Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki mineralne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki mineralne. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 października 2012

Joko Mineral - Puder (bronzer?) spiekany - J06

Coś ostatnio Joko, które plasuje się w czołówce moich ulubionych marek, mnie zawodzi... Trafił w moje łapki puder. Wszystko pięknie, choć z początku byłam pewna, że to bronzer. Kiedy doczytałam, że jednak nie, przeraziłam się, że komukolwiek taki odcień może służyć jako puder ;) Dla mnie pozostał bronzerem. Cóż, kiepskim bronzerem.
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: na stoiskach Joko i np. na Inermis.pl - ok 25zł / 7g
  
Moja opinia:
Myślę, że najważniejszą cechą tego pudru jest jego kolor. Trafiła do mnie wersja najciemniejsza, czyli nieco przerażający iskrzący ceglak. Aż dziw bierze, że dla kogoś faktycznie mógłby być puder. Ja jestem bladziochem, więc brałam go pod uwagę tylko jako bronzer, ale niestety się nie sprawdził.
Zacznijmy jednak od opakowania. To ładna, prosta i elegancka kasetka, otwierana tak, jak np. kieszonkowe lusterko. Joko przyzwyczaiło mnie do solidnych opakowań, więc zdziwiłam się, kiedy zauważyłam, że to jest nieco luźne w zawiasach. W praktyce to w niczym nie przeszkadza, ale nie wiem, czy w przyszłości nie rozwali się samo z siebie? Puder nie ma zapachu, jest dość miękki i łatwo nałożyć go w dużej ilości, więc trzeba się pilnować. Dodam jeszcze, że ma bardzo delikatne drobinki, co jest tym bardziej zaskakujące dla "pudru".
  
  
Na twarzy kolor pudru wygląda tak... gliniasto. Chyba nie pasuje mi do karnacji, wydawał mi się zbyt pomarańczowy. Wybaczcie brak zdjęcia na twarzy - moja cera jest dość niewyjściowa teraz... 
Tak jak już wspominałam, łatwo nałożyć go za dużo i zrobić sobie pomarańczowe plamy na twarzy, trzeba więc uważać z ilością. Na szczęście łatwo się też rozciera, więc w razie czego jakoś pozbędziemy się nadmiaru. Wadą jest niestety to, że zastosowany jako bronzer dość szybko blednie i znika. 
Cóż, podsumowując, u mnie ten pudro-bronzer nie sprawdził się w ogóle, więc bez wyrzutów sumienia puszczam go dalej świat. Raczej nie polecam, choć to już od Was zależy - o jaki efekt Wam chodzi :)
   
  
Miałyście kiedyś puder, który okazał się bronzerem albo odwrotnie? ;)
A może używałyście tych mineralnych pudrów od Joko?

sobota, 6 października 2012

Joko - Mineralny puder sypki z szafirem - 21

Kolejna recenzja, na którą część z Was czekała już długo... Powoli kończę nadrabianie recenzjowych zaległości ;) Na dziś mam więc dla Was parę słów o mineralnym sypkim pudrze z szafirem od Joko. Zazwyczaj kosmetyki Joko mnie zachwycają albo, co zdarza się rzadziej, kompletnie zawodzą. Tym razem mamy sytuację pośrednią, bo puder uważam za przeciętny.
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: na stoiskach Joko albo np. na Inermis.pl, 27zł / 11g
  
Moja opinia:
Opakowanie pudru to dość spory plastikowy słoiczek, bezbarwny z czarną zakrętką, na której widzimy eleganckie złote napisy. Pod spodem słoiczka jest naklejka z podstawowymi informacjami - opisem, składem itd. Po odkręceniu słoiczka ukazuje nam się składana ulotka z dodatkowymi informacjami - zobaczcie ją poniżej. Pod nią z kolei znajdziemy plastikową osłonkę z dziurkami, dzięki którym łatwiej jest wydobyć odpowiednią ilość pudru. Dziurki zaklejone są przezroczystą taśmą zabezpieczającą - kiedy mam jeszcze pełne opakowanie, wolę odciąć połowę tej taśmy tak, by część dziurek nadal była zaklejona.
  
