Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koty. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 czerwca 2014

Fotoprzegląd #9

Dziś oficjalnie kończy mi się laba, jutro wracam do pracy po ponad tygodniu na L4. Nie powiem, świetnie było tak dla odmiany posiedzieć w domu kilka dni, szkoda tylko, że to moje jedyne "wakacje" w tym roku, w dodatku z kaszlem, smarkaniem i brakiem głosu. Cóż, jak się nie ma co się lubi... ;)
Bez dalszych wstępów, zapraszam na kolejną porcję zdjęć z serii Fotoprzegląd :)

 
1-3. Bransoletkowanie wzięło mnie na całego, w czasie choroby trudno by było mnie zobaczyć bez "robótki" ;) Zrobiłam ich chyba kilkanaście, część dla znajomych, część dla siebie, a część na międzynarodową wymianę organizowaną przez właścicieli strony z wzorami, o której Wam kiedyś pisałam - KLIK.
4. Pyszny Dzień Matki w Coffee Heaven :)
5. Sezon na truskawki powoli się kończy, a ja się nimi jeszcze nie najadłam...
6. Dorwałam wczoraj w Biedronce przepiśnik i już teraz go z wielkim zapałem uzupełniam. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że jestem kuchennym beztalenciem ;)
7. A jednak coś tam próbuję pichcić - tu brokułowa zupa-krem. Wygląda jak wygląda, ale wierzcie mi na słowo, że wyszła pysznie ;)
8. Lorien wiernie towarzyszyła mi w chorobie...
9. Aż zbyt wiernie, bo oba koty też mi ostatnio chorują i zaczynam myśleć, że powinnam jakiś abonament u weterynarza wykupić, bo jesteśmy już stałymi bywalcami... :(
10. Z innej beczki - w czasie choroby zrobiliśmy sobie z Ukochanym (taaak, on też na L4 ;)) maraton Harry'ego Pottera, właśnie kończymy ostatnią część :) Mam wieeelki sentyment do tej serii!
11. Pogoda ostatnio bywa kapryśna, a skutkuje to takim widokiem z okna :)
12. A tu jeszcze piękna łąka pełna fioletowych kwiatów, po drodze do lekarza oczywiście :P
 
I tradycyjnie - po więcej tego typu migawek zapraszam na Instagram [klik] :)
 
Kurczę, widzę, że wyszło strasznie chaotycznie, ale może coś Was zainteresuje ;) Przy okazji chciałabym Was poprosić o sugestię, o czym chciałybyście więcej czytać na blogu :) Zapraszam do komentowania!

wtorek, 15 kwietnia 2014

Fotoprzegląd #7

Część z Was śledzi mojego Instagrama (KLIK) i dla nich w tej serii nie będzie już nic zaskakującego, jednak nie widzę przeszkód, żeby dalej ją publikować dla pozostałych osób. Te zdjęcia, które tu dziś zamieszczę pokazywały się bowiem na bieżąco właśnie tam. Jeśli lubicie tego typu pierdółki czy "newsy" z mojego życia, zapraszam do śledzenie Instagrama, no i oczywiście co jakiś czas na bloga, na serię "Fotoprzegląd". Tymczasem przed Wami porcja zdjęć z ostatniego miesiąca:

Koci Świat:
1. Orlica jako Kocia Mama - moje przytulasy, zwłaszcza Lorien, często tak ze mną leżą <3
2. Lorien, która nie bez powodu ślini się przez sen. Trudno się nie ślinić z ozorem na wierzchu ;)
3. Kocia joga w wannie wykonaniu Melkora :)
Drobne przyjemności:
4. Babski wieczór z przyjaciółką w wersji dietetycznej, czyli zielona herbata i sałatka owocowa.
5. Orzechowy syrop do kawy z Lidla to zdecydowanie trafiony zakup, kawa jest zdecydowanie ciekawsza, nawet, jeśli rzadko sobie teraz na nią pozwalam :)
6. Kupiłam ostatnio blender i zaczęłam się bawić w robienie domowych soków owocowo warzywnych! Ten na zdjęciu to marchewka, burak i jabłko, pyszny!
Nowości i nowinki:
7. Nieco pośpieszony prezent wielkanocny już u mnie - skusiłam się (albo skusiłam Ukochanego ;)) na 10 wosków Yankee Candle, ale podobno mam na nie szlaban do Wielkanocy :<
8. Nowość od Original Source - żel pod prysznic i zapachu... karamboli i sama karambola. Nie ukrywam, strasznie intrygujący zapach :)
9. Moje nowe włosy - pofarbowane ciemnym kasztanem Color Mask, tu świeżo po farbowaniu, teraz mają już mniej tych czerwonych tonów. I bardzo mi się dobrze do nich nosi ciemnobrązową szminkę, choć tu wyszła niemrawo ;)

