Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziołowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziołowe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 kwietnia 2013

Mój Toruń - Sklep zielarski Waleriana

Jakiś czas temu na Facebooku zapowiadałam Wam, że zamierzam rozpocząć toruńską serię postów - o ciekawych miejscach w Toruniu. Zdałam sobie sprawę, że spora część moich czytelniczek to torunianki albo przynajmniej bywalczynie / turystki, więc mam nadzieję, że seria ta Was zainteresuje :) Zamierzam pisać tutaj o ciekawych sklepach, restauracjach, kawiarniach...
Na pierwszy rzut przedstawię Wam mój ukochany i niezawodny toruński sklep zielarski, Walerianę.
  
  
Z tego, co się orientuję, Waleriana istnieje na toruńskim rynku od wielu lat, ciągle w tym samym miejscu na starówce - a bardzo trudnym zadaniem dla sklepu jest utrzymać się tutaj, więc tym bardziej miejsce jest warte uwagi ;) Znajduje się na ulicy Szczytnej, w ceglanej kamienicy, tworząc klimat po prostu niepowtarzalny, zwłaszcza w połączeniu z ciekawym "staroświeckim" szyldem nad drzwiami. Z zewnątrz sklep wygląda może niepozornie, łatwo go przeoczyć, ale gdy już wiemy, że tam jest, warto o nim pamiętać :)
   
  
Walerianę poznałam całe lata temu. Szukałam kremu do twarzy z ziołowej serii Ziai, bardzo trudno dostępnej. We wszystkich możliwych drogeriach i aptekach panie w ogóle nie kojarzyły, o co pytam. Wreszcie przypadkiem zobaczyłam ten sklep, weszłam i padłam - z moim zamiłowaniem do ziół, ziołolecznictwa itd. po prostu wiedziałam, że będę stałym bywalcem. Krem oczywiście dostałam, w dodatku taniej niż się spodziewałam.
W ciągu ostatnich lat kilkukrotnie powtarzała się taka sytuacja, że szukałam produktu jakiejś pomniejszej marki, ale podchodzącego pod naturalny czy ziołowy, i znajdywałam go zawsze tutaj. 
   
  
Sklep wewnątrz jest dosyć mały, ale jeszcze się nie zdarzyło, żebym nie dostała w nim tego, czego szukam - naprawdę to skarbiec bez dna!
Waleriana ma w swojej ofercie kosmetyki przede wszystkim polskich marek - Ziaja, Farmona, Bielenda, FlosLek... Wszystkie te, które mają cokolwiek wspólnego z działaniem ziół. Poza kosmetykami, których wybór jest imponujący (bez problemu dostaniemy np. wcierkę Jantar i kilka jej odpowiedników), sklep oferuje dużą ilość preparatów typowo leczniczych - suplementy diety, cała masa herbatek o każdym możliwym działaniu, tabletki, płukanki, czego dusza zapragnie :)
  
  
Poza tym, jak na sklep zielarski przystało, możemy tu nabyć za grosze wszelkie możliwe zioła w formie "suszków" w saszetkach - przykładowo osławiona ostatnio kozieradka kosztuje 2,20zł jeśli dobrze pamiętam. Jeśli tylko planujemy robić jakieś ziołowe napary, płukanki, wcierki - zaopatrzymy się tu we wszystko, co potrzebne do naszej "magii" :)
   
  
Nie mogę też nie wspomnieć o przemiłych Paniach za ladą. Niestety uciekały mi przed aparatem, ale mogę Wam zaręczyć, że jeśli poprosicie o pomoc w doborze produktu, Panie na pewno będą służyć profesjonalną radą i z uśmiechem na twarzy - to również bardzo sobie cenię w tym sklepie :)
  
   
Wyszedł mi chyba kolejny post pochwalny, ale o Walerianie nie jestem w stanie napisać złego słowa - nigdy mnie nie zawiodła! Dlatego na zakończenie pokażę Wam jeszcze wizytówkę sklepu:
    
  
Niestety sklep nie ma swojej strony internetowej ani sklepu on-line, więc nie zarzucę Wam linkiem, ale mam nadzieję, że macie tu wszelkie możliwe informacje, a jeśli nie - już wiecie, gdzie iść albo dzwonić ;)
  
Jak zapatrujecie się na tę serię postów o toruńskich miejscach? Jesteście ich ciekawe? Jeśli tak, o jakich miejscach powinnam pisać? :)

czwartek, 14 lutego 2013

Magiczna kozieradka?

Pisałam Wam już wczoraj, że zaczynam traktować moje włosy bardziej naturalnymi metodami pielęgnacji, poczynając od ziela o uroczej nazwie kozieradka. Jego zadaniem dla włosów jest pohamować ich wypadanie i ukoić podrażnioną skórę głowy. Pomyślałam, że może dołączycie do mnie w moich kozieradkowych bojach, kiedy nieco przybliżę Wam temat - wiem, że był już poruszany na kilku włosowych blogach, ale nie wszystkie z Was je czytają, więc w tym wypadku nie zaszkodzi wtrącić swoich pięciu groszy ;) Dodam tylko, że cała wiedza, jaką tu zawrę, pochodzi z innych blogów czy stron internetowych.
  
