Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sleek Make-up. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sleek Make-up. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 stycznia 2014

Paletka Sleek Make-up - Garden of Eden - zdjęcia i swatche ♥♥♥

Wczoraj wieczorem odebrałam przesyłkę z moim bardzo spontanicznym zakupem - przepiękną najnowszą paletką marki Sleek Make-up, Garden of Eden. Kiedy tylko dostałam newsletter z jednej z internetowych drogerii z informacją o tej nowości, bez dłuższego zastanawiania się kliknęłam ją i oto mam - dziś już mogę rozpływać się w zachwytach nad nią ;)
  

Kolory w tej paletce są idealne dla kogoś z jesiennym typem urody - mamy tu przede wszystkim zielenie i brązy, bardzo ładne zresztą. Większość to cienie mocno iskrzące, tak jak lubię. Mamy tu też dwa maty z drobinkami i trzy kompletne maty. Jak w większości paletek Sleeka - są to najsłabsze ogniwa tej paletki, mają najsłabszą pigmentację...

  
Oczywiście już kartonik jest ładny, choć miałam nadzieję, że będzie bardziej nawiązywał do designu tej limitki, tak jak prezentowany był w reklamach:


Kasetka wygląda tak jak w przypadku wszystkich innych paletek - uważam, że mogłaby mieć chociaż nazwę danej paletki na górze...
  
  
No i najważniejsze - kolory! Bardzo lubię w Sleeku to, że każdy cień ma swoją nazwę. Te wymyślone na potrzeby Garden of Eden też strasznie mi się podobają, nawiązują tematycznie do Edenu i pasują do kolorów, same zobaczcie :)
  
  
Najbardziej podobają mi się cztery środkowe kolory, czyli Paradise on Earth, Python, Fig i Evergreen. Dopiero teraz zauważyłam, że nie zrobiłam zdjęcia paletki z tej perspektywy, ale bez folii z nazwami, ale myślę, że i tak całkiem dobrze widać kolory. Najmniej ciekawe wg mnie są Entwined i Forbidden (bardzo do siebie podobne) i śliczny, choć prawie niewidoczny Adam's Apple.
Zobaczcie jeszcze swatche:
  
  
Słońce niestety nie dało mi możliwości pokazania tych cieni w swoich promieniach, ale może uda mi się to kiedyś nadrobić. Ogólnie mówiąc - jestem paletką zachwycona i zaraz lecę strzelić sobie pierwszy Edenowy makijaż na egzamin ;)
  
Uprzedzając pytania - swoją paletkę kupiłam na Kosmetykomanii za 37,49zł. KLIK

Jak Wam się podoba ta paletka? Skusicie się na nią? A może już się skusiłyście? ;)

poniedziałek, 6 maja 2013

Sleek Make-up - Balsam do ust Pout Polish - Chocolate Kiss

Zdążyłyście się już wielokrotnie przekonać, że jestem maniaczką wszelkich mazideł do ust - tych kolorowych i tych pielęgnacyjnych. Uwielbiam też testować nowości, choć często okazują się tylko zawodem... Tak niestety było i tym razem, w przypadku balsamu do ust marki Sleek Make-up (tak tak, robią nie tylko paletki ;)).
  
  
Opis producenta:
Kondycjonujący balsam do ust z zawartością naturalnych olejków takich jak: olej migdałowy, olej z awokado i masło Shea, oraz witaminami: A, C i E. Balsam w widoczny sposób kondycjonuje skórę warg. Usta są głęboko odżywione i nawilżone, bardziej jędrne i sprężyste i gładkie. Nasyca usta cudownym kolorem. Filtr słoneczny SPF15 dodatkowy chroni przed nadmierną ekspozycją na słońce.
  
Gdzie i za ile: kosmetykomania.pl, 23zł / 10g
  
Skład:
Ascorbyl Palmitate, Avocado Oil,Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Black Iron Oxide (CI 77499), Butyl Methoxydibenzoylmethane, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Diisostearyl Malate, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Ethylhexyl Palmitate, Jojoba Oil, Methylparaben, Microcrystalline wax, Miristyl Lactate, Octocrylene, Polyisobutene, Propylparaben, Prunus Amgdalus Dulcis (Sweet Almond Oil), Red 29 AL Lake (CI45410), Red 7 Ca Lake (CI 15850), Red Iron Oxide (CI 77491), Retinyl Palmitate, Titanium Dioxide (CI 77891), Tocopheryl Acetate, Triticum Vulgare (Wheat Germ Oil), Yellow Iron Oxide (CI 77492)
   
  
Moja opinia:
Balsam dostajemy w całkiem ładnym płaskim słoiczku z czarną matową zakrętką - mój niestety zakrętkę ma zwykłą i bezbarwną, bo jest to wersja testerowa. Odkręca się bez problemów, nie haczy i nie zacina się. Sam balsam ma brązowy kolor, choć nie wiem sama, czy kojarzy się z czekoladą. Zapach określiłabym jako czekoladowo-miętowy, bardzo przyjemny, choć nie do końca naturalny - zwłaszcza te miętowe nutki.
Jest zbity, ale dość miękki, łatwo nabrać odpowiednią ilość na wierzch paznokcia - tak właśnie używam balsamów w słoiczkach, to najwygodniejszy i najbardziej higieniczny sposób :) 
  
  
Balsam na ustach zachowuje się średnio. Nie daje wyraźnego koloru, ale w tym przypadku to raczej plus, bo nie jest to uniwersalny odcień. Właściwie na ustach wygląda niemal jak bezbarwny. Niestety zupełnie traci swój zapach - na ustach ma zwykły chemiczny smrodek i jeszcze gorszy smak. Właściwości pielęgnacyjne pozostawiają wiele do życzenia - robi bardzo niewiele. Nie nawilża ust, nie wchłania się w nie w ogóle, zachowuje się tak, jakby "leżał" na spierzchniętych wargach i w żaden sposób z nimi nie reagował. 
  
