Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Herbaty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 listopada 2012

Może herbaty? #4 - Herbaty kwitnące

Ponad miesiąc temu obiecałam Wam notkę o herbatach kwitnących - cóż, miałam małą "obsuwę" ;) Mam nadzieję, że mi to wybaczycie, więc dzisiaj potulnie przychodzę z odpowiednim postem ;)
  
Co to są właściwie te herbaty kwitnące?
  
  
Otóż są to zwinięte, herbaciane kulki, które sprawiają, że herbata i jej parzenie staje się nie tylko zwykłą czynnością, ale też swego rodzaju atrakcją ;) Kulki wyglądają dość niepozornie, jak widać na zdjęciu powyżej. Wrzucamy jedną do dzbanka z gorącą wodą i obserwujemy. Stopniowo kulka powinna opaść na dno i zacząć się rozwijać. Trwa to około 3-5 minut i naprawdę zachwyca. W kulkach tych kryją się odpowiednio ułożone kwiaty, które uwalniają się, gdy kula w pełni się rozwinie, wygląda to prześlicznie!
Chciałam pokazać Wam to na przykładzie dwóch herbat ze sklepu 1000 smaków świata. Każda kulka kosztuje od 2 do 4zł, zależnie od składników. Moje dwie to Czarodziejska Lilia i Słodkie Serce. Zobaczcie je :) Wybaczcie, że nie mam filmiku, próbowałam nagrać, ale nie wychodziło... Na YT za to znajdziecie sporo filmików przedstawiających, jak rozwijają się te herbaty.
  
  
Pierwsza to właśnie Słodkie Serce. Ma postać okrągłej kuleczki, nieco zwężanej na jednym "biegunie". Po umieszczeniu w wodzie w około 4 minuty się rozwija, a w międzyczasie opada na dno i uwalnia czerwonego kwiata i kilka mniejszych, czyżby jaśmin? :) Pięknie wygląda!
Obawiałam się, że ich smak będzie średni, ale nie był. Ta była zdecydowanie owocowa, smakowała mi truskawkami w śmietanie, choć jej opis w sklepie wcale na to nie wskazuje ;) Kwiat zrobiony jest z białej herbaty, co też czuć - jest bardzo delikatna :) Myślę, że jeszcze kiedyś ją kupię.
  
  
Po takim cudnym spektaklu, jaki zaserwowało mi Słodkie Serce, Czarodziejska Lilia stanowiła swego rodzaju zawód. Również została stworzona z białej herbaty, dodatkiem są tu płatki lotosu. Kształt samej kulki widzicie już na zdjęciu powyżej. Po wrzuceniu do wody długo unosi się na powierzchni i nic się nie dzieje, dopiero po jakichś dwóch minutach zaczyna się rozwijać i teraz już idzie jej to szybko, bo zaraz jest już w pełni rozwinięta i piękna, ale nie chce opaść na dno, co nieco psuje efekt. Na zdjęciu widzicie, że musiałam ją "poddusić" łyżeczką, żeby utrzymała się na dnie ;)
W smaku za to odpowiadała mi nawet bardziej niż Serce. Typowo biała, ale z takimi "trawiastymi" nutkami, smakowała bardzo świeżo. 
  
Miałyście kiedyś kwitnące herbaty? Gościłyście nimi znajomych? :)

niedziela, 7 października 2012

Może herbaty? #3 - Herbaty sypane, dla odmiany

Pisałam Wam parę dni temu, że dostałam niedawno nietypową jak na blog kosmetyczny (niby) propozycję współpracy, która polegałaby na testowaniu... herbat ze sklepu 1000smakowswiata.pl. Wiecie już, jak kocham herbaty, pisałam tutaj kiedyś przecież serię postów na ich temat! Uznałam, że ta propozycja to dobra okazja do przywrócenia serii, zgodziłam się :)
    
  
Zwykle pijam herbaty ekspresowe, bo przeszkadzają mi fusy - nawet takie najdrobniejsze, które uciekły z zaparzacza. Niejednokrotnie jednak próbowano mnie przekonać, że sypane są znacznie lepsze i bogatsze, więc zrobiłam kolejne podejście i zaczynam się przekonywać ;)
Dostałam do recenzji przede wszystkim pięć saszetek herbat - tak jak sobie życzyłam, białych i zielonych. Co prawda, spodziewałam się normalnych "porcji" herbaty, czyli 50g, jak sklep oferuje w sprzedaży, ale dostałam saszetki po 10 albo 20 gram. Szkoda, bo w efekcie moje dwie ulubienice, czyli sencha kaktusowa i jaśminowa już się kończą, a piłam je tylko po kilka razy. 
Teraz opiszę Wam w kilku słowach te herbaty i moje wrażenia na ich temat :)
    
