Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ikos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ikos. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lutego 2012

IKOS - Ziemia Egipska (+ błotko w kremie Guam)

Dzień doberek! Powinnam się właśnie uczyć na ostatni, choć najważniejszy i najtrudniejszy egzamin w całej sesji, który mam w poniedziałek, dlatego ochoczo zabieram się za pisanie notki :P
Postanowiłam, że dziś napiszę Wam o dwóch kosmetykach, które dostałam do testów od sklepu Ciao.pl, dzięki pośrednictwu serwisu UrodaiZdrowie.pl :) Mowa o ziemi egipskiej oraz próbce błotka do ciała. O tym pierwszym napiszę więcej, bo i więcej jestem w stanie zaobserwować - próbka starczyła na jedno posmarowanie nóg ;)
Zacznijmy więc od ziemi egipskiej IKOS:
   

Gdzie i za ile: na Ciao.pl, 130zł / 13 g - aktualnie w promocji, za 109zł 

Opis producenta i skład:

   
Moja opinia:
Jak widzicie, ja dostałam do testów wersję ziemi egipskiej w formie testeru - różni się właściwie tylko opakowaniem, bo wagowo ma tylko 1g mniej niż produkt pełnowymiarowy. Niestety ze względu właśnie na to, że to tester, nie mogę nic powiedzieć o opakowaniu (poza tym, że to testerowe mi się wybitnie nie podoba :P). O samym produkcie napisać mogę sporo, w dodatku całkiem pozytywnie ;)
Otóż jak dla mnie, nie jest to typowy bronzer, bo osoby bardziej śniade niż ja mogą go spokojnie stosować na całą twarz jako ładnie rozświetlający puder. Dla mnie służy pod kości policzkowe i czasem na górę czoła, daje delikatny efekt przyciemnienia skóry, taki dość naturalny odcień, mimo, że w opakowaniu wygląda na marchewkę ;) Z początku wydawało mi się, że to mat, ale po pierwszym użyciu okazało się, że i na twarzy i w opakowaniu widać już drobniuteńkie rozświetlające drobinki - mam nadzieję, że je tutaj zobaczycie:
   
  
Ziemia egipska utrzymuje się na twarzy cały dzień, jednak z biegiem czasu nieco zanika ten efekt rozświetlenia. Dodam też, że jest tak wydajna, że po miesiącu używania powierzchnia kosmetyku nadal jest gładziutka, a w opakowaniu nie ma ani odrobiny "luźnego" pyłu - wcale się nie kruszy i nie sypie. Przyznam tylko, że choć o ziemi egipskiej marzyłam od dawna, to w życiu bym jej nie kupiła - ponad 100zł za bronzer, nawet jak dobry, to zdecydowanie zbyt dużo na kieszeń biednej studentki ;) Dlatego tym bardziej dziękuję sklepowi Ciao.pl i serwisowi UrodaiZdrowie.pl za możliwość dorwania go w swoje łapki - nawet w formie testera :)
  
  
To teraz jeszcze parę słów o błocie do ciała w kremie Guam Fangocrema :)
   
  
Opis producenta: Nowość w walce z cellulitem! Wzbogacona formuła popularnego kremu zawierająca algi Guam, kofeinę i kompleks roślinny. Krem niezwykle intensywnie stymuluje spalanie tkanki tłuszczowej i ułatwia usuwanie z organizmu szkodliwych produktów przemiany materii. Dodatkowo redukuje cellulit i poprawia stan skóry. Nie wymaga zawijania folią.
   
Jak już pisałam, ta próbka wystarczyła mi na jednorazowe pomazianie całych nóg, nie więcej. Mogę więc opisać właściwie tylko pierwsze wrażenia. Otóż krem jest nieco żelowaty, kojarzy mi się z karmelem, i z wyglądu i z konsystencji. Po posmarowaniu przyjemnie mrozi nogi - ja bardzo lubię ten efekt, ale wiem, że nie wszyscy są jego fanami. Czuć przynajmniej, że cokolwiek robi ;) Przez dłuższy czas czuć taki specyficzny, lekko kamforowy zapach, co też mi odpowiada. Jedyne, co mnie negatywnie zaskoczyło to fakt, że nawet po kilku godzinach, przetarcie skóry ręką skutkowało tym, że błotko się zaczynało mocno wałkować, choć sprawiało wrażenie wchłoniętego. 
Błotko to jest dostępne w cenie 109zł / 350g na stronie Ciao.pl.
   