  
Co prawda przy okazji nie skleja też ust i nie rozprzestrzenia się poza nie, ale brak tych kilku wad to jeszcze nie zaleta. Przyznam, że nie wiem, ile trzyma się na ustach, bo zawsze wymięknę wcześniej i zetrę go chusteczką - posmak jest nie do zniesienia dla mnie...
Podsumowując - niestety nie polecam. Jest cała masa lepszych i tańszych balsamów, które używa się zdecydowanie przyjemniej. Niestety tym razem Sleek się wg mnie nie popisał.
  
  
Trafiłyście ostatnio na jakieś buble? ;)

sobota, 15 grudnia 2012

Sleek Make-up - Szminka True Colour - 784 O.M.G!

Ostatnimi czasy chyba przesadziłam z moją narastającą miłością do mazideł do ust, zwłaszcza ciemnych i czerwonych. Znalazłam już swoją idealną rdzawą czerwień, szukałam więc teraz jakiejś krwiście czerwonej. I tak właśnie w ręce wpadła mi szminka Sleek Make-up - tak tak, robią nie tylko paletki :P
  
  
Opis dystrybutora:
Sleek Lipstick True Colour to wysokiej jakości szminka w estetycznym opakowaniu.
Szminka bardzo napigmentowana, dzięki czemu osiągasz pełnię koloru już przy pierwszym pociągnięciu .
Dodatkowo formuła szminki została wzbogacona w pielęgnującą i nawilżającą usta witaminę E.
 
Skład: Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Polybutene, Isononyl Isononanoate, Polyethylene, Caprylic/capric triglyceride, Diisostearyl Malate, Microcrystalline wax, Beeswax, Simmondsiachinensis (Jojoba) seed Oil, Tocopheryl Acetate, Methylparaben, Propylparaben, Mica, Titanium dioxide, D&C Red No. 6, D&C Red No. 7, D&C Red No. 27, Iron Oxide Yellow, Iron Oxide Red, Iron Oxide Black, FD&C Blue No. 1, CI 77019, CI 77891, CI 15850, CI 45410, CI 77492, CI 77491, CI 77499, CI 42090.
   
Gdzie i za ile: na Kosmetykomanii (klik), 23,90zł / szt.
  
    
Moja opinia:
Na wstępie napiszę, że aktualnie Kosmetykomania ma w ofercie 17 odcieni tej szminki, w tym bardzo oryginalne fiolety. Dla mnie wybór był trudny, bo znalazłam kilka odcieni czerwieni i kilka brązów, które mi się spodobały, ale ostatecznie padło na szminkę O.M.G!, która na stronie sklepu wydawała mi się minimalnie ciemniejsza... Kiedy dostałam ją w swoje ręce, bardzo spodobało mi się opakowanie - solidne, czarne, malutkie. Poza tym bardzo lubię połączenie błysku i matu na tej zasadzie jak tutaj :) Wykręca się gładko, nie haczy, nie powinno też wykręcić się samo. 
Jeśli zaś chodzi o samą szminkę, muszę przyznać, że nazwa jest bardzo trafiona, bo każdy, komu szminkę tę pokazywałam reagował dość jednoznacznie "O mój Boże!" albo "Oł maj Gad!" ;) Kolor jest naprawdę jadowicie, wręcz neonowo czerwony i strrrasznie mi się podoba!
  
  
Szminka jest miękka (choć nie za bardzo) i niesamowicie napigmentowana - tak mocnego koloru chyba nie miałam dotąd w swojej kolekcji. Tak jak obiecuje producent - pełnia koloru już przy pierwszym maźnięciu. Niestety też trudno wprowadzić poprawki, bo szminka się maże i jeśli wyjedziemy poza usta, poprawienie palcem na nic się nie zda, nie ruszy jej nic poza demakijażem. Oznacza to dobrą trwałość i faktycznie - trzyma się dość długo na ustach - ok. czterech godzin, co jak na taki kolor wydaje mi się długim czasem. Znika najpierw z wewnętrznych części ust, więc trzeba albo poprawiać makijaż albo go zmywać po tym czasie, dziwnie wyglądają usta z intensywnie czerwonymi konturami ;) Nie ma smaku, nie wysusza ust bardziej niż przeciętna szminka, ale nie ma też mowy o jakiejkolwiek pielęgnacji z jej strony.
Mimo to, jak dotąd szminka naprawdę mogłaby być moją ulubienicą, gdyby nie mały szkopuł.
Ten odcień wygląda na mnie tak tragicznie, że mimo szczerych chęci nie pokażę się Wam w niej z całą twarzą ;) Bardzo mi się podoba sam w sobie i na kimś pewnie jeszcze bardziej, ale ja w niej wyglądam jak koleżanka po fachu Julii Roberts z "Pretty Woman", nad czym baaardzo ubolewam ;)
  
  
Macie kosmetyki, które strasznie Wam się podobają, ale z jakichś powodów nie możecie ich używać? Co to i dlaczego musicie z tego zrezygnować? :>


sobota, 24 listopada 2012

Co wyczarowałam z paletką Sleek Safari?