   
Tej herbaty ciekawa byłam najbardziej. A największym zaskoczeniem w niej fakt, że faktycznie pachnie i smakuje... kaktusem! Po otwarciu saszetki aż buchnął intensywny egzotyczny zapach, bardzo kaktusowy, kojarzący się z popularnym sokiem z Tymbarku. W składzie kaktusa co prawda nie mamy, ale mieszanka składników i aromat robią swoje - nasze kubki smakowe są oszukane i czujemy kaktusa ;) Herbata jest niesamowicie orzeźwiająca, delikatna, ale bardzo charakterystyczna, naprawdę baaardzo mi zasmakowała. Już zastanawiam się, kiedy będę zamawiać większe opakowania ;)
Poza tym sencha ma jeden istotny plus - ma duże liście, więc z zaparzacza nie wydostają się do herbaty drobne okruszki fusów, których tak nie lubię ;)
  
   
Nazwa Pai Mu Tan nic mi nie mówiła, dopóki jej nie wygooglowałam. Okazuje się, że to po prostu biała herbata, a właściwie jej rodzaj :) Bardzo byłam ciekawa jej smaku, choć chwilę po zalaniu gorącą wodą buchnął mi w twarz smrodek jakiegoś kompostu... Zaraz jednak się ulotnił i został mocno trawiasty aromat. Mianem "trawiasty" określiłabym też smak - kojarzy mi się z nieco łagodniejszą i bogatszą wersją herbaty ze skrzypu polnego i pokrzywy. Może i dziwne skojarzenie, jak na "najbardziej ekskluzywną" herbatę świata, ale nie podpowiem moim kubkom smakowym, co powinny czuć ;) Wiem tylko, że bambusa za nic nie umiem tutaj wyodrębnić.
 
      
Biała herbata jest chyba moim ukochanym gatunkiem, ale dopiero kiedy zobaczyłam tę saszetkę, uświadomiłam sobie, że nigdy nie piłam "czystej" białej herbaty! Od razu ją sobie zaparzyłam i to było dla mnie ciekawe doświadczenie, bo solo smakuje ona zupełnie inaczej niż z jakimkolwiek dodatkiem. Jest jednocześnie mocna i delikatna, trudno mi to opisać. Smakuje i pachnie tak świeżo, naturalnie, wręcz... ziołowo! Mimo wszystko jednak chyba wolę białą z dodatkami - moje ulubione wersje to z mandarynką, jaśminem, różą i brzoskwinią - napój bogów ;)
   
    
Tego cudeńka też byłam bardzo ciekawa - uwielbiam jaśmin w herbacie, ale zwykle kojarzyłam go z białą herbatą, tutaj zaś jest w zielonej senchy. I muszę przyznać, że połączenie to baaardzo mi się spodobało! Herbata nie jest może tak delikatna jak kaktusowa, ale jaśmin nadaje jej bardzo specyficznego smaku i aromatu, który sprawia, że ta herbata to taka kwintesencja kobiecości ;) Może za bardzo daję się ponieść wyobraźni, ale to napój idealny do picia w porcelanowych filiżankach ze spodeczkami, przy białym stoliku w gronie koleżanek, wszystkie w długich XIX-wiecznych sukniach *.* Dodam też, że jeszcze lepiej smakuje ociupinkę posłodzona ;)
   
  
Przyznam, że do tej herbaty od początku byłam sceptycznie nastawiona, bo jako jedyna nie trafiła w mój gust - już samą nazwą i opisem. Nie przepadam za tego rodzaju słodkimi smakami. I w sumie moje nastawienie nie zmieniło się po spróbowaniu. Herbata jest słodka, kojarzy mi się z cukierkiem, ale smaku truskawek w śmietanie w niej nie czuję. Nie mam problemu z tym, żeby ją wypić, ale niczym mnie nie zachwyca, po prostu nie mój rodzaj herbaty. Fusy są dość drobne, więc część z nich może uciec z zaparzacza, ale nie jest źle pod tym względem ;)
  
