Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 listopada 2012

KONKURS: Wygraj nowy puder Joko!

Jak zapowiadałam jakiś czas temu na blogowym profilu na FaceBooku, czas na szybki konkurs :)
  
     
Jak już pewnie wiecie, Joko wprowadziło na rynek nową kolekcję, Night in Venice, nawiązującą swoją tematyką i motywami do maskarady rodem z Wenecji. W skład tej kolekcji wchodzą między innymi dwa odcienie pudru brązująco-rozświetlającego, ogromnego (22g!) i z pięknym wzorem. Domyślam się, że tak jak i mi, zaświeciły Wam się oczy na ten widok :)
Dlatego dziś macie możliwość wygrać ten puder u mnie!
Zwycięzca otrzyma tę nieco jaśniejszą wersję pudru - dla blondynki, choć myślę, że zimą nada się także dla brunetek :)

Co trzeba zrobić, żeby wygrać? 
Otóż wystarczy być obserwatorem mojego bloga i odpowiedzieć na proste pytanie konkursowe:
  
Za kogo bądź za co przebrałabyś się, idąc na imprezę kostiumową?
Dlaczego? Jak wyglądałaby Twoja charakteryzacja?
    
Krótki regulamin konkursu:
  1. Nagrodę sponsoruje firma Joko.
  2. Konkurs organizowany jest dla jawnych obserwatorów mojego bloga.
  3. Nagrodę otrzyma osoba, która najciekawiej odpowie na pytanie konkursowe. Zwycięska odpowiedź zostanie wybrana przeze mnie i przez Panią Justynę - przedstawicielkę marki Joko.
  4. Konkurs trwa tydzień - od momentu opublikowania do dnia 11 listopada 2012, do godziny 23:59.
  5. Nagroda zostanie wysłana tylko na terenie Polski.
  6. Uczestnicy konkursu, którzy nie ukończyli 18 lat, muszą mieć zgodę opiekuna na udział.
  7. Wyniki ogłoszone zostaną w ciągu 72h od zakończenia konkursu, a zwycięzca otrzyma e-maila z informacją o wygranej. 
  8. Zgłoszenia należy składać w komentarzach pod tym postem, wg wzoru:
  • Obserwuję jako...
  • E-mail:...
  • Odpowiedź... 
 Nie jest to oczywiście warunek konieczny, ale będzie mi bardzo miło, jeśli polubicie także profil bloga na FB (klik) oraz podacie mi swoje typy w zakładce "Co wkrótce?" (klik). Dziękuję :)
   
Zapraszam serdecznie do udziału w konkursie - nagroda może i jest drobna, ale kto wie - może ich przybędzie, jeśli zachwycicie nas odpowiedziami ;)
Powodzenia! Czekam na Wasze odpowiedzi, bardzo jestem ich ciekawa :)

środa, 17 października 2012

Joko Mineral - Puder (bronzer?) spiekany - J06

Coś ostatnio Joko, które plasuje się w czołówce moich ulubionych marek, mnie zawodzi... Trafił w moje łapki puder. Wszystko pięknie, choć z początku byłam pewna, że to bronzer. Kiedy doczytałam, że jednak nie, przeraziłam się, że komukolwiek taki odcień może służyć jako puder ;) Dla mnie pozostał bronzerem. Cóż, kiepskim bronzerem.
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: na stoiskach Joko i np. na Inermis.pl - ok 25zł / 7g
  
Moja opinia:
Myślę, że najważniejszą cechą tego pudru jest jego kolor. Trafiła do mnie wersja najciemniejsza, czyli nieco przerażający iskrzący ceglak. Aż dziw bierze, że dla kogoś faktycznie mógłby być puder. Ja jestem bladziochem, więc brałam go pod uwagę tylko jako bronzer, ale niestety się nie sprawdził.
Zacznijmy jednak od opakowania. To ładna, prosta i elegancka kasetka, otwierana tak, jak np. kieszonkowe lusterko. Joko przyzwyczaiło mnie do solidnych opakowań, więc zdziwiłam się, kiedy zauważyłam, że to jest nieco luźne w zawiasach. W praktyce to w niczym nie przeszkadza, ale nie wiem, czy w przyszłości nie rozwali się samo z siebie? Puder nie ma zapachu, jest dość miękki i łatwo nałożyć go w dużej ilości, więc trzeba się pilnować. Dodam jeszcze, że ma bardzo delikatne drobinki, co jest tym bardziej zaskakujące dla "pudru".
  