Obiecałam Wam moje makijaże, wykonane paletką Sleek Safari, w której tak się zakochałam. Dziś spełniam tę obietnicę, choć zdaję sobie sprawę, że moje makijaże są... cóż, średnie ;)
  
Zacznę od tego, że "winny się tłumaczy", a ja jestem winna tego, że przez parę miesięcy w ogóle rzuciłam cienie w kąt i makijaż oka ograniczałam do tuszu i kreski. Poza tym same dobrze wiecie, że i wcześniej nie grzeszyłam talentem :P No nic, przed Wami kilka moich eksperymentów.
  
  
Poszczególne cienie w paletce nie mają niestety nazw, ale ponumerowałam je, żeby łatwiej było nam się zrozumieć, gdzie i czym się upaćkałam ;) Swatche kolorów znajdziecie w poprzednim poście o tej paletce - o TU. Starałam się połączyć kolory w jak najlepszy sposób, choć znacie mnie - najchętniej używałabym w kółko połączenia 11+12 ;) Spróbowałam wyciągnąć z tej paletki i z siebie więcej.
  
Oto pierwszy makijaż:
  
  
Ten makijaż miał być właśnie w klimacie safari. Właściwie każdy z nich miał, ale ten chyba najbardziej :) Zaczęłam od bazy pod cienie Joko, później użyłam cieni: nr 6 na wewnętrzny kącik, nr 3 na centralną część powieki, nr 5 na zewnętrzny kącik i dolną powiekę. Do tego rozświetliłam łuk brwiowy cieniem nr 8. Kreskę namalowałam zielonym linerem w pisaku Oriflame, a rzęsy wytuszowałam tuszem Rival de Loop. Do tego podkreśliłam także brwi kredką Avon. Rzadko mi się to zdarza ;)
  
  
Kolejny makijaż to taki mój eksperyment, ciągle walczę z tego rodzaju cieniowaniem ;) Właściwie efekt końcowy nawet mi się spodobał. Tutaj również zaczęłam od bazy pod cienie Joko. Dalej wzięłam się za cienie i nałożyłam nr 6 na całą ruchomą powiekę, a następnie zmieszałam czerń nr 1 z szarą zielenią nr 4 i mieszankę tę użyłam w załamaniu powieki. Perłowym nr 8 znowu rozświetliłam łuk brwiowy. Kreska to liner w pisaku Kobo, a tusz to Virtual Secret Trick. Brwi także podkreśliłam kredką Avon.
  
  
Ostatni makijaż to ta moja najbezpieczniejsza opcja z małym "niebezpieczeństwem" w postaci udziwnionej kreski ;) Na bazę pod cienie Joko zaaplikowałam dwa brązy, czyli ciemniejszy nr 12 w zewnętrznej części i na dolnej powiece oraz jaśniejszy nr 11 w wewnętrznej części. Łuk brwiowy delikatnie rozświetliłam nr 8. Gdybym teraz dodała czarny liner, wyszedłby mój ostatnio codzienny makijaż, ale postanowiłam nieco udziwnić. Zastosowałam bazę pod sypkie pigmenty Kobo i z jej pomocą zrobiłam kreski - najpierw cieniem nr 9, zielenią, a po chwili dodałam także nieco żółtego cienia nr 2. Efekt jest jaki widzicie. Rzęsy wytuszowałam maskarą Vipera Art & Science Volumi Lash. Brwi tym razem nie podkreślałam - zapomniałam, to nie jest dla mnie zwykła czynność ;)
  
Zdjęcia można powiększyć.
   
I co, jak oceniacie moje jakże cudne zdolności? ;) Który makijaż podoba się najbardziej, a który najmniej? Chętnie przyjmę konstruktywną krytykę ;)

czwartek, 22 listopada 2012

Mazianie i mizianie z meSS

Wiem, że tytuł posta jest niezwykle intrygujący :P
Sam post będzie jednak bardzo na luzie i z przymrużeniem oka, dacie radę? ;)
  
Byłam sobie we wtorek u meSS. Nie, nie na blogu, w domu. Poznałyśmy się parę miesięcy temu na spotkaniu toruńskich blogerek i szybko doszłyśmy do wniosku, że jesteśmy zagubionymi siostrami, bo bratnie dusze to mało powiedziane ;) Także tego - dziękuję, blogosfero, za meSS! :)
    
MeSS uparła się, że mnie pomaluje, ubolewając nad tym, że makijaż to jedna z nielicznych rzeczy, które nas różnią ;) Chwyciła więc swoją paletkę Sleek Original i moją Sleek Safari i zaczęła maziać :>
Oto efekt:
  
  
Czego dokładnie użyła - nie wiem, miałam zamknięte oczy :P Ale efekt bardzo mi się podobał, kiedyś sama tak będę umiała, obiecuję! Makijaż na żywo był w sumie bardziej zielony niż turkusowy, ale w sztucznym świetle wyszedł jak wyszedł... Poza tym bardzo trudno było mi zrobić jego zdjęcia, ponieważ ciągle coś mi w tym przeszkadzało...
  
  
I tak właśnie wyglądała połowa "sesji zdjęciowej" :P Ostatecznie aparat stwierdził, że "kończ waść, wstydu oszczędź" i się rozładował, więc trzeba było na siłę szukać po całym mieszkaniu jakichś innych baterii, żeby cyknąć jeszcze tradycyjną słit focię :>
  
  
Udawajmy, że nie widzimy, że mam pomalowane jedno oko, OK? ;)
Zaznaczam - zdjęcie było robione 'dla jaj', na co dzień jestem jeszcze brzydsza, drodzy anonimowi hejterzy :* 

Cóż, wyszedł post o niczym absolutnie, ale chyba czasem się przydadzą i takie ;)

poniedziałek, 19 listopada 2012

Kolejne marzenie spełnione - Sleek SAFARI!