  
Niedługo napiszę Wam o pozostałej części paczuszki, czyli o dwóch herbatach kwitnących, znanych także jako artystyczne. Słyszałyście o takich?
Tymczasem zapraszam Was do wstąpienia do sklepu - Tysiąc Smaków Świata. Znajdziecie tam nie tylko herbaty, ale także różne rodzaje kaw, przypraw, ziół i akcesoriów. I proszę, nie bierzcie tego za tanią reklamę - sama kompletuję powoli w koszyku zamówienie na nowe porcje herbat :) Może wkrótce napiszę Wam o kolejnych, które sama już wybrałam i kupiłam? :)

czwartek, 4 października 2012

Nie samymi kosmetykami Orlica żyje!

Otóż to, proszę Państwa, wbrew pozorom kosmetyki to nie wszystko! Jest wiele innych ważnych aspektów życia, jak np. ubrania, biżuteria, dodatki, poprawiające humor pierdółki ;) I o takich właśnie chcę Wam dziś napisać. Wiem, że lubicie łupowe posty, a mnie ostatnio udało się upolować kilka ładnych rzeczy, więc postanowiłam, że się nimi z Wami podzielę ;)
  
Po pierwsze - portfel:
  
   
Jestem konsultantką Avonu i lubię niektóre ich kosmetyki. Zawsze jednak sceptycznie byłam nastawiona do ich biżuterii, torebek i dodatków. Uznawałam je za drogie i nieciekawe. Dopóki nie pojawiła się w ofercie seria Tallulah... Obejmowała ona torebkę, portfel, kosmetyczkę, etui na klucze i etui na dokumenty, wszystko to z pięknego tworzywa o skóropodobej fakturze i z moim ukochanym motywem starej mapy - oczywiście zachorowałam na ten komplet od razu! Był jednak za drogi i szkoda mi było jednak pieniędzy, aż w końcu go wycofali. Dostałam w prezencie od firmy kosmetyczkę i napaliłam się jeszcze bardziej na resztę, zwłaszcza na portfel. Wreszcie znalazłam go w ofercie netto dla konsultantek, za 21zł - zamówiłam bez wahania. I nie żałuję ani grosza! Portfel jest bardzo solidny, mocny i praktyczny, a do tego naprawdę piękny! Zakochałam się w nim od razu :) Co ciekawe, moja Mama również go sobie zamówiła i jej wygląda zupełnie inaczej - tzn. jest uszyty z innego kawałka "mapy" :D To świetny patent, bo dzięki temu portfele, choć takie same, całkiem się od siebie różnią :)
Macie jakieś tego typu akcesoria z Avonowych katalogów?
   
  
Wreszcie skusiłam się, żeby wykombinować i dla siebie lakierowy pierścionek! Sama nie wiem czemu wybrałam ciemnozłotą oprawę, bo wolę srebro, ale zaskakująco dobrze się w tym pierścionkiem czuję. Zrobiłam go z jednego z moich ulubionych lakierów - Orly - Space Cadett. Pewnie o nim słyszałyście albo widziałyście albo go macie ;) To niesamowity multichromowy lakier, mieniący się kilkoma kolorami - jak widać na zdjęciach powyżej. Najwięcej w nim widać zieleni, fioletu i pomarańczu, a to bardzo 'moje' kolory :) Od kiedy go założyłam ok. tydzień temu, ani razu nie zdjęłam go na dłużej, tylko do mycia, smarowania się balsamem czy kremem do rąk itd ;) Już przez ten tydzień zebrałam za niego sporo komplementów, więc tym bardziej jestem z niego zadowolona. 
A Wam się podoba? :)
  
  
Zaczęła się typowa jesień, moja ukochana pora roku. I mimo, że ją uwielbiam, to jednak nie przepadam za tymi deszczowymi dniami, zwłaszcza, że do tej pory nie miałam żadnej ładnej parasolki ;) Owszem, targałam ze sobą wielki i nieskładany parasol od Ukochanego, taki w formie laski, ale jednak to było dość uciążliwe, że nie mogłam go schować do torebki. W końcu zdecydowałam się na zakup zwykłego składanego parasola. Natknęłam się na takie w Pepco, kosztowały zawrotną kwotę 7,99zł i miały naprawdę ładne wzory. Oczywiście, nie jest to parasol najwyższej jakości, ale ten sezon powinien przetrwać ;) Wybrałam wzór, który od razu przykuł mój wzrok - fioletowe kwiatki i esyfloresy na czarnym tle. Bardziej "moje" byłyby chyba tylko takie same wzory na białym tle :P Strasznie mi się podoba :) Dodatkowo zaopatrzony jest w pokrowiec z tego samego materiału.
A jak Wy wolicie - tani i ładny parasol średniej jakości czy droższy i na dłużej? :)
  
