Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SPF. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SPF. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Dr Irena Eris - Kremy VitaCeric na dzień i na noc

Przez ostatnie dwa miesiące (no OK, do końca lipca, bo na wyjazd wzięłam inne kremy) stosowałam dwa kremy od Dr Ireny Eris z serii VitaCeric. Pierwszy z nich to emulsja energizująca na dzień, a drugi - krem rewitalizujący na noc. Przyznaję, że nie jest to moje najbardziej udane spotkanie z tą marką, ale nie należy też do najgorszych...
  
  
Opisy producenta i składy:
 oraz
  Gdzie i za ile: wszędzie, na pewno w Naturze, 80zł / 50ml każdy  

Moja opinia:
Kilka praktycznych faktów o poszczególnych kremach:
Emulsja energizująca na dzień mniej przypadła mi do gustu niż jej nocny brat. Teoretycznie jest ona do cery tłustej i mieszanej, jak moja, jednak nie sądzę, żeby tak właśnie było - po nałożeniu na twarz emulsja nie wchłania się do końca, a pozostawia na twarzy film. Z początku czujemy go tylko w dotyku, ale po jakimś czasie (około godzinie?) cera zaczyna się niemiłosiernie błyszczeć, a my cały czas czujemy, że mamy coś na twarzy. Niejednokrotnie nie wytrzymywałam i po krótkim czasie przecierałam twarz tonikiem, żeby pozbyć się tego filmu - bardzo mi on przeszkadzał. Pozbywałam się w ten sposób pewnie także i filtra, ale mam nadzieję, że sam krem zdążył odpowiednio wniknąć w strukturę skóry i zacząć działać. 
Krem rewitalizujący na noc spodobał mi się znacznie bardziej. Ma nieco bardziej żelową konsystencję i jak na ironię wydaje mi się także lżejszy. Bardzo łatwo się rozprowadza, dość szybko wchłania, ale buzia po nim także się świeci, choć na noc to przecież nie problem.
Oba kremy ocenię także razem - bo trudno oddzielić, co było zasługą którego, kiedy używa się regularnie obu. Ze spraw technicznych... Kremy zamknięte są w wymyślnych solidnych kartonikach - trzeba się chwilę zastanowić, jak je otworzyć, bo to nie taka prosta sprawa ;) W kartonikach kryją się bezpiecznie ulokowane szklane słoiczki z plastikowymi lśniącymi zakrętkami - wyglądają naprawdę elegancko i luksusowo, ale na tych srebrnych zakrętkach widać każdy odcisk palca, co nie wygląda estetycznie. Emulsja na dzień mieszka w bezbarwnym słoiczku, a krem na noc w ciemnym, granatowym - nie ma obaw, że je pomylimy przy nakładaniu. Ich zawartość wygląda podobnie - jaśniutkie, lekko różowe kremy o ładnym kwiatowym zapachu, którego nie potrafię bliżej opisać. Oba kremy są bardzo wydajne.
A jeśli chodzi o działanie... Po tym czasie stosowania, zauważyłam, że moja cera nabrała bardzo ładnego zdrowego kolorytu. Oczywiście ma to związek także ze słońcem i lekką opalenizną, ale dawno nie miałam tak promiennej cery - tak, promienna to najlepsze określenie. To jest jednak chyba jedyne działanie, jakie zaobserwowałam. Cera jest odpowiednio nawilżona, wydzielanie sebum się nie zmniejszyło, odbarwienia także, a z jej elastycznością do tej pory nie miałam problemów.
Ogólnie mówiąc, cera wygląda zdrowiej, myślę, że te kremy są właśnie idealne na lato, żeby prawidłowo współdziałać ze sobą i ze słońcem, sprawiając, żeby twarz nabrała ładnego promiennego wyglądu.
 
