Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Citrus Clear. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Citrus Clear. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 sierpnia 2013

Citrus Clear - Cytrynowy nawilżający krem do twarzy

Amerykańskich cudactw ciąg dalszy :) Pisałam Wam już tu o jednym cytrusowym specyfiku do twarzy marki Citrus Clear, dokładniej o peelingu-maseczce do twarzy, teraz czas na jego brata, czyli nawilżający krem. Wiem, że marka ta jest dla Was dość "egzotyczna", ale może jednak kogoś zainteresuje? ;)
  
   
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: citrusclear.com, 16$ / 59ml
  
Skład:
      
Moja opina:
Zacznijmy od tego, że krem przeznaczony jest do cery trądzikowej i przesuszonej - w sumie dokładnie takiej jak moja, dlatego miałam wobec niego wielkie nadzieje. Czy je spełnił, trudno mi powiedzieć, choć ogólnie mówiąc, jestem z niego bardzo zadowolona. 
Krem mieści się w szklanym słoiczku z plastikową zakrętką. Ma biało-żółty design, a na górze naklejkę z przekrojem cytryny, co mnie zdecydowanie "chwyta" - mam słabość do wszystkiego, co ma wzór z przekrojem cytrusa czy kiwi ;) Słoiczek odkręca się bez problemu i jest szczelny, ale ma tę wadę, że wewnętrzne uszczelnienie (ta miękka płytka na górze) na wieczku odpada - trzeba je umieszczać w zakrętce z powrotem.
Sam krem pachnie intensywnie cytrynowo, choć trudno mi zdecydować, czy zapach ten jest naturalny - ma tę charakterystyczną goryczkę i jest ładny, choć nie wszystkim może pasować. Ciekawa jest także konsystencja kremu, która kojarzy mi się bardziej z gęstym żelem, takim trzęsącym się "glutkiem" ;) W związku z tym krem jest bardzo wydajny, bo bardzo łatwo rozprowadza się po twarzy.
   
   
Jeśli chodzi o działanie kremu, mam mieszane uczucia. Po użyciu cera lepi się przez kilkanaście minut, czego wprost nienawidzę, ale trzeba oddać kremowi jedno - nie powoduje błyszczenia po posmarowaniu. Na pewno faktycznie pomaga kontrolować wydzielanie sebum, moja cera ogólnie jakoś lepiej się po nim czuje i wygląda. Sęk tylko w tym, że nie zauważyłam zbytniego nawilżenia, a krem ma być niby nawilżający. Mimo to, CC pozostaje u mnie na półce. Jego plusem jest uniwersalność (nadaje się i na dzień, i na noc), wydajność, regulacja sebum, zapach... Gdyby tylko jeszcze nawilżał... ;)
  
  
Zaciekawił Was ten krem? :) Wiem, że nie jest zbyt łatwy do zdobycia, ale myślicie, że warto?

czwartek, 13 czerwca 2013

Citrus Clear - Tangerine Tingle - 3 w 1

Wierzycie w kosmetyki typu "3 w 1"? Ja do pewnego tylko stopnia, tym stopniem jest chyba właśnie "3 w 1" - w większą uniwersalność już nie uwierzę. Na dziś mam więc dla Was takiego dziwaka, którego nawet nie umiem określić, czym właściwie jest - to żel, który może służyć do mycia twarzy, jako peeling i jako maseczka, to produkt amerykańskiej marki Citrus Clear. Jesteście go ciekawe? Poczytajcie :)
  
 
Opis producenta:
  
Gdzie i za ile: na CitrusClear.com, 17$ / 59ml
  
Skład:
  
Moja opinia:
Na początku muszę się przyznać, że tym, co mnie skusiło najbardziej była obietnica mandarynki w tym produkcie. Ostatecznie jest w nim olejek z mandarynki, ale prawdę mówiąc cały kosmetyk kojarzy się znacznie bardziej z pomarańczą.
Opakowanie tego produktu to szklany słoiczek z białą nakrętką, na wierzchu której ślicznie prezentuje się naklejka z przekrojem mandarynki, świetnie wygląda, zwłaszcza w komplecie z kremem cytrynowym, który także mam w kolekcji.
TT ma konsystencję gęstego żelu z drobinkami. Jest lekki i baaardzo przyjemnie pachnie - właśnie pomarańczą bardziej niż mandarynką. Zapach jest zdecydowanie naturalny, jak zresztą i skład ogólnie - wiecie, że nie jestem znawczynią w tej kwestii, ale jako tako znam się na naturalnych składnikach i ekstraktach, a tu mamy ich bardzo dużo :) 
  
  
 Przejdźmy do działania.
Jako żel do mycia twarzy produkt sprawdził się średnio. Nie czułam zbyt dużego oczyszczenia, po prostu. Używany w ten sposób (nakładany na twarz i "szorowany") za to świetnie sprawdził się jako peeling - może i nie oczyścił cery, ale rewelacyjnie złuszczył wszystko, co złuszczenia wymagało. Jest to dość ostry zdzierak, więc niekoniecznie nada się dla wrażliwców, ale ja, tłusto-i-gruboskórna, jestem zachwycona :)
Jako maseczka niestety się nie nada dla mnie. Producent zaleca trzymać ją na twarzy 3-4 minuty, a ja już po 1-2 mam dość, bo piecze niesamowicie. Na szczęście nie chodzi tu o uczulanie, a zwykłe podrażnienie - po zmyciu efekt pieczenia znika, nie jestem też czerwona na twarzy, ale i tak nie wytrzymałabym dłużej z tym żelem na twarzy. 
Podsumowując, produkt spełnia właściwie jedną ze swoich trzech ról - jest świetnym peelingiem. Na tyle świetnym, że mogę zapomnieć, że zawiódł na innych frontach ;) Może i są lepsze czy tańsze, ale na razie z chęcią poużywam tego :)
  
   
Używacie takich uniwersalnych produktów? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...