Po więcej - zapraszam na Instagrama :)

poniedziałek, 24 lutego 2014

Fotoprzegląd #6

Mam teraz kilka luźniejszych dni, więc oczywiście musiałam się jakoś uziemić - skręciłam konkretnie kostkę, i to tak, że bez dwóch kul nie zrobię kroku. Cudownie po prostu... Dla rozluźnienia prezentuję fotoprzegląd z ostatniego miesiąca ;)
  
  
1-3. Nie da się ukryć, że nasz czas wolny zdominowała ostatnio nowa córeczka - Lorien, zaadoptowana z Fundacji KOT, zamieszkała z nami we wtorek. Już się zaaklimatyzowała i zakumplowała z Melkorem, więc najgorsze za nami, ale musimy coś wykombinować, bo codziennie ok. 5:30 koty budzą nas swoimi zabawami, igraszkami czy walkami... Jednak nie da się ukryć, że Lorien jest przeurocza i kompletnie mnie w sobie rozkochała. Nad "tatą" jeszcze musimy popracować, bo za bardzo go irytują "zaburzenia snu" ;)
4. Ostatnio ja, kulinarne beztalencie, postanowiłam przywitać Ukochanego po 14h w pracy porządnym obiadem. Zrobiłam dorsza z pieczonymi ziemniaczkami i surówką coleslaw - o dziwo było jadalne!
5. Restauracje typu McDonald już dawno mi zbrzydły, ale dla oferty śniadaniowej mogę zrobić wyjątek - te buły są pyszne! Jajko, bekon, placek - mniam! ;)
6. Odkryłam też najlepszego energy drinka ever - poziomkowego BePowera Woman z Biedronki. Staram się ograniczać takie napoje, ale czasem trzeba, a ostatnio musiałam ciągle być na najwyższych obrotach...
7. Moje dwie nowe przyjaciółki, bez których nie ruszam się na krok...
8. Teraz już może nie, ale kiedy panowały te straszne mrozy, na toruńskich przystankach komunikacji miejskiej pojawiły się koksowniki - miałam wtedy ochotę wysłać list dziękczynny władzom miasta ;)
9. A na koniec taki tam manicure, jaki ostatnio nosiłam :)


sobota, 22 lutego 2014

Koci Instagram

Nie da się ukryć, że jestem kociarą. Może tu nie dało się tego AŻ tak odczuć, ale np. na blogowym profilu na FB często pojawiały się kocie zdjęcia i wpisy. Wiem, że duża część z Was jest z takich wpisów zadowolona, bo jak ja kocha koty i lubi na nie patrzeć i o nich czytać, ale wiem też, że są osoby, którym temat ten brzydnie. Kilka już osób sugerowało mi, żeby nieco to oddzielić, np. założyć Instagrama "dla kotów". 
Wreszcie uległam, powstał profil na Instagramie, poświęcony wyłącznie naszym kociskom, więc jeżeli chcecie być na bieżąco w sprawach Melkora i Lorien, zapraszam do obserwowania. Link będzie na stałe w panelu bocznym bloga, a także i tu:
  
http://instagram.com/orlicowa_trzodka
   
Zaznaczam jednak, że to nie oznacza, że tu tematu kotów w ogóle nie będę poruszać. Jak najbardziej będę o nich pisać, za jakiś czas napiszę więcej o Lorien itd, jednak po prostu tu będzie tu ich nieco mniej, a na Instagramie więcej - i wszyscy powinni być zadowoleni ;)
Zapraszam do śledzenia profilu :)