  
Zacznę może od tego, czym jest ta cała kozieradka?

wikipedia.pl
Jest to roślina z rodziny bobowatych, aktualnie hodowana głównie dla nasion, które stanowią surowiec o wielu właściwościach leczniczych. Nasiona kozieradki są pozyskiwane ze względu na dużą zawartość śluzu polisacharydowego (jego zawartość przekracza nawet 40%). Poza tym nasiona zawierają tłuszcze, saponiny steroidowe, w tym pochodne diosgeniny i estry saponin z białkami (np. fenugrekina). Ponadto w surowcu obecne są białka roślinne, śladowe ilości olejków eterycznych, flawonoidy, cholina, lecytyna, witaminy PP, F, D i alkaloid trygonelina.
Zastosowanie lecznicze:  
Wewnętrznie: Kozieradka działa wzmacniająco na organizm. Stanowi źródło łatwo przyswajalnego białka i tłuszczu roślinnego. Polecana jako środek wzmacniający dla rekonwalescentów i sportowców. Stosowana także w celu łagodzenia stanów zapalnych błony śluzowej przewodu pokarmowego. Ponadto jako środek poprawiający trawienie, regulujący wypróżnianie oraz łagodzący nieżyty górnych dróg oddechowych (łagodzi kaszel).
Zewnętrzne: Wspomagająco przy leczeniu wrzodów,obrzęków, ropnego zapalenia skóry, zapalenia naczyń chłonnych, tkanki łącznej, czyraków. Kozieradka łagodzi stany zapalne skóry, działa zmiękczająco i powlekająco.
    
Kozieradka ma także zastosowanie w kosmetyce, ja skupię się dziś na tym, co może ona zrobić z naszymi włosami. Jak już pisałam, głównym celem jej używania jest zahamowanie wypadania włosów. Często wynika ono z tego, że skóra naszego skalpu nie jest w najlepszej kondycji - podrażniona, łuszcząca się, przesuszona. Kozieradka powinna pomóc to naprawić - ogólnie mówiąc: poprawić stan skóry głowy i tak na chłopski rozum - usadowić cebulki włosów bezpiecznie i solidnie w ich mieszkach ;)
  
W tym celu musimy udać się do sklepu zielarskiego albo apteki i zakupić nasiona kozieradki:
  

Nie jest to duży wydatek - zależności od sklepu i marki, saszetka taka kosztować będzie 2-3 zł - taniutko :) Najlepiej kupić nasiona niezmielone, ale są one trudno dostępne, więc poradzimy sobie też z tymi rozdrobnionymi - jak moje. Różnica polega chyba tylko na łatwości odcedzania ;) Ze swojej strony polecam dwie firmy, którym od zawsze ufam pod względem ziół (a swego czasu mocno siedziałam w temacie ziołolecznictwa) - Kawon i Flos.
  
Rozdrobnione nasiona po przesypaniu do szczelnego pojemnika prezentują się tak:
  
  
Lepiej nie trzymać ich w otwartych papierowych saszetkach, bo zapach mają bardzo intensywny, poza tym mogą w ten sposób utracić swoje właściwości ;) Ja w tym celu zaadaptowałam stary plastikowy słoik po peelingu do ciała.
Właśnie, co do zapachu... Może on być kluczową wadą dla wielu z Was, ponieważ kozieradka pachnie zupełnie jak przyprawa Maggi - intensywnie, kulinarnie, wręcz... rosołowo. Mnie osobiście ten zapach nie przeszkadza, ale wiem, że nie wszyscy chcą kojarzyć się znajomym z domowymi obiadkami... we włosach ;) Oczywiście nie dotyczy to osób, które zdecydują się używać kozieradki tylko przed myciem włosów.
   
A jak właściwie używać tej kozieradki?
Ja pozwoliłam sobie skorzystać z przepisu, który podała Kascysko [klik], czyli używać jej w formie wcierki do skalpu. Sypiemy łyżeczkę nasion do szklanki, zalewamy 3/4 szklanki wrzątku, przykrywamy spodkiem i czekamy, aż się zaparzy. Później odcedzamy napar przez sitko albo gazę, jeśli nasiona mamy mocno zmielone. Nic jednak nie szkodzi, jeśli w gotowej miksturze znajdą się jakieś drobniuteńkie farfocle. 
Oczywiście miksturę możemy ulepszyć, dodając olejki eteryczne czy cokolwiek używamy do wcierania - ja jednak ograniczam się do "czystego" naparu. Przelewam go do buteleczki i voila, mam magiczną miksturę!
Mikstura jest mętna, intensywnie żółta i pachnie nadal Maggi, choć nieco słabiej. Wygląda jak sok pomarańczowy :)
Jeśli nie mamy buteleczki z aplikatorem, warto zaopatrzyć się w plastikową pipetę - można je dostać w aptekach czy sklepach z półproduktami kosmetycznymi. Ja właśnie w ten sposób aplikuję wcierkę na skalp:
  