  
Na twarzy kolor pudru wygląda tak... gliniasto. Chyba nie pasuje mi do karnacji, wydawał mi się zbyt pomarańczowy. Wybaczcie brak zdjęcia na twarzy - moja cera jest dość niewyjściowa teraz... 
Tak jak już wspominałam, łatwo nałożyć go za dużo i zrobić sobie pomarańczowe plamy na twarzy, trzeba więc uważać z ilością. Na szczęście łatwo się też rozciera, więc w razie czego jakoś pozbędziemy się nadmiaru. Wadą jest niestety to, że zastosowany jako bronzer dość szybko blednie i znika. 
Cóż, podsumowując, u mnie ten pudro-bronzer nie sprawdził się w ogóle, więc bez wyrzutów sumienia puszczam go dalej świat. Raczej nie polecam, choć to już od Was zależy - o jaki efekt Wam chodzi :)
   
  
Miałyście kiedyś puder, który okazał się bronzerem albo odwrotnie? ;)
A może używałyście tych mineralnych pudrów od Joko?

sobota, 6 października 2012

Joko - Mineralny puder sypki z szafirem - 21

Kolejna recenzja, na którą część z Was czekała już długo... Powoli kończę nadrabianie recenzjowych zaległości ;) Na dziś mam więc dla Was parę słów o mineralnym sypkim pudrze z szafirem od Joko. Zazwyczaj kosmetyki Joko mnie zachwycają albo, co zdarza się rzadziej, kompletnie zawodzą. Tym razem mamy sytuację pośrednią, bo puder uważam za przeciętny.
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: na stoiskach Joko albo np. na Inermis.pl, 27zł / 11g
  
Moja opinia:
Opakowanie pudru to dość spory plastikowy słoiczek, bezbarwny z czarną zakrętką, na której widzimy eleganckie złote napisy. Pod spodem słoiczka jest naklejka z podstawowymi informacjami - opisem, składem itd. Po odkręceniu słoiczka ukazuje nam się składana ulotka z dodatkowymi informacjami - zobaczcie ją poniżej. Pod nią z kolei znajdziemy plastikową osłonkę z dziurkami, dzięki którym łatwiej jest wydobyć odpowiednią ilość pudru. Dziurki zaklejone są przezroczystą taśmą zabezpieczającą - kiedy mam jeszcze pełne opakowanie, wolę odciąć połowę tej taśmy tak, by część dziurek nadal była zaklejona.
  
   
Mój odcień to 21, czyli prawie najjaśniejszy, bo gama obejmuje numerki od 20 do 23. Jest to bardzo ładny, jasny porcelanowy beż, średnio kryjący. Nakłada się go dość łatwo, jak na puder sypki, nie osypuje się jakoś strasznie. Na twarzy właściwie go nie widać, choć cera jest wyraźnie wygładzona, zmatowiona i wygląda zdrowo. Wszystko byłoby pięknie, gdyby efekt ten się utrzymywał, a tymczasem po dwóch, trzech godzinach trzeba puder nakładać raz jeszcze, bo efekt zupełnie znika z twarzy. Muszę jednak przyznać, że naprawdę nie zapycha ani nie "dusi" cery, w ogóle go nie czujemy, nawet po nałożeniu trzeciej warstwy w ciągu dnia. Naprawdę, gdyby efekt trzymał się dłużej byłby to chyba puder idealny, ale ta słaba trwałość nieco mnie zniechęca, zwłaszcza, że z pudrem sypkim nie jest tak łatwo ukradkiem przypudrować nosek będąc poza domem ;)
Jeśli nie zależy Wam na wielogodzinnej trwałości - zdecydowanie polecam. Jeśli tak jak ja wolicie coś trwalszego, nastawcie się jednak na częste poprawki albo ewentualnie bibułki matujące.
   
    
Używałyście tego pudru? A może innych pudrów mineralnych? Polubiłyście je?

środa, 22 sierpnia 2012

Joko - Nawilżająca pomadka Wet Lips - J49

Trudno trafić w mój gust kolorowymi mazidłami do ust. Mam dość wąski zakres tego, co mi się podoba i dość duże wymagania ;) Zwykle, kiedy dostaję jakieś błyszczyki czy pomadki, reaguję sceptycznie, bo kolory zazwyczaj w ogóle nie nastrajają mnie do testów, a tym razem jednak mocno się zdziwiłam, gdy w paczuszce od Joko znalazłam szminkę w kolorze idealnym :) 
  
  
Opis producenta i szczegóły:
   
Gdzie i za ile: na stoiskach Joko i np. na Inermisie, ok. 24zł
 
Moja opinia:
Szminka zamknięta jest w klasycznym sztyfcie, czarnym ze złotymi elementami i logiem Joko. Wygląda bardzo elegancko, opakowanie jest solidne, nie otworzy się samo, nie powinno także pęknąć przy upadku. 
Mnie trafił się kolor, który określiłabym jako beżo-róż - baaardzo ładny i delikatny. Zawiera delikatne złote drobinki, ale nie widać ich na ustach - mnie to bardzo cieszy. Mogę właściwie określić pomadkę jako kremową. 
  
  
Pomadka jest dość twarda, ale nie nakłada się jej tępo - aplikacja jest całkiem wygodna. Przy okazji pomadka pachnie ślicznie - na pewno owocami, ale każdy zapytany podaje inne :D Wiadomo, jest to dość chemiczny zapach, ale i tak zdecydowanie lepszy niż "chemiczny smrodek", prawda? ;)
Kolor na ustach utrzymuje się długo, a jak zaczyna znikać, to równomiernie :)
  
  
Ogólnie mówiąc, jestem tą szminką wręcz zachwycona, niestety nie zauważyłam, żeby w jakikolwiek sposób nawilżała usta. Efektu Wet Lips raczej też nie zauważyłam, zaraz zobaczycie, jak szminka prezentuje się na ustach i same ocenicie. Ja jestem bardzo zadowolona - nawilżać mają mi balsamy ochronne, efekt mokrych ust ewentualnie osiągnę błyszczykiem, a szminka ma dawać ładny trwały kolor.
  
  
Macie jakieś pomadki z tej serii? Lubicie je? :)

piątek, 3 sierpnia 2012

Joko - Wodoodporny eyeliner

Lato to nie tylko czas na poprawianie swojej sylwetki, ale także na testowanie wodoodpornych kosmetyków, by wyglądać jak gwiazdy filmowe nawet nad jeziorem czy nad morzem. Wyobraźcie sobie, że wyłaniacie się z wody jak Halle Berry w Bondzie, oczywiście pełen makijaż na twarzy, nic nie spływa, no cud miód ;) Myślicie, że da się tak? :> Ja jestem dość sceptycznie nastawiona, a ten liner utwierdza mnie w moim sceptycyzmie. A może źle pojmuję pojęcie "wodoodporny"?
  
  
Opis producenta:
Eye liner z czarnym wodoodpornym tuszem i wygodnym w użyciu pędzelkiem umożliwia precyzyjne namalowanie cienkiej kreski u nasady rzęs. Mikronizowane pigmenty i homogenizowana emulsja zapobiegają wysychaniu i pękaniu kreski, zapewniając długotrwały efekt. Z łatwością zmyjesz go mleczkiem do demakijażu.
   
Gdzie i za ile: na stoiskach Joko i np. na Inermis.pl, ok. 20zł
  
  
Moja opinia:
Liner zamknięty jest w maleńkim eleganckim opakowaniu w kolorze złoto-srebrnym - czasem wydaje mi się złote, a czasem srebrne ;) Aplikator to dość długi i miękki pędzelek, który pozwala robić precyzyjne kreski na powiekach - lubię takie właśnie aplikatory. Liner nie ma zapachu, jest dość rzadki, ale dobrze nasycony - kreski są intensywnie czarne, nie ma potrzeby ich poprawiania - zobaczcie poniżej:
  
   
Liner schnie jednak dość długo - przez chwilę po pomalowaniu oka musimy uważać, żeby nie spojrzeć w górę i nie odbić kreski na górze powieki. Jak już pewnie wiecie, moje powieki są tłuste, przez co niemal każdy liner bardzo szybko odbija się sam z siebie. Ten również to robi, ale po 3-4 godzinach, co nie jest takim złym wynikiem. 
Co do wodoodporności... Postanowiłam zrobić crash-test na dłoni. Zrobiłam  zwykłą kreseczkę, pozwoliłam jej wyschnąć, a następnie włożyłam dłoń pod strumień ciepłej wody na parę minut. Po tym zabiegu kreska była nienaruszona, nabrała jakiejś głębi, wyglądała ślicznie. W każdym razie dopóki jej nie dotknęłam, bo wtedy rozmazała się błyskawicznie. Efekty eksperymentu możecie podziwiać poniżej:
  
  
Wynika z tego, że jeśli nie będziemy w ogóle mrugać ani dotykać powiek, liner faktycznie będzie wodoodporny ;) Tylko czy taka wodoodporność mnie zadowala...? Średnio. Dodam jeszcze, że nie ma problemów ze zmyciem eyelinera przy demakijażu. 
Ogólnie mówiąc, liner jest przyzwoity, ale raczej nie wodoodporny. Niestety znam znacznie tańsze linery o podobnej jakości, więc tym razem Joko nie jest taką rewelacją jak zazwyczaj... ;)
    
Jakie macie doświadczenie w kwestii makijażu wodoodpornego? Wierzycie?
 A może znacie jakieś kosmetyki, którym naprawdę woda niestraszna?

sobota, 28 lipca 2012

4x Maroko od Joko, czyli lakiery Marrakech Dream

Pamiętacie rewelacyjny bronzer i błyszczyk Joko, o których niedawno pisałam? Dziś pora na ostatni element kolekcji Marrakech Dream, z której pochodzą, czyli na lakiery do paznokci! :) Mam je w swoich zbiorach cztery: w jednym zakochałam się z miejsca, jeden z miejsca odrzuciłam, jeden mnie zawiódł, a jeden pozytywnie zaskoczył... ;) Zainteresowane?
  
   
Moje kolory to:
140 Arabian Princess, 141 Pickled Lemon, 143 Spicy Orange, 146 Berbers Blue
  
To, co mogę powiedzieć o tych lakierach ogółem, mieści się na poniższych zdjęciach:
  
   
Lakiery zamknięte są w charakterystycznych dla Joko buteleczkach o "oczkowym" przekroju. Ładnie prezentują się na półce czy w szufladzie, a na górze każdej buteleczki jest naklejka z nazwą danego koloru - tu kolejny plus, że lakiery w ogóle mają nazwy, a nie tylko numerki ;) 
Niewątpliwą zaletą lakierów Joko jest dla mnie ich pędzelek - chyba najlepszy z tych, jakie używałam, a wierzcie mi - było ich sporo ;) Otóż pędzelek ten jest płaski i szeroki, o zaokrąglonym końcu, dzięki czemu możemy idealnie pomalować paznokcie, bez zalanych skórek, bez prześwitów - dwa machnięcia pędzelkiem i paznokieć równo pomalowany :)
Jeśli chodzi o trwałość, jest przeciętna - 3-4 dni bez odprysków.
  
Przyjrzyjmy się im teraz po kolei :)
      
Teraz dopiero widzę, że wdarła mi się literówka w opisie na zdjęciu - wybaczcie :<
   
 Ten lakier jest właśnie moim ulubionym z całej czwórki - piszę to, stukając pomalowanymi nim paznokciami w klawiaturę ;) Jego kolor to coś pomiędzy oliwką a ciemnym złotem, baaardzo ładny i oryginalny, chyba jeszcze nie widziałam takiego lakieru. Jego wykończenie określiłabym jako perłowy frost - co pewnie nie powie wiele osobom, które nie są maniakalnymi lakieroholiczkami ;) Cóż, zawiera drobinki, które układają się tak, że widać "drogę" pędzelka na powierzchni paznokcia. Do pełnego krycia spokojnie wystarczą dwie warstwy - pierwsza jest dość przejrzysta, ale druga wygląda już znacznie lepiej. Minus tego lakiery jest taki, że szybki ściera się z końcówek paznokci.
    
    
Kolejny kolor, który trudno mi określić jednym słowem, ale bardzo mi się spodobał na paznokciach, choć w buteleczce nie zapowiadał się jakoś ciekawie. To mieszanka zielonych, żółtych i brązowych barw - Sabbatha pewnie nazwałaby to "kupą ślimaka" :D Wykończenie jest kremowe, co oznacza, że nie zawiera on w sobie żadnych najmniejszych nawet drobinek - wbrew obiegowemu mitowi nie jest to lakier "matowy" ;) Tworzy na paznokciu ładną lśniącą powierzchnię. Jeśli chodzi o krycie, można zaryzykować stwierdzenie, że jedna spora warstwa wystarczy to pokrycia paznokcia, ja jestem jednak perfekcjonistką, więc dla pewności daję i drugą warstwę, żeby uniknąć ewentualnych smug czy prześwitów.
  
  
Ten lakier z kolei od początku mi się nie spodobał. Może też dlatego, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy miałam do czynienia z kilkoma identycznymi? Ja rozumiem, że odcień jest trędi i feszyn, ale jednak to dla mnie za mało, żeby mi się spodobał ;) Jest to neonowy kolor, pomiędzy czerwienią a pomarańczem, taka trochę marchewka w wersji psychodelicznej. Jego wykończenie jest żelowe - nie zawiera żadnych drobinek, ale nie jest tak napigmentowany jak lakiery kremowe. Pierwsza warstwa wygląda okropnie, bardzo nierówno. Po nałożeniu drugiej, nadal są smugi i prześwitują końcówki paznokci, ale to już jest efekt do zaakceptowania - właśnie taki, jak na zdjęciach powyżej. Trzecia warstwa niewiele by zmieniła.
  
   
Co do ostatniego lakieru byłam wręcz smerfastycznie ucieszona ;) Kolor może mało oryginalny, ale bardzo go lubię na paznokciach. Określiłabym go jako intensywny niebieski - mało obrazowe, co? To może smerfowy niebieski? Albo jasny chaber? O, już coś świta :) Wykończenie ma kremowe, takie jak Pickled Lemon - bez żadnych drobinek. Kryje dobrze przy dwóch warstwach, choć może jedna gruba też by wystarczyła - nie jestem pewna, bo nie próbowałam, wolę nakładać dwie cieńsze. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że po zmyciu, mimo bazy, okazało się, że moje paznokcie są sino-błękitne. Lakier skutecznie wżarł się w płytkę i nie ma mowy, żebym wyszła teraz z niepomalowanymi paznokciami - jeszcze wezmą mnie za topielicę...
  
I co, który z tych lakierów Wam się najbardziej spodobał, a który najmniej?
Macie w swojej kolekcji jakieś kolory z serii Marrakech Dream?

środa, 18 lipca 2012

Joko Marrakech Dream - Błyszczyk do ust nr 93

Sprawa z błyszczykami jest u mnie dziwna. Pewnie już nieraz u mnie czytałyście, że ich nie lubię. A jednak ja głupia ciągle robię do nich jakieś podejścia i jeden na dziesięć trafi się taki, że jestem skłonna go używać. Ten co prawda taki nie jest, ale myślę, że może Was zainteresować - przed Państwem błyszczyk Joko z kolekcji Marrakech Dream!
   
  
Opis producenta:
Pokrywają usta delikatnym kolorem i tworzą na ich powierzchni nawilżającą powłokę. Zawierają olej arganowy, zwany złotem Maroka, który działa regenerująco oraz chroni usta przed negatywnym wpływem słońca i wiatru. Wzbogacone kompleksem witamin AEF oraz kwasem Omega-6.
  