poniedziałek, 17 lutego 2014

Dzień Kota! ♥

Jako, że większość z Was to kociary, na pewno już wiecie, że dziś Światowy Dzień Kota ;) Ja go właściwie obchodzić będę dopiero jutro, ponieważ wtedy trafi do mnie wreszcie kolejny domownik - siostra Melkora :) Pamiętacie trikolorkę z Fundacji KOT, o której kiedyś pisałam? Została przemianowana na Lorien, a jutro już do nas trafi. I ta "siostra Melkora" to nie metafora, wszystko wskazuje, że faktycznie są spokrewnieni ;) Trzymajcie kciuki, żeby się polubili!

Pozwoliłam sobie już ją dodać do mojego kociego kolażu, przedstawiam więc raz jeszcze dobrze już Wam znaną moją Fantastyczną Czwórkę: Tymona i Missy (z domu rodzinnego) i Melkora i Lorien (z naszego gniazdka :)).
  
  
Wymiziajcie ode mnie swoje futrzaki! :)

wtorek, 21 stycznia 2014

Fotoprzegląd #5

Myślałam, że całkiem niedawno publikowałam wpis z tej serii, a okazało się, że było to w połowie listopada! Czas najwyższy na kolejny przegląd - ostatnie dwa miesiące w zdjęciach :) Pominęłam kwestie pracy i studiów, które zajmują mnie w 90%, ale i bez tego znalazło się kilka rzeczy, o których warto wspomnieć :)
 
  
1 - 3. Melkor będzie musiał wybaczyć mi, że kocią część dzisiejszego wpisu zdominowała... jego siostra. Pamiętacie kotkę z wpisu sprzed kilku dni? Postanowiłam ją adoptować, będzie już u mnie na stałe w lutym :) Jakby tego było mało... wszystko wskazuje na to, że jest to właśnie jego siostra :) Zapewne się o niej bardziej rozpiszę, gdy ślicznotka będzie już u nas, wtedy też dokładnie Wam wszystko opowiem :)
4. Eksperymentuję sobie z nowymi odcieniami cieni Kobo, głównie we fioletach i zieleniach :) Oczywiście fotografowanie makijażu nadal mi nie idzie, bo na żywo kolory są znacznie bardziej intensywne.
5. Dzięki koleżance ze studiów, która, jak się okazuje, śledzi blogowego FB, udało mi się zdobyć słynną paletkę Lovely :) Idealna do dzienniaków :)
6. Pierwszy raz w życiu pokusiłam się też na zakup "odpowiedników oryginalnych perfum" na mililitry. Wąchałam ich dziesiątki i w końcu wybrałam odpowiednik Versace Versense, 17ml za 20zł. W sumie nie żałuję, choć temat tego typu zapachów jest kontrowersyjny...
7. A tak spędziłam ostatnio przyjemny wieczór z Ukochanym, który zresztą rzadko kiedy chce ze mną w cokolwiek gra, bo zwykle wygrywam :P O przepraszam, zwykle oszukuję w jego mniemaniu :P
8. Poza tym maziam sobie biżuterię lakierową ;) Akurat to oczko na zdjęciu było robione na zamówienie :)
9. Udało mi się też wreszcie wyrwać do kina - kiedyś to była jedna z ulubionych form rozrywki, a nie byłam w kinie od roku! Poszliśmy na "Hobbita" i na koniec miałam ochotę zrobić komuś krzywdę, bo szłam na film naiwnie przekonana, że część druga będzie ostatnią - a akcja urwała się oczywiście w kluczowym momencie i na trzecią część czekamy rok. Buuuu! :(

środa, 15 stycznia 2014

Ile można zmienić w 2 miesiące?

