Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kulisy bloga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kulisy bloga. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 lipca 2014

O żerowaniu na blogerkach - ciąg dalszy...

Hej! Winna Wam jestem ciąg dalszy historii z naszą podszywaczką... Jeśli czytacie mojego bloga i jakimś cudem nie wiecie, o co chodzi - zapraszam do poprzedniego wpisu.
Pod wpisem z 1 lipca byłyście właściwie jednogłośne - należy sprawę zgłosić na policję. Przyznam szczerze, że wahałam się, dałam więc dziewczynie warunek - miała mi do godziny 20:00 wysłać listę wszystkich adresów mailowych, na które wysłała wiadomości jako ja. Zaznaczam, że już wtedy wiedziałam o 4 adresach, na które wysłała na pewno. Najpierw dowiedziałam się od niej, że wysłała tylko 2-3 maile i już więcej nie będzie. Jasne. Drążyłam temat, dostałam listę kilkudziesięciu firm, poprosiłam jeszcze o konkretne adresy mailowe. Dostałam, również kilkadziesiąt, w tym tylko jeden z tych znanych mi. Uznałam więc, że warunek nie został spełniony. Zgodnie z Waszymi radami, 2 lipca poszłam na komisariat. Policjant, który wstępnie przyjmował zgłoszenie, sprawiał wrażenie jakbym zawracała mu głowę taką błahostką, jednak miałam dzwonić później, żeby umówić się już na konkretną rozmowę. O 19:00 wróciłam na komisariat, tym razem rozmawiałam z innym policjantem, który sprawą się zainteresował (tu pozdrawiam Pana Wojtka, który pewnie na bloga jeszcze zajrzy :P). Okazało się, że dziewczyna nie ma 12 lat, jak deklarowała, ale wcale nie jest dorosła - otóż ma ona 14 lat! W związku z tym, że jest nieletnia i że nikt finansowo na tym nie ucierpiał (o ile nam wiadomo), miałam tylko dwie opcje - babranie się z pozwem cywilnym albo zostawienie sprawy policji. Zdecydowałam się na to drugie, ponieważ zaproponowano mi odpowiednie rozwiązanie. Pan Wojtek, policjant, skontaktował się z dzielnicowym z Ustrzyk Dolnych, opisał sytuację, a pan dzielnicowy urządzi sobie pogadankę z dziewczyną i jej rodzicami. Zapamięta, że nie jest w internecie anonimowa, a jej zachowanie nie przejdzie bez konsekwencji, nawet jeśli nie będą to (NA RAZIE i TYM RAZEM) konsekwencje prawne.
Wiem, że dziewczyna starała się naprawić sytuację, co chwila podsyłała mi kolejne maile z adresami, które jej się przypomniały, przepraszała, obiecywała, że więcej tak nie zrobi itd... I co mi po tym tak naprawdę? 
W ostatnich dniach dostałam też kilka kolejnych wiadomości od firm, które dostały od niej wiadomość i zobaczyły poprzedni wpis. Dziękuję bardzo za czujność i jeszcze bardziej przepraszam za całe zamieszanie, które powstało wokół mojego bloga...
A Wam, drogie czytelniczki, dziękuję za wsparcie w tej sytuacji :)

wtorek, 1 lipca 2014

O żerowaniu na blogerkach wpis smutny

Już wczoraj zapowiadałam Wam, że dziś będę miała do poruszenia temat poważny, ale niestety średnio przyjemny. Czuję się jednak zobowiązana, by go opublikować, ponieważ może wyniknąć sporo nieprzyjemności z sytuacji, która zaistniała...
Każda z nas, blogerek, stara się poświęcić w pewnym stopniu swojemu dziecku, blogowi. Poświęca czas, pracę, czasem pieniądze, żeby blog utrzymywał pewien poziom i żeby nadal znajdowały się osoby, które chcą czytać nasze wypociny. Nawet teraz, kiedy blog zdaje się ledwo dychać, jest on dla mnie ważnym elementem codzienności, o który staram się dbać, zarówno ze względu na Was, moje czytelniczki, jak i ze względu na mnie samą - stanowi on dla mnie odskocznię od pracy i studiów. Dzięki blogowaniu sporo zyskałam - poznałam świetne osoby, dowiedziałam się ciekawych rzeczy, poznałam też produkty warte uwagi, których sama bym nie kupiła.
Okazuje się jednak, że nie zawsze blog stanowi same pozytywy. Kilka dni temu dowiedziałam się, że pewna osoba bezczelnie żeruje na moim blogu, podszywając się pod jego autorkę i wyłudzając kosmetyki od firm. Na szczęście jeden z przedstawicieli firm okazał się osobą na tyle dociekliwą, że sprawdził, czy dane z maila zgadzają się z moim blogiem i postanowił napisać na mojego właściwego maila w celu weryfikacji... Dostałam taką oto wiadomość:

Z wiadomych względów ocenzurowałam dane osobowe. Nie będę ukrywać, że po przeczytaniu tego maila strasznie skoczyło mi ciśnienie... Jeszcze mi się nie zdarzyło do tej pory w mojej blogowej pięcioletniej karierze, żeby ktoś tak bezczelnie żerował na mojej pracy. Dziewczyna w mailu podaje oczywisty opis mojego bloga (kosmetyki, pieczenie...), wykorzystuje dane, które udostępniłam (choćby imię...) i podaje własny adres pocztowy z nadzieją na otrzymanie darmowych kosmetyków! O przepraszam, nie darmowych, przecież planuje je zrecenzować na moim blogu!
Później okazało się, że takich firm było więcej... Dostałam jeszcze jednego maila, gdzie firma chciała zweryfikować adres, ponadto na FB zgłosiła się osoba, która również taką propozycję "ode mnie" dostała. Mamy więc co najmniej trzy firmy, które dziewczyna chciała oszukać...
Oczywiście napisałam na adres podany przez Pana Michała. Oznajmiłam w mailu krótko, że wiem już, że takie maile są wysyłane i że zamierzam zgłosić to na policję. Co dostałam w odpowiedzi?
 

Ręce mi opadły... W tej chwili próbuję od tej dziewczyny (dziewczynki właściwie) wyegzekwować listę wszystkich adresów mailowych, na które takie wiadomości wysłała, żebym mogła to naprostować, ale idzie to opornie. Mam jednak nadzieję, że uda nam się to załatwić...
  
Czemu właściwie napisałam tego posta? Cóż, nie, nie żeby się pożalić.
Chcę po prostu uprzedzić inne firmy, do których nie udało i nie uda mi się dotrzeć mailowo, że osoba, która pisze takie maile jak powyższy i podaje adres z Ustrzyk Dolnych TO NIE JA. Proszę także o weryfikację, z jakiego adresu maile są wysyłane, ja piszę z tego, który podany jest w zakładce kontaktowej, albo z prywatnego, opatrzonego imieniem i nazwiskiem - Dominika Kowalska.
Być może znajdą się inne blogerki, które zostały postawione w takiej sytuacji? Wiem, że kiedyś ofiarą takiego oszustwa padła również blogerka Odette Swan, TU została opisana sytuacja, jednak oszustem była inna osoba.
Co zamierzam zrobić z tą sprawą? Przyznam szczerze, że waham się. Jeśli dziewczyna, która się za mnie podawała, udostępni mi listę maili i pomoże naprostować sytuację, nie zgłoszę sprawy na policję. Jeżeli nie - wtedy trzeba będzie z tym dalej działać... Nie da się ukryć, że to, co zrobiła, jest nielegalne...
 
Co myślicie o całej tej sprawie...?

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Kulisy bloga - o blogowych współpracach

Najbardziej chyba kontrowersyjnym tematem w kwestii blogowania są współprace. Kto i z kim je podejmuje, na jakich zasadach, dlaczego i kiedy. Oczywiście nie ma jedynej słusznej odpowiedzi, bo każda współpraca jest inna, ale postaram się Wam dziś przybliżyć, jak to wygląda oraz jak powinno wyglądać moim okiem. Mam nadzieję, że pomoże to nieco zrozumieć temat "świeżym" blogerkom. Zapraszam do czytania :)
  
Myślę, że najlepiej będzie napisać to w formie pytań i odpowiedzi, więc do dzieła...

Czy współpraca to coś złego?
Absolutnie nie, o ile jest zawarta na rozsądnych warunkach. Wszystko zależy od firmy i od blogerki.

