Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Denka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Denka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 grudnia 2013

Listopadowe łupy, denka i podsumowanie

 W listopadzie nie miałam czasu prawie na nic, zwłaszcza na myślenie o kosmetycznych zakupach czy czymkolwiek tego typu. Jak zwykle jednak i tak przybyło mi co nieco - część z niezapowiedzianych paczek, część z nieplanowanych (lub planowanych) zakupów - ale jest :)
   
   
Nie jest tego jakoś strasznie dużo, zwłaszcza, że 3-4 rzeczy są z początku grudnia, ale skoro spóźniłam się z podsumowaniem miesiąca, co i tak już policzę je razem ;)
I jak zwykle, podzielę na kategorie:
  
  
Najpierw kosmetyki do włosów, o których niestety niewiele jestem w stanie powiedzieć... Mamy tutaj szampon i odżywkę Selective, które znalazłam w paczce, w której spodziewałam się jedynie tuszu. Wiem o nich tyle, że to marka fryzjerska i że mnie zaintrygowały, teraz czekają na swoją kolej :P W kolejce stoi też duet odżywki i szamponu do włosów farbowanych ciemnych Pilomax - podobna sytuacja, bo to paczka niespodzianka. Z kolei olejek śródziemnomorski z oliwą Avon Planet Spa to jeden z prezentów od Avonu za duże zamówienia - jestem konsultantką od dawna, czasem firma robi takie prezenty (za symboliczną złotówkę ;)) konsultantkom.
  
  
Dalej mamy kosmetyki do ciała - tu tylko trzy, ale powinny być jeszcze dwa czekoladowe produkty Yves Rocher - nie miałam możliwości dołączyć ich do zdjęcia. Mamy tu jednak przegenialne mleczko do ciała Yves Rocher Cacao - czekolada i maliny - pal licho działanie, skoro zapach jest taki cudny, mam ostatnio straszną fazę na maliny :P Kolejny jest spontaniczny zakup z Biedronki - lawendowa sól do kąpieli BeBeauty - kiedyś ją miałam, nie zrobiła na mnie wrażenia, ale postanowiłam dać jej drugą szansę. Ostatni w tej kategorii jest dezodorant w kulce Avon Care - też nie jestem przekonana, ale moje avonowe klientki go sobie chwalą, więc za kilka złotych postanowiłam spróbować - na razie jednak czeka w zapasie.
  
  
W kategorii "do twarzy" przybyło mi kilka ciekawostek. Właściwie to najbardziej ciesząca mnie kategoria w tym miesiącu ;) Mamy tutaj płyn do pielęgnacji skóry L'Azel Active, do cery trądzikowej. Oby coś pomógł, bo moja twarz wygląda jak pokryty kraterami księżyc... Podobne nadzieje mam co do kremu z olejkiem z drzewa herbacianego Taoasis Teebaum - dopiero zaczęłam go używać, ale na pewno spodziewajcie się recenzji. Dalej są dwie maseczki Avon Planet Spa - nawilżająca śródziemnomorska i odświeżająca Bali Botanica. Uwielbiam tę serię, śródziemnomorska maseczka to u mnie stały element, a tej niebieskiej chciałam spróbować :) Ostatni w tej kategorii jest krem uniwersalny Oriflame Tender Care - czarna porzeczka - kolejny do kolekcji :P


Najmniejszą kategorią okazał się makijaż. Jest tu rewolucyjny tusz do rzęs Magnetic Lash - baaardzo ciekawa rzecz, niedługo Wam o niej napiszę :) Korzystając z Dnia Darmowej Dostawy postanowiłam też kupić nowy trwały eyeliner Gosh - to mój nr 1 od jakiegoś czasu, a dotychczasowy egzemplarz zaczyna się kończyć - musiałam temu zaradzić ;)

To teraz czas na denka:


Ubyło mi 8 rzeczy. Liczyłam, że będzie więcej, ale sporo "prawiedenek" zostało mi do zużycia w grudniu, więc oby grudzień był lepszy pod tym względem ;) Wydaje mi się, że z powyższego zdjęcia recenzowałam tylko szampon, micela i olejek do kąpieli, ale jeśli macie jakieś pytania o pozostałe produkty, śmiało pytajcie :)

No i na koniec podsumowanie statystyk bloga:
31 października >>> 30 listopada
Obserwatorów GFC: 1790 >>> 1815 (+25)
Fanów na FaceBooku: 906 >>> 927 (+21)
Obserwatorów na Bloglovin: 587

Zauważyłam, że sporo z Was obserwuje mnie poprzez Bloglovin, więc postanowiłam dodać do statystyk i ten serwis :) Mam nadzieję, że będzie Was przybywać nie tylko tam ;)
  
I na sam koniec końców:

Ulubiony kosmetyk listopada:
http://kosmetyki-orlicy.blogspot.com/2013/11/lirene-ideale-fluid-matujaco.html

poniedziałek, 4 listopada 2013

Październikowe łupy, denka i podsumowanie

Od dłuższego czasu nie miałam niestety czasu, żeby robić podsumowania miesiąca jak do tej pory... W październiku jednak uznałam, że warto wreszcie się spiąć i udało mi się ogarnąć, co przybywa, co ubywa, a nawet pod koniec miesiąca porobić zdjęcia, więc oto mamy: podsumowanie października :)
  
  
Jeśli chodzi o łupy, powiem Wam szczerze - może nie jest tego najmniej, ale z każdej jednej rzeczy się tu niesamowicie cieszę :) I pewnie prędzej czy później doczekacie się recenzji większości z tych kosmetyków. Za nami kosmetyczna gazetka w Biedronce, nowości wypuszczane na rynek, zamówienie ze sklepu Naturaija.pl, kompletowanie chciejlisty z Kobo... Uzbierało się :)
  
  
Zaczynając od włosów...
Mamy tu mały olejek avocado, właściwie bezmarkowy, teoretycznie do masażu, w praktyce moje włosy go uwielbiają, więc na pewno będzie miał zastosowanie :) W końcu skusiłam się także na kaktusowy olejek Dabur Vatika do włosów, migdałowa wersja mi się podobała, a nuż kaktusowa sprawdzi się jeszcze lepiej? Podobnie z henną Venita w kolorze Kasztan - od dawna chciałam spróbować tego rodzaju farbowania włosów, jak tylko znajdę czas i będzie możliwość, nałożę to cudeńko na włosy :) Mamy tu też dwa szampony DeBa BioVital z Biedronki - nie mogłam się zdecydować na jeden, więc wzięłam dwa - jestem kobietą, mogę! :P Patrzyłam w sumie bardziej na składniki niż na oficjalne zastosowanie, najbardziej przemówiła do mnie wersja z szałwią i olejem Babassu i ta z migdałowym olejem i cytrusami.
  
  
Teraz czas na ciało :)
Najpierw kolejne chciejstwo od dłuższego czasu - olejek kąpielowy Green Pharmacy - pomarańcza bergamota i limonka - pachnie niesamowicie ładnie i świeżo, ale chyba niezbyt na zimę - na razie powędrował do szafy. Druga rzecz na zdjęciu to nowość Lirene - fluid-balsam do ciała. Brzmi dziwnie? Nie szkodzi, bo ładnie zakrywa siniaki, pajączki na nogach itd, do tego daje ładny efekt, więc na jakieś wyjścia będzie w sam raz :) Pianka do golenia Venus o zapachu konwalii to zakup konieczny - piankę Wilkinsona, która średnio mi przypadła do gustu, przejął Ukochany :P Na koniec jeszcze dwa limitowane żele pod prysznic Original Source - mandarynka + bazylia i malina + kakao. Wydaje mi się, że to zdecydowanie bardziej udana limitka od zeszłorocznej zimowej, malina i kakao to mój faworyt :)
  
  
I ostatnia kategoria - twarz i makijaż.
Przybyły mi cztery cienie Kobo Fashion w kolorach, w których się zakochałam: Pale Violet, Aubergine, Green Pistachio, Forest Green, a do nich zostałam uszczęśliwiona paletką magnetyczną. Przybyło też sześć matowych cienie Kobo - to te nowe kolory :) Do tego cztery kredki do oczu Sensique w bezpiecznych kolorach, oraz nowość od Kobo - dwie szminki Fashion Colour w nowych odcieniach - Drop of Wine i English Rose. Obie bardzo 'moje' ;) Dalej mamy dwie nowości Lirene - podkład Glam&Matt oraz cudeńko Lirene Magic Make-up, czyli krem, który zmienia się w podkład. Nie jest to BB, ale żeby pokazać Wam jego działanie musiałabym nagrać filmik, postaram się to wykombinować przy okazji recenzowania go :) Na koniec jeszcze krem-nektar Dr Irena Eris - pisałam już wstępną recenzję na jego temat :)
  
I przechodzimy do denek!
  
  
Nie jest tego dużo, ale i tak jestem całkiem zadowolona. Poszły mi głównie kosmetyki do włosów i do kąpieli - bo wanna stała się znowu moją przyjaciółką po 14h w pracy ;) O włosy też staram się znowu bardziej dbać, więc i kosmetyków więcej idzie. Właściwie prawie wszystko (poza solą do kąpieli i żelem Avon) już tu recenzowałam, więc jeśli jesteście zainteresowane, bez problemu znajdziecie odpowiedni wpis :)
   
Hmmm..., tu powinno pojawić się teraz podsumowanie statystyk. Niestety nie śledziłam ich, więc nie wiem, z jakim stanem zaczynałam miesiąc, zrobię więc może podsumowanie na podstawie statystyk z... czerwca, bo to ostatnia data, kiedy je zanotowałam...
  