   
Mój odcień to 21, czyli prawie najjaśniejszy, bo gama obejmuje numerki od 20 do 23. Jest to bardzo ładny, jasny porcelanowy beż, średnio kryjący. Nakłada się go dość łatwo, jak na puder sypki, nie osypuje się jakoś strasznie. Na twarzy właściwie go nie widać, choć cera jest wyraźnie wygładzona, zmatowiona i wygląda zdrowo. Wszystko byłoby pięknie, gdyby efekt ten się utrzymywał, a tymczasem po dwóch, trzech godzinach trzeba puder nakładać raz jeszcze, bo efekt zupełnie znika z twarzy. Muszę jednak przyznać, że naprawdę nie zapycha ani nie "dusi" cery, w ogóle go nie czujemy, nawet po nałożeniu trzeciej warstwy w ciągu dnia. Naprawdę, gdyby efekt trzymał się dłużej byłby to chyba puder idealny, ale ta słaba trwałość nieco mnie zniechęca, zwłaszcza, że z pudrem sypkim nie jest tak łatwo ukradkiem przypudrować nosek będąc poza domem ;)
Jeśli nie zależy Wam na wielogodzinnej trwałości - zdecydowanie polecam. Jeśli tak jak ja wolicie coś trwalszego, nastawcie się jednak na częste poprawki albo ewentualnie bibułki matujące.
   
    
Używałyście tego pudru? A może innych pudrów mineralnych? Polubiłyście je?

niedziela, 15 lipca 2012

LaRosa - Mineralny bronzer 71 Sun of Paris

Przyszła wreszcie pora na ostatni kosmetyk mineralny marki LaRosa w moim stadku - tak tak, to bronzer został na sam koniec. Jest to kolejny produkt, co do którego mam mocno mieszane uczucia... Dlaczego? Cóż, poczytajcie, może pomożecie mi zdecydować, czy go lubię :P
  
  
Opis producenta i skład:
  
   
Gdzie i za ile: futurosa.net, 30zł / 4,5g
    
 
Moja opinia:
Jak wcześniej opisywane produkty LaRosa, tak i ten zamknięty jest w plastikowym słoiczku ze srebrnym wieczkiem. Wewnątrz kryje się przeuroczy puszek, który wywołuje uśmiech na twarzy, choć jest zupełnie bezużyteczny - nie wyobrażam sobie nakładania nim bronzera na twarz. Plusem jest tylko to, że zapobiega wydostawaniu się zbyt dużej ilości produktu - bo pod tym puszkiem kryje się zaklejona folią plastikowa warstwa z dziureczkami, przez które dozuje się złocisty pyłek.
  Wybrałam bronzer o wdzięcznej nazwie Sun of Paris - przeznaczony jest on dla osób o jasnej i średniej karnacji. Normalnie jestem bladziochem, więc uznałam, że będzie w sam raz. Bronzer ma odcień złotawo-rdzawy, piękny sam w sobie.
  
  
Okazuje się jednak, że bronzer ten składa się przede wszystkim z lśniących drobinek - złotych i miedzianych. Kiedy byłam blada, jak zwykle, dawał dziwny efekt, bo choć przyciemniał nieco kości policzkowe, to te drobinki wyglądały dziwacznie. Teraz opaliłam się na twarzy, a więc nałożony bronzer na moją już nie tak bladą cerę wygląda, jakby był samymi drobinkami - niemal w ogóle nie przyciemnia, a drobinki mienią się mocno. Najlepiej byłoby pewnie użyć go inny, ciemniejszy i matowy bronzer, ale po co tyle zachodu? Zwłaszcza, że nie jestem fanką takich drobinek, nawet latem. Na zdjęciu obok macie próbkę tego, jak mocno błyszczy się skóra z tym bronzerem - powiększcie sobie zdjęcie, jeśli trzeba - a poniżej, jak wygląda ten bronzer w kontekście całej (prawie ;)) twarzy. Dodam jeszcze, że drobinki właściwie dosyć szybko znikają z twarzy (w każdym razie znaczna ich część), a pozostaje jedynie ten ledwo widoczny złotawy kolor na skórze. 
  