Gdzie i za ile: na stoiskach Joko albo na Inermis.pl, 16zł / 4,5ml
  
  
Moja opinia:
W kolekcji znajdziemy sześć kolorów tego błyszczyka i każdy z nich jest dość nietypowy. Także i ten - nigdy nie widziałam takiego odcienia, ale nie jestem zbyt dobrze obeznana w błyszczykach ;) Otóż mój ma numerek 93 i jego odcień jest... hmmm... różowo-pomarańczowy, określiłabym go jako brzoskwinię. Nie jest to do końca mój kolor, po prostu nie najlepiej się w nim czułam. Zobaczycie zaraz, jak wygląda na ustach, na razie jednak może nieco faktów technicznych.
Opakowanie błyszczyka jest tradycyjne, o trójkątnym przekroju, który stopniowo przechodzi w okrągły, mam nadzieję, że rozumiecie co mam na myśli ;) Aplikator akurat bardzo mi się spodobał - to gąbeczka, ale spora i wygięta - ilość, jaką jednorazowo nabiera wystarczy do pomalowania całych ust, a dzięki kształtowi aplikatora, jest to dość łatwe. Błyszczyk jednak jest nieco... kremowy, przez co powstają na ustach prześwity, trzeba malować się przy lusterku. Nie zawiera drobinek, co stanowi dla mnie duży plus. Ciekawostką jest też fakt, że pachnie tak jak bronzer z tej serii - cytrusami i korzennymi przyprawami, słowem: Marrakeszem. Baaardzo mi się ten zapach podoba, ale jakoś średnio pasuje akurat do błyszczyka. 
Na ustach daje on całkiem ładny efekt, jeśli porządnie i dokładnie go nałożymy. Sprawia, że usta wyglądają na pełniejsze, tworzy na nich gładką taflę, choć z bliska widać, że zbiera się w "zmarszczkach". Z początku przez parę minut skleja usta, ale później jest już OK. Gorzej, że dość szybko schodzi z ust, ale nieregularnie, zostawiając miejscami takie pomarańczowe grudki, co wygląda średnio.
Cóż, podsumowując, nie jest to produkt, dla którego zmieniłabym front ze szminkowego na błyszczykowy. Nie zachwycił mnie, ale nie jest też najgorszy z tych, które przyszło mi używać ;)
  
 
Używałyście może błyszczyków z tej kolekcji? Jak sprawdziły się u Was?

sobota, 16 czerwca 2012

Joko Marrakech Dream - Puder brązujący dla brunetek

Pewnie niejednokrotnie Wam tu pisałam, że ciągle szukam idealnego matowego bronzera. Mam swój ulubiony, ale nie jest idealny, bo ma drobinki, więc to nadal nie to. Tymczasem polska marka Joko wypuściła na rynek kolekcję Marakkech Dream, a w niej puder brązujący, w dwóch odcieniach, dla brunetek i dla blondynek. W moje łapki wpadła pierwsza wersja i oto znalazłam swój bronzer idealny :)
   
  
Opis producenta i skład:
  
   
Gdzie i za ile: w mniejszych drogeriach ze stoiskami Joko albo w sklepie Inermis.pl, ok. 28zł / 20g
  
Moja opinia:
Cóż, mój zachwyt nad tym pudrem zaczął się na długo, zanim go użyłam. Pierwsza faza nastąpiła, gdy zobaczyłam jego zdjęcia i zaśliniłam klawiaturę na widok tego pięknego wzoru na nim. W dodatku fakt, że jest on matowy... Po prostu musiałam go mieć. Wreszcie do mnie dotarł i nadeszła druga fala - okazało się, że jest ogromny, wielkości sporego spodka pod filiżankę, poza tym przepięknie pachnie cytrusami i przyprawami korzennymi. No i ten wzorek... Na żywo prezentuje się jeszcze piękniej, aż szkoda mi było mazać go pędzelkiem po raz pierwszy...
Ale w końcu trzeba było... Okazało się, że puder jest na tyle twardy, że po miesiącu używania wzorek jest niemal nienaruszony, jupi! :D Sam puder faktycznie jest stuprocentowo matowy, choć odrobinkę pomarańczowy, ale ładnie zgrywa się z moją karnacją. Jest dość subtelny, więc trudno jest zrobić nim sobie makijażową krzywdę - ja, choć lubię tylko delikatny efekt bronzera, muszę chwilę pomachać pędzelkiem po policzkach, żeby otrzymać odpowiedni efekt. Utrzymuje się on zaskakująco długo - zwykle wieczorem nie było już śladu po bronzerze, a tutaj efekt jest niemal jak chwilę po malowaniu się. 
Tak naprawdę choćbym nie wiem, jak chciała (a nie chcę ;)), nie miałabym się tu do czego doczepić. No, może rozmiar dla kogoś będzie wadą, bo przez to bronzer jest mało poręczny, ale dzięki temu nie sądzę, żebym kiedykolwiek potrzebowała nowego - on wystarczy mi na wieki! :D
  