30 czerwca >>> 31 października
Obserwatorów GFC: 1688 >>> 1790 (+102)
Fanów na FaceBooku: 866 >>> 916 (+50)
  
Właściwie "bez szału", ale cieszę się, że mimo braku regularności w pisaniu blog i tak jako tako szedł do przodu przez te miesiące, mam nadzieję, że teraz jeszcze uda mi się pogonić go (i siebie), by znowu ruszył z kopyta jak kiedyś ;)
Dziękuję stałym czytelniczkom, że nadal są ze mną! :)
  
Ulubiony kosmetyk października:
http://kosmetyki-orlicy.blogspot.com/2013/10/peggy-sage-paletka-cieni-do-powiek.html

poniedziałek, 1 lipca 2013

Czerwcowe łupy, denka i podsumowanie

Kiedy wczoraj napisałam na blogowym facebooku, że czerwcowe łupy będą rekordowe, chyba źle mnie zrozumiałyście ;) Większość z Was zapewne spodziewała się kilkudziesięciu kosmetyków, a tymczasem wszystko, co przybyło mi w czerwcu znajduje się na tym zdjęciu:
    
  
Serio serio, w czerwcu przybyły mi tylko te rzeczy, jest ich 6, słownie: sześć. W dodatku prawie wszystko kupiłam sama, a połowa z tego była naprawdę potrzebna :P Myślę, że dobrze mi zrobił mały odpoczynek od paczek :) Staram się jak mogę ograniczyć moje zapasy kosmetyczne przed planowaną pod koniec roku przeprowadzką... 
Nie mam dziś za dużo do pisania, więc przejdę do rzeczy i opiszę łupy w grupkach:
    
  
Na pierwszy rzut idzie lawendowe mleczko do ciała Made From Earth - takie samo, jak to, które mogłyście wygrać w szybkim konkursie na moim FB. Na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że pachnie najprawdziwszą świeżą lawendą :) Kolejny jest zestaw mus i mgiełka do ciała Lilia i Gardenia Avon Naturals - bardzo lubię tę serię, a musy z niej są moim hitem, więc gdy zobaczyłam ten zestaw w ofercie dla konsultantek, od razu się skusiłam (był jeszcze żel pod prysznic, ale mam ich taki nadmiar, że od razu powędrował do przyjaciółki). Mgiełka jest idealna do torebki na takie upały :)
  
  
Zakupu płynu do płukania ust Dentica chyba nie muszę tłumaczyć - jeszcze niedawno ich nie używałam, a teraz mój codzienny rytuał jest niekompletny bez nich. Żel do stóp z szałwią BeBeauty kupiłam z myślą o czymś innym niż jego przeznaczenie - świetnie koi ukąszenia komarów, na które mam chyba jakieś uczulenie, bo każde ukąszenie oznacza dużą bolesną opuchliznę z kręgami w różnych odcieniach czerwieni i różu :/ Piankę do golenia Wilkinson chwyciłam z półki na szybko, bo była najtańsza, a mojej ulubionej Venus już nie było, niestety żałuję, bo mogłam poczekać, ta średnio się sprawdza i dziwnie pachnie...
     
Z łupów to tyle, przejdźmy do denek:
    
   
Zużyłam 9 rzeczy, w tym jedna w sumie nie powinna się liczyć, bo była używana przez całą rodzinkę - chodzi o zmywacz. Jestem zadowolona ze zużyć, ale mogłoby być ich więcej, gdybym miała w tym miesiącu więcej czasu dla siebie. Wiecie, że ostatnie (i najbliższy) tygodnie to dla mnie kocioł spraw, ale mam nadzieję, że wkrótce się nieco uspokoi w moim życiu ;)
Jak zwykle, większość denek była recenzowana, ale w razie jakichś pytań - pytajcie, chętnie odpowiem w komentarzach :)
     
No i czas na garść statystyk:
     
31 maja >>> 30 czerwca
Obserwatorów GFC: 1635 >>> 1688 (+53)
Fanów na FaceBooku: 788 >>> 866 (+78)
   Dziękuję Wam :)
     
Ulubiony kosmetyk czerwca:

sobota, 1 czerwca 2013

Majowe łupy, denka i podsumowanie

Zauważyłam, że jest pewna prawidłowość - jeśli jeden miesiąc nie pójdzie mi najlepiej pod względem redukcji kosmetyków, to kolejny jest całkiem udany, i tak na zmianę. Teraz przypadła kolei udanego miesiąca :)
Przybyło mi 20 rzeczy, a ubyło 25, ale zauważcie, że w bilansie tym nie liczę lakierów, których mam obecnie tyle, że ważą więcej ode mnie ;) Relikt z czasów, gdy prowadziłam bloga lakierowego, choć i w tym miesiącu przybyło mi ich sporo :)
Zobaczcie najpierw całość łupów:
  
  
Jak zwykle jest sporo różności z różnych źródeł. Tym razem większość kupiłam sama, ale na tym koniec na razie - muszę ograniczyć ilość kosmetyków, bo pod koniec roku planuję się przeprowadzić (choć to na razie odległe i niepewne plany...) i nie chciałabym robić oddzielnego kursu z kartonami zawierającymi tylko kosmetyki ;) Trzeba trochę uszczuplić zbiór do tego czasu.
Majowych łupów jednak trochę jest, więc po kolei:
  
    
Na początku miesiąca kochana un-usual jechała do Berlina i zapytała, czy nie zrobić mi jakichś zakupów - oczywiście pokusiłam się i poprosiłam ją o kilka rzeczy, wszystkie dla mnie kupiła! :) Za cztery powyższe produkty zapłaciłam łącznie ok. 28zł, więc dużo taniej niż zapłaciłabym w sklepach internetowych. Mamy tu żel pod prysznic Balea Fiji Passionfruit o świetnym egzotycznym zapachu, krem do ciała Balea borówka, pachnący meeega apetycznie, bardzo świeży żel pod prysznic Alverde mięta i bergamotka - idealny na lato, oraz coś, co wzięłam zupełnie w ciemno - odżywkę do włosów Alverde z avocado - moje włosy dotąd lubiły avocado w każdej postaci, więc może i odżywka je zachwyci :)
Przyznaję bez bicia, że na razie wszystkie te cuda czekają w zapasach.
  
