Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje gościnne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje gościnne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 kwietnia 2014

Lirene Magic Make-up - Krem / Fluid - 01 Jasny

Coś kolorówkowo się tu zrobiło ostatnio, ale obiecuję, że kolejne recenzje będą już pielęgnacyjne ;) Dziś mam dla Was recenzję nowości od Lirene - Magic Make-up, czyli kremu, który zmienia się we fluid. Przyznam szczerze, że sama nie stosuję od jakiegoś czasu żadnych podkładów, ale wiem, jaką ciekawość wzbudził w Was ten produkt, więc przekazałam go do zrecenzowania mojej przyjaciółce Sandrze, którą mogłyście poznać jako meSS albo Seraphine. Zobaczcie, co Sandra ma do powiedzenia na jego temat :)
 
"Bardzo sobie ceniłam podkłady z Lirene. Używałam do tej pory kilku i nigdy żaden mnie nie zawiódł. A kiedy zostałam poproszona o sprawdzenie ich nowego "dziecka" ucieszyłam się co niemiara i nie rozstawałam się z nim przez kilka dobrych tygodni. Jakie więc moje zdanie na jego temat? Zapraszam do lektury."
 
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: wszędzie, ok. 30zł / 30ml 
 
Opinia Sandry:
Produkt otrzymujemy w czarnej tubce o objętości 30 ml. Sama formuła to biały, dosyć gęsty krem z mikrodrobinkami w kolorze właściwego podkładu. Odcień, który przypadł mi do testów to 'jasny'. I dobrze, bo z Lirene to zawsze najjaśniejsze podkłady mi pasowały. Niestety ten kolor okazał się dla mojej cery wściekle pomarańczowy. Na początku w ogóle tego nie zauważałam, po kilkunastu dniach dopiero w lustrze zobaczyłam, że wieczorem podkład odcień jest dużo ciemniejszy niż rano. Zaraz po nałożeniu skóra wygląda ładnie, o ile nie posiada się niedoskonałości, bo tych 'magiczny krem' niestety nie zakryje. Jednak wieczorem i przy dłuższym używaniu odznacza się na skórze i nie wygląda ona na rozświetloną czy wygładzoną, co obiecuje producent. Ponadto ja mam skórę mieszaną, na policzkach i czole wysuszoną, a ten produkt bardzo podkreślił mi wszystkie skórki, wręcz do tego stopnia, że koleżanka z pracy pytała, na co jestem tak uczulona, że skóra mi schodzi.
 
  
Jest jeszcze jedna cecha, która strasznie przeszkadza i odejmuje temu kremowi - trzeba bardzo uważać na dokładne rozprowadzenie podkładu, gdyż każde niedopatrzenie kończy się w jego przypadku nieestetyczną smugą, która, jak już wcześniej wspomniałam, ciemnieje z godziny na godzinę. I to wszystko generalnie byłabym mu w stanie wybaczyć, bo moja skóra nie jest idealna, może u innych mógłby się sprawdzić, jednak ja nie znoszę kiedy podkłady i produkty do twarzy nie chcą wieczorem się zmyć. A z tym miałam niezły ubaw, zwykle bowiem zmywam twarz płynem micelarnym lub żelem do twarzy. W przypadku Magic Make-Up musiałam używać jeszcze wody z mydłem i jeszcze raz żelu, aby moja skóra była w miarę czysta i nie pokryta pomarańczową mazią.
Ja niestety daję temu produktowi duże NIE, jednak znam osoby, u których on się sprawdził. Wg mnie będzie idealny dla osób o średniej karnacji bez niedoskonałości i które nie spieszą się zbytnio przy porannym makijażu. W innym wypadku warto poszukać czegoś innego. Ja natomiast pozostanę fanką poprzednich, udanych podkładów od Lirene i udam, że ten bubelek wcale nie istnieje :)
  
  
Używałyście tego dość kontrowersyjnego produktu z kategorii "Love it of hate it"? ;) Jak się u Was sprawdził?

sobota, 4 stycznia 2014

FlosLek Natural Body - Masło do ciała Wiśnia i Acerola

Na dziś mam dla Was recenzję gościnną napisaną przez moją przyjaciółkę-już-nie-bloggerkę, Sandrę, znaną Wam jako Mess albo Seraphine :)
  
"Orlica nie przepada za wiśniami - wie to każdy, kto ją zna. Wcale więc nie zdziwiło mnie, że po otrzymaniu do testów tego produktu, poprosiła mnie o sprawdzenie jego działania. W każdym razie, masło to dostałam, całe praktycznie już zużyłam, więc mogę podzielić się z Wami moją opinią."
  