 
Używałyście jakichś produktów z tej stosunkowo nowej serii VitaCeric?
A może ich odpowiedników innych marek? Jakie były Wasze wrażenia?

niedziela, 12 sierpnia 2012

Lirene Sensitive - Mineralna emulsja do opalania SPF 30

Oj, zagapiłam się dziś trochę z notką - wypadłam z obiegu przez wakacje, bo wszystkie notki, które publikowały się tu w czasie mojego wyjazdu, napisałam wcześniej ;)
Dziś napiszę Wam za to o czymś, co miałam możliwość przetestować właśnie na wakacjach - o emulsji do opalania :) Nie mieliśmy może super pogody, ale zdarzały się dni, kiedy słońce ostro przygrzewało, a my siedzieliśmy na plaży albo na kajaku na środku jeziora. Bez jakiegoś filtra ani rusz, zwłaszcza, że nie jestem fanką opalania się ;) Na szczęście wzięłam ze sobą emulsję Lirene :)
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: wszędzie, 26zł / 150ml, ale widziałam już kilka razy w sporej promocji
  
Moja opinia:
Na wstępie przyznam się bez bicia, że rzadko używam tego typu filtrów, bo zwykle, kiedy jest mocne słońce, zwyczajnie nie ruszam się z domu - jestem zwierzęciem zimnolubnym i nie znoszę upałów, od razu boli mnie głowa ;) Filtry więc zwykle są mi zbędne. Jednak jadąc nad jezioro wiadomo było, że nie będę tkwić cały czas w pokoju, postanowiłam się nawet nieco opalić ;) Smarowałam się więc filtrem i wcale nie unikałam słoneczka.
Opakowanie to zwykła tuba, stawiana na zamknięciu, czyli zwykłym zatrzasku. Emulsja jest biała i gęsta, o mocno kremowej, treściwej konsystencji. Nie ma zapachu, co mnie zdziwiło, zanim doczytałam na opakowaniu, że tak właśnie powinno być w tym przypadku.
  
  
Po rozsmarowaniu na skórze pozostaje ledwo widoczny biały film. W dotyku prawie go nie czujemy, ale jak się przyjrzeć - faktycznie go widać. Nie znika pod wpływem wody spływającej po skórze, ale nie liczmy na to, że coś z niego pozostanie po dłuższej kąpieli w jeziorze - aż tak wodoodporny nie jest ;) Nie wałkuje się, nie roluje, nie klei, pod tym względem jest super. Co do działania filtrującego - jak najbardziej skuteczne. Jednego dnia przez kilka godzin na kajaku byłam wystawiona na pełne słońce, a nie opaliłam się prawie wcale ;)
Jedyne, co mi się nie podoba, to cena regularna - 26zł to przesada wg mnie. Aktualnie w sklepi Lirene jest w promocji za 13zł i ta kwota zdecydowanie bardziej do mnie przemawia ;)
  
  
Używałyście produktów Lirene do opalania? Jak się sprawdziły? :)
  
A z innej bajki, na fejsbukowym profilu bloga czekają na Was lakierowe nowości:
  
    
Zapraszam :) KLIK

poniedziałek, 28 maja 2012

Oeparol Balance - Ochronna pomadka do ust z filtrami UVA i UVB SPF 20

Coś ostatnio los nie sprzyja mojemu blogowaniu. Nie mam kiedy robić zdjęć, a jeśli znajduję chwilę, okazuje się, że zapomniałam naładować aparatu... Poza tym trudno mi usiąść do bloga teraz, kiedy raz, że mam nawał egzaminów i kolokwiów, to dwa, z niecierpliwością czekam na piątek, kiedy to pojadę do Warszawy na zjazd bloggerek :)
Na dziś mam jednak ostatnią notkę, do której miałam zdjęcia w zapasie, czyli pomadka, której używam ostatnio codziennie wychodząc z domu. Początki miałyśmy trudne, ale w końcu bardzo się polubiłyśmy :)
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: głównie w aptekach, np. w SuperPharm, 7,50zł / 3,6g
  
Moja opinia:
Pomadkę dostajemy zapakowaną w tekturowy kartonik co mi się podoba, bo minimalizuje ryzyko, że nasz kosmetyk był wcześniej w sklepie macany przez niekulturalne klientki ;) Na kartoniku znajdujemy także informacje, których nie ma na zwykłym opakowaniu - czyli opis producenta i skład. Zwykłe opakowanie, czyli sztyft, jest plastikowe i wydaje mi się wyjątkowo kruche i niesolidne, ale jak dotąd przez prawie miesiąc użytkowania nic się z nim nie stało. 
 
