Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eveline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eveline. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 sierpnia 2012

Eveline Advance Volumiere - Serum do rzęs 3w1 - PO KURACJI

 Wiem, że "wiszę" Wam ten post od dawna, obiecałam...
Już kilka osób się o niego upomniało, więc oto jest, choć pewnie Was nie zadowoli.
Muszę się wytłumaczyć, dlaczego tak długo się nie pojawiał. Otóż, ciągle dawałam mu kolejną szansę, jeszcze parę dni, jeszcze tydzień, jeszcze miesiąc. I nic. 
   
  
Nie będę Wam po raz kolejny recenzować tej odżywki - wszystko, poza oczywiście efektami, znajdziecie w tym poście - KLIK.
Dzisiaj chcę zaprezentować tylko efekty. A raczej ich brak:
  
  
Używałam tego serum codziennie na noc i czasem na dzień pod tusz przez ponad dwa miesiące...
Widzicie tu jakąś poprawę? Ja nie. Ba, wydaje mi się nawet, że jest gorzej niż wcześniej, ale akurat chyba kwestia zdjęć, bo nie zaobserwowałam faktycznie pogorszenia się stanu rzęs. Niestety nie zauważyłam też żadnego pozytywnego działania. Ani nie urosły, ani się nie zagęściły ani pogrubiły, nic. Miałam wielkie nadzieje związane z tym serum, ale niestety najwyraźniej jestem jedną z tych osób, którym nie pomogło :(

Przykro mi, że nie mam dla Was lepszych wieści...
  
Próbowałyście tego serum? Pomogło Waszym rzęsom?
A może mimo tej recenzji macie zamiar zaryzykować i je kupić?

sobota, 23 czerwca 2012

Eveline Advance Volumiere - Serum do rzęs 3w1 - pierwsze wrażenia

Jak widziałyście przedwczoraj, w moim BlogBoxie od Vexgirl znalazłam między innymi serum do rzęs Eveline. Od razu zabrałam się za testy, więc dzisiejszy post dotyczył będzie stanu przed kuracją i ogólnych pierwszych wrażeń :)
  
  
Opis producenta:
   
Skład:
     
Pierwsze wrażenia:
Po pierwsze, czego oczekuję od tego serum? Moje rzęsy są długie, ale delikatne i rzadkie, przydałoby się więc ich wzmocnienie i zagęszczenie. Może jest to mało realne, ale na pewno nie zaszkodzi spróbować, prawda? :)
Wielkim plusem jest dla mnie fakt, że serum jest aplikowane za pomocą szczoteczki. Zdecydowanie wygodniej mi go używać niż np. kremu do rzęs l'Biotica, który w dodatku nie przyniósł żadnych super efektów w moim przypadku. Szczoteczka jest biała i silikonowa, za co dodatkowy plus - nie lubię tradycyjnych szczoteczek w tuszach.
Samo serum jest dosyć rzadkie, ma formę białego płynu, ale na pewno nie wydostanie się samo z opakowania - zwężenie przy wylocie skutecznie spełnia swoją funkcję "dozowania" serum.
  

Serum można aplikować na noc na czyste rzęsy albo w ciągu dnia, jako bazę pod zwykły tusz. Przez najbliższy miesiąc planuję stosować odżywkę w obu tych wariantach, choć nie zawsze maluję rzęsy, więc regularnie będę używać tylko na noc. 
Serum barwi rzęsy na lekko biały kolor - w odpowiednim świetle wygląda to świetnie, choć nieco upiornie ;) Może kiedyś wykorzystam ją jako "psychomaskarę" :D
Oto, jak wyglądają rzęsy z nałożonym na nie serum:
  
  
Jeśli chodzi o stosowanie pod tusz, nie wpływa znacząco na wygląd rzęs - może nieco dodaje im grubości, ale nie sprawia, że rzęsy się sklejają albo plączą. Może tylko nieco zmniejszać trwałość makijażu, ale nie jest to diametralna różnica. 
Tak wyglądają rzęsy z serum i z tuszem:
  
  
Dopiero na zdjęciu zauważyłam, że jednak trochę się posklejały, ale to wina moja, a nie tuszu czy serum ;) 
   
Na koniec jeszcze może pokażę, jak aktualnie wyglądają moje nagie rzęsy (łaaa, rzęsowe porno!), żeby mieć z czym porównywać za miesiąc - bo wtedy zamierzam Wam napisać więcej o tym serum :)
  
  
Wyglądają marnie, jakbym ich nie miała. Są rzadkie, jasne, niemal przezroczyste i dosyć proste, nie chcą się ładnie podkręcać :( Bez tuszu są zupełnie bez wyrazu. Nie sądzę, żeby to serum mogło zdziałać wiele na tym polu, ale liczę, że choć odrobinkę poprawi stan tych rzęsiątek ;)
Trzymajcie kciuki!
  
Używacie jakichś odżywek do rzęs? Co się u Was sprawdza?

czwartek, 21 czerwca 2012

Mój pierwszy BlogBox!