  
Opis producenta:
Owocowa rozkosz dla zmysłów i ciała. Idealna pielęgnacja skóry przesuszonej, odwodnionej, normalnej oraz skłonnej do okresowego spadku nawilżenia. Masło doskonale nadaje się do masażu ciała. Ekstrakt z aceroli ma silne działanie przeciwstarzeniowe, a także nawilża i ujędrnia suchą, wrażliwą i alergiczną skórę. Naturalne oleje roślinne słonecznikowy, babassu, masło Shea i oliwa z oliwek natłuszczają i zmiękczają skórę. Latem doskonale regeneruje skórę przesuszoną i odwodnioną wskutek intensywnego opalania, a zimą wygładza, uelastycznia, nawilża i natłuszcza skórę, która jest poddana działaniu centralnego ogrzewania. Skóra sprężysta i aksamitna w dotyku, odpowiednio nawilżona i natłuszczona.
   
Gdzie i za ile: 20-25 zł/240 ml. Do kupienia na stronie floslek.pl oraz drogeriach i aptekach.
  
Skład:
Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Cyclomethicone, Glycerin, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Octyldodecanol, Hydrogenated Polyisobutene, Lanolin Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Malpighia Glabra Fruit Extract, Parfum, Methylparaben, Propylparaben, CI 14720, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Hexyl Cinnamal, Limonene, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Citronellol.
 
  
Opinia Sandry:
"Po otrzymaniu masła i otwarciu go ucieszyła mnie prostota opakowania. Pewnie pamiętacie, że lubię klasyczne, wręcz ascetyczne rozwiązania. W masłach do ciała najbardziej odrzucają mnie dziwne opakowania, z których ciężko cokolwiek wyciągnąć. Na szczęście ten produkt do takich nie należy. Opakowanie jest białe, plastikowe, lekkie. Ładnie wygląda na półce, łatwo wydobyć masło i zużyć je do końca.
Pierwsze co zauważamy po otwarciu masła to zapach. Zdecydowana wiśnia, nie taka sztuczna jak to zwykle bywa (a wg mnie dość dużo kosmetyków 'wiśniowych' śmierdzi sztucznością). Skupiając się na zapachu można zauważyć dodatkową kwaskową nutę - domyślam się, że to jest ta acerola :)
Masło pachnie bardzo apetycznie, ale dość intensywnie. Na szczęście po nałożeniu na skórę zapach staje się lżejszy. Samo nakładanie jest bardzo przyjemne, produkt ma konsystencję raczej serka homogenizowanego a nie masła. I dobrze - przy kontakcie ze skórą łatwo go nałożyć, nie bieli skóry, nie zostawia grudek. Wchłania się dość dobrze, ale widocznie nawilża skórę.
Nawilżenie skóry czuć po użyciu kilka godzin, więc w tym aspekcie myślę, że spełniło obietnicę producenta - przy regularnym stosowaniu moja skóra była miękka i sprężysta. Najbardziej masło jednak spodobało się mężowi - niejednokrotnie kiedy się smarowałam podbierał mi opakowanie i wąchał twierdząc, że chętnie zjadłby wiśnie :) Jedyne właściwie do czego mam zastrzeżenia to wydajność oraz kolor. Trochę razi mnie ten wściekły róż, który bardziej przypomina kolor truskawek niż wiśni. Ale i to jestem w stanie przeżyć, w zamian za naprawdę naturalny zapach.
A jeśli chodzi o wydajność starczył mi na miesiąc - zostawiłam go sobie trochę na dnie i delektuję się zapachem co kilka dni (mąż pewnie też :))"


"Dla kogo ten produkt?
Myślę, że to idealne masło dla każdej z nas na okres jesienno-zimowy, ponieważ dobrze nawilża, zostawia skórę pokrytą delikatnym ochronnych filmem, co jak wiemy przydaje się w zimowe zawieruchy. Poza tym bardzo apetycznie pachnie i dla kogoś, kto lubi wiśnie, prawdziwą radością będzie codzienny rytuał pielęgnacyjny z tym produktem. Ja chętnie wypróbuję inne zapachy, bo czytałam, że są równie apetycznie.
Nie polecam do stosowania rano, chyba że ktoś lubi mieć problemy z założeniem spodni (dość mocno tłuści skórę, wchłania się ok godziny), ale na noc jak najbardziej.
Może nie jest to najtańsze masło na rynku, ale biorąc pod uwagę skład, zapach, rodzimą produkcję - warto!"
  
  
Od siebie dodam jeszcze recenzję innej wersji zapachowej tego masła - o TU >KLIK< :)

sobota, 7 września 2013

Original Source - Letnie żele pod prysznic Seasonal Edition

Hej, dziewczyny (i chłopaki! ;))!
Nie, nie zapomniałam o Was, w tej chwili jestem już w końcowej fazie rozpakowywania się w nowym mieszkanku, zadomowiłam się już na tyle, że dziś pierwszą noc udało mi się w pełni przespać ;)
Przychodzę więc do Was z recenzją, która powstała wspólnym wysiłkiem mojej blogowej siostry - Sandry, czyli Seraphine, oraz moim. Jest to recenzja, na którą część z Was czeka od dawna, bo dotyczy ona dwóch nowych limitowanych żeli pod prysznic od Original Source - kaktusowego i ananasowego :) Może to i letnia edycja, a mamy wrzesień, ale mnie nie przeszkadza to jeszcze w delektowaniu się letnimi zapachami. Zapraszam do czytania!
  
  
Żele dostępne są w Rossmannach i kosztują ok. 9zł (często w promocji) za 250ml.
  
Najpierw zajmijmy się może żelem Golden Pineapple, który opisała dla Was Seraphine.
  
   
Opinia Seraphine:
Ananas to mój ulubiony owoc. Naprawdę, nie ma nic lepszego niż ten świeżo obrany ze skórki, pokrojony na małe kawałki owoc. Potrafię go w takiej postaci zjeść całego, nie mając potem wyrzutów sumienia. Kocham go i już! Orlica dobrze zna moje upodobania, skoro zaproponowała mi, bym zajęła się recenzją żelu o właśnie takim zapachu.
OS o zapachu ananasa to seria limitowana - letnia. Mam jednak niemałą nadzieję, że zagości na stałe na rossmannowskich półkach, inaczej będę zmuszona wykupić cały zapas :) Szkoda natomiast, że OS nie sprzedaje już tych żeli w korkach-niekapkach. Nietrudno przez to wylać żel w torebce, albo zostawić niedomknięty na wannie.Konsystencja produktu jest standardowa, nie za rzadka nie za gęsta. Ładnie się pieni - no i ten zapach. Dla takiego zapachu skłonna jestem pobić ;) Wiecie pewnie jak pachnie taki świeżo pokrojony, lepki od soku ananas? Nie ten z puszki, pełen cukru i sztucznego syropu. Taki dojrzały, soczysty owoc. Jeśli nie kojarzycie zapachu - warto przejść się do Rossmanna i po prostu powąchać ten żel. Zapach dla mnie jest idealnie uchwycony - aż chce się zjeść. Niestety zapach nie utrzymuje się na skórze tak długo, jakbym sobie tego życzyła. Ale może to i dobrze, nie chciałabym żeby mi zbrzydł.
Dla kogo jest ten żel? Dla każdej z nas, która lubi letnie, intensywne kolory i zapachy, ponieważ ten do delikatnych zdecydowanie nie należy. Jeśli jeszcze w październiku znajdziesz go na półce - warto wypróbować, bo gwarantuję. że przypomni Ci się lato! 
  
A co o wersji kaktusowej mam do powiedzenia ja? :)
  
 
Moja opinia:
Pamiętacie smak i zapach tymbarkowego soku kaktusowego? Dodajcie do niego odrobinę czegoś czerwonego (mam nadzieję, że nie tylko ja klasyfikuję zapachy kolorami i będziecie wiedzieć, co mam na myśli ;)) i macie już ten właśnie zapach. Jest niesamowicie oryginalny, jak na Original Source przystało, i raczej nie do pomylenia, chociaż akurat samej guarany raczej bym nie rozpoznała. Żel ma charakterystyczne opakowanie, niestety bez silikonowego niekapka - mój sposób na to to po prostu przekładanie niekapków ze starych opakowań żeli OS.
Nieco zaskoczyła mnie konsystencja tego żelu - jest dość rzadki, ale galaretkowaty. Właściwie nie jest to ani wadą, ani zaletą, wydajność żelu pozostaje bez zmian, czyli na dobrym poziomie. Pieni się dobrze, nadaje się też jako płyn do kąpieli - potrafi spienić wodę w wannie. Wadą za to jest to, że zapach raczej nie pozostaje na ciele - szkoda, bo chętnie bym tak pachniała na co dzień, proponuję order uśmiechu dla osoby, która stworzy taki balsam do ciała albo perfumy, ewentualnie mgiełkę do ciała ;) Jakieś pomysły?
Podsumowując, powiem tak: nie jest to mój ulubiony OS, bo nic nie przebije mięty i limonki i wersji czekoladowych, ale spośród ostatnich limitek ta wersja spodobała mi się najbardziej, nie obrażę się, jeżeli Original Source pozostawią ją w stałej ofercie :)
  

I na koniec zdjęcie baaardzo pasujące mi tutaj - czyli nasze "drinki" (radler z syropem miętowym) o kolorach takich jak omawiane przez nas żele, w towarzystwie jednego z dwóch najkochańszych kotów na świecie - Missy :)
  
  
Używałyście limitowanych letnich żeli OS? Jakie są Wasze wrażenia? :)

(To post nr 666!)

wtorek, 23 kwietnia 2013

Lirene Aqua Cristal - Krem intensywnie nawilżający na dzień i na noc

Dziś macie okazję poczytać recenzję gościnną w wykonaniu Seraphine, niedawno jeszcze występującej jako MeSS. TU znajdziecie jej bloga. Seraphine testowała i zrecenzowała dla nas krem nawilżający od Lirene. Oto, co napisała:
 
Muszę Wam się przyznać, że z kremami do twarzy jest u mnie ciężko. Dosyć często zapominam o nakładaniu, zwłaszcza kiedy mam osobny krem na dzień i noc - jeśli nie stoją na wierzchu, zwyczajnie o nich nie pamiętam. Dlatego kiedy Orlica zapytała mnie, czy nie zrobiłabym dla niej recenzji kremu na dzień i noc od Lirene - bez wahania się zgodziłam. Bardzo sobie cenię markę Lirene. Chyba do tej pory nie trafiłam na nic, co z jakikolwiek sposób by mi zaszkodziło. A jak udała się nasza współpraca tym razem?
  
 
Opis producenta:
  
Gdzie i za ile: wszędzie, 17zł / 50ml
  
Skład:
   
Opinia Seraphine:
Lubię opakowania kremów Lirene - prosto, elegancko bez przepychu, a jednak solidnie. Tak jest i w tym przypadku. Krem ładnie prezentuje się na półce w łazience, jak i w kosmetyczce.
Sam krem jest w kolorze morskim i pachnie podobnie, choć nie nachalnie. Myślę, że zapach jest tak delikatny, że nie powinien przeszkadzać, nawet czułym noskom :)
Konsystencja kremu jest lekka, dość rzadka, ale nie lejąca. Łatwo się go rozprowadza, nie zostawia na twarzy tłustego filmu, błyskawicznie i w całości się wchłania. Skóra po nim jest miękka i taka "puszysta". W działaniu trochę przypomina mus do twarzy tej samej firmy. Producent zapewnia, że nadaje się idealnie pod makijaż - to również sprawdziłam. Nie warzy się pod podkładami, a próbowałam kilku różnych.
  
     
Po ponad dwutygodniowym nakładaniu kremu rano i wieczorem (specjalnie nastawiłam przypomnienie w telefonie) spektakularnego efektu nie zauważyłam, ale nie mam już tak wysuszonych policzków, a właśnie z tym miałam spory problem. Z pewnością nie czuję 24-godzinnego głębokiego nawilżenia, ale przy stosowaniu 2 razy dziennie skóra nie ma prawa się przesuszyć. Jeśli chodzi o uczulanie, to ja osobiście nie mam z tym problemu i raczej nigdy nie miałam wrażliwej cery. Ale patrząc na skład uważam, że wszystkie Wrażliwce mogą spokojnie próbować. Lirene nie gryzie ;) 
Podsumowując, może nie jest to najbardziej nawilżający krem jaki miałam, ale mimo to bardzo się polubiliśmy. Jest idealny dla cery, która nie wymaga niczego poza dodatkowym nawilżeniem i codzienną ochroną. Lekki, szybko wchłaniający się - rano bez obaw można nakładać na niego podkład. Myślę, że jak za cenę kilkunastu złotych, dostępność niemal wszędzie i polską produkcję - śmiało można mu dać ocenę bardzo dobrą.
  
    
Używałyście kremów Lirene? Jak się u Was sprawdzały?

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Dax Perfecta Extra Slim - Wyszczuplające serum antycellulitowe

Na dziś mam dla Was recenzję gościnną - moja koleżanka Agnieszka testowała antycellulitowe serum wyszczuplające Dax Perfecta i podzieliła się z nami opinią. Jesteście zainteresowane? :)
  
  
Opis producenta:
  
   
Gdzie i za ile: wszędzie, np. Rossmann czy BioGaleria.pl, ok. 10zł / 200ml
  
Skład:
   
Opinia Agnieszki:
Zgodnie z opinią producenta po 6 tygodniach stosowania produktu cellulit powinien zmniejszyć się o 84%, takiej zmiany niestety nie zanotowałam natomiast napięcie skóry w obrębie ud i pośladków, gdzie stosowałam serum jest widoczne i wyczuwalne. Konsystencja serum jest odpowiednia, nie jest ono ani za rzadkie ani za gęste, szybko, ładnie się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu. Zapach produktu jest świeży, choć nie mogę oprzeć się wrażeniu, że podobny zapach mają niektóre maści na stłuczenia lub maści rozgrzewające. Jedynym minusem w te zimowe dni to efekt chłodzenia serum. W chwilach kiedy na zewnątrz temperatura spadała poniżej zero to ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę było smarowanie się CHŁODZĄCYM serum antycellulitowym, jednak czego nie robi się dla poprawy wyglądu :)
   
  
Widoczne i zadowalające efekty działania kosmetyku Dax Cosmetics da się zaobserwować podczas stosowania go, jako kuracji wspomagającej walkę z cellulitem. Tak trudnego przeciwnika nie pokonamy stosując tylko krem czy serum. Zdecydowanie polecam, jako kosmetyk pielęgnacyjny, nawilżający, napinający, ale nie wyszczuplający. 
  
    
A pytanie z nieco innej beczki - jaki jest Wasz stosunek do recenzji gościnnych?

niedziela, 2 grudnia 2012

Ziaja Anno D'oro - Mikrodermabrazja - Zabieg domowy

Już od dłuższego czasu moja mama testowała dla Was produkt Ziai, który ma być zabiegiem mikrodermabrazji. Przyznam, że dłuuugo czekałam aż mama uzna, że gotowa jest wystawić mu opinię, ale wreszcie się doczekałyśmy - bo wiem, że sporo z Was też było ciekawe tego kosmetyku. Zapraszam więc na recenzję :)
   
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: np. na Biogaleria.pl, ok. 9zł / 80ml
     
Opinia Mamy:
Kosmetyk ten można w zasadzie uznać za peeling, dlatego tak będziemy o nim pisać. Kryje się on w białej wysokiej i smukłej tubce, charakterystycznej dla produktów Ziai. Tubka jest nieprzezroczysta, ale pod światło da się podejrzeć, ile kosmetyku zostało. Zdobią ją złote i czarne napisy i motywy.
Sam peeling ma kremową konsystencję, zawiera bardzo małe drobinki. Jest biały i średnio gęsty, bardzo łatwo rozprowadza się po twarzy, jest wydajny. Jego zapach określiłabym jako ładny i delikatny, na tyle, że bez problemu można wytrzymać 10 minut z nim na twarzy.
  
  
Podczas rozprowadzania na twarzy czuć tarcie przez drobinki peelingujące, więc na start mamy zapewniony peeling mechaniczny. Nie jest to mocne, nieprzyjemne tarcie, raczej takie w sam raz. Przez te 10 minut, kiedy zostawiamy go na twarzy, peeling częściowo się wchłania, a pozostałą ilość bez problemu zmywamy wodą - nie maże się, co ułatwia zadanie. Skóra jest wygładzona i miękka, czuć, że oddycha i że jest oczyszczona. Porównując do zabiegu mikrodermabrazji, który możemy zafundować sobie w salonie, jest to faktycznie jego domowa wersja. Nie jest może aż tak skuteczna ani przyjemna, ale nie ma na co narzekać, ponadto możemy serwować ją sobie częściej za znacznie niższą cenę.
  
    
Używałyście kiedyś kosmetyków mających zastąpić zabiegi z salonu kosmetycznego?
Jakie? Jaki był tego efekt?

poniedziałek, 5 listopada 2012

Gracja - Głęboko regenerujący balsam do ciała Róża

Dawno nie było gościnnych recenzji, co? ;) Myślę, że już czas na nową, żebyście mogły odpocząć od mojej pisaniny ;) Tym razem moja siostra Sara, którą już tu znacie, testowała balsamu regenerującego Gracja. Przyznam szczerze, że sama byłam ciekawa efektów tych testów :) Poczytajmy.
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: w małych drogeriach i na BioGaleria.pl, ok. 9zł / 200ml
  
Skład:
   
Opinia Sary:
Przez ostatni miesiąc używałam Głęboko regenerującego balsamu do ciała z ekstraktami z róży i słodkich migdałów firmy GRACJA. Balsam przeznaczony jest do skóry suchej, pozbawionej jędrności i wrażliwej, jego zadaniem jest ujędrnienie i uelastycznienie. Powiem szczerze, że zachęcił mnie tylko jego delikatny zapach, dość naturalny skład i fakt, że produkt nie był testowany na zwierzętach. Na ogół nie ufam "nowym"- nieznanym mi firmom, jednak ten balsam mnie zaciekawił. Balsam zamknięty jest w jasnej tubie z motywem róży. Proste, ładne, ale niezbyt efektowne opakowanie - moim zdaniem. Ma niezbyt gęstą, ale też na pewno nie rzadką konsystencję. Ledwo wyczuwalny zapach produktu w opakowaniu mocno nasila się po nałożeniu na ciało. Pachnie bardzo ładnie, dość naturalnie i długo - zapach utrzymuje się kilka godzin! 
   
  
Szybko się wchłania i łatwo rozprowadza. Po kilkukrotnym zastosowaniu produktu jestem z niego zadowolona. Skutecznie i dość szybko nawilża skórę, nie pozostawia tłustej warstwy i jest wydajny. Jeśli chodzi o jego docelowe działanie (ujędrnienie i uelastycznienie) - widzę niewielką poprawę. Wydaje mi się jednak, że na skórze bardziej potrzebującej takiego działania... da radę. Ja w zasadzie nie mam zbytniego problemu z napięciem skóry. 
Na opakowaniu napisane jest również "głęboko regenerujący" - w tej kwestii jestem zadowolona. Nawilżył mocno przesuszoną skórę i wspomógł ją po podrażnieniu golarką. Ogólnie rzecz ujmując - ja jestem bardzo zadowolona, urzekł mnie zwłaszcza jego zapach.
  
  
Używałyście produktów z Gracji? Polecacie coś albo odradzacie?

środa, 19 września 2012

Made from Earth - Oliwkowy krem do twarzy na noc

Zmolestowałam wreszcie Mamę, żeby podyktowała mi recenzję ostatniego produktu ze sklepu Made from Earth - jej przypadł w udziale oliwkowy krem na noc. Używała go od dwóch miesięcy, więc myślę, że spokojnie możemy się już pokusić o recenzję - doceńcie ją, bo wydusić z Mamy opinię jest naprawdę trudno ;)
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: w sklepie Made from Earth, $40
   
Opinia Mamy:
Opakowanie kremu to prosty, zwyczajny słoiczek. Nie jest najpiękniejszy, ale też nie straszy z półki. Jest funkcjonalny i bezpieczny, bo plastikowy – nie ma obaw, że stłucze się o kafelki w łazience przy upadku. Sam krem pachnie mało przyjemnie, ale da się jakość  znieść, z czasem można się przyzwyczaić do tego zapachu. Konsystencja jest rzadka, bardzo lekka, łatwo się rozprowadza i szybko się wchłania. Przy okazji, wbrew pozorom krem jest bardzo wydajny, używam go i używam i nie chce się skończyć ;)
       
   
Po nałożeniu na twarz szybko wnika w skórę, nie pozostawiając żadnego filmu, choć przez jakiś czas po użyciu skóra jest lekko „śliska” i świecąca. Później cera pozostaje gładka i sprężysta i milusia i fajna. No. (cytuję Mamę słowo w słowo! :P) Czuć też duże nawilżenie, z którego jestem bardzo zadowolona.
Podsumowując, nieco przeszkadza mi jego zapach. Do konsystencji musiałam się przekonać, ale w końcu ją doceniłam, bo dzięki niej krem jest lekki. Czy kupiłabym go znów? Niekoniecznie, bo raczej szukam takiego kremu o przyjemniejszym zapachu i nieco niższej cenie, łatwiej dostępnego.
    
      
Na razie to ostatnia recenzja tej marki, ale mam nadzieję, że kiedyś jeszcze będę miała okazję próbować ich produktów :) Większość z tych dotychczasowych bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła :)
 A Wy skusiłyście się może na zakupy w tym sklepie?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...