Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dodatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dodatki. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 grudnia 2014

Kilka pomysłów na własnoręcznie robione prezenty świąteczne

Święta zbliżają się coraz bardziej i czas powoli kompletować prezenty dla bliskich. Co prawda ja w tym roku wyjątkowo się pośpieszyłam, bo właściwie ostatnie prezenty kupiłam na początku grudnia, korzystając z Dnia Darmowej Dostawy, więc mam już komplet. Nie wszystkie prezenty są kupne - osobiście uważam, że znacznie cenniejsze i przyjemniejsze są te, które ktoś zrobił własnoręcznie, poświęcając na to uwagę, czas, niekoniecznie pieniądze. Nie zamierzam tu pokazywać, co zrobiłam na prezenty, bo niektórzy z tych, co mają być obdarowani tu zaglądają, ale chętnie podzielę się z Wami kilkoma pomysłami, jak można sprawić bliskim radość czymś bardziej osobistym :)
  
1. Szydełkowe aniołki i inne ozdoby świąteczne
Powyższe cudeńka są dziełem mojej Mamy. Robi ona także aniołki na choinkę, śnieżynki, gwiazdki - słowem - cuda. Przyznam szczerze, że osobiście nie próbowałam, ale w Internecie znajdziecie setki tutoriali, jak takie aniołki wykonać :) Pomysł super, choć typowo świąteczny.
  
2. Ręcznie malowane lampiony
W moim domu rodzinnym goście zawsze zachwycali się kolorowymi lampionami, które zawsze stoją na parapetach i stole. Zależnie od sezonu, są to lampiony świąteczne, jak na zdjęciu powyżej, albo inne, np. zdobione kwiatami czy rybkami. Te na zdjęciu również są dziełem mojej Mamy, ja też próbowałam swoich sił, ale moje lampiony jakoś się rozeszły. Tu wystarczy odpowiednia szklaneczka (koszt kilku złotych) i kilka kolorów farb do szkła. Nie jest to może najtańsza z opcji, które dziś przedstawię, ale na pewno najbardziej "wydajna" - jeśli już zainwestujemy w farbki, można malować dalej ;)
    
3. Nalewki i wina domowej roboty
W tej kategorii mistrzem jest oczywiście mój Tata, którego śliwowica staje się legendą wśród znajomych ;) Zrobienie samego trunku jest może bardziej czasochłonne, ale sprezentowanie go w ładnej oprawie (może być np. butelka po Nalewce Babuni - ta po lewej - albo inne efektowne szkło) i efekt murowany. Przepisów na nalewki również w necie znajdziemy całe mnóstwo, chętnie bym się podzieliła z Wami sekretem śliwowicy Taty, ale nie sądzę, żeby zdradził go nawet mnie ;)
  
4. Bransoletki przyjaźni
Nie byłabym przecież sobą, gdybym o nich nie wspomniała ;) Bransoletka tego typu pozwala na pełną dowolność w kwestii wzoru i koloru, więc możemy ją w 100% dostosować do gustu bliskiej osoby, jednak nie jest to raczej materiał na "główny" prezent, raczej jako dodatek. Ja akurat je sobie daruję jako prezenty świąteczne, bo wszyscy moi bliscy już i tak chodzą "oznakowani" przeze mnie ;) Jeśli szukałybyście inspiracji i porad dotyczących ich zaplatania, zachęcam do zajrzenia na stronę friendship-bracelets.net - to prawdziwa skarbnica wiedzy :)
  
5. Lakierowa biżuteria
To również kiedyś Wam już prezentowałam. Wykonanie takiej biżuterii na pewno nie jest trudne, wystarczy zaopatrzyć się w odpowiednie materiały - bazy i kaboszony oraz oczywiście lakiery. Nie muszą to być wcale dzieła "jednolakierowe" - jak widzicie na zdjęciu powyżej, można także kombinować wzory. Komplet takiej biżuterii, oczywiście również trafiający w gusta osoby obdarowywanej, także powinien być trafionym prezentem.
  