  
Wybaczcie brak zdjęcia na twarzy, ale coś niewyjściowa ostatnio jestem. Miałam go na sobie na zjeździe bloggerek w Warszawie, zerknijcie na zdjęcia, jeśli jesteście bardzo ciekawe ;)
  
A Wy jakie bronzery lubicie? Matowe czy z drobinkami?
A może wolicie róże, rozświetlacze albo wszystkiego po trochu? ;)

niedziela, 6 maja 2012

Joko - Tusz do rzęs Pump Your Lashes - Brown

Dziś recenzja tuszu nietypowego jak dla mnie, bo brązowego... O ile wszelkie brązy uwielbiam, o tyle jednak rzęsy wolę mieć smoliście czarne. Ale nic nie stało przeciwko temu, żebym dla odmiany sprawdziła na sobie brązowy tusz ;) Jest to tusz marki Joko, z nowej serii, w której dostępny jest też chyba granat, oczywiście obok czerni. 
   

Opis producenta:
Maskara pogrubiająco-wydłużająca w trzech wersjach kolorystycznych subtelnie podkreślających kolor tęczówki oka. Występuje w trzech kolorach: black, brown i deep blue. Kolory są dobrane do kolorów oczu, jakie najczęściej mają Polki. Silikonowa szczoteczka o nieregularnym kształcie: z jednej strony długie, a z drugiej krótkie włoski. Krótszymi włoskami można pomalować rzęsy oraz zrobić delikatną kreskę u nasady rzęs, która optycznie nadaje im objętości, dłuższe włoski idealnie pokrywają rzęsy i je wydłużają.
  
Gdzie i za ile: na stoiskach Joko, ok. 20zł
  
    
Moja opinia:
Jak już pisałam, to moja pierwsza brązowa maskara i raczej zostanę przy czerni. Tusz sam w sobie jest niezły, ale jednak kolor średnio mi pasuje ;) 
Maskara zamknięta jest w plastikowym, ciemnogranatowym (no, prawie czarnym) opakowaniu. Napisy są nadrukowane, estetyczne, całość nie jest kiczowata. Szczoteczka jest rewelacyjna, taka jak lubię - silikonowa i o różnej długości "włosia". Pozwala na wygodne nałożenie tuszu i dokładne rozczesanie rzęs - zdecydowanie na plus :)
Na rzęsach tusz ten daje bardzo subtelny efekt. Pierwsza warstwa wygląda tak, że oczy nabierają wyrazu, ale niewprawne oko nie wypatrzyłoby na nich tuszu. Druga daje już wyraźniejszy efekt, ale nadal jest on naturalny i nienachalny. Wydaje mi się, że to tylko kwestia koloru, bo wydłużenie i pogrubienie rzęs jest znaczne. Poniżej zdjęcie, gdzie możecie porównać rzęsy z jedną warstwą i z dwiema. 
Trzyma się on na rzęsach przez cały dzień - nie znika, nie osypuje się ani nie kruszy. Jest też dość wodoodporny - drobny deszczyk czy płacz powinien wytrzymać ;) 
Ogólnie mówiąc - tusz jest świetny, chętnie wypróbowałabym czarną wersję, która na pewno odpowiadałaby mi znacznie bardziej, bo brąz daje zbyt subtelny efekt jak dla mnie ;)
  
   
A Wy jakie kolory na rzęsach preferujecie?

poniedziałek, 13 lutego 2012

Joko - Ekskluzywna baza pod cienie

Miałam pisać o bazie Virtual, ale ostatnio wpadła mi w łapki nowość od Joko - ekskluzywna baza pod cienie do powiek. I niestety, ale Virtual poleciał w kąt. Kiedyś go Wam zrecenzuję i zrobię porównanie obu baz, ale dziś skupię się na tym cudeńku z Joko :) Nie spodziewałam się, że mogę taki efekt nią osiągnąć!
   
