Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O niczym. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O niczym. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 listopada 2012

Co u mnie, co u Was? :) #2

Czas na kolejnego pogaduchowego posta o niczym :)
Ostatni Wam się spodobał, więc z chęcią napiszę dziś o kilku pierdółkach z ostatnich dni :) Mam nadzieję, że i tym razem ten post i komentarze pod nim pozwolą nam się lepiej poznać, pogadać, poużalać na niesprawiedliwy świat itd itp ;)

Najpierw może krótka instrukcja "Jak zadowolić Orlicę?"...
   
  
Otóż mój Ukochany doskonale wie, jak mnie zadowolić! I nie mam tu nic zdrożnego na myśli, Wy zboczuchy Wy! ;) Ukochany przez sześć lat ze mną nauczył się, że na wszelkie drobne okazje czy bez okazji nie ma sensu kupować mi róż - postoją, uschną, powiszą. Znacznie lepszym pomysłem są pralinki. W każdych ilościach! Ostatnio pogratulował mi w ten sposób udanego dietowania - dostałam pudełeczko najlepszych pralinek na świecie - Lindor, zabiłabym za nie! Okazuje się jednak, że na diecie tak się odzwyczaiłam od słodkości, że jedna taka pralinka zasładza mnie na cały dzień, serwując jednocześnie orgazm podniebienia! :D Od kilku dni stosuję takie umilacze, mniam!
Też macie takie uzależnienia czy słabe punkty, wykorzystywane przez Waszych bliskich? ;)
   
  
Jest teraz sezon na jabłka, które spływają do mojego domu w tonach - okazuje się nagle, że wszyscy znajomi mają gdzieś sady :P Jabłka są pyszne, ale co można z nimi robić? Opychamy się szarlotkami, robimy musy, ale dla mnie bezkonkurencyjne są suszone jabłka. Mamy specjalną suszarkę (do grzybów, ale co tam ;)), po kilku godzinach w niej jabłka zmieniają się w cudne chipsy jabłkowe - pyszne, lekkie, zdrowe ;) Chrupię je niemal non stop :)
Lubicie suszone owoce? A może macie jakieś nietypowe pomysły na wykorzystanie jabłek? :)
  
    
Z jedzenia płynnie przechodzimy do kategorii "Krajobrazy". Tak wygląda ścieżka, którą codziennie idę na autobus na uczelnię. 100 metrów od tego miejsca jest blokowisko - ładne, prawda? ;) Co więcej, przy tej ścieżce jest rząd topoli. Na tych topolach zawsze jesienią i zimą siedzą stada wron, które radośnie bombardują ścieżkę i przechodniów. Teraz, kiedy jest taka mgła, nie widać nawet, na których gałęziach siedzą i trzeba liczyć na szczęście, żeby nic w nas nie trafiło ;) Do tej pory mi się udawało, zobaczymy jak dalej :P
U Was też ciągle takie mgły? Nie powiem, jest klimatycznie, ale bez przesadyzmu :P
  
   
I jeszcze jedna sceneria rodem z horroru! Pisałam Wam już, że nienawidzę dnia Wszystkich Świętych. Mieszkam koło cmentarza, więc wszystkie obowiązki związane ze świętem spadają na nas, szorujemy groby, załatwiamy kwiaty itd. W samo święto za to musimy mieć przygotowane całe gary ciepłych zup i ciast, bo moja liczna rodzinka, wracając z cmentarza, musi wpaść do nas się rozgrzać. Nie lubię takiego chaosu i zamieszania, ciągłego trąbienia w korkach pod oknami, obcych ludzi parkujących bez pytania na naszym podwórzu. Po prostu nie znoszę całej tej atmosfery. Jedynym malutkim plusem, malejącym z roku na rok, jest widok z okna nocą - taki jak powyżej. Jeszcze parę lat temu tych światełek było o wiele więcej, nad cmentarzem była łuna tak jasna, że trzeba było zasuwać rolety w oknach, żeby móc zasnąć. Teraz już nie jest tak jasno, zniczy ubywa z roku na rok, ale widok nadal jest ładny.
Jakie jest Wasze podejście do tego dnia?
  