  
Tych produktów z kolei już używałam, ale nie chcę zdradzić na razie za dużo, bo niedługo będę je recenzować, a muszę sobie porządniej wyrobić opinię ;) Są to 3 produkty francuskiej marki Love Me Green, mamy tutaj krem do ciała z zieloną herbatą, energizujący scrub do ciała i kojący tonik. Na razie powiem tylko, że mają bardzo interesujące opakowania i niestety wysokie ceny... Za jakiś czas napiszę o nich więcej. Będzie także o kremie do rąk tej marki, ale oddałam go do testów i do zrecenzowania mojej Seraphine :)
    
     
Na koniec pielęgnacyjnej części - różności :) Pierwszy na zdjęciu jest nowy sezonowy żel pod prysznic Original Source kaktus i guarana - co prawda nie głosowałam na niego, ale był jednym z moich dwóch faworytów, więc cieszę się, że go mam :) Pachnie świetnie, mam nadzieję, że zostanie w ofercie na stałe :) Kolejny jest suchy szampon Batiste dla brunetek. Moja przygoda z suchym szamponem Isany nie była udana, ale tyle z Was mówiło mi wtedy, żebym przetestowała Batiste, że wreszcie wymiękłam i wzięłam wersję brązową, bo ten biały pyłek na ciemnych włosach wkurzał mnie najbardziej. Nie miałam jeszcze okazji go używać. Trzeci jest śmiesznie mały tonik Avon Naturals Herbal 20+ z dziką różą i aloesem - będzie przynajmniej na wyjazdy ;) No i ostatni - płyn micelarny BeBeauty. Od dawna miałam go spróbować, a kiedy okazało się, że go wycofują uznałam, że skorzystam z ostatniej szansy. Pierwsze wrażenie zrobił bardzo pozytywne, mam nadzieję, że się w nim nie zakocham :P
  
   
Tutaj mamy lakiery, a właściwie lakiery i kilka kosmetyków do paznokci. Wiecie, że postanowiłam się za nie bardziej wziąć i zacząć o nie dbać i je malować regularnie lakierami. Przy robieniu zdjęć palnęłam małą gafę, bo te trzy przekreślone lakiery Joko przyszły do mnie na koniec kwietnia i zdążyłam je zmieścić w kwietniowym poście tego typu, o czym kompletnie zapomniałam ;) Nie będę może opisywać, co dokładnie na tym zdjęciu jest, ale jakbyście były czegoś ciekawe, śmiało pytajcie w komentarzach ;)
  
  
I na sam koniec łupów... kolorówka :) Znalazły się tu cztery szminki - Majowe łupy - Revlon Colorburst - Chocolate, Lumene Natural Code - Mauve Rose, Wibo Eliksir - 1 i Bell Lip Tint - 1. Wiem, poszalałam ;) Revlon znalazłam za grosze na Allegro, a zachwycił mnie kolorem, Lumene dała mi nadzieję nazwą koloru, bo nadal szukam brudnego różu idealnego, Wibo skusiło mnie przy promocji rossmannowej, a Bell zachwycił mnie trwałością po przypadkowym spróbowaniu testera na dłoni :) Wszystkie (poza Wibo, której jeszcze nie używałam) odbieram bardzo pozytywnie. Do ust jest także balsam do ust Palmer's czekolada i mięta, do którego śliniłam się jakiś czas, wolałam sztyft, ale nie było, więc niech będzie tubka ;)
Do oczu mamy tutaj paletkę cieni do powiek Peggy Sage w pięknych odcieniach brązu, tusz do rzęs Oriflame Wonderlash, do którego nie byłam przekonana, ale ostatecznie się zaprzyjaźniliśmy, a także rewelacyjny eyeliner Gosh Carbon Black - nie sądziłam, że znajdę liner, który trwałością dorówna mojemu ideałowi ze starej limitki Catrice (klik), a jednak! Jest świetny :)
    
Z łupów to wszystko, przejdźmy do denek:
  
Jak zwykle - nie będę się o nich rozpisywać, bo część z nich już tutaj recenzowałam, a jeśli nie to zawsze możecie o to zapytać ;) Dodam tylko, że jestem naprawdę zadowolona z majowej ilości denek :) Oby tylko utrzymać tę dobrą passę! :)
  
Były łupy, były denka, czas na statystyki :)
  
30 kwietnia >>> 31 maja
Obserwatorów GFC: 1577 >>> 1635 (+58)
Fanów na FaceBooku: 714 >>> 788 (+74)
   Dziękuję Wam :)
   
Ulubiony kosmetyk maja:

środa, 1 maja 2013

Kwietniowe łupy, denka i podsumowanie

Kwiecień nie poszedł mi tak dobrze jak poprzednie kilka miesięcy pod względem redukcji kolekcji - mam 22 sztuki na plus i 16 na minus, więc nie jest też tak znowu tragicznie, ale bilansu ujemnego nie udało się zrobić ;) Przybyło mi jednak sporo ciekawych rzeczy, więc i tak jestem z miesiąca zadowolona.
Oto łupy z całego kwietnia:
  
