Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Farbowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Farbowanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 kwietnia 2013

Schwarzkopf - Farba do włosów Color Mask - 568 Kasztanowy Brąz

Pisałam Wam ostatnio, że pofarbowałam włosy, a efekty farbowania pokazywałam w osobnym poście - o TUTAJ. Teraz przyszła kolej na farbę, a właściwie na jej recenzję, którą Wam obiecałam :)
Pierwszy raz użyłam farby trwałej - do tej pory stosowałam tylko takie na 24 mycia. Uznałam, że forma maski będzie odpowiednia na pierwszą próbę i wygląda na to, że się nie myliłam :)
    
   
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: wszędzie, ok. 24zł

Skład:
Moja opinia:
 Przede wszystkim, dużo czasu zajęło mi podjęcie decyzji o kolorze. Ostatecznie wahałam się pomiędzy dwoma zupełnie różnymi - kasztanowym brązem a ciemnym brązem. Jak widać, wybrałam ten pierwszy - uznałam, że mniej różni się od mojego naturalnego, więc w razie czego będzie mniejsza "strata", poza tym chętnie dodałabym moim włosom żywszych refleksów na lato. Co prawda Ukochany trochę mi "zbił", mówiąc, że "na tej pani na zdjęciu ten kolor ładnie wygląda, bo ona jest ładna, ale nie wiadomo, czy na mnie będzie ok" - uwielbiam jego takt :P
Kartonik farby jest dosyć spory. Mieści w sobie plastikowy słoiczek z kremem rozwijającym, tubkę z kremem koloryzującym, saszetkę z maską pielęgnacyjną, rękawiczki foliowe i instrukcję obsługi:
  
  
Zaczynamy od otworzenia słoiczka z kremem rozwijającym i wciśnięcia do niego kremu koloryzującego. Zakręcamy słoiczek i energicznie nim potrząsamy przez minutę, żeby konsystencja zrobiła się jednolita:
  
 
 Teraz nakładamy maskę na włosy. Producent zaleca użycie dwóch opakowań przy włosach dłuższych niż do ramion, ale moje są na tyle rzadkie, że spokojnie jedno opakowanie wystarczyło do ich równomiernego pokrycia. Farbę nakłada się łatwo, faktycznie zupełnie jak maskę do włosów, niestety jest tu jedna znacząca wada - niesamowity smród! "Zapach" amoniaku jest tak straszny, że oczy łzawią i drapie w gardle, nie ma tu mowy o przyjemnym zapachu, o którym pisze producent... Najgorszy jest właśnie moment nakładania, bo po paru(nastu?) minutach zapachu już nie czuć tak bardzo (chyba, że to nasz węch robi jakąś blokadę ;)). Maska jest na tyle gęsta, że można spokojnie "skleić" włosy na czubku głowy tak, by nie opadały na kark i plecy. 
  
  
Po 30 minutach zmywamy farbę - idzie to raczej bezproblemowo i dość szybko. Kiedy woda lecąca z włosów jest już bezbarwna, nakładamy maseczkę z saszetki dołączonej do farby - tutaj muszę zaznaczyć, że maseczka sama w sobie jest genialna, efekt był cudny, nawet po tym jednym nałożeniu! Włosy zrobiły się niesamowicie gładkie, zniknęły wszelkie kołtuny, ładnie pachniała. Chętnie kupiłabym ją, gdyby była w wersji pełnowymiarowej do kupienia osobno... Dodam też, że przy całym procesie farbowania prawie nie wypadły mi włosy, a przy farbowaniu tymi farbami na 24 mycia zawsze sporo ich leciało.
Po wyschnięciu włosów okazało się, że kolor jest dokładnie taki, jaki chciałam - podobny do mojego naturalnego, ale głębszy i znacznie żywszy, pełen miedzianych refleksów, które widać w świetle słonecznym i sztucznym - po prostu piękny, jestem bardzo zadowolona z koloru :)
Teraz jestem tydzień po farbowaniu i szczerze mówiąc nie widzę żadnego negatywnego wpływu farby na moje włosy. Nie są przesuszone, nie wypadają, nie łamią się - w każdym razie na pewno nie bardziej niż zwykle ;) Czy jestem zadowolona? Bardzo! Myślę, że już nie wrócę do farb na 24 mycia - o dziwo są one bardziej szkodliwe dla moich włosów (choć i tak bez tragedii). Czy kupię ponownie farbę Color Mask? Zdecydowanie! :)
 
