Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paatal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paatal. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 października 2011

Hawaiian Tropic - Masło do ciała Lime Coolada

Kolejne cudo rodem z Paatal.pl :D Oczywiście Hawaiian Tropic to marka amerykańska, niedostępna w Polsce, jedna z tych, które Paatal.pl dla nas ściąga. W ogóle sklep ten już parę lat temu stał się dla mnie istną kopalnią bardzo ciekawych kosmetyków, o których w Polsce mogłyśmy wcześniej tylko pomarzyć ;) Przejdźmy więc do masełka ;)
   
  
Opis producenta:
Hawaiian Tropic to Firma produkująca kosmetyki do opalania sprzedawane na całym świecie, a głównie w U.S.A. Przedsiębiorstwo zostało założone w 1969 roku. Jest to największy prywatny producent produktów do pielęgnacji ciała w Stanach Zjednoczonych.
Masło do ciała Hawaiian Tropic lime coolada jest idealnym produktem na obecną porę roku , przed wyjazdem na wakacje warto jest zaopatrzyć się w ten kosmetyk. Podczas stosowania masło głęboko wnika z strukturę skóry doskonale ją nawilżając, jest to bardzo przydatne bo dniu spędzonym na słońcu, gdyż nasza skóra pomimo iż jest ślicznie opalona jest wysuszona od promieni słonecznych. Stosowanie masła nie tylko pomaga nam bardzo dobrze nawilżyć skórę wpływa również na jej ujędrnienie co zapobiega powstawaniu zmarszczek na skórze, dzięki bogatej zawartości masła Shea, masła kakaowego, olejku z awokado i ekstraktu z aloesu nasza skóra ma zdrowy, odmłodzony wygląd a opalenizna utrzymuje się dłużej. Masło do ciała posiada również fantastyczny świeżutki zapach limonki który natychmiast opanowuje nasze ciało dodając nam energii oraz lepszego samopoczucia i pozytywnego spojrzenia na otaczający nas świat.
 Testowane dermatologicznie.
  
Cena: 7,90zł / 200ml

Skład: Aqua, Glycerin, Diisopropyl Adipate, Cetearyl Alcohol, Mangifera Indica, Butyrospermum Parkii, Theobroma Cacao, Cetyl Alcohol, Isopropyl Myristate, Glyceryl Stearate, Cocos Nucifera, Aloe Barbadensis, Phenoxyethanol, Triethanolamine, Persea Gratissima, Caprylyl Glycol, Carbomer, Ceteth-10 Phosphate, Dicetyl Phosphate, Parfum, Methylparaben, Tocopheryl Acetate, Ascorbic Acid, Retinyl Palmitate, Silica, Plumeria Acutifolia, Psidium Guajava, Carica Papaya, Passiflora Incarnata, Colocasia Antiquorum, Dimethicone, Acetyl Tyrosine, Butylparaben, Disodium EDTA, Ethylparaben, Amyl Acetate, Propylparaben, Sodium Riboflavin Phosphate, Benzyl Alcohol, CI 19140, CI 15985.
   
  
Moja opinia:
Zaczynając od opakowania - uwielbiam je! Forma słoika była dla mnie zawsze najwygodniejsza, to ma dodatkowo ładny energetyzujący kolor, dobrze się zakręca i sprawia wrażenie naprawdę pojemnego - aż zdziwiłam się, jak przeczytałam, że to tylko 200ml, choć to normalna pojemność dla takiego kosmetyku. Konsystencja jest typowo maślana - dość gęsta, ale i lekka. Łatwo rozprowadza się na skórze, szybko wchłania, pozostawiając baaardzo przyjemny zapach, który zostaje na ciele całkiem długo. Samego zapachu nie umiem określić inaczej niż właśnie Lime Coolada ;) Czuć w nim limonkę, ale nie jest to taki kwaśny zapach. Na pewno pachnie egzotycznie i przyjemnie :)
Co do działania - muszę przyznać, że od dłuższego czasu nie miałam tak dobrego nawilżacza, poza tymi specyfikami do rąk czy stóp. Już po jakimś tygodniu używania, pierwszy raz od dawna mogłam określić moją skórę jako aksamitną w dotyku. Stała się miękka, porządnie nawilżona, nawet na łokciach i kolanach, z którymi mam problemy pod tym względem. Masło jest w dodatku dość wydajne, więc teraz, po dwóch tygodniach codziennego maziania się nim, ubyło może ze 20%.
Z tego co wiem, masło to jeszcze niedawno kosztowało 18zł, teraz jest na nie spora promocja, więc jakby ktoś chciał się skusić, znajdzie je TUTAJ :)

czwartek, 29 września 2011

Yardley London - Naturalne mydło Cytryna i Werbena

Aaaj, jak jak już dawno nie używałam typowego mydła! Już wiele lat temu przerzuciłam się na żele pod prysznic i inne tego typu cuda, dlatego w pewnym sensie przez sentyment z wielką radością przystąpiłam do testowania tego mydełka, kiedy znalazłam je na Paatal.pl :) Moja mama bardzo się zdziwiła, kiedy zobaczyła opakowanie - powiedziała "Yardley London? Jak byłam malutka to to były mydła luksusowe!" - to zaintrygowało mnie jeszcze bardziej :)
   
   
Opis producenta:
YARDLEY Lemon & Verbena mydełko do ciała z masłem shea oraz naturalnym olejkiem z cytryny.
Luksusowe mydło marki Yardley to produkt wyjątkowy.
200 letnie doświadczenie marki, a także wyselekcjonowane składniki stworzyły niezapomniane nuty zapachowe używane do wyrobu mydeł i wód perfumowanych.
  
Cena: 6,50zł / 120g (to cena na Paatal.pl, nie wiem, ile kosztuje normalnie)
  
Skład: Sodium Tallowate; Sodium Cocoate; Water (Aqua); Glycerin; Fragrance (Parfum); Cocos Nucifera (Coconut) Acid; Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit; Petrolatum; Sodium Chloride; Tetrasodium Etidronate; Sodium Silicate; Pentasodium Pentetate; Tetrasodium EDTA; Citric Acid; Talc; Yellow 11 (CI 47000); Iron Oxides (CI 77489, CI 77491, CI 77492, CI 77499); Titanium Dioxide (CI 77891)
   
   
Moja opinia:
Mydełko zapakowane jest w ładny kartonik, lubię takie "naturalne" wzory na opakowaniach, zamiast krzykliwych, kolorowych, bleh! ;) Samo mydełko ma żółty kolor, to chyba kwestia barwnika, ale i tak sprawia dzięki temu bardzo pozytywne wrażenie :) Pachnie, uwaga, niespodzianka... mydlanie! Oczywiście czuć w nim też dość mocno ziołowe nutki, choć akurat cytryny nie wyczuwam.  
Przyznam szczerze, że z początku nie wiedziałam, jak zabrać się do mycia mydłem - zupełnie wyszłam z wprawy :D Po chwili jednak cała się ładnie namydliłam i już byłam w domu :P Mydełko pieni się całkiem nieźle, dobrze oczyszcza - mi niezamierzenie posłużyło także do demakijażu - przez roztargnienie wlazłam do wanny pomalowana ;) W każdym razie jako zmywacz mejk-apu też sobie poradził całkiem dobrze. 
Po kąpieli skóra była miękka w dotyku, gładziutka, przyjemna, a po tygodniu używania go poczułam, że jest też już odpowiednio nawilżona. Myślę, że mydełko pozostanie na półeczce przy wannie jako zamiennik żelu, naprawdę przyjemnie jest umyć się dla odmiany kawałem tradycyjnego MYDŁA! :)

I na koniec dość obleśna fota... :P Tak na dowód, że się pieni, i że da się tym umyć ;)

niedziela, 25 września 2011

Beauty UK Pearl Eyeliner - 6 Purple Haze

Już ostatnio się Wam przyznałam, jak bardzo lubię kolorowe linery i tusze do rzęs. Jakiś czas temu do mojej kolekcji dołączył fioletowy eyeliner, który chodził po mnie już od dawna - wreszcie go mam, znalazłam w sklepie Paatal.pl :) Eyeliner produkuje bardzo sympatyczna marka Beauty UK (jestem zachwycona ich lakierami), jak sama nazwa wskazuje - dostępna tylko w UK. Na szczęście Paatal.pl ściąga dla nas ich kosmetyki i rozprowadza w niskich cenach :) Dodam też, że liner ten jest nowością w ofercie Beauty UK. :)
    
  
Opis producenta:
 Płynny eyeliner z aplikatorem w postaci pędzelka. Łatwy w aplikacji, trwały.
"A unique collection of glimmering, pearlescent liquid liners that dry with a pearl like opalescence. Liquid Liners can be worn alone, or smudged together to give you unlimited options. Available in 8 shimmering shades."
  
Cena: £3.49 (na Paatal.pl - 9,60zł)
   
    
Moja opinia:
Po pierwsze - przeurocze, fikuśne opakowanie, kojarzy mi się z czymś z obrazu Salvadora Dali ;) Wygodnie się je trzyma. Aplikator nie jest jednak pędzelkiem (chyba, że bardzo zbitym i twardym ;)), a silikonowym stożkiem - to akurat minusik dla mnie, bo dużo lepiej radzę sobie pędzelkiem czy pisakiem, jednak wydaje mi się, że ten jest i tak wygodniejszy od np. Virtuala z taką końcówką, którego recenzowałam jakiś czas temu. Kolor eyelinera to baaardzo głęboki fiolet, wpadający nieco w granat, kojarzy mi się z wkładem staromodnego długopisu, wiecie, co mam na myśli? :) Na oku trzyma się dobrze, przez wiele godzin wygląda na świeżynkę, ale późnym wieczorem (zaznaczam, że makijaż zrobiony dość wrześnie rano) zaczyna się... złuszczać :D To, że schodzi wcale mnie nie dziwi, bo i tak trzyma się zupełnie nieźle, ale jeszcze żaden eyeliner nie schodził mi w ten sposób - pojedyncze kawałeczki kreski zaczynają odpadać ;) Przy zmywaniu płynem do demakijażu na waciku też są takie łuseczki. Ot, taka ciekawostka ;)
Tyle teorii, teraz trochę praktyki :)
  
 W sumie średnio jestem z tego makijażu zadowolona, mam wrażenie, że wyglądam z nim na mocno chorą albo przećpaną :D Użyłam tu paletki Sensique Oriental Dream - 129 Holi Festival, tego eyelinera oraz tuszu Kobo - Lash Modeling Mascara. Jak Wam się podoba? Co powinnam jeszcze poćwiczyć, a w czym robię postępy? ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...