Na dziś mam dla Was recenzję gościnną, którą przygotowała moja blogowa bratnia dusza, czyli Seraphine (TU link do jej bloga, warto zajrzeć) - wiem, że już nieraz tu o niej czytałyście i pewnie niejednokrotnie przeczytacie ;)
Seraphine testowała i zrecenzowała tym razem bazę i topa od Kobo, zapraszam do recenzji :)
Oto, co napisała Seraphine:
Paznokcie maluję rzadko - przyznaję bez bicia. W tygodniu zwyczajnie mi się nie chce, a ze względu na wykonywaną pracę - łatwo mi stracić połowę lakieru...razem z paznokciami. Dlatego na codzień skracam je jak mogę i nie maluję na widoczne kolory. Kiedy jednak Orlica zaproponowała mi sprawdzenie tych produktów od KOBO - odezwała się moja próżna natura, która uwielbiała kiedyś malować paznokcie i miała naprawdę sporą kolekcję lakierów. Dlatego specjalnie dla Was sprawdziłam na sobie działanie Base Coat'a i Top Coat'a. Zapraszam!
BAZA - BASE COAT
Opis producenta:
Znakomity podkład pod lakier. Zwiększa przyczepność lakieru do paznokcia, wydłuża trwałość lakieru, wzmacnia i chroni paznokcie, zawiera prawdziwy diament w proszku. Pojemność 7,5 ml.
TOP COAT
Opis producenta:
Posiada filtr UV dzięki czemu chroni kolor lakieru przed blednięciem. Daje długotrwały połysk. Przedłuża trwałość lakieru, tworzy elastyczną i wytrzymałą powłokę, zawiera prawdziwy diament w proszku. Pojemność 7,5 ml.
Gdzie i za ile: Każda drogeria, w której znajduje się szafa KOBO oraz internet, 9.99/7.5 ml
Opinia Seraphine:
Baza, podobnie jak lakier nawierzchniowy, zamknięta jest w typowym dla KOBO opakowaniu, czyli w prostej szklanej buteleczce z plastikową zakrętką. Całość wygląda prosto, ale elegancko - ja przynajmniej lubię taki minimalizm. Przy pierwszym spotkaniu, baza skojarzyła mi się z odżywką do paznokci 8 w 1 z Eveline - zapewne ze względu na odcień w butelce. Pomimo tego przy jednej warstwie na paznokciach ciężko zauważyć zmianę koloru - kryje jak lakier bezbarwny. Pędzelek jest prosty, nie za duży - w sam raz do dokładnego nałożeniu lakieru w kilku pociągnięciach. Wysycha szybko, więc już po kilku chwilach możemy nakładać kolor.
Po kilka minutach od nałożenia drugiej warstwy lakieru, zabrałam się za Top Coat, czyli lakier nawierzchniowy. Niestety lakier okazał się tak żrący ;), że mimo upływu kilku minut i tak zabarwił pędzelek Top Coat'a na różowo (możecie to zobaczyć na zdjęciu poniżej w pkt 3). Pomimo tego nieprzyjemnego incydentu lakier nawierzchniowy nałożył się gładko, bez problemów i równie szybko wysechł.
No i niestety to koniec dobrych nowin. Być może trochę wrednie z mojej strony, ale chciałam wypróbować oba specyfiki w ciężkich warunkach - zabrałam się za mycie naczyń oraz sprzątanie. Niestety już po myciu kilku talerzy, końcówki moich paznokci były 'gołe', zaś po odkurzaniu i myciu łazienki - nie miałam połowy z czerwonego lakieru. Nie chcę Wam pokazywać efektów, bo są one paskudne, więc uwierzcie mi na słowo.
Myślę jednak, że gdyby nie to, że dałam im naprawdę niezły wycisk - całość wytrzymałaby dłużej. Może nie tydzień, ale 2-3 dni z pewnością. Nie możemy jednak malować paznokci i przez 3 dni nic nie robić - nie na tym to polega ;)
Podsumowując, ja niestety nie jestem zadowolona z rezultatów tych 2 panów, jednak te z Was, które na codzień korzystają z usług zmywarki, albo sprzątaczki - powinny być zadowolone. W innym przypadku - radzę niestety poszukać gdzie indziej.
Stosowałyście te preparaty od Kobo? Podobały się Wam?