    
Pomadka jest w bladożółtym kolorze, nieco transparentna. Pierwsze moje wrażenie było dość negatywne, bo pomadka jest twarda i nieco tępo się nią smaruje, zupełnie inaczej, niż moim ukochanym Carmexem. Z czasem jednak odkryłam, że dzięki temu jest idealna na dzień. Przy mojej tłustej cerze mocno nawilżające pomadki sprawiają, że po godzinie skóra wokół ust błyszczy się niesamowicie, dlatego Carmexa używam tylko na noc. A tymczasem ta pomadka okazuje się idealna na co dzień. Długo utrzymuje się na ustach, nie zjada się jej ani w żaden sposób nie czuje. Nie ma smaku ani zapachu. Nie nawilża jakoś specjalnie, ale nie o to przecież chodzi - dzięki niej usta przez cały dzień są miękkie, nie schną i nie spiekają się na słońcu - zwykle latem mam je wyschnięte na wiór, a teraz są w całkiem niezłym stanie, nawet Moje Kochanie się nabija, że wyjątkowo go nie drapię przy buziakach :P W dodatku cena tej pomadki jest niska, więc myślę, że jeśli ją kiedykolwiek zużyję (po miesiącu codziennego używania ubytek jest bardzo znikomy), to na pewno kupię ponownie. Zmieniłabym tylko opakowanie na bardziej solidne. :)
  
  
Jakich pomadek używacie? Też, tak jak ja, macie osobne na dzień i na noc? :)

niedziela, 16 października 2011

Mollon Soft Finish - Puder w kompakcie nr 5 ( + podkład Mollon i kremy BB)

Dziś mam dla Was kilka rzeczy: 'normalną' recenzję pudru Mollon oraz po kilka słów o podkładzie Mollon i kremach BB, które testowałam tylko w próbkach, czego, przyznam szczerze, baaardzo nie lubię. Do firmy Mollon odnosiłam się zawsze bardzo sceptycznie, kojarzyła mi się jakoś z takimi typowymi bazarkowymi kosmetykami. Częściowo nadal mam takie skojarzenie, ale z drugiej strony jeden z tych kosmetyków pozytywnie mnie zaskoczył:
   
  
Opis producenta:
AKSAMITNY PUDER KOMPAKTOWY - Idealny do wykończenia makijażu twarzy. W jego składzie dużą rolę odgrywa talk mikronizowany, który nadaje jego strukturze jedwabistości. Puder zawiera koenzym Q10 opóźniający proces starzenia skóry oraz białka jedwabiu pomagające zachować sprężystość naskórka. W efektownej puderniczce z lusterkiem. Skóra satynowa, pełna blasku, wygładzone nierówności.
Cena: 15zł na AlleDrogeria.pl 
  
  
Moja opinia:
Zacznę od opakowania. To czarna kasetka z hologramowym nadrukiem na wierzchu, wygląda na dość solidną, ale to pozór, bo zepsuła się już w paczce w trakcie drogi do mnie - odpadło lusterko, odczepiło się wieczko. Udało mi się naprawić i jakoś "żyje". W opakowaniu tym nie znalazłam żadnej gąbeczki ani puszku, ale dla mnie to nie problem, bo i tak używam w tym celu pędzla. Warstwa sprasowanego pudru przykryta była tylko kawałkiem cienkiej folii, mniejszej od średnicy samego pudru.
W pierwszej chwili uznałam, że puder będzie dla mnie o wiele za ciemny. Po nałożeniu na twarz jednak okazało się, że ładnie zlał się on z kolorem mojej cery, nawet nie było widać, że coś mam na twarzy - oczywiście poza efektem zmatowienia i wygładzenia, który faktycznie jest. Puder matowi twarz na dłuższy czas, byłam wręcz zaskoczona, że aż tak dłuższy ;) I wygładza, bo pokrywa wszelkie zaczerwienienia itd - oczywiście nie idealnie jak korektor, ale na pewno czyni je mniej widocznymi. 
Mam co do niego mieszane uczucia - fajnie działa, ale raczej ze mną nie zostanie - na co dzień stosuję teraz sypkie pudry, a awaryjny kompakt do torebki już mam. A Wy używałyście kiedyś tego pudru? Jakie były Wasze wrażenia?
  
Tyle o pudrze... Przejdźmy do próbek ;)
  
Na tym fluidzie się bardzo mocno przejechałam. Niby to mój odcień, dość jasny, ale po nałożeniu na twarz zrobił się... pomarańczowy. W dodatku jak na podkład matujący, jest dość tłusty i sam sprawia, że cera się nieco błyszczy - nawet nałożony na już zmatowioną. Niewiele więcej mogę powiedzieć, bo w tej tubeczce było podkładu na 2 użycia - myślę, że ok. 20% pojemności tubki...
  
O tych kremach powiem jeszcze mniej ;) Oba są nieco kryjące i oba zawierają filtry SPF25. Oba mają rozjaśniać i niwelować zmarszczki. Szczerze powiedziawszy, ja nie widziałam między nimi żadnej różnicy. Po nałożeniu na twarz oba niewiele robiły - widać było tylko to delikatne krycie, bez żadnych wyczuwalnych efektów. Wybaczcie, że nie mam ich zdjęcia na ręce, ale zapomniałam o nim, a jak sobie przypomniałam, saszetki były już puste ;)

niedziela, 2 października 2011

Pharmaceris T - Sebostatic Matt - Intensywnie matujący krem do twarzy

Przez ostatnie dwa czy trzy tygodnie testowałam kolejny zestaw kremów Pharmaceris T - krem matujący na dzień i krem matujący na noc i muszę przyznać, że to duo lepiej sprawdziło się na mojej cerze niż poprzednie. Dziś chcę napisać parę słów o tym pierwszym kremie, którego używałam co rano, chodzi oczywiście o Sebostatic Matt. 
   
  
Opis producenta:
Wskazania:Codzienna pielęgnacja skóry trądzikowej z już istniejącymi zmianami, ze skłonnością do powstawania nowych zmian i zaskórników, przetłuszczającej się. Krem rekomendowany do stosowania na dzień.
Działanie: Dzięki zawartości wyciągu z łopianu o właściwościach przeciwtrądzikowych, krem skutecznie normalizuje wydzielanie sebum i łagodzi zaburzenia czynności skóry trądzikowej, pozostawiając skórę matową w ciągu dnia. Biotyna utrzymuje prawidłowy stan skóry, zmniejsza podrażnienia i zaczerwienienia skóry. Specjalistyczne połączenie Glucamu® i kolagenu roślinnego pozostawia skórę nawilżoną i gładką.
Efekt: Matowa i nawilżona skóra twarzy.
 
   
Cena: 39zł / 50ml
    
Skład:  Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Isopropyl Palmitate, Cyclomethicone, Paraffinum Liquidum, Zea Mays (Corn) Starch, Ethylhexyl, Methoxycinnamate, PEG-20 Methyl Glucose Sesquistearate, Polymethyl Methacrylate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Methyl Gluceth-20, Methyl Glucose Sesquistearate, Octocrylene, Propylene Glycol, Ceteareth-20, Panthenol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Protein, Arctium Majus (Burdock) Extract, Disodium EDTA, Zinc PCA, BHA, Biotin, Methylparaben, Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Propylparaben, Parfum. 
   