Wiecie zapewne, że śledzę i dopinguję działania toruńskiej Fundacji KOT. W listopadzie opublikowali zdjęcia kotki, która została wzięta z ulicy w celu sterylizacji, ale okazało się, że miała pogruchotaną tylną łapkę. Operacja "składania" jej była tak skomplikowana, że potrzebny był przeszczep kości z biodra kotki, a także założenie zewnętrznego stabilizatora... Kotka wyglądała jak siedem nieszczęść...
Chcecie wiedzieć, jak wygląda teraz?
 
  
Dacie wiarę, że między zdjęciami lewymi a prawymi są tylko dwa miesiące różnicy?
Ta sytuacja i historia tej kotki sprawia, że mam ochotę oddać oszczędności życia na cele dalszych działań tego typu, przywraca to wiarę w ludzi... Zobaczcie, jak wiele dobrego uczyniła fachowa opieka i ludzka miłość dla tej cudnej kotki!
TUTAJ możecie zobaczyć jej więcej zdjęć i szczegóły historii.
Zachęcam także do śledzenia fanpage'a Fundacji KOT - jak zawsze, fundacyjnym kotom przyda się każdego rodzaju wsparcie - od pieniędzy, przez wirtualne adopcje, aż po dary rzeczowe - karmy, drapaki... Może któraś z Was może pomóc? :)

wtorek, 7 stycznia 2014

Co nowego u Króla Melkora?

Ciągle dopytujecie się, co słychać u Melkora, więc chyba szykuje się nowa blogowa seria ;)
Na dzień dzisiejszy mogę Wam napisać, że Melkor, którego historię możecie przeczytać TUTAJ (klik), ma się już zupełnie dobrze. Przybrał na wadze, jest już wielkim zdrowym kociskiem, godnym miana "norweski kot leśny" - zdaję sobie sprawę, że nie jest rasowy w pełnym tego słowa znaczeniu, ale wszystko wskazuje na to, że najwięcej krwi tej właśnie rasy w nim płynie.
  
  
Kocurek już nawet nie pamięta o jakichkolwiek pasożytach, jest zdrowy, strasznie gadatliwy i strasznie przytulaśny :) Jedynie po oczkach widać, że nie jest to kot, który zawsze miał kochający dom. Straszna kondycja, w jakiej do nas trafił, spowodowała widoczne wewnętrzne powieki, myślałam, że cofną się one, gdy wydobrzeje, ale na razie nic się tu nie zmienia. Pewnie zostanie mu tak już na stałe. Kocurek ma też lekkiego zeza, ale to dodaje mu tylko uroku, nie wydaje mi się, żeby wpływało jakoś na jego wzrok :)
  

Oczywiście jak to kot - najwięcej czasu spędza na parapecie, albo zerkając za okno, albo grzejąc się, gdy kaloryfer pod spodem jest włączony. Ostatnio jednak znajduje sobie i inne legowiska:
  
  
Łazienka to bez wątpienia najcieplejsze pomieszczenie w naszym mieszkanku, więc Melkor często sypia w zlewie lub w wannie :)
Na niektórych zdjęciach może wydawać się już tłuściutki, ale daleko mu do tego :) Jest strasznie puchaty przez swoją długą sierść, myślę, że wagę ma jak najbardziej prawidłową, mimo, że kilka miesięcy temu zafundowaliśmy mu zabieg kastracji - najadłam się trochę stresu przed, w trakcie i po zabiegu, ale wszystko przebiegło szybko i bezproblemowo. Od tamtego czasu Melkor nigdzie nie zostawił nam mokrej niespodzianki, je jak dotychczas, nie rozpasa się :)
  
  
Jest strasznym dzikusem - jak ma swoją "głupawkę" biega po całym domu i miauczy w niebogłosy. W okresie świątecznym oboje z Ukochanym mieliśmy taki sam grafik w pracy. Kiedy wracaliśmy do domu po 14godzinnej zmianie nie było szans, żeby wynudzony kociak dał nam spać - trzeba się było z nim pobawić i go wymiziać ;) Jego ulubionymi zabawkami są kulki z folii aluminiowej - wierzcie lub nie, ale on APORTUJE :) Jak rzucimy mu kulkę (im więcej rykoszetów o ściany tym lepiej ;)), po chwili przynosi ją z powrotem, żeby znowu mu rzucić. Inną zabawą jest oczywiście ściganie laserowego punkciku i... skakanie po meblościance - jak próbowałam uchwycić na zdjęciach powyżej ;)
  
