Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peelingi do twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peelingi do twarzy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Himalaya - Łagodny żel peelingujący do twarzy

Zapuściłam ostatnimi czasy swoją twarz pod względem odpowiedniego złuszczania, więc żeby trochę nadrobić zaległości, na wannie (czyt.: w arsenale do codziennego użytku) stanął żel peelingujący marki Himalaya z morelą i aloesem. Miałam nadzieję, że regularne używanie go pozwoli mi nieco poprawić stan mojej twarzy. Czy się sprawdził? Poczytajcie :)
  
  
Opis producenta:
  
Gdzie i za ile: głównie w aptekach, ok. 17zł / 150ml
  
Skład:
  
Moja opinia:
Opakowanie żelu to klasyczna, dość gruba tubka, stawiana na okrągłym zamknięciu na zatrzask. Część tubki jest przezroczysta, dzięki czemu możemy podejrzeć łatwo wygląd i konsystencję żelu, a pod koniec opakowania będziemy widzieć, ile dokładnie produktu nam zostało. Wygląd tubki oceniam na przeciętny - ani razi, ani zachwyca ;) 
Sam żel jest dość rzadki, ale da się spokojnie go używać. Zawiera drobinki, które teoretycznie zawierają pestki moreli, a mnie kojarzą się z peelingiem cukrowym, ale na opakowaniu nie znalazłam informacji, czym te drobinki właściwie są, a nie miałam jakoś ochoty sprawdzać na smak :P Zapach żelu niestety niespecjalnie mi się podoba. Podobno żel jest "soap free", a mnie pachnie właśnie samym mydłem... 
 
  
OK, przejdźmy do rzeczy - czy działa? W skrócie - niby tak, ale niczym nie zachwyca. Czuć, że cera jest nieco wygładzona, nie ma suchych skórek czy zrogowaceń, ale peeling nie wpływa w żaden sposób na obecność w porach wągrów czy na powstawanie krostek. To bym mu jeszcze wybaczyła. Jest to jednak żel, który ma przy okazji czyścić twarz, a tego oczyszczenia w ogóle z kolei nie czuję. Po użyciu i tak czuję potrzebę użycia jakiegoś innego myjadła do twarzy. Jako plus, żeby choć trochę wyrównać bilans, mogę powiedzieć, że jest bardzo wydajny. Mimo to na pewno nie skuszę się na niego ponownie. 
Choć uwielbiam maseczkę z miodlą i żel do mycia twarzy z tej marki, peeling niestety mnie nie przekonał.
 

A jakie są Wasze skojarzenia z marką Himalaya? Znacie? Lubicie? :)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Lirene - Peeling enzymatyczny

Wybaczcie znowu mały zastój, mam znowu natłok wrażeń - egzaminy, praca, dentysta, a do tego potrącił mnie samochód. Duuużo wrażeń, ale pocieszam się, że święta za pasem ;)
Moja cera mieszana lubi porządne zdzieraki. Mimo to czasem próbuję także innych metod złuszczania - jak np. peelingu enzymatycznego. Jeden już miałam i średnio spełnił moje oczekiwania, teraz uznałam, że sprawdzę też inny - padło na Lirene. Okazuje się, że enzymatyczne po prostu nie są dla mnie ;)
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: wszędzie, ok. 16zł / 75ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Peeling zamknięty jest w różowej zakręcanej tubce, stawianej na zamknięciu. Design jest prosty, charakterystyczny dla Lirene, przyjemny dla oka. Praktyczność opakowania oceniam raczej na minus - zakręcanie i odkręcanie tubki jest niewygodne, zwłaszcza, kiedy mamy do dyspozycji jedną rękę. Nie można raczej zostawić tubki odkręconej, bo peeling jest dość rzadki, więc może się wylać. O wiele wygodniej byłoby, gdyby zamknięcie było tradycyjnym zatrzaskiem.
Peeling ma bardzo delikatny, wręcz ledwo wyczuwalny zapach - typowo kosmetyczny, nie pachnie niczym konkretnym. Ma biały kolor i jest lekko przejrzysty, taki żelowy, same zobaczcie na ostatnim zdjęciu.
  