   
Alternatywą są np. buteleczki po rzepowej kuracji Joanny czy po toniku Novoxidyl - tzn. takie z wąskimi aplikatorami.
Napar aplikujemy na skalp w dość sporych ilościach - tyle, ile nasza głowa jest w stanie przyjąć ;) Jeśli zamierzamy za kilka godzin umyć włosy, można zaszaleć bardziej, w przeciwnym wypadku raczej bym uważała. Kozieradka nie obciąża włosów, wręcz ponoć unosi je u nasady, choć u siebie jak na razie tego nie zaobserwowałam. Wynika z tego, że można ją zastosować po umyciu włosów, bez obaw o widoczne ślady na głowie, ale jest jeden mankament - zapach. Między innymi dlatego dla mnie znacznie wygodniejszą opcją jest nakładanie większych ilości kozieradki na kilka godzin (przynajmniej jedną) przed myciem włosów - napar zdąży wchłonąć się i zadziałać, a my ze spokojnym sumieniem będziemy mogły zmyć z głowy ten zapach rosołu ;)
Napar możemy trzymać w lodówce około trzech dni, a po tym czasie lepiej zrobić nowy, bo prawdopodobnie nie zdążymy go zużyć.
Warto też zaznaczyć, żeby przed pierwszym użyciem zrobić na wszelki wypadek próbę uczuleniową.
  
Mam nadzieję, że zdołałam zamieścić tu wszystkie potrzebne informacje, jeśli czegoś Wam tu brakuje, piszcie śmiało w komentarzach.
Za jakiś czas, pewnie przy okazji marcowej włosowej aktualizacji, dam Wam znać, jak idzie kuracja, a tymczasem możecie śledzić, czy faktycznie jestem systematyczna - na górze bloga znajdziecie zakładkę "Jak dbam o włosy? - DZIENNIK" - jak łatwo się domyślić, wpisuję tam na bieżąco, czym traktuję moje włosy. Postaram się, by kozieradka znajdowała się tam każdego dnia :)
 
Dołączycie do mnie w "kozieradkowym klubie wielkich nadziei"? ;)

środa, 13 lutego 2013

Włosowa aktualizacja - Luty

Obiecałam Wam, że w tym miesiącu będę Wam miała na ten temat do powiedzenia więcej. Obiecałam też sobie, że porządnie się wezmę za moje włosy. Obu obietnic zamierzam dotrzymać, więc dziś sobie troszkę poczytacie ;)
Aktualnie moje włosy prezentują się tak:
  
     
Długość z przodu - 47,5 cm
  
A było:                                                                                                                     
   
Jeśli chodzi o przyrost, jest dość standardowy, przybyło mi ok. 1 cm. Niestety mam za to wrażenie, że mogło ubyć na objętości, bo włosy wypadają mi obecnie na kilogramy - ale o tym zaraz.
Pojawił mi się już mały odrost, bo farba nie "sprała" się do końca, nie zamierzam jednak na razie farbować znowu, bo szkoda mi włosów, i tak są w kiepskiej kondycji. Pewnie jeszcze trochę koloru zniknie, więc i odrosty nie będą za bardzo widoczne - na razie chyba tylko ja je widzę ;)
 
 
Teraz może przedstawię Wam mój obecny arsenał, którego używam do codziennej pielęgnacji włosów:
  
   
Szampon to nowość - Love2Mix Organic z pomarańczą i chilli - ma przyspieszyć wzrost włosów. Używam go od jakiegoś tygodnia, więc na razie niewiele mogę powiedzieć, ale za jakiś czas na pewno pojawi się jego recenzja :) O odżywce wzmacniającej Joanny Z Apteczki Babuni już Wam tutaj pisałam parę dni temu, zainteresowane bez problemu znajdą w archiwum :) Dodatkowo psikam włosy eliksirem ziołowym Green Pharmacy - mam nadzieję, że pomoże z wypadaniem włosów, a jeśli nie - trudno, i tak uwielbiam go używać, bo ślicznie pachnie ;)
  
Poza tym wczoraj udałam się do mojego ulubionego zielarskiego sklepu i poczyniłam małe zakupy, właśnie z myślą o walce z wypadaniem kudłów...
  
  
Wcierki Jantar już kiedyś używałam i może nie zahamowała wypadania, ale wyhodowała mi masę baby hairów, a i one mi się teraz przydadzą... Na razie dokończę jednak kurację Joanna Rzepa - zostało mi trochę na kilka użyć, pewnie później kupię kolejną butelkę, ale to zobaczymy ;) Drugą rzeczą na zdjęciu są nasiona kozieradki, o których naczytałam się na blogach włosomaniaczek. Jestem już po pierwszym zaaplikowaniu i muszę przyznać - pachnę zupełnie jak przyprawa Maggi :P Planuję używać codziennie na godzinę-dwie przed myciem, ale o tym napiszę więcej jutro :)
  
A żeby nie być gołosłowną... Oto, co wyjęłam ze szczotki i zdjęłam z bluzki po rozczesaniu włosów po myciu...:
  
  
Pewnie kolejne dwa razy tyle gubię w ciągu dnia, a że włosów mam z natury bardzo mało, to dla mnie mała tragedia. Za miesiąc porównamy i mam nadzieję, że będzie poprawa - trzymajcie kciuki!
   