Czy współpraca to kosmetyki za darmo?
 Nie. Nie za darmo. Blogerka otrzymująca kosmetyki "płaci" za nie byciem królikiem doświadczalnym oraz czasem poświęconym na testowanie i recenzowanie produktu - a wcale nie jest to takie "hop-siup". Każda recenzja zajmuje trochę czasu - oczywiście testy, zrobienie i obrobienie zdjęć, napisanie recenzji, poprawki...

Czy recenzja produktu otrzymanego do testów jest wiarygodna?
Powinna być. To również zależy od blogerki, ale założenie jest takie, że blogerka pisze szczerze, co myśli o danym produkcie, bez słodzenia i bez owijania w bawełnę. Poważne firmy negatywne uwagi biorą pod uwagę i zdają sobie sprawę, że "nieważne jak piszą, byle pisali". W końcu produkty wysyłane są do testów, a nie do reklamy.

Czy firma może żądać pozytywnych recenzji?
 Teoretycznie może, ale na szczęście mało takich firm jest. Szanująca się blogerka nawet nie pomyśli o tym, żeby na taką propozycję się zgodzić, wówczas współpraca nie dochodzi do skutku. Są niestety blogerki, które się na to godzą, ale zwykle są to typowe "testerki", które na blogu mają 3 obserwatorów i 50 współprac z każdej możliwej kategorii ;)

Czy można pisać do firm propozycje współprac?
 Można i nie ukrywam, że swego czasu sama parę maili wysłałam. Szczerze Wam jednak powiem, że sto razy większą satysfakcję mamy, gdy firma sama się do nas zgłosi z propozycją, co na pewno się stanie, gdy nasz blog się już w jakiś sposób wybije :) Najlepsze współprace jakie podejmowałam to te, które zostały mi zaproponowane, nie odwrotnie. 
Jeśli już jednak piszecie maila w tej sprawie, upewnijcie się, czy jest on w odpowiednim tonie i stylu, czy nie macie błędów czy literówek, a przede wszystkim napiszcie zwięźle i na temat - kim jesteście, jakiego bloga prowadzicie, jakie macie statystyki (można załączyć screen z wykresem wyświetleń) i dlaczego interesuje Was akurat ta marka - bez ściemniania, że to Wasza "najulubieńsiejsza marka eveeeer <3" ;)

Kiedy można podejmować współpracę?
 Myślę, że zanim pomyślimy o współpracach, warto zadomowić się w blogosferze - uzbierać grono czytelników (3 to nie grono!), wyrobić sobie własny styl i wygląd bloga, zrecenzować trochę produktów czy napisać parę notek, żeby dojść do wprawy. Zawsze śmieszyły mnie blogi, które przed opublikowaniem pierwszej notki miały już zakładkę "Współpraca", najlepiej z treścią skopiowaną z innego bloga.

Jak powinna wyglądać współpraca?
 Współpraca, jak sama nazwa wskazuje, powinna być relacją dwóch stron, blogera i firmy w tym przypadku, z korzyściami dla obu z nich. Gdy mowa o blogu takim jak mój, zwykle chodzi o kosmetyki. Firma więc przysyła wybrane przez blogerkę albo dopasowane do profilu urody kosmetyki, a blogerka je testuje. Nie ma ograniczeń czasowych, wiadomo, że na przykład krem trzeba używać przez jakiś czas, by wyrobić sobie o nim opinię. Wówczas blogerka publikuje szczerą recenzję na blogu, a link do niej wysyła przedstawicielowi firmy, by ten miał wgląd w opinię. Czasem firma może prosić o umieszczenia banera czy reklamy, ale to już sprawa blogerki, czy się na to zgodzi czy nie. W przypadku współpracy stałej zdarza się, że firma bez zapowiedzi przysyła swoje nowości, niezależnie od profilu cery. Wtedy także wyłącznie od blogerki zależy, które recenzje się pojawią i kiedy. Bardzo miłym dodatkiem do współpracy jest fakt, że czasem niektóre firmy serwują upominki, niekoniecznie kosmetyczne ;) Warto też wspomnieć, że wielu przedstawicieli to naprawdę świetni ludzie, z którymi po krótkiej wymianie maili już można pogadać bez oficjalnego tonu :)

Czy wszystkie firmy nawiązują współprace?
Nie, ale myślę, że niedługo tak będzie. Marketing w Polsce dopiero zaczyna dostrzegać "potęgę blogów". Daleko nam do takiego uznania jak na zachodzie, ale myślę, że powoli i do reszty polskich firm dotrze, jak skutecznym narzędziem mogą być blogi :)

Jakie są inne rodzaje współpracy?
 Zdarzają się także propozycje niedotyczące typowej współpracy, a na przykład wymiany banerów reklamowych, napisania posta na konkretny temat, a także oferty programów partnerskich ze sklepami, gdzie bloger otrzymuje jakiś odsetek zysków ze sprzedaży dokonanych za pośrednictwem jego bloga. Zdecydowana większość takich propozycji zupełnie mnie nie interesuje, więc i doświadczenie w tym temacie mam niewielkie.

Jakich współprac NIE podejmować?
Ogólnie mówiąc, takich, które nie zgadzają się z naszymi przekonaniami. Nie podejmujemy współprac, w których wymaga się pozytywnej opinii albo reklamowania czegoś na siłę w inny sposób, chyba że jawnie i bezstronnie (np. umieścić baner firmy w zamian za wynagrodzenie, ale nie pisać fałszywych pochwał o produkcie). Nie godzimy się także na propozycje zrobienia czytelników w balona. Jeśli chcemy, żeby nas czytano i nam ufano, musimy na to zaufanie zasłużyć.
Poza tym mając bloga kosmetycznego nie współpracujemy z producentami tosterów, żelazek, nocników, kociej karmy, zupek chińskich czy szablonów do fryzur intymnych (true story!). Trzymajmy się swoich tematów albo chociaż nie wyskakujmy jak Filip z konopii z czymś kompletnie niezwiązanym z tematyką bloga - jeśli chcemy napisać o czymś innym, musimy umiejętnie to wpleść w całokształt.
  
Czy polskie firmy szanują, rozumieją i doceniają blogosferę?
W większości tak, choć zdarzają się także absurdalne oferty współpracy od firm, które myślą, że blogerka jak pies poleci na każdy rzucony jej ochłap - wcale tak nie jest. Przykłady takich ofert? 
- Firma V prosi o wybranie kosmetyków do recenzji. Po dwóch miesiącach bez kontaktu wysyła paczkę z zupełnie innymi, niedopasowanymi produktach, po tygodniu burzy się, że jeszcze nie ma recenzji.
- Firma X oferuje, żebym kupiła sobie ich produkt, zrecenzowała go, a jak im się spodoba wpis to moooże wyślą mi jakiś gadżet. Jupijajej, już lecę!
- Firma Y prosi o recenzję dowolnego produktu z ich strony (oczywiście zdobytego we własnym zakresie) i zalinkowanie do nich, a także umieszczenie banera i długiego pochwalnego wpisu z konkretnymi słowami kluczowymi odsyłającymi do ich sklepu. Nagrodą jest 60zł do wykorzystania w sklepie, gdzie ceny zwykle są trzycyfrowe.
- Firma Z proponuje wysłanie swoich produktów za jakiś czas w zamian za zrobienie ze swojego bloga słupa ogłoszeniowego o ich akcjach, nowościach i promocjach. Oczywiście kontakt się urywa.
Takich przykładów mogłabym podawać na pęczki, ale nie o to tu chodzi, prawda? ;)

Czy mogę założyć bloga dla współprac?
Nie. Jeśli zakładasz bloga tylko po to, żeby dostać "darmowe kosmetyki", proponuję od razu rąbnąć głową w klawiaturę i przemyśleć sprawę raz jeszcze. Nie o to w blogowaniu chodzi, a jeśli zakładasz bloga, licząc tylko na "gratisy", nie ma to żadnego sensu. Nikt nie będzie tego czytał i nikt takiej "testerki" w blogosferze szanować nie będzie, to mogę zagwarantować. Poza tym jak już pisałam - żeby zacząć myśleć o współpracach, trzeba mieć już wyrobioną jakąś markę bloga - grono czytelników i własny styl.

ISTOTA WSPÓŁPRAC?
Byle z umiarem!
Nie dopuśćmy do tego, żeby na blogu pojawiały się tylko współpracowe recenzje czy żebyśmy tonęły w kosmetykach czekających na przetestowanie. We wszystkim trzeba zachować umiar!
  
  
I na koniec mam bonus - zapytałam kilku przedstawicieli firm, z którymi sama mam kontakt, o to, jak wybierają blogerów, z którymi chcą współpracować. Myślę, że warto przeczytać:
  
Pani Iwona, przedstawicielka marki Virtual
Marka Virtual rozpoczęła współpracę z blogerkami jako jedna z pierwszych i współpraca ta trwa szczęśliwie już prawie 3 lata. Otrzymujemy wiele zapytań dotyczących współpracy, niestety niezwykle często zdarzają się wiadomości od osób , które właśnie założyły bloga i proszą o kosmetyki do testów. Niestety ważnym kryterium jest popularność bloga, ilość komentarzy pod postami, częstotliwość wpisów itp. Zawsze prosimy o podesłanie linku do recenzji , które umieszczamy na Facebooku. Zależy nam na rzetelnych i obiektywnych opiniach o naszych produktach. Zdjęcia użytych produktów są bardzo mile widziane. Doceniamy także publikacje informacji o nowościach marki, które wysyłamy przy każdej nowości do blogerek. Dalszą współpracę dyskwalifikuje brak recenzji po otrzymaniu kosmetyków, co kilkakrotnie nam się zdarzyło.
   
Pani Ania, przedstawicielka marek Lirene i Under Twenty
Recenzje Blogerek kosmetycznych to niezwykle cenne źródło informacji o produkcie. Cenne dla naszych konsumentek, które mogą się dowiedzieć niezależnej opinii na temat kosmetyku, jego działania, skuteczności, przyjemności stosowania etc., ale również cenne dla nas - producentów kosmetyków. Od Blogerek czerpiemy wiedzę, jakie są oczekiwania naszych konsumentek, jakie są ich wymarzone kosmetyki, co należy zmienić w produkcie, aby jeszcze pełniej odpowiadał na te oczekiwania. Osobiście, bardzo sobie cenię współpracę z Blogerkami. Kontakt z niektórymi z nich trwa już od ok. 2 lat - przez ten czas nauczyłam się, co jest dla nich ważne, wypracowałam własny model współpracy, oparty przede wszystkim na bezpośrednim, indywidualnym kontakcie, słuchaniu potrzeb drugiej strony. Nigdy nie wymagałam od Blogerki, aby pisała pozytywnie o naszych produktach. Nie naciskam również na terminy, wykazywanie statystyk etc. Wierzę, że podstawą naszych relacji jest szczerość. Staram się odpowiadać na każdego maila, dobierać produkty tak, aby odpowiadały potrzebom Blogerki, z wieloma dziewczynami przeszłam już na "ty", a niektóre kontakty zaowocowały nawet bardziej prywatnymi relacjami To wymaga trochę czasu i wysiłku - ale uważam, że w 200% warto Kierując się etyką, oczekuję od Blogerki, że ona również będzie postępować zgodnie z "kodeksem Blogera", nie kopiując recenzji czy zdjęć, rzetelnie recenzując większość produktów, które dostaje etc. Tygodniowo dostajemy kilkanaście - kilkadziesiąt próśb o współpracę. Z wielu względów nie jesteśmy w stanie pracować z wszystkimi chętnymi. Nawiązując współpracę z Blogerkami, zwracamy uwagę na różne aspekty. Patrzymy na doświadczenie Blogerki (początkującym dajemy trochę czasu na rozwinięcie bloga), na zaangażowanie jej Czytelniczek (wyrażone choćby w komentarzach), na jakość recenzji, język, jakim są pisane etc. Staramy się współpracować z dziewczynami, które blogowanie traktują naprawdę poważnie, a ich recenzje są rzetelne, ciekawe, wnoszą coś nowego. Nie bez znaczenia jest również wygląd bloga, jakość zdjęć etc. Osobiscie, bardzo sobie cenię i jestem otwarta na wszelkie niestandardowe pomysły Blogerek. Lubię zaangażowanie dziewczyn i kreatywne myślenie, które rozwija ich blogi, jest ciekawe dla ich Czytelniczek, a jednocześnie daje szansę na informowanie o produktach Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris.
   
Pan Darek, który chciał pozostać względnie anonimowy ;)
Przed podjęciem współpracy sprawdzam wszystkie blogi, które zostały przysłane na maile stron produktowych, czyli na mój :) Zwracam uwagę na ilość obserwatorów, ogólny graficzny wygląd bloga, przeglądam wpisy z ostatnich kilku tygodni, czytam komentarze pod postami, obserwuję jakość zdjęć, czy są makijaże na twarzy i paznokci (to zawsze zwiększa szanse), z kim współpracuje blogerka. 
  
Bardzo dziękuję (raz jeszcze ;)) za te wypowiedzi :)
 
Jeśli ktoś dotarł do końca tego długaśnego posta - gratuluję :)
Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania - śmiało piszcie, postaram się odpowiedzieć.
 
Zaznaczam tylko, że wszystko, co tu napisałam, jest moim własnym punktem widzenia i ktoś się może ze mną nie zgodzić. Swojego zdania jednak nie zmienię, więc moje stanowisko już znacie :)

piątek, 18 stycznia 2013

Kulisy bloga - o znaku wodnym w PhotoFiltre

Przy okazji posta o zdjęciach i o tym, jak je obrabiam na bloga, padło mnóstwo pytań o znak wodny - jak go zrobiłam i jak go wstawiam na zdjęciach. To naprawdę banalna kwestia, ale dziś przedstawię Wam moją metodę, choć pewnie w sieci znajdziecie mnóstwo innych, być może lepszych.

Mój mały tutorial opiera się na programie PhotoFiltre, bo to na nim głównie pracuję.
  
  
Przede wszystkim, wybieramy symbol, który ma być naszym znakiem wodnym. Jeśli ma on postać prostokąta - nie mamy problemów, możemy zastosować właściwie tylko kilka ostatnich kroków z wklejaniem go na zdjęcie.
Sprawa komplikuje się minimalnie, gdy nas znak ma mieć nieregularny kształt, jak choćby koło czy fikuśna ramka, jak u mnie na blogu. Wówczas musimy sprawić, żeby jego tło było przezroczyste.
Oto, jak to zrobimy.

Otwieramy nasz obrazek w PhotoFiltre:
  
  
Musimy teraz nadać kolor tłu - musi być on inny niż cokolwiek, co jest elementem naszego znaku. W moim przypadku jest to fiolet - "pokolorowałam" nim obrzeża obrazka, czyli te elementy, które nie są znakiem. Użyłam do tego narzędzia z ikonką rozlewanej puszki farby, chyba każdy z nas ją kojarzy :)
  
  
Wchodzimy w menu "Image" i klikamy "Transparent color...".
  
   
Ustawiamy kolor, którym oznaczyliśmy zbędne elementy obrazu i dostosowujemy tolerancję tak, żeby na pewno "zjadło" tylko to, co chcemy. Korzystamy z opcji podglądu - pola przezroczyste zostaną zakratkowane jak na screenie powyżej. Jeśli pasuje, klikamy OK.
  
  
Teraz musimy zapisać nasz znak wodny w formacie .gif albo .png, żeby zachował swoją przezroczystość. Proponuję też od razu zmniejszyć obraz do takiego rozmiaru, jakiego będziemy używać przy wklejaniu na zdjęcia.
   
   
Teraz faza wklejania. Otwieramy już "zgifowany" znak wodny oraz zdjęcie, jakie chcemy oznakować. Korzystając z opcji "Kopiuj - Wklej", wklejamy znak na zdjęcie, uważając, żeby go nie zatwierdzić - musi być wokół niego ta migająca ramka.
  
  
Prawym przyciskiem myszy klikamy na pole znaku i wybieramy "Paste options...".
  
  
Teraz możemy dostosować przezroczystość znaku, posługując się suwaczkiem określonym jako "Opacity". Wg mnie 40% to taki max, żeby obraz był znakiem wodnym, powyżej 40% jest już zbyt intensywny.
  
   
Ustawiamy wszystko i klikamy OK - mamy znak wodny. Na koniec trzeba go zatwierdzić - są na to dwie opcje: albo klikamy prawym przyciskiem i wybieramy "Validate paste" albo klikamy ikonkę prostokąta ze strzałką w górnym rzędzie ikon, zaraz po lewej stronie znaku "T" :)
I to wszystko! Opisałam to w tylu krokach, ale zajmuje to kilka sekund i jest naprawdę proste :)
   
 Jakbyście miały jakieś problemy w tej kwestii, śmiało piszcie, postaram się pomóc.
   
To co, kolejne kulisy bloga o współpracach czy o byciu królikiem doświadczalnym? :D
A może macie inny pomysł na temat w tej serii?

czwartek, 10 stycznia 2013

Kulisy bloga - o zdjęciach i ich przygotowaniu

Nieraz pytałyście mnie mailowo czy w komentarzach jak wygląda u mnie cały "proces" tworzenia i obróbki zdjęć do recenzji. Postanowiłam więc pokazać Wam to krok po kroku - a nuż komuś się przyda? :)
Absolutnie nie czuję się zdjęciowym czy obróbkowym guru, potraktujcie to bardziej jako ciekawostkę :)
  
Po pierwsze, oto mój jakże profesjonalny sprzęt:
   
  
Jest to aparat Olympus SP-350, jak widzicie już nieźle sfatygowany. Kupiłam go za 200zł jako sprzęt używany, zależało mi głównie na opcji SuperMakro - do robienia zdjęć lakierów na paznokciach (jeszcze za czasów bloga lakierowego) i dobrych zdjęć ptaszników ;) Aktualnie powoli dogorywa i chyba będę musiała za jakiś czas wymyślić coś nowego, ale na razie dobrze mi służy. Jedyną wadą jest to, że obsługuje karty XD, a nie SD - są droższe i trudniej dostępne. 
Zazwyczaj robię zdjęcia na trybie P, gdzie ustawiam głównie rodzaj oświetlenia, dzięki czemu kolory są najwierniej oddane - dobre, zwłaszcza, jeśli próbuję robić zdjęcia w sztucznym świetle lampki, co czasem się zdarza. 
Zdecydowana większość zdjęć do recenzji powstaje za dnia, w świetle słonecznym, ale zdarzają się zdjęcia, które nie są takie ważne, jak np. ostatnie zdjęcia do posta o niczym, wtedy robię je zwyczajnie z fleszem albo przy lampce.
Za dnia mój plan zdjęciowy wygląda tak:
  
   
To po prostu kuchenny parapet - tu mam najwięcej światła, co jest ważne zwłaszcza zimą. Jak widzicie jest to królestwo mojego kota Tymona - często gdy na sekundę się odwrócę, zastaję go siedzącego na kartce, stanowiącej moje tło, lubi też wciskać się na drugi plan przy robieniu swatchy itd ;)

Teraz, zimą, trudno o światło, więc zdjęcia wychodzą zdecydowanie gorzej niż latem. Oto surowe zdjęcie:
  
  
Oczywiście tylko je zmniejszyłam i z rozpędu dodałam znak wodny. Jak widzicie, jest ciemne, blade, bez kolorów. Teraz moim zadaniem jest przywrócenie mu tych kolorów. 
  
Pierwszą czynnością ku temu jest wrzucenie zdjęcia do programu PhotoFiltre:
  
  
Akurat tutaj miałam łatwe zadanie - podzieliłam zdjęcie na dwa pola - koło, w którym mieści się masło do ciała i resztę, czyli tło. Kolory w kole wykontrastowałam, nasyciłam i poprawiłam "gammę" - nie wiem, jak opisać tę funkcję, ale rozjaśnia ona zdjęcie, utrzymując nadal kontrast. Przeciwne czynności wykonałam na tle - rozjaśniłam je i odjęłam nieco nasycenia. 
  
Dalej zdjęcie wędruje do programu PhotoScape:
  
  
Tutaj dodaję ramkę i zmniejszam je (do 600 albo 800 px) kilkoma kliknięciami. Mogę także dodatkowo rozjaśnić i właściwie zrobić wszystko, co zrobiłam już w PhotoFiltre - do typowej obróbki wolę jednak tamten program. Również dla dodania napisów wracam do PhotoFiltre'a - jest dla mnie znacznie wygodniejszy, tego używam głównie do szybkiego zmniejszania i obramowywania.

Gotowe zdjęcie po obróbce, a przed podpisaniem prezentuje się zgoła inaczej niż pierwotnie:
  
   
Jest różnica, prawda? :) A zapewniam, że nie wykonałam tu żadnych skomplikowanych czynności, kilka kliknięć :)
Do łączenia zdjęć w kolaże także używam PhotoScape'a - ma do tego banalne funkcje.
   
Jeśli chodzi o zdjęcia, chyba nie mam nic do dodania. Mam za to pytanie:
    
Jesteście zainteresowane serią postów o "kulisach bloga"? Jeśli tak, to co Was jeszcze w tej kwestii interesuje? Chętnie napiszę, jeśli tylko będę w stanie przekazać coś konkretnego :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...