  
A co w praktyce peeling ten robi na mojej twarzy? Cóż, w dużym skrócie - NIC.
Używałam go kilka, może kilkanaście razy i nigdy nie zauważyłam różnicy w wyglądzie czy stanie cery. Zachowywała się ona tak, jakby miała grubszą warstwę nic nie robiącego kremu, którą później zmyłam. Po prostu w moim przypadku efekt zerowy. Nie mam się za bardzo co więcej na ten temat rozpisywać, jednak wspomnę, że prawdopodobnie peeling będzie zachowywał się inaczej na kimś... ekhm, mniej gruboskórnym - nie da się ukryć, że moja cera do delikatnych czy wrażliwych nie należy.
Sama dam go do spróbowania jeszcze mojej siostrze z odpowiedniejszą cerą, wtedy może uzupełnię tę recenzję i o jej opinię :)
  
  
Jakie peelingi stosujecie najchętniej? A może macie jakieś przepisy na domowe?

czwartek, 13 czerwca 2013

Citrus Clear - Tangerine Tingle - 3 w 1

Wierzycie w kosmetyki typu "3 w 1"? Ja do pewnego tylko stopnia, tym stopniem jest chyba właśnie "3 w 1" - w większą uniwersalność już nie uwierzę. Na dziś mam więc dla Was takiego dziwaka, którego nawet nie umiem określić, czym właściwie jest - to żel, który może służyć do mycia twarzy, jako peeling i jako maseczka, to produkt amerykańskiej marki Citrus Clear. Jesteście go ciekawe? Poczytajcie :)
  
 
Opis producenta:
  
Gdzie i za ile: na CitrusClear.com, 17$ / 59ml
  
Skład:
  
Moja opinia:
Na początku muszę się przyznać, że tym, co mnie skusiło najbardziej była obietnica mandarynki w tym produkcie. Ostatecznie jest w nim olejek z mandarynki, ale prawdę mówiąc cały kosmetyk kojarzy się znacznie bardziej z pomarańczą.
Opakowanie tego produktu to szklany słoiczek z białą nakrętką, na wierzchu której ślicznie prezentuje się naklejka z przekrojem mandarynki, świetnie wygląda, zwłaszcza w komplecie z kremem cytrynowym, który także mam w kolekcji.
TT ma konsystencję gęstego żelu z drobinkami. Jest lekki i baaardzo przyjemnie pachnie - właśnie pomarańczą bardziej niż mandarynką. Zapach jest zdecydowanie naturalny, jak zresztą i skład ogólnie - wiecie, że nie jestem znawczynią w tej kwestii, ale jako tako znam się na naturalnych składnikach i ekstraktach, a tu mamy ich bardzo dużo :) 
  
  
 Przejdźmy do działania.
Jako żel do mycia twarzy produkt sprawdził się średnio. Nie czułam zbyt dużego oczyszczenia, po prostu. Używany w ten sposób (nakładany na twarz i "szorowany") za to świetnie sprawdził się jako peeling - może i nie oczyścił cery, ale rewelacyjnie złuszczył wszystko, co złuszczenia wymagało. Jest to dość ostry zdzierak, więc niekoniecznie nada się dla wrażliwców, ale ja, tłusto-i-gruboskórna, jestem zachwycona :)
Jako maseczka niestety się nie nada dla mnie. Producent zaleca trzymać ją na twarzy 3-4 minuty, a ja już po 1-2 mam dość, bo piecze niesamowicie. Na szczęście nie chodzi tu o uczulanie, a zwykłe podrażnienie - po zmyciu efekt pieczenia znika, nie jestem też czerwona na twarzy, ale i tak nie wytrzymałabym dłużej z tym żelem na twarzy. 
Podsumowując, produkt spełnia właściwie jedną ze swoich trzech ról - jest świetnym peelingiem. Na tyle świetnym, że mogę zapomnieć, że zawiódł na innych frontach ;) Może i są lepsze czy tańsze, ale na razie z chęcią poużywam tego :)
  
   
Używacie takich uniwersalnych produktów? :)

wtorek, 9 kwietnia 2013

Under Twenty Anti Acne - Peeling myjący przeciw zaskórnikom

Po kilkudniowej przerwie wracam z recenzją :)
Dziś parę słów o jednym z moich nowych twarzowych ulubieńców. Leżał w kartonie z zapasami już jakiś czas, wreszcie nadeszła jego pora, wylądował na łazienkowej półce i... prędko jej nie opuści ;)
Mowa tu o peelingu myjącym od Under Twenty - jak ktoś mi powie, że to nie dla mnie, bo nie jestem under twenty - strzelę permanentnego focha, ostrzegam!
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: wszędzie, ok. 11zł / 150ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Zacznijmy tradycyjnie od opakowania. Normalnie nie przepadam za tubkami, ale w tym przypadku jest ona w miarę wygodna. Łatwo się otwiera i zamyka, można z niej wydobyć odpowiednią ilość żelu, bo nie wylewa się on sam, a trzeba wycisnąć. Jeśli chodzi o wygląd, jest on typowo młodzieżowy, jeśli nie powiedzieć nastoletni - kolorowy, wesoły, rzucający się w oczy. Do mnie średnio przemawia, ale nie jestem na 'nie' ;) Po prostu ujdzie.
Sam żel jest za to świetny, chyba nie mam się do czego przyczepić. Jest gęsty, zawiera sporą ilość niebieskich drobniuteńkich drobinek (wiem, masło maślane ;)) peelingujących. Pachnie typowo dla marki Under Twenty - świeżo, ale niczym konkretnym. Dla mnie ten zapach jest neutralny, tzn. w żaden sposób nie wpływa na komfort używania.
  