  
Po cichu się Wam przyznam, że rozglądam się za towarzyszką życia dla Melkora, żeby nie nudził się, gdy zostaje sam w domu :) Ma to być młodziutka kotka, nie mam wielu "wymagań" pod tym względem, choć marzy mi się rudość albo trikolorka ;) Nie szukam na siłę, ale jak kiedyś zobaczę odpowiednie ogłoszenie na stronie z ogłoszeniami lokalnymi, ze schroniska albo Fundacji KOT - zgłaszam się od razu :)
  
A na koniec jeszcze ostatnie zdjęcie, jak spędziłam ostatnie kilka dni z kotem (byłam na L4 <3):
 
  
Mruczaśne pozdrowienia od Melkora, wymiziajcie swoje futra! :) >^.^<

wtorek, 19 listopada 2013

Fotoprzegląd #4

Mam dziś sporo nauki, więc odstresuję się przyjemnym postem - ostatnie miesiące w zdjęciach :)
  
  
1. Odhodowane kocisko w pełnej krasie - Melkor :)
2. ... który tak bardzo nie może kłaść się na naszym tak bardzo wygodnym wyrze ;)
3. Od jakiegoś czasu zakupy w Rossmannie nabrały nowego znaczenia...
4. Warsztaty makijażowe z Lirene i Anią Orłowską :) Znajdziecie mnie?
5. Nowości Lirene...
6. ... i nowości Original Source ze słodką niespodzianką!
7. Nowa torebka, którą niedługo się pochwalę...
8. Jeden z licznych projektów na studia - magisterka w pełnym tempie!
9. No i dużo nauki... w doborowym towarzystwie ;)

sobota, 5 października 2013

Co słychać u Melkora?

Myślę, że większość z Was pamięta post, w którym pisałam o kocie, który trafił do mnie z ulicy. Niewtajemniczonych zapraszam do lektury O TU.
Streszczę szybko - kot został nazwany Melkor, zadomowił się bardzo szybko, a jeszcze szybciej podbił serce moje i Ukochanego. Niestety, trafił on do nas w bardzo kiepskim stanie - cały był w ranach, miał chore oczy, przerzedzone futro... Pisałam Wam wtedy, że dam znać, kiedy coś się ruszy w jego sprawie.
No i się ruszyło :)
  
  
Po publikacji poprzedniego wpisu pojechałam z Melkorem do weterynarza, tym razem innego. Okazało się, że kot ma strasznego świerzbowca i trzeba było zastosować serię zastrzyków na odrobaczanie - byłam więc stałym gościem w klinice weterynaryjnej, nie wspomnę nawet, ile kasy w niej zostawiłam... Pani doktor zaleciła kotu noszenie plastikowego kołnierza (zgadnijcie, ile kosztuje taki kawałek plastiku?) ze względu na koszmarne rany na głowie, które ciągle rozdrapywał. Chyba nie muszę dodawać, że Melkor nie był tym zachwycony...
  
  
Musiał nosić kołnierz przez dwa tygodnie. Strasznie się męczył, nie mógł normalnie jeść (w końcu się zlitowaliśmy i zdejmowaliśmy mu to do jedzenia), obijał się o wszystko, ogólnie strasznie zmarkotniał. Kiedy wreszcie mogliśmy pozbyć się kołnierza, Melkor znowu odżył i od razu był radośniejszym kotem. 
  
   
Po całej serii zastrzyków i leków, Melkor ma się już całkiem dobrze.
Jego sierść wygląda o niebo lepiej, jest mięciutki, puchaty, kudłaty i lśniący, pod futerkiem nie wyczuwa się już strupów, coraz mniej się drapie. Nabrał też ciałka - ważył 3kg, gdy do nas trafił, teraz prawie 5kg ;) Jest strasznym przytulasem:
  
   
Jak na kota przystało, uwielbia się też bawić - kartonami, sznureczkami, piłeczkami... Po prostu typowy mały psotnik, którego nie da się nie kochać, zobaczcie same:
    
  
Jedyne, nad czym jeszcze pracujemy, to jego oczka. Nadal ma mocne zapalenie spojówek i wysunięte powieki, do tego lekkiego zeza, choć z tym raczej już nic nie da się zrobić. Moja Mama śmieje się, że to nasze "zezowate szczęście" ;)
  
I na koniec małe zestawienie "przed i po" -  robi wrażenie, skoro to niecałe 4 tygodnie, co? :)
  
  
Melkor pozdrawia mrauśnie! :)

poniedziałek, 16 września 2013

Los płata figle, czyli kim jest Melkor?

Jeszcze kilka dni temu przy okazji wpisów o przeprowadzce pisałam Wam, że tęsknię strasznie za moimi kotami, Tymonem i Missy, które zostały w domu rodziców. Pisałam też, że pogodziłam się już z myślą, że w najbliższym czasie kota mieć nie będę ze względu na natłok obowiązków. Cóż, najwyraźniej jednak mój los jest na stałe związany z kocim, bo bez kota przeżyłam dokładnie 8 dni, potem pojawił się... Melkor.
  
  
Tak, właśnie - Melkor jest kotem. Ba, moim kotem. A jak do tego doszło?
  
Zacznę może od anegdotki. Kiedyś mój Ukochany powiedział, że jeżeli już będziemy mieć kiedyś kota, będzie on czarny i będzie miał na imię Melkor. Ogólnie jednak był dość przeciwny zwierzakom w domu.
W środę wieczorem, zmęczona po pracy (aż musiałam zwolnić się wcześniej, i dobrze się stało!), odebrałam telefon od Mamy. Powiedziała, że moja siostra, Zuzia, znalazła na budowie jakiegoś zmaltretowanego kota i przywiozła go do domu. Oczywiście w domu rodziców zostać nie mógł, dwa koty, pies, świnki morskie to już aż nadto zwierzyńca, zwłaszcza, że nie wiadomo, co ów nowy kot miał na sobie i w sobie. Dlatego mama zadzwoniła do mnie. Gdy powiedziała, że mają młodziutkiego czarnego kociaka, który jest ranny i wymaga opieki, od razu spojrzałam na Ukochanego i spytałam Mamy, czy kot przypadkiem nie ma na imię Melkor. Oczywiście potwierdziła, więc Ukochany nie miał argumentów - padło hasło "OK, przywieźcie go!" :)
  
  
Po jakimś czasie kot był u nas, okazało się, że faktycznie trzeba go jak najszybciej zawieźć do weterynarza. Szybko poszukaliśmy takiego, który przyjmowałby o tej godzinie (było ok. 21) i pojechaliśmy. Dopiero u weta mogłam zobaczyć kota w pełnej krasie. Okazało się, że faktycznie jest młodziutki, ale nie tak, jak myślałyśmy - ma około roku. Jest czarny z białymi skarpetkami i krawacikiem, a wzdłuż grzbietu ma pasmo długich rudych włosów - jest po prostu przepiękny! Dodatkowo ma ogromne łaputy (większe od Tymona, który jest żbikiem!), więc będzie z niego duuuże kocisko. Pani doktor stwierdziła, że to przynajmniej w połowie kot norweski :) To tyle niestety, jeżeli chodzi o dobre wiadomości. Kot był cały w ranach i strupach, skakało po nim mnóstwo najróżniejszych pasożytów, miał straszne zapalenie spojówek. Od razu dostał trzy zastrzyki, w tym antybiotyk, został odrobaczony, przebadany pod każdym kątem.
  
