Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Do włosów. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 kwietnia 2014

O'Right - Szampon dodający objętości Goji Berry

Dziś mam prawdziwą ciekawostkę dla miłośniczek kosmetyków ekologicznych -  szampon marki O'Right, Organics Beauty, zawierający 96% naturalnych składników. Przyznam szczerze, że nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby kupić taki szampon, pewnie nigdy bym o nim nawet nie wiedziała, ale dostałam go na spotkaniu Igraszki Kosmetyczne w Warszawie we wrześniu, gdzie przedstawicielki firmy przeprowadziły badanie mojego skalpu i dopasowały szampon z odpowiedniej linii. Byłam go strasznie ciekawa, ale dopiero ze dwa miesiące temu doczekał się swojej kolejki, a wczoraj odstawiłam puste opakowanie, więc czas na recenzję :)
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: organicsbeauty.pl, 84zł / 400ml
  
Moja opinia:
Zacznę od tego, że ciekawostką w tym produkcie jest przede wszystkim opakowanie. Z pozoru to zwykła smukła biała butelka z grubego i nieprzezroczystego plastiku z ładnym bambusowym zamknięciem. Wygląda świetnie, ale nie jest do końca szczelna, więc odpada branie jej w podróż, gdyby ktoś wpadł na pomysł zabierania prawie półlitrowej butli ;) Design jest też przyjemny dla oka, ale ciekawostką jest co innego. Mianowicie butelka na podwójne dno, w którym skrywa... nasionka akacji. Po zużyciu można butelkę zakopać - plastik się rozłoży i wyrośnie drzewko. Przyznam, że nie próbowałam, ale na dniach zawiozę pustą butelkę do rodziców i spróbuję zakopać ją w ogródku, zobaczymy co z tego będzie ;)
Sam szampon ma delikatny zapach, ziołowo-zielony - nie jestem w stanie go inaczej opisać. Jest dość rzadki, przez co traci trochę na wydajności, ale i ta nie jest zła.
  

Dzięki swojej dość rzadkiej konsystencji szampon bardzo dobrze i szybko pieni się na włosach, a później łatwo z nich spłukuje. Zapach raczej się na nich nie utrzymuje, ale po wyschnięciu są leciutkie, bez efektu siana. Nie zauważyłam niestety wpływu na objętość - ani wizualną ani faktyczną. Szampon dobrze jednak spełniał swoje zadanie czyszczenia i odświeżania włosów, a to najbardziej podstawowe funkcje tego typu produktów prawda? Podsumowując, wychodzi na to, że poza nasionkami w dnie, to po prostu szamponowy przeciętniaczek. Czy warty 84zł? Oj, na pewno nie. Gdy zobaczyłam tę cenę, aż ciężko mi było w nią uwierzyć... Znam całą masę lepszych szamponów w znacznie niższych cenach.
Czy polecam? Nie, nie ma po co. Kupcie lepiej dobry tani szampon i sadzonkę akacji, wyjdzie taniej i pewniej ;)
 
  
Co myślicie o takich drogich kosmetykach? Wierzycie, że mogą być lepsze od tanich odpowiedników?

piątek, 28 marca 2014

Garnier Ultra Doux - Odżywka do włosów Siła 5 Roślin

Pewnie zauważyłyście, że coraz bardziej przekonuję się do marek takich jak Garnier. Może nadal nie garnę się do Dove czy Nivea, ale oficjalnie przyznaję, że i Garnier miewa ciekawe produkty ;) Ostatnio postanowiłam wypróbować też serię Ultra Doux, która od dłuższego czasu kusiła mnie przede wszystkim kompozycjami zapachowymi, w końcu skusiła. Zdecydowałam się na ziołową odżywkę Siła 5 Roślin. Czy jestem zadowolona? Poczytajcie :)
  

Opis producenta:
  
Gdzie i za ile: wszędzie, w każdej chyba drogerii, ale i online, np. na Days.pl, ok. 9zł / 200ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Odżywka mieści się w zielonej płaskiej butelce stawianej na otwarciu. Wygląda naprawdę ładnie i potrafi skusić ze sklepowej półki ;) Kusi także te pięć roślin, ale o tym zaraz. Opakowanie jest praktyczne - dzięki stawianiu temu, że wylot jest na dole, odżywka zawsze spływa bezpośrednio, nie trzeba się męczyć z wydobyciem jej, ponadto łatwo jest też otworzyć opakowanie, nawet mokrymi rękoma. Pod tym względem nie mam zupełnie nic do zarzucenia.
Odżywka jest dość gęsta, ale nie jest to problem. Łatwo rozprowadzić ją na włosach, jest więc dość wydajna. Tu pojawia się właśnie jej największy atut - boski zapach! Czujemy w nim zdecydowanie te pięć roślin, wśród których przebija się zielona herbata i cytryna. Prawdę mówiąc, używałabym tej odżywki tylko ze względu na zapach ;) Ma kremową konsystencję i jasny, zielono-żółty kolor.

  
Co się zaś tyczy samego jej działania... Prawdę mówiąc, tu jest już gorzej. Przede wszystkim, jeśli użyjemy jej zbyt dużo, może widocznie obciążyć włosy i sprawdzić, że znacznie szybciej będą one wyglądać na nieświeże. W odpowiedniej ilości sprawia, że włosy łatwiej rozczesują się po umyciu i przepięknie pachną (zapach dość długo się na nich utrzymuje *.*), ale właściwie to niewiele więcej. Wiadomo, mając do wyboru nie użyć wcale odżywki, a użyć takiej, wybieramy drugą opcję, i na takie sytuacje ta odżywka jest odpowiednia, pod warunkiem oczywiście, że nie przesadzimy z ilością. Na pewno zużyję opakowanie do końca, ale drugi raz jej nie kupię - może wypróbuję inne z tej serii?
A czy polecam Wam? Sama nie wiem. Odżywka to przeciętniak, ale lepsza taka niż żadna ;) Jeśli będziecie miały ochotę na powąchanie pięknego świeżego zapachu - możecie spróbować. Jeśli takie zapachy do Was nie trafiają - nie ma po co ;)
 
 
Używałyście innych produktów do włosów z linii Ultra Doux? Możecie jakieś polecić albo odradzić? :)

czwartek, 13 marca 2014

Receptury Babuszki Agafii - Drożdżowa maska do włosów

Do napisania tej recenzji zbierałam się dość długo, bo musiałam być pewna w 101% co do jej działania - pokładałam w niej wielkie nadzieje, bo jakiś czas temu byłam zmuszona, by dość drastycznie skrócić moje włosy. Wiecie, że staram się wyhodować je jak najdłuższe, więc teraz wzięłam się za pielęgnację, która ma przyspieszyć wzrost włosów - pierwszym kosmetykiem, który w tej sytuacji przychodzi mi na myśl jest wychwalana przez wszystkich drożdżowa maska do włosów rosyjskiej marki Receptury Babuszki Agafii. Już wiecie więc, o czym będziecie dziś czytać ;)
  
  
Opis dystrybutora:
   
Gdzie i za ile: np. na SkarbySyberii.pl - 13,90zł / 300ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Maskę otrzymujemy w plastikowym słoiku w kolorze beżowym albo złotym, jak kto woli ;) Strasznie podoba mi się design opakowania, jak i całej marki, bo nawiązuje do domowych sposobów na dbanie o urodę, do tradycyjnych metod naszych babć, a w takich "trikach" pokładam dużą wiarę :) Słoik odkręca się, pod zakrętką znajdziemy ulotkę i plastikowe zabezpieczenie. Nie wiem, czy to mój egzemplarz czy tak już ten produkt ma, że po otwarciu ciężko jest tę plastikową płytkę umieścić z powrotem na miejscu. Nie przeszkadza to jakoś specjalnie, ale trzeba się chwilę pogimnastykować.
Maska pachnie ładnie, naturalnie, mnie osobiście zapach kojarzy się ze słodkim mlekiem z miodem, choć mój Ukochany twierdzi, że jest mdlący ;) Konsystencja produktu jest wg mnie idealna - nie za rzadka (nie spływa z włosów), nie za gęsta (łatwo się rozprowadza). W kwestiach technicznych nie mam się do czego przyczepić ;)
  
  
O działaniu właściwie też mogę powiedzieć tylko jedno - rewelacja! Maskę nakładałam na włosy średnio 2 razy w tygodniu, na 3-5 minut, nieco dłużej niż wg przepisu. Potem bez problemu spłukiwałam maskę, suszyłam włosy i cieszyłam się ładnymi puszystymi (nie mylić z napuszonymi) włosami przez resztę dnia ;) Maska nie obciąża włosów, nie powoduje żadnych podrażnień, a co najważniejsze... pobudza wzrost włosów! Nawet koleżanki zwracały uwagę, że włosy jakoś szybko mi rosną. Moja siostra ścięła włosy mniej więcej w tym samym czasie co ja, do właściwie takiej samej długości, a w tej chwili moje są znacząco dłuższe. Nie muszę się nawet zastanawiać, czyja to zasługa :) 
Czy polecam? ZDECYDOWANIE! :) Rosyjskie kosmetyki po raz kolejny mnie zachwyciły :)
  
  
Używałyście może innych produktów Babuszki Agafii? Co jest wartego uwagi? :)

A z innej beczki - od wczoraj mnie także możecie znaleźć na Instagramie pod nickiem orlica91 (klik). Na tym profilu będą pojawiać się wpisy dotyczące bardziej blogowych spraw, nie tylko kotów ;) Zapraszam do śledzenia! :)

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Alverde - Odżywka do włosów Repair - Winogrona i Awokado

Przy okazji wpisu o ratowaniu przeproteinowanych włosów wspomniałam o odżywce, którą sięgnęłam wreszcie z zapasów ze względu na znikomą ilość protein w składzie. Jest to odżywka Alverde z winogronem i awokado, czyli składnikami, które moje włosy lubią od zawsze. Także i ten kosmetyk się u mnie bardzo dobrze sprawdził :)
  
  
Opis producenta:
 A dla niezgermanizowanych krótki opis polskiego dystrybutora: Regenerująca odżywka z cennym ekstraktem z winogron i pielęgnującym olejkiem z awokado regeneruje łamliwe włosy od środka i na zewnątrz. Bogata, czysta, roślinna receptura z lecytyną, panthenolem i biotyną (witamina H) chroni włosy przed dalszymi uszkodzeniami.

Gdzie i za ile: w drogeriach DM, w polskich sklepach internetowych, ok. 17zł / 200ml
  
Skład:
    
Moja opinia:
Odżywka mieści się w plastikowej butelce stawianej na zamknięciu, typowym zatrzasku. Opakowanie jest ładne i praktyczne, nie mam mu nic do zarzucenia. Dobrze prezentuje się na półce, a dzięki temu, że zamknięcie jest na dole, nie ma problemu z wydobyciem odżywki ze środka. Plastik jest gruby, ale pod światło da się zobaczyć, ile produktu jeszcze zostało.
Sama odżywka jest gęsta i bardzo kremowa. Ma biały kolor i dość ładny zapach, czuć w nim na pewno winogrona, ale na mój nos zapach jest zbyt drogeryjny, a za mało naturalny. Nie pozostaje on jednak na włosach.
  
   
Jeśli chodzi o działanie, tu nie mam się do czego przyczepić. Odżywka świetnie rozprowadza się na włosach, po kilku minutach bezproblemowo spłukuje, pozostawiając włosy bardzo wygładzone. Bardzo ogranicza plątanie się włosów, niezależnie od użytego szamponu, sprawia, że dużo łatwiej się rozczesują i mniej plączą potem. Jedyną jej wadą, jakiej się dopatrzyłam, jest wydajność. Niestety trzeba użyć jej nieco więcej, więc szybko ubywa z opakowania, a nie jest to łatwo dostępny produkt - ani najtańszy. 17zł za odżywkę to nie jest może dużo, ale gdybym używała codziennie to pewnie starczyłoby mi na góra dwa tygodnie używania. Tę butelkę będę oszczędzać jak się da, aż wreszcie kiedyś uzupełnię niemieckie zapasy, gdy ktoś znajomy będzie jechał w okolice DM ;)
Czy polecam? Zdecydowanie! :)
  
  
Używałyście jakichś kosmetyków marki Alverde? Polecacie coś konkretnego? A może coś odradzacie? ;)

sobota, 11 stycznia 2014

Jak uratować przeproteinowane włosy w tydzień?

Tak naprawdę post ten powinnam zacząć od mowy pochwalnej dla naszej blogowej koleżanki - Kascysko. Pisałam Wam tydzień temu o moich problemach z włosami, które stały się strasznie szorstkie, łamliwe, a przede wszystkim niemiłosiernie się plątały. To właśnie Kasia uświadomiła mi wtedy, że winą są proteiny z mlecznej maski BingoSpa, której używałam. W całość wpisu można zagłębić się TUTAJ, ja jednak streszczę Wam, że ostateczną konkluzją było to, że moje włosy są przeproteinowane. Mimo, że ich stan był opłakany, Kasia doradziła, że da się je jeszcze odratować, nie trzeba ich wcale ścinać. Podała mi wiele praktycznych rad. Co z tego wynikło? Cóż - wielka poprawa stanu włosów w ciągu siedmiu dni! Oto, jak prezentują się teraz:
  
Wybaczcie kiepskie zdjęcie i pranie w tle, skazana byłam na samowyzwalacz ;)
A jak wyglądały zaledwie tydzień temu?

Słowem - jeden wielki kołtun. Może i prezentują się lepiej przez błysk, ale to tylko zasługa flesza z aparatu.
  
Idąc za radami Kasi, wzięłam się za porządną regenerację moich włosów. Oczywiście przede wszystkim wykluczyłam z pielęgnacji wszystko, co zawierałoby proteiny, stawiając na emolienty. Drugim ważnym elementem kuracji były oleje. Oto cały mój arsenał stosowany w minionym tygodniu:
    
 
      Zacznę może od olejów. Stosowałam je codziennie przed myciem, minimum na 30 minut. W praktyce zazwyczaj udawało mi się znaleźć czas, żeby nieco dłużej posiedzieć z olejem na głowie. Stsowałam zamiennie olej arachidowy, kokosowy i dwie mieszanki - Alterra z brzozą i pomarańczą (moja ulubiona, już chyba wycofana :() i oliwka dla dzieci BabyDream. Moje włosy najbardziej lubią avocado, ale akurat nie mam go na stanie :( Czasami na olej nakładałam dodatkowo naftę kosmetyczną, również za radą Kasi.
      Oleje zmywałam dwukrotnie szamponem. Może dwa razy to zbytek, ale jak hopsa na punkcie świeżych włosów i zawsze boję się, że po jednym umyciu mogą być jeszcze nieco tłuste ;)
      Po zmyciu oleju nakładałam na włosy nowo odkryte cudo - odżywkę Alverde z avocado i winogronem. Okazała się idealna dla mnie i już wiem, że ilekroć ktoś z bliższych znajomych będzie jechał do Niemiec czy innych państw, gdzie jest DM, będę składać zamówienie właśnie na tę odżywkę. Włosy po niej są niesamowicie wygładzone i ślicznie pachną. 
       Cała ta procedura sprawiła, że obecnie moje włosy są w o niebo lepszym stanie. Wiadomo, nadal nie są idealne, ale porównując z tym, co było tydzień temu - miodzio! Nawet odważam się czasem wyjść z domu w rozpuszczonych włosach - wcześniej kończyłoby się to jednym wielkim dredem, teraz są tylko lekko poplątane. Dla pewności i tak jeszcze staram się je zaplatać w warkocz ;)
 
        Dzięki Kasi nie muszę ścinać włosów, a tego się najbardziej obawiałam - w końcu zapuszczam je od dwóch lat... Kasia jest prawdziwą skarbnicą wiedzy, więc gorąco zachęcam Was do śledzenia jej bloga: kascysko.blogspot.com - znajdziecie tam masę przydatnych informacji na temat zdrowej pielęgnacji włosów i cery :)

piątek, 10 stycznia 2014

Aussie - Szampon Aussome Volume

Po raz kolejny biorę się za recenzję szamponu w momencie, kiedy została mi już tylko pusta butelka po nim... Przy kolejnym będę musiała nadrobić z czasem ;) Tym razem używałam szamponu australijskiej marki Aussie, w wersji dodającej objętości, czyli Aussome Volume - podoba mi się ta gra słów ;)
 
  
Opis producenta:
  
Gdzie i za ile: drogerie sieciowe, 28zł / 300ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
     Tradycyjnie zacznę od opakowania. Jest to plastikowa biała butelka z fioletowymi i zielonymi napisami, wygląda estetycznie i przyciąga wzrok. Nie jest jednak bez wad. Po pierwsze, plastik jest na tyle gruby, że nie da się nawet pod światło podejrzeć, ile produktu zostało. Po drugie, pod koniec opakowania trzeba stawiać butelkę do góry nogami, żeby szampon spłynął. Nie jest to dobre rozwiązanie, bo raz, że zamknięcie w ten sposób nieco przecieka, a dwa - butelka łatwo się przewraca przez to, że góra z zamknięciem jest znacznie węższa od samej butelki.
     Sam szampon ma żelową konsystencję, jest dość gęsty i ma kolor pomarańczowy. Jego zapach na początku strasznie mnie drażnił... Wiem, że wiele z Was zapach uważa za jedną z zalet marki Aussie, ale do mnie w ogóle nie trafia, jest duszący i typowo drogeryjny. Dla mnie pachnie czymś pomiędzy gumą balonową a lakierem do włosów. W końcu jednak się do niego przyzwyczaiłam i przestał mi przeszkadzać, ale na pewno mi się nie podoba ;)
  

      Przy używaniu tego szamponu, miałam wrażenie, że pieni się on już od samego kontaktu z wodą. Bardzo łatwo na włosach powstaje piana - gęsta i drobna, dość nietypowa. Łatwo jednak jest ją spłukać. Szampon na pewno jest wydajny, bo z małą jego ilością można spokojnie umyć całe długie włosy. A jak z efektami?
       Prawdę mówiąc, nie zauważyłam, żeby szampon jakkolwiek wpływał na objętość włosów. Bardzo się zawiodłam na tej linii... Dobrze myje włosy, ale to chyba wszystko, jeśli chodzi o jego pozytywne skutki. Negatywnych raczej nie ma, ale czy to już jest zaletą? Raczej nie. Włosy po nim nieco się plączą (nawet przed przeproteinowaniem ;)) i niestety (stety?) zapach na nich pozostaje jeszcze kilka godzin.
        Ogólnie mówiąc, jestem zawiedziona, bo okazało się, że jest to najzwyklejszy, choć wydajny szampon. Cena jednak sprawia, że wymaga się od niego nieco więcej niż od produktów za kilka złotych... Ja na pewno po niego więcej nie sięgnę.
  
  
Używałyście produktów Aussie? Jakie są Wasze wrażenia? Polecicie jakieś konkretne kosmetyki tej marki?

niedziela, 5 stycznia 2014

Jak Orlica zniszczyła sobie włosy?

Kompletnie zaniedbałam ostatnio swoje włosy. Nie miałam czasu na poświęcanie im uwagi, więc moja codzienna pielęgnacja ograniczała się do zwykłego mycia i co 2-3 dni nałożenia maski. Ostatnio stan moich włosów znacznie się pogorszył:
  

Jest ich wyraźnie mniej, wypadają, ale co najgorsze - niesamowicie się plączą. Są już na tym etapie, że jedyna fryzura, jaką mogę nosić to warkocz - inaczej od razu zbijają się w kuliste kołtuny, jakby mi wróble we włosach próbowały uwić gniazdko... Miałam podciąć końcówki, ale w tej chwili musiałabym skrócić włosy o połowę, żeby zniwelować ten stan i zniszczenie włosów. Z moimi kołtunami nie radził sobie ani Tangle Teezer, ani zwykła szczotka, ani wszelkie jedwabiopodobne produkty. Jak raz zostawiłam włosy rozpuszczone na noc, rano miałam ochotę się rozpłakać, bo utworzyły jeden wielki dred. Ponadto włosy są szorstkie, sianowate, łamliwe...
Skazana więc jestem na razie na taką fryzurę jak obok, a zwróćcie uwagę, że nawet z warkocza włosy mi uciekają przy każdym splocie, po prostu każdy z nich żyje własnym życiem.
Byłam przekonana, że stan moich włosów wynika z zