Widzicie te śliczności? To mineralne cienie do powiek marki La Rosa. Parę dni temu pisałam Wam o ich pudrowym podkładzie, dziś czas na te "naoczne" cuda. W moim zbiorze znalazło się sześć odcieni: Gold, Jaspis, Emerald, Nefrite, Topaz oraz Onyx. Tak wyglądają ich słoiczki:
Opis producenta:
Mineralne cienie do powiek – są niezwykle wydajne, zawierają czyste
pigmenty mineralne, które wydobywają urodę oka oraz chronią i pielęgnują
delikatną skórę powieki. Dzięki wysokiej zawartości dwutlenku tytanu
bardzo intensywnie się wybarwiają, kolory są nasycone i trwałe. Z kolei
tlenek żelaza działa jak optyczny reduktor zmarszczek. Można ich używać
na wiele sposobów:
- na sucho jako cień sypki;
- na mokro jako cień mokry (bardzo intensywne wybarwienie);
- jako pigment do bezbarwnego lakieru do paznokci;
- z wazeliną kosmetyczną jako błyszczyk do ust;
- można mieszać ze sobą różne kolory uzyskując nowe.
Moja opinia:
Jak widzicie, wszystkie kolorki, jakie tu mam, są typowo moje, takie jesienne ;) Przyznam szczerze, że jestem tymi cieniami zachwycona, choć moja recenzja w pełni nie odda ich świetności, bo albo mój aparat zaczyna padać, albo te cienie są wyjątkowo trudne do uchwycenia na oku, choć na żywo wyglądają bosko ;) Musicie mi tym razem wierzyć bardziej na słowo ;)
Cienie są zamknięte w szklanych słoiczkach o srebrnych zakrętkach. Każdy słoiczek zawiera 3g kolorowego pyłku, co jest dużą ilością, zważywszy na fakt, że np. podkład w pudrze tej samej marki ma 4,5 grama ;) Zresztą nie sądzę, żeby ktoś był w stanie szybko zużyć taką ilość. Do delikatnego makijażu często stosowałam tylko osadu z pyłku, który zebrał się wewnątrz zakrętki, więc naprawdę odrobinę. Do mocniejszego, nawet takiego na mokro, również wystarcza szczypta.
Na sucho cienie są średnio napigmentowane, właściwie powiedziałabym, że niezadowalająco. Na bazie - już lepiej. Na mokro - rewelacja. Na poniższych zdjęciach są cienie nałożone na lekko wilgotną skórę:
Pierwsze zdjęcie zrobiłam w słońcu, drugie w cieniu.
Najmocniejszym kolorem jest zdecydowanie Onyx, choć wszystkie są dość zbliżone do siebie pod tym względem. Jeśli chodzi o trwałość, są niezłe, na bazie trzymają się bez problemu przez cały dzień. Bez bazy nawet nie próbowałam, bo z moimi tłustymi powiekami po godzinie miałabym kolorowe kreski w załamaniach... Coś, co mnie w nich wkurza to to, że się strasznie osypują przy malowaniu. Zdaję sobie sprawę, że to w dużej mierze kwestia mojego braku wprawy z sypanymi cieniami, ale mam też inne sypańce, które nie tworzą tęczy na policzkach i nosie...
Cóż, jak pisałam, bardzo trudno mi było ująć te cienie na powiekach na zdjęciu... Mimo, że fotografowany makijaż był mocny i kolorowy, na zdjęciach wygląda jak blada plama... Pierwsze trzy zdjęcia robione były w świetle naturalnym, a kolejne trzy - w sztucznym:
Wierzcie lub nie, ale są tu cztery kolory... Wewnętrzna połowa powieki to Emerald, zewnętrzna to Onyx, pomiędzy nimi, na środku, odrobina cienia Gold, a na górze pod brwiami Jaspis. Makijaż ten wykonywałam na sucho, ale na bazie, na żywo wyglądał o wiele intensywniej, choć nie tak, jak np. kolory w swatchach powyżej. Powtarzam więc, że musicie uwierzyć mi na słowo ;)
Podsumowując, cienie te uważam za bardzo przyzwoite, choć dość drogie... Mimo to, zdecydowanie warte uwagi i wydania paru złotych więcej, jako lepszy substytut drogeryjnych cieni :)
Macie jakieś mineralne cienie do powiek? W jaki sposób używacie ich najchętniej?
I jeszcze jedno - dodałam kilka propozycji postów do zakładki "Co wkrótce?" - czekam na Wasze typy :)