Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różności. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 grudnia 2014

Kilka pomysłów na własnoręcznie robione prezenty świąteczne

Święta zbliżają się coraz bardziej i czas powoli kompletować prezenty dla bliskich. Co prawda ja w tym roku wyjątkowo się pośpieszyłam, bo właściwie ostatnie prezenty kupiłam na początku grudnia, korzystając z Dnia Darmowej Dostawy, więc mam już komplet. Nie wszystkie prezenty są kupne - osobiście uważam, że znacznie cenniejsze i przyjemniejsze są te, które ktoś zrobił własnoręcznie, poświęcając na to uwagę, czas, niekoniecznie pieniądze. Nie zamierzam tu pokazywać, co zrobiłam na prezenty, bo niektórzy z tych, co mają być obdarowani tu zaglądają, ale chętnie podzielę się z Wami kilkoma pomysłami, jak można sprawić bliskim radość czymś bardziej osobistym :)
  
1. Szydełkowe aniołki i inne ozdoby świąteczne
Powyższe cudeńka są dziełem mojej Mamy. Robi ona także aniołki na choinkę, śnieżynki, gwiazdki - słowem - cuda. Przyznam szczerze, że osobiście nie próbowałam, ale w Internecie znajdziecie setki tutoriali, jak takie aniołki wykonać :) Pomysł super, choć typowo świąteczny.
  
2. Ręcznie malowane lampiony
W moim domu rodzinnym goście zawsze zachwycali się kolorowymi lampionami, które zawsze stoją na parapetach i stole. Zależnie od sezonu, są to lampiony świąteczne, jak na zdjęciu powyżej, albo inne, np. zdobione kwiatami czy rybkami. Te na zdjęciu również są dziełem mojej Mamy, ja też próbowałam swoich sił, ale moje lampiony jakoś się rozeszły. Tu wystarczy odpowiednia szklaneczka (koszt kilku złotych) i kilka kolorów farb do szkła. Nie jest to może najtańsza z opcji, które dziś przedstawię, ale na pewno najbardziej "wydajna" - jeśli już zainwestujemy w farbki, można malować dalej ;)
    
3. Nalewki i wina domowej roboty
W tej kategorii mistrzem jest oczywiście mój Tata, którego śliwowica staje się legendą wśród znajomych ;) Zrobienie samego trunku jest może bardziej czasochłonne, ale sprezentowanie go w ładnej oprawie (może być np. butelka po Nalewce Babuni - ta po lewej - albo inne efektowne szkło) i efekt murowany. Przepisów na nalewki również w necie znajdziemy całe mnóstwo, chętnie bym się podzieliła z Wami sekretem śliwowicy Taty, ale nie sądzę, żeby zdradził go nawet mnie ;)
  
4. Bransoletki przyjaźni
Nie byłabym przecież sobą, gdybym o nich nie wspomniała ;) Bransoletka tego typu pozwala na pełną dowolność w kwestii wzoru i koloru, więc możemy ją w 100% dostosować do gustu bliskiej osoby, jednak nie jest to raczej materiał na "główny" prezent, raczej jako dodatek. Ja akurat je sobie daruję jako prezenty świąteczne, bo wszyscy moi bliscy już i tak chodzą "oznakowani" przeze mnie ;) Jeśli szukałybyście inspiracji i porad dotyczących ich zaplatania, zachęcam do zajrzenia na stronę friendship-bracelets.net - to prawdziwa skarbnica wiedzy :)
  
5. Lakierowa biżuteria
To również kiedyś Wam już prezentowałam. Wykonanie takiej biżuterii na pewno nie jest trudne, wystarczy zaopatrzyć się w odpowiednie materiały - bazy i kaboszony oraz oczywiście lakiery. Nie muszą to być wcale dzieła "jednolakierowe" - jak widzicie na zdjęciu powyżej, można także kombinować wzory. Komplet takiej biżuterii, oczywiście również trafiający w gusta osoby obdarowywanej, także powinien być trafionym prezentem.
  
6. Szydełkowe gadżety
O szydełku pisałam już wyżej, ale przecież nie służy ono tylko do wykonywania ozdób świątecznych. Ja dopiero zaczynam przygodę z szydełkiem i na początek zrobiłam etui i na telefon i piórniczek. Wiem, że pozostawiają wiele do życzenia (zwłaszcza etui), to kwestia wprawy - już teraz po trzech dniach z szydełkiem wiem, że jestem w stanie zrobić znacznie ładniejsze etui na telefon i naprawdę nie jest to nic trudnego. TU znajdziecie bardzo przyjemny tutorial :) Jeśli chodzi o piórnik, zrobiłam go po swojemu bez tutorialu, ale z tym każdy, kto zna podstawy szydełkowania, na pewno sobie poradzi. Jeśli nie, będę zaszczycona robiąc własny tutorial :P
   
7. Szydełkowe czapki i szaliki
źródło: http://www.senmai.pl/2013/12/luzna-szydelkowa-czapka-na-chlodne-dni-slouchy-beanie/
Nad taką czapają jak na zdjęciu powyżej właśnie sama siedzę, bo zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia :) Specjalnie kupiłam grubą cieniowaną włóczkę itd :) Jeśli też Wam się podoba, koniecznie zajrzyjcie do linku pod zdjęciem. Taka czapka na pewno ucieszy osoby, które marzną zimą, podobnie dobrym pomysłem może być szalik, na który również są setki wzorów w Internecie.
  