Nie wiem, co było dla mnie większą frajdą - kompletowanie pudełka dla osoby, którą ja wylosowałam, czy czekanie na moje :) W obu przypadkach naprawdę wielką radość sprawiły mi BlogBoxy. Mój co prawda leżakował trochę na "docelowej" poczcie, ale chyba już został odebrany ;) A wczoraj już dotarł do mnie Box przygotowany dla mnie przez Vexgirl.
Nie wiecie, co to są BlogBoxy? Nic straconego! Napiszę Wam tylko, że pomysłodawczynią całej akcji jest Obsession, na jej blogu znajdziecie wszystkie potrzebne informacje, a może załapiecie się na kolejną edycję, w której i ja planuję wziąć udział ponownie :)
  
Dobra, ale do rzeczy.
Co znalazłam w moim pudełeczku?
  
  
Całość była zapakowana w pomarańczowe pudełeczko (co za zbieg okoliczności, ja mojego boxa wysyłałam w takim samym :D) i opakowana w pomarańczowy papier :) Wewnątrz znalazłam parę kosmetyków i bardzo miły liścik - z Vex znamy się też trochę pozablogowo (choć nie osobiście), więc tym bardziej miło było dostać paczuszkę właśnie od niej :)
Przyjrzyjmy się zawartości pudełka :)
  
  
Tutaj mamy szampon Yves Rocher dodający objętości i żel pod oczy z Ziai. Oba kosmetyki trafione - szampon taki sam czeka u mnie na półce na użycie, więc teraz będą czekać dwie buteleczki, ale to świetnie, bo bardzo go lubię :) Co do żelu - zdecydowanie się przyda. Do tej pory używałam tych żelów z FlosLeku, ale chciałam wypróbować Ziaję, więc dobrze się składa :)
  
  
Tutaj to już w ogóle czytanie w myślach - wczoraj przy demakijażu myślałam, że przydałaby mi się jakaś odżywka do rzęs, bo słynna L'Biotica niewiele mi pomogła i średnio pasowała mi jej aplikacja. No i abrakadabra, jest odżywka Eveline "na szczoteczce" :D Cieszę się bardzo :)
Jest tu też bransoletka, "osobisty drobiazg", jak to ładnie Vex określiła - od razu wylądowała na moim nadgarstku, bo parę dni temu musiałam zrezygnować z bransoletki, którą dostałam od innej bloggerki - jej zapięcia zaczęły mnie uczulać :( Teraz już dumnie paraduję z nową bransoletką ;)
  
  
I jeszcze kolejne drobiazgi :) Dostałam miniaturkę kremu do rąk o ślicznym malinowym zapachu i ze świetnym "farbkowym" opakowaniem, dwa naturalne mydełka i kompozycję zapachową o moim ulubionym zapachu cytrusów - chyba odkopię z tej okazji mój kominek na tea-lighty ;)
  
Ogólnie mówiąc, bardzo podoba mi się to, co dostałam :) Przyznaję, że trudno trafić w mój gust, nawet mając do dyspozycji "Kartę Informacyjną BlogBox", bo lubię dość konkretne rodzaje kosmetyków, a niektórych nie tknę palcem, nawet jeśli chodzi tylko o zapach ;) Tymczasem Vex udało się trafić - jest naturalnie, ziołowo-owocowo-świeżo, a moja ciekawość została pobudzona przez miniaturki kremu i mydełek. Dziś wieczorem biorę się za ich testy ^^

Dziękuję bardzo Vexgirl i Obsession za wspólną zabawę - mam nadzieję, że będą kolejne edycje i że będę miała możliwość wzięcia w ich udziału ;)

wtorek, 5 czerwca 2012

Eveline Spa - Orzeźwiający balsam Ogórek i Zielona Herbata

Ostrzegałam Was, że teraz zasypię Was recenzjami mazideł do ciała, prawda? Zostały mi trzy, o których chcę napisać ;) Na dziś wybrałam cudeńko od Eveline - nie jestem fanką marki, ale te balsamy uwielbiam. Dziś o wersji z ogórkiem i zieloną herbatą - zdecydowanie mojej ulubionej! :)
   
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: np. na Biogaleria.pl - drogeria internetowa, 15,10zł / 500ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Zaczynając jak zwykle od opakowania, powiem, że jest to jedna z zalet jego balsamu - opakowanie jest wielkie, półlitrowe, z bardzo wygodną i higieniczną pompką. Jest wykonane z białego plastiku, ale pod światło da się zobaczyć, ile jeszcze zostało - co jest ważne dla nałogowych zużywaczek, prawda? ;) Zużyłam chyba 3 butle tych balsamów, ale pierwszy raz zepsuła mi się pompka - tzn. nie blokuje się, ale nie jest to wielki problem, bo butla i tak jest zbyt duża, żeby np. brać ją w podróż.
Balsam ma kremową konsystencję, jest dosyć gęsty, ale niesamowicie leciutki. Jego zapach stanowi jeden z głównych atutów - jest niesamowicie orzeźwiający, idealny wprost na lato! Opisałabym go po prostu jako połączenie ogórka i zielonej herbaty - dokładnie te dwa składniki w nim czuć, a ja lubię takie "dosłowne" zapachy ;)
  