Stałe bywalczynie mogły zaobserwować, że od daaawna na mojej chciejliście była jedna stała pozycja - paletka Sleek Safari. Była to wczesna limitowanka, właściwie nigdzie już niedostępna... Oczywiście musiałam się na nią napalić i uparcie na nią polowałam - bezskutecznie. Wreszcie jakiś czas temu odkryłam, że ma ją znajoma blogerka - Ofetowa. Zaczęłam jej regularnie, choć żartobliwie truć, czy nie chce się jej przypadkiem pozbyć ;) I wiecie co? Wreszcie się doczekałam! :D Dokonałyśmy małej wymianki i oto jest...:
  
  
Prawda, że piękna? *.* Najbardziej moja ze wszystkich patelek Sleeka :)

Na 12 cieni tylko trzy są matowe i znacznie odbiegają one pigmentacją od pozostałych. Ale nie szkodzi - myślę, że z tych odcieni i tak korzystałabym najrzadziej. Poszczególne kolory nie mają nazw, a szkoda, bo zawsze to łatwiej pisać "Błękit Toitoia" niż "drugi cień w pierwszym rzędzie" :P
  
Zobaczmy te kolory z bliska ;)
  
  
Dominują brązy, zielenie, takie kolory neutralne, idealne do mojego jesiennego typu urody. Z miejsca zakochałam się w trzecim cieniu w pierwszym rzędzie (kurde, czemu nie w "Zgniłym kiwi"?). Na razie nieco eksperymentowałam z tą paletką, ale przez ostatnie miesiące właściwie nie używałam cieni, więc moje umiejętności spadły jeszcze bardziej i taplają się gdzieś na dnie ;) Kilka razy jednak odważyłam się wyjść do ludzi w makijażu z Safari i najczęściej było to połączenie dwóch ostatnich odcieni i białego rozświetlacza. Wiem, ambitnie ;)
  
Na koniec jeszcze swatche!
  
   
Ładne swatche, nie? :P To dzięki mojej bratniej duszy, poznanej przez blogosferę! Moja o kochanej meSS, która łaskawie uświadomiła mnie, że żeby swatch był intensywny wystarczy... mocniej przycisnąć palec do skóry :P
Przy okazji - jazda na bloga meSS (KLIK), dodawać do obserwowanych! Przeniosła się z Pingera na jedynego słusznego Blogspota i musimy pomóc jej zdobyć publiczność do pisania - a pisze ciekawie, trast mi ;)
  
Właśnie próbuję zatuszować fakt, że nie mam dla Was makijaży do pokazania. Wybaczycie? Mam nadzieję, że za jakiś czas będę w stanie pokazać Wam, co paletka Safari potrafi ;)
  
Polujecie również na jakieś "białe kruki" ze Sleeka? :)
Macie jakieś niespełnione marzenia w tej kategorii? ;)

wtorek, 20 marca 2012

Oh So Specjalny makijaż #3 - Wiosennie

Pora na trzeci już i na razie ostatni makijaż, który wykonałam, używając wyłącznie cieni z paletki Sleek Make-up - Oh So Special - już kocham ją tak, jak pozostałe moje sleekowe dzieci - Original i Monaco :)
  
Korzystając z faktu, że mamy w tej paletce kilka jasnych perłowych cieni, postanowiłam stworzyć lekki wiosenny makijaż, który nadawałby blasku twarzy - taki optymistyczny, delikatny... Mam nadzieję, że mniej więcej wiecie, co mam na myśli ;) Właściwie widzę taki makijaż niemal wyłącznie z zielonymi elementami, ale spróbowałam wykonać go dostępnymi w tej paletce cudeńkami.
Z moich starań wyszedł następujący makijaż:
  
   
Właściwie przyznam szczerze, że z niego jestem najbardziej zadowolona, jeśli chodzi o prezentowane tu makijaże z Oh So Special. Wyszedł tak jak miał - delikatnie, świeżo, rozświetlająco - kilka osób nawet zwróciło uwagę, że oczy w takim makijażu zdają się uśmiechać ;) Przy okazji odkryłam, że nadal jestem w stanie zrobić cieniutką kreskę linerem - choć nie takim w pisaku. Znalazłam po prostu w kosmetyczce niemal zaschnięty liner w pędzelku - mój ulubieniec sprzed paru lat z Lovely ;)
    
A czego jeszcze użyłam, do wykonania tego makijażu?
    
   
Jak w przypadku poprzednich makijaży, zaczęłam od bazy Hean. W wewnętrznym kąciku powieki nałożyłam złotawo-łososiowy cień o nazwie Organza, dalej mniej więcej na środkowej części powieki wylądował złoty cień, czyli Gift Basket, a zewnętrzny kącik przyciemniłam odrobiną stalowego metalika, czyli Glitz. Na dolnej powiece nałożyłam drobnym pędzelkiem raz jeszcze Organzy. Całość oczywiście porozcierałam, żeby granice między cieniami zanikły, a stal w zewnętrznym kąciku nie "obciążała" makijażu.
Kreskę wykonałam linerem w pędzelku Lovely - mój jest już stary i zaschnięty, ale chyba kupię nowy (albo zainwestuję w rimmelowy, też dużo dobrego słyszałam). Rzęsy wytuszowałam avonową maskarą SuperShock Max, a brwi tym razem pominęłam - nie pasowało mi to jakoś do tak delikatnego makijażu.
  
