla siebie, a koniec końców zawsze i tak uznawałam, że coś mi w danym oczku nie pasuje i puszczałam w świat. Wreszcie jednak udało mi się zrobić coś, z czego jestem w pełni zadowolona w kategorii "Będę nosić" ;) Te kolczyki wyczarowałam z lakierów Golden Rose Scales Effect - 13 i Essence - Choose me. Na żywo są bardziej turkusowe niż niebieskie ;) W przyszłości planuję pokombinować z takimi kolczykami dalej, ale na razie brak mi półproduktów i funduszy na nie...
  
  
Tutaj z kolei mamy dość przypadkowy zakup - weszłam do marketu dla zabicia czasu (czekałam na kogoś) i przechodząc między półkami trafiłam na szafkę z takimi zapachowymi świecami. Kosztowały 5,19zł i spośród kilku wersji wybrałam dwie - zieloną herbatę i bez, jedne z moich ukochanych zapachów. Zielonej herbaty co prawda raczej bym nie rozpoznała, ale pachnie ładnie ;) Bez za to jest rozpoznawalny, co bardzo mnie cieszy :) Plusem tych świeczek jest też to, że etykiety są foliowe, nie papierowe, więc bez problemu je można odkleić i cieszyć się szklanymi naczyniami i użyć ich choćby jako świeczników ;)
Przy okazji uświadomiłam sobie, jakie imię nadam drugiej córce, jeśli takowa mi się trafi :P Pierwszą na pewno nazwę Wiktoria - uwielbiam to imię, ale... Aurelia będzie następna ;)
  
Teraz słów parę o wymiankach:
  
  
Tę torebkę dostałam w zamian za parę kosmetyków. Od dawna szukałam takiej z gobelinowym wzorem, ale z czarną oprawą - wszędzie tylko beże... Jest bardzo wygodna i dość pojemna, choć minimalnie za mała na zmieszczenie formatu A4. Trzeba dodać, że jest bardzo solidna - mogłabym w niej przenosić cegły ;) Wolę jednak nosić w niej kalendarz, Kindle'a, kosmetyki... Czy ktoś mi się dziwi? ;)
  
  
Te dwie bluzeczki dostałam w zamian za inne ciuchy, które zalegały mi w szafie. Podoba mi się zwłaszcza druga, pudrowa bluzeczka Atmosphere z rękawem 3/4. W pierwszej podoba mi się przede wszystkim wzór, ale to też już chyba tu nikogo nie dziwi ;)
  
 
  

Od dawna też chciałam sobie sprawić body - nie nosiłam ich od czasów niemowlęcych, a strasznie byłam ciekawa, czy jest to wygodne itd. To body dostałam od tej samej osoby co pudrową bluzkę Atmosphere i była to udana wymiana, mimo małej nieścisłości ;) Body okazało się bardzo wygodne! Przyznam, że w upały chodziłam po domu tylko w nim i byłam z tego powodu naprawdę zadowolona ;) Teraz zastanawiam się, gdzie upoluję ładną elegancką koszulę z body, najlepiej także z żabotem - zależy mi czymś takim na egzaminy i inne "odświętne" okazje - wyglądam zawsze jak sierota z koszulą na spodniach, a ze spodni mi wyłazi ;) Znacie sklep, gdzie dostanę coś takiego w przyjemnej dla portfela cenie?
   



   
Przy okazji włosowego posta, napisałam Wam, że zamówiłam na Allegro trochę włosowych pierdół. Za paczkę o powyższej zawartości zapłaciłam 25zł. Po przetestowaniu każdej z tych rzeczy, wyceniam ją na 4zł - po złotówce za każde opakowanie gumeczek i wsuwki. Niestety tzw. hairagami okazały się nie do włosów, a do dupy - bo nic się nie da z nimi zrobić. To większe, bardziej charakterystyczne, skręca się sekundę po rozprostowaniu i jeszcze ani razu nie udało mi się zrobić z tym koka - nie mówiąc już o porządnym koku. Te plastikowe, pakowane po dwa, nie dają się za to zamknąć - mają tzw. kulkowe zapięcie, które zapinać daje radę tylko mój ojciec - nie ma szans, żeby udało się zapiąć je na sobie, w dodatku bez rozwalania fryzury, trzeba by było włożyć w to naprawdę duuużo siły. Nie wspomnę już o tym, że i tak nie trzyma włosów. Gumeczki i wsuwki są OK, ale co mogłoby z nimi być nie tak? Albo nie pytam, bo pewnie coś by się znalazło... Niby nie straciłam dużo pieniędzy, a i tak jestem na siebie zła. Pozostaje mi poczekać aż włosy trochę podrosną i spróbować znowu koka na skarpecie... 
  