8. Kosmetyki domowej roboty
źródło: http://pl.dawanda.com/product/57646195-Scrub-do-ciala
Jeśli chodzi o własne kosmetyki, sama robiłam jedynie balsamy do ust i olejki do paznokci, jednak możliwości są niezliczone. Jeśli nie czujecie się na siłach, zapraszam do sklepiku Craft&Beauty - link pod zdjęciem, jednak można spróbować zrobić takie produkty samemu. Sporo przepisów i tutoriali znajdziecie np. na blogu Smyka, jednej z właścicielek Craft&Beauty, o TU.
  
Cóż, właściwie to tyle, jeśli chodzi o moje pomysły na własnoręcznie wykonywane prezenty. Chętnie poczytam o Waszych! :)

wtorek, 25 listopada 2014

Przygotowania do ślubu czas zacząć...

W marcu chwaliłam się Wam, że wreszcie doczekałam się pewnego szczególnego pierścionka na palcu... Od tamtego czasu minęło już ponad pół roku, więc można powiedzieć, że jestem w trakcie przygotowań do ślubu, który odbędzie się 18 lipca. Bierzemy ślub kościelny, głównie ze względu na Narzeczonego, więc niestety mamy do załatwienia znacznie więcej formalności niż się spodziewałam.
   
źródło: http://www.circusreno.com
 
Dzisiejszy wpis to właściwie taki mój raport z tego, co dzieje się na ślubno-weselnym froncie, bo wiem, że wiele z Was bardzo to interesuje. Biała suknia ślubna, patetyczne "tak" i wiele innych elementów zawierania małżeństwa to coś, o czym marzy każda dziewczynka, a potem kobieta, przynajmniej na pewnym etapie życia - jedne marzą o tym jako małe dzieci, inne jako nastolatki, inne nie mogą się doczekać, kiedy już zbliża się na to czas ;)
Mam 23 lata, a podejście moich rówieśniczek mogę podzielić na dwa rodzaje. Po pierwsze - koleżanki, które same są po ślubie, mają dzieci (czasem już kolejne w drodze), gratulują, wypytują, pytają, kiedy dziecko. Po drugie - koleżanki, które dziwią się, że już i po co - to głównie osoby studiujące, tak jak ja kończące magisterkę i pewny etap w życiu, ale nie myślące o zakładaniu rodziny. Oba te podejścia traktuję z przymrużeniem oka, bo właściwie z żadną z grup nie jestem w stanie się uosobić. Jestem z moim Narzeczonym razem już prawie 8 lat, więc ślub i własna rodzina to naturalna kolej rzeczy, która była dla nas jasna od dawna. Ponadto coś, co cieszy naszych bliskich, a dziwi znajomych to to, że od razu po ślubie zamierzamy starać się o dziecko. Uważam, że dla nas ten czas jest najlepszy :)
źródło: wikiperia.org
  
 
Jak już pisałam, mamy już "zaklepany" termin na 18 lipca, ślub odbędzie się w kościele, który bardzo cenię jako osoba po studiach z turystyki i jako dumna mieszkanka gotyckiego Torunia - u św. Jakuba. Cieszę się bardzo, bo kościół jest piękny, od kilku lat systematycznie odrestaurowywany, wewnątrz panuje lodowaty gotycki klimat ;) Wesele za to mamy umówione w restauracji-hotelu "Lokomotywa", też miejsce z ciekawym klimatem.



Domyślam się jednak, że Was najbardziej interesuje to, co będę miała na sobie ;) Obecnie moja figura pozostawia wiele do życzenia, zamierzam oczywiście schudnąć ile się da do samego ślubu, ale patrząc realnie wiem, że nie będę smukłą i zwiewną panną młodą. Szukałam sukni, która przynajmniej by nie podkreślała moich mankamentów i w internetowych katalogach najbardziej urzekła mnie taka:
 
źródło: TwojaSuknia.pl

 
Pojechałam więc z Mamą do salonu sukien ślubnych, żeby poprzymierzać różne kroje i zorientować się, czy na pewno będzie mi w takim jak powyżej dobrze. Przyznam się Wam szczerze, że w jednej z mierzonych sukien poczułam się jak księżniczka, nie sądziłam, że to określenie będzie odnosić się i do mnie. Kiedy Pani z salonu zapięła mi mocno suknię nagle zaczęłam wyglądać na rozmiar albo i dwa mniejszą ;) Przy okazji okazało się, że choć planowałam białą suknię, znacznie lepiej prezentuje się na mnie ecru. Moja suknia będzie szyta przez krawcową, ale będzie zbliżona do tego, co możecie zobaczyć na zdjęciu obok. Na pewno nie będzie tej błyskotki pod biustem, a dekolt z tyłu będzie duży, ale bez tego zapięcia na karku - czyli po prostu w kształcie U. Koronka również będzie nieco inna - już mam kupione materiały, koronka jest z motywem róż, choć nie wiem, czy ta ze zdjęcia nie podoba mi się bardziej... Trudno było mi gdziekolwiek w Toruniu dostać ładną koronkę w kolorze ecru w odpowiednim odcieniu... Na razie materiały leżą (muszę jeszcze dokupić kilka elementów), może w międzyczasie znajdę ładniejszą koronkę.

Zdjęcia i film na ślubie i weselu oraz sesję plenerową będzie nam zapewniać firma PhotoKot, której współwłaścicielką jest moja znajoma "z Internetów", a właściwie z Wrocławia ;) Zachęcam do zapoznania się z ich portfolio na FB [klik] albo stronie [klik] - robią piękne zdjęcia! Nasza sesja plenerowa prawdopodobnie odbędzie się na zamku w Malborku :)
  
Ślub i wesele to jeszcze cała masa innych aspektów, ale o nich może napiszę kolejnym razem - po pierwsze, już się rozpisałam aż za bardzo i za chaotycznie, po drugie jeszcze mamy sporo do ustalenia ;) Pozostaje pytanie, czy na pewno Was interesują wieści z ślubno-weselnego frontu? ;)

Przy okazji chciałam Was zaprosić do zajrzenia na stronę KodyRabatowe.pl - można tu znaleźć kody i promocje do różnych sklepów internetowych i nie tylko, czaję się właśnie na ciekawe okazje, żeby kupić ostatnie prezenty świąteczne :)

niedziela, 20 lipca 2014

Kilka nowych bransoletek

Jak już ostatnio kilkukrotnie zaznaczałam, wciągnęło mnie robienie bransoletek z muliny. Plecenie ich jest dla mnie niesamowicie relaksujące, poza tym uwielbiam widzieć swoje małe "dzieła" na nadgarstkach bliskich :)
Dziś pokażę Wam kilka nowych wytworów. Numer na zdjęciu to numer konkretnego wzoru ze strony Friendship-bracelets.net - zapraszam zainteresowanych :) Te z "A" na początku to bransoletki robione nieco inną metodą, tzw. alpha, na razie udało mi się rozpracować tę metodę tylko z zastosowaniem dwóch kolorów ;) 


Wybaczcie różne rozmiary zdjęć i angielskie napisy, edytowałam je na potrzeby wyżej zalinkowanej strony i niestety nie zachowałam oryginałów... Z kociego futra w bransoletkach już nawet nie będę się tłumaczyć, nic na to nie poradzę :P
Mam jeszcze kilka bransoletek, które zrobiłam na międzynarodową wymianę, ale nie powinnam ich publikować, zanim nie dotrą do nowych właścicieli ;) 
Wiecie pewnie, że uwielbiam rękodzieło, więc chętnie się powymieniam ;) Dajcie znać na maila, jeśli byłybyście zainteresowane, niezależnie od tego, co tworzycie :)

niedziela, 8 czerwca 2014

Co ostatnio zjada mi resztki wolnego czasu?

Nie da się ukryć, że ostatnio czasu na bloga nie mam wcale. Właśnie wróciłam z czwartej zmiany w pracy z rzędu (7h popołudniu w piątek, 14h w sobotę i 7h rano dziś...) i zaraz siadam do nauki na jutrzejszy egzamin. Modlę się tylko, żeby szybciej zakończył się rok akademicki, bo coraz gorzej idzie mi godzenie pracy ze studiami dziennymi. Czasu wolnego nie mam prawie wcale, a jak już mam to spędzam go ostatnio wyjątkowo spokojnie i odstresowująco... Po latach wróciłam do jednego z ulubionych zajęć z wczesnych szkolnych lat - do tak zwanych bransoletek przyjaźni z muliny. Dziś chciałabym tylko szybko pochwalić się Wam kilkoma świeżymi wytworami ;)

Odkryłam stronę, gdzie znajduje się ponad 20 tysięcy wzorów z opisem ich zrobienia, gdzie można wstawiać zdjęcia swoich bransoletek, gdzie można generować własne wzory... Raj po prostu ;) Zainteresowanych zapraszam na friendship-bracelets.net - sporo pięknych rzeczy do oglądania ;)

Tymczasem przedstawiam swoje "plecionki":


Część powstała z mojej "inwencji", część na zamówienie kogoś bliskiego :) Mają jedną wspólną cechę, która czyni je wyjątkowymi - są zrobione z muliny, Melkora i Lorien :P Jak widać, kocie futro jest u mnie wszędzie, nie obyło się bez niego w bransoletkach, zwłaszcza, że koty, głównie Lorien, bardzo aktywnie pomaga mi w procesie twórczym ;) Na szczęście te ich kłaki się po jakimś czasie wyplątują, zresztą i tak widoczne są tylko na tych zdjęciach :)
  
Moją ulubienicą jest ta pierwsza, fioletowa (no a jakże by inaczej!) - to najtrudniejszy wzór jaki kiedykolwiek plotłam i jestem z niej strasznie dumna, cały czas jest na moim nadgarstku ;)
 
Tworzyłyście kiedyś swoje bransoletki tą metodą? A może nadal Wam się zdarza zaplatać jakieś cuda? Chętnie zobaczę Wasze dzieła ;)

środa, 14 maja 2014

Coś do poczytania... #14

Pora na kolejną porcję ostatnio przeczytanych przeze mnie książek. Udało mi się przeczytać ich nawet trochę więcej, ale tradycyjnie przedstawię pięć z nich. Zapraszam do zapoznania się z opisami i moimi minirecenzjami ;)
"Kuszenie losu" Meryl Sawyer

"Świat młodej dziennikarki Kelly Taylor zawalił się w dniu, w którym w katastrofie lotniczej zginął jej mąż. Wkrótce spotyka ją kolejny cios: ukochany miał romans i syna. Gdy mija ból i żal po stracie i zdradzie, Kelly postanawia odnaleźć dziecko. Ta decyzja zaprowadzi ją do serca wenezuelskiej dżungli... i w ramiona Logana McCorda - skrytego i niebezpiecznego mężczyzny, który ma własny powód, by wyruszyć wraz z Kelly na ryzykowną wyprawę."

Opis tej książki mnie zaintrygował, ale nie spodziewałam się, że spodoba mi się tak samo, jak powieści Lindy Howard - mojej ulubionej pisarki tego gatunku literatury. Określiłabym tę powieść jako thriller romantyczny, innymi słowy romans z naprawdę dobrą fabułą, ze zbrodnią i akcją w tle. Napisany jest ciekawie, trzyma w napięciu i ma zaskakujące zakończenie, czego chcieć więcej? Inną typową cechą dla tego typu powieści jest główna męska postać, w której ma zakochać się każda czytelniczka ;) Polecam na długie wieczory, idealne dla odprężenia po ciężkim dniu :)
  
"Sługa Boży" Jacek Piekara

"Najbardziej wstrząsająca i bluźniercza wizja w historii polskiej fantastyki!
Oto świat, w którym Chrystus zszedł z Krzyża i objął władzę nad ludzkością. Świat tortur, stosów i prześladowań.
Czuwa nad tym, by Twoja wiara była czysta. Strzeże Twych myśli przed zgorszeniem. Śledzi Twe uczynki, abyś nie zgrzeszył. A jeśli przyjdzie taka potrzeba, ofiaruje Ci bolesną rozkosz stosu. To on — Inkwizytor Jego Ekscelencji Biskupa. Miecz w ręku Pana i sługa Aniołów.
To już szóste wydanie tomu opowiadań o inkwizytorze Mordimerze Madderdinie. W „Słudze Bożym” czarnoksiężnicy odprawiają bluźniercze rytuały, demony zstępują na świat, czarownice knują mroczne intrygi. A temu wszystkiemu musi przeciwstawić się człowiek, którego serce jest tak gorące jak ogień stosów, na które posyła swe ofiary."

Dawno już nie miałam okazji czytać dobrej polskiej fantastyki, a swego czasu to był mój ulubiony rodzaj literatury - przyznam szczerze, że nieco się stęskniłam za tym ;) Przygody Mordimera czytało mi się świetnie - płynnie, z zainteresowaniem, bez konieczności dumania nad fabułą. Za plus uznaję również to, że jest to zbiór opowiadań, praktyczne rozwiązanie dla kogoś, kto znajduje ok. pół godziny dziennie na czytanie - jak ja teraz, akurat zdążę przeczytać jedno opowiadanie ;) Chętnie zabiorę się i za kolejne tomy, ale raczej nie od razu. W przyszłości - na pewno.
  
"Pod kontrolą" Charlotte Stein

"Kiedy Madison postanawia zatrudnić pracownika, by pomógł jej prowadzić księgarnię z literaturą erotyczną, zaczynają dziać się rzeczy, których nie miała w planach. Bezczelny Andy nie dostaje posady, ale znajduje sobie inne miejsce w życiu bohaterki. Podczas gdy spięty i zahukany Gabriel nie może znieść zachowania pracodawczyni. Jeden mężczyzna przejmuje nad nią kontrolę, drugi pozwala sobie rozkazywać. Tyle że granice się zacierają i Madison nie jest pewna, kto prowadzi, a kto podąża za nią. Podniecający trójkąt, walka o władzę… czy Madison dowie się, czego naprawdę pragnie?"
  
Podczas bardzo luźnego dnia w pracy szukałam czegokolwiek do czytania. Popytałam znajomych i okazało się, że do wyboru mam tylko Grey'a i właśnie "Pod kontrolą", więc wybór padł na tę powieść (?). Już od pierwszych słów widać było, że mam do czynienia z literaturą erotyczną w czystej postaci. Chyba pierwszy raz czytałam coś takiego (Grey się nie liczy, bo jest kiepski, a autorka na siłę udaje, że ma fabułę). Tutaj fabuły prawie nie ma, a 95% całego tekstu to sceny erotyczne. Nie powiem, bardzo dobrze opisane (choć momentami wulgarne) i dość ciekawe, na pewno lepsze niż we wspominanej już trylogii. Niemniej czytało się to-to lekko, jednak nie wiem, czy przekonuje mnie taka pisanina. Nie ukrywam, że bardzo lubię erotykę w literaturze, jednak wolę, gdy obleczona jest w nią ciekawa fabuła. Sama nie wiem, czy polecam "Pod kontrolą" - jak już, to jako ciekawostkę. Może sama spróbuję kiedyś jeszcze sięgnąć po inną pozycję tego typu.

"Handlarka złotem" Iny Lorentz

"Rok 1485 w Niemczech – młoda żydówka Lea przeżywa same tragedie: jej ojciec i młodszy brat Samuel giną w pogromie. Lea, aby zatrzymać spadek po ojcu i tym samym zapewnić sobie środki do życia, musi podawać się za Samuela. W tej podwójnej roli grozi jej wiele niebezpieczeństw, nie tylko ze strony chrześcijan, lecz także jej braci w wierze, którzy chcą za wszelką cenę ożenić „Samuela”. Ona tymczasem zakochuje się w tajemniczym Rolandzie, który nakłania ją do udziału w pełnej przygód misji… Barwna, pełna napięcia powieść historyczna autorów bestsellerowej Nierządnicy."

"Handlarka złotem" to powieść w dość oryginalnych realiach, ponieważ bohaterowie to żydzi w Niemczech w XV w. - mało jest powieści czy filmów, przedstawiających żydów z tego okresu, a przynajmniej ja na takie nie trafiłam.
Przeczyłam może 1/3 część książki i niestety nie wciągnęła mnie, wydaje się nudna, za mało tu jakiejkolwiek akcji. Może też dlatego, że obecnie literatura ma mnie odmóżdżyć, a ta powieść okazała się dość "ciężka", bynajmniej nie pod względem tematyki czy przekazu - po prostu nie przemawia do mnie jej styl. Może kiedyś do niej wrócę, ale na razie odpuszczam.

"Do szaleństwa" Cherrie Lynn

"Co robi słodka i niewinna dziewczyna, która nie chce być dłużej słodka i niewinna? Seksowny tatuaż. I zdobywa superseksownego faceta... Candace ma dość sprawiania przyjemności innym, zwłaszcza rodzicom, którzy wciąż dyktują jej, co ma robić. Czas sprawić przyjemność sobie. Postanawia więc zafundować sobie na urodziny tatuaż. A nikt nie zrobi tego lepiej niż Brian, w którym Candace kocha się od dawna… Od pierwszej chwili, gdy wchodzi do jego studia tatuażu, pociąg, jaki zawsze do niego czuła, wybucha ze zdwojoną siłą. A Candace uświadamia sobie, że nieziemsko seksowny artysta może dać jej o wiele więcej, niż rozkoszny obrazek na nagiej skórze. Jeśli tylko Candace odważy się sprzeciwić rodzinie i posłucha głosu serca, które mówi, że za tatuażami kryje się najwspanialszy facet na świecie…"
  
Miałam ochotę na babską literaturą jakiejś nowej autorki, sięgnęłam na chybił-trafił i był to strzał w dziesiątkę. Trafiłam na uroczą love story, gdzie główna bohaterka jest niewinną 23-letnią dziewicą, a główny bohater, jej długoletni obiekt westchnień, to wytatuowany, wykolczykowany i niegrzeczny bad boy. Brzmi stereotypowo, ale podoba mi się to, co dla nich zgotowała autorka, bo fabuła nie była wcale aż tak banalna i cukierkowa, jak można by się było spodziewać. Podobały mi się dowcipne dialogi, choć głównej bohaterce, Candace, miałam czasem ochotę przywalić ;) Nie obyłoby się również bez scen erotycznych, a te były tu opisane szczegółowo, ale naprawdę ze smakiem. Co prawda aż się wzdrygnęłam, gdy Candace "rozpadła się na miliony kawałków", ale na szczęście zrobiła to raz, a nie co 3 strony :P Tak czy siak - polecam ;)
  
Wygląda na to, że ten zestaw wyszedł typowo "lekki", ale jeśli śledzicie tę serię wpisów, to wiecie, że zwykle czytam tego typu literaturę, która ma mnie odstresować i odmóżdżyć ;) Czytałyście którąś z tych książek, a może dopiero zamierzacie? Dajcie znać :)

Zdjęcia okładek i opisy pochodzą ze strony LubimyCzytac.pl

Z innej beczki - na sugestię jednej z czytelniczek postanowiłam założyć profil na Ask.fm - tak więc jeśli macie do mnie jakiekolwiek pytania, walcie śmiało na ask.fm/OrlicaBlog - nie trzeba mieć konta, by zadawać pytania ;) Nie gwarantuję, że na wszystkie odpowiem, ale przynajmniej się postaram :)

środa, 30 kwietnia 2014

Serialowe Love #3 - "Glee"

W mojej serialowej serii postów pisałam już o sitkomowej komedii "Two Broke Girls" i o historyczno-kostiumowej siekance "Spartacus", na dziś więc mam coś z zupełnie innej beczki - "Glee". Serial ten jest, a przynajmniej był popularny ostatnimi czasy, więc pewnie większość z Was go kojarzy. Był jednym z moich ulubionych, teraz niestety trochę się popsuł, ale o wszystkim zaraz, zapraszam do czytania :)

http://studentsforliberty.org/blog/2011/05/18/glee-drama-dancing-and-libertarian-values/
Co to takiego?
Przede wszystkim - musical. Glee to po angielsku po prostu chór, dlatego mamy tu do czynienia z grupką młodych ludzi, prezentujących swoje wersje znanych utworów. To serial przede wszystkim dla młodzieży, ale znam sporo dorosłych osób, które "Glee" oglądały i im się podobało ;) Producentem jest Fox.
O czym to?
Bohaterami serialu są nastolatkowie, będący częścią chóru szkolnego. Nie jest to jednak chór w tradycyjnym tego słowa rozumieniu - nie śpiewają, cóż, chórkiem pieści religijnych czy patriotycznych na szkolnych akademiach, a przedstawiają utwory bardzo współczesne - czasem są to pozycje z bieżących list przebojów, czasem odkopują klasykę rocka czy Beatlesów. Każda z tych osób jest na swój sposób odmieńcem - mamy tu geja, żydówkę, kaletę, czarnoskórą grubaskę, Azjatkę-jąkałę... Do nich siłą zostaje ściągnięty rozgrywający drużyny futbolowej, gwiazda szkoły, który niekoniecznie chce się zadawać z takimi "dziwolągami", ale na swoje nieszczęście ma świetny głos ;) Każdy sezon serialu to jeden rok szkolny i droga chóru przez mękę, którą tworzy im Sue, trenerka chearleaderek, która ich nienawidzi, oraz przez kolejne etapy zawodów, w których biorą udział. 
Co w tym takiego?
Jako fankę musicali ujęło mnie oczywiście przede wszystkim to, że bohaterowie śpiewają, zwykle naprawdę bardzo dobrze. W serialu jest wiele naprawdę wzruszających momentów, wiele rozśmieszających do łez i wiele smutnych. Warto mieć przy sobie chusteczki ;) Podoba mi się to, że obserwujemy dojrzewanie bohaterów, który od pierwszego odcinka do bieżącego przeszli wielkie metamorfozy, pokonali wiele zakrętów w życiu i spotkało ich sporo pięknych i sporo strasznych chwil. Widać też zmiany w ich umiejętnościach wokalnych. Każdy z nich jest inny, ma swoją bardzo wyrazistą osobowość, którą podkreślają odpowiednio dobranymi utworami - do każdej sytuacji, w której się znajdą, potrafią znaleźć piosenkę, która odzwierciedla ich emocje - to jest właśnie piękne dla mnie. Obserwujemy jak rodzą się (i umierają) między nimi uczucia, jak zmieniają się ich relacje. Ciekawe jest też to, że chyba nie ma postaci, którą przez cały serial da się lubić - każdy ma swoje "gorsze chwile".
Co psuje obraz?
Cóż, wg mnie i wielu innych fanów serialu, całość straciła urok, gdy główni bohaterowie trzech pierwszych sezonów kończą szkołę i idą na studia. Wtedy nasz "kontakt" z nimi się kończy bądź po prostu rzadziej pojawiają się w serialu, za to w grupie chóru pojawiają się nowe postaci - już nie tak ciekawe i nie tak wyraziste, co powoduje, że cały czas tęsknimy za pierwotną "obsadą". 
Teraz napiszę coś, co może być spoilerem, ale było już tak nagłośnione, że pewnie większość zainteresowanych o tym słyszała. Mianowicie 13 lipca 2013 umarł Cory Monteith, jeden z głównych aktorów, grający Finna Hudsona, czyli tego rozgrywającego, o którym już wspominałam. Stało się to w momencie, kiedy wszystko z jego postacią zaczynało się układać - wszystko wskazywało na to, że spędzi resztę życia z Rachel, drugą z głównych bohaterów, że wreszcie ma plany na przyszłość, jego postać była uwielbiana, zarówno za charakter, jak i za niesamowity głos, który wykształcił się porządnie dopiero pod koniec. Zmarł nagle, okazało się również, że w życiu prywatnym miał brać ślub z Leą Michele, grającą właśnie Rachel. Scenarzyści "Glee" musieli zabić go także w serialu. Przyznam szczerze, że mocno to przeżyłam. Nie wiem, czy opłakiwałam Finna czy Cory'ego, ale na pewno była to ogromna strata dla serialu, który od tego momentu nie był taki sam. Aktorzy zrobili sobie wtedy przerwę z nagrywaniem, a kiedy powrócili powstał odcinek poświęcony Finnowi. Widać było po wszystkich, że ich łzy nie są grą aktorską, a to, jak zmarniała i schudła Rachel nie mogło być zagrane. Przeryczałam calutki odcinek.
Jakieś ciekawostki?
W serialu występuje także gościnnie sporo artystów, jak choćby Ricky Martin, Britney Spears, Olivia Newton-John, Idina Menzel, czyli piosenkarze, jednak są tu też osoby, po których śpiewu byśmy się raczej nie spodziewali - Sarah Jessica Parker, Gwyneth Paltrow, Neil Patrick Harris, Kate Hudson. Ich występy naprawdę robią wrażenie :)
Kwestie techniczne?
Każdy odcinek trwa około 40 minut. Dotychczas nagrano pięć niepełnych sezonów (do trzeciego na pewno warto oglądać) po 22 odcinki. Obecnie można go oglądać oczywiście w internecie, a w telewizji leci na FoxLife codziennie o 8:30. 
Kilka klipów:
Tym razem zamiast zdjęć z serialu pokażę Wam kilka moich ulubionych utworów w wykonaniu Glee:
  
 (jeden z pierwszych utworów w serialu, mam do niego niesamowity sentyment)




 (kilka utworów, warto obejrzeć całe, najlepsze od 2:30)

Oglądałyście kiedyś Glee? Jeśli tak, koniecznie podzielcie się swoimi ulubionymi momentami i wykonaniami utworów :)

niedziela, 16 marca 2014

Doczekałam się :)

Hej!  Chciałabym podzielić się dziś z Wami czymś ważnym dla mnie. Myślę, że wszystko co mogłabym napisać, streszczę w jednym zdjęciu - no, właściwie we dwóch:
  

Dodam tylko, że jestem przeszczęśliwą narzeczoną, choć muszę się jeszcze przyzwyczaić do nowego "statusu", ale za jakiś czas ruszamy z przygotowaniami :)

poniedziałek, 10 marca 2014

Serialowe Love #2 - "Spartacus"

Ostatni wpis o serialu cieszył się sporą popularnością, więc na dziś przygotowałam parę zdań o zupełnie innej produkcji. Wcześniej pisałam o "Dwóch spłukanych dziewczynach", komediowym sitcomie, bardzo śmiesznym i na luzie. Dziś z kolei zajmę się serialem z zupełnie innej półki - słyszałyście o "Spartacusie"? Cóż, o postaci na pewno, jednak serial, który o niej powstał jest zdecydowanie w moim top3, a dziś postaram się Was do niego zachęcić :)
  
  
Co to takiego?
Jak łatwo się domyślić - serial ;) Oparty na faktach, historyczny, kostiumowy, jak kto woli. Odcinki są nieco dłuższe niż w przypadku przeciętnego serialu, trwają około godziny. Producentem serialu jest Starz. 
O czym to?
To również nie stanowi tajemnicy. Głównym bohaterem jest Spartacus - wojownik, niewolnik, gladiator, buntownik... Zaczyna się niewinnie, gdy Spartacus walczy u boku Rzymian w Tracji. On i jego pobratymcy zostają jednak zdradzeni przez rzymskiego dowódcę, Glabera, a sam Spartacus i jego żona trafiają do niewoli i zostają rozdzieleni. Główny bohater trafia do miejsca pełnego intryg - do domu lanisty Batiatusa, który szkoli gladiatorów do walki na arenie. I tu zaczynają się schody - długa i kręta droga do wolności. Spartacus podporządkuje się tylko dlatego, że Batiatus obiecuje mu odnaleźć jego żonę. Jednak w świecie gladiatorów i Rzymian nic nie jest takie, na jakie wygląda i nikomu nie należy wierzyć na słowo. 
Co w tym takiego?
Przyznam szczerze, że to, co najbardziej mi się podoba w tym serialu to taka surowa brutalność, czasem wręcz przerysowana. W każdym odcinku wszechobecna jest krew, intrygi i seks (o tak, dużo śmiałych scen ;)). Zakochałam się w pierwszym sezonie przede wszystkim za barwne postaci Spartacusa, Crixusa, Naevii, Batiatusa i Lucretii, jego żony... Każdy z nich odznacza się czymś szczególnym, każdego momentami nienawidzimy, a momentami podziwiamy. Zaznaczam - jest tak w pierwszym sezonie. Kolejne niosły ciągi pewnych zawodów, jednak do samego końca oglądałam odcinki z zapartym tchem. Godne uwagi jest też zakończenie całego serialu. Nie ukrywajmy, każdy wie, jak zakończyło się powstanie Spartacusa... Mimo to ostatnie 2-3 odcinki wgniatają w fotel, powodują powodzie łez i wzruszeń, a po napisach końcowych widz siedzi i kompletnie nie wie, co ze sobą począć. Trudno też przeoczyć zupełnie przyziemne pozytywy serialu - możemy się napatrzeć na przystojnych mężczyzn i piękne kobiety w pełnej krasie ;) Myślę jednak, że osoba, która nie przepada za scenami walki czy brutalnością, powinna sobie ten serial odpuścić, bo stanowią one jego kwintesencję...
Co psuje obraz?
Uch, trudno mieć o to pretensje do twórców, ale główną wadą dla mnie jest zamienienie dwójki aktorów po pierwszym sezonie. Na nieszczęście jednym z tych wymienionych aktorów jest Andy Whitfield, grający... Spartacusa. Niestety po nakręceniu pierwszego sezonu Andy zmarł na raka :( Aktor, który go zastąpił, stanowił szok dla widzów - Liam McIntyre przy Andym wyglądał jak wymoczek... Zajęło mi trochę przyzwyczajenie się do nowego Spartacusa, jednak sporo osób po tym przekreśliło serial. Drugą zmienioną postacią była Naevia - jedna z niewolnic Batiatusa. W pierwszym i drugim sezonie grała ją prześliczna Lesley-Ann Brandt, którą później zastąpiła Cynthia Addai-Robinson, która nijak nie pasowała mi do tej roli... Sami zobaczcie:


Inną wadą może być to, że wiele scen było bardzo "komputerowych" - tzn. widać było, że są kręcone na tak zwanym "green screenie", gdzie tło dorabiane jest komputerowo:

http://www.artofjohnwalters.com/artofjohnwalters/wp-content/uploads/2012/09/Spartacus-Gods-of-the-Arena-EP1-Green-Screen1.jpg
Mnie jednak to nie przeszkadzało, myślę nawet, że mógł to być celowy zabieg producentów. 
Jakieś ciekawostki?
Koniecznie! Choćby to, że ze względu na chorobę Andy'ego drugi sezon był retrospekcją, i choć nadal miał imię Spartacusa w tytule, on sam nie pojawił się tam ani na chwilę. Drugi sezon ukazuje wcześniejsze dzieje ludus Batiatusa, początki Crixusa i historię jedynego gladiatora, który wygrał wolność na arenie - Gannicusa. Ciekawostką jest też to, że wiele postaci w serialu jest autentycznych - poza Spartacusem mamy tu do czynienia z innymi historycznymi osobistościami - Batiatus, Crixus, Glaber i inni rzymscy przywódcy, pojawia się też młodociany Juliusz Cezar! Jest też jedna postać, która z punktu widzenia historii nie miała racji bytu - gladiator Barca znany jako bestia z Kartaginy miałby około stu lat, ponieważ Kartagina upadła prawie 80 lat przed wydarzeniami z serialu ;)
Kwestie techniczne?
Proszę bardzo :) Jak już pisałam, każdy odcinek trwa niecałą godzinę. Serial ma cztery sezony po 10-13 odcinków, jednak sezony nie są chronologiczne. Jak już pisałam, drugi sezon, czyli "Bogowie Areny", powstał by "zabić czas" podczas choroby Andy'ego, więc nie ma tam Spartacusa, sezon obejmuje czasy sprzed pierwszego sezonu. Chronologicznie więc warto oglądać sezon drugi, pierwszy, trzeci i czwarty. Z tego co wiem, w tej chwili serial ten nie jest nadawany nigdzie w telewizji, ale pojawiał się na HBO (można obejrzeć na HBO GO), TV Puls i AXN Black. Zawsze też można znaleźć go online - wtedy polecam wersję z napisami, a nie z lektorem ;)
Kilka zdjęć:
http://www.baiscopelk.com/wp-content/uploads/2013/02/Spartacus.jpg
http://designinspirator.files.wordpress.com/2013/10/women_of_spartacus_sangue_nebbia.jpg
http://historum.pl/u/2012/07/Spartacus-War-of-the-Damned-6.jpg
http://1.fwcdn.pl/ph/40/34/624034/308418.1.jpg
http://kh.i1.fdbimg.pl/hxtvvcr1_mt4a0p.jpg
http://www.ewok.com.pl/wp-content/uploads/2013/03/dustin-clare-spartacus-gods-of-the-arena-the-bitter-end-04.png
Ufff, ode mnie to tyle. Teraz czekam na Wasze opinie - widziałyście ten serial? Podobał się Wam? A może właśnie Was do niego zachęciłam? :)

piątek, 31 stycznia 2014

Serialowe Love #1 - "Two Broke Girls"

Pytałam Was jakiś czas temu, czy byłybyście zainteresowane wpisami na temat seriali - czyli o tym, co zajmuje resztki mojego wolnego czasu. Jestem wręcz uzależniona od seriali, oglądam ich mnóstwo, z każdego rodzaju. Bardzo się więc ucieszyłam, że z entuzjazmem przyjęłyście mój pomysł rozpoczęcia serii na ten temat :)
Jak będzie wyglądać seria? Co jakiś czas napiszę Wam parę zdań na temat jednego z oglądanych przeze mnie seriali. Oczywiście bez spoilerów, gdzieżbym śmiała! ;) Przedstawię wady, zalety, ciekawostki... 

źródło: http://www.movingintonewyork.com/wp-content/uploads/2013/04/ST-2-broke-girls.jpg
Co to takiego?
Pierwszym serialem, którym chciałabym się tu zająć, jest sitcom "Two Broke Girls" - po polsku to "Dwie spłukane dziewczyny" - szacun za porządne tłumaczenie ;) Odcinki trwają średnio 20 minut, nie są jakoś szczególnie powiązane między sobą, ale wiadomo, że ciąg fabuły musi być zachowany.
O czym to?
Bohaterkami są dwie zupełnie różne dziewczyny - Max, która dorastała w biedzie, można powiedzieć, że w patologicznej rodzinie, oraz Caroline, która była córką jednego z najbogatszych biznesmenów w Nowym Jorku i z dnia na dzień straciła wszystko. Teraz, gdy znalazły się w jednakowej pozycji, pracując jako kelnerki w małej knajpce, mają wspólny cel - otworzyć własny biznes.
Co w tym takiego?
Lubię ten serial przede wszystkim za genialny humor i gagi. Przoduje tu Max ze swoim czarnym humorem i nawiązaniami do bieżących wydarzeń z "szołbiznesu", Caroline nie pozostaje w tyle, choć różnica między nimi jest taka, że śmiejemy się z żartów Max i z osoby Caroline, która niezbyt radzi sobie w życiu bez otaczających ją luksusów ;) Max jest moją zdecydowaną faworytką - wbrew pozorom jest inteligentna, piękna i idealnie sarkastyczne ;) Wiele uroku mają także pozostałe postaci - zboczony kucharz Oleg, infantylny szef dziewczyn Han oraz Earl, również pracujący w knajpce. Jest też osoba Sophie, choć o niej wspomnę raczej w następnym akapicie... Zaletą serialu jest też to, że te 20 minut naprawdę potrafi poprawić humor w ciągu dnia, zresztą łatwiej znaleźć czas na odcinek sitcomu niż "zwykłego" serialu.
Co psuje obraz?
Właściwie jedyne, co mi w tym serialu nie pasuje to osoba Sophie. Sophie tak naprawdę ma na imię Zofia, jest Polką i wystawia nam naprawdę średnie świadectwo, nawiązując często do swojej "ojczyzny". Jej image i zachowanie może i jest momentami zabawne, ale nie podoba mi się to, że niestety większość Amerykanów na podstawie tej postaci i jej opowiadań może budować sobie wyobrażenie Polski i Polaków.
Jakieś ciekawostki?
Nie, w tym przypadku raczej nie. Chyba, że jako ciekawostkę można uznać, że tytuł każdego odcinka zaczyna się od "...and" (w domyśle "Two Broke Girls and..."), a ja lubię tego typu konsekwentność ;) Poza tym na końcu każdego odcinka pojawia się na ekranie licznik z kwotą, którą dziewczynom udało się odłożyć na rozpoczęcie swojego biznesu.
Kwestie techniczne:
Serial obecnie ma dwa pełne sezony po 24 odcinki, trzeci dobiega powoli końca. Możemy go oglądać na kanale Comedy Central i oczywiście w internecie ;)
Kilka zdjęć:
źródło: http://newstoshows.com/wp-content/uploads/2013/09/Two-Broke-Girls-3x01-And-the-Soft-Opening-10.jpg
źródło: https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh6SULUPa6bTiW2jGUf5CriuL8C-pTHVU70vpnkS9d3pPSdgxXPG2ndoQ6ybiyGpVc9Qrurj4ll5Xcd4yuT8IKtDXbTMkRRSyLWUH94aR_WzMJa__ks-9VuGreg4tlb2Dhh1FL7EyKmaGHD/s1600/sophie-oleg-costume.jpg
źródło: http://channelnine.9msn.com.au/img/t3/2brokegirls/season1/guide/0104.jpg
źródło: https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEik0HB-u0toKe9PSoMWI9S5eiBxLryOI_Vw5izCphzSrrDEl9GNEIa9NSsX9hJUIbpeUiZfiiXFekdtETkk-5G0PUttaaFQVIVq8u-w9NF_3x6xC7BrABUxrFYwUftUdOorMa-t2fcz27U/s1600/Two-Broke-Girls-3x03-And-The-Kitty-Kitty-Spank-Spank-4.jpg
 To na tyle. Oglądacie "Two Broke Girls"? Lubicie? A może Wasza opinia różni się od mojej? Chętnie podyskutuję ;)
Przy okazji - jakiego rodzaju serial kolejny? Fantastyka, kryminał, komedia, historyczny? ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...