   
I co myślicie o tym bronzerze? Takie drobinki pasowałyby Wam na lato?

czwartek, 31 maja 2012

LaRosa - Mineralny puder sypki - 62 Ivory

Pisałam Wam już o podkładzie i cieniach mineralnych marki LaRosa. Został mi więc do zrecenzowania puder i bronzer - tym pierwszym zajmę się dzisiaj. Puder byłby całkiem niezły, gdyby nie pewien spory mankament, który dla mnie skreśla ten produkt całkowicie...
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: futurosa.net, 30zł / 4,5g
  
Moja opinia:
Opakowanie pudru to plastikowy bezbarwny słoiczek ze srebrną zakrętką. Gdy go odkręcimy, naszym oczom ukarze się biały puszek - równie uroczy, co niepraktyczny ;) Jest za mały, żeby cokolwiek nim nakładać na twarz, poza tym nie wydaje mi się, żeby był specjalnie wygodny ;) Sam puder jest umieszczony za plastikową "błonką" z dziurkami, co znacznie ułatwia dozowanie pudru. Dziurki te są dodatkowo zabezpieczone naklejką. Jak do tej pory wszystko super, nie sądzicie?
 
    
Puder ma jasnobeżowy kolor, naprawdę ładny, świetnie pasowałby do mojej cery. A czemu nie pasuje? Otóż okazuje się, że produkt ten bardziej podpada mi pod rozświetlacz niż puder...

Spójrzcie na to zdjęcie obok. Nie jest ostre, ale widać, o co mi chodzi. Jest tam smuga zrobiona tym pudrem, okazuje się, że zawiera on mnóstwo maleńkich drobinek. Jako posiadaczka tłustej cery, zawsze dążyłam do matu, w czym pomagał mi puder. Puder z drobinkami wydaje mi się lekkim paradoksem ;) Wiem, że wiele z Was takich używa, ale ja się nie mogłam przekonać. Użyłam go parę razy w domu, ale źle się w nim czułam, mimo, że niwelował "tłusty" blask mojej cery i trzymał się całkiem nieźle.
Niestety, ja jestem na nie.


Wyszła z tego bardzo krótka recenzja, ale właściwie nie mam nic do dodania. To jedyny kosmetyk LaRosa, do którego nie jestem pozytywnie nastawiona... Niedługo napiszę Wam jeszcze o bronzerze.

  
Używacie pudrów z drobinkami czy wolicie absolutny zdrowy mat?

piątek, 4 maja 2012

Kobo True - Mineralny puder matujący 202

Ciekawe byłyście letniej kolekcji Kobo, więc na dziś przygotowałam recenzję pudru mineralnego :) Z tego kosmetyku jestem najbardziej zadowolona, choć i podkład zapowiadał się rewelacyjnie, a później mnie nieco zawiódł. Niemniej, puder okazał się naprawdę świetny. Zapraszam do bardziej szczegółowej lektury :)
   
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: drogerie Natura, 23zł / 8g

Skład: Talc, Titanium Dioxide C.I. 77891, Mica, Kaolin Clay C.I. 77004, Zinc Oxide C.I. 77947, Polymethylsilsesquioxane (and) HDI/Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Theobroma Grandiflorum Seed Butter, Calcium Carbonate, Bambusa arundinacea Stem Powder, Caprylic/Capric Triglyceride
Pigmenty: C.I.: 77-019, 77-891, 77-492, 77-491, 77-492, 77-499
Mica (and) Titanium Dioxide (and) Iron Oxides

(Skład zdobyty dzięki Trustmyself :))

Moja opinia:
Mam odcień 202 - jest to wersja ciemniejsza, ale choć jestem bladziochem, całkiem nieźle mi pasuje :)
Puder zamknięty jest w solidnym plastikowym słoiczku. Po jego odkręceniu ukazuje nam się "sitko", zaklejone folią ochronną. To, co lubię w produktach Kobo to fakt, że ta folia ochronna ma perforację pośrodku, co umożliwia oderwanie tylko jej połowy, żeby nie wysypywało się za dużo pudru - bardzo praktyczna sprawa.
Sam puder ma lekko piaskowy odcień, ale wydaje mi się, że ładnie stapia się on z kolorem cery. Aplikacja jest przyjemna, choć nieco się osypuje, jak to puder sypki... Mimo to, łatwo i szybko możemy przypudrować całą twarz, uzyskując ładny zdrowy mat bez płaskiego efektu. W dodatku mat ten utrzymuje się zaskakująco długo - teraz, w te upalne dni, utrzymuje się około trzech godzin - na mojej tłustej cerze to naprawdę dobry wynik. Kiedy mat znika, a cera zaczyna się świecić, nie tworzą się żadne spływające plamy - możemy spokojnie przypudrować ponownie. Puder nie podkreśla suchych skórek ani porów, wygląda na twarzy naprawdę ładnie i naturalnie.
Nie wiem, jak to się ma do "mineralności", ale przypasował mi on znacznie bardziej niż mineralny puder La Rosa, o którym również niedługo napiszę. 
Szkoda, że to kolekcja sezonowa, bo kiedy mi się skończy, na pewno nie będzie go już w sprzedaży, a naprawdę mi się spodobał. Ba, to chyba najlepszy puder sypki, jaki znam :)
 