6. Szydełkowe gadżety
O szydełku pisałam już wyżej, ale przecież nie służy ono tylko do wykonywania ozdób świątecznych. Ja dopiero zaczynam przygodę z szydełkiem i na początek zrobiłam etui i na telefon i piórniczek. Wiem, że pozostawiają wiele do życzenia (zwłaszcza etui), to kwestia wprawy - już teraz po trzech dniach z szydełkiem wiem, że jestem w stanie zrobić znacznie ładniejsze etui na telefon i naprawdę nie jest to nic trudnego. TU znajdziecie bardzo przyjemny tutorial :) Jeśli chodzi o piórnik, zrobiłam go po swojemu bez tutorialu, ale z tym każdy, kto zna podstawy szydełkowania, na pewno sobie poradzi. Jeśli nie, będę zaszczycona robiąc własny tutorial :P
   
7. Szydełkowe czapki i szaliki
źródło: http://www.senmai.pl/2013/12/luzna-szydelkowa-czapka-na-chlodne-dni-slouchy-beanie/
Nad taką czapają jak na zdjęciu powyżej właśnie sama siedzę, bo zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia :) Specjalnie kupiłam grubą cieniowaną włóczkę itd :) Jeśli też Wam się podoba, koniecznie zajrzyjcie do linku pod zdjęciem. Taka czapka na pewno ucieszy osoby, które marzną zimą, podobnie dobrym pomysłem może być szalik, na który również są setki wzorów w Internecie.
  
8. Kosmetyki domowej roboty
źródło: http://pl.dawanda.com/product/57646195-Scrub-do-ciala
Jeśli chodzi o własne kosmetyki, sama robiłam jedynie balsamy do ust i olejki do paznokci, jednak możliwości są niezliczone. Jeśli nie czujecie się na siłach, zapraszam do sklepiku Craft&Beauty - link pod zdjęciem, jednak można spróbować zrobić takie produkty samemu. Sporo przepisów i tutoriali znajdziecie np. na blogu Smyka, jednej z właścicielek Craft&Beauty, o TU.
  
Cóż, właściwie to tyle, jeśli chodzi o moje pomysły na własnoręcznie wykonywane prezenty. Chętnie poczytam o Waszych! :)

piątek, 20 grudnia 2013

Zamówienie z SammyDress.com

Odkryłam jakiś czas temu kolejny azjatycki sklep internetowy z darmową przesyłką do Polski. Tym razem nie z gadżetami i pierdółkami, a z odzieżą i dodatkami. Mowa o sklepie SammyDress.com.
Ciuchów bałam się zamawiać, ale pokusiłam się na kilka rzeczy z innej kategorii :)
    
Wydałam łącznie ok. 22$, czyli niecałe 70zł. Co za to kupiłam?
      
 
Pierwszym łupem jest kocia torebka. Kosztowała 14$, więc to największy wydatek z mojego zamówienia. Nie jest to duża torebka. Zmieści A4, ale niewiele więcej - jest po prostu mało pojemna, bardziej jak teczka niż jak torebka. Ale cóż, są na niej koty, więc i tak mi się podoba ;) O dziwo, okazała się dość solidna. Nie tak, by nosić w niej cegły, ale od zwykłego ciężaru nie zniszczy się zbyt szybko. Do wyboru jest kilka wersji kolorystycznych :)
  

Kupiłam też dwa zegarki :) Ich cena wynosiła ok. 4$, więc tanie, a wcale nie takie kiepskie! Ten na zdjęciu powyżej to nieco mniej udany zakup. Paski nieco obcierają nadgarstek, a zegarkowi raz czy dwa zdarzyło się zaciąć, gdy wskazówki się mijały - najwyraźniej nieco o siebie haczą. Nie można mu jednak odmówić ciekawego wyglądu i czasem noszę ten zegarek, zebrałam za niego sporo komplementów :)
  

 Drugi zegarek przypadł mi do gustu bardziej. Jest zdecydowanie mniej delikatny, dla niektórych wręcz toporny, ale ma w sobie urok. Podoba mi się motyw wieży Eiffla i ramka wokół tarczy, pasek jest wygodny, dobrze leży na nadgarstku. Nie zdarzyło mu się zaciąć czy stanąć, jest solidniej wykonany niż ten pierwszy. Z tych dwóch zdecydowanie zachęcam Was do tego, zwłaszcza, że możemy też wybrać kolor :)
  