Jak Wam się podoba ten makijaż? Co byście w nim zmieniły?
I który z prezentowanych tutaj trzech makijaży podobał Wam się najbardziej, a który najmniej? :)

poniedziałek, 19 marca 2012

Oh So Specjalny makijaż #2 - Na bogato!

Czas na drugi makijaż, który wykonałam posługując się wyłącznie paletką Sleek Make-up - Oh So Special
Stwarza ona wiele możliwości makijażu - od ledwie widocznych stonowanych dziennych aż do mocnych wieczorowych świecidełek. Wczorajszy należał do pierwszej kategorii, dlatego dziś chcę pokazać tę drugą. 
     
   
Makijaż ten kojarzy mi się z jakimś ekskluzywnym wieczorowym wyjściem, może jakaś gala? ;)
Jest mocny i błyszczący, choć nie przesadnie krzykliwy, dodaje spojrzeniu głębi :) Połączyłam tu jasny cień z dużo ciemniejszym, chcąc sprawdzić, jaki da to efekt - i ja z niego jestem zadowolona. Co prawda na ostatnim zdjęciu widać, że ciemnego w pewnym miejscu zabrakło, ale na żywo w ogóle tego nie było widać.
Żałuję tylko, że nie zrobiłam także zdjęcia w sztucznym świetle - byłoby widać, jak pięknie migotliwy jest ten makijaż. 
  
A czego do niego użyłam?
   
  
Zaczęłam od nałożenia bazy Hean. Na wewnętrzną połowę powieki dałam jasny łososiowy cień, czyli Organza, a na zewnętrzną stronę ciemny brąz - Celebrate. Starałam się ładnie wycieniować na granicy cieni, żeby przechodziły w siebie w miarę płynnie - Wy oceńcie, czy mi się to udało. Roztarłam też cienie ku górze. Wąskim pędzelkiem nałożyłam także te dwa cienie na dolną powiekę, w takim samym układzie jak na górnej. Czarną kreskę zrobiłam z użyciem cienia Noir, skośnego pędzelka Essence oraz bazy pod pigmenty sypkie Kobo.
Rzęsy wytuszowałam wydłużającą maskarą Hean (czy tylko mi się wydaje, że jakoś mało czarny jest ten tusz?), a brwi podkreśliłam zestawem do brwi Oriflame. I to by było na tyle, jeśli chodzi o kosmetyki użyte przy tym makijażu.

Jak się on Wam podoba? Kojarzy Wam się podobnie jak mnie? Wiem, że nie jest to skomplikowane cudo, ale jak dla mnie wystarczające na jakąś uroczystość czy coś ;)
  
Czekam na Wasze opinie :)

niedziela, 18 marca 2012

Oh So Specjalny makijaż #1 - Orzechowo

Zgodnie z obietnicą, zaczynam dziś krótką serię makijaży wykonanych wyłącznie przy użyciu paletki Sleek Make-up - Oh So Special
Pierwszy z nich zrobił się właściwie sam - chciałam zmalować coś prostego, a jednocześnie zaeksperymentować i wyszło coś takiego, co mi się właściwie spodobało ;) Zresztą powiem szczerze - każdy z tych trzech makijaży, które tu pokażę, mi się podoba, bo cienie są śliczne i idealnie pasują do moich brązowych oczu. Ba, podobają mi się na tyle, że nie jestem w stanie za bardzo technicznie ocenić tych makijaży, więc tę kwestię zostawiam Wam ;)
   
   
Ten makijaż kojarzy mi się z orzechem, podkreśla ładnie brązową tęczówkę. Kreska nie wyszła mi idealnie, ale kto by się przyglądał ;) Eksperyment w tym przypadku polegał na tym, że jeszcze chyba nigdy nie zaznaczałam tak wyraźnie linii załamania powieki :P Co więcej, podoba mi się ta rozmyta krecha, więc pewnie będę stosować tego myku częściej ;)

A czego użyłam?


Zaczęłam od nałożenia bazy pod cienie Hean. Później właściwie całą powiekę potraktowałam jasnym beżem, czyli cieniem The Mail. Nie jest jakoś super napigmentowany, ale nadał powiece ładnego jednolitego odcienia. W zewnętrznym kąciku nałożyłam nieco ciemniejszego brązu, czyli Boxed. Oba te cienie są pięknymi matami. Na drobniutki pędzelek nałożyłam wówczas odrobinę czerni, Noir, która okazała się nie tak znowu matowa - ma trochę drobinek - i pomaziałam nim lekko linię załamania powieki, na koniec porządnie ją rozcierając, pędzelkiem kulką z Essence.
Na górnej powiece zrobiłam kreskę czarnym linerem Kobo - dość grubą, żeby makijaż nabrał wyrazu. Na dolną powiekę zaś użyłam białej kredki Maybelline na linię wodną i troszkę poniżej rzęs - dziwaczny i średnio udany eksperyment ;) Rzęsy wytuszowałam maskarą dodającą objętości Rival de Loop (pamiątka z Berlina :P) i - UWAGA - podkreśliłam brwi paletką Oriflame ;)

To by było chyba na tyle, jeśli chodzi o kwestie techniczne.
Jak Wam się podoba ten makijaż? A jednocześnie moja pierwsza próba tego typu z podkreślonym załamaniem? ;) Co powinnam poprawić / zmienić / dopracować?

Jak zwykle, czekam na Wasze opinie i sugestie :)

sobota, 17 marca 2012

Sleek Make-up - Oh So Special - kolejna boska paletka!

Wpadła mi niedawno w łapki trzecia już paletka Sleek - naprawdę je pokochałam :)
Co ciekawe, żadnej jeszcze nie kupiłam :P Podsuwam je jako pomysły na prezenty od najbliższych. Poprzednie dostałam od Ukochanego na Mikołajki (Original) i od rodziców na Święta (Monaco), a tę jako prezent na piątą rocznicę, oczywiście od Ukochanego (taaa, jasne, sama musiałam sobie zamawiać :P). 

Bez dalszego trajkotania, przedstawiam paletkę Oh So Special!
  
  
Jak każda paletka Sleek, zapakowana jest ona w ładny kartonik:
  
  
Sama zaś kasetka jest bardzo solidna i estetyczna:
  
  
Po jej otwarciu ukazują nam się piękne cienie w neutralnych kolorach, opatrzone nazwami, co bardzo lubię w paletkach Sleeka. W tym przypadku wszystkie nazwy nawiązują do prezentów, ich pakowania itd. :)
  
   
I trochę lepsze zdjęcie samych cieni:
  
   
Pigmentacja tych cieni jest bardzo różna, co zobaczycie poniżej. Mają jednak cechy wspólne - są miękkie, nie osypują się, na bazie trzymają się cały dzień, bez bazy ok. 5-6 godzin, a mam bardzo tłuste powieki.
Zrobiłam swatche poszczególnych cieni - układ jak w paletce.
Pierwsze zdjęcie w cieniu, drugie w słońcu.
  
Bow - mat, ledwie widoczny w kolorze bardzo jasnego beżu
Organza - złotawo-łososiowy perłowy cień, dość dobrze napigmentowany
Ribbon - matowy łosoś, dobra pigmentacja
Gift Basket - złoto, ładnie iskrzące, dobrze napigmentowane
Glitz - metaliczna stal, świetnie napigmentowana
Celebrate - ciemny perłowy brąz, dobra pigmentacja

Pamper - jasna matowa brzoskwinia, średnio napigmentowana
Gateau - złotawo-różowy perłowy cień, podobny do Golden Rose od Kobo, dobra pigmentacja
The Mail - ładny matowy beż, niestety słabo napigmentowany
Boxed - matowy brąz o dobrej pigmentacji
Wrapped Up - matowy ciemny brąz z lekką nutką śliwki? (trudno mi określać brązy ;)), pigmentacja niezła
Noir - matowa czerń, ale zawierająca lekkie drobinki, mocno napigmentowana, dobra do kresek
  
  

Od jutra przez trzy dni będę tradycyjnie już publikować makijaże wykonane z użyciem tej paletki. Muszę przyznać, że nie sądziłam, że będzie ona stwarzać aż tyle możliwości makijażu :)
  
A Wy jakie kolory byście z niej wybrały i zestawiły? :)

sobota, 7 stycznia 2012

Makijaż w MONACO #3 - Syrenka

Czas na trzeci i jak na razie ostatni makijaż wykonany w całości paletką Sleek Make-up - Monaco. Z każdym jej użyciem, zakochuję się w niej coraz bardziej, tak samo było w przypadku paletki Original :) Chętnie zmalowałabym jeszcze kilka ekperymentalnych makijażów, ale ile można pisać o tym samym ;) Jutro już na blogu zagości coś innego :) 
Co do tego makijażu, już wiem, że wzbudzi kontrowersje kolorystyką :D Zdaję sobie sprawę, że zaszalałam, ale mamy karnawał, a ja się w takim makijażu o dziwo całkiem dobrze czułam! Ja w nim widzę syrenkę, a moja mama pawie oko (czym podsunęła mi pomysł na inny makijaż :)).
Oto makijaż:
      
   
Zdjęcie można powiększyć, klikając w nie.
Wiem, że kolorystyka zdjęć wyszła dziwna, ale przynajmniej odcienie i nasycenie cieni jest tym razem oddane ;) Metodą prób i błędów - kiedyś się nauczę, obiecuję :D
W samym makijażu zaczęłam od korektora pod oczy (Kobo Perfect Cover Stick), który niestety niewiele dał przy paskudnych cieniach, jakie mam teraz, i bazy pod cienie (Virtual). Z cieni na oko najpierw nałożyłam jasną zieleń, czyli odcień Kiwi Zest, na środek powieki. W wewnętrznym kąciku wylądował mój faworyt z tej paletki, czyli jasny fiolecik Lotus Flower - jest prześliczny! Na załamanie powieki i jej zewnętrzny kącik nałożyłam inny przepiękny odcień - Humming Bird, czyli piękny turkus, w którym chyyyba dostrzegam złoty blask ;) Roztarłam cienie w górę pędzelkiem kulką Essence i dorobiłam kreski - na obu powiekach za pomocą cienia Humming Bird. Starałam się, żeby kolor kreski był intensywniejszy niż kolor cienia na górnej powiece. W dodatku postanowiłam poekperymentować i spróbować zrobić dwukolorowe kreski - na górnej dodałam nieco Kiwi Zest przy wewnętrznym kąciku, a na dole, też wewnątrz, dodałam Lotus Flower. Na zdjęciach słabo to widać, jeśli w ogóle - następnym razem nie będę kłaść jednego cienia na drugim przy próbie cieniowania kreski ;) Rzęsy wytuszowałam maskarą Avon SuperShock Max i na tym skończyłam makijaż. 
Co do wad - po czasie, patrząc na zdjęcia sama widzę, że przydałby się tu ciemniejszy akcent, choćby czarna kreska eyelinerem albo bardziej teatralnie wytuszowane rzęsy - o ile to możliwe w przypadku moich rzęsiątek ;)
  
Oto cienie, których użyłam w tym makijażu:
  
   
I co sądzicie o tym makijażu? Odrzucają Was jaskrawe, papuzie kolory czy może uważacie, że są OK na karnawał? :) Dodałybyście ciemny akcent? Jaki?