    
Teraz trochę pozytywów... Jakiś czas temu udało mi się wygrać na Wizażu kartę podarunkową do Rossmanna na 50zł :) W zeszłym tygodniu ją odebrałam i oto mam :D Kupiłam od razu śliczne kolczyki, które za jakiś czas pokażę, i farbę do włosów, na karcie zostało 20zł ;) Nie mam teraz żadnych kosmetycznych potrzeb (w każdym razie takich do spełnienia w Rossmannie), więc zostawiam kartę na "czarną godzinę" ;) 
Udało Wam się ostatnio coś wygrać? :>
  
    
I jeszcze może parę słów o tym, jak spędzam ostatnio noce. Od dwóch czy trzech dni, każdej nocy poświęcam jakiś czas na dziobanie projektu na studia. Oczywiście jest tak, że albo nikt nic nie zadaje i są totalne luzy, albo wszyscy zadają na raz jakieś wielkie projekty - to na pewno jakaś zmowa! Aktualnie pracuję nad charakterystyką podregionów Europy, potem czeka mnie jeszcze omawianie sacrum w Toruniu, projekt o agroturystyce w województwie dolnośląskim, referat o Kornwalii, prezentacja o geoparku Hongkong i kilka innych. Ufff... Trzymajcie kciuki ;) W sumie lubię takie dziobanie tabelek, robienie mapek itd, ale nie kiedy mam tego tyle na raz i trzeba się spieszyć...
A Wy, lubicie tego typu prace? Często robicie coś tego typu, do szkoły, na studia, do pracy?
  
Ode mnie to tyle, czekam na Wasze wypowiedzi :) Piszcie, co chcecie, opowiedzcie mi, co Wam się ciekawego wydarzyło, pożalcie się na co macie ochotę ;)

czwartek, 7 czerwca 2012

Pazurki, braciszek i znowu wyjazd ;)

Hej!
Dziś pora na posta o niczym, bo mam bardzo zalatany dzień... 

Ale może po kolei.
Wiecie pewnie, że przestałam prowadzić bloga lakierowego, bo straciłam serce do moich paznokci. Okazuje się jednak, że nie aż tak:
  
  
Oczywiście nadal są w strasznym stanie, łamliwe, rozdwajające się, zupełnie miękkie... Taka już chyba ich uroda i tego nie zmienię... Ale teraz przynajmniej znowu mam ochotę, żeby cokolwiek na nich zrobić ;) Wczoraj na przykład zaserwowałam moim paznokciom konadowy manicure - bazą tutaj jest lakier China Glaze - Spontaneous, wzorek zrobiony lakierem China Glaze - Light as Air i płytką Bundle Monster BM-223. Pokryłam to warstwą Seche Vite i jest cacy ;) Podoba Wam się taka zeberka?
A zdjęcie robiłam na tle kota :D Ciągle właził mi w kard, więc niech mu będzie ;)

 To jeszcze przedstawię Wam kogoś bardzo dla mnie ważnego:
  
  



Oto Krzysiu. Znany także jako Filip (ma dwa imiona ;)) i jako Smród (to czuła ksywka ode mnie :P).
Jest to mój pięcioletni brat i chrześniak. Jeden z dwóch najważniejszych facetów w moim życiu, zaraz po Panu i Władcy ;) Prawda, że słodziak? Dostał ostatnio rower i codziennie jeżdżę z nim do parku, żeby się wyszalał :) Radzi sobie nieźle, ale na razie ma cztery kółeczka. Oczywiście już marudzi, że chce spróbować na dwóch, ale dopóki jest w stanie się przewrócić na takim (tak, da się!) to raczej mu ich nie odkręcę :P 





A ja się tymczasem żegnam.
Wyjeżdżam na ćwiczenia terenowe na południe Polski - nie uściślę gdzie, bo właściwie całe południe zjedziemy ;) Najwięcej czasu spędzimy w Karpatach, z czego bardzo się cieszę, bo... nigdy nie byłam w tamtych górach ;) O ile Sudety znam jak własną kieszeń i kocham całym sercem, o tyle w Karpaty nigdy nie dotarłam...
Wracam w środę wieczorem, zdam Wam pewnie jakąś relację z wyjazdu.
A teraz lecę się pakować i kończyć referat ;) 
Trzymajcie się i nie zapomnijcie o blogu! ;)

sobota, 5 maja 2012

Majówkowe różności...

Naszła mnie dziś ochota na posta o niczym ;) Jest kilka drobniuteńkich rzeczy, o których chętnie Wam napiszę teraz, przy okazji takiego luźnego posta. :)
Jak Wam mija majówka? Ja nigdzie nie wyjechałam, ale odpoczywam sobie w domu, nadrabiam zaległości w blogach, książkach i serialach, grilluję z rodzinką i unikam słońca - może coś ze mną nie tak, ale w pogodę, która większość z Was tak zachwyca, ja wolę nie ruszać się z domu ;) Nie lubię upałów, prażącego słońca, a już w ogóle nie pojmuję smażenia się na plaży dla pięknej opalenizny :P
Czasem jednak wyciągnie się mnie z domu, np. na grilla...
   
  
Może wyjdę na marudę, ale jest kilka tylko grillowych potraw, które chętnie wchłonę - np. boczek albo kurczak :) Moja rodzinka z kolei najchętniej robi karkówkę, kiełbasy, dziwaczne klopsiki, szaszłyki czy też kaszankę - bleee ;) Ja za to wsuwam masowo sałatki i bułki z czosnkowym masłem, które robi moja mama - jest przepyszne! *.* Właściwie już naszą tradycją jest spędzanie każdego wolnego wieczoru na grillu z sąsiadami na podwórku - każdy znosi co może i jest wyżerka iście królewska, o ile jakiś król postanowiłby grillować ;)
  
  
Te wieczory umila mi bardzo fakt, że w naszym ogródku zaczęły już kwitnąć bzy - moje ukochane kwiaty. Są nieco blade w tym roku, ale i tak pachną niesamowicie. To zawsze najbardziej wyczekiwany przeze mnie moment wiosny - kiedy mogę przynieść do domu pierwszy piękny i pachnący bukiet bzów :) Ukochany śmieje się ze mnie, że lubię je tylko dlatego, że są fioletowe, ale to nieprawda! ;) Ale to bardzo miły "zbieg okoliczności", że kilka z moich ulubionych zapachów jest kojarzonych z fioletem - bzy, fiołki, lawenda ^^
   
  
A jak już jesteśmy przy fiolecie i lawendzie... Ostatnio zachęcona postem bloggerki Smykusmyk, postanowiłam stworzyć własną sól kąpielową ;) Poszłam jednak na łatwiznę i zamiast dodawać olejów roślinnych i olejków eterycznych, dodałam po prostu odrobinę relaksującego lawendowego olejku do kąpieli, który kiedyś dostałam jako gratis od Yves Rocher. Dosypałam też ociupinkę fioletowego barwnika spożywczego, zostawiłam do wyschnięcia i oto jest - moja własna sól do kąpieli ;)
Użyłam jej już i mam kilka spostrzeżeń. Po pierwsze - zafarbowała wodę, ale ani wanny, ani mnie nie. Po drugie, zapach, choć bardzo intensywny, bardzo szybko się ulotnił. Po trzecie sól, choć dość drobna, nie cała się rozpuściła. Trzeba będzie dopracować ten sposób, może z użyciem np. oleju avocado wyjdzie lepiej :)
   
  
A pamiętacie, jak jakiś czas temu skusiłam się w sklepie na chusteczki higieniczne tylko dlatego, że miały przepiękne pudełko z białym tygrysem? Teraz ta sama firma znowu mnie w ten sposób zdobyła, chociaż wiedziałam już, że ich chusteczki są baaardzo słabiutkie... Ale to pudełeczko mnie po prostu oczarowało, na tyle, że wyłuskałam z portfela dodatkowe 3zł i wzięłam ^^ Z tej serii były jeszcze inne kwiaty w podobnych motywach, ale wiecie - fiolet to fiolet :D

A jak Wam przebiega majówka? Opowiadajcie ^^

poniedziałek, 27 lutego 2012

O 5. rocznicy, ostatnich zakupach, ratunku w chorobie i kilku promocjach...

Dziś nie będzie recenzji... Chcę Wam napisać o paru innych sprawach :)
  
 
Po pierwsze, dzień dzisiejszy jest dla mnie dniem szczególnym - dokładnie 5 lat temu mój Ukochany porwał mnie z lekcji, zaciągnął nad rzekę i sprawił, że jestem jego, a on jest mój. Przez te 5 lat nie zawsze było między nami kolorowo, ale bez wątpienia to najszczęśliwszy czas w moim życiu :) Wierzę, że za 50 lat będziemy wspominać początki naszego związku, wtuleni w siebie przed kominkiem, bo ten Pan na zdjęciach powyżej jest nie tylko moim Ukochanym, ale także najlepszym przyjacielem - nie wyobrażam sobie związku bez tego elementu :)

Rocznicy co prawda nie spędzamy dziś razem, ale za jej świętowanie uznajmy ostatnio cudowny tydzień, kiedy u niego mieszkałam :) Było lepiej, niż mogłabym się spodziewać :)
   
   
Z mniej romantycznych tematów ;) Odkryłam ostatnio, że w sklepie Pepco można dorwać ładne ciuszki za naprawdę niską cenę. Oczywiście nie są one jakieś super jakościowo, ale na pewno nie podrą się tak od razu ;) Skusiłam się więc na zakup dwóch bluzek, obu marki Beloved...
  
  
Pierwsza z nich kosztowała 15zł. To lekki t-shirt w kolorze miętowym, który dziwacznie wyszedł na zdjęciach - musicie wierzyć mi na słowo ;) Bardzo podoba mi się ten czarny kwiatowy wzór, na środku każdego kwiatka są przyklejone cyrkonie, ale nie rzucają się w oczy, bo są maleńkie.
   
  
Druga kosztowała 20zł. To biała nietoperzowata bluzka z rękawem 3/4 i motywem sowy. O ile te wszechobecne ostatnio sowy mi się nie podobają, o tyle na tej bluzce wygląda nieźle :) Najpierw miałam w koszyku wersje czarną z szarą sową, ale wyglądałabym w niej jakoś smutno, bo zazwyczaj noszę czarne spodnie ;) 

I jak Wam się podobają moje zakupy? Kupowałyście kiedyś ciuszki w Pepco? Co myślicie o ich jakości?
   
    
Chciałabym Wam jeszcze napisać o moim tegorocznym odkryciu - tak tak, nigdy wcześniej nie używałam tego typu preparatów na katar i nie wiem, jak mogłam bez nich żyć. Na chwilę obecną jestem mocno przeziębiona, mam tragiczny katar i zawalone zatoki. Parę dni temu, Ukochany widząc mnie w takim stanie, dał mi do wypróbowania aerozol do nosa Xylorin - byłam w szoku, jak on działa. W ciągu 5minut udrożnił mi zupełnie nos, mogłam swobodnie oddychać, a zatoki już nie bolały. Efekt ten trzymał się ok. 4-5h. Teraz kupiłam tańszy odpowiednik tego preparatu, czyli Otrivin (kosztował niecałe 13zł). Działa nieco słabiej, tzn. na efekt czeka się ok. 15 minut, a trwa on 3-4h, ale nie wysusza przy okazji nozdrzy, jak robił to Xylorin. Dzięki temu cudeńku jestem w stanie normalnie funkcjonować ;)
   
Na koniec jeszcze mały cynk o promocjach w drogeriach Natura:
  

Promocja trwa do 7 marca.
Przy realizacji zdjęć promocyjnych nie ucierpiały żadne kosmetyki ;)

poniedziałek, 6 lutego 2012

Dziś bardziej o niczym... Kino, prezent, tygrys ;)

