czwartek, 24 kwietnia 2014

Orlica piecze! #10 - Dietetyczne czekoladowe ciasteczka owsiane

Naszło mnie ostatnio na wypróbowanie jakichś dietetycznych wypieków. Sprawdziłam, co mam ze składników i uznałam, że najlepiej będzie, jak zrobię jakieś ciasteczka owsiane. Wpisałam hasło w google, przejrzałam kilkanaście przepisów i właściwie żaden mnie jakoś specjalnie nie zachęcił... Ostatecznie wzięłam kartkę, długopis i sama skomponowałam swój sposób na czekoladowe ciasteczka owsiane w wersji light, biorąc po trochu z każdego czytanego przepisu ;) Powiem tak - jak na DIETETYCZNY wypiek, ciasteczka wyszły bardzo smaczne ;) Może mało słodkie, ale na pewno zdrowsze i powodujące mniej wyrzutów sumienia ;)
  
  
Przepis:
 Składniki:
  • 2 szklanki płatków owsianych górskich
  • 1,5 szklanki jogurtu naturalnego
  • 0,5 szklanki rodzynek
  • 1 białko jajka
  • 1 czubata łyżka ciemnego kakao
  • 1 łyżka cukru wanilinowego
  • 2 łyżki miodu
Białko jajka ubijamy na pianę, potem stopniowo dodajemy płatki owsiane i resztę składników. Dokładnie mieszamy, zwłaszcza, jeśli miód jest bardziej zbity niż płynny (wtedy można go wcześniej nieco rozpuścić). Całość zostawiamy na pół godziny, żeby płatki owsiane zdążyły nasiąknąć - można na ten czas włożyć do lodówki, ale nie jest to konieczne. Kiedy masa zrobi się "plastyczna", zaczynamy formować ciasteczka. Na blasze układamy papier do pieczenia, a z ciasta formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego i rozpłaszczamy je. Ciastka nie urosną, więc można układać blisko siebie. Z tej porcji wyjdzie ok. 20-25 ciasteczek. Blachę wkładamy na 15-20 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.
Po upieczeniu ciacha są miękkie, lekko gumowe, ale naprawdę smaczne, choć na początku może nas zaskoczyć smak ciemnego kakao, po kolejnym gryzie będzie już lepiej, bo dojdzie do głosu miód i słodkie rodzynki ;)
Zamiast jogurtu naturalnego możecie dać owocowy odtłuszczony, ale mniej miodu, można też zamienić rodzynki na inne bakalie, wszystko zależy od Waszych preferencji.
 
  
Spróbujecie? :) Jeśli tak, koniecznie dajcie znać, jak Wam wyszły! :)

wtorek, 22 kwietnia 2014

O'Right - Szampon dodający objętości Goji Berry

Dziś mam prawdziwą ciekawostkę dla miłośniczek kosmetyków ekologicznych -  szampon marki O'Right, Organics Beauty, zawierający 96% naturalnych składników. Przyznam szczerze, że nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby kupić taki szampon, pewnie nigdy bym o nim nawet nie wiedziała, ale dostałam go na spotkaniu Igraszki Kosmetyczne w Warszawie we wrześniu, gdzie przedstawicielki firmy przeprowadziły badanie mojego skalpu i dopasowały szampon z odpowiedniej linii. Byłam go strasznie ciekawa, ale dopiero ze dwa miesiące temu doczekał się swojej kolejki, a wczoraj odstawiłam puste opakowanie, więc czas na recenzję :)
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: organicsbeauty.pl, 84zł / 400ml
  
Moja opinia:
Zacznę od tego, że ciekawostką w tym produkcie jest przede wszystkim opakowanie. Z pozoru to zwykła smukła biała butelka z grubego i nieprzezroczystego plastiku z ładnym bambusowym zamknięciem. Wygląda świetnie, ale nie jest do końca szczelna, więc odpada branie jej w podróż, gdyby ktoś wpadł na pomysł zabierania prawie półlitrowej butli ;) Design jest też przyjemny dla oka, ale ciekawostką jest co innego. Mianowicie butelka na podwójne dno, w którym skrywa... nasionka akacji. Po zużyciu można butelkę zakopać - plastik się rozłoży i wyrośnie drzewko. Przyznam, że nie próbowałam, ale na dniach zawiozę pustą butelkę do rodziców i spróbuję zakopać ją w ogródku, zobaczymy co z tego będzie ;)
Sam szampon ma delikatny zapach, ziołowo-zielony - nie jestem w stanie go inaczej opisać. Jest dość rzadki, przez co traci trochę na wydajności, ale i ta nie jest zła.
  

Dzięki swojej dość rzadkiej konsystencji szampon bardzo dobrze i szybko pieni się na włosach, a później łatwo z nich spłukuje. Zapach raczej się na nich nie utrzymuje, ale po wyschnięciu są leciutkie, bez efektu siana. Nie zauważyłam niestety wpływu na objętość - ani wizualną ani faktyczną. Szampon dobrze jednak spełniał swoje zadanie czyszczenia i odświeżania włosów, a to najbardziej podstawowe funkcje tego typu produktów prawda? Podsumowując, wychodzi na to, że poza nasionkami w dnie, to po prostu szamponowy przeciętniaczek. Czy warty 84zł? Oj, na pewno nie. Gdy zobaczyłam tę cenę, aż ciężko mi było w nią uwierzyć... Znam całą masę lepszych szamponów w znacznie niższych cenach.
Czy polecam? Nie, nie ma po co. Kupcie lepiej dobry tani szampon i sadzonkę akacji, wyjdzie taniej i pewniej ;)
 
  
Co myślicie o takich drogich kosmetykach? Wierzycie, że mogą być lepsze od tanich odpowiedników?

sobota, 19 kwietnia 2014

Orlica dietuje... #3.4 - po pierwszym miesiącu

Dziś mijają cztery tygodnie mojego dietowania - uznajmy, że jest to miesiąc. Właściwie minął mi szybko, bez większego cierpienia, umartwiania się czy głodowania ;) A czy są efekty? O tym zaraz :)
Wielokrotnie zaznaczałam, że tym razem moje odchudzanie ogranicza się przede wszystkim do diety - ale żadnej restrykcyjnej. Nie liczę kalorii, jednak jem zdrowiej, regularniej, rozsądniej, trzymam się kilku zasad. Przez pierwsze dwa tygodnie udało mi się zgubić 1,2kg, a jak wyszło w kolejnym etapie?
  
  
Cóż, dobrze :) Przez ostatnie dwa tygodnie zgubiłam 1,4 kg i kilka centymetrów z obwodów. Jak na złość najwięcej zeszło z biustu, z którego wcale nie mam za dużo do zrzucania, za to trochę stanął w miejscu obwód bioder, mam jednak nadzieję, że jeszcze przyspieszy, bo to właśnie w boczkach mam najwięcej "ciepełka" zmagazynowane. Dziwi mnie nieco, że chudną też łydki, ale to zawdzięczam raczej jeździe na stacjonarnym rowerze, nawet jeśli nie jest to codziennie (średnio 3 razy w tygodniu po min. 10km). Ogólnie mówiąc jestem bardzo zadowolona, że bez większego męczenia się i mordowania, osiągam jakieś tam efekty ;) Ba, są już one widoczne gołym okiem, już kilka osób mi powiedziało, że schudłam, a to strrrasznie motywuje, zwłaszcza, że nie wszystkie w ogóle wiedziały, że staram się zrzucić trochę ciałka :)
 
Jutro Wielkanoc, co oznacza dla mnie wielką i pyszną wyżerkę - dużo bardziej interesującą niż tę na Boże Narodzenie, po prostu tradycyjne potrawy są bardziej w moim guście ;) Zaliczymy przy tym w sumie dwie "imprezy" - świąteczne śniadanie u moich rodziców i świąteczny obiad u przyszłych teściów. Staję więc przed dylematem, na ile mogę sobie pozwolić ;) Kusi mnie dyspensa na jeden dzień obżarstwa, ale jeszcze nie wiem, jak sobie z tą kwestią poradzę ;) Wiem jednak na pewno, że za kolejne dwa tygodnie będę mogła się pochwalić nieco mniejszym spadkiem wagi ;)
 
A jak się trzymają moje dietujące czytelniczki? :) Widzicie efekty? :) Jakie macie "dietetyczne" plany na święta? :) Trzymam kciuki, żeby niezależnie od decyzji, efekty były dla Was zadowalające! :)

piątek, 18 kwietnia 2014

Bielenda - Olejki do kąpieli Harmony i Vitality

To, że uwielbiam wszelkie umilacze kąpieli, wiecie na pewno od dawna. Na półce przy mojej wannie zwykle stoi wybór kilku albo i kilkunastu produktów tego typu - ze dwa żele pod prysznic, kilka płynów do kąpieli, kilka soli, jakieś olejki... I jak na prawdziwą maniaczkę przystało - nigdy nie mam dość, jeśli chodzi o dalsze mnożenie tej kategorii. Ostatnio zaczaiłam się na olejki kąpielowe Bielendy, jest ich kilka wariantów, więc oczywiście nie mogłam zdecydować się na jeden... Ostatecznie wybrałam dwa - Harmony i Vitality. 
 
     
Opis producenta (Harmony):
  
Opis producenta (Vitality):
   
Gdzie i za ile: w większości drogerii i hipermarketów, online np. na days.pl, ok. 9zł / 300ml
    
Skład (Harmony):
  
Skład (Vitality):
   
Moja opinia:
Pierwszym, co oczywiście rzuca się w oczy, są ładne opakowania. Butelki z brązowego, choć przejrzystego plastiku z zielonymi zakrętkami i ładnym designem - warianty zapachowe różnią się kolorami, Harmony ma pomarańczowe motywy, a Vitality zielone. Na etykietach są również zdjęcia roślin, które budują zapach danego olejku - w przypadku Harmony jest to mandarynka i werbena, a przy Vitality - zielona herbata i trawa cytrynowa. Butelki mają zakrętki, ale otwierają się wygodnym zatrzaskiem.
Zapach olejków to ich główna karta przetargowa i właściwie najważniejsza cecha. Tutaj oba się spisały. Harmony pachnie pięknie, cytrusowo - kiedyś miałam olejek do kąpieli z jakiejś starej linii Bielendy, miał pachnieć czerwoną pomarańczą, a zapach był bardzo zbliżony. Werbenę jednak też czuć :) Vitality to właściwie zupełnie inny rodzaj zapachu, bardzo orzeźwiający, idealny na gorące dni - na razie używam go nieco mniej. Dokładnie czuć w nim zieloną herbatę i trawę cytrynową, świetne połączenie :)
Konsystencja olejków jest dość rzadka, są one bezbarwne. 
 

W tego typu produktach podoba mi się to, że możemy stopniować wrażenia węchowe, zależnie od ilości dodanej do kąpieli. Ja stosuję zwykle taką ilość, że z butelki ubywa ok. 1cm płynu - nie wiem, jak to inaczej opisać ;) Daje to taki efekt, że woda staje się jakby nieco bardziej miękka, tworzy się leciutka piana (choć nie o to tu chodzi), a kąpiel staje się jedną wielką aromaterapią. Zapach jest intensywny, ale nie drażniący, utrzymuje się dość długo, w zupełności wystarcza, by 15-minutowa kąpiel stała się znacznie przyjemniejsza. Myślę, że nazwy zapachów też są dobrze dobrane - Harmony pomaga się zrelaksować, a Vitality wręcz przeciwnie :)
Podsumowując, jestem z tych produktów bardzo zadowolona. Nie wiem, czy kiedyś kupię je ponownie, bo lubię testować nowinki w tej kategorii, ale myślę, że prędzej czy później trafią do mnie jeszcze inne wersje od Bielendy. Ze swojej strony jak najbardziej polecam :)
  
  
Jakiego rodzaju umilacze kąpieli stosujecie najchętniej? A może coś poza kosmetykami - muzykę albo świece? ;)

wtorek, 15 kwietnia 2014

Fotoprzegląd #7

Część z Was śledzi mojego Instagrama (KLIK) i dla nich w tej serii nie będzie już nic zaskakującego, jednak nie widzę przeszkód, żeby dalej ją publikować dla pozostałych osób. Te zdjęcia, które tu dziś zamieszczę pokazywały się bowiem na bieżąco właśnie tam. Jeśli lubicie tego typu pierdółki czy "newsy" z mojego życia, zapraszam do śledzenie Instagrama, no i oczywiście co jakiś czas na bloga, na serię "Fotoprzegląd". Tymczasem przed Wami porcja zdjęć z ostatniego miesiąca:

Koci Świat:
1. Orlica jako Kocia Mama - moje przytulasy, zwłaszcza Lorien, często tak ze mną leżą <3
2. Lorien, która nie bez powodu ślini się przez sen. Trudno się nie ślinić z ozorem na wierzchu ;)
3. Kocia joga w wannie wykonaniu Melkora :)
Drobne przyjemności:
4. Babski wieczór z przyjaciółką w wersji dietetycznej, czyli zielona herbata i sałatka owocowa.
5. Orzechowy syrop do kawy z Lidla to zdecydowanie trafiony zakup, kawa jest zdecydowanie ciekawsza, nawet, jeśli rzadko sobie teraz na nią pozwalam :)
6. Kupiłam ostatnio blender i zaczęłam się bawić w robienie domowych soków owocowo warzywnych! Ten na zdjęciu to marchewka, burak i jabłko, pyszny!
Nowości i nowinki:
7. Nieco pośpieszony prezent wielkanocny już u mnie - skusiłam się (albo skusiłam Ukochanego ;)) na 10 wosków Yankee Candle, ale podobno mam na nie szlaban do Wielkanocy :<
8. Nowość od Original Source - żel pod prysznic i zapachu... karamboli i sama karambola. Nie ukrywam, strasznie intrygujący zapach :)
9. Moje nowe włosy - pofarbowane ciemnym kasztanem Color Mask, tu świeżo po farbowaniu, teraz mają już mniej tych czerwonych tonów. I bardzo mi się dobrze do nich nosi ciemnobrązową szminkę, choć tu wyszła niemrawo ;)

Po więcej - zapraszam na Instagrama :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...