Wczoraj wieczorem odebrałam przesyłkę z moim bardzo spontanicznym zakupem - przepiękną najnowszą paletką marki Sleek Make-up, Garden of Eden. Kiedy tylko dostałam newsletter z jednej z internetowych drogerii z informacją o tej nowości, bez dłuższego zastanawiania się kliknęłam ją i oto mam - dziś już mogę rozpływać się w zachwytach nad nią ;)
Kolory w tej paletce są idealne dla kogoś z jesiennym typem urody - mamy tu przede wszystkim zielenie i brązy, bardzo ładne zresztą. Większość to cienie mocno iskrzące, tak jak lubię. Mamy tu też dwa maty z drobinkami i trzy kompletne maty. Jak w większości paletek Sleeka - są to najsłabsze ogniwa tej paletki, mają najsłabszą pigmentację...
Oczywiście już kartonik jest ładny, choć miałam nadzieję, że będzie bardziej nawiązywał do designu tej limitki, tak jak prezentowany był w reklamach:
Kasetka wygląda tak jak w przypadku wszystkich innych paletek - uważam, że mogłaby mieć chociaż nazwę danej paletki na górze...
No i najważniejsze - kolory! Bardzo lubię w Sleeku to, że każdy cień ma swoją nazwę. Te wymyślone na potrzeby Garden of Eden też strasznie mi się podobają, nawiązują tematycznie do Edenu i pasują do kolorów, same zobaczcie :)
Najbardziej podobają mi się cztery środkowe kolory, czyli Paradise on Earth, Python, Fig i Evergreen. Dopiero teraz zauważyłam, że nie zrobiłam zdjęcia paletki z tej perspektywy, ale bez folii z nazwami, ale myślę, że i tak całkiem dobrze widać kolory. Najmniej ciekawe wg mnie są Entwined i Forbidden (bardzo do siebie podobne) i śliczny, choć prawie niewidoczny Adam's Apple.
Zobaczcie jeszcze swatche:
Słońce niestety nie dało mi możliwości pokazania tych cieni w swoich promieniach, ale może uda mi się to kiedyś nadrobić. Ogólnie mówiąc - jestem paletką zachwycona i zaraz lecę strzelić sobie pierwszy Edenowy makijaż na egzamin ;)
Uprzedzając pytania - swoją paletkę kupiłam na Kosmetykomanii za 37,49zł. KLIK
Jak Wam się podoba ta paletka? Skusicie się na nią? A może już się skusiłyście? ;)
