  
Najważniejsze jest jednak działanie! Przyznam szczerze, że nie wiem, czy wpływa na zaskórniki, bo jednocześnie stosuję serum redukujące pory, ale wiem za to, że jako peeling sprawdza się świetnie. Jest wydajny, bo nawet mała ilość wystarczy do złuszczenia całej twarzy - a i złuszczenie jest porządne, bo te maleńkie drobinki naprawdę potrafią być ostre! Suche skórki znikają, cera jest gładka i odświeżona. Oczywiście nie jest to efekt na stałe, ale jeśli używamy peelingu regularnie co 3-4 dni to naprawdę można zobaczyć różnicę :) Jest ciekawą alternatywą dla moich dotychczasowych peelingów - zwykle lubię gruboziarniste zdzieraki, a ostatnio zużyłam peeling zupełnie inny, bo z delikatnymi drobinkami z wosku, nie zdzierał, ale w jakiś magiczny sposób - działał ;) Peeling Under Twenty jednak zaskoczył mnie na tyle pozytywnie, że pewnie kiedyś do niego wrócę :)
   
  
Jakich rodzajów peelingów używacie do twarzy? :)

niedziela, 9 grudnia 2012

Miraculum - Peeling drobnoziarnisty Pure Pleasure

Lubię czasem dorwać jakiś saszetkowy kosmetyk na kilka użyć. Na pewno nie zdąży mi się znudzić, ale może coś zadziała i może będę już mogła wyrobić sobie opinię o nim. Tak było w przypadku peelingu drobnoziarnistego od Miraculum :)
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: w mniejszych drogeriach i na BioGaleria.pl, ok. 3zł / 2x6ml
  
Moja opinia:
Jak widzicie, cały produkt składa się z dwóch połączonych ze sobą saszetek. Design jest prosty i elegancki, mnie się podoba. Wadą opakowania jest jednak materiał, z którego zostało ono wykonane - czymkolwiek jest, rozwarstwia się przy próbie rozdzielenia albo otworzenia saszetek. Najlepiej jest pomóc sobie nożyczkami.
W saszetce znajdziemy kosmetyk o kremowej konsystencji i białym kolorze. Jest średnio gęsty, taki w sam raz, a drobinki w nim są wyczuwalne. Gładko rozprowadza się po twarzy i jest przy tym wydajny - jedna saszetka starcza na 3 użycia, więc za 3zł mamy 6 zabiegów peelingu ;) Jeśli chodzi o zapach, jest on delikatny i nienachalny, kojarzy mi się z algami albo ogólnie czymś morskim.
Przy masowaniu twarzy z tym peelingiem czujemy dość ostre drapanie drobinek. Są małe, ale skuteczne - dobrze złuszczają martwy naskórek. Osoba z suchą lub wrażliwą cerą może jednak doświadczyć podrażnienia, bo peeling do delikatnych nie należy. Przy zmywaniu trochę się maże i migruje po twarzy, więc trzeba ją trochę popłukać, a efekt uzyskany jest... cóż, przeciętny. Owszem, cera jest wygładzona i miękka, suche skórki w większości zniknęły, ale jednak nie całkiem. Przy nosie nadal pozostały, podobnie w miejscach, gdzie występował zrogowaciały naskórek - przy krostkach itd. 
Powiedziałabym, że peeling jest przyzwoity, ale bez szału. Znam znacznie lepsze, ale nie żałuję, że wypróbowałam i ten. Ani polecam, ani nie polecam ;)
  
  
Lubicie saszetkowe produkty, próbki, miniaturki? A może wolicie pełne opakowania? ;)

niedziela, 2 grudnia 2012

Ziaja Anno D'oro - Mikrodermabrazja - Zabieg domowy

Już od dłuższego czasu moja mama testowała dla Was produkt Ziai, który ma być zabiegiem mikrodermabrazji. Przyznam, że dłuuugo czekałam aż mama uzna, że gotowa jest wystawić mu opinię, ale wreszcie się doczekałyśmy - bo wiem, że sporo z Was też było ciekawe tego kosmetyku. Zapraszam więc na recenzję :)
   
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: np. na Biogaleria.pl, ok. 9zł / 80ml
     
Opinia Mamy:
Kosmetyk ten można w zasadzie uznać za peeling, dlatego tak będziemy o nim pisać. Kryje się on w białej wysokiej i smukłej tubce, charakterystycznej dla produktów Ziai. Tubka jest nieprzezroczysta, ale pod światło da się podejrzeć, ile kosmetyku zostało. Zdobią ją złote i czarne napisy i motywy.
Sam peeling ma kremową konsystencję, zawiera bardzo małe drobinki. Jest biały i średnio gęsty, bardzo łatwo rozprowadza się po twarzy, jest wydajny. Jego zapach określiłabym jako ładny i delikatny, na tyle, że bez problemu można wytrzymać 10 minut z nim na twarzy.
  
  
Podczas rozprowadzania na twarzy czuć tarcie przez drobinki peelingujące, więc na start mamy zapewniony peeling mechaniczny. Nie jest to mocne, nieprzyjemne tarcie, raczej takie w sam raz. Przez te 10 minut, kiedy zostawiamy go na twarzy, peeling częściowo się wchłania, a pozostałą ilość bez problemu zmywamy wodą - nie maże się, co ułatwia zadanie. Skóra jest wygładzona i miękka, czuć, że oddycha i że jest oczyszczona. Porównując do zabiegu mikrodermabrazji, który możemy zafundować sobie w salonie, jest to faktycznie jego domowa wersja. Nie jest może aż tak skuteczna ani przyjemna, ale nie ma na co narzekać, ponadto możemy serwować ją sobie częściej za znacznie niższą cenę.
  
    
Używałyście kiedyś kosmetyków mających zastąpić zabiegi z salonu kosmetycznego?
Jakie? Jaki był tego efekt?

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

FlosLek - Peeling enzymatyczny do twarzy

Od dawna chciałam wypróbować jakiś peeling enzymatyczny - na co dzień preferuję porządne mechaniczne zdzieraki, ale jednak ciekawość była silna, dlatego z wielkim entuzjazmem zabrałam się do testów takiego peelingu od FlosLek. Teoretycznie jest on przeznaczony do cery naczynkowej, ale moja taka nie jest. Mimo wszystko, sprawdził się nieźle ;)
  
  
Opis producenta i skład:
   
Moja opinia:
Peeling dostajemy w czerwonym kartoniku, w którym kryje się biało-czerwona tubka - to kolory kojarzące się z cerą naczynkową, do której peeling jest przeznaczony. Jest też motyw samych naczynek, więc wszystko jasne ;) Tubka jest klasyczna, o szerokim zatrzaskowym zamknięciu. Design samej tubki przywodzi na myśl kosmetyk apteczny. W tubce znajduje się biały krem - średnio gęsty, ale bardzo wydajny. Nie pachnie, a po rozsmarowaniu robi się leciutki jak woda.
   
  
Kiedy trzymamy peeling na twarzy, w ogóle nie czuć, żeby działał - żadnego mrowienia, pieczenia, szczypania, nawet uczucia ściągnięcia. Za to po zmyciu, a zmyć go łatwo, okazuje się, że faktycznie bardzo ładnie oczyścił cerę ze starego martwego naskórka - jest niesamowicie gładka i miękka. Jest tylko szkopuł - w tych miejscach, że skóra była bardziej zrogowaciała, np. na świeżo zagojonych krostkach czy na nosie, pozostawia suche, lekko odstające "strupki" na miejscu - trzeba je zdjąć samemu, bo peeling sobie z nimi nie poradził, a jednocześnie mocno je uwidocznił. Jest to dla mnie dość istotna wada, bo nie zawsze jest czas, żeby po peelingu jeszcze się "poprawić" - nie można użyć go od razu ponownie, a zaserwowanie takiej delikatnej cerze jeszcze peeling mechaniczny nie byłoby dobrym pomysłem... Jeśli jednak nie macie takich minizrogowaceń, nie powinno być problemu z tym peelingiem.
Polecam, ale jak wyżej - dla osób bez grubszych warstw do usunięcia. Ja sama pozostaję przy peelingu mechanicznym, choć ten sobie zostawię - będę używać na "specjalne okazje" ;)
  
  
A Wy, jakiego rodzaju peelingi preferujecie? :)

poniedziałek, 16 lipca 2012

Made From Earth - Peeling do twarzy z herbatą rooibos

Jakiś czas temu pisałam Wam o amerykańskim sklepie, który zachwycił mnie swoimi naturalnymi produktami - Made From Earth. Prezentowałam już ich balsam do ust, dziś pora na genialny peeling do twarzy z herbatą rooibos, którą uwielbiam - pierwszy raz widzę ją w kosmetykach :) Ten peeling był chyba największym "chciejstwem" z tej strony, więc z wielką radością zabrałam się do testów i nie zawiodłam się.
  
  
Opis producenta (znowu nie tłumaczę, żeby nic nie przekręcić):
This moisturizing face scrub is designed to release toxins and improve skin cell circulation. When combining Rooibos tea with aloe vera, our scrub creates a powerful mix of antioxidants designed to penetrate your skin and detoxify. It contains bioflavonoid, vitamins, plant oils, fruit flavonoids, and Rooibos Tea. Jojoba beads gently clear away dead skin cells while the potent antioxidant Rooibos tea releases toxins improving skin texture. These antioxidants help slow the aging process and boost the immune system.
This is a moisturizing face scrub that will not strip the delicate vitamin and nutrients from your face. For some skin types, a moisturizer may not be needed after using the face scrub since it contains moisturizing properties. This is why the scrub is perfect for both oily AND dry skin types. For oily skin its great because after using the scrub you may not need an additional moisturizer. And its great for dry skin because it will not overly dry out your face like other cleansers.
  
Gdzie i za ile: na madefromearth.com, 25$ / 59g
    
Skład:
   
Moja opinia:
Pamiętacie, co Wam pisałam o składzie balsamu do ust? Jeśli byłam w stanie go w całości zinterpretować, naprawdę musiał być naturalny. Tak samo jest i tu - nie widzę tu żadnej chemii, aż miło się czyta :) Peeling jest na bazie organicznego soku z aloesu i kokosa, dalej występuje ekstrakt z herbaty rooibos, która ma silne działanie antyoksydacyjne. Dalej mamy wosk, odpowiadający za konsystencję (poprawcie mnie, jeśli się mylę, nie umiem tego lepiej określić po polsku ;)), rośliną glicerynę, która jest, uwaga, koszerna, oliwę z oliwek, kwas stearynowy, "kuleczki" z wosku jojoby, olej jojoba, avocado, oczar wirgiński, witaminę E, gumę ksantanową oraz korę z czarnej wierzby. Patrząc na sam skład, można się domyślać porządnego działania detoksykującego, antyoksydacyjnego, nawilżającego, no i, jak na peeling przystało, złuszczającego. I wiecie, co Wam powiem? Dostajemy to wszystko.
  
   
Z kwestii technicznych - peeling kryje się w plastikowym słoiczku z prostym subtelnym designem. Wadą jest jednak to, że uszczelniająca warstwa od wieczka mi się od razu oderwała, więc kiedy odkręcam peeling, w ręce mam sam plastik, a peeling przykryty jest tą folio-gąbką uszczelniającą. Sam kosmetyk jest bardzo rzadki, ma konsystencję...hmm, no właśnie czego? Rzadkiej kaszki mannej? Jest biały i kremowy, choć nieco przejrzysty - widać w nim małe drobinki, które są kuleczkami z wosku jojoba - tak w każdym razie wynika ze składu. Drobinek jest sporo, co naprawdę lubię. Dodam jeszcze, że produkt pachnie bardzo specyficznie - zdecydowanie czuć w nim herbatę rooibos, co jeszcze bardziej mnie zachwyca :)
Dotychczas moim ulubionym peelingiem był peeling z Avonu, już niestety wycofany. Od niego wymagałam jedynie porządnego złuszczania i to robił naprawdę dobrze. I to by było na tyle. Ten peeling natomiast sprawia, że cera "czuje" się znacznie lepiej! Po użyciu go, twarz jest gładka, niesamowicie odświeżona i nawilżona. Drobinki pięknie ścierają martwy naskórek, robiąc to jednak tak delikatnie, że nie ma mowy o jakimkolwiek podrażnieniu. Po spłukaniu resztek peelingu (choć mam wrażenie, że wchłonąłby się sam w cerę), ukazuje nam się naprawdę "nowa" skóra. Byłam pod wielkim wrażeniem przy pierwszym użyciu - i nadal przy każdym kolejnym nie mogę się nadziwić ;) 
Przeraża tylko cena - 25 dolarów, czyli ok. 90zł... Nieco boli, prawda? Zwłaszcza, że musimy dodać do tego koszty wysyłki do Polski, które też do tanich nie należą. Pozostaje nam mieć nadzieję, że pewnego pięknego dnia ten amerykański sklep internetowy (bo nie wiem, czy ich produkty są dostępne też stacjonarnie) dostrzeże wieeelki potencjał na polskim rynku ;) Jeśli tak, kupujcie ten peeling bez wahania! ;)
  
  
Miałyście kiedyś coś z tej firmy? Albo może chociaż obiło Wam się o uszy? ;)

środa, 20 czerwca 2012

Beauty Formulas - Złuszczający peeling do twarzy Morela

Lato to nie tylko okres, kiedy wyjątkowo dbamy o figurę. W moim przypadku jest to też czas wzmożonego peelingowania twarzy, bo wyjątkowo szybko łuszczy mi się skóra na nosie. Szukałam więc peelingu delikatnego, ale skutecznego. Cóż, znalazłam :)
 
  
Opis producenta:
    
Gdzie i za ile: np. na BioGaleria.pl - drogeria internetowa, ok. 10zł / 150ml
 
Skład:
  
Moja opinia:
Peeling zamknięty jest w plastikowej tubie stawianej na zamknięciu, dzięki czemu produkt spływa w dół i nie ma problemu z jego wydobyciem. Tuba jest ładna, matowa, dobrze prezentuje się na półce, a pod światło możemy zobaczyć, ile peelingu jeszcze zostało. Otwiera się ją "zatrzaskiem" - trudno to zrobić z mokrymi rękoma, więc ja przed samym użyciem otwieram tubę i kładę ją na półeczce. Sam peeling jest gęsty, więc przez tą chwilę nie spłynie z dna tuby. Ma kremową konsystencję, jest biały z brązowymi nieregularnymi drobinkami, które są ponoć zmielonymi pestkami moreli ;)
 
 
Peeling wydaje się być dziwnie "śliski" - ale nie jest tłusty. Łatwo rozprowadza się po twarzy, jest więc wydajny. Drobinek nie ma za dużo, to akurat dla mnie spora wada, ale nie jest pod tym względem tragicznie - da się nim wypeelingować twarz. Nie jest to typowy zdzierak, ale nadaje się idealnie właśnie na lato, kiedy potrzebujemy peelingu częściej niż przepisowe 1-2 razy w tygodniu - jest tak łagodny, że na pewno nam nie zaszkodzi. Peeling skutecznie ściera martwy naskórek i zostawia skórę bardzo gładką i nieco nawilżoną.
O ile preferuję mocniejsze zdzieraki, o tyle ten jest świetny właśnie na lato. Poza tym muszę przyznać, że ma bardzo ładny delikatny zapach - chyba nie skojarzyłabym go z morelą, ale z jakimiś owocami na pewno ;)
 
 
A jakich peelingów Wy używacie najchętniej? :)

sobota, 26 maja 2012

Dr Irena Eris Spa Resort Capri - Krystalicznie żelowy peeling rozświetlający

Moje podejście do kosmetyków luksusowych pewnie już znacie - a jeśli nie, to w skrócie powiem, że uważam, że zawsze znajdzie się tańszy odpowiednik ;) Co prawda ostatnio recenzowałam wyjątek od reguły, z tej samej serii, z której pochodzi dzisiejszy bohater recenzji, czyli krystalicznie żelowy peeling rozświetlający Capri z serii Spa Resort z linii Dr Ireny Eris. Prawda, że już sama nazwa brzmi luksusowo? ;)
Nie jestem tym kosmetykiem zachwycona tak, jak ostatnią maską, ale jest niewątpliwie warty uwagi.
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: ta seria dostępna jest tylko w Douglasach, 95zł / 75ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Peeling ma piękne opakowanie - niebiesko-turkusowy solidny kartonik, w którym bardzo stabilnie ulokowana jest tubka. Tubka podoba mi się już mniej niż sam kartonik, ale ładnie prezentuje się na półce. Może ona dość stabilnie stać na zakrętce, więc nie trzeba trzymać w kartoniku ani kłaść poziomo. Nie podoba mi się tylko to, że tubka jest odkręcana, to niepraktyczne. O ile łatwiej byłoby, gdyby zamknięciem był zwykły zatrzask... Ale tak nie byłoby już tak elegancko i luksusowo ^^"
Peeling ma postać dość rzadkiego błękitnego żelu. Pachnie ślicznie, bardzo świeżo, trochę oceanem, trochę cytrusami, na pewno tropikalnie. Jeśli chodzi o drobinki, to cóż, są ;) Są drobniutnie, delikatne i myślę, że mogłoby być ich więcej, ale może dlatego, że jestem przyzwyczajona do mocniejszych zdzieraków. Niemniej jednak, peeling spełnia swoją funkcję peelingu w miarę dobrze ;)
  
  
Po nałożeniu na twarz, ma się wrażenie, że użyło się żelu do mycia, po chwili jednak czujemy te drobinki. Peeling się nieco pieni przy "szorowaniu" nim twarzy. Jest bardzo delikatny, tzn. nie podrażnia i nie drapie za bardzo. Myślę, że nada się także do cery wrażliwej czy naczynkowej, ale nie biorę za niego odpowiedzialności ;) Po zmyciu okazuje się, że cera jest oczyszczona i nieco rozświetlona, zawsze jak patrzę w lustro po tym peelingu to mam wrażenie, że cera nabrała nieco perłowego blasku. Efekt ten znika po jakimś czasie. Martwy naskórek, poza miejscami bardziej zrogowaciałymi, np. na świeżo zagojonych rankach, zostaje usunięty, zwłaszcza moje policzki wyglądają po nim znacznie lepiej - mam cerę mieszaną, tłustą i często przesuszoną w strefie T, a na policzkach zwykle nic się nie dzieje. Dodam jeszcze tylko, że na twarzy peeling pachnie ciut gorzej, tzn. bardziej syntetycznie, ale nadal znośnie ;) 
Podsumowując, jest to całkiem przyzwoity peeling. Spodobał mi się, mimo że normalnie preferuję ostrzejsze zdzieraki. W nim zdzierająca jest głównie cena, niewyobrażalne jest dla mnie wydanie takiej kwoty na kosmetyk ;) Jeśli macie możliwość wypróbowania, gorąco zachęcam, ale nie będę Was namawiać do zakupu, bo cena jest zwyczajnie kosmiczna ;)
  
  
Używałyście go albo innych produktów z serii Spa Resort? Polubiłyście się z tymi kosmetykami?

poniedziałek, 12 września 2011

Pharmaceris T - Sebo-Almond Peel 5% - krem peelingujący

Czas na pierwszą recenzję cudeniek z paczki, którą dostałam od firmy Dr Irena Eris. Przez dwa tygodnie testowałam dwa kremy, jeden na dzień, drugi na noc, oraz kremy do stóp i rąk. Wszystkie recenzje oczywiście się tu pojawią, ale na pierwszy ogień chciałabym wziąć pod lupę krem peelingujący Sebo-Almond Peel, którego używałam jako kremu na noc - jak zaleca producent.
    
   
Opis producenta:
Wskazania:Codzienna pielęgnacja skóry trądzikowej ze skłonnością do powstawania zmian zapalnych i zaskórników oraz łojotoku. Przeznaczony do stosowania na noc dla skóry trądzikowej delikatnej i wrażliwej. Działanie:Krem złuszczający z 5% zawartością kwasu migdałowego rekomendowany jest do specjalistycznej kuracji przeciwtrądzikowej. Dzięki właściwościom antybakteryjnym i złuszczającym kwas migdałowy reguluje produkcję sebum oraz zapewnia skuteczną regenerację cery trądzikowej z obecnością zaskórników i krost. Delikatnie złuszcza martwy naskórek, likwidując istniejące zmiany trądzikowe i ograniczając powstawanie nowych. Zawartość soku z cytryny wygładza, zmiękcza, wybiela i delikatnie dezynfekuje skórę. Receptura kremu wzbogacona o specjalne mikrogąbeczki, nadaje jej odczucie jedwabistości i zmatowienia. Produkt może być stosowany samodzielnie lub w dwu-stopniowej kuracji złuszczającej z kremem SEBO - PEEL 10%. Przy kuracjach kwasem migdałowym w ciągu dnia zaleca się stosowanie kremów z filtrami zabezpieczającymi przed promieniowaniem UVA i UVB o SPF min. 20. 
  
Cena: 37zł / 50ml
  
Skład: Aqua, Mandelic Acid, PPG-15 Stearyl Ether, Propylene Glycol, Steareth-21, Cetearyl Alcohol, Tromethamine, Steareth-2, Dimethicone, Nylon-12, Magnesium Aluminum Silicate, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Chondrus Crispus (Carrageenan), Ceteareth-20, Xanthan Gum, Ethoxydiglycol, Citrus Medica Limonum (Lemon) Juice, Glucose, Butylene Glycol, BHT, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Parfum
    
    
Moja opinia:
Krem zamknięty jest w ładnym, estetycznym opakowaniu. Aby, go z niego wydobyć, wystarczy zdjąć 'pokrywkę' i nacisnąć pompkę - na palec wydostaje się mała ilość kremu, dzięki czemu nie mamy problemu z nadmiarem. Ja na całą twarz i część szyi używałam 2-3 takich porcji. Pompka jest nie tylko wygodna, ale także bardzo higieniczna - dla mnie to wielki plus. Krem jest dość gęsty, ale łatwo się rozsmarowuje. Przez jakiś czas po nałożeniu twarz błyszczy się niemiłosiernie, ale jest to krem na noc, więc jestem w stanie to wybaczyć. Rano ten efekt błyszczenia znika, a twarz po przemyciu tonikiem wydaje się bardzo świeża. Po ok. tygodniu codziennego stosowania tego kremu zauważyłam, że skóra faktycznie zaczyna się łuszczyć i jest nieco podrażniona - ostrzegał przed tym producent. Przeraziłam się w pierwszej chwili i zaczęłam intensywną akcję nawilżającą, ale skoro to tak powinno być... Po paru dniach to co miało się złuszczyć to się złuszczyło, cera wróciła do normalności, aczkolwiek stała się nieco przesuszona. 
Miałam zrecenzować ten krem po dwóch tygodniach stosowania, to też zrobiłam. Teraz jednak z czystym sumieniem go odkładam i biorę się za testowanie kolejnego kremu Pharmaceris T na noc, tym razem stawiam na nawilżanie. Do tego raczej nie powrócę, choć przyznaję, że takie kuracje peelingujące czasem mogą okazać się zbawienne dla cery. 

Produkt ten otrzymałam do recenzji, jednak w żaden sposób nie wpływa to na moją opinię

czwartek, 11 sierpnia 2011

Eveline Pure Control SOS - Żel myjący + peeling + maseczka

W paczce z kosmetykami Eveline znalazłam również 4 kosmetyki z serii Pure Control. Jest to seria kosmetyków do nastoletniej cery z problemem trądzikowym. Cóż, nastolatką już niestety nie jestem (choć zawsze będę twierdzić, że mam 18 lat ;)), ale problemy tego typu mam nadal. Mam cerę mieszaną, której zdarza się błyszczeć i zaskakiwać nowymi konstelacjami krostek. Jeśli chodzi o kosmetyki do jej pielęgnacji, mam dość wysokie wymagania. Przyznam szczerze, że ten produkt używałam już wcześniej, więc łatwo mi go będzie zrecenzować.
 
   
Opis producenta: Pure Control SOS 3 w 1 dzięki innowacyjnej formule opartej na cynku i kompleksie fast-mat reguluje proces wydzielania sebum, pozostawiając skórę świeżą, matową i wygładzoną. Poprzez właściwości myjące (delikatne drobinki peelingujące i kwas salicylowy) doskonale usuwa zaskórniki i pryszcze, zapobiega powstawaniu nowych, pomagając jednocześnie eliminować ślady po trądziku. Zawarte w nim alantoina i d-panthenol głęboko nawilżają i łagodzą podrażnienia, pozostawiając skórę świeżą, czystą i gładką na długi czas. Pure Control SOS 3 w 1, który może być stosowany jako żel myjący, peeling lub maseczka eliminuje skomplikowane czynności pielęgnacji cery i konieczność stosowania kilku produktów jednocześnie.
  
 Skład: Aqua / Water, Sodium Laureth Sulfate, Kaolin, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, PEG-75 Lanolin, Silica, Cocamide DEA, Propylene Glycol, Xanthan Gum, PE, Poliquaternium-7, Isopropyl Alcohol, Zinc PCA, Panthenol, Allantoin, Salicylic Acid, Triclosan, Methylchloroisothiasolinone / Methylisothiasolinon, Fragrance.
  
Cena: ok. 12zł / 150ml
   
  
Moja opinia: Nie mam jakoś przekonania do kosmetyków typu 3w1. Ten jednak całkiem mile mnie zaskoczył, choć używałam go głównie jako żelu. Zapach co prawda średni, bo taki mydlany, ale nie jest duszący ani nieprzyjemny - ot, nijaki. Produkt ma konsystencję kremu z drobinkami, ale funkcję żelu spełnia właściwie - całkiem dobrze pieni się na twarzy. Nie podrażnia skóry, po umyciu nim twarz jest taka miękka i jakby sprężysta, przyjemne uczucie ;)
Jako peeling sprawdza się równie dobrze - skutecznie ściera martwy naskórek bez podrażniania suchych partii twarzy. Jest dość gruboziarnisty, ale delikatny, więc nadaje się idealnie do cery tłustej bądź mieszanej. Zdecydowanie jednak odradzam stosowanie takich kosmetyków posiadaczkom cery suchej czy wrażliwej.
Co do maseczki - w tej formie używałam produktu najrzadziej. Nie zauważyłam jakiegoś specjalnego działania, a preferuję innego rodzaju maseczki. Ta jest dość toporna w zmywaniu, choć ogólnie używa się jej przyjemnie. Sądzę jednak, że spokojnie można osiągnąć spodziewane efekty stosując tylko dwie pierwsze formy, plus dodatkowo inne kosmetyki tego typu - tonik antybakteryjny, krem nawilżający.

Używałyście już jakichś kosmetyków z tej serii? Jakie są Wasze wrażenia?
I co myślicie o kosmetykach typu '3w1', '2w1' itd?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...