Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różności. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 stycznia 2014

Co nowego u Króla Melkora?

Ciągle dopytujecie się, co słychać u Melkora, więc chyba szykuje się nowa blogowa seria ;)
Na dzień dzisiejszy mogę Wam napisać, że Melkor, którego historię możecie przeczytać TUTAJ (klik), ma się już zupełnie dobrze. Przybrał na wadze, jest już wielkim zdrowym kociskiem, godnym miana "norweski kot leśny" - zdaję sobie sprawę, że nie jest rasowy w pełnym tego słowa znaczeniu, ale wszystko wskazuje na to, że najwięcej krwi tej właśnie rasy w nim płynie.
  
  
Kocurek już nawet nie pamięta o jakichkolwiek pasożytach, jest zdrowy, strasznie gadatliwy i strasznie przytulaśny :) Jedynie po oczkach widać, że nie jest to kot, który zawsze miał kochający dom. Straszna kondycja, w jakiej do nas trafił, spowodowała widoczne wewnętrzne powieki, myślałam, że cofną się one, gdy wydobrzeje, ale na razie nic się tu nie zmienia. Pewnie zostanie mu tak już na stałe. Kocurek ma też lekkiego zeza, ale to dodaje mu tylko uroku, nie wydaje mi się, żeby wpływało jakoś na jego wzrok :)
  

Oczywiście jak to kot - najwięcej czasu spędza na parapecie, albo zerkając za okno, albo grzejąc się, gdy kaloryfer pod spodem jest włączony. Ostatnio jednak znajduje sobie i inne legowiska:
  
  
Łazienka to bez wątpienia najcieplejsze pomieszczenie w naszym mieszkanku, więc Melkor często sypia w zlewie lub w wannie :)
Na niektórych zdjęciach może wydawać się już tłuściutki, ale daleko mu do tego :) Jest strasznie puchaty przez swoją długą sierść, myślę, że wagę ma jak najbardziej prawidłową, mimo, że kilka miesięcy temu zafundowaliśmy mu zabieg kastracji - najadłam się trochę stresu przed, w trakcie i po zabiegu, ale wszystko przebiegło szybko i bezproblemowo. Od tamtego czasu Melkor nigdzie nie zostawił nam mokrej niespodzianki, je jak dotychczas, nie rozpasa się :)
  
  
Jest strasznym dzikusem - jak ma swoją "głupawkę" biega po całym domu i miauczy w niebogłosy. W okresie świątecznym oboje z Ukochanym mieliśmy taki sam grafik w pracy. Kiedy wracaliśmy do domu po 14godzinnej zmianie nie było szans, żeby wynudzony kociak dał nam spać - trzeba się było z nim pobawić i go wymiziać ;) Jego ulubionymi zabawkami są kulki z folii aluminiowej - wierzcie lub nie, ale on APORTUJE :) Jak rzucimy mu kulkę (im więcej rykoszetów o ściany tym lepiej ;)), po chwili przynosi ją z powrotem, żeby znowu mu rzucić. Inną zabawą jest oczywiście ściganie laserowego punkciku i... skakanie po meblościance - jak próbowałam uchwycić na zdjęciach powyżej ;)
  
  
Po cichu się Wam przyznam, że rozglądam się za towarzyszką życia dla Melkora, żeby nie nudził się, gdy zostaje sam w domu :) Ma to być młodziutka kotka, nie mam wielu "wymagań" pod tym względem, choć marzy mi się rudość albo trikolorka ;) Nie szukam na siłę, ale jak kiedyś zobaczę odpowiednie ogłoszenie na stronie z ogłoszeniami lokalnymi, ze schroniska albo Fundacji KOT - zgłaszam się od razu :)
  
A na koniec jeszcze ostatnie zdjęcie, jak spędziłam ostatnie kilka dni z kotem (byłam na L4 <3):
 
  
Mruczaśne pozdrowienia od Melkora, wymiziajcie swoje futra! :) >^.^<

piątek, 27 grudnia 2013

Poświąteczne "ufff" i masa prezentów :)

No właśnie - ufff, święta już za nami :)
Przyznam Wam szczerze, że nie odczułam w tym roku świąt zbyt świątecznie. Nie uczestniczyłam w przygotowaniach z rodziną, pierwszy dzień świąt spędziłam na 14godzinnej zmianie w pracy, nie ma śniegu, nie ma czasu, ale i tak - ufff!
Tak naprawdę świąteczną miałam tylko wigilię, którą za to spędziłam bardzo intensywnie. Jako, że dzień wcześniej również miałam 14 godzin w pracy, rano w wigilię musiałam jeszcze lecieć do sklepu po ostatnie zakupy (masakra!) i przygotować się do rodzinnego spotkania, czyli m.in. spakować prezenty:
  
  
W tym roku udało mi się trafić dobrze z prezentem dla każdego, co cieszy mnie zdecydowanie bardziej niż to, co ja dostałam, a co pokażę w dalszej części wpisu ;)
Rano piekłam też na szybko piernik, oczywiście z pomocnikiem:
  

I efekt końcowy, mniej lub bardziej udany...:
  
  
Kiedy się piekł, na szybko machnęłam sobie świąteczne pazurki:

 
Potem trzeba się było z tym wszystkim jakoś zabrać do rodzinki, a tam, pod choinką...
  
  
Jak widzicie, mój siedmioletni brat był w swoim żywiole ;)
Nie mam niestety więcej zdjęć z samej Wigilii, ale powiem Wam, że była ona bardzo przyjemna - pyszne jedzonko, miła atmosfera, rodzinka... Nawet nie sądziłam, że po wyprowadzce będzie mi tego tak brakować :) Wróciłam w nocy do domu, obładowana masą prezentów - aż szok, przecież nie byłam aż tak grzeczna! :D
Gdybym teraz skończyła, pojawiłaby się masa pytań "A co dostałaś?", więc pochwalę się tym, czym uraczyli mnie bliscy - w tym roku właściwie wszystko baaardzo trafione! :)
  
"Chłopcy" od Ukochanego - pierwszy tom kiedyś czytałam i mnie zachwycił, teraz mam dwa :D
Torebka od przyjaciółki
Torebka od rodziców - meeega niespodzianka! :)
Pudełko na biżuterię od siostry z kolczykami i kocim intruzem na zdjęciu ;)

Bezprzewodowa myszka (oczywiście fioletowa!) i mydlane kwiaty do kąpieli
Miłe kuchenne dodatki :)
Szkatułka na biżuterię od drugiej siostry - nie zgadały się :P
Peeełna pucha słodyczy dla Ukochanego i dla mnie ;)

Oczywiście musiałam także zabrać z domu liczne słoiki i pojemniki ze świątecznym żarełkiem, mniam!
W sumie dla mnie święta się skończyły, jeszcze tylko w niedzielę zaprosiliśmy na kawę i ciacho rodziców moich i Ukochanego - pierwsze takie oficjalne spotkanie od naszej przeprowadzki, ups! ;)

A jak Wam minęły święta? Były jakieś ciekawe prezenty? :) Opowiadajcie! :)

wtorek, 19 listopada 2013

Fotoprzegląd #4

Mam dziś sporo nauki, więc odstresuję się przyjemnym postem - ostatnie miesiące w zdjęciach :)
  
  
1. Odhodowane kocisko w pełnej krasie - Melkor :)
2. ... który tak bardzo nie może kłaść się na naszym tak bardzo wygodnym wyrze ;)
3. Od jakiegoś czasu zakupy w Rossmannie nabrały nowego znaczenia...
4. Warsztaty makijażowe z Lirene i Anią Orłowską :) Znajdziecie mnie?
5. Nowości Lirene...
6. ... i nowości Original Source ze słodką niespodzianką!
7. Nowa torebka, którą niedługo się pochwalę...
8. Jeden z licznych projektów na studia - magisterka w pełnym tempie!
9. No i dużo nauki... w doborowym towarzystwie ;)

poniedziałek, 9 września 2013

Orlicowe gniazdko - Już na swoim :)

Od wtorku jestem już na swoim. Przewiozłam wszystkie rzeczy, zorganizowałam się w nowym mieszkanku, teraz staram się zadomowić ;) Właściwie czuję się tu już jak u siebie, ale np. sypiam jak w obcym miejscu - kwestia przyzwyczajenia się. Nie zmienia to jednak faktu, że jestem niesamowicie szczęśliwa, mając swój kącik, nawet jeżeli ten kącik to 36m2 na czwartym piętrze na blokowisku :)

Przedstawiam mój uroczy widok z kuchennego okna:
 
   
Wprowadzałam się do w pełni wyposażonego mieszkania, ale oczywiście w miarę "zamieszkiwania" okazywało się, że brakuje coraz to nowych rzeczy. Ostatecznie wydałam już kupę pieniędzy (a to dopiero początek!) na różne pierdółki do kuchni itd, ale z każdą wydaną dyszką czułam się jeszcze lepiej - wyposażałam swoje gniazdko!

  
Kupiłam łazienkowy zestaw naczyń na szczoteczki, mydła itd., gąbki, myjki, cuda do mycia naczyń, miski do mieszania (po robieniu muffinek w starych garnkach musiałam ;)), łapawice, papilotki, miski i wieeele innych. Zaadoptowałam też słoiki po balsamach do ciała (oczywiście oczyszczone odpowiednio) do kawy i herbaty - na największym zdjęciu - prawda, że ładnie wyglądają? :) Kuchnia i łazienka są coraz bardziej moje i coraz chętniej tu mieszkam. 
  
A wiecie, jaka to przyjemność mieć pseudo-toaletkę w łazience?
  
   
Wszystko w jednym miejscu, z wygodnym lustrem, obok szufladki z całą kolorówką... Uwielbiam ten kącik, choć może to teraz zalatywać próżnością :P Przyznam szczerze, że dzięki tej łazience znowu o siebie zadbałam - w ostatnim czasie trudno mi było znaleźć chwilę dla siebie, na małe spa - ba, nawet kremów do twarzy prawie nie używałam! Teraz na wannie mam cały wybór płynów i soli do kąpieli (w domu rodzinnym nie miałam na to miejsca), więc liczę, że i zużycia będą szły sprawniej ;)
  
I jeszcze coś, o czym zawsze marzyłam, co wyda Wam się dziwne - szafa z wieszakami:
  
  
Pewnie zdecydowana większość takie szafy posiada - mi do tej pory jakoś nie było dane ;) Teraz miałam niesamowitą frajdę z wieszania moich sukienek i innych ciuchów na wieszakach - nagle uznałam, że zdecydowana większość mojej garderoby powinna wisieć, a nie leżeć złożona, ale na to nie pozwolił metraż szafy i ilość wieszaków :P Łapię się na tym, że otwieram tę szafę i po prostu przesuwam wieszaki, podziwiając wiszące tak ubrania - głównie sukienki właśnie. Jestem dziwna? ;)
  
A żeby nie było zbyt pięknie - nadal mam kilka kartonów z różnymi drobiazgami do rozpakowania, a zupełnie nie mogę się za to zabrać...
  
  
Na koniec jeszcze pochwalę się wypiekiem - piekarnik otrzymał już chrzest bojowy i choć pierwszy raz piekłam w gazówce, myślę, że taki rodzaj będzie mi bardziej odpowiadać, bo muffinki wyszły lepiej niż kiedykolwiek:
  
   
Zaraz zapewne pojawią się pytania o przepis, bo to te "słynne" czekoladowo-śliwkowe muffiny, które obiecałam Wam już pewnie z rok temu... Powiem tak - przepis mogę napisać, ale tym razem bez zdjęć krok po kroku, bo aparat odmówił posłuszeństwa. Co Wy na to? :)
  
Wiem, że sporo z Was teraz też zmieniało swoje miejsce, więc zapytam - jak tam Wasze przeprowadzki?
 
Wybaczcie to moje pianie z zachwytu nad tym mieszkankiem, ale nie da się ukryć - nie sądziłam, że będę tak szczęśliwa po przeprowadzce :) Jeszcze tylko stałego współlokatora w postaci Ukochanego brakuje - na razie ze mną pomieszkuje, nie mieszka.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Fotoprzegląd #3

Czas na kolejną porcję zdjęć, które w ostatnim czasie cyknął mój aparat bądź telefon :)
Gotowe? :)
  
  
1. Krótkie chwile relaksu z lodami z owocami i z "Sagą o Ludziach Lodu"...
2. Ulubiona przekąska ostatnimi czasy - kolorowe galaretki :)
3. Redberry wkrótce otwiera się w Toruniu, a ja nie mogę się doczekać!
4. Missy na wysokościach - dostała smyczkę, ale nie chce wychodzić na dwór :(
5. Tymon - 100% kociego testosteronu ;)
6. Tymon obczaja maleńką paczkę od kochanych Erisek.
7. Dr Pepper - fujka, nigdy więcej!
8. Mój Seiciak wylądował na złomie :(
9. Polowanie na dzika w samym centrum Torunia - zaangażowani weterynarze, straż miejska, leśniczy, ostatecznie dzik został uśpiony, złapany i wywieziony z powrotem do lasu :)

środa, 14 sierpnia 2013

Orlicowe gniazdko - Przed przeprowadzką

Jeśli śledzicie blogowy profil na FB, wiecie zapewne, że w najbliższym czasie wyfruwam z domu rodzinnego i wiję własne gniazdko. No, może za dużo powiedziane - wynoszę się do malutkiej kawalerki na blokowisku, więc liczę, że to tylko przystanek pomiędzy mieszkaniem u rodziców a mieszkaniem docelowym. Niemniej to dla mnie baaardzo poważny krok, bo przez kilka pierwszych miesięcy będę mieszkała zupełnie sama - nawet bez kota! Wyobrażacie to sobie? Ja nie bardzo...
Czeka mnie teraz mnóstwo przygotowań do przeprowadzki. Nie wiem, kiedy to wszystko zdążę zrobić, ale do zrobienia jest duuużo. Może rozpiszę to tutaj w punktach?

1. Zrobić remanent w pokoju, zdecydować co zostaje, co idzie ze mną, a co wyrzucamy.
 
źródło
Pisałam Wam kiedyś, że żyję w chaosie - niestety mój pokój wygląda podobnie jak na zdjęciu powyżej i choć dokładnie wiem, co gdzie jest, to uporządkowanie tego będzie małym koszmarem ;)
  
2. Załatwić kartony do przeprowadzki i wszystko popakować.
źródło
Na szczęście z tym nie będzie większego problemu - przyjaciółka pracuje w sklepie RTV AGD ;)
   
 
3. Załatwić transport.
źródło
 Tu z kolei mogę liczyć na pomoc mojego Taty oraz przyszłego Teścia ;) 

 
4. Urządzić się w nowym gniazdku.
Mowa tu oczywiście już o samym ogarnięciu się w nowych czterech ścianach, poukładanie wszystkiego w nowych szafach itd., a także, niestety, uzupełnienie wyposażenia mieszkania. Co muszę kupić?
Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

 
5. No właśnie - co z kotem?
Moje dwa ukochane futra, Tymon i Missy, zostają oczywiście w domu rodzinnym. Nie wyobrażam sobie życia bez kota, ale wygląda na to, że w najbliższym czasie nie będę szukać żadnego... Mieszkanie przez większość czasu będzie stało puste - będę pracować, studiować, do domu przychodzić głównie na noc. Kot przynajmniej na początku powinien mieć szansę, żeby do mnie przywyknąć, więc może lepiej będzie przygarnąć jakąś przybłędę, kiedy już nieco się w moim życiu uspokoi? To byłoby logiczne, ale naprawdę nie wiem, jak mam wracać do domu bez kota i jak mam zakładać ciuchy bez sierści ;)
Co myślicie o tej sytuacji?
  
Wiem, że wyszedł strasznie chaotyczny post i nawet nie wiadomo, o czym on jest - tak mniej więcej wygląda teraz moje planowanie przeprowadzki ;) Może macie dla mnie jakieś złote rady w tej kwestii?
 
Jesteście zainteresowane dalszymi wpisami na temat samej przeprowadzki?

sobota, 10 sierpnia 2013

50 przypadkowych faktów o Orlicy

 



Postanowiłam dziś postraszyć Was moją skromną osobą - żebyście przestraszyły się tak, żebyście nie mogły zapomnieć o mnie i o blogu ;)
Ostatnio na wielu blogach pojawiły się wpisy z przypadkowymi faktami na temat autorek. Nie ukrywam, z ciekawością czytałam te wpisy, jeśli akurat miałam wolną chwilę, więc mam nadzieję, że i mój Was zaciekawi. Zobaczymy, ile o mnie wiecie ;)
Na zdjęciu obok macie przykład, jak można straszyć ze zdjęć dyplomowych ;) Wyszłam strasznie pulpetowato na twarzy, ale przynajmniej nie jest to poważne zdjęcie jak tysiące innych ;)
Zapraszam więc na 50 faktów o Orlicy!



  1. Mam troje rodzeństwa - dwie siostry i brata, jestem najstarsza.
  2. Jestem z moim Ukochanym już 6,5 roku - to moja pierwsza poważna miłość :)
  3. Oglądam na bieżąco kilkanaście seriali, drugie tyle mam obejrzane (kolejne odcinki już nie wychodzą).
  4. Do 14. roku życia traktowałam koty dość niechętnie - teraz nie umiem żyć bez ich sierści na ciuchach :)
  5. Uwielbiam makaron w każdej postaci.
  6. Znam na pamięć wszystkie piosenki ze wszystkich animowanych bajek Disney'a.
  7. Jestem straszną domatorką...
  8. ... ale pewnego razu chciałabym zwiedzić wszystkie stolice Europy.
  9. Kocham podróże, choć do tej pory wychodzą mi tylko te palcem po mapie ;)
  10. Jako nastolatka byłam "mhroczną gotką", ubierałam się w czerń, długie spódnice, koronki i kilogramy biżuterii - mam wielki sentyment do tych czasów...
  11. Gromadzę hurtowo żele pod prysznic, bo "przecież wszystkie pachną tak ładnie..." ;)
  12. Kompletnie nie umiem gotować.
  13. Nie umiem też pływać - ta umiejętność zaniknęła w momencie, gdy kiedyś nad morzem porwał mnie prąd, raczej nigdy się już nie nauczę z powrotem, zresztą wcale mnie nie ciągnie.
  14. W bibliotece wybieram książki na podstawie wyglądu okładki - uwielbiam piękne wydania!
  15. Jako że pracuję na infolinii, zdarza mi się odebrać prywatny telefon przedstawiając się formułką z pracy - najbliżsi nadal myślą, że to żarty z mojej strony ;)
  16. Godzina 3:00 to dla mnie bardziej wieczór niż rano - jeśli mogę, prowadzę nocny tryb życia.
  17. Gdyby MacGyver znalazł na bezludnej wyspie moją torebkę, na pewno zbudowałby sobie wypasiony jacht ratunkowy z rzeczy, które by w niej odkrył ;)
  18. Niejednokrotnie zdarzało mi się przeryczeć prawie cały odcinek serialu czy film - ale tylko jak jestem sama, gdy oglądam z kimś udaje mi się pohamować łzy.
  19. Ostatnie pieniądze wydałabym na karmę dla kotów... i czekoladę.
  20. Mam 169cm wzrostu - teraz to przeciętny wzrost, ale dokładnie tyle samo miałam już w podstawówce, gdzie wyższa byłam również od wszystkich chłopców - trauma!
  21. Uwielbiam kuchnię meksykańską i wszystko, co pikantne i wypala usta.
  22. Moje trzy imiona brzmią Dominika Lucyna Nadzieja.
  23. Wszystko notuję, prowadzę dziesiątki list, spisów, tabel.
  24. Piję nektar kawowy zamiast kawy - więcej w nim mleka i cukru niż kawy, czasem dodaję też kakao.
  25. Swego czasu hodowałam w moim maleńkim pokoju kilkadziesiąt ptaszników, węża i różne egzotyczne owady - do tej pory mam piękną kolekcję wylinek.
  26. Jestem morderczynią kwiatów doniczkowych - żaden nie ma u mnie szans.
  27. Brzydzę się biedronek - reaguję na nie tak, jak większość z Was na pająki.
  28. Mam manię czyszczenia uszu.
  29. Mam też stopofobię - brzydzę się stóp, a swoich najchętniej bym w ogóle nie pokazywała.
  30. Nie jestem fanką muzyki. Uwielbiam musicale i muzykę filmową, ale to dlatego, że mogę dopasować fabułę do tekstu. Zupełnie nie przemawiają do mnie koncerty.
  31. Impreza w klubie? O nie, dziękuję.
  32. Przez kilka lat uprawiałam na sobie ziołolecznictwo.
  33. Straszny ze mnie zboczeniec ;)
  34. Dostałam się teraz na magisterkę na kierunek, którego nazwy nie mogłam zapamiętać, teraz powoli się uczę - geoinformacja środowiskowa.
  35. Pracuję od 15. roku życia, zawsze znalazła się jakaś "fucha" pozwalająca mi zarobić na kieszonkowe.
  36. Wiele książek czytam od deski do deski za jednym razem - jeżeli już zacznę czytać, to trudno mnie od książki odciągnąć.
  37. Mam straszną chorobę lokomocyjną, w samochodzie i autobusie nie mogę nawet odczytać smsa.
  38. Jestem matką chrzestną mojego 6letniego brata, przedstawia mnie kolegom jako swoją drugą mamę.
  39. Jeśli w przyszłości będę mieć dzieci, córka będzie miała na imię Wiktoria, a syn Tomek - córce nadaję imię ja, a synowi Ukochany.
  40. Nie umiem zasnąć w obcym łóżku - na wszelkich wyjazdach jestem niewyspana, dopóki się nie przyzwyczaję do otoczenia.
  41. Potrafię być złośliwą jędzą i nie zawsze umiem nad tym zapanować.
  42. Bardzo rzadko używam podkładów czy pudrów - mam wrażenie, że po zdecydowanej większości z nich moja tłusta cera jeszcze bardziej się świeci.
  43. Oglądając film, robię przerwę co 40 minut - przyzwyczaiłam się do serialowej długości odcinka.
  44. Swego czasu organizowałam z kilkorgiem znajomych konwenty - zjazdy miłośników szeroko pojętej fantastyki, Toruńskie Dni Fantastyki, były spotkania z pisarzami, prelekcje, gry, nocowanie w śpiworach i duuużo zabawy i jeszcze więcej pracy z punktu widzenia organizatora.
  45. Jeszcze kilka lat temu 90% mojego towarzystwa stanowili mężczyźni. Teraz to się wyrównało, nauczyłam się "kumplować" z kobietami ;)
  46. Jestem dumna i uparta, czasami zdecydowanie za bardzo.
  47. Polityka to dla mnie czarna magia, trzymam się z daleka.
  48. Namiętnie rozdrapuję wszystkie strupki, ranki, krostki. W efekcie jestem cała w bliznach.
  49. Z roku na rok przybywa mi pieprzyków, niedługo będzie można je łączyć w konstelacje!
  50. Jestem uzależniona od bloga, ale to chyba widzicie, mimo braku regularności ostatnimi czasy ;) 
  
Uff, dałyście radę doczytać? :)
To teraz przyznać się, co z tego wiedziałyście? A może mamy coś wspólnego? :)

czwartek, 21 marca 2013

Szef kuchni poleca...

    
  
A serio - straciłam znowu głos, mam wirusowe zapalenie krtani i przeraża mnie ilość leków, jakie mi na to przepisano, a jeszcze bardziej kwota, jaką dane mi było za to zapłacić. Kuruję się jednak intensywnie, bo w poniedziałek czeka mnie podróż do Warszawy, więc trzymajcie kciuki, żebym przynajmniej odzyskała głos ;)

wtorek, 5 marca 2013

Porocznicowo i pourodzinowo

Ostatnie dni oznaczały dla mnie pracę i brak czasu, ale były też ich pozytywne aspekty :)
  
Zacznę od tego, że 27 lutego obchodziłam z Ukochanym naszą szóstą rocznicę. Aż trudno nam to ogarnąć, bo przecież jeszcze niedawno byliśmy dzieciakami, urywającymi się ze szkoły na "randkę" na bulwarze ;) Przez te sześć lat szczenięce zadurzenie zmieniło się w miłość z gatunku "do końca", w co wierzę, ba, on także wierzy ;) I mimo tego całego czasu, jaki razem spędziliśmy, on nadal potrafi mnie czymś zaskoczyć, czasem mam motylki w brzuchu i czuję się znowu jak 15latka idąca za rączkę z pierwszym chłopakiem - wiecie pewnie, o czym mówię :) 
A najśmieszniejsze jest to, że... skończyły nam się pomysły na rocznicę :P W tym roku było bez fajerwerków czy prezentów, po prostu poszliśmy razem na obiad, a później na deser. Najpierw wylądowaliśmy w pierogarni Stary Toruń, gdzie zamówiłam trzy wielkie pierogi z pieca z nadzieniem... nugatowym. Były tak pyszne, że nie umiem tego opisać, ale zapchałam się już pierwszym ;)
      
  
Później poszliśmy jeszcze do kawiarenki, gdzie od dwudziestu lat podają te same cudowności - pyszne owocowe lody (wytwarzane na miejscu!) z owocami, bitą śmietaną, posypkami itd. - no cudo! Niestety nie mam zdjęcia, ale bywamy tam co jakiś czas, więc może następnym razem pokażę ;)
  
Dwa dni po rocznicy, czyli 1 marca miałam urodziny, oczywiście 18ste (tylko że po raz piąty...). Spędziłam tego dnia 9 godzin w pracy, ale po pracy dostałam dowód na to, jakie mam świetne przyjaciółki :) Już wcześniej byłyśmy umówione, że po pracy jedziemy do jednej z nich i spotykamy się w czwórkę (z jedną pracuję, druga nam "szefuje", a trzecia mieszka niedaleko ;)). Oczywiście kupiłyśmy sobie cytrynówkę i po limonkowym Starovarze (moje ulubione piwo ostatnimi czasy!), a że wszystkie byłyśmy wymęczone... tyle nam starczyło do dobrej zabawy :P Dziewczyny skombinowały tort, no i (podobno) nie obyłoby się bez prezentów ;)
  
  
Piankę do twarzy i krem matujący Baikal Herbals dostałam od Sandry (.meSS) i Sabbathy, która była obecna z nami duchem, nawet ją fikcyjnie wytuliłam :P Dziewczyny się spisały, obie rzeczy były na mojej chciejliście - ciekawe, skąd to wiedziały? :P Dobrze mieć przyjaciółki blogerki, nadążające za blogiem ;)
  
  
A ten śliczny wisiorek dostałam od Patrycji i Ani, które czasem na bloga chyba też zaglądają ;) Dziewczyny sprawiły mi niesamowitą niespodziankę, nie spodziewałam się prezentów ;)
Tak czy siak - baaardzo całej trójce dziękuję! :* To była zdecydowanie moja najlepsza 18stka z tych dotychczasowych ;)
  
W niedzielę 3 marca zaś była mała urodzinowa impreza rodzinna - w sumie obchodzona tylko dlatego, że mój brat urodził się 25 lutego, a teraz skończył 6 lat - moje urodziny są "podpinane" pod jego i obchodzimy razem ;) Gdy wróciłam z pracy czekała już w domu rodzinka, mnóstwo pysznego jedzonka (Mama stanęła na wysokości zadania!) i małe prezentowe co-nieco :)
  
  
Od ciotki dostałam kartę prezentową do Rossmanna na 50zł, na pewno się nie zmarnuje ^^ Właściwie już ją ciutkę wydoiłam i kupiłam sobie płyn do kąpieli Luksji o zapachu jagodowych muffinek i malinowe masełko do ust Nivea ;) Kolejny więc prezent jak najbardziej trafiony :)
  
  
I jeszcze coś, co zawsze mnie ucieszy - pralinki od Ukochanego, który zapowiedział, że na właściwy prezent urodzinowy jeszcze muszę troszkę poczekać, ale chyba pierwszy raz będzie to niespodzianka - zwykle sami wcześniej ustalaliśmy co chcemy dostać ;) Czy muszę pisać, że ciekawość mnie zżera? ;)
  
A na koniec jeszcze drobiazg...
  
  
Tak, dobrze widzicie, to maskotka z zestawu HappyMeal z McDonalda. Moja praca przed ten weekend polegała na zajmowaniu się dziećmi w centrum handlowym. Nie było łatwo, bo maluchów było sporo, większość strasznie rozbrykana, ale jakoś udało mi się ich opanować i nie zwariować - moja cierpliwość nie jest zbyt wielka ;) Przy rozmowie z dzieciakami wyszło tak, że przyznałam się, że mam urodziny, po czym któreś z maluchów wręczyło mi swoją maskotkę jako prezent od nich wszystkich. Nie było mowy o odmowie, dzieciaki były naprawdę kochane, nawet największe z łobuzów zaśpiewały mi "Sto lat" - nie powiem, nieco się wzruszyłam ;) 
     
OK, wygadałam się, a teraz wracam pod kołdrę - wyszłam dziś wcześniej z zajęć, bo sieknęło mnie jakieś choróbsko... Mam więc pretekst, żeby trochę poczytać, skoro już przytargałam 10 książek z biblioteki ;)

sobota, 16 lutego 2013

O bajkach, czytadłach, kotach i Walentynkach ;)

Mamy sobotę - co powiecie na mały relaks przy luźnym poście? :)
Napiszę Wam, co u mnie, a Wy w komentarzach napiszecie, co u Was - pochwalicie się, pożalicie, cokolwiek zechcecie :) Myślę, że lubicie czasem takie posty tak samo jak ja :)
  
Zacznę może od tego, że...
  
   
... ostatnie parę dni spędzałam w towarzystwie mojego 6letniego brata, którego zmogła grypa. Postanowiłam przy tej okazji pokazać mu kilka Disney'owskich bajek, których dotąd nie widział. Muszę Wam się przyznać, że jestem ogromną fanką starego dobrego Disney'a - większość bajek znam na pamięć, piosenki mogę śpiewać nawet wyrwana ze snu i nadal potrafię wylać morze łez na "Królu Lwie", "Tarzanie", "Pocahontas", "Mulan" czy "Mustangu z Dzikiej Doliny" (ok, to akurat nie Disney, ale klimat ten sam) i wieeelu innych. Na zdjęciu dla przykładu złapany w locie "Oliwer i spółka" - sama od lat go nie widziałam, więc z przyjemnością sobie przypomniałam, mając u boku rozgorączkowanego brata. Teraz młody ma się już lepiej, uprzedzając pytania, ale były momenty, kiedy miał gorączkę ponad 40 stopni...
  
Posesyjny czas zabijam także z Kindlem, a jakże:
  
  
Aktualnie wzięłam się za powieść, którą od jakiegoś czasu chciałam przeczytać - "Klub Dumas", którego autorem jest Arturo Pérez-Reverte. Jest to jedna z tych książek, których nie da się czytać "na raz" - po każdym rozdziale robię sobie przerwę, żeby się nie "przejeść". Nadaje się w sam raz na okienka w planie zajęć - niestety obecny semestr zapowiada się fatalnie pod tym względem, zajęć mam sporo i średnio rozplanowanych -.- Wracając do książki - mniej więcej po przeczytaniu 20% całości zaczęło mi świtać, że przecież to znam, w końcu skojarzyłam, że oglądałam film na podstawie tej powieści! Mowa o "Dziewiątych wrotach" z Johnnym Deppem (a jakże!) w roli głównej :) Co ciekawe, od początku lektury wyobrażałam sobie głównego bohatera właśnie w typie Deppa - pytanie tylko, czy zadziałała pamięć i podświadomość, czy może postać jest tak dobrze opisana i odwzorowana w filmie? :) 
  
Kiedy czytam lub robię cokolwiek innego w domu, mam towarzystwo:
  
  
Nie ukrywam, że dużą część wolnego czasu spędzam siedząc na wyrze przy laptopie - tu czytam, oglądam seriale, uczę się, bloguję. A zwykle pod stoliczkiem od laptopa śpi mój prywatny koci grzejnik - Tymon, w sam raz na chłodne wieczory ;) Ostatnio właściwie woli jednak wtulać się głową w kaloryfer, co w miarę możliwości mu uniemożliwiam - kaloryfery mam tak gorące, że trudno je dotknąć, boję się, że mu przygrzeje za bardzo ;) Wasze koty też AŻ TAK ciągną do ciepła? Powinnam się niepokoić?
  
I na koniec moich wywodów - małe wspomnienie Walentynek:
  
  
Wydawało mi się, że ustaliliśmy z Ukochanym, że w tym roku Walentynki sobie darujemy - w końcu dwa najbliższe tygodnie to też nasza rocznica i moje urodziny, mamy co świętować ;) Chyba jednak mi nie uwierzył, bo zrobił mi wielką niespodziankę, kiedy czekał u mnie na wydziale kiedy kończyłam w czwartek zajęcia - naprawdę, przez 6 lat związku nigdy tego typu niespodzianki się nie doczekałam! Zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę, że Kochanie moje aktualnie chodzi o dwóch kulach i jest średnio mobilny... W każdym razie - dostałam symbolicznie uroczą "ustową" pralinkę (jest mu wiadomo, że lepiej kupować mi łakocie niż kwiatki ;)), a później kupiliśmy sobie wspólnie grę, w którą będziemy razem grać - taką do rozgrywania na stole, ale ani planszową, ani karcianą - Panic Lab, o ile cokolwiek Wam to powie :P Dziś pierwsze testy ;) Ogólnie mówiąc - Walentynki nietypowe, ale udane :)
   
To teraz Wasza kolej, śmiało piszcie w komentarzach cokolwiek chcecie ;) Co u Was? Co ciekawego Wam się przydarzyło? Chętnie poczytam i lepiej Was poznam :)

poniedziałek, 11 lutego 2013

YouTube okiem Orlicy - Pośmiejmy się!

Postanowiłam rozpocząć nową blogową serię - z YouTube :)
Przyznaję, że podpatrzyłam to u innych blogerek, ja chciałabym jednak zrobić to nieco inaczej - co jakiś czas będę Wam tu pokazywać 5 ulubionych filmików z konkretnych kategorii "do pośmiania", "do popłakania", "z kotami" itd ;) Urodowych vlogerek właściwie nie oglądam, więc tego prawdopodobnie tego tutaj nie uświadczycie :)
Na początek zapraszam na porcję filmików na poprawę humoru - do pośmiania się :)
1. Za dużo horrorów...
    
2. Temu panu już podziękujemy...
  
3. Spróbuj się nie zaśmiać!
   
4. Kot czy pies?
  
5. Nie kłam, kochanie!
  
Znałyście te filmy wcześniej? :)

wtorek, 5 lutego 2013

Słodkie odmóżdżanie

  
Chciałabym się tylko pochwalić, że jestem już po sesji!
Wszystko zdane, lepiej lub gorzej (choć na jeden wynik nadal czekam, ale jestem dobrej myśli ;)), pozostał jeden wyjątkowo upierdliwy projekt do zrobienia do niedzieli, ale powtarzam sobie, że jeszcze zdążę ;)
Aktualnie jednak zrobiłam sobie dzień słodkiego odmóżdżającego lenistwa - pod kołderką, z kubkiem ulubionej herbaty, przepyszną czekoladą i lekkim czytadłem w dłoni - uświadomiłam sobie, że nie tykałam Kindle'a od ponad miesiąca! To karygodne zaniedbanie, dlatego teraz zabrałam się za... trzeci tom Greya, a jakże ;)
A w przypływie chęci do graficznego kombinowania pobawiłam się z PicMałpką (PicMonkey.com), czego efekt widzicie powyżej ;) Szkoda, że tyle funkcji jest płatnych... 
OK, kończę swoje wywody i wyłączam mózg, zagrzebując się z powrotem pod kołdrę z Greyem.
Oj, źle to zabrzmiało :D

Jak tam Wasze egzaminy czy oceny półroczne? ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...