Czekam na wszelkie Wasze sugestie, a tymczasem pokombinuję coś w kwestii tego makijażu a'la pawie pióro, bo mama mnie mocno zaintrygowała tym pomysłem ;)

piątek, 6 stycznia 2012

Makijaż w MONACO #2 - Słodkości

Na dziś mam dla Was kolejny mój eksperyment, na który pomysł podsunęła mi Magdawe, w komentarzu do posta o samej paletce Sleek Make-up - Monaco.
Mnie ten makijaż kojarzy się z jakimiś lukrowanymi słodyczami, z jagodzianką, niewątpliwie z czymś słodkim - choć to może dlatego, że nadal staram się być na diecie, choć różnie mi to wychodzi (wczoraj np. objadłam się na maksa w chińskiej knajpce, a wszystko przez Groupona! ;)). Czułam się dziwnie w tym makijażu, bo takie ciemne kolory wydają mi się nieodpowiednie dla mnie, czego nie potwierdzicie na razie, bo zdjęcia całej twarzy nie mam ;)
Bez dalszych wstępów... oto on:
  
  
Zdjęcie można powiększyć, klikając w nie. 
Zaczęłam od korektora pod oczy (Kobo Perfect Cover Stick) i bazy pod cienie (Virtual). Nakładanie cieni zaczęłam od matowej magenty, czyli cienia Magenta Madness, który wylądował na całej ruchomej powiece. Potem dodałam w wewnętrznym kąciku jasny perłowy fiolet, czyli Lotus Flower. Z początku uznałam, że ten cień w kąciku gryzie się z resztą matowego makijażu, ale stwierdziłam, że niech to będzie po prostu kolejny eksperyment ;) W załamanie powieki nałożyłam granat, czyli Midnight Garden, starając się go ładnie rozetrzeć. Może się Wam wydawać, że jest on tu ponad załamaniem powieki, ale to tylko kwestia tego, że na zdjęciach unoszę brwi, żeby było widać makijaż, bo normalnie mam dość mały odstęp od brwi do samego oka ;) Przy rozcieraniu tego granatu pod brwią pomogłam sobie beżem, Sand Walker. Faktycznie wklepywanie tych matowych odcieni jest o wiele bardziej skuteczne niż ich zwykłe "wcieranie" :) Na koniec na górnej powiece zrobiłam krechę, znowu cieniem Midnight Garden, a na dolną dałam kreskę zrobioną z użyciem Magenta Madness, choć teraz, jak patrzę krytycznym okiem na ten makijaż to widzę, że dolną powiekę mogłam podkreślić czymś ciemniejszym, choćby znowu granatem. Rzęsy wytuszowałam maskarą Avon SuperShock Max i "poprawiłam" jeszcze z pomocą Kobo Lash Modeling Mascara.  
   
A to cienie, których użyłam:
   
     
Wiem, że makijaż nie jest idealny, sama widzę na zdjęciach to, co powinnam poprawić, a samo to już uznaję za swego rodzaju progres, skoro już sama jestem w stanie wskazać swoje błędy - szkoda, że po czasie ;)

Oczywiście czekam na Wasze opinie - czy połączenie matów z perłą nie wyszło tak źle? Czy faktycznie dolna powieka mogłaby być mocniej podkreślona? Coś jeszcze spieprzyłam? ;)
Każdy komentarz z konstruktywną krytyką jest dla mnie ważny, choć pochwały też się czasem przydadzą :P

czwartek, 5 stycznia 2012

Makijaż w MONACO #1 - Mięta w czekoladzie

Czas na pierwszy makijaż wykonany w całości paletką Sleek Make-up - Monaco.
Przyznaję bez bicia, że z początku próbowałam się inspirować pięknym makijażem, wykonanym przez Kleopatre - o tutaj. Dopiero w trakcie mojego maziania dotarło do mnie, że samą paletką takiego cuda nie wyczaruję, więc zmieniłam nieco zamysł i dałam się ponieść mojej kiepsko rozwiniętej makijażowej fantazji ;)
Oto, co z tego wynikło...
   
   
Zdjęcie można powiększyć, klikając w nie.
Zaczęłam od korektora pod oczy (Kobo Perfect Cover Stick) i bazy pod cienie (Virtual). Najpierw na ruchomą część powieki nałożyłam matowy cień Summer Breeze. Na oku okazał się średnio nasycony, a może ja źle go nakładałam, w każdym razie dodałam jeszcze na niego odrobinę ciemniejszego cienia Aquamarine. W wewnętrzny kącik oka nałożyłam ciutkę beżu Bamboo. W załamaniu powieki wylądował z kolei brąz Moors Treasure, który też średnio chciał współpracować - choć w tym przypadku to dobrze, bo chciałam dać tego brązu tylko trochę. Dla upstrzenia i dla eksperymentu dorobiłam trzy kreski - na górnej powiece krecha tym samym brązowym cieniem (mogłam ją bardziej przeciągnąć przy rzęsach i unieść kawałek dalej, ale jest jak jest ;)), na dolnej powiece z kolei kolorem Sunset. Między nimi zrobiłam lekką kreskę cieniem Summer Breeze, żeby nie było 'pusto' ;) Rzęsy pomalowałam tuszem Avon SuperShock Max i właściwie na tym kończy się ten makijaż.
Jak Wam się podoba to połączenie kolorów? I moje kreskowe eksperymenty?
Już po fakcie dowiedziałam się, że Sleekowe maty najlepiej wklepywać, wtedy wychodzą bardziej nasycone. W makijażu, który opublikuję jutro już tę radę wykorzystałam i dało się wyciągnąć kolor z tych matów :)
  