     
A jacy są Wasi sypcy ulubieńcy w tej kategorii? :)

środa, 25 kwietnia 2012

La Rosa - Mineralne cienie do powiek

  
Widzicie te śliczności? To mineralne cienie do powiek marki La Rosa. Parę dni temu pisałam Wam o ich pudrowym podkładzie, dziś czas na te "naoczne" cuda. W moim zbiorze znalazło się sześć odcieni: Gold, Jaspis, Emerald, Nefrite, Topaz oraz Onyx. Tak wyglądają ich słoiczki:
   
  
Opis producenta:
Mineralne cienie do powiek – są niezwykle wydajne, zawierają czyste pigmenty mineralne, które wydobywają urodę oka oraz chronią i pielęgnują delikatną skórę powieki. Dzięki wysokiej zawartości dwutlenku tytanu bardzo intensywnie się wybarwiają, kolory są nasycone i trwałe. Z kolei tlenek żelaza działa jak optyczny reduktor zmarszczek. Można ich używać na wiele sposobów: - na sucho jako cień sypki; - na mokro jako cień mokry (bardzo intensywne wybarwienie); - jako pigment do bezbarwnego lakieru do paznokci; - z wazeliną kosmetyczną jako błyszczyk do ust; - można mieszać ze sobą różne kolory uzyskując nowe.
  
Gdzie i za ile: futurosa.net, 25zł / 3g
  
  
Moja opinia:
Jak widzicie, wszystkie kolorki, jakie tu mam, są typowo moje, takie jesienne ;) Przyznam szczerze, że jestem tymi cieniami zachwycona, choć moja recenzja w pełni nie odda ich świetności, bo albo mój aparat zaczyna padać, albo te cienie są wyjątkowo trudne do uchwycenia na oku, choć na żywo wyglądają bosko ;) Musicie mi tym razem wierzyć bardziej na słowo ;)
  Cienie są zamknięte w szklanych słoiczkach o srebrnych zakrętkach. Każdy słoiczek zawiera 3g kolorowego pyłku, co jest dużą ilością, zważywszy na fakt, że np. podkład w pudrze tej samej marki ma 4,5 grama ;) Zresztą nie sądzę, żeby ktoś był w stanie szybko zużyć taką ilość. Do delikatnego makijażu często stosowałam tylko osadu z pyłku, który zebrał się wewnątrz zakrętki, więc naprawdę odrobinę. Do mocniejszego, nawet takiego na mokro, również wystarcza szczypta. 
Na sucho cienie są średnio napigmentowane, właściwie powiedziałabym, że niezadowalająco. Na bazie - już lepiej. Na mokro - rewelacja. Na poniższych zdjęciach są cienie nałożone na lekko wilgotną skórę:
  
  
Pierwsze zdjęcie zrobiłam w słońcu, drugie w cieniu.
Najmocniejszym kolorem jest zdecydowanie Onyx, choć wszystkie są dość zbliżone do siebie pod tym względem. Jeśli chodzi o trwałość, są niezłe, na bazie trzymają się bez problemu przez cały dzień. Bez bazy nawet nie próbowałam, bo z moimi tłustymi powiekami po godzinie miałabym kolorowe kreski w załamaniach... Coś, co mnie w nich wkurza to to, że się strasznie osypują przy malowaniu. Zdaję sobie sprawę, że to w dużej mierze kwestia mojego braku wprawy z sypanymi cieniami, ale mam też inne sypańce, które nie tworzą tęczy na policzkach i nosie...
Cóż, jak pisałam, bardzo trudno mi było ująć te cienie na powiekach na zdjęciu... Mimo, że fotografowany makijaż był mocny i kolorowy, na zdjęciach wygląda jak blada plama... Pierwsze trzy zdjęcia robione były w świetle naturalnym, a kolejne trzy - w sztucznym:
  
