Zapuściłam ostatnimi czasy swoją twarz pod względem odpowiedniego złuszczania, więc żeby trochę nadrobić zaległości, na wannie (czyt.: w arsenale do codziennego użytku) stanął żel peelingujący marki Himalaya z morelą i aloesem. Miałam nadzieję, że regularne używanie go pozwoli mi nieco poprawić stan mojej twarzy. Czy się sprawdził? Poczytajcie :)
Opis producenta:
Gdzie i za ile: głównie w aptekach, ok. 17zł / 150ml
Skład:
Moja opinia:
Opakowanie żelu to klasyczna, dość gruba tubka, stawiana na okrągłym zamknięciu na zatrzask. Część tubki jest przezroczysta, dzięki czemu możemy podejrzeć łatwo wygląd i konsystencję żelu, a pod koniec opakowania będziemy widzieć, ile dokładnie produktu nam zostało. Wygląd tubki oceniam na przeciętny - ani razi, ani zachwyca ;)
Sam żel jest dość rzadki, ale da się spokojnie go używać. Zawiera drobinki, które teoretycznie zawierają pestki moreli, a mnie kojarzą się z peelingiem cukrowym, ale na opakowaniu nie znalazłam informacji, czym te drobinki właściwie są, a nie miałam jakoś ochoty sprawdzać na smak :P Zapach żelu niestety niespecjalnie mi się podoba. Podobno żel jest "soap free", a mnie pachnie właśnie samym mydłem...
OK, przejdźmy do rzeczy - czy działa? W skrócie - niby tak, ale niczym nie zachwyca. Czuć, że cera jest nieco wygładzona, nie ma suchych skórek czy zrogowaceń, ale peeling nie wpływa w żaden sposób na obecność w porach wągrów czy na powstawanie krostek. To bym mu jeszcze wybaczyła. Jest to jednak żel, który ma przy okazji czyścić twarz, a tego oczyszczenia w ogóle z kolei nie czuję. Po użyciu i tak czuję potrzebę użycia jakiegoś innego myjadła do twarzy. Jako plus, żeby choć trochę wyrównać bilans, mogę powiedzieć, że jest bardzo wydajny. Mimo to na pewno nie skuszę się na niego ponownie.
Choć uwielbiam maseczkę z miodlą i żel do mycia twarzy z tej marki, peeling niestety mnie nie przekonał.
A jakie są Wasze skojarzenia z marką Himalaya? Znacie? Lubicie? :)