A tutaj cienie, których użyłam:
   
   
Czekam na Wasze opinie! :)

środa, 4 stycznia 2012

Paletka Sleek Make-up - Monaco ♥ ♥ ♥

Pod choinką znalazłam drugą z moich wymarzonych paletek Sleek :) Najpierw w moje łapki wpadła Original, teraz Monaco. Obie dostałam w prezencie, choć obie zamawiałam sobie sama :P I obiema jestem tak samo zachwycona! 
Tak naprawdę mogłabym wyrzucić w tym momencie wszystkie inne moje cienie - dwie paletki (na razie ;)) Sleek w pełni zaspokajają moje potrzeby - choć jakąś neutralną też pewnie wkrótce zakupię :D
   
A na razie, przed Państwem... Sleek Make-up - MONACO!
  
   
Paletka zapakowana jest w ładny kartonik ze śródziemnomorskiej kolekcji limitowanej. Dla mnie te kartoniki to bardzo praktyczna rzecz - moje paletki wychodzą z nich tylko wtedy, kiedy ich używam, więc nie kurzą się na półce. ;)
   
  
Sama paletka jest bardzo elegancka i solidnie zrobiona - na tyle solidnie, że czasem się muszę namęczyć, żeby ją otworzyć ;) Podoba mi się to, że opakowanie jest matowe, a napis na nim się błyszczy :)
Otwieramy paletkę i naszym oczom ukazuje się piękny widok...
   
  
Baaardzo podoba mi się fakt, że każdy kolor ma nazwę, swoją drogą nazwy też mi się podobają ^^ Mamy tu 7 matów i 5 błyszczących cieni. Przyznam szczerze, że kupowałam tą paletkę, bo ma sporo matów, ale najbardziej w niej zachwycają mnie te cienie z drobinkami, zwłaszcza Kiwi Zest i Lotus Flower - ślicznie wyglądają razem na oku ;)
Tutaj takie dość prowizoryczne swatche:
   
   
Naprawdę zachwycona jestem tą paletką :D 
Czyż te cienie nie wyglądają meeega zachęcająco?
  
   
W ciągu najbliższych dni będę publikować makijaże, jakie można wyczarować z pomocą wyłącznie tej jednej paletki :) Jeden makijaż już czeka na dysku na obróbkę, więc jutrzejszy post macie gwarantowany ;)
Macie może jakieś propozycje połączeń kolorów z tej paletki, jakie miałabym wykorzystać przy tych moich "super-extra" makijażach? Jakiś kolor Was szczególnie zaintrygował?

Czekam na Wasze propozycje! :)

wtorek, 13 grudnia 2011

ORIGINALny makijaż #3 - Zachód nad zatoką...

Dziś ostatni (w każdym razie na teraz ;)) makijaż zrobiony wyłącznie paletką Sleek Make-up - Original :)
Przyznam szczerze - ja jestem z niego dumna :D Wzięłam pod uwagę wszystkie Wasze rady (poza podkreśleniem brwi, bo źle się z tym czuję :P) i efekt zaskoczył nawet mnie. Oczywiście wiem, że daleko temu do dzieł większości bloggerek, jednak mam wrażenie, że zrobiłam właśnie spory krok do przodu tym makijażem - udowodniłam sobie, że czasem też mi coś wychodzi ;)
Bez dalszego rozwodzenia się, oto on:
   
   
Wybaczcie dziwną kolorystykę ostatniego zdjęcia, było robione w słońcu. Dla pewności, cyknęłam jeszcze parę fot w świetle sztucznym - makijaż prezentuje się gorzej, ale czemu by nie pokazać ;)
   
   
Przyznam, że chyba pierwszy raz tak bardzo eksperymentowałam z kolorami. Zawsze wybierałam bezpieczne połączenia brązów, zieleni, złota itd., ale tym razem nie wyszło tak źle to połączenie ;) Zaczęłam od bazy pod cienie Virtual i korektora pod oczy Kobo - Perfect Cover Stick. Najpierw nałożyłam jasnozłoty cień w wewnętrzny kącik i kawałeczek powieki. Na resztę jej ruchomej części dałam miedź. W załamaniu powieki wylądował ciemny granatowo-stalowy odcień - jakimś cudem udało mi się zrobić płynne przejście między nim, a miedzią, i jeszcze rozetrzeć w górę ;) Na koniec wpadłam na genialny pomysł, żeby spróbować użyć skośnego pędzelka do eyelinera, żeby zrobić kreskę samym cieniem - nawet bez bazy Kobo - i myślę, że efekt jest nawet lepszy niż byłby z bazą, tylko dzięki genialnej pigmentacji tego kobaltowego cienia. Rzęsy wydłużyłam najpierw troszkę tuszem Avon - SuperShock Max, a potem dodałam im grubości i objętości tuszem Kobo - Lash Modeling Mascara. Czy mieszanie tuszy na rzęsach nie jest jakimś makijażowym faux pas? :>
  
Poniżej cienie, których użyłam:
    
   
I jak Wam się podoba? Widzicie ten krok do przodu, o którym pisałam, czy może go sobie wymyśliłam? ;) Nadal oczywiście bardzo Was proszę o wszelkie uwagi i rady :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...