  
Wróciliśmy z nim do naszego nowego mieszkanka. Od razu było widać, że choć to dziki kot, lgnie do ludzi. Łasi się, chce być głaskany, ciągle mruczy, kładzie się na plecach, chce być głaskany po brzuszku. Właściwie nie opuszcza nas na krok, a jak trzeba go było zostawić samego na kilka godzin - było widać, że się stęsknił, że się bał... Nie trzeba chyba dodawać, jak bardzo jest wygłodniały. Rzuca się na jedzenie wręcz panicznie, musimy uważać, żeby go nie przekarmić
  
  
Aktualnie jest w fazie wychodzenia na prostą. Mniejsze rany mu się już goją, z większymi gorzej, ale ma na to jeszcze czas... Codziennie trzy razy stosuję u niego maść do oczu, żeby poradzić sobie z zapaleniem spojówek, już jest pewna poprawa. Dziś jedziemy do kontroli do weterynarza. 
  
  
Największe rany ma na głowie nad oczami i na karku. Nie wyglądają one najlepiej i szczerze mówiąc nie mogę się doczekać tej kontroli u weta, żeby dowiedzieć się więcej, cóż to takiego i co z tym robić, bo Melkor zostawia krwawe plamy, gdzie tylko się zdrzemnie...
  
  
Jak widzicie, chyba nie jestem stanie mieszkać bez kota i koci świat o tym wie, dlatego przysłał mi swojego przedstawiciela, który postawił moje mieszkanie na głowie - znowu. Nie śpię po nocach, bo kot płacze i bryka, ale nie szkodzi - MAM KOTA ;)
  
Zainteresowane dalszymi losami Melkora? :)

wtorek, 20 sierpnia 2013

Fotoprzegląd #3

Czas na kolejną porcję zdjęć, które w ostatnim czasie cyknął mój aparat bądź telefon :)
Gotowe? :)
  
  
1. Krótkie chwile relaksu z lodami z owocami i z "Sagą o Ludziach Lodu"...
2. Ulubiona przekąska ostatnimi czasy - kolorowe galaretki :)
3. Redberry wkrótce otwiera się w Toruniu, a ja nie mogę się doczekać!
4. Missy na wysokościach - dostała smyczkę, ale nie chce wychodzić na dwór :(
5. Tymon - 100% kociego testosteronu ;)
6. Tymon obczaja maleńką paczkę od kochanych Erisek.
7. Dr Pepper - fujka, nigdy więcej!
8. Mój Seiciak wylądował na złomie :(
9. Polowanie na dzika w samym centrum Torunia - zaangażowani weterynarze, straż miejska, leśniczy, ostatecznie dzik został uśpiony, złapany i wywieziony z powrotem do lasu :)

sobota, 27 kwietnia 2013

O miłości kocio-kociej

Miesiąc temu pisałam Wam o naszej nowej domowniczce - młodej kotce Missy. Jak wiecie, w naszym domowym żywym inwentarzu był już dojrzały kocurek Tymon, który średnio znosi towarzystwo. Na początku było źle - Tymon wściekał się na nas, że śmieliśmy sprowadzić drugiego kota, na małą prychał, warczał, uciekał przed nią, chodził wiecznie zły i nie dawał się nawet pogłaskać, choć normalnie jest przytulasem. Po kilku dniach sytuacja zaczęła się unormowywać - Tymon przestał reagować agresywnie, a zaczął po prostu usuwać się z drogi małej. 
Jak łatwo się domyślić, Missy przewróciła cały dom do góry nogami - dokazuje, biega, drapie co popadnie, zaczepia naszą spanielkę Lady, oczywiście Tymona także.
Teraz po miesiącu mogę powiedzieć, że oba koty już się pokochały. Rzadko widujemy je osobno, zwykle albo śpią blisko siebie, albo się bawią razem. Tymon jest znacznie spokojniejszy, 90% spędza leżąc i śpiąc i udaje, że nie przeszkadza mu Missy, która skacze wokół niego, szarpie go za ogon, paca po głowie, próbuje obudzić i zachęcić do zabawy.
Najbardziej jednak rozczulające jest to, jak koty myją się nawzajem - widok ten sprawia, że rozpływamy się po prostu z zachwytu nad tymi słodyczami ;)

A żeby nie było suchego tekstu - zapraszam na porcję kocich zdjęć na dowód :)
    

  

   
 
  
  
Zauważcie, że Missy ciągle trzyma łapkę na Tymonie albo się w niego wtula :) Rozkoszni są!
  