  
Wierzcie lub nie, ale są tu cztery kolory... Wewnętrzna połowa powieki to Emerald, zewnętrzna to Onyx, pomiędzy nimi, na środku, odrobina cienia Gold, a na górze pod brwiami Jaspis. Makijaż ten wykonywałam na sucho, ale na bazie, na żywo wyglądał o wiele intensywniej, choć nie tak, jak np. kolory w swatchach powyżej. Powtarzam więc, że musicie uwierzyć mi na słowo ;)
Podsumowując, cienie te uważam za bardzo przyzwoite, choć dość drogie... Mimo to, zdecydowanie warte uwagi i wydania paru złotych więcej, jako lepszy substytut drogeryjnych cieni :)
   
Macie jakieś mineralne cienie do powiek? W jaki sposób używacie ich najchętniej?

I jeszcze jedno - dodałam kilka propozycji postów do zakładki "Co wkrótce?" - czekam na Wasze typy :)

piątek, 20 kwietnia 2012

La Rosa - Mineralny podkład w pudrze - 55 Almond

Oto jesteście świadkami mojego pierwszego zetknięcia z minerałami (jeśli nie liczyć niby mineralnych cieni Sleek itd. ;)). Byłam nastawiona nieco sceptycznie, ale koniec końców - jestem pozytywnie zaskoczona! A wszystko to za sprawą całego zestawu kosmetyków mineralnych La Rosa... Na pierwszy ogień weźmy podkład w pudrze :)
  
  
Opis producenta i skład:
  
   
Gdzie i za ile: futurosa.net, 30zł / 4,5g
  
  
Moja opinia:
Wybrałam odcień 55 Almond, nie jest on najjaśniejszy z całej gamy, bo aż tak blada nie jestem, ale kolorystycznie dopasował się idealnie. To taki ciepły jaśniutki beż, migdałem bym go jednak nie określiła :) Podkład ukryty jest w eleganckim słoiczku, zabezpieczony oczywiście plastikową osłonką z "sitkiem", dodatkowo zaklejonym białym papierkiem, żeby podkład nie wysypywał się sam z siebie. Może się wydawać, że jest go malutko, ale jest naprawdę wydajny :) Dodatkowo w słoiczku kryje się też biały puszek - cieszy oko i palce, ale nie widzę dla niego większego zastosowania, bo taki podkład najlepiej nakładać pędzlem flat top, w który zostałam zaopatrzona :) Niemniej jednak puszek jest przeuroczy, więc plus ode mnie :P 
Jako, że jest to mój pierwszy podkład mineralny, próbowałam go nakładać na różne sposoby - na sucho, na krem/bazę, zwilżonym pędzlem - i chyba ostatnia opcja spodobała mi się najbardziej. Nakładany na sucho niewiele robił na mojej tłustej cerze, poza matowieniem jej jak puder, nakładany na krem dawał mi uczucie dyskomfortu (ja w ogóle nie lubię mieć kremu na twarzy, poza nakładaniem go przed spaniem), najwygodniej było mi więc lekko spryskać pędzel hydrolatem i tak nakładać nim podkład. Efekt przerósł moje oczekiwania, bo cera wyglądała bardzo naturalnie, koloryt się znacząco wyrównał, zniknął błysk w strefie T (w dodatku na dobre parę godzin, bez użycia pudru), a jednocześnie nie sądzę, żeby ktokolwiek wypatrzył, że cokolwiek mam na twarzy. Jedynie w dotyku skóra staje się taka... woskowa ;) Chyba jedyną wadą, jakiej dopatrzyłam się w tym produkcie jest to, że słabo kryje, ale nie można mieć wszystkiego, prawda? ;) Myślę, że będzie idealny na lato, bo jest leciutki i trwały. 
Przygodę z minerałami uważam za rozpoczętą bardzo pozytywnie ;)
  
  
A Wy, używacie minerałów? Jakie marki są Wasze ulubione? Znacie kosmetyki La Rosa? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...