  
Opis producenta:
Baza zyskała nową, bezparabenową formułę oraz kremową konsystencję, dzięki czemu aplikacja jest bezproblemowa. Wprowadzamy też nowy słoiczek, który jest bardziej funkcjonalny i umożliwia swobodne nabranie bazy – również przy długich paznokciach.
  
Gdzie i za ile: wszędzie na stoiskach Joko, 23zł / 5g
   
  
Moja opinia:
Zacznę jak zwykle od opakowania. To szklany słoiczek, solidny, porządnie zakręcany. Wygląda elegancko na półce. Po odkręceniu go widzimy gładką cielistą powierzchnię samej bazy. Pachnie ładnie, delikatnie, mnie ten zapach kojarzy się z różami. Konsystencja jest bardzo zbita, ale po przejechaniu po niej palcem okazuje się kremowa, już teraz wiem, że będzie baaardzo wydajna, chyba nawet wydajniejsza niż baza Virtual, bo wystarczy naprawdę odrobinka nabrana na opuszek palca (taka jak na zdjęciu), by nałożyć ją na całą powiekę. Na skórze właściwie jej nie widać, może tylko nieco rozjaśnia. Rozsmarowuje się gładziutko, nie trzeba wręcz szarpać palcem powieki, jak w przypadku bazy Virtual...
Moja dotychczasowa baza spełniała świetnie funkcję, na której mi zależało - przedłużała znacznie trwałość makijażu, bo bez bazy na moich tłustych powiekach cienie bardzo szybko rolowały się w załamaniach. Nie sądziłam, że mogę oczekiwać od bazy więcej... Byłam więc w szoku, kiedy pierwszy raz nałożyłam cienie na bazę Joko i okazało się, że są 10x intensywniejsze niż zwykle! Z wrażenia przerwałam makijaż i zrobiłam test na dłoni - pomaziałam fragment skóry bazą i nałożyłam cień - na ten fragment i obok. Byłam w szoku, jaki efekt osiągnęłam:
  
   
Niesamowite, prawda? :) Weźcie pod uwagę, że na zdjęciu mam najzwyklejszy "noł-nejmowy" cień, a nie jakieś cudo ;) Na oku również widać było spooorą różnicę :)
Pozostało mi tylko zrobić crash-test tej bazy pod względem trwałości. Nałożyłam więc ją na jedną tylko powiekę, drugą pozostawiając "gołą", a wtedy zrobiłam makijaż. Już od razu było widać, że jedno oko jest zdecydowanie bardziej nasycone, jeśli chodzi o kolory cieni, moja Mama w pierwszej chwili myślała, że pomalowałam tylko jedno.
Oto efekty crash-testu:


Jak widzicie, od początku obie powieki wyglądają inaczej, a z biegiem czasu różnice robiły się coraz większe. Po 5 godzinach widać było, że powieka bez bazy jeszcze bardziej straciła kolory, cienie wyblakły. Po 7 godzinach ich resztki zrolowały się w załamaniu. Na powiece z bazą nic takiego się nie stało. Cienie były nienaruszone, ciągle tak samo nasycone.

Powiem Wam tak - miałam już różne bazy, z ArtDeco i Lumene włącznie. Jak dotąd, w kwestii całokształtu, czyli stosunku jakości do ceny, najbardziej polubiłam się z bazą Virtual. Teraz jednak to Joko wchodzi na pierwsze miejsce - jest 2x droższa niż Virtual, ale i znacznie lepsza. Postaram się za jakiś czas zrobić dla Was ich porównanie. A z bazą Joko nie zamierzam się rozstawać. Nigdy! ;)

Jakich baz używacie najchętniej? Miałyście może styczność z tą nowością od Joko? Jak Wasze wrażenia?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...