 
 Używałyście już tych koloryzujących masek? Jesteście z nich tak zadowolone jak ja? :)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Nowe włosy? :)

Zebrałam się wreszcie do małych zmian w moich włosach - farba czekała na użycie już od miesiąca.
Wczoraj rano przed pracą zupełnie spontanicznie uznałam, że nałożę farbę teraz, na szybko. 
Może nie był to genialny pomysł, zwłaszcza, że farbę trwałą nakładałam pierwszy raz w życiu, ale obyło się bez problemów :) Teraz mam na głowie nowy kolor, może niewiele różni się od poprzedniego, naturalnego, ale przybyły mi cudne czerwone refleksy i kolor nabrał głębi i ciepła - jestem bardzo zadowolona jak na razie :)
Wczoraj specjalnie wyciągnęłam siostrę z domu, żeby porobiła mi zdjęcia na dworze w pełnym świetle słonecznym, o które u nas w domu trudno. Efekty możecie zobaczyć poniżej:
  


A oto skąd te fale (trzymały się z 5 minut, choć w koku chodziłam dobre kilka godzin...):
  
  
I na koniec sprawca całego zamieszania:
  
  
Za parę dni zrecenzuję dla Was tę farbę :)
  
Jak Wam się podoba mój nowy kolor? :)

środa, 18 kwietnia 2012

Nowe włosy!

Jak zapowiedziałam, zrobiłam 'coś' z moimi włosami.
Oto, jak wyglądają na chwilę obecną :)
  
 
Długość z przodu: 38cm
  
Jak widać, przede wszystkim je pofarbowałam - miałam dość mojego naturalnego koloru, bardzo szybko mi się on nudzi, a teraz i tak wytrzymałam prawie rok ;) Nigdy jednak nie farbowałam ich trwałą farbą i jak na razie tak zostanie. Zawsze, gdy chciałam zmienić kolor, używałam farby na 24 mycia, która u mnie trzyma się średnio 3 miesiące, mimo codziennego mycia włosów :) Coś, co Was może przyprawić o dreszcze to fakt, że zawsze stosowałam i wciąż stosuję farbę Palette, o której większość z Was ma tak złe zdanie. Ja nigdy nie zauważyłam, żeby wpływała negatywnie na moje włosy...
  
  
Kolor, jaki tym razem wybrałam to 244 Czekoladowy Brąz. Wyszedł nieco ciemniej, niż na zdjęciu, ale po paru myciach pewnie się nieco spierze. Jeśli nie, nie będzie tragedii, bo taka ciemna czekolada też mi się podoba :) Jedynym zauważalnym skutkiem farbowania jest chwilowe wypadanie włosów - zawsze przez 2-3 dni po farbowaniu mi nieco bardziej wypadają. Nie psuje to jednak całościowego efektu, bo włosy są mięciutkie, lśniące, no po prostu miodzio ;)
W kwestiach technicznych... Zawartość opakowania farby prezentowała się tak:
  
  
Jest tu krem koloryzujący, emulsja rozwijająca i foliowe rękawiczki. Po zmieszaniu obu składników w szklanej miseczce otrzymujemy baaardzo apetycznie wyglądającego gluta, którego nakładamy na włosy:
  
  
Ogólnie mówiąc, bardzo lubię tę farbę ze względu na kolory, cenę (zazwyczaj kupuję ją w cenie 11-15zł), dostępność i fakt, że nawet jeśli kolor nie będzie trafiony, to dość szybko się on spierze. Za jakieś 2-3 miesiące pewnie znowu będę je farbować dla odświeżenia koloru, zanim mi zjaśnieją znowu ;)
  
Byłam też u fryzjera, żeby podciąć końcówki. Znajoma poleciła mi przemiłą fryzjerkę 3 minuty drogi ode mnie, więc się z nią umówiłam i jestem naprawdę zachwycona tą babeczką :) Była przesympatyczna, ścięła mi naprawdę tylko końcówki (z tyłu niecały 1cm, z przodu 2cm, żeby nieco tego niby-boba wyrównać), a nie pół długości włosów, jak to niektóre robią, a najlepsze jest to, że nie wzięła ode mnie ani grosza... Uznała, że nie napracowała się przy tym (fakt, na fotelu spędziłam z 5 minut ;)) i nawet nie bardzo miała co sprzątać, więc policzy mi pełną cenę jak przyjdę znowu podciąć za parę miesięcy :) Także, drogie torunianki... polecam Panią Wioletę z Antczaka ^^
  
Jak Wam się podobają moje aktualne kłaczyska? ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...