Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Buty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Buty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 października 2012

Co u mnie, co u Was? :) #1

Przy okazji konkursu urodzinowego bloga zapytałam Was, o czym chciałybyście tutaj poczytać. Spora część z Was wspominała, że brak tutaj takich bardziej prywatnych postów, które pozwalałyby Wam lepiej mnie poznać, nawet gdyby były o niczym konkretnym ;) Dlatego postanowiłam co jakiś czas publikować takiego zupełnie luźnego posta o pierdółkach - żebyście faktycznie mogły poznać mnie z tej mniej "oficjalnej" strony. Przy okazji sama chciałabym i o Was trochę poczytać, więc mam nadzieję, że te posty będą temu służyły :)
Zapraszam więc na porcję pierdółek z życia Orlicy ;)
  
   
Przede wszystkim, stał się cud - kupiłam buty na zimę! To zawsze była moja zmora, nie mogłam znaleźć dobrych w odpowiedniej cenie, a jak znalazłam to szybko musiałam je reklamować... Pominę już fakt, że często do grudnia zasuwałam w tramposzach ;) W tym roku wyjątkowo wpadło mi w łapki trochę nadprogramowej kasy, więc poszłam do Galerii, żeby znaleźć jakieś buty... Weszłam do pierwszego sklepu - Deichmanna - i od razu zauważyłam odpowiednie. Tak wyglądają zwykle moje zakupy - pierwszy wybór jest najtrafniejszy, więc nie ma problemu z uganianiem się po sklepach ;) Owszem, na szybko obeszłam jeszcze kilka innych sklepów, ale wróciłam ostatecznie po te - są (wg mnie ;)) piękne, bardzo wygodne i zaskakująco solidne :) Kosztowały 139zł, marka Graceland. Nawet jeśli coś jednak z nimi się stanie, w Deichmannie nie ma najmniejszych problemów z reklamacją, ale tym razem się jej nie spodziewam :) I może wyda Wam się to dziwne, bo nie są to seksowne szpile, ale w tych butach mam +10 do pewności siebie ;)
Macie już buty odpowiednie na zimę? Kupujecie co sezon nowe czy wolicie porządną parę na kilka lat?
   
  
Kolejna pierdółka jest bardziej włochata i ma na imię Pumba :D To młodziutka świnka morska mojej siostry, na razie jeszcze dość zestresowana i wystraszona - jest u nas od kilku dni. Chyba jednak mam na nią jakiś magiczny wpływ, bo kiedy ja ją głaszczę, zadowolona "grucha" - jeśli miałyście prosiaczki, wiecie o czym mówię :) Na innych domowników reaguje kwikiem i brykaniem po terrarium. Mój kot, Tymon, już został przyłapany na wproszeniu się na parapetówę do prosiaka, ale krzywdy by mu nie zrobił - tylko siedział w trocinach i obwąchiwał świnkę, ewentualnie delikatnie trącał ją łapką ;) Widok przeuroczy, choć mało kto ufa Tymonowi i jego przyjaznym zamiarom ;)
Miałyście kiedyś świnki morskie albo inne gryzonie? Opowiedzcie o nich :)
  
  
Teraz przejdźmy do spraw zupełnie przyziemnych - dosłownie i w przenośni. Może jeszcze tego nie wiedzie, ale mam wstręt do stóp. Swoich, cudzych, wszystkich. Kiedy uczyłam się kosmetyki i miałam koleżance zrobić pedicure w ramach ćwiczeń cierpiałam straszne męki, tak samo później, kiedy zamieniłyśmy się rolami. Może wynika to u mnie z tego, że mam nieustające problemy z paznokciami u stóp i od lat muszę swoje stopy chować, bo są paskudne ;) Teraz jednak są jeszcze paskudniejsze, bo nieco je zaniedbałam i skóra stała się na nich bardzo twarda i szorstka. Od jakiegoś tygodnia staram się je ratować tym, że po kąpieli nakładam grubą warstwę mocno nawilżającego kremu, a na nią zakładam bawełniane skarpetki i tak spędzam noc. Już widzę poprawę, więc trzeba tylko utrzymać systematyczność ;)
Stosujecie skarpetki albo rękawiczki na noc czy wystarczają Wam same kremy?
  
  
Powiem Wam też, że zostałam okrutnie zdradzona przez własną mamę! Od lat jestem konsultantką Avonu, zawsze mama również zbierała dla mnie zamówienia, aż pewnego dnia wróciła do domu z głupim uśmieszkiem i z miną winowajcy wyciągnęła z torebki kilka katalogów i innych dokumentów z... Oriflame! Dała się wciągnąć w bycie konsultantką! W efekcie... cóż, teraz obie zbieramy zamówienia z obu firm, choć w Oriflame trudno nam się na razie połapać, bo średnio znałyśmy tę markę wcześniej ;) Poza tym sama teraz mam możliwość zamawiania ich kosmetyków, więc pewnie coś tu się będzie znowu pojawiać raz na jakiś czas :)
Co poza słynnym miodkiem i tuszem Wonder Lash polecacie z Oriflame?
  
   
I ostatnia pierdółka ;) Po moim poście dotyczącym moich ptaszników, węży i innych okropieństw pewnie zaskoczę Was faktem, że panicznie boję i brzydzę się... biedronek! Nie wiem jak u Was, ale w Toruniu (przynajmniej w moich okolicach) jest ich prawdziwa inwazja! Dosłownie setni latają w powietrzu, szyby na oknach są od nich ciemne, nie ma mowy, żeby takie okno otworzyć, bo od razu wlatuje cała chmara, fuj! Wczoraj wyszłam powiesić pranie na zewnątrz, a kiedy wróciłam, siostra zdjęła ze mnie kilkanaście tych paskudztw - mam ciarki nawet teraz jak o tym piszę... Przez te paskudy wręcz apetyt mi odbiera, więc potrafię nic nie zjeść w domu przez cały ten czas, kiedy świeci słońce - tzn. kiedy biedronki są aktywne i latają jak głupie, brrr!
Są i Was? Atakują Was krwiożercze śmierdzące biedronki? :>
  
To by było tyle dzisiaj. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i że spodoba Wam się idea takich postów :)
A teraz i ja chciałabym Was lepiej poznać :) Jeśli macie ochotę, napiszcie w komentarzu, co tam u Was, co ciekawego Was spotkało, pomarudźcie, jeśli macie potrzebę, cokolwiek :) Potraktujmy tego posta (i każde kolejne z tej serii) jako miejsce do luźnej rozmowy o wszystkim :)

czwartek, 17 maja 2012

Tęczowa kreska i bardzo udane zakupy na lato :)

Hej hej!
Dziś znowu pora na niekosmetycznego posta - i Wy i ja musimy odsapnąć od recenzji, prawda? ;)
 Najpierw chcę się Wam pochwalić tęczową kreską, którą zmalowałam jakiś czas temu:
  
   
Nie jest może perfekcyjna, w jednym miejscu prześwituje, ale ogólnie mówiąc byłam w sumie zadowolona, bo udało mi się w miarę ładnie wycieniować granice między kolorami :) Jak Wam się podoba?
Użyłam głównie cieni z paletki Collection 2000 - Poptastic (znajdziecie jej zdjęcia i recenzję tu na blogu). Kolory nakładałam ściętym pędzelkiem Essence i z pomocą bazy pod pigmenty sypkie z KOBO. Do tego wytuszowałam rzęsy i voila - delikatny, ale przyciągający wzrok makijaż na lato gotowy :) W sumie robi się go szybko, ale ja muszę na całą powiekę nałożyć jeszcze cielisty cień, bo inaczej szybko będę miała dwie tęcze :P

A z innej beczki - wczoraj mama wyciągnęła mnie na zakupy. Tak, wyciągnęła, wręcz siłą, bo wcale nie miałam ochoty się ruszyć, choć wiedziałam, że muszę kupić buty i spodnie. W końcu dałam się przekonać i ruszyłyśmy do Galerii Copernicus - najlepszej w Toruniu wg mnie, a przy tym najbliższej :)
Rozglądałam się za spodniami z wysokim stanem, bo biodrówki mnie już dobijają... Weszłyśmy najpierw do mojego ukochanego sklepu, gdzie zawsze znajdę coś dla siebie, czyli do Top Secret. Spodni nie znalazłam, ale oczywiście nie wyszłam z pustymi rękoma:
  