  
Jest tu kilka moich zakupów, kilka paczek, ogólnie chyba nic, co mnie na starcie zniechęca :) Od kilku z tych produktów wręcz ślinka mi cieknie, zaczyna się robić letnio i mocno cytrusowo :) Zobaczcie to same w podziale na kategorie:
  
   
W kwietniu najliczniejszą kategorią okazały się kosmetyki do ciała. Najpierw mamy cztery kosmetyki z marek Rossmannowskich - mleczko do ciała z olejkiem arganowym Isana, żel pod prysznic z olejkiem pomarańczowym Isana Med, peeling do ciała Pomarańcza i Brązowy Cukier Alterra oraz masło do stóp z limonką i miętą FussWohl. Nie przetestowałam żadnego z tych produktów na tyle, żeby wyrobić już sobie opinię, ale najbardziej podoba mi się z tej czwórki pomarańczowy żel Isana Med, a najmniej Isanowe mleczko do ciała ;) Dalej mamy nowość z Avonu - żel pod prysznic Citrus Burst. Nie miałam okazji używać, ale zapach ma po prostu obłędny! *.* Kolejne są dwa produkty z linii Pharmaceris C - drenujący peeling antycellulitowy i krem-żel antycellulitowym - jak już się odchudzam, to postanowiłam wspomóc się nieco w ten sposób. Peeling jest genialny, bardzo podobny pod względem konsystencji do moich ulubionych peelingów Lirene :)
  
  
We włosowej kategorii nie dzieje się w sumie zbyt dużo. Są tu dwa produkty Aussie, czekające na swoją kolej - szampon i odżywka z serii Aussome Volume. Na razie najwięcej sprzecznych emocji wzbudza we mnie ich zapach, czasem mi się podoba, czasem odrzuca. Dalej mamy kosmetyki L'Biotica - serum wzmacniające A+E i aktywne serum do rzęs. To pierwsze używam na końcówki, ale na razie nie widzę efektu, a to drugie na razie odpoczywa - pewnie nie wezmę się za nie szybko, bo jestem w trakcie testów odżywki do rzęs i brwi Cilios - nowości na polskim rynku. Pod koniec miesiąca pokażę Wam efekty kuracji.
  
  
Tutaj mamy różności, m.in. kontynuację wątku L'Biotica - odżywcze serum do paznokci, które bardzo mi się podoba, choć jeszcze nie widzę efektów. Dzielnie jednak wsmarowuję je w paznokcie :) Kolejna jest woda toaletowa Summer White Sunset z Avonu, która zachwyciła mnie zapachem z nutami różowego pieprzu, kwiatu lotosu i drewna brzozy - baaardzo letnie psikadełko kupione za niecałe 20zł :) Dalej mamy dwa cytrusowe cudeńka prosto ze Stanów - Citrus Clear - krem nawilżający Lemon Uplift i uniwersalny Tangerine Tingle, który może służyć jako maseczka, peeling, żel do mycia twarzy. Mają piękne naturalne składy i jeszcze piękniejsze zapachy, aż ślinka cieknie! :) Na koniec jest maseczka oczyszczająca pory Pilaten - kupiłam ich na eBay'u 15, bo myślałam, że to jednorazowe plastry na nos, a tymczasem saszetka wystarcza na kilka użyć. Mam co do nich mieszane uczucia, opiszę je za jakiś czas.
  
  
Ostatnią grupką jest oczywiście kolorówka, w której dominuje Rimmel z tuszem do rzęs Scandaleyes Flex, żelowym eyelinerem, poczwórnymi cieniami w kolorze Smokey Brun, szminką by Kate - 103 i "lakierem do ust" Apocalips w kolorze Stellar. Recenzja tego ostatniego już się pojawiła, pozostałe będą niedługo, ale ogólnie powiem, że Rimmel mnie nie zawiódł - nadal pozostał jedną z moich ulubionych drogeryjnych marek :) Są tu też trzy lakiery Joko Orient Express - 176 Vienna Imperial, 177 Turkish Rose, 178 Blue Fez. Jeszcze ich nie używałam, ale lakiery Joko lubię, więc jestem dobrej myśli. Ostatni jest dopiero co recenzowany lakier Golden Rose Jolly Jewels - 115 - nie będę powtarzać się z zachwytami nad nim ;)
   
I na koniec denka:
  
   
 Zużyłam 9 kosmetyków, które widzicie na zdjęciu powyżej. W małym bezbarwnym słoiczku był peeling do ust od Smyka, a w opakowaniu z pompką żel hialuronowy. Denka może nie są zbyt imponujące, ale na maj zostało mi sporo końcówek, więc będzie lepiej ;) Poza tym w kwietniu zrobiłam też przegląd moich zbiorów i kilka kolejnych kosmetyków poleciało do siostry i do przyjaciółki :)
  
Teraz czas na małe podsumowanie miesiąca:
  
31 marca >>> 30 kwietnia
Obserwatorów GFC: 1523 >>> 1577 (+54)
Fanów na FaceBooku: 681 >>> 714 (+33)
   Dziękuję Wam :)
   
Ulubiony kosmetyk kwietnia:

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Marcowe łupy, denka i podsumowanie

Mamy dziś 1 kwietnia, co oznacza, że czas na kosmetyczne podsumowanie marca, a dokładniej analizę tego, co mi przybyło, a co ubyło w moich zbiorach :) Muszę się pochwalić, że marzec zdecydowanie należał do udanych, bo udało mi się wyjść na spory minus, mam ładną ilość zużyć i ciekawe łupy, moje zapasy bardzo powolutku topnieją, a zbiór uszczupla się. Oczywiście nadal mam wszystkiego mnóstwo i nie mam już gdzie trzymać kosmetyków, ale i tak jest progres pod tym względem ;)
A wracając do łupów:
  
  
Zdecydowana większość z tych rzeczy to naprawdę ciekawe kosmetyki, na których mi zależało, więc udało się uniknąć rozmnażania zbioru przeciętniakami ;) Przybyło mi 14 rzeczy, więc dość mało jak na mnie - jestem zadowolona, naprawdę, zwłaszcza, że moje zakupy to tylko 4 produkty stąd.
Jak zwykle, zobaczmy je w grupkach:
  
  
Najliczniejszą grupą tym razem okazały się kosmetyki do twarzy, które możemy podzielić na trzy podgrupy. Po pierwsze, kosmetyki Dr Ireny Eris z serii VitaCeric: serum redukujące pory i witalizujący krem pod oczy. Dostałam je w ramach konkursu na fotorecenzję, którą umieściłam już TUTAJ. Jest to oczywiście wstępna recenzja - obszerniejszej, z opisaniem efektów, możecie spodziewać się w tym miesiącu, na razie codziennie męczę cerę tymi specyfikami :)
Po drugie - mamy tu moje 'fanty' z sesji zdjęciowej organizowanej przez Under Twenty: krem BB i fluid matujący. Kremu BB nie używałam, ale fluid miałam na twarzy w czasie zdjęć i pierwsze wrażenia bardzo pozytywne. Wybrałam jednak dla siebie uparcie jaśniejszy odcień niż nałożono mi na sesji, bo choć pouczano mnie, że takie jasne wcale nie są dla mnie, wolę jednak to niż nawet ciut zbyt ciemne.
Po trzecie - rosyjskie cuda, które dostałam na urodziny od kochanych blogowych dusz - meSS i Sabbathy. Są to kosmetyki Baikal Herbals: matujący krem na dzień i pianka do twarzy. Oba były na mojej chciejliście i ze wstydem przyznaję, że oba są w kartonie z zapasami, choć jestem ich bardzo ciekawa - najpierw jednak muszę skończyć inne produkty z tych kategorii.
  
  
Tutaj głównie moje zakupy z bardzo różnych kategorii ;) Pasty do zębów Prokudent chyba nie muszę opisywać, bo niezbyt Was zainteresuje ;) Wodę toaletową Avon Pur Blanca Elegance kupiłam skuszona stroną zapachową w katalogu i nie zawiodłam się - pachnie ślicznie, choć nietrwale, ale jej to wybaczam, bo była tania. Mało mam takich eleganckich zapachów. O płynie do kąpieli Luksja Blueberry Muffin pisałam ostatnio TUTAJ, więc teraz sobie daruję. Co się zaś tyczy farby Schwarzkopf Color Mask - dostałam dwa wybrane odcienie do przetestowania, a z tych dwóch wybrałam jeden - padło na kasztanowy brąz. Za jakiś czas będę farbować, a Wy na pewno o tym poczytacie - pewnie jesteście równie jak ja ciekawe tej formy maski :)
  
  
Na koniec łupów jeszcze maleństwa. Pierwsza rzecz to potrójna paletka cieni Joko J407, idealna do szybkich dziennych makijaży, zwłaszcza dla jesiennego typu urody, jak mój ;) Dalej mamy balsam do ust Blistex, w którym męczy mnie strasznie wszystko, poza działaniem - pozytywny efekt końcowy to jego jedyna chyba zaleta... Skusiłam się też wreszcie na malinowe masełko do ust Nivea - jak wiecie, byłam zachwycona jego karmelowym bratem, więc nie mogłam przejść obojętnie koło malinowego, zwłaszcza w promocji ;) Na razie jednak leży nierozdziewiczone, bo mam aż za dużo balsamów do ust ;) Powinien się tu też znaleźć błyszczyk Rimmel Apocalyps w kolorze Solstice, który dostałam od meSS, ale jakoś zapodział mi się do zdjęcia... Powiem o nim tylko tyle, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczył :)
  
To były łupy - a teraz czas na denka!
  