Właśnie, blog nazywa się "Orlica o wszystkim i o niczym", więc dziś będzie bardziej o niczym, niż o wszystkim :D Nie mam w ogóle weny na pisanie recenzji, choć mam gotowe zdjęcia, ale jutro już na pewno pokażę - szminki Kobo, bo wiele z Was o nie prosiło ;)

Na teraz mam więc parę głupotek do napisania :)
Po pierwsze, zakończyłam dziś sesję (mam nadzieję ;)) i w sumie z tej właśnie okazji, kumpela (pozdrawiam z tego miejsca Kairi, jeśli to czyta ;)) wyciągnęła mnie do kina. Wahałyśmy się nieco nad wyborem filmu, w końcu padło na "Rzeź" Polańskiego.


Opis dystrybutora:
Dwie nowojorskie pary: Alan (Christoph Waltz) i Nancy (Kate Winslet) oraz Michael (John C. Reilly) i Penelope (Jodie Foster). Zdawałoby się, że wszystko je łączy. Nienaganne maniery, wysoki standard życia i satysfakcja z uczących się w najlepszych szkołach dzieci. Wszyscy czworo mogą uważać się za elitę amerykańskiej socjety. Kiedy ich dzieci wszczynają bójkę, na pozór niewinne spotkanie rodziców, zorganizowane celem wyjaśnienia sprawy, przerodzi się w lawinę potyczek i wzajemnych złośliwości. W tym piekielnie zabawnym pojedynku stawką będzie dobre imię i status każdego z uczestników. Nic zatem dziwnego, że wytrawni przeciwnicy dopuszczą się ciosów poniżej pasa. Wkrótce wyjdą na jaw głęboko skrywane tajemnice, a gdy więzy małżeńskie ulegną zaskakującemu rozluźnieniu, okaże się, że w nowoczesnym związku wszystkie chwyty są dozwolone...
Zdjęcie i opis zaczerpnięte ze strony www.filmweb.pl



Kiedy Kairi zaproponowała, żeby pójść właśnie na "Rzeź", byłam zaskoczona - po tytule spodziewałam się tandetnego taniego horroru, więc zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam plakat i opis - stwierdziłam, że muszę ten film zobaczyć ;) Nie będę nikomu spoilerować, ale krótko mówiąc - jeśli lubicie teatr, spodoba Wam się ten film :) Jest na podstawie sztuki teatralnej i doskonale widać, że dostosowany jest raczej do tej wersji przekazu. Cała czwórka aktorów wypadła naprawdę świetnie, z paniami na czele :) Oglądało się bardzo przyjemnie, było parę momentów, kiedy nie wiadomo było, czy śmiać się czy płakać, a sporo takich, kiedy nie sposób było się nie śmiać ;) Jest to jednak dość specyficzne kino, takie właśnie teatralne i nie wszystkim się musi podobać (parę osób wyszło z sali w czasie seansu), ale i Kairi, i ja byłyśmy zadowolone :)
Polecacie jakieś filmy z tych granych aktualnie? Mnie jeszcze w weekend czeka seans "Gwiezdnych Wojen" w wersji 3D, na dniach też będę miała okazję obejrzeć "Kota w Butach" :)
   
Druga sprawa to to, że dziś doszedł do mnie pierwszy prezent urodzinowy - mocno przyspieszony, bo urodziny mam 1 marca ;) Prezent jest od Sabbathy i bardzo trafiony - dzięęękuję, Bejbe! :* Otóż dotarła do mnie śliczna paletka 28 neutralnych cieni do powiek - słynne nołnejmy, polecane przez zaawansowane mejkapoholiczki ;)
 

Od razu jej użyłam na wyjście do kina, efekt mnie co prawda średnio zadowolił, ale to kwestia mojego pośpiechu i braku odpowiednich umiejętności, bo cienie są świetne. Oto, co wyszło spod mojego jakże profesjonalnego pędzla ;)


Wygląda na to, że już nie potrzebuję Sleekowej palety Oh So Special ;) Macie jakieś palety no-name, które uwielbiacie? Może właśnie macie tę co ja? Lubicie je?

Poza paletą dostałam także pędzel kabuki marki Joursna - nic mi ona nie mówi, ale absolutnie nie potrzebuję niczego z wyższej półki. Jest bardzo mięciutki i już wiem, że będzie się go przyjemnie używać ;)
  

I jeszcze jeden "pierdół", o którym chcę dziś wspomnieć: 
  

Taaak, to chusteczki, dobrze widzicie :P Ostatnio trafiłam na nie w sklepie i kupiłam dla samego opakowania :D To marka Soft & Easy, która jest kiepściutka, ale to opakowanie... No ludzie! Ten kocurek tak na mnie hipnotyzująco patrzył, że nie miałam serca zostawić go w sklepie! Zostawiłam za to kilka jemu podobnych kotów, np. pumę czy lwa - mam wieeelką słabość do dzikich kotów, ponoć jak miałam kilka latek zażyczyłam sobie tygrysa pod choinkę, zapakowanego tak jak Lady w "Zakochanym Kundlu" :D Cóż, nie dostałam, więc kupiłam sobie swojego tygrysa, za całe 3zł ;)
Zdarza Wam się czasem kupić coś dla samego opakowania? ;)
 
Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was takimi pierdołami, ale ile można pisać recenzji ;) Co jakiś czas też takie posty o niczym muszą się tu pojawiać, prawda? ;)

PS: W kwestii współpracowych blogowych afer - bez komentarza z mojej strony ;) Podejmuję współprace, choć nie wszystkie, które mi się proponuje, robię to w zgodzie z własnym sumieniem, nikogo nie oszukuję, bywam szczera do bólu, dlatego współpraca z kilkoma firmami kończy się równie szybko jak zaczyna, tyle ode mnie. ;)

piątek, 28 października 2011

Lirene Intensywna Regeneracja - Peeling do ciała (+ o książkach słów parę)

 Dziś parę słów o zdecydowanie lepszej części nowej serii Lirene Intensywna Regeneracja. O ile balsam uważam za zwyklaka, o tyle peeling jest naprawdę warty uwagi! Bez zbędnych wstępów...
   
  
Opis producenta:
Przeznaczony jest dla skóry suchej i szorstkiej, która potrzebuje pobudzenia i regeneracji. Peeling aktywnie myje i oczyszcza skórę, a także odżywia przywracając jej naturalną nutri - równowagę. Grube ziarna peelingu skutecznie, ale delikatnie złuszczają obumarłe komórki naskórka. Już po pierwszym użyciu peelingu skóra staje się aksamitnie gładka i miękka. Peeling zapewnia odświeżenie skóry i poprawia jej koloryt. Mikrocząsteczki składników aktywnych odbudowują uszkodzone włókna kolagenowe i stymulują ich dalszą produkcję.
 
Cena: 14zł / 200ml 
  
Skład: Aqua, Polyethylene, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Xanthan Gum, Allantoin, Glycerin, Prunes Persica (Peach) Kernel Oil, Sorbitol, Vitis Vinifera (Grape) Leaf Extract, Algae Extract, Mathylparaben, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Phenozyethanol, Potassium Sorbate, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Alcohol, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone, Coumarin, Benzyl Salicylate, CI 16035, CI 17200, CI 19140.
  
  
Moja opinia:
 Jak już wyżej pisałam, jestem bardzo mile zaskoczona tym peelingiem. Zamknięty jest on w czerwonej, lekko przezroczystej tubie, stawianej na pokrywce, która zamykana jest na typowy zatrzask. Opakowanie jest poręczne, wygodne i praktyczne, więc tutaj naprawdę nie mam do czego się przyczepić, zwłaszcza, że do tego wygląda ładnie i estetycznie. Sam peeling jest gęsty, pachnie tak samo jak balsam z tej serii i to jest chyba jedna z jego dwóch wad (o drugiej zaraz). Ten zapach kojarzy mi się z produktami dla dzieci i w ogóle mi się nie podoba - lubię zupełnie inne grupy zapachów w kosmetykach. Kiedy rozsmarujemy taką małą ilość peelingu na skórze, szybko okaże się, że są to naprawdę spore kryształki otoczone czerwonawym żelem. Te kryształki bardzo mi przypominają peeling cukrowy - są tak samo nieregularne i dość spore, chyba nieco większe niż przeciętny cukier. I to mi się właśnie podoba najbardziej, bo dzięki nim peeling to prawdziwi zdzierak! Przy używaniu go, z żelu tworzy się delikatna pianka, która myje skórę, a drobinki, albo raczej drobiny, porządnie ścierają martwy naskórek. Ciekawostką jest fakt, że w ogóle się nie rozpuszczają (albo prawie w ogóle), więc można trzeć do kości :P Choć nie polecam ;) Po użyciu peelingu skóra jest baaardzo gładziutka i sprawia wrażenie zdrowej. Drugą wadą, jaką zauważyłam, jest fakt, że produkt ten nie jest zbyt wydajny. Jasne, nie ma tradegii, ale dość sporo trzeba go użyć. 
Tak czy siak, peeling ten zdecydowanie polecam! To chyba najlepszy, jaki zdarzyło mi się używać :)
  
  
I tak trochę odbiegając od tematu... Lubicie czytać? Ja bardzo, ale zwykle miewam fazy - przez kilka miesięcy nic nie czytam, potem przez kilka kolejnych czytam non stop ;) Teraz, jak łatwo się domyślić, mam tę drugą fazę. Wczoraj przytargałam sobie z biblioteki stos książek, pożyczyłam też po jednej od koleżanki i od mojego Pana i Władcy (;)) i teraz czeka na czytanie taki zbiorek (pierwszą wczoraj już zaczęłam):
  
   
Jak widać, jest tu głównie lekka literatura - niestety pod tym względem nie jestem zbyt ambitna i cóż, lubię lekkie powieści ;) Uwielbiam literaturę podróżniczą, romanse historyczne, fantastykę, kryminały... :)
A co Wy czytacie? :)

piątek, 19 sierpnia 2011

TAG: 30 pytań kosmetycznych

Żebyśmy lepiej się poznały w kosmetycznym światku, postanowiłam sama się otagować i odpowiedzieć na 30 pytań dotyczących makijażu i pielęgnacji.
  
 
Zasady:
1. Napisz, kto Cię oTAGował.
2. Odpowiedz na 30 pytań.
3. Przekaż TAG 10 innym blogerkom.
4. Poinformuj je w komentarzach, że zostały przez Ciebie oTAGowane i umieść adresy do ich blogów w swojej odpowiedzi.
5. Po odpowiedzeniu na pytania poinformuj o tym osobę, która Cię oTAGowała, na przykład pod jej najnowszą notką.


1. Ile razy dziennie myjesz swoją twarz?  
Staram się pamiętać o tym dwa razy dziennie, wieczorem myję zawsze.
2. Jaki masz typ cery?
Tłustą / mieszaną ze skłonnością do niespodzianek ;)
3. Co jest obecnie Twoim ulubionym produktem do mycia twarzy?
Yver Rocher - Pure Calmille
4. Czy używasz peelingów do twarzy? Jeżeli tak, to jakich?
2-3 razy w miesiącu. Uwielbiam wycofany już peeling z Avonu, Clearskin, mechaniczny.
5. Jakiego kremu do twarzy używasz?
Obecnie Eveline Pure Control SOS - Antybakteryjny krem nawilżający
6. Używasz kremu pod oczy? Jeżeli tak, to jakiego?
Używam, choć nieregularnie - FlosLek ze świetlikiem.
7. Masz piegi? Jeżeli tak, to gdzie?
Nie mam, jestem za to obsypana pieprzykami na całym ciele.
8. Jakiego podkładu używasz?
Rzadko używam podkładu, a jak już to Avon Calming Effect w odcieniu Nude.
9. Jakiego korektora używasz?
Żadnego ;)
10. W jakiej tonacji jest Twoja cera?
Ciepłej.
11. Co sądzisz o sztucznych rzęsach? 
Podobają mi się - gdybym tylko umiała je aplikować ;)
12. Jakiej maskary używasz? 
Essence MultiAction zamiennie z Maybelline Colossal Volume :)
13. Czego używasz do aplikowania makijażu? 
Głównie pędzli, choć mam tylko 1 do cieni, 1 do pudru i 1 do bronzera ;)
14. Używasz bazy pod makijaż?
Nie.
15. Używasz bazy pod cienie?
Tak, Virtual - dorównuje jakością bazie ArtDeco czy Lumene.
16. Ulubiony kolor cienia do powiek?
Zieleń i brąz.
17. Kredka do oczu czy eyeliner w płynie?
Eyeliner.
18. Ulubiona szminka? 
Avon - Latte Cream
19. Ulubiony błyszczyk?
Rimmel Stay Glossy - Here to stay
20. Ulubiony róż?
Wolę bronzer - używam najzwyklejszego z Sensique i jestem zadowolona.
21. Kupujesz kosmetyki za pośrednictwem internetu? (Allegro, eBay, sklepy internetowe)
Tak, bardzo chętnie :)
22. Kupujesz kosmetyki od ulicznych sprzedawców/na bazarach?
Nie, wolę sprawdzone marki i źródła kosmetyków.
23. Zbrodnia w makijażu, której nie możesz przeżyć?
Intensywny makijaż oka + intensywny makijaż ust, zbyt ciemny podkład, odznaczający twarz od szyi...
24. Lubisz kolorowe makijaże? 
Bardzo :)
25. Jeżeli miałabyś wyjść z domu używając tylko jednego produktu, to co by to było?
Waham się między pudrem a tuszem do rzęs.
26. Wychodzisz z domu bez makijażu?
Tak, niemal zawsze. Od paru lat maluję się już tylko na wyjścia ze znajomymi itd.
27. Uważasz, że dobrze wyglądasz bez makijażu? 
Myślę, że tak ;)
28. Chciałabyś chodzić na lekcje wizażu/make up'u?
Trudno mi powiedzieć. Chyba jednak wolę sama eksperymentować.
29. Która firma kosmetyczna jest według Ciebie najlepsza?
Właściwie z każdej kategorii inna... Gdybym jednak miała je spisać, myślę, że najczęściej powtarzałby się Rimmel, który jest dość tani, a niektóre produkty ma naprawdę rewelacyjne.
30. Czy zdarza Ci się niezdarnie nałożyć makijaż?
Nie - jeśli już się maluję, wkładam w to całe serce. :)
    
Wszystkie pewnie robiłyście już tego taga, więc nikogo nie będę wyznaczać. ;) Jeśli jednak nie robiłyście, a macie ochotę - proszę bardzo, czujcie się przeze mnie otagowane :D 

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Na dobry początek...

Znacie mnie może z mojego "podstawowego" bloga - www.lakieroholiczka.blogspot.com.
Postanowiłam założyć drugiego, dla kosmetyków innych niż do paznokci, bo coraz chętniej je recenzuję, a wiem, że typowo pazurkowe czytelniczki niechętnie patrzą na kosmetyczne posty. Mam nadzieję, że jeśli czytacie tamtego bloga, będzie zaglądać i tutaj :) Nie zamierzam się tym razem bawić w pisanie w dwóch językach - przyznam szczerze, że jest to męczące w gruncie rzeczy ;) 
  
W związku ze startem tego bloga, prosiłabym Was, abyście puściły w świat wieść, że Orlica próbuje swoich sił również w kosmetycznym światku ;) Byłabym bardzo wdzięczna :)

Zapraszam do obserwowania, od jutra ruszam z recenzjami, poczynając od kosmetyków Eveline! ;)


Czy macie może jakieś rady dla początkującej kosmetycznej blogerki? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...