Jak się mają Wasze zwierzaki? :)

sobota, 30 marca 2013

O książkach, szminkach, pieczeniu i zwierzakach...

Mam wrażenie, że te moje posty "o niczym", które publikuję co jakiś czas, są jakimś odpowiednikiem postów typu "przegląd tygodnia" na innych blogach. U mnie jest to przegląd z większego okresu, tak po prostu, żeby dać Wam znać, co u mnie słychać poza blogowaniem, choć i tak wielu z tych rzeczy dowiadujecie się na bieżąco choćby z blogowego fanpage'a na FB ;)
W każdym razie, co tam u mnie?
  
  
Przytargałam ostatnio sporo książek z biblioteki, część dla siebie, część dla mamy. Z tych powyższych przeczytałam na razie "Kochanie, zabiłam nasze koty" Masłowskiej i "Mroczny sekret" Bray. Za jakiś czas napiszę Wam parę słów o nich przy okazji naszego kącika czytelniczego ;)
  
   
Od jakiegoś czasu szukałam szminki, której odcień sobie wymyśliłam - jakiś brudny kremowy róż. Nie znalazłam nic ciekawego w drogeryjnych markach, aż w końcu trafiłam na kolor idealny w... chińskim sklepie. Szminka kosztowała aż 3zł, jest marki Baolish, która oczywiście nic mi nie mówi ;) Poza strasznie tandetnym opakowaniem jest całkiem niezłej jakości :)
  
  
Ze smaczniejszych tematów - eksperymentuję ostatnio w kuchni. Wyszukuję ciekawe przepisy, zabieram lapka do kuchni i piekę ;) Trafiłam na przepis na świetny wieniec czekoladowo-orzechowy, ale zupełnie nie szło, jak robiłam wg zaleceń. Musiałam pozmieniać sporo w proporcjach, ale i tak "coś tam" wyszło:
  
  
Moją przeróbką przepisu się niestety nie podzielę, bo szybko pogubiłam się w zmianach, jakie wprowadzałam ;) W efekcie wieniec wyszedł pyszny, ale zupełnie inny od tego, jaki miał być ;)
  
  
Po niedawnym zapaleniu krtani serwuję sobie codzienną porcję zdrowych pyszności, czyli herbata lipowa z miodem i cytryną - gardziołko mam jak nowe ;) Wiem, że smak herbaty lipowej nie do wszystkich przemawia, ale wydaje mi się, że to kwestia przyzwyczajenia, mi też na początku nie smakował, a teraz go uwielbiam ;)
  
  
Nie mogę nie wspomnieć o Missy - naszej nowej cudownej domowniczce, która na każdym kroku niesamowicie mnie rozczula. Jest po prostu przeurocza, niezależnie od tego, czy śpi, czy zrzuca z szaf porcelanę ;) Uwielbia spać wtulona we mnie, np. wzdłuż mojego uda, jak siedzę przy lapku - tak jak na zdjęciu powyżej. Czyż nie jest przesłodka? :)
  
   
A Tymon w sumie nie gorszy! Na zdjęciu powyżej śpi z moim 6-letnim bratem, oczywiście obaj w poprzek łóżka, a jakże ;) Kiedy mały był chory, Tymon ciągle z nim leżał, będąc żywym okładem z kota. Co prawda możliwe, że to dlatego, że mały miał dużą gorączkę, a Tymon się o niego grzał, ale ćśśś, trzeba wierzyć w kocią bezinteresowność ;)
  
  
No a jak już wspomniałam o kotach, to muszę wspomnieć też o Lady, żeby się nie obraziła. Aktualnie dokazuje z Missy i Tymonem, gonią się w trójkę, dopóki Lady nie ma dość - wtedy na nie warczy, a koty zmieniają się nagle w koty norweskie (czyt.: napuszają się jak tylko się da) i czmychają po kątach ;)
Istny dom wariatów, ot co ;)
   
Większość z Was jest pewnie w wirze przygotowań do świąt (ja notkę też na raty piszę), jak Wam idzie? :)
  
PS: Jak Wam się podoba nowe menu podstron na górze bloga?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...