Jak się mają Wasze włosy? :)

niedziela, 2 września 2012

Green Pharmacy - Eliksir ziołowy do włosów łamliwych, zniszczonych oraz farbowanych

Trafiacie czasem na kosmetyki, które bardzo Wam odpowiadają, ale mają jedną drobną cechę, która wyklucza je z użycia w Waszym przypadku? Ja trafiam, trafiłam także i tym razem... Eliksir ziołowy, a właściwie mgiełka do włosów marki Green Pharmacy, jest świetna, ale... No właśnie, ale. Poczytajcie:
  
  
Opis producenta i skład:
       
Gdzie i za ile: w Naturach, Rossmannach, na Biogalerii.pl - ok. 10zł / 250ml
 
Moja opinia:
Eliksir ziołowy, choć nazwa jest naprawdę intrygująca, to po prostu ziołowa mgiełka do włosów. Kryje się w brązowej przejrzystej butelce z atomizerem, który sprawdza się naprawdę świetnie - dobrze rozpyla, nie zacina się, nie cieknie. Bardzo podoba mi się design wszystkich kosmetyków z tej marki - wyglądają jak specyfiki z półki naszych prababć, uwieeelbiam! :) Tylko biały kolor pompki średnio mi tu pasuje ;) Eliksir po "wypsikaniu" go na dłoń wygląda jak zwykła woda, a pachnie bardzo intensywnie... rumiankiem. I to jest właśnie ten szkopuł, który odrzuca mnie od tego cuda... Nie znoszę rumianku, słabo mi się robi od tego zapachu! :(
  
   
Specjalnie dla Was, zatkałam jednak nos na prawie dwa miesiące i dzielnie testowałam eliksir. I dobrze zrobiłam, bo poza zapachem - nie mam mu chyba nic do zarzucenia :) Od razu po użyciu włosy są niesamowicie wygładzone, w dotyku wręcz jedwabne - byłam w szoku, kiedy to odkryłam. Zapach na szczęście nie utrzymuje się długo, w przeciwieństwie do tej gładkości :) Od kiedy go stosuję, wyraźnie zmniejszyła się ilość połamanych włosów - owszem, nadal mi troszkę wypadają, ale nie łamią się :) Wydaje mi się także, że zmniejszyło się przetłuszczanie moich włosów - zawsze myłam je codziennie, a teraz powinnam co... półtora dnia :D Tak, to i tak sukces ;) Dodam też, że eliksir w żaden sposób nie skleja i nie obciąża włosów - dokładnie tak, jak obiecuje producent :)
Ogólnie mówiąc, jestem z tego eliksiru bardzo zadowolona. Jakby jeszcze udało się jakoś zmienić jego zapach... Może macie pomysł, jak to zrobić?
  
  
Używacie tego typu mgiełek do włosów? Jakie są Wasze ulubione? :)

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Fitomed - Płyn do kąpieli Kwiat Lipy

Święta, święta i już prawie po świętach. Staram się powoli wrócić do codziennej rutyny, więc dziś na rozgrzewkę "zwykła" recenzja, a jutro postaram się sklecić posta podsumowującego moje tegoroczne święta - prezenty, choinkę, potrawy ;) Na dziś jednak parę słów na temat kosmetyku, który potrafiłby zepsuć nawet najwspanialszy dzień, mianowicie na temat ziołowego płynu do kąpieli Fitomed... O ile z ich produktów do twarzy byłam bardzo zadowolona, o tyle produkty do kąpieli to jedna wielka pomyłka...
   
   
Opis producenta:
Składniki bioaktywne: mydlnica, kwiat lipy, rumianek prawoślaz, nagietek, substancje nawilżające i osłaniające.
Właściwości: wytwarza łagodną, swoistą dla mydlnicy lekarskiej pianę.
Działanie: zmiękcza wodę, zapobiega wysuszaniu się skóry, odpręża, uspakaja.
Polecany przez dermatologów: dla osób źle tolerujących wodę miejską oraz wysokopieniące preparaty do kąpieli, w celu zapobiegania wysuszania się skóry.
   
Gdzie i za ile: w sklepach zielarskich, 12zł / 300ml
  
Skład:
    
Moja opinia:
Pamiętacie moją recenzję żelu pod prysznic z tej serii? Myślałam, że nie trafię gorzej, ale niestety trafiłam, bo ten płyn jest straszny... Butelka jest bezbarwna, więc ten apetyczny kolorek to niestety sam "płyn". Zapach jest na pewno ziołowo-mydlany, jednak w żaden sposób nie da się tego podciągnąć pod przyjemne ziołowe zapachy, które uwielbiam - to jest dla mnie ziołowy smrodek na bazie mydła - ble. I to jednak nadal nie jest najgorsze - to nic przy konsystencji tego płynu... Nie jest jednolicie ciekły - ma formę glutowatej zawiesiny, budzi bardzo negatywne skojarzenia, a po wlaniu do wanny... rozdziela się na obleśne pływające brązowe skrzepy, które po chwili się rozpływają. Ohyda, za pierwszym razem miałam ochotę wyskoczyć z wanny... Jakby dotąd nie było wystarczająco źle - płyn ten nie wytwarza ani odrobiny piany. 
Przyznam szczerze, że powyższe wady są dla mnie wystarczające, żeby płyn ten wyrzucić, spalić czy zakopać, byle nikt inny się na niego nie natknął. Nie zauważyłam żadnych właściwości pielęgnacyjnych, ale też nie używałam go na tyle dużo, żeby miał okazję się jakoś bardziej wykazać - nie miałam tyle samozaparcia, żeby po raz kolejny wlać to coś do wanny. Tak czy siak - jestem na wielkie NIE. :(
   
   
A nieco optymistyczniej - widziałyście moje małe świąteczne rozdanie? ;)
Jeśli jeszcze nie wzięłyście udziału - zapraszam, link jest w banerze w panelu bocznym :)

piątek, 16 grudnia 2011

Fitomed - Ziołowy żel pod prysznic

Z założenia lubię kosmetyki ziołowe - lubię zapach ziół, ufam ich działaniu, cieszę się faktem, że zwykle są nietestowane na zwierzętach. Też żel nie spełnia niestety wszystkich tych warunków... Muszę przyznać, że mam co do niego dość mieszane uczucia.
   