  
Ostatnio mam mało czasu na chodzenie po lumpeksach, a jak już do jakiegoś zajdę to nie umiem nic sobie znaleźć. Udało mi się jednak upolować śliczny sweterek Atmosphere za 2zł! Nie muszę chyba wspominać o kolorze - jasnofioletowym, moim ukochanym :D Sweterek jest krótki i nietoperzowaty, a od jakiegoś już czasu taki za mną chodził. Całkiem nieźle się w nim czuję, zwłaszcza, że podkreśla talię i brzuch, które, uwaga, mogę już pokazywać :D Jest mięciutki i dość cienki, ale nie wygląda na taki, co z założenia ma grzać ;)
Upolowałyście ostatnio coś ładnego na lumpkach? :)


I na koniec mój mały eksperyment - sypane herbaty. Do tej pory używałam głównie ekspresowych, bo po prostu nienawidzę fusów ;) Ale teraz jakoś sobie z nimi radzę. Dostałam jakiś czas temu propozycję przetestowania i opisania na blogu herbat ze sklepu 1000SmakowSwiata.pl - uznałam, że skoro i tak prowadzę na blogu herbacianą serię to nie zaszkodzi spróbować. Proszę sobie darować żenujące komentarze o sprzedaniu się ;) Dostałam pięć saszetek herbat sypanych, dopasowanych do moich upodobań - za jakiś czas napiszę Wam o nich nieco więcej :)
Tymczasem lecę na herbatkę ;)
  
Podobają Wam się takie posty o niekosmetycznych łupach? Może zrobić z nich blogową serię? :)

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Może herbaty? #2 - Zimowe rozgrzewacze

   
Zaczęła się wreszcie zima z prawdziwego zdarzenia... Jedni się cieszą, inni nie (jak np. ja ;)), marzną jednak wszyscy. Pierwsze, co robię, gdy wracam z dworu, nieważne, czy byłam tylko wyrzucić śmieci czy na dłuższym spacerze, to zaparzenie wody na herbatę. W takie dni, kiedy na dworze jest zimno i szaro, herbatę mogłabym pić hektolitrami - nie piję tylko dlatego, że czasem się nie chce ruszyć zadu po nowy kubek czy dzbanek ;)
W ramach serii herbacianej postanowiłam Wam więc napisać parę słów o herbatach, które najlepiej się sprawdzają właśnie jako takie zimowe rozgrzewacze :) 
    
Saga, czarna z witaminą C (kwiat lipy, miód, cytryna, aronia)
Ta to moja faworytka, odkąd się pojawiła kupuję regularnie, bo schodzi u mnie szybko jak żadna inna. Jest tania - ok. 3,50zł za 25 torebek (można też znaleźć czasem większe opakowanie, 50 torebek) - i bardzo łatwo dostępna - jest chyba wszędzie ;) Opakowanie jest zamykane na klejący pasek, a torebki są zwyczajne, okrągłe z wystającym elementem ułatwiającym wyławianie. Smakuje tak... zimowo, nie jestem w stanie tego lepiej opisać, mam nadzieję, że rozumiecie, o co mi chodzi :D Ewidentnie czuć w niej te rozgrzewające nuty, jak miód i cytryna, które sprawiają, że od razu robi się ciepło w brzuszku ;) Zdecydowanie polecam, nie znam osoby, której by nie smakowała :)
   
BioActive, zielona z grzańcem (pomarańcza, cynamon, goździk, miód)
Ta herbata wprowadzona została całkiem niedawno, można ją znaleźć raczej w większych sklepach, kosztuje ok. 3,50zł za 20 torebek. Opakowanie zamykane jest na tzw. "strunę", dzięki czemu aromat nie ucieka i herbata dłużej pozostaje świeża ;) Torebeczki są okrągłe z dwoma wystającymi elementami. Tutaj podobnie jak poprzedniej herbacie czuć porządne rozgrzanie po wypiciu - specyficzny smak zielonej herbaty miesza się z grzańcową goryczką, da się też wyczuć te przyprawy - goździka, pomarańcz, miód, cynamon... Jeśli ktoś lubi herbaty grzańcowe, na pewno zasmakuje mu i ta.
    