  
Zużyłam 14 kosmetyków, w tym m.in. puder, co jest dla mnie dużym osiągnięciem, bo kolorówka strasznie wolno mi schodzi. Większość z tych kosmetyków już tutaj recenzowałam, więc jeśli jesteście zainteresowane nimi, na pewno znajdziecie je poprzez etykiety w panelu bocznym albo na dole bloga. Zawsze też możecie o coś zapytać w komentarzu ;)
  
A na sam koniec jak zwykle garść statystyk:
   
28 lutego >>> 31 marca
Obserwatorów GFC: 1468 >>> 1523 (+55)
Fanów na FaceBooku: 633 >>> 681 (+48)
   Dziękuję Wam :)
   
Ulubiony kosmetyk marca:

piątek, 1 marca 2013

Lutowe łupy, denka i podsumowanie

Oj, nadźwigałam się tym razem kosmetyków, żeby zrobić zdjęcie łupów ;) Nie dlatego, że jest ich jakoś strasznie dużo, ale tak wyszło, że w lutym przybyły mi głównie DUŻE kosmetyki ;) No i przede wszystkim do włosów - w końcu się za nie porządniej znowu zabrałam, więc musiałam skusić się na kilka ciekawostek, o których ostatnio głośno na blogach włosomaniaczek :)
  
Oto łupy w kupie :P
   
   
A teraz tradycyjnie omówię je w podziale na kategorie :)
   
  
Na początek najmniej liczna kategoria, czyli kosmetyki do ciała. Skusiłam się na granatowy krem do ciała Isany, bo zużyłam ten kakaowy, który bardzo mi się spodobał, mam nadzieję, że ten mu dorówna - pachnie ślicznie :) Są tu też dwa masła do ciała FlosLek - Karite&Olej Babassu oraz Acerola&Cherry Berry - jeszcze ich nie rozdziewiczałam, ale jestem dobrej myśli, bo inne masło z tej serii należy do moich ulubieńców. Dalej mamy obłędnie pachnący gruszkowy żel pod prysznic Lirene, antyperspirant w sztyfcie Dove Natural Touch (ostatnio o nim pisałam, to mój nr1 wśród antyperspirantów, zużywam kolejne już opakowanie :)), a także ciekawostka żel pod prysznic Le Petit Marseillais o zapachu mandarynki i zielonej cytryny (czyżby limonki? ;)) - to francuski kosmetyk, który do Polski sprowadza fanka marki. Za jakiś czas go dla Was zrecenzuję :)
  
  
Moja ulubiona część, czyli produkty do włosów :) Szampon Nu'fusion Dr Ireny Eris dostałam na spotkaniu w piątek, bardzo się cieszę, że będę mogła go przetestować, bo nigdy nie używałam nic włosowego tej marki :D Odżywka Isana skusiła mnie swoją ceną, plakietką "nowość" i ładnym opakowaniem, choć oczywiście wylądowała na razie w zapasach ;) Woda pokrzywowa Barwy również czeka na swoją kolej, bo pokrzywę serwuję aktualnie w innej formie moim włosom. Dwie maski BingoSpa - mleczną i kurację 12 ekstraktów kupiłam korzystając z weekendowej promocji na ich stronie internetowej, na razie mocno odrzucił mnie zapach tej ziołowej, pachnie jak mydło :/ Olejku do włosów (i ciała ;)) Le Petit Marseillais też jeszcze nie używałam, ale mocno mnie intryguje, ma ciekawy skład. Odżywkę pokrzywową Anny wyczaiłam na blogu u Anwen i skusiłam się na nią, teraz wcieram ją w skalp w miarę regularnie i czekam na wysyp baby hair ;) Naftę Anny dorzuciłam do zamówienia na doz.pl (gdzie klikałam m.in. odżywkę i wodę pokrzywową) z czystej ciekawości - nigdy nie używałam nafty.
  
  
Zwykle kosmetyków do twarzy mam najmniej, ale tym razem trochę mi ich przybyło. Jest tu m.in. seria Under Twenty Anti Acne Intense (tonik, krem i żel 2w1), mam nadzieję, że pomogą mi ogarnąć cerę, choć i tak ostatnio osiągnęłam bardzo wiele z pomocą rosyjskiego kremu, o którym napiszę Wam pojutrze :) W ostatnim katalogu Avon skusiłam się na glinkową maseczkę Avon Planet Spa, żeby od czasu do czasu porządnie oczyścić pory, jest tu też nowy krem BB i peeling enzymatyczny - obu jestem bardzo ciekawa. Poza tym FlosLek zapewnił mi walkę z niedoskonałościami, bo do recenzji dostałam piankę do mycia twarzy, krem matujący, fluid matujący i korektor - testy w toku ;) Poza tym przybył mi fluid matujący My Secret (recenzja na dniach) i puder Synergen - mój ulubieniec do zadań specjalnych, w obecnym opakowaniu już widać denko, więc kupiłam na zapas, bo rzadko można znaleźć mój odcień - najjaśniejszy.
  
To tyle, jeśli chodzi o łupy. Teraz denka, a poszalałam w tej kwestii!
  