A co o sklepie w ogóle?
Wybór jest bardzo duży, myślę, że każda z Was znalazłaby coś dla siebie. Minusem jest oczywiście długie oczekiwanie na przesyłkę - 3-4 tygodnie, można spokojnie policzyć jako miesiąc - ale co się dziwić, jak zamówienie leci do nas z Hongkongu czy okolic ;) Można zmienić na stronie sklepu wyświetlaną walutę i język (oczywiście bez PLN i polskiego ;)). Myślę, że jeszcze nie raz skuszę się na zamówienie w tym sklepie :) Duuużym plusem jest darmowa wysyłka (przynajmniej w przypadku mniejszych rzeczy) ;)

wtorek, 20 listopada 2012

Jesienno-zimowe zakupy odzieżowo-dodatkowe

W ciągu ostatniego miesiąca poczyniłam kilka zakupów z nastawieniem na coraz chłodniejsze dni :) Pokazywałam Wam już nowe buty na zimę, czas dzisiaj na pozostałe łupy - ubrania i dodatki ;)

Bez zbędnych wstępów, najpierw kolczyki:
  
  
Kupiłam je zaraz po odebraniu mojej wygranej karty upominkowej z Rossmanna :D Jak łatwo się domyślić, dorwałam je właśnie w Rossmannie i z miejsca się zakochałam, są po prostu urocze ;) Marka to Accessories, kosztowały niecałe 18zł. I co ważne - nie podrażniają mi uszu, jak to ostatnio czynią niemal każde kolczyki... -.- Są lekkie i naprawdę dziewczęce ;)
  
Kolejny kolczyk to zupełnie inna bajka...
 
  
Czasem mam jeszcze przebłyski i odzywa się we mnie mhroczna nastoletnia Orlica, która uwielbiała takie błyskotki ;) Ten jakże przyjazny smok pochodzi ze sklepu BornPrettyStore.com, dokładnie STĄD (klik). Kosztuje poniżej 10zł, przesyłka jest darmowa - uroki sklepów azjatyckich ;) Bardzo mi się podoba, ale są dwie wady - nie ma zatyczki (może to wina mojego egzemplarza ;)) i łatwo spada z ucha. Moje uszyska są dość spore, a kolczyk jest chyba azjatyckich rozmiarów, bo średnio leży, muszę wręcz na siłę wpychać ucho w odpowiednie miejsce, choć brzmi to dziwnie. Mam też tego rodzaju nausznicę z wężem, służy mi o wiele lepiej, dobrze się trzyma i chyba jest ładniejsza ;)
  
No i przechodzimy do ciuchów ;)
   
  
Lubicie oglądać lumpeksowe łowy, prawda? To jeden z moich ostatnich :) Mam ostatnio słabość do takich jasnych ciuchów, delikatnych i kobiecych, dlatego ten sweterek szybko mnie do siebie przekonał. Marki Flash Nights co prawda nie kojarzę, ale jestem tylko blogerką kosmetyczną, nie modową ;) Sweterek kosztował mnie 10zł, jest idealnym stanie, ładnie leży, choć jeszcze nie miałam okazji go założyć ;)
  
I drugi lumpeksowy łup:
  
  
Tym razem jasnobeżowa tunika z drewnianymi guziczkami. Gdybym miała więcej odwagi, pewnie nosiłabym ją jako sukienkę ;) Na metce jest marka Young Canda, ale to znowu nazwa, która nic mi nie mówi - och ja głupia ;) Tunika również kosztowała 10zł. Nosiłam ją i bardzo mi się podoba w połączeniu z czarnym długim kardiganem - jest ciepło i ładnie ;) Naprawdę dobrze się w niej czuję, więc zakup zdecydowanie udany wg mnie :)
  
I ostatni łup...:
  
  
Te spodnie były dla mnie wybawieniem. Po diecie schudłam na tyle skutecznie, że moje "nowe" rurki, które kupiłam, kiedy w nic innego się nie mieściłam, zaczęły leżeć na mnie jak spodnie MC Hammera. Wszystkie pozostałe ze "szczuplejszych czasów" podobnie - wszystko na mnie wisiało, a ja nie miałam kasy na nowe spodnie! Na szczęście wtedy mama dostała te spodnie od znajomej, której nie pasują, i od razu przekazała mi. Pomyślałam "Uuu, 36, wejdę...?" - ale weszłam! Ba, okazały się leżeć idealnie :) Bardzo mi się podobają, zwłaszcza te specyficzne hafty na tylnych kieszeniach. Spodnie są marki Cubus, nie mam pojęcia, ile kosztowały ;)
   
A jak Wasze przygotowania do chłodów? Ciepłe ubrania zgromadzone, zapasy uzupełnione? :) 

czwartek, 4 października 2012

Nie samymi kosmetykami Orlica żyje!

Otóż to, proszę Państwa, wbrew pozorom kosmetyki to nie wszystko! Jest wiele innych ważnych aspektów życia, jak np. ubrania, biżuteria, dodatki, poprawiające humor pierdółki ;) I o takich właśnie chcę Wam dziś napisać. Wiem, że lubicie łupowe posty, a mnie ostatnio udało się upolować kilka ładnych rzeczy, więc postanowiłam, że się nimi z Wami podzielę ;)
  
Po pierwsze - portfel:
  
   
Jestem konsultantką Avonu i lubię niektóre ich kosmetyki. Zawsze jednak sceptycznie byłam nastawiona do ich biżuterii, torebek i dodatków. Uznawałam je za drogie i nieciekawe. Dopóki nie pojawiła się w ofercie seria Tallulah... Obejmowała ona torebkę, portfel, kosmetyczkę, etui na klucze i etui na dokumenty, wszystko to z pięknego tworzywa o skóropodobej fakturze i z moim ukochanym motywem starej mapy - oczywiście zachorowałam na ten komplet od razu! Był jednak za drogi i szkoda mi było jednak pieniędzy, aż w końcu go wycofali. Dostałam w prezencie od firmy kosmetyczkę i napaliłam się jeszcze bardziej na resztę, zwłaszcza na portfel. Wreszcie znalazłam go w ofercie netto dla konsultantek, za 21zł - zamówiłam bez wahania. I nie żałuję ani grosza! Portfel jest bardzo solidny, mocny i praktyczny, a do tego naprawdę piękny! Zakochałam się w nim od razu :) Co ciekawe, moja Mama również go sobie zamówiła i jej wygląda zupełnie inaczej - tzn. jest uszyty z innego kawałka "mapy" :D To świetny patent, bo dzięki temu portfele, choć takie same, całkiem się od siebie różnią :)
Macie jakieś tego typu akcesoria z Avonowych katalogów?
   
  
Wreszcie skusiłam się, żeby wykombinować i dla siebie lakierowy pierścionek! Sama nie wiem czemu wybrałam ciemnozłotą oprawę, bo wolę srebro, ale zaskakująco dobrze się w tym pierścionkiem czuję. Zrobiłam go z jednego z moich ulubionych lakierów - Orly - Space Cadett. Pewnie o nim słyszałyście albo widziałyście albo go macie ;) To niesamowity multichromowy lakier, mieniący się kilkoma kolorami - jak widać na zdjęciach powyżej. Najwięcej w nim widać zieleni, fioletu i pomarańczu, a to bardzo 'moje' kolory :) Od kiedy go założyłam ok. tydzień temu, ani razu nie zdjęłam go na dłużej, tylko do mycia, smarowania się balsamem czy kremem do rąk itd ;) Już przez ten tydzień zebrałam za niego sporo komplementów, więc tym bardziej jestem z niego zadowolona. 
A Wam się podoba? :)
  
  
Zaczęła się typowa jesień, moja ukochana pora roku. I mimo, że ją uwielbiam, to jednak nie przepadam za tymi deszczowymi dniami, zwłaszcza, że do tej pory nie miałam żadnej ładnej parasolki ;) Owszem, targałam ze sobą wielki i nieskładany parasol od Ukochanego, taki w formie laski, ale jednak to było dość uciążliwe, że nie mogłam go schować do torebki. W końcu zdecydowałam się na zakup zwykłego składanego parasola. Natknęłam się na takie w Pepco, kosztowały zawrotną kwotę 7,99zł i miały naprawdę ładne wzory. Oczywiście, nie jest to parasol najwyższej jakości, ale ten sezon powinien przetrwać ;) Wybrałam wzór, który od razu przykuł mój wzrok - fioletowe kwiatki i esyfloresy na czarnym tle. Bardziej "moje" byłyby chyba tylko takie same wzory na białym tle :P Strasznie mi się podoba :) Dodatkowo zaopatrzony jest w pokrowiec z tego samego materiału.
A jak Wy wolicie - tani i ładny parasol średniej jakości czy droższy i na dłużej? :)
  
  
Ostatnio mam mało czasu na chodzenie po lumpeksach, a jak już do jakiegoś zajdę to nie umiem nic sobie znaleźć. Udało mi się jednak upolować śliczny sweterek Atmosphere za 2zł! Nie muszę chyba wspominać o kolorze - jasnofioletowym, moim ukochanym :D Sweterek jest krótki i nietoperzowaty, a od jakiegoś już czasu taki za mną chodził. Całkiem nieźle się w nim czuję, zwłaszcza, że podkreśla talię i brzuch, które, uwaga, mogę już pokazywać :D Jest mięciutki i dość cienki, ale nie wygląda na taki, co z założenia ma grzać ;)
Upolowałyście ostatnio coś ładnego na lumpkach? :)


I na koniec mój mały eksperyment - sypane herbaty. Do tej pory używałam głównie ekspresowych, bo po prostu nienawidzę fusów ;) Ale teraz jakoś sobie z nimi radzę. Dostałam jakiś czas temu propozycję przetestowania i opisania na blogu herbat ze sklepu 1000SmakowSwiata.pl - uznałam, że skoro i tak prowadzę na blogu herbacianą serię to nie zaszkodzi spróbować. Proszę sobie darować żenujące komentarze o sprzedaniu się ;) Dostałam pięć saszetek herbat sypanych, dopasowanych do moich upodobań - za jakiś czas napiszę Wam o nich nieco więcej :)
Tymczasem lecę na herbatkę ;)
  
Podobają Wam się takie posty o niekosmetycznych łupach? Może zrobić z nich blogową serię? :)

wtorek, 17 lipca 2012

Trochę nowych niekosmetycznych łupów...

Nie samymi kosmetykami żyje człowiek, prawda? Nawet bloggerka kosmetyczna ;)
Dlatego dziś chciałabym Wam pokazać kilka ciekawych niekosmetycznych rzeczy, które ostatnio znalazły u mnie domek. Spora część z nich pochodzi z wymiany - pozbyłam się nieco zalegających kosmetyków i zbyt małych ubrań, z czego bardzo się cieszę. Kupiłam też ciut dla własnej przyjemności (a co, czasem mogę!) i zrobiłam sobie parę błyszczących drobiazgów...

A więc po kolei... a właściwie od końca ;)
  
  
Te kolczyki, jak łatwo się domyślić, zrobiłam sobie sama. Kiedy robiłam lakierowe naszyjniki, kupiłam też jeden komplet półproduktów do zrobienia kolczyków - leżały aż do teraz. Właściwie co chwila próbowałam zrobić naszyjnik albo pierścionek dla siebie, a koniec końców zawsze i tak uznawałam, że coś mi w danym oczku nie pasuje i puszczałam w świat. Wreszcie jednak udało mi się zrobić coś, z czego jestem w pełni zadowolona w kategorii "Będę nosić" ;) Te kolczyki wyczarowałam z lakierów Golden Rose Scales Effect - 13 i Essence - Choose me. Na żywo są bardziej turkusowe niż niebieskie ;) W przyszłości planuję pokombinować z takimi kolczykami dalej, ale na razie brak mi półproduktów i funduszy na nie...
  
  
Tutaj z kolei mamy dość przypadkowy zakup - weszłam do marketu dla zabicia czasu (czekałam na kogoś) i przechodząc między półkami trafiłam na szafkę z takimi zapachowymi świecami. Kosztowały 5,19zł i spośród kilku wersji wybrałam dwie - zieloną herbatę i bez, jedne z moich ukochanych zapachów. Zielonej herbaty co prawda raczej bym nie rozpoznała, ale pachnie ładnie ;) Bez za to jest rozpoznawalny, co bardzo mnie cieszy :) Plusem tych świeczek jest też to, że etykiety są foliowe, nie papierowe, więc bez problemu je można odkleić i cieszyć się szklanymi naczyniami i użyć ich choćby jako świeczników ;)
Przy okazji uświadomiłam sobie, jakie imię nadam drugiej córce, jeśli takowa mi się trafi :P Pierwszą na pewno nazwę Wiktoria - uwielbiam to imię, ale... Aurelia będzie następna ;)
  
Teraz słów parę o wymiankach:
  
  
Tę torebkę dostałam w zamian za parę kosmetyków. Od dawna szukałam takiej z gobelinowym wzorem, ale z czarną oprawą - wszędzie tylko beże... Jest bardzo wygodna i dość pojemna, choć minimalnie za mała na zmieszczenie formatu A4. Trzeba dodać, że jest bardzo solidna - mogłabym w niej przenosić cegły ;) Wolę jednak nosić w niej kalendarz, Kindle'a, kosmetyki... Czy ktoś mi się dziwi? ;)
  
  
Te dwie bluzeczki dostałam w zamian za inne ciuchy, które zalegały mi w szafie. Podoba mi się zwłaszcza druga, pudrowa bluzeczka Atmosphere z rękawem 3/4. W pierwszej podoba mi się przede wszystkim wzór, ale to też już chyba tu nikogo nie dziwi ;)
  
 
  

Od dawna też chciałam sobie sprawić body - nie nosiłam ich od czasów niemowlęcych, a strasznie byłam ciekawa, czy jest to wygodne itd. To body dostałam od tej samej osoby co pudrową bluzkę Atmosphere i była to udana wymiana, mimo małej nieścisłości ;) Body okazało się bardzo wygodne! Przyznam, że w upały chodziłam po domu tylko w nim i byłam z tego powodu naprawdę zadowolona ;) Teraz zastanawiam się, gdzie upoluję ładną elegancką koszulę z body, najlepiej także z żabotem - zależy mi czymś takim na egzaminy i inne "odświętne" okazje - wyglądam zawsze jak sierota z koszulą na spodniach, a ze spodni mi wyłazi ;) Znacie sklep, gdzie dostanę coś takiego w przyjemnej dla portfela cenie?
   



   
Przy okazji włosowego posta, napisałam Wam, że zamówiłam na Allegro trochę włosowych pierdół. Za paczkę o powyższej zawartości zapłaciłam 25zł. Po przetestowaniu każdej z tych rzeczy, wyceniam ją na 4zł - po złotówce za każde opakowanie gumeczek i wsuwki. Niestety tzw. hairagami okazały się nie do włosów, a do dupy - bo nic się nie da z nimi zrobić. To większe, bardziej charakterystyczne, skręca się sekundę po rozprostowaniu i jeszcze ani razu nie udało mi się zrobić z tym koka - nie mówiąc już o porządnym koku. Te plastikowe, pakowane po dwa, nie dają się za to zamknąć - mają tzw. kulkowe zapięcie, które zapinać daje radę tylko mój ojciec - nie ma szans, żeby udało się zapiąć je na sobie, w dodatku bez rozwalania fryzury, trzeba by było włożyć w to naprawdę duuużo siły. Nie wspomnę już o tym, że i tak nie trzyma włosów. Gumeczki i wsuwki są OK, ale co mogłoby z nimi być nie tak? Albo nie pytam, bo pewnie coś by się znalazło... Niby nie straciłam dużo pieniędzy, a i tak jestem na siebie zła. Pozostaje mi poczekać aż włosy trochę podrosną i spróbować znowu koka na skarpecie... 
  
A jakie ciekawe rzeczy Wam ostatnio przybyły? Kupiłyście coś ładnego?
A może dostałyście w prezencie jakiś drobiazg? Opowiedzcie :)

czwartek, 17 maja 2012

Tęczowa kreska i bardzo udane zakupy na lato :)

Hej hej!
Dziś znowu pora na niekosmetycznego posta - i Wy i ja musimy odsapnąć od recenzji, prawda? ;)
 Najpierw chcę się Wam pochwalić tęczową kreską, którą zmalowałam jakiś czas temu:
  
   
Nie jest może perfekcyjna, w jednym miejscu prześwituje, ale ogólnie mówiąc byłam w sumie zadowolona, bo udało mi się w miarę ładnie wycieniować granice między kolorami :) Jak Wam się podoba?
Użyłam głównie cieni z paletki Collection 2000 - Poptastic (znajdziecie jej zdjęcia i recenzję tu na blogu). Kolory nakładałam ściętym pędzelkiem Essence i z pomocą bazy pod pigmenty sypkie z KOBO. Do tego wytuszowałam rzęsy i voila - delikatny, ale przyciągający wzrok makijaż na lato gotowy :) W sumie robi się go szybko, ale ja muszę na całą powiekę nałożyć jeszcze cielisty cień, bo inaczej szybko będę miała dwie tęcze :P

A z innej beczki - wczoraj mama wyciągnęła mnie na zakupy. Tak, wyciągnęła, wręcz siłą, bo wcale nie miałam ochoty się ruszyć, choć wiedziałam, że muszę kupić buty i spodnie. W końcu dałam się przekonać i ruszyłyśmy do Galerii Copernicus - najlepszej w Toruniu wg mnie, a przy tym najbliższej :)
Rozglądałam się za spodniami z wysokim stanem, bo biodrówki mnie już dobijają... Weszłyśmy najpierw do mojego ukochanego sklepu, gdzie zawsze znajdę coś dla siebie, czyli do Top Secret. Spodni nie znalazłam, ale oczywiście nie wyszłam z pustymi rękoma:
  
  
Zakochałam się z miejsca w tej bluzeczce, a kompletnie wpadłam, kiedy ją przymierzyłam - leży idealnie, jakby była szyta na mnie *.* Kosztowała 39,90zł, więc nie taki znowu majątek, a jest całkiem dobrej jakości :) Ponadto miły Pan przy kasie namówił mnie do założenia karty rabatowej, gdzie na start, za wypełnienie danych takich jak data urodzenia czy stan cywilny dostaje się 10zł rabatu na kolejne zakupy :)
  
Poszłyśmy dalej po sklepach, ale nigdzie nie znalazłam odpowiednich dla mnie spodni, bo albo były za krótkie, albo na mnie wisiały, albo wręcz nie mogłam się dopiąć. Poza tym nie znalazłam żadnych z naprawdę "wyższym" stanem, choć już wiem, że trzeba w tym celu zajrzeć jeszcze do H&M (nie lubię tego sklepu, ale skoro tam są... ;)). Kupię je jednak za jakiś czas, bo na chwilę obecną już mnie na nie nie stać :P
W końcu zawędrowałyśmy do Deichmanna. Miałam możliwość wybrania czegoś za 99zł, bo reklamowałam zimowe buty i zwrot dostałam w formie karty upominkowej. Szukałam wygodnych lekkich butów na lato, takich na górskie wędrówki, bo ostatnie moje sandały się rozleciały, a w tym roku pół czerwca spędzam w górach, później jeszcze w wakacje mam nadzieję pojechać znowu :) O dziwo, znalazłam odpowiednie buty:
  
  
Większość z Was pewnie by nawet na nie nie spojrzała, ale w tej sytuacji wygoda przede wszystkim - do chodzenia po górach uwielbiam takie buty, bo nie zawsze da się wytrzymać w traperach ;) Są marki Highland Creek i kosztowały mnie 79zł, więc miałam do dyspozycji jeszcze 20zł ;) Torebki żadne mnie nie zainteresowały, ale akurat ekspedientka wykładała do kosza przy kasach świeżo dowiezione portfele. Mój akurat jest w stanie agonalnym, więc przejrzałam je i wybrałam jeden:
  
  
Jest tak duży, że wygląda jak kopertówka, ale ja właśnie takie lubię, bo muszę mieć wszystko w jednym miejscu - pieniądze, karty kredytowe, dokumenty, milion kart z różnych sklepów, wizytówki, klucze... ;) W tym celu jest jak znalazł :) Kosztował 29zł, sygnowany jest po prostu etykietką Deichmann. 

A wracając wstąpiłyśmy jeszcze do sklepu u dumnej nazwie "Chińskie Centrum Handlowe" - można tu znaleźć niezłe rzeczy za niską cenę, ale większość to chłam ;) Niemniej, wypatrzyłam coś dla siebie:
  
  
Panie stanikowo-uświadomione pewnie mnie zjedzą, ale uwielbiam staniki z takich sklepów, kosztujące kilkanaście złotych i porządnie usztywnione (choć unikam tych wypchanych gąbką ;)). Łatwo tu o "mój rozmiar" (tak, zjedzą mnie... ;)), bo większość jest po prostu popularnym 75B albo 80B ;) Ten staniczek kosztował mnie zawrotną kwotę 12zł. Marki Wam nie podam, bo etykietka wypisana była krzaczkami :P Dodam jeszcze, że na żywo nie jest tak błyszczący, to wina flasha ;)
Kupiłam też uroczy i milusi szal w groszki (kojarzy mi się z blogiem One Little Smile :P), jest długi i szeroki, można się nim porządnie opatulić, co od razu przetestowałam ;) Kosztował 11zł i też jest "noł-nejmowy".

Ogólnie mówiąc, dawno nie byłam tak usatysfakcjonowana zakupami, choć nie kupiłam jeszcze spodni ;) Dorwałam parę śliczności, a wydałam ok. 70zł, dzięki tej karcie w Deichmannie :) Jestem baaardzo zadowolona!

I co powiecie o tych łupach? ;) Nie przeraziły Was buciory czy chiński stanik? ;)

PS: Na dniach będą nowe naszyjniki w sprzedaży, kto zainteresowany? ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...