FireTea, Herbatka o smaku grzanego wina z owocami
Właściwie tutaj chodzi mi o wszelkie rodzaje grzańca - akurat ja na stanie miałam tylko ten teraz. Ten na zdjęciu można dostać w Biedronce, kosztuje ok. 3zł za 20 torebek. Torebeczki są na sznureczkach i z etykietkami. Inne herbaty grzańcowe dostępne są w niemal każdym sklepie, w różnych cenach i z różnymi dodatkami, ale zazwyczaj smakują bardzo podobnie - typowy cierpki smak grzańca jest dość specyficzny i wiem, że nie wszyscy go lubią. Ja np. na grzańca mam ochotę mniej więcej raz do roku, a wtedy potrafię wypić pół opakowania jednego dnia ;)
    
Lord Nelson, rooibos z wanilią
Marka Lord Nelson dostępna jest w Lidlu i miałam już chyba wszystkie warianty ;) Najbardziej kocham jednak rooibos z karmelem (który aktualnie mi się skończył) i rooibos z wanilią - cudownie smakują z dodatkiem cukru, są wtedy przepyszne i tak rozgrzewające, że aż brakuje kominka, przed którym można by usiąść w bujanym fotelu ^^ Kosztują ok. 4zł za 25 torebek, z których każda pakowana jest w osobną papierową kopertkę, zawierającą torebeczkę na sznurku z etykietką. Polecam zwłaszcza wersję karmelową, jestem od niej uzależniona - po ciężkim dniu lubię ją sobie pić w gorącej kąpieli, niesamowity i smakowity relaks ;)
    
Tetley, jabłko i cynamon
Przyznam szczerze, że za tą herbatą nie przepadam jakoś szczególnie (bo nie jestem fanką cynamonu), ale rodzinka uwielbia mi ją podkradać właśnie zimą, bo przecież właśnie z tą porą roku kojarzy się smak jabłek z cynamonem. Opakowanie kosztuje ok. 5zł za 20 torebek - również takich na sznureczkach i z etykietkami ;) Słyszałam, że ostatnio coraz trudniej ją dostać, choć sama się za nią nie bardzo rozglądam :P Tak czy siak, jeśli ktoś lubi połączenie jabłek i cynamonu, warto się za nią rozejrzeć. 
   
Tetley Intense Green - pomarańcza i guarana
Ta herbata jest dla mnie ewenementem, bo jednocześnie super rozgrzewa i... orzeźwia :) Ja jednak preferuję pić ją zimą, latem wydaje się taka zbyt ciężka, wtedy wolę zwykłe zielone herbaty ;) Tutaj pomarańcza zdecydowanie odpowiada za rozgrzanie, a guarana za orzeźwienie i dodanie energii. Opakowanie kosztuje ok. 5zł za 20 torebek na sznureczkach z etykietkami. Zazwyczaj tam, gdzie są herbaty Tetley (choć widuję je coraz rzadziej...) jest również i ta. Jeśli kiedyś się na nią natkniecie - kupujcie bez wahania ;)
   
  
A co Wy pijecie po powrocie z dworu? Jakie herbaty Was rozgrzewają?
Chętnie poczytam o Waszych propozycjach i sposobach na wrócenie do życia po mrozie ;)

niedziela, 18 grudnia 2011

Może herbaty? #1 - Moja skromna kolekcja...