   
Opis producenta:
Składniki ziołowe: wyciąg z korzenia mydlnicy lekarskiej, kwiatostanu lipy, koszyczka rumianku, korzenia prawoślazu, owsa.
Właściwości: wytwarza łagodną, swoistą dla mydlnicy lekarskiej pianę.
Działanie: ma dobre właściwości myjące, osłaniające i nawilżające.
Polecany przez dermatologów: do skóry wrażliwej i skłonnej do wysuszania się.
Zalecenia Fitomed: po kąpieli wskazane jest stosowanie nawilżającego balsamu do ciała Fitomed z naturalną alantoiną.
    
Gdzie i za ile: np. sklepy zielarskie, 9zł / 200ml
    
Skład:
    
Moja opinia:
Jak pisałam, opinia jest średnia. Przyznam szczerze, że ponieważ moja skóra nie jest zbyt wymagająca, w produktach do kąpieli liczy się dla mnie przede wszystkim zapach, a w tym przypadku trudno nazwać go walorem - wręcz przeciwnie... Ale po kolei.
Żel zamknięty jest w grubej plastikowej butelce, zupełnie bezbarwnej. Zamykana jest ona od góry na zatrzask. Sam żel z wyglądu i konsystencji kojarzy mi się z rzadkim miodem albo syropem klonowym - jest złocisto-brązowy i średnio gęsty. Tu pojawia się ta nieszczęsna kwestia zapachu... Otóż żel pachnie mydłem. Starym mydłem z dodatkiem czegoś nieświeżego. Takie jest skojarzenie moje i członków mojej rodziny, którzy poczuli ten zapach przez drzwi łazienki ;)
W samym użytkowaniu, jeśli zatka się nos albo ma się katar, jest całkiem przyjemny ;) Pieni się dobrze, tak "naturalnie", jeśli wiecie, co mam na myśli, jest baaardzo wydajny. Jako płyn do kąpieli się nie sprawdza, ale nie wymagam tego od żelu pod prysznic. Żadnych długotrwałych efektów na skórze nie zauważyłam, ale też uważam, że od tego jest balsam, nie żel. Żel ma ładnie pachnieć i myć. Jako minus dodam jeszcze fakt, że etykieta jest papierowa - po chwyceniu butelki mokrą ręką, na etykiecie pojawiają się nieestetyczne plamy.
Podsumowując - gdyby podrasować zapach choćby rumiankiem, który i tak jest w składzie, i gdyby zmienić etykiety na "foliowe" czy "plastikowe" - żel byłby naprawdę OK ;) Ale w postaci obecnej niestety nie jest - z ulgą zakończyłam testy.
Używałyście kiedyś tego żelu? Jak Wasze wrażenia?
   

sobota, 26 listopada 2011

Radical - Mgiełka wzmacniająca do włosów zniszczonych i wypadających

Kilka już raz wspominałam Wam, że moje włosy zawsze ratują dwa kosmetyki - kuracja Rzepa Joanny oraz mgiełka Radicala. O kuracji już pisałam jakiś czas temu, dziś więc chciałabym przybliżyć Wam bardziej tą mgiełkę - to znany i lubiany produkt, więc większość z Was pewnie ją zna, ale nie zaszkodzi kolejna oda pochwalna, prawda? ;)
   
   
Opis producenta:
 Składniki bioaktywne zawarte w mgiełce wzmacniają włosy, hamują ich wypadanie oraz chronią przed łamliwością i rozdwajaniem. Mgiełka chroni włosy przed niekorzystnym wpływem środowiska i nadmiernym wysuszeniem spowodowanym również używaniem suszarki. Po zastosowaniu mgiełki włosy staja się wyraźnie grubsze, miękkie i jedwabiście gładkie.
Zawiera ekstrakt ze skrzypu polnego, proteiny pszeniczne, wyciąg z zielonej herbaty oraz prowitaminę B5.
   
Gdzie i za ile: Rossmann, SuperPharm, zielarskie... ok. 9zł / 200ml
  
Skład:
    
Moja opinia:
Mgiełka zamknięta jest w bezbarwnej butelce z atomizerem, który wypsikuje faktycznie mgiełkę - a nie strumień płynu, jak to bywało w przypadku niektórych produktów, o których już tu pisałam ;) Płyn ten ma konsystencję wody, jest lekko żółtawy i prześlicznie pachnie ziołami - choć wiem, że nie wszystkim może się ten zapach podobać. Ja jestem jego fanką i uwielbiam wypsikane nim włosy ;) W składzie widzimy niestety sporo chemii, ale jest też oczywiście skrzyp polny i chińska herbata, oba te składniki mają za zadanie wzmacniać nasze włosy.
W moim przypadku ta mgiełka jest zbawienna - sprawia, że włosy wypadają o wiele mniej, co same mogłyście zaobserwować, śledząc moje posty z cyklu "Na ratunek orlicowym włosom". Sprawiają też wrażenie mocniejszych i zdrowszych, choć to ostatnie niekoniecznie jest zasługą tej mgiełki. Zastosowana nawet na suche włosy, w żaden sposób ich nie obciąża, a kiedy użyję jej na mokre, tuż po kąpieli, pomaga w ich rozczesywaniu. Do tego jest szalenie wydajna - psikam się nią od dwóch miesięcy, a naprawdę mało ubyło :)
Mogę ją z czystym sercem polecić wszystkim, którzy narzekają na wypadające włosy :)
    

niedziela, 30 października 2011

Fitomed - Lawendowy płyn do twarzy

Czasem, kiedy siedzę w domu bez makijażu, czyli np. w upał czy późnym wieczorem, lubię odświeżyć sobie twarz jakimś ładnie pachnącym psikadłem. Ostatnie, które miałam, niestety mnie zapychało, a hydrolatu mi szkoda. Ten płyn to kolejny już produkt tego typu, który próbuje sprostać moim oczekiwaniom :)
   
  
Opis producenta:
Lawenda zawiera olejek (ok. 3%), garbniki, fitosterole, sole mineralne. Głównym składnikiem płynu jest woda lawendowa i olejek lotny. W stosowaniu zewnętrznym poprawiają one ukrwienie i zaróżowienie naskórka. Płyn lawendowy o delikatnym, świeżym zapachu jest idealnym środkiem do "ożywienia" skóry zmęczonej. Doskonale odświeża i poprawia napięcie naskórka. Skóra nabiera zdrowego połysku, staje się gładka i elastyczna.
Składniki aktywne: woda lawendowa, czysty miód wielokwiatowy, czysty ocet owocowy, nalewka z kwiatu lawendy.
  
Cena: 10zł / 150ml
  
Skład: Lavender Water, Glycerin, Panthenol, Allantoin, Lavender Oil, Vinegar, PEG-40 Hydrogenated Oil, Honey, Tinctura Lavendulae, CI 42090+CI 45190, Methylchloroisothiazolino ne (and) Methylisothiazolinone.
   
   
Moja opinia:
Jest to lekko fioletowy płyn zamknięty w bezbarwnej butelce z atomizerem. Niestety atomizer jest beznadziejny - zamiast tworzyć mgiełkę, wypsikuje spore ilości płynu, które lądują na twarzy wręcz agresywnie, skupione na małym obszarze, dużymi kroplami. Najlepiej jest psiknąć na rękę i wklepać twarz, tylko po co wtedy atomizer...? Myślę, że poszukam jakiegoś lepszego atomizera i wtedy płyn będzie o wiele lepiej spełniać swoją rolę.
Płyn konsystencją bardzo przypomina wodę, nie jest tłusty ani klejący i baaardzo intensywnie pachnie lawendą - jestem tym zachwycona :) Przy takiej ilości ekstraktów, olejków itd., trudno, żeby nie pachniał albo żeby pachniał sztucznie ;) Płyn ten przeznaczony jest do cery zmęczonej, ma odświeżać i aktywować (cokolwiek to w praktyce znaczy ;)). I faktycznie, muszę przyznać, że odświeża świetnie. Wchłania się szybko, ale zostawia takie przyjemne uczucie na skórze, zapach też utrzymuje się dość długo. Plusem jest, że twarz nie klei się i nie świeci po jego zastosowaniu.
Nie zauważyłam żadnych "długodystansowych" skutków - płyn poprawia stan cery w danej tylko chwili, nie wydaje mi się, żeby w jakikolwiek sposób działał na przykre niespodzianki, zaskórniki czy zbytnie przetłuszczanie - ale też i nie na tym polega jego zadanie, więc właściwie nie powinnam mu nic w tej kwestii zarzucać ;)
Może kiedy kupię znowu, jeśli nie znajdę do tego czasu czegoś lepszego ;)

Myślę nad jakimś systemie ocen kosmetyków, który będę pisać zawsze pod tradycyjną recenzją. Co myślicie o takich systemach? Np. max 5 punktów w kilku różnych kryteriach oceny i potem średnia dla całego produktu?

niedziela, 23 października 2011

Joanna Rzepa - Kuracja wzmacniająca do włosów

W ramach mojej akcji ratowania włosów sięgnęłam po coś, co już parę lat temu uratowało mi moją jakże bujną czuprynę ;) Chodzi mi oczywiście o osławioną kurację Joanny z rzepowej serii - wiele dobrego kiedyś o niej wyczytałam na KWC, znalazłam, kupiłam, sprawdziło się! Tym razem także mnie nie zawiodła :)
   
   
Opis producenta:
Kuracja wzmacniająca Rzepa przeznaczona jest dla włosów przetłuszczających się, ze skłonnością do łupieżu i wypadania. Zawiera bogaty zestaw aktywnych czynników - takich jak ekstrakt z czarnej rzepy oraz inne specjalnie wyselekcjonowane ekstrakty naturalne i składniki energizujące, aby wzmacniać włosy i skutecznie zmniejszać przetłuszczanie się skóry głowy. To specjalistyczny produkt do wcierania w skórę głowy, który pozwala osiągnąć dobre rezultaty przy regularnym stosowaniu. Specjalna formuła neutralizuje charakterystyczny zapach czarnej rzepy i zwiększa komfort stosowania.
  
Cena: 9zł / 100ml
  
Skład: Aqua, Alcohol Denat., PEG-75 Lanolin, Raphanus Sativus Extract, Urtica Dioica Extract, Arcitium Lappa Extract, Humulus Lupulus Extract, Glycogen, Glycerin, Niacinamide, Panthenol, Menthol, Allantoin, Laureth-10, Citric Acid, Parfum, Benzyl Salicylate, Butylphentyl Methylpropinal, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Dmdm Hydantoin, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone
  
    
Moja opinia:
Kurację kupujemy w kartoniku, a w nim znajdujemy przezroczystą plastikową butelkę z białą zakrętką zakończoną wąskim aplikatorem - odkręcić można zarówno całą białą część, jak i sam czubeczek, zakrywający aplikator. Płyn jest zielonkawo-żółty, zupełnie rzadki, ma intensywny ziołowy zapach. Pachnie charakterystyczną rzepą - dla jednych to smród, dla innych zapach nawet przyjemny. Ja z moim zamiłowaniem do ziół znajduję się oczywiście w tej drugiej grupie, choć musiałam do tego "smrodku" przywyknąć ;) 
Stosuję ją po myciu włosów przed spaniem (bo zawsze myję wieczorem) - nakładam trochę na skórę głowy w kilku punktach i rozmasowuję. Zapach utrzymuje się jakiś czas, ale rano na pewno już nic a nic nie będzie czuć, o to się nie martwcie :) Z początku nie zauważycie żadnych efektów, bo nie działa na włosy natychmiastowo. Za to po paru tygodniach na pewno będzie poprawa, słowo Orlicy! ;) Moje włosy wypadają o wiele mniej, a te dwa czy trzy lata temu po zużyciu całej buteleczki (ok. 2 miesiące mi to zajęło) na szczotce właściwie nic nie zostawało - byłam w szoku! Teraz zużyłam może 10% butelki, choć używam jej miesiąc, bo jest bardzo wydajna, a ja nauczyłam się precyzyjniej ją aplikować, więc ubywa mi jej dużo wolniej niż poprzednim razem.
Jeśli macie problem z wypadającymi włosami, to problem zniknął. Jedyny jaki pozostał, to "Gdzie kupić tę cudną kurację?!" - a i ten problem zaraz rozwiążę. Czasem można dostać ją w SuperPharm, choć w mojej jej już jakiś czas nie widziałam. Na pewno będzie w sklepach zielarskich, na pewno jest w sklepie Inermis.pl - stąd ja ją zamówiłam tym razem.
Krótko mówiąc - POLECAM SERDECZNIE! ;)

środa, 19 października 2011

Fitomed - Ziołowy tonik oczyszczający Szałwia Lekarska

Na pewno już zdążyłyście się zorientować, że uwielbiam kosmetyki naturalne i ziołowe. Ten tonik, o którym dziś będę Wam zanudzać, jest kolejnym przykładem, że takie właśnie kosmetyki i ja jesteśmy dla siebie stworzeni ;) Tak więc, drogie panie, przed Wami...:
  
    
Opis producenta:
Składniki bioaktywne: wyciąg z szałwi, oczaru, melisy, nagietka, d-pantenol oraz substancje antybakteryjne.
Właściwości: podstawowymi składnikami wyciągu z szałwi jest olejek i garbniki. Olejek szałwiowy oczyszcza i dezynfekuje skórę, przeciwdziała jej zbytniemu przetłuszczaniu się.
Działanie: oczyszczające, antybakteryjne. Tonik wygładza i rozjaśnia skórę, zamyka pory. Łagodzi objawy trądziku grudkowo-krostkowego. 
Polecany przez dermatologów: do cery tłustej i trądzikowej, wrażliwej.
  
Cena: 9zł / 200ml
   
Skład: Aqua, Herbal Extract, Glycerin, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Propylene Glycol, Allantoin, Panthenol, Alcohol, Fragrance, Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone.
    
  
Moja opinia:
Tonik znajduje się w bezbarwnej plastikowej butelce z zatrzaskiwanym otwarciem - dzięki temu łatwo zaaplikować na wacik odpowiednią ilość płynu. Naklejka na niej jest papierowa, przez co widać na niej plamy, kiedy chwycimy tonik mokrą ręką - nie lubię tego, bo wygląda to dość nieestetycznie. Sam tonik ma kolor bursztynowy i prześliczny, ziołowy zapach, w którym najbardziej wybija się właśnie szałwia. Może nie wszystkim by się on spodobał, ale sądzę, że osoby lubiące ziołowe kosmetyki tak jak ja, będą zachwycone - nie czuć tu żadnej chemii. 
Działanie toniku też przemawia zdecydowanie za nim. Po użyciu skóra jest widocznie oczyszczona i odświeżona. Kiedy zaczęłam go używać, przez kilka pierwszych dni miałam prawdziwy wysyp krostek, a potem zniknęły i się nie pojawiają jak na razie - miewałam już takie sytuacje w przypadku naprawdę skutecznych, mocnych kosmetyków, np. żel myjący Ziaja Med. Po prostu wszystko, co było już gotowe i czekało pod skórą na swoją kolej, wyszło od razu, a teraz mam spokój :)
Uwielbiam to uczucie po użyciu tego toniku - zapach pogłębia tylko uczucie odświeżenia :) Z wielką przyjemnością zużyję ten tonik do końca!

piątek, 12 sierpnia 2011

Herbapol Fitoterapia - Maseczka do cery tłustej i mieszanej Kwiat Bzu

Pewnie nie znacie mnie za bardzo z kosmetycznej strony, więc muszę się Wam przyznać, że mam hopsa na punkcie maseczek i tego typu naturalnych kosmetyków. Jakoś ufam im zdecydowanie bardziej niż tym naszprycowanym chemią. Kocham wszelkie glinki, błotka, ziółka... Dlatego gdy kiedyś wypatrzyłam na wizażowym KWC tę maseczkę, w dodatku z dość dobrymi ocenami, musiałam na nią zapolować. Okazało się to trudne, bo jedynym dostępnym dla mnie miejscem, gdzie mogłam ją kupić, była apteka Dbam o Zdrowie, w dodatku trzeba było zamawiać. Tak więc zrobiłam i oto mam ;) A teraz do rzeczy: 
  
 
  Opis producenta: 
 Maseczka ziołowa Kwiat bzu jest wysokiej jakości środkiem pielęgnacyjnym dla cery tłustej i mieszanej. Antyseptyczne właściwości wyciągu z kwiatów bzu chronią przed infekcjami skórę skłonną do zapaleń, dokładnie ją oczyszczając. Dzięki zawartości witaminy F skóra odzyskuje utraconą elastyczność, staje się gładka i zadbana. Posiada właściwości ściągające przy cerze z rozszerzonymi porami. Systematycznie stosowana utrzymuje skórę twarzy i szyi w doskonałej kondycji. Dobrze się rozprowadza, jest wydajna i wygodna w stosowaniu.
 Fitoterapia to specjalny program profilaktyczny opracowany przez laboratoria "Herbapol" Pruszków w oparciu o rozległą wiedzę z zakresu ziołolecznictwa i medycyny naturalnej.
   
Skład: Aqua; Salvia Officinalis (and) Sambucus Nigra (and)Salix Alba (and) Humulus Lupulus Extract; Cetearyl Alcohol (and) Ceteareth-18, Kaolin; Isopropyl Myristate; Sorbitol; C.I.77891; Paraffinum Liquidum; Glyceryl Linoleate (and) Glyceryl Linolenate; Zea Maydis (Corn)Starch; Citric Acid; Zinc Oxide; Parfum; Methylparaben; Propylparaben; BHA; Anise Alkohol; Linalool; Benzyl Salicylate; Butylphenyl Methylpropional; Amyl Cinnamal; Benzyl Alcohol; Eugenol; Hydroxycitronellal; Isoeugenol; Cinnamal
   
Cena: 9zł / 75ml
    
   
Moja opinia:
Jak już pisałam, kocham maseczki, zwłaszcza te na bazie glinki - ta jest na kaolinie, czyli na tzw. glince porcelanowej. Dodatkowo, kocham wszystko, co ziołowe - ona zawiera ekstrakty z szałwii lekarskiej, bzu czarnego, wierzby białej i chmielu zwyczajnego - całkiem przyzwoite towarzystwo do walki z trądzikiem i niedoskonałościami. Dodam jeszcze, że uwielbiam wręcz zapach bzu i to też mnie skusiło, choć zapach maseczki niewiele ma z nim wspólnego - pachnie typowo ziołowo. Konsystencja jest raczej kremowa, choć jak widzicie na zdjęciu powyżej, nie wchłania się ani nie jest bezbarwna na skórze nawet przy cieniutkiej warstwie - urok glinki. Kolor ma nieco szarawy. 
Pierwsze, o czym muszę wspomnieć jeśli chodzi o jej działanie, to to, że naprawdę rewelacyjnie oczyszcza i poprawia stan skóry. Po jej nałożeniu twarz jest rozświetlona, koloryt się wygładza, a krostki wysuszają. Czasem jak robią mi się podskórne gulki, nakładam ją tylko na to miejsce i trzymam nieco dłużej niż nakazuje producent (czyli dłużej niż 20min) i zmiana jest zauważalna, gulka się zmniejsza i nie boli aż tak. Przy okazji maseczka jest delikatna, więc nie ma mowy o jakimś szczypaniu czy przesadnym ściąganiu skóry. Nie zasycha też na skorupę, więc dość łatwo ją zmyć.
Ostatecznym jej plusem jest megawydajność. Za tę cenę maseczka służy mi już rok w miarę regularnego używania i nadal mam jej sporo (właściwie to jest ciut przeterminowana, więc jakby jakaś torunianka chciała odlewkę, to proszę śmiało się zgłaszać - sama jej nie zużyję na czas). 
I na koniec zdjęcie, bez którego recenzja nie byłaby recenzją ;D
    

Wygląda niestety na to, że ta maseczka została wycofana. Jedyny sklep internetowy, gdzie ją teraz znalazłam to TU, a i tutaj jest to "produkt chwilowo niedostępny"... Polecam więc porozglądać się w zwykłych zielarskich sklepach, może ktoś ma jeszcze ze starych zapasów to cudo na stanie ;)

PS: Co szykować na jutro? Puder do kąpieli Marba, żel miętowy Original Source czy roll-on Eveline?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...