  
Moja opinia:
Opakowanie jest typowe dla Pharmaceris - białe, z twardego, nieprzezroczystego plastiku, z pompeczką, która mnie kojarzy się z kranikiem ;) Jeden porcja kremu wydobywana przez tą pompkę wystarcza na pół twarzy spokojnie, więc dwie porcje wystarczają w sam raz na całość, choć są naprawdę maleńkie. Krem jest w związku z tym bardzo wydajny. Jego konsystencja jest gęsta, łatwo się go rozsmarowuje na skórze, dość szybko się wchłania - do matu, jak powinien. Zapach nie do określenia, chemiczny, nie podoba mi się jakoś specjalnie - na szczęście jest dość delikatny. Po posmarowaniu twarzy tym kremem, cera robi się taka "tępa" w dotyku, jeśli wiecie, co mam na myśli. Jest wówczas matowa przez jakieś 3h, po tym czasie sebum zaczyna powoli przebijać się na światło dzienne ;) Plusem jest, że nawet po tych 3h krem tworzy świetną bazę pod puder - jeśli poprawimy lekko z jego pomocą to świecenie, efekt będzie dłuższy, niż w przypadku samego pudru.
W przeciwieństwie do kremu na dzień, którego ostatnio używałam, normalizującego Sebostatic, nie zrobił mi Armageddonu na twarzy - nie pozapychał, nie wysuszył. Jego działanie oceniam więc na plus, choć może nie jest to ogromny plus :P Trzygodzinne zmatowienie to i tak więcej, niż oczekiwałam. Ale czy warte takiej ceny?
Jak sądzicie, ile kobieta jest w stanie wydać, by jej cera wyglądała zdrowo i ładnie? ;)

wtorek, 9 sierpnia 2011

Eveline - Wodoodporny olejek do opalania ze złocistym pyłem

Na wstępie bardzo chciałabym podziękować za puszczenie w świat wieści o tym blogu trzem kochanym dziewczynom, które napisały o tym u siebie - Sabbacie, Ewalucji i Kleopatre. Dziękuję! :*

Jakiś czas temu otrzymałam kilka kosmetyków Eveline do przetestowania i zrecenzowania. Pochodzą one z czterech różnych serii, podzielonych wg przeznaczenia: kosmetyki do twarzy (Pure Control), kosmetyki do ciała (Slim Extreme 3D), do opalania (Sun Care) i oczywiście lakiery (Colour Show). Seria Sun Care miała teraz możliwość wykazania się - zaczęły się upały (choć mają się ponoć zaraz skończyć...) i przyznam szczerze, że nawet na chwilę wyszłam na słoneczko, choć zwykle się nie opalam. No i w sumie efektów nie widać, ale kosmetyk przetestowałam, w tej recenzji oprę się również na opinii mojej mamy, która używała go znacznie częściej.
  
  
Opis producenta: To unikalna receptura najwyższej jakości składników. Polecany dla osób, które szybko się opalają i nie ulegają poparzeniom. Subtelny kolor płynnego bursztynu i złocisty pył już z chwilą nałożenia podkreślają istniejącą opaleniznę. Najnowszej generacji filtry UVA i UVB oraz β-karoten chronią skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Witaminy E i C – przeciwdziałają powstawaniu wolnych rodników i fotostarzeniu; ponadto odżywiają skórę, dzięki czemu zwiększa się jej gładkość i elastyczność. Wyciąg z orzecha włoskiego i β-karoten wzmacniają efekt opalenizny, a mieniące drobinki sprawiają, że skóra połyskuje złocistym blaskiem.
    
Cena: 15zł / 150ml
     
Skład:
   
Moja opinia: Przyznam na wstępie, że nieco przerażała mnie ostatnia część nazwy, ta o złocistym pyłku. Kojarzy mi się to z dyskotekowym kiczem, ale na szczęście ten pyłek jest delikatny, nie mieni się nachalnie, nie są to wielkie drobiny. Określiłabym to jako ten sam rodzaj pyłku jak w niektórych brązujących pudrach. Za spory plus uważam też opakowanie - atomizer to idealne rozwiązanie do takich kosmetyków, obawiam się, że dostałabym szału, gdybym taki olejek musiała wylewać na dłonie i rozprowadzać, taki mój mały odchył ;) Ciekawostką jest fakt, że olejek wcale nie jest oleisty - wręcz przeciwnie, jest lekki, a nie tłusty. Ładnie nawilża skórę, szybko się wchłania, zostawiając tylko to subtelne złote rozświetlenie, które świetnie będzie podkreślać opaleniznę - mam też wrażenie, że skóra po jego użyciu sama w sobie staje się nieco "opalona", nawet tak blada skóra jak moja ;) Cóż, nie jest to rodzaj kosmetyków, którego ja używam, jednak moja mama z otwartymi ramionami przyjęła go do swojej kosmetyczki :)
    

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...