  
Zakochałam się z miejsca w tej bluzeczce, a kompletnie wpadłam, kiedy ją przymierzyłam - leży idealnie, jakby była szyta na mnie *.* Kosztowała 39,90zł, więc nie taki znowu majątek, a jest całkiem dobrej jakości :) Ponadto miły Pan przy kasie namówił mnie do założenia karty rabatowej, gdzie na start, za wypełnienie danych takich jak data urodzenia czy stan cywilny dostaje się 10zł rabatu na kolejne zakupy :)
  
Poszłyśmy dalej po sklepach, ale nigdzie nie znalazłam odpowiednich dla mnie spodni, bo albo były za krótkie, albo na mnie wisiały, albo wręcz nie mogłam się dopiąć. Poza tym nie znalazłam żadnych z naprawdę "wyższym" stanem, choć już wiem, że trzeba w tym celu zajrzeć jeszcze do H&M (nie lubię tego sklepu, ale skoro tam są... ;)). Kupię je jednak za jakiś czas, bo na chwilę obecną już mnie na nie nie stać :P
W końcu zawędrowałyśmy do Deichmanna. Miałam możliwość wybrania czegoś za 99zł, bo reklamowałam zimowe buty i zwrot dostałam w formie karty upominkowej. Szukałam wygodnych lekkich butów na lato, takich na górskie wędrówki, bo ostatnie moje sandały się rozleciały, a w tym roku pół czerwca spędzam w górach, później jeszcze w wakacje mam nadzieję pojechać znowu :) O dziwo, znalazłam odpowiednie buty:
  
  
Większość z Was pewnie by nawet na nie nie spojrzała, ale w tej sytuacji wygoda przede wszystkim - do chodzenia po górach uwielbiam takie buty, bo nie zawsze da się wytrzymać w traperach ;) Są marki Highland Creek i kosztowały mnie 79zł, więc miałam do dyspozycji jeszcze 20zł ;) Torebki żadne mnie nie zainteresowały, ale akurat ekspedientka wykładała do kosza przy kasach świeżo dowiezione portfele. Mój akurat jest w stanie agonalnym, więc przejrzałam je i wybrałam jeden:
  
  
Jest tak duży, że wygląda jak kopertówka, ale ja właśnie takie lubię, bo muszę mieć wszystko w jednym miejscu - pieniądze, karty kredytowe, dokumenty, milion kart z różnych sklepów, wizytówki, klucze... ;) W tym celu jest jak znalazł :) Kosztował 29zł, sygnowany jest po prostu etykietką Deichmann

A wracając wstąpiłyśmy jeszcze do sklepu u dumnej nazwie "Chińskie Centrum Handlowe" - można tu znaleźć niezłe rzeczy za niską cenę, ale większość to chłam ;) Niemniej, wypatrzyłam coś dla siebie:
  
  
Panie stanikowo-uświadomione pewnie mnie zjedzą, ale uwielbiam staniki z takich sklepów, kosztujące kilkanaście złotych i porządnie usztywnione (choć unikam tych wypchanych gąbką ;)). Łatwo tu o "mój rozmiar" (tak, zjedzą mnie... ;)), bo większość jest po prostu popularnym 75B albo 80B ;) Ten staniczek kosztował mnie zawrotną kwotę 12zł. Marki Wam nie podam, bo etykietka wypisana była krzaczkami :P Dodam jeszcze, że na żywo nie jest tak błyszczący, to wina flasha ;)
Kupiłam też uroczy i milusi szal w groszki (kojarzy mi się z blogiem One Little Smile :P), jest długi i szeroki, można się nim porządnie opatulić, co od razu przetestowałam ;) Kosztował 11zł i też jest "noł-nejmowy".

Ogólnie mówiąc, dawno nie byłam tak usatysfakcjonowana zakupami, choć nie kupiłam jeszcze spodni ;) Dorwałam parę śliczności, a wydałam ok. 70zł, dzięki tej karcie w Deichmannie :) Jestem baaardzo zadowolona!