Wiele z Was bardzo pozytywnie przyjęło mój pomysł o serii herbacianych postów, dlatego dziś chcę Wam pokazać takiego "wstępniaka" - przedstawić, jak bardzo jestem uzależniona od herbaty, jak wygląda moja kolekcja i jacy są moi ulubieńcy ;)
   
   
Tak wygląda cały mój zbiorek. Są tu głównie herbaty ekspresowe, bo nienawidzę fusów ^^ Wiem, dziwna przypadłość w przypadku maniaczki herbaty, ale na szczęście na dzień dzisiejszy mnóstwo apetycznych mieszanek występuje także w formie torebkowej. Najwięcej tu herbat zielonych i białych, bo te najbardziej lubię. Ulubioną marką zaś jest BioActive - mają bardzo ciekawe smaki i dość rozsądne ceny. Są też dostępne niemal w każdym sklepie, więc nie ma tragedii, jeśli jakaś z moich ulubionych się skończy, a ja mam na nią apetyt ;) Warto też zamawiać je ze sklepu smacznaherbata.pl - przesyłka nie należy do najtańszych, ale herbaty są tańsze niż w sklepach, jest większy wybór, można skomponować własne mieszanki i często są dostępne jakieś rabaty i gratisy ;) To teraz po kolei, przyjrzyjmy się "kategoriom" herbat.
    
Najpierw moje ulubione - zielone. Te, które najchętniej piję to moja własna mieszanka My Tea, właśnie ze sklepu smacznaherbata.pl - jest tu zielona sencha, kawałki pomarańczy i miętowe ekstrakty. Lubię też zieloną z lawendą marki Loyd Tea - akurat teraz mi się skończyła - zieloną z miętą Sagi - tania i smaczna, właśnie ją popijam. Godne polecenia są też biedronkowe Feel Green - mają 3 albo 4 smaki i kosztują po 2zł za 40 torebek - teraz chyba ich pudełka wyglądają nieco inaczej.
    
Te wielbię chyba nawet bardziej niż zielone, ale oszczędzam, bo to przecież "towar luksusowy" ;) Moja ulubiona to biała z mandarynką BioActive z tej serii z pandą - jak na złość też się musiała skończyć ;) - i biała Liptona - smakuje ona brzoskwiniowo, pyszna jest, ale i dość droga. Tej Ice Tea niestety nie polecam - jest gorzka i chemiczna. To większe pudełko zawiera białą herbatę w różnych smakach, po 5 torebek z każdego. Trzymam na specjalne okazje ;)
    
Tutaj mamy m.in. rooibosy i oczywiście też brakuje tu mojego ulubieńca, tzn. rooibosa z karmelem marki Lord Nelson, dostępnej w Lidlu. Muszę uzupełnić zapas ;) Jest tu też Pu-Erh - z reguły nie lubię, ale czasem nabieram na nie ochoty, wtedy dodaję cytryny i jest OK ;) Ostatnia podkategoria tutaj to herbaty ziołowe - nie mam ich dużo, bo choć zioła uwielbiam, tak w formie herbaty średnio mi podchodzą - lubię tylko miętę z różnymi dodatkami, a meliska przydaje się czasem na problemy ze snem ;) W sumie wszystkie trzy tutejsze herbaty lubię.
   
Tutaj mamy owocowe. Nie jestem ich wielką fanką, bo połowa z nich smakuje dla mnie tak samo ;) Z tego zestawiku najbardziej lubię sagę z dziką różą, cytryną i miętą - jest cudownie orzeźwiająca - i Tetley z pomarańczą i guaraną - ta z kolei mocno rozgrzewa i daje kopa :) Te dwa piramidkowe Liptony są dla mnie mocno średnie - Kashmir jest mdły, a CharMing smakuje mi... musztardą :D Niemniej jednak, kiedy mam gości, zwykle proszą mnie oni o którąś z tych owocowych herbatek.
   
Tutaj już różne różności - mieszanki różnych herbat, ziółka "na chudnięcie" i "na paznokcie" i... trochę Cappuccino :D Kawy nie lubię, ale uwielbiam czasem usiąść z książką i kubkiem gorrrącego i słodkiego czekoladowego cappuccino, no miodzio! :D Z herbat z tego zdjęcia polecam zielono-białą mieszankę BioActive, ale to nie powinno być dla Was zaskoczeniem po tym, co pisałam wyżej ;) Z jakiegoś powodu na zdjęciu brakuje jeszcze jednej saszetkowej herbaty BioActive, mianowicie zielonej z rooibosem, brzoskwinią i karmelem - ją też uwielbiam! :)
   
I co myślicie o mojej kolekcji? ;) Mamy podobne smaki czy może pijecie zupełnie inne herbaty? :)
Co z mojego zbioru macie i na swojej półce?
I jeszcze - o czym chciałybyście poczytać przy okazji kolejnego herbacianego posta? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...