  
Zużyłam 16 kosmetyków, drugie tyle rozesłałam po świecie i miesiąc wyszedł mi mniej więcej na zero :) Jeśli o którymś z denkowanych kosmetyków tu nie pisałam, a jesteście go ciekawe, śmiało pytajcie w komentarzach, postaram się odpowiedzieć, choć mam w tym tygodniu baaardzo szalony weekend - 9h pracy dziennie, "oblewanie" moich urodzin najpierw z przyjaciółkami, później z rodzinką, dwa projekty do zrobienia - nie będzie lekko ;)
  
Na koniec jak zwykle garść statystyk:
   
31 stycznia >>> 28 lutego
Obserwatorów GFC: 1403 >>> 1468 (+65)
Fanów na FaceBooku: 347 >>> 633 (+286)
   Dziękuję Wam :)
   
Ulubiony kosmetyk lutego:

piątek, 1 lutego 2013

Styczniowe łupy, denka i podsumowanie

Przed kolejnym egzaminem (a po dentyście, brrr...) odstresowuję się pisząc notkę na bardzo przyjemny temat, mianowicie o łupach styczniowych :) Wygląda na to, że w tym miesiącu notka ta będzie rekordowo skromna, bo przybyło mi malutko i właściwie same moje własne zakupy. Jest więc kameralnie i swojsko ;)
   
  
Prawda, że malutko? :D No, jak na moje normy ;)
Podzieliłam jak zwykle na kategorie:
  
   
Najwięcej przybyło mi w kąpielowej kategorii - aż cztery rzeczy ;) Po pierwsze, zamówiłam sobie kolejny płyn do kąpieli Avon o zapachu fiołka. Cóż, fiołków w nim nie czuję, ale pachnie na pewno ładnie :) Dwa kolejne łupy to moje najświeższe biedronkowe odkrycia - dorzucili nowe zapachy soli do kąpieli! Wzięłam dwie z trzech wersji: trawa cytrynowa i bambus (ta najładniejsza!) oraz lotos. Trzecim wariantem był bursztyn, ale nie pachniał zbyt ładnie... Ostatni na zdjęciu jest lawendowy żel pod prysznic Eva Natura. Kupiłam go za grosze w zestawie z szamponem, również lawendowym, kosztowały mnie łącznie... 5,50zł. Pachną prześlicznie :)
   
   
W kategorii włosowej mamy zapas farby, którą aktualnie mam na włosach, czyli Palette Color Shampoo w kolorze 341 Ciemna czekolada - planuję odświeżyć kolor za jakiś miesiąc, chyba że przez ten czas nie uda mi się doprowadzić włosów do porządku - lecą z głowy jak szalone, mam wrażenie, że niedługo będę fryzurą przypominać Golluma... Wracając do łupów - drugim kosmetykiem do włosów jest lawendowy szampon Eva Natura, kupiony w duecie z żelem z poprzedniego zdjęcia. Jeszcze go nie używałam, ale już przewiduję, że będzie mi się podobał, bo zapach ma piękny :)
Jestem roztrzepaną sierotą, bo zapomniałam na zdjęciu ustawić jeszcze szamponu Natei z ogórkiem i kwiatem Tiare z Biedronki - kupiłam go dwa dni temu, więc niewiele mogę powiedzieć poza tym, że ewidentnie kojarzy mi się z Timotei ;)
  
  
Kolejna kategoria to okolice twarzy ;) Również skromnie, bo kupiłam jedynie jaśminową maseczkę peel-off Oriflame Pure Nature, do której użycia zbieram się od dwóch tygodni, oraz karmelowe masełko do ust Nivea - czaiłam się na nie od dawna, chociaż Nivei bardzo nie lubię... Przekonała mnie jednak promocja w SuperPharm i obietnica karmelowego zapachu, choć przyznam, że nie czuję w nim karmelu - bardziej jakieś słodkie ciastka. Pachnie apetycznie, ale nie karmelem. Poza tym jest całkiem przyzwoity :)
  
  
Ostatnia kategoria do lakiery do paznokci. Z reguły nie pokazuję ich w łupach, bo w ogóle nie liczę w bilansie - mam ich tyle, że dawno straciłam rachubę i prawdę mówiąc nie cieszą mnie już jakoś szczególnie, bo niemal każdy lakier, który spodoba mi się gdzieś w sklepie... mam w szafce niemal identyczny ;) Wyjątkiem są m.in. lakiery Orly, które lubię tak bardzo, że chętnie wymieniam "stare" kolory na nie. W styczniu przybyły mi cztery lakiery - od lewej: Angel Eyes, Holy Holo!, Force Field oraz Monroe's Red. Każdy z innej beczki i każdy na swój sposób nietypowy. Poza nimi udało mi się zdobyć także żel do usuwania skórek - pierwsze próby wypadły bardzo pozytywnie :)
Właściwie tutaj znowu coś pominęłam, bo powinnam obok lakierów pokazać też nową szminkę Avon Idealny Pocałunek w kolorze Coy Copper. Tutaj wytłumaczę się tym, że dotarła do mnie chwilę po zrobieniu zdjęć ;) Jest śliczna, już się nią chwaliłam na blogowym fejsbuku ;)
  
Poza łupami oczywiście mam i denka!
  

Nie jest to może dużo, ale dla mnie satysfakcjonująco, bo i tak mam więcej kosmetyków na minusie niż na plusie w styczniu, a na luty zostało mi sporo końcówek, więc luty będzie obfity w denka :) O wszystkim (poza produktami Lirene) pisałam Wam tutaj już recenzje, więc nie będę się rozpisywać. To maleńkie serduszko to opakowanie po balsamie do ust Smyka ;)
  
A na koniec garść statystyk:
  
31 grudnia >>> 31 stycznia
Obserwatorów GFC: 1349 >>> 1403 (+54)
Fanów na FaceBooku: 297 >>> 347 (+50)
   Dziękuję Wam :)
  
Ulubiony kosmetyk stycznia:

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...