To by było na tyle, jeśli chodzi o dziś, trzeba wracać do nauki...
Chyba, że strzelę jeszcze notki na najbliższy tydzień? ^^

Przy okazji - jak codziennie, uaktualniłam zakładkę "Co wkrótce?" - bardzo Was proszę o typy, o czym chcecie poczytać - napiszcie po prostu w komentarzu w tamtej zakładce. Zrealizowane prośby na bieżąco usuwam i na chwilę obecną zostało ich mało, liczę więc na Wasze podpowiedzi, żeby wiedzieć, o czym pisać ;)

piątek, 20 stycznia 2012

Twarzowo-dzienniakowych eksperymentów ciąg dalszy...

Kiedy przy poprzednim dziennym makijażu pokazałam Wam twarz i napisałam, co mi się w tych zdjęciach nie podoba, dostałam parę rad, jak to ominąć. I zaczęłam się do nich stosować, w efekcie czego na zdjęciach nos już nie zasłania mi całej reszty twarzy - dziękuję Wam ;)
Pozbyłam się też drugiego problemu - na zdjęciach zawsze było widać wszelkie najmniejsze blizny potrądzikowe na twarzy, a mam ich sporo, bo namiętnie wszystko zdrapywałam swego czasu... Zresztą nadal mi się zdarza... W każdym razie wszelkie te zaczerwienienia itd. bardzo uwidaczniały się na zdjęciach. Podkładów nie lubię używać, bo zawsze bardzo je czuję na twarzy i mi przeszkadzają, zresztą na żywo te moje małe skazy w ogóle nie rzucają się w oczy. ALE ;) Odkryłam za sprawą blogerek podkład Rimmel Match Perfection w żelu i muszę przyznać, że już go pokochałam. Pięknie ujednolica kolor cery, rozświetla, aż czuję się ładniejsza ;) Za jakiś czas napiszę jego obszerniejszą recenzję, teraz jednak oznajmię tylko, że dzisiejsze zdjęcia poniżej są tu dzięki uprzejmości tego podkładu, że dał mi możliwość wyglądania jak człowiek, i to bez retuszu :P
   
Oto moje kolejne dzienniakowe próby :)
   
  
Tutaj zaserwowałam sobie złoty makijaż w ciemnej oprawie, choć widzę w nim po czasie pewne niedociągnięcia - np. zbyt obniżony kącik kreski na górnej powiece czy za mało wyciągnięty cień. Niemniej jednak, bardzo dobrze czułam się w tym makijażu - zresztą zawsze dobrze się czuję w złotym i brązowym kolorze na oczach :) 
Użyłam tutaj:
A oto sam makijaż:
  
   
I jeszcze kolejny mój eksperyment dzienniakowo-twarzowy ;)
    
  
Tym razem eksperymentowałam dalej z Avonową paletką Water Colour. Użyłam brudnego, lekko iskrzącego różu, przyciemniając go dodatkowo czernią w zewnętrznym kąciku oka i przy rzęsach. O dziwo, też całkiem nieźle się w tym makijażu czułam :)
Czego użyłam?
I sam makijaż:
   
   
  
I jak Wam się podobają moje dzienniaki? Nie za mocne? Nie za delikatne?
Chętnie przeczytam wszelkie sugestie, bo zaczynam dopiero przygodę z typowymi dziennymi makijażami i mam wrażenie, że albo ich nie widać, albo są za mocne ;) 
Tylko czekam, aż dotrze do mnie mój prezent urodzinowy od Sabbathy, czyli paleta 28 neutralnych odcieni, wtedy zacznę szaleć z dzienniakami ^^

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...