I co powiecie o tych łupach? ;) Nie przeraziły Was buciory czy chiński stanik? ;)

PS: Na dniach będą nowe naszyjniki w sprzedaży, kto zainteresowany? ;)

niedziela, 20 listopada 2011

Jesienny makijaż i zimowe zakupy ;)

Dziś będzie nieco chaotyczny post :) Byłam wczoraj z moim Panem i Władcą na zakupach, musiałam wreszcie kupić buty na zimę, bo do wczoraj latałam po ulicach w trampkach o popękanych podeszwach :D Jako, że pierwszy raz od wyjścia ze szpitala szłam "na miasto", spróbowałam wyczarować jakiś jesienny makijaż na szybko. I muszę przyznać, że jak na 5 minut roboty przy lusterku, efekt mi się bardzo podoba! Oczywiście na zdjęciach nie wszystko widać, no ale... -.-'
   
   
 I jak Wam się ten makijaż podoba?
Uwielbiam takie kolory na oczach - w ich przypadku przynajmniej jestem pewna, że pasują mi do brązowych oczu ;) Brąz, zieleń i pomarańcz zawsze są OK dla mnie ;) Tutaj użyłam podwójnych cieni Kobo - 403 Exotic Journey (obu kolorów, czyli brązu i pomarańczu), zielony cień w wewnętrznym kąciku to odrobinka złotawego szmaragdu z paletki Collection 2000 - Poptastic. Kreskę na dolnej powiece namalowałam kredką Gosh Velvet Touch Eyeliner Waterproof - Lemon Soda, a górną czarną kreskę linerem Kobo Intense Pen Eyeliner - 101 Black. Tusz to jak zwykle Kobo - Lash Modeling Mascara. Jak widzicie, zapomniałam o korektorze pod oczy (tzn. użyłam go, ale po zrobieniu zdjęć, sierota ze mnie...) i darowałam sobie podkreślanie brwi - jakoś nie pasuje mi to, przyzwyczaiłam się do moich rzadkich i prawie niewidocznych brewek ^^
Przy okazji mam pytanie do makijażowych bloggerek - jak robicie / przerabiacie zdjęcia, że jedyne kolory na zdjęciu to oko? ;) U mnie na zdjęciach zawsze wychodzi mocno różowa skóra, bardzo uwidaczniają się sińce, przez co same kolory cieni nikną... -.- Zdradźcie swoje tajemnice, ślicznie proszę! ;)
      
   
A skoro byłam na zakupach, to wróciłam z łupami. Miałam wymyślone wymarzone buty, których niestety na żywo nigdzie nie znalazłam, a nie chcę zamawiać butów z neta. Już dwa razy byłam na wyprawach "po buty" i wracałam bez butów, ale np. z nową tuniką czy kolczykami, teraz jednak zrobiło się już tak zimno, że musiałam w końcu coś kupić ;) Dorwałam wreszcie buciorki w Deichmannie, marki Graceland (lubię ich buty, bo są zwykle tanie i dobre jakościowo - zresztą ja nie potrzebuję butów na kilka sezonów, bo cóż, jestem kobietą - muszę mieć nowe co jakiś czas ;)). Kosztowały mnie 99zł i choć różnią się dość znacznie od tych wymarzonych, to i tak jestem zadowolona - są wygodne i cieplutkie, mają super sznurówki, futerko na wierzchu, grubą podeszwę, koturn i suwak - akurat te elementy są wspólne z tymi, które sobie upatrzyłam ;)
Wracając już z butami, nie byłabym sobą, gdybym nie zaciągnęła Ukochanego do Outletu, gdzie wypatrzyłam sobie czarną kardiganową bluzkę. Niestety sklep już zamykano, a ja byłam grubo ubrana, więc wzięłam bez przymierzania (a właściwie Pan i Władca wziął, bo postanowił zabawić się w mojego sponsora :D), a w domu okazało się, że jest nieco za mała. W sumie nie szkodzi, bo i tak planuję ją nosić wyłącznie rozpiętą ;) Kosztowała niecałe 40zł, jest marki Koe. 
I jak Wam się podobają moje łupy? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...