A jakie ciekawe rzeczy Wam ostatnio przybyły? Kupiłyście coś ładnego?
A może dostałyście w prezencie jakiś drobiazg? Opowiedzcie :)

czwartek, 21 czerwca 2012

Mój pierwszy BlogBox!

Nie wiem, co było dla mnie większą frajdą - kompletowanie pudełka dla osoby, którą ja wylosowałam, czy czekanie na moje :) W obu przypadkach naprawdę wielką radość sprawiły mi BlogBoxy. Mój co prawda leżakował trochę na "docelowej" poczcie, ale chyba już został odebrany ;) A wczoraj już dotarł do mnie Box przygotowany dla mnie przez Vexgirl.
Nie wiecie, co to są BlogBoxy? Nic straconego! Napiszę Wam tylko, że pomysłodawczynią całej akcji jest Obsession, na jej blogu znajdziecie wszystkie potrzebne informacje, a może załapiecie się na kolejną edycję, w której i ja planuję wziąć udział ponownie :)
  
Dobra, ale do rzeczy.
Co znalazłam w moim pudełeczku?
  
  
Całość była zapakowana w pomarańczowe pudełeczko (co za zbieg okoliczności, ja mojego boxa wysyłałam w takim samym :D) i opakowana w pomarańczowy papier :) Wewnątrz znalazłam parę kosmetyków i bardzo miły liścik - z Vex znamy się też trochę pozablogowo (choć nie osobiście), więc tym bardziej miło było dostać paczuszkę właśnie od niej :)
Przyjrzyjmy się zawartości pudełka :)
  
  
Tutaj mamy szampon Yves Rocher dodający objętości i żel pod oczy z Ziai. Oba kosmetyki trafione - szampon taki sam czeka u mnie na półce na użycie, więc teraz będą czekać dwie buteleczki, ale to świetnie, bo bardzo go lubię :) Co do żelu - zdecydowanie się przyda. Do tej pory używałam tych żelów z FlosLeku, ale chciałam wypróbować Ziaję, więc dobrze się składa :)
  
  
Tutaj to już w ogóle czytanie w myślach - wczoraj przy demakijażu myślałam, że przydałaby mi się jakaś odżywka do rzęs, bo słynna L'Biotica niewiele mi pomogła i średnio pasowała mi jej aplikacja. No i abrakadabra, jest odżywka Eveline "na szczoteczce" :D Cieszę się bardzo :)
Jest tu też bransoletka, "osobisty drobiazg", jak to ładnie Vex określiła - od razu wylądowała na moim nadgarstku, bo parę dni temu musiałam zrezygnować z bransoletki, którą dostałam od innej bloggerki - jej zapięcia zaczęły mnie uczulać :( Teraz już dumnie paraduję z nową bransoletką ;)
  
  
I jeszcze kolejne drobiazgi :) Dostałam miniaturkę kremu do rąk o ślicznym malinowym zapachu i ze świetnym "farbkowym" opakowaniem, dwa naturalne mydełka i kompozycję zapachową o moim ulubionym zapachu cytrusów - chyba odkopię z tej okazji mój kominek na tea-lighty ;)
  
Ogólnie mówiąc, bardzo podoba mi się to, co dostałam :) Przyznaję, że trudno trafić w mój gust, nawet mając do dyspozycji "Kartę Informacyjną BlogBox", bo lubię dość konkretne rodzaje kosmetyków, a niektórych nie tknę palcem, nawet jeśli chodzi tylko o zapach ;) Tymczasem Vex udało się trafić - jest naturalnie, ziołowo-owocowo-świeżo, a moja ciekawość została pobudzona przez miniaturki kremu i mydełek. Dziś wieczorem biorę się za ich testy ^^

Dziękuję bardzo Vexgirl i Obsession za wspólną zabawę - mam nadzieję, że będą kolejne edycje i że będę miała możliwość wzięcia w ich udziału ;)

niedziela, 20 maja 2012

Kolejne lakierowe naszyjniki!

Hej hej! Ostatnia partia moich lakierowych "dzieł" w formie naszyjników cieszyła się sporym zainteresowaniem :) Dlatego dziś pokazuję Wam nowe wisiory, które zmalowałam w ciągu ostatnich kilku dni :)
  
  
Znowu jest ich sześć, ale tym razem tylko jeden jest w złotej oprawie. Przyjrzyjmy się im z bliska :)
  
China Glaze - Techno + China Glaze - Dorothy who?
Srebrna oprawa, łańcuszek o długości 73cm, oczko 18x25mm.
Duże srebrne drobinki na niebieskim brokacie, ładnie skrzy się w słońcu :)
  
Color Club - Covered in Diamonds + Sally Hansen Prisms - Garnet Lapis
Srebrna oprawa, łańcuszek o długości 70cm, oczko 18x25mm.
Zależnie od kąta patrzenia, jest niebieski albo fioletowy :)
  
Sinful Colors - Nail Junkie
Srebrna oprawa, łańcuszek o długości 69cm, oczko 18x25mm.
Turkusowy brokat ze złotymi i niebieskimi drobinkami :)
  
Golden Rose Scales - 13 + Essence - 38 Choose me
Srebrna oprawa, łańcuszek o długości 78cm, oczko 18x25mm.
Baza mieni się turkusem, błękitem i zielenią, a na niej "rybie łuski", od złota do zieleni. :)
  
Essence Twins - 1 Louise + Essie - Nice is Nice
Srebrna oprawa, łańcuszek o długości 69cm, oczko 18x25mm.
Fuksjowe kwadraciki i srebrny brokat na kremowej pastelowej bazie :)
  
Pierre Rene Top Flex - 11 + Orly - Rock the World
Złota oprawa, łańcuszek o długości 79cm, oczko 18x25mm.
Całość mieni się różnymi kolorami - bordo, złotem, czerwienią... :)


Gdybyście były nimi zainteresowane, znajdziecie je na mojej stronie na FaceBooku (KLIK) :) 
 
I ponawiam tutaj pytanie, które zadałam ostatnio - który podoba Wam się najbardziej, a który najmniej? :)

poniedziałek, 14 maja 2012

Na ratunek orlicowym włosom! - Po 8. miesiącu...

Hej hej! Jestem znowu trochę spóźniona z tą aktualizacją, ale to dlatego, że miałam dziś ważny egzamin, a właściwie poprawkę egzaminu i nie miałam w ogóle głowy do bloga... Egzamin poszedł w miarę dobrze, teraz staram się zrzucić z siebie cały ten stres, więc zabieram się za notkę ;)
Otóż moje włosy wyglądają teraz tak:
  
  
Długość z przodu: 39cm
  
A było:                                              A później:
     
Tym razem włosy na zdjęciach nieco klapnięte, bo nie miałam możliwości zrobienia zdjęć krótko po umyciu.
Jak pamiętacie, a na pewno widzicie, miesiąc temu podcięłam włosy do 38cm z przodu i pofarbowałam na ciemną czekoladę. Teraz kolor już mi się nieco sprał, ale nic dziwnego, bo farba ta jest na 24 mycia, a ja myję włosy codziennie - i tak nieźle się trzyma ;) Dobrze się czuję w ciemniejszych włosach, więc myślę, że za jakiś czas znowu będę je farbować - może tym razem henną? 
Przez ten miesiąc od podcinania urosły około 1cm. Powiedziałabym, że bez szału, ale to był dla mnie trudny miesiąc, zaczęła się sesja, miałam ten dzisiejszy egzamin, który od dawna spędzał mi sen z powiek... 
Poza tym, że ciut urosły, muszę też powiedzieć, że zaczęły znowu wypadać, ale to już raczej kwestia pory roku. Niemniej, sięgnęłam od razu po mój niezawodny duet do wypadających włosów, czyli...
  
  
Uwielbiam te dwa cudeńka, zawsze ratują mi włosy, kiedy zaczynają lecieć :)
  
Poza tym, od jakiegoś czasu biorę suplement na włosy i paznokcie (choć dla nich już ratunku nawet nie oczekuję...) - w moim ulubionym zielarskim sklepie po długich dyskusjach z panem sprzedawcą zdecydowałam się kupić Humavit - Skrzyp i pokrzywa na bazie drożdży piwnych - bo samych drożdży nie jestem w stanie pić.
  
   
Wg opakowania, powinnam brać 4 tabletki dziennie, po dwie za jednym razem, ale to za dużo dla mojego braku regularności - biorę dwie dziennie, przy okazji łykania innych moich leków. Na razie efektów nie zauważyłam, ale biorę je od jakichś dwóch tygodni, trzeba dać im czas, prawda? :)
  
I jeszcze jedna włosowa kwestia - staram się znowu regularnie olejować moje sianko. Ostatnimi czasy najchętniej używam mojej własnej mieszanki, którą moje włosy bardzo lubią - jest tu brzozowo-pomarańczowa Alterra, migdałowa Vatika i oliwka BabyDream. Parę razy użyłam też nowego nabytku - oleju avocado - moje włosy wręcz go piją, ile na nie wyleję, tyle wchłoną ;) 
  
   
A z niewłosowych spraw, po pierwsze chciałabym Wam bardzo podziękować:
  Dzięki, że czytacie moje wypociny i że czasem coś skrobniecie pod nimi, dzięki, że jest Was tak dużo :*
  
I jeszcze druga sprawa - wczorajszy post z wisiorami bardzo Wam się spodobał. Tamte wisiorki właściwie wszystkie się już sprzedały - poza tym z pękaczem, więc w związku z dużym zainteresowaniem, wrzuciłam kolejne trzy:
  
 Jeśli jesteście zainteresowane, zapraszam szybko do galerii na blogowym profilu na FaceBooku - wczoraj się szybko rozeszły, więc śpieszcie się ;)

niedziela, 13 maja 2012

Orlicowa biżuteria - raz jeszcze! ;)

Może pamiętacie, że już kiedyś chwaliłam się tu moim biżuteryjnymi wyrobami - wtedy były to malowane kolczyki i wisiory, teraz zajęłam się czymś nieco innym.
Jak pewnie wiecie, mam w domu ponad 300 buteleczek lakierów... Paznokcie maluję na chwilę obecną rzadko, bo są tak osłabione, że nie mam do nich serca, a lakiery? Stoją i się marnują ;) Trafiłam jednak ostatnio na stronkę znajomej bloggerki Kasiuchetki, która tworzy lakierowe pierścionki. Postanowiłam pójść w jej ślady - za zgodą Kasi oczywiście - a żeby nie robić sobie konkurencji, wzięłam się za naszyjniki. :) 
  
Jak na razie "wyprodukowałam" sześć wisiorów, połamałam resztkę paznokci przy umieszczaniu ich w ramkach i na łańcuszkach, a efekt końcowy uważam za zadowalający :)
Trzy z nich zrobiłam w obramowaniu z starego srebra, a kolejne trzy - starego złota :) Mnie osobiście bardziej pasuje srebro - teoretycznie do mojego jesiennego typu urody powinnam nosić złoto, ale zawsze lepiej się czułam w srebrze ;)


I jeszcze zdjęcie w sztucznym świetle:


A teraz może przyjrzyjmy się każdemu z naszyjników :)

Orly - Lunar Eclipse + Color Club - Covered in Diamonds
Srebrna oprawa i łańcuszek o długości 66cm, oczko 18x25mm.
Baza mieni się na fioletowo :)

China Glaze - DV8
Srebrna oprawa i łańcuszek o długości 66cm, oczko 18x25mm.
Holograficzna baza, pięknie mieni się w słońcu :)

LaRosa, czarny pękacz + Color Club - Fashion Addict
Srebrna oprawa i łańcuszek o długości 66cm, oczko 18x25mm.
Baza jest lekkim holo, również pięknie skrzy się w słońcu :)

Orly - Space Cadet
Złota oprawa i łańcuszek o długości 68cm, oczko 18x25mm.
Baza to lakier legenda - zależnie od światła może być zielony, fioletowy, złoty, żółty, czerwony, brązowy... ;)

 Kleancolor - Aurora + Joko Hollywood - Amelie's Fairy Tale
Złota oprawa i łańcuszek o długości 76cm, oczko 18x25mm.
Na żywo brokat jest bardziej zielony ;)

Color Club - Covered in Diamonds + Perfect Lady Glamour + OPI - Off with Her Red
Złota oprawa i łańcuszek o długości 70cm, oczko 18x25mm.
Baza mieni się na złoto i czerwono :)

Każdą długość łańcuszka można zmniejszyć lub zwiększyć, już opanowałam wszczepianie nowych ogniwek, więc to żaden problem :D

Gdybyście były zainteresowane tymi cudeńkami, zapraszam na moją stronę na FaceBooku.
Możecie też skontaktować się ze mną mailowo ;)

Które z nich podobają Wam się najbardziej, a które najmniej? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...