     
Jak już pisałam, balsam jest bardzo lekki. Z łatwością rozprowadza się na skórze, jest więc bardzo wydajny (co dla niektórych może być wadą przy takiej dużej butli ;)). Wchłania się bardzo szybko, pozostawiając na skórze delikatny przyjemny film - absolutnie nie jest on tłusty. Nawilżenie jest zauważalne, zwłaszcza przez godzinę, może dwie po posmarowaniu ciała. Zapach również długo się utrzymuje. Orzeźwienie i odświeżenie jest naprawdę rewelacyjne, zwłaszcza, jeśli mamy w zwyczaju smarować ciało rano. Ja zazwyczaj używam wieczorem, ale i tak uwielbiam ten efekt ;)
Czy polecam? Zdecydowanie tak! Większych wad nie dostrzegam :)
Jeśli nie macie wybitnie suchej skóry i nie szukacie wyłącznie mocno nawilżających produktów, ten balsam będzie dla Was idealny. :)
Z tej linii używałam jeszcze wersji z lotosem i chyba jakąś wycofaną, której nie potrafię sobie przypomnieć, ale lubiłam je wszystkie ;) Mnie jednak szybko nudzą się zapachy, więc w połowie butli robiłam "przerwę" na szybkie zużycie innego balsamu :P
 
  
Używałyście tych balsamów Eveline? Jakich wersji?
Polubiłyście je tak samo jak ja, czy może u Was się nie sprawdziły?

czwartek, 24 maja 2012

Kilka prostych i efektownych manicure'ów #2 - Na lato!

Pora na kolejną porcję łatwych do zrobienia wzorków na paznokcie, które sprawią, że Wasz manicure będzie wyglądał wyjątkowo :) 
Tym razem mam dla Was trzy propozycje idealne na lato, które nadchodzi wielkimi krokami... 
  
    
Pierwsza propozycja to arbuzowy mani. Wiem, że moja wersja nie jest perfekcyjna, ale nie szkodzi - wierzcie lub nie, ale nikt nie zwraca uwagi na takie "niedociągnięcia" ;) Do wykonania takiego mani potrzebujemy czterech lakierów - czerwonego, zielonego, białego i czarnego - oraz cienkiego pędzelka i szpilki albo igły. Najpierw malujemy pazurki naszym czerwonym lakierem - u mnie jest to Eveline Colour Show - 636. Teraz cienkim pędzelkiem albo tym z lakieru, jeśli jest dość precyzyjny, robimy zielony pas przy nasadzie paznokcia - u mnie zieleń to China Glaze - Starboard. Jeśli pomaziamy skórki - nie szkodzi, później wyczyścimy ;) Teraz bierzemy biały lakier i robimy dość cienki pasek między zielenią a czerwienią - nie pamiętam, jakiej bieli użyłam, to jakiś lakier no-name był. Czekamy aż całość wyschnie i chwytamy za igiełkę. Nabieramy na nią ciut czarnego lakieru - u mnie też no-name - i delikatnie przykładamy do paznokcia, żeby zrobić dość drobne pestki. Na koniec warto pokryć wszystko topem.
  
   
Moja druga propozycja jest mniej skomplikowana. Wystarczą nam do niej dwa pasujące do siebie lakiery, jakieś ozdóbki (choć obędziemy się i bez nich) oraz kawałek gąbki. Zaczynamy od pomalowania paznokci lakierem bazowym, u mnie to żółty lakier, czyli ArtDeco Mini - 545. Gdy wyschnie, bierzemy drugi lakier, u mnie to Kobo - 20 Crazy Pink - i nakładamy go na gąbeczkę. Teraz ciapiemy nią po części paznokcia, możecie pięknie wycieniować albo zostawić tak jak ja, zależy jak Wam się podoba :) I teraz mamy dwie opcje. Jeśli chcemy użyć ozdóbek - malujemy paznokcie topem i naklejamy na niego te pierdółki. Nie utrzyma się kilku dni, ale na 1-2 dni macmy ładny efekt ;) Druga opcja to dorobić jakieś kropeczki główką szpilki czy zapałki, użytą jak sondą. Wtedy topa nakładamy dopiero na kropeczki :)
  
   
W tym mani czułam się wyjątkowo dobrze :) Również jest łatwy do zrobienia, a efekt zdecydowanie przyciąga wzrok ;) Potrzebujemy ok. 3-4 niebieskich/granatowych/srebrnych lakierów oraz jednego białego, a także kawałka gąbeczki i cienkiego pędzelka. Malujemy pazurki lakierem bazowym, najlepiej gdyby był to jakiś jasny błękit. Kiedy wyschnie, pędzelkiem malujemy na nim ciemniejszym lakierem kształt fali, poprawiamy nieregularnymi "maźnięciami" z użyciem pozostałych "falowych" kolorów, tak, by fala wyglądała na dynamiczną. Na koniec nakładamy odrobinę białego lakieru na kawałeczek gąbki, najlepiej na jej kant, dla lepszej precyzji, i "ciapiemy" nią na szczycie fali, by zrobić jej spienione wykończenie. Pozwalamy lakierom wyschnąć i nakładamy warstwę topa, żeby utrwalić nasz manicure. Teraz wychodzimy z domu i chwalimy się letnimi pazurkami :P Użyte przeze mnie lakiery to  ArtDeco Mini - 515, Essie - Aruba Blue i Essie - Borrowed & Blue oraz Avonowy french ;)

I jak, która z propozycji podoba Wam się najbardziej? Planujecie którąś wykorzystać?
A może robiłyście już właśnie takie pazurki? :)

I jaki zestaw chcecie następnym razem - kwiatki, kropki czy abstrakcję? ;) 

niedziela, 28 sierpnia 2011

Eveline Pure Control SOS - Antybakteryjny tonik głęboko oczyszczający + kilka zdjęć

Hej! Nie było mnie parę dni, ale o tym na sam koniec notki ;)
Miałam już nie dawać kosmetyków z paczki od lamode.info, ale po pierwsze - chcę mieć pretekst do pokazania Wam zdjęć z wyjazdu, po drugie - recenzję tego toniku miałam już wcześniej przygotowaną, no i po trzecie - naprawdę warto coś o nim napisać ;) 
Jak już wspominałam, seria Pure Control SOS jest przeznaczona dla nastoletniej cery z problemem trądzikowym. Cóż, nastolatką już niestety nie jestem (choć zawsze będę twierdzić, że mam 18 lat ;)), ale problemy tego typu mam nadal. Mam cerę mieszaną, której zdarza się błyszczeć i zaskakiwać nowymi konstelacjami krostek.
  
    
Opis producenta:
Odblokowuje pory, odświeża i matuje, pomaga zwalczać uciążliwy trądzik, przywraca naturalne pH skóry, zawiera kwas salicylowy + d-panthenol.
Pure Control SOS antybakteryjny tonik głęboko oczyszczający dzięki połączeniu przeciwbakteryjnego kwasu salicylowego i łagodzącego d-panthenolu reguluje wydzielanie sebum. Skutecznie eliminuje zaskórniki, zapobiega powstawaniu nowych, pomaga zwalczać ślady po trądziku, pozostawiając skórę świeżą i matową.
Zauważalne efekty:
- zmniejszona ilość pryszczy i zaognionych zmian
- mniej zaskórników i śladów po pryszczach
- odczuwalne zmniejszenie podrażnień
   
   Cena: ok. 11zł / 150ml (200ml w promocji)
 
Skład: Aqua/Water, Isopropyl Alcohol, Triethanoloamine, Salicylic Acid, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, PEG-75 Lanolin, Sodium Benzotriazolyl Butylphenol Sulfonate/Buteth-3/Propane Tricarboxylic Acid, Panthenol, Methylchloroisothiasolinone/Methylisothiasolinon, Fragrance, Disodium EDTA, CI 42051
   
  
Moja opinia:
Na wstępie powinnam wspomnieć, że tonik to kosmetyk, który jest absolutnym niezbędnikiem w mojej kosmetyczce - potrafię przecierać nim twarz kilka razy dziennie, zwłaszcza latem. Może jest to niewłaściwe, ze względu na zawartość alkoholu w większości toników, jakich używam, ale nie zauważyłam, żeby mojej tłustej cerze to zaszkodziło ;) Ten tonik okazał się strzałem w dziesiątkę. Po pierwsze - bardzo przyjemny zapach, taki neutralny, nie kojarzący się z niczym, ale niewątpliwie przyjemny. Jako, że zawiera alkohol, naprawdę działa antybakteryjnie i odkażająco - sądzę, że latem jest nam to tym bardziej potrzebne, bo przecież jesteśmy narażone na pocenie się twarzy (i przecieranie jej dłońmi...), różnego rodzaju kurz z otoczenia, ogółem nic przyjemnego ani zdrowego, dobre oczyszczanie nam się przyda. A jak przy okazji wysuszy nam pryszcze - to i lepiej, prawda? Skóra po użyciu tego toniku jest świetnie odświeżona i aż czuć tą czystość. Jestem z niego bardzo zadowolona, pomógł mi przeżyć okres, w którym powinnam mieć masakryczny wysyp różnych konstelacji na twarzy - a dzięki niemu i innym kosmetykom z tej serii przebiegło to niemal bezboleśnie ;) Jedynym minusem, jakiego się dopatrzyłam to średnia wydajność - choć nadrabia to dużą pojemnością i w miarę niską ceną. 
  
  
A co do mojego zniknięcia - już się tłumaczę. :) Otóż wybrałam się w krótką podróż do Gdańska, gdzie studiuje moja znajoma. Pooprowadzała mnie ona trochę po Trójmieście, wczoraj wieczorem wróciłam wymęczona, obolała, ale w jakiś sposób wypoczęta :) Poniżej możecie zobaczyć parę fotek. Kliknijcie, żeby je powiększyć.
    

sobota, 20 sierpnia 2011

Eveline Slim Extreme 3D SPA - Superskoncentrowane serum modelujące pośladki Push-up

Wygląda na to, że to już ostatni produkt z paczuchy od Lamode.info, który muszę Wam zrecenzować. Seria Slim Extreme 3D SPA jest przeznaczona do modelowania sylwetki - te kosmetyki mają za zadanie ujędrniać, likwidować cellulit, unosić... Na ostatni rzut zostawiłam sobie kosmetyk, po którym najmniej się spodziewałam i właściwie słusznie ;)
   
  
Opis producenta:
 Działa na trzy podstawowe problemy dotyczące skóry pośladków. Ma działanie modelujące, poprawia metabolizm tkankowy oraz działa na poprawę struktury skóry. To unikalne połączenie Volufiline (ekstrakt z azjatyckiej rośliny Gardenia Asiatica), która ze względu na stymulację rozwoju lipidów ma działanie modelujące oraz kompleks `Full up / Full shape` (ekstrakt z rośliny Kigelia africana) mający wpływ na wzrost elastyczności tkanki łącznej. Dodatek kofeiny pobudza metabolizm tkankowy i usprawnia mikrokrążenie, co wpływa na ujędrnieni skóry i zwiększenie jej elastyczności.

Cena: 15zł / 150ml
  
Aktywne składniki:
  • VolufilineTM – naturalny ekstrakt z azjatyckiej rośliny Gardenia asiatica, stosowanej od wieków w medycynie naturalnej. Stymuluje rozwój lipidów w komórkach tłuszczowych (adipocytach), reguluje proces ich magazynowania. Sprawia, że pośladki stają się pełniejsze i bardziej krągłe.
  • Full-shapeTM – kompleks na bazie Kigelia africana zwiększający elastyczność włókien tkanki łącznej. Modeluje linię pośladków i daje natychmiastowy efekt push-up.
  • Kwas hialuronowy – działa jak „molekularna gąbka”, maksymalnie nawilżając skórę. Jego łańcuchowa struktura, przeplatając przestrzenie między włóknami kolagenu, wzmacnia i nadaje pośladkom młodzieńczą sprężystość.
  • Kofeina – pobudza mikrokrążenie, przyspiesza metabolizm komórkowy w skórze, jednocześnie zwiększając jej jędrność i elastyczność.
  • Algi laminaria – zawierają liczne witaminy, sole mineralne, antyoksydanty i aminokwasy, wzmacniają strukturę szkieletu skóry, poprawiają przemianę materii w skórze, detoksykują i oczyszczają.
Skład:
  
Moja opinia:
Cóż, gdyby istniał kosmetyk, który faktycznie sprawiałby cuda, które obiecuje producent, na pewno byłby droższy ;) Niemniej jednak uważam, że to serum znajdzie swoje zastosowanie. Ale po kolei.
Opakowanie to dość miękka nieprzezroczysta tuba - niestety trudno skontrolować, ile kosmetyku jeszcze w niej zostało. Samo serum ma konsystencję takiego jakby mętnego żelu, łatwo się rozprowadza na skórze i szybko wchłania, zostawiając przyjemne uczucie chłodku (choć nie wszystkim może się ono podobać). Na pewno czujemy, że coś na pupie mamy i że "coś" to robi ;)
Jak się można było spodziewać, po miesiącu stosowania efekt jest, choć na pewno nie spektakularny. Nie spodziewałam się, że nagle zadek uniesie mi się ładnie (choć w sumie akurat jemu niewiele mam do zarzucenia :P), tak też nie zrobił. Muszę jednak przyznać, że skóra jest ładnie ujędrniona i bardziej napięta, myślę, że dla kogoś, kto gwałtownie schudł ostatnimi czasy to serum może być zbawieniem. U mnie cudów nie zdziałało, ale na pewno zrobiło tyle, ile mogło na tym polu - pupa ujędrniona jak ta lala :D
  

czwartek, 18 sierpnia 2011

Eveline Pure Control SOS - Antybakteryjny krem nawilżający

Wracamy znowu do paczuchy z kosmetykami Eveline - na dziś mam kolejny produkt z serii Pure Control, która przeznaczona jest do nastoletniej problematycznej cery. Moja choć nie nastoletnia, jest właśnie taka i zawsze miałam wielki problem z doborem kremu do twarzy. Wszystkie były dla mnie zbyt ciężkie, zapychały pory, sprawiały, że świeciłam się jak latarnia następnego dnia po posmarowaniu. W całym moim życiu trafiłam na DWA kremy, które moja cera toleruje bez zastrzeżeń. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, ten jest jednym z nich.
   
  
Opis producenta:
 - długotrwale matuje, - zmniejsza widoczność porów,
- łagodzi podrażnienia, - cynk + kompleks fast - mat
Pure Control SOS antybakteryjny krem nawilżający dzięki innowacyjnej formule opartej na cynku i aktywnej siarce zapobiega rozwojowi bakterii i skutecznie zapobiega powstawaniu zmian. Zawarty w nim kompleks matujący fast-mat pochłania nadmiar sebum, zmniejszając jednocześnie widoczność zaskórników i łagodząc podrażnienia. Wyciąg z ogórka nawilża i delikatnie rozjaśnia. Pomaga zwalczać ślady po pryszczach.
Zarówno w dzień, jak i podczas nocnego odpoczynku krem pobudza skórę do prawidłowego funkcjonowania, pozostawiając ją świeżą, matową i wygładzoną.
Zauważalne efekty:
- świeża i matowa cera przez cały dzień,
- zmniejszona widoczność pryszczy, zaskórników i śladów po trądziku,
- odczuwalne zmniejszenie podrażnień.
  
Cena: 11zł / 75ml
  
Skład: 
Niestety nie byłam w stanie uchwycić całości składu, bo jest nadrukowany zbyt szeroko na tubce...

   
Moja opinia:
Jak już pisałam, krem ten jest dla mnie sporym zaskoczeniem, na plus. Po pierwsze - tubka. O wiele bardziej higieniczne opakowanie niż słoiczki, prawda? :) Jest dość miękka, nie ma problemu z wydobyciem z niej odpowiedniej ilości produktu. Skład, choć nie umiem ich jeszcze zbyt dobrze interpretować, od razu zwrócił moją uwagę ilością ziółek - mamy tu ekstrakty z łopianu, nagietka, cytryny, chmielu, dziurawca, szałwii,  mydlnicy lekarskiej i ogórka. Właściwie wszystkie te roślinki mają działanie oczyszczające, antybakteryjne, łagodzące czy kojące. Mamy tu też oczywiście 4 parabeny, ale nie może być idealnie...
A sam krem? Jest naprawdę leciutki, wchłania się właściwie od razu, czym mnie zachwycił, bo po kilku minutach w ogóle nie czułam go na twarzy. Czułam za to, jakbym miała momentalnie oczyszczoną twarz, taką świeżutką, miękką, jędrną. Naprawdę super uczucie po użyciu. Po miesiącu używania mogę ze spokojnym sumieniem powiedzieć, że krem faktycznie porządnie nawilża i myślę, że poprawia stan cery - jakoś łatwiej było pozbyć się wszystkich przykrych niespodzianek z twarzy.
Przyznam szczerze, że nigdy nie używam kremów na dzień rano - choćby nie wiem, jak lekki by był, i tak mam wrażenie, że cała się świecę. Nawilżam więc twarz intensywnie na noc. Tego jednak raz czy dwa użyłam rano i tragedii nie było - skóra była nawilżona, ale nie świeciła się!
Podsumowując jestem całym sercem na tak. Krem na pewno ze mną zostanie do końca tubki. Do tej pory tylko jeden jedyny krem poza tym był dla mnie bez zarzutów - dla ciekawych napiszę, że był to krem Ziaja Herbikaplant z białą herbatą :)
  

wtorek, 16 sierpnia 2011

Eveline Pure Control SOS - Superskuteczny roll-on

Wśród kosmetyków Eveline, które dostałam do testowania, znalazły się cztery produkty z serii Pure Control SOS, przeznaczone do cery nastoletniej z problemami - tłustej lub mieszanej, błyszczącej, z trądzikiem. Moja, choć już nie nastoletnia, właśnie taka jest, więc kosmetyki nadały się super. Żel z tej serii już zrecenzowałam, tonik również, choć jeszcze na lakierowym blogu, teraz przyszła pora na roll-on, a za parę dni krem nawilżający. A teraz do rzeczy - dziś mowa o 'superskutecznym' roll-onie...
   
    
Opis producenta:
  • likwiduje pryszcze i zapobiega ich nawrotom
  • łagodzi podrażnienia
  • hamuje rozwój bakterii
Pure Control SOS superskuteczny roll-on jest doskonałym preparatem do walki z pryszczami. Dzięki formule z cynkiem i kompleksem active-repair likwiduje stany zapalne, błyskawicznie usuwa niedoskonałości, jednocześnie zapobiegając powstawaniu nowych. Zawarta w żelu alantoina łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia, eliminując ślady po pryszczach. 
Unikalny i innowacyjny roll-on z metalową kulką. Prosta i przyjemna aplikacja. Poręczne opakowanie. Natychmiastowe działanie łagodzące i kojące
Rezultat: Widoczna likwidacja pryszczy i zaskórników. Natychmiastowe działanie łagodzące i kojące. Skoncentrowana formuła. Błyskawiczne działanie ANTYBAKTERYJNE.
     
Cena: 11zł / 15ml
   
Skład: Aqua/Water, Isopropyl Alcohol, Arctium Lappa (Burdock Extract), Calendula Officinalis, Citrus Limonum (Lemon Extract), Humulus Lupulus (Hops Extract), Hypericum Perforatum, Salvia Officinalis (Sage Extract), Saponaria Officinalis, Glycerin, Propylene Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Panthenol, Zinc PCA, Triclosan, Carbomer, Triethanolamine, Allantoin, DMDM Hydantoin, Methylisothiasolinon / Methylisothiasolinon. Fragrance, Butylphenyl Methylopropional, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Coumarin, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone.
     
   
   Moja opinia:
Na wstępie powiem, że przedrostek "super" jest całkowicie zbędny.
Kosmetyk zawiera się w twardym nieprzezroczystym plastikowym opakowaniu - nie zobaczymy, ile go zostało, ale i nie wyciśniemy go niechcący zbyt dużo. Jak sama nazwa wskazuje, jest to roll-on. Ale proszę, powiedzcie mi, co za kretyn wymyślił, żeby kosmetyk tego typu aplikowany był za pomocą kulki? Stosujemy go na krostę, a chwilę później na coś, co było albo w naszym przeczuciu będzie krostą, w związku z czym przecież te bakterie cały czas przenoszą się z miejsc zainfekowanych na inne. Czysty kretynizm, ot co, nie wyobrażam sobie bardziej niehigienicznego sposoby aplikacji takiego kosmetyku... W dodatku kulka nie rozprowadza specyfiku zbyt dobrze - kiedy przejedziemy nią dwa razy to samo miejsce, zabiera żel z powrotem ze sobą, a żeby wydobyć go nieco więcej, kiedy np. mamy kilka zapalnych punktów, trzeba nieco potrząsać opakowaniem, by spłynął na kulkę.
Napisałam, że przedrostek "super" jest zbędny. Jednak w całym tym kretynizmie aplikacji, produkt ten JEST skuteczny. Cudów nie robi, ale zdecydowanie działa. W ciągu nocy krostki posmarowane nim szybciej się wybudowują i goją, a te dopiero tworzące się znikają lub łagodzą. Warto go stosować razem z innymi antybakteryjnymi kosmetykami, na pewno wzmocnią jego działanie. Nie zauważyłam żadnego wpływu na ślady po trądziku, ale szczerze powiedziawszy nawet nie próbowałam go w tym celu stosować. 
Podsumowując, roll-on jest skuteczny. Jedna główna wada to sposób aplikacji, który uważam za bezsensowny, jednak nie da się zaprzeczyć, że swoje zadanie spełnia - pomaga złagodzić i zlikwidować wszelkie niespodzianki na naszej skórze. Nie polecam, ale i nie odradzam, uważam, że każdy sam powinien zdecydować, czy taka forma preparatu punktowego mu odpowiada :)

A Wy, używałyście go? Jakie macie doświadczenie z preparatami punktowymi? Co polecacie, a co nie?

czwartek, 11 sierpnia 2011

Eveline Pure Control SOS - Żel myjący + peeling + maseczka

W paczce z kosmetykami Eveline znalazłam również 4 kosmetyki z serii Pure Control. Jest to seria kosmetyków do nastoletniej cery z problemem trądzikowym. Cóż, nastolatką już niestety nie jestem (choć zawsze będę twierdzić, że mam 18 lat ;)), ale problemy tego typu mam nadal. Mam cerę mieszaną, której zdarza się błyszczeć i zaskakiwać nowymi konstelacjami krostek. Jeśli chodzi o kosmetyki do jej pielęgnacji, mam dość wysokie wymagania. Przyznam szczerze, że ten produkt używałam już wcześniej, więc łatwo mi go będzie zrecenzować.
 
   
Opis producenta: Pure Control SOS 3 w 1 dzięki innowacyjnej formule opartej na cynku i kompleksie fast-mat reguluje proces wydzielania sebum, pozostawiając skórę świeżą, matową i wygładzoną. Poprzez właściwości myjące (delikatne drobinki peelingujące i kwas salicylowy) doskonale usuwa zaskórniki i pryszcze, zapobiega powstawaniu nowych, pomagając jednocześnie eliminować ślady po trądziku. Zawarte w nim alantoina i d-panthenol głęboko nawilżają i łagodzą podrażnienia, pozostawiając skórę świeżą, czystą i gładką na długi czas. Pure Control SOS 3 w 1, który może być stosowany jako żel myjący, peeling lub maseczka eliminuje skomplikowane czynności pielęgnacji cery i konieczność stosowania kilku produktów jednocześnie.
  
 Skład: Aqua / Water, Sodium Laureth Sulfate, Kaolin, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, PEG-75 Lanolin, Silica, Cocamide DEA, Propylene Glycol, Xanthan Gum, PE, Poliquaternium-7, Isopropyl Alcohol, Zinc PCA, Panthenol, Allantoin, Salicylic Acid, Triclosan, Methylchloroisothiasolinone / Methylisothiasolinon, Fragrance.
  
Cena: ok. 12zł / 150ml
   
  
Moja opinia: Nie mam jakoś przekonania do kosmetyków typu 3w1. Ten jednak całkiem mile mnie zaskoczył, choć używałam go głównie jako żelu. Zapach co prawda średni, bo taki mydlany, ale nie jest duszący ani nieprzyjemny - ot, nijaki. Produkt ma konsystencję kremu z drobinkami, ale funkcję żelu spełnia właściwie - całkiem dobrze pieni się na twarzy. Nie podrażnia skóry, po umyciu nim twarz jest taka miękka i jakby sprężysta, przyjemne uczucie ;)
Jako peeling sprawdza się równie dobrze - skutecznie ściera martwy naskórek bez podrażniania suchych partii twarzy. Jest dość gruboziarnisty, ale delikatny, więc nadaje się idealnie do cery tłustej bądź mieszanej. Zdecydowanie jednak odradzam stosowanie takich kosmetyków posiadaczkom cery suchej czy wrażliwej.
Co do maseczki - w tej formie używałam produktu najrzadziej. Nie zauważyłam jakiegoś specjalnego działania, a preferuję innego rodzaju maseczki. Ta jest dość toporna w zmywaniu, choć ogólnie używa się jej przyjemnie. Sądzę jednak, że spokojnie można osiągnąć spodziewane efekty stosując tylko dwie pierwsze formy, plus dodatkowo inne kosmetyki tego typu - tonik antybakteryjny, krem nawilżający.

Używałyście już jakichś kosmetyków z tej serii? Jakie są Wasze wrażenia?
I co myślicie o kosmetykach typu '3w1', '2w1' itd?

wtorek, 9 sierpnia 2011

Eveline - Wodoodporny olejek do opalania ze złocistym pyłem

Na wstępie bardzo chciałabym podziękować za puszczenie w świat wieści o tym blogu trzem kochanym dziewczynom, które napisały o tym u siebie - Sabbacie, Ewalucji i Kleopatre. Dziękuję! :*

Jakiś czas temu otrzymałam kilka kosmetyków Eveline do przetestowania i zrecenzowania. Pochodzą one z czterech różnych serii, podzielonych wg przeznaczenia: kosmetyki do twarzy (Pure Control), kosmetyki do ciała (Slim Extreme 3D), do opalania (Sun Care) i oczywiście lakiery (Colour Show). Seria Sun Care miała teraz możliwość wykazania się - zaczęły się upały (choć mają się ponoć zaraz skończyć...) i przyznam szczerze, że nawet na chwilę wyszłam na słoneczko, choć zwykle się nie opalam. No i w sumie efektów nie widać, ale kosmetyk przetestowałam, w tej recenzji oprę się również na opinii mojej mamy, która używała go znacznie częściej.
  
  
Opis producenta: To unikalna receptura najwyższej jakości składników. Polecany dla osób, które szybko się opalają i nie ulegają poparzeniom. Subtelny kolor płynnego bursztynu i złocisty pył już z chwilą nałożenia podkreślają istniejącą opaleniznę. Najnowszej generacji filtry UVA i UVB oraz β-karoten chronią skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Witaminy E i C – przeciwdziałają powstawaniu wolnych rodników i fotostarzeniu; ponadto odżywiają skórę, dzięki czemu zwiększa się jej gładkość i elastyczność. Wyciąg z orzecha włoskiego i β-karoten wzmacniają efekt opalenizny, a mieniące drobinki sprawiają, że skóra połyskuje złocistym blaskiem.
    
Cena: 15zł / 150ml
     
Skład:
   
Moja opinia: Przyznam na wstępie, że nieco przerażała mnie ostatnia część nazwy, ta o złocistym pyłku. Kojarzy mi się to z dyskotekowym kiczem, ale na szczęście ten pyłek jest delikatny, nie mieni się nachalnie, nie są to wielkie drobiny. Określiłabym to jako ten sam rodzaj pyłku jak w niektórych brązujących pudrach. Za spory plus uważam też opakowanie - atomizer to idealne rozwiązanie do takich kosmetyków, obawiam się, że dostałabym szału, gdybym taki olejek musiała wylewać na dłonie i rozprowadzać, taki mój mały odchył ;) Ciekawostką jest fakt, że olejek wcale nie jest oleisty - wręcz przeciwnie, jest lekki, a nie tłusty. Ładnie nawilża skórę, szybko się wchłania, zostawiając tylko to subtelne złote rozświetlenie, które świetnie będzie podkreślać opaleniznę - mam też wrażenie, że skóra po jego użyciu sama w sobie staje się nieco "opalona", nawet tak blada skóra jak moja ;) Cóż, nie jest to rodzaj kosmetyków, którego ja używam, jednak moja mama z otwartymi ramionami przyjęła go do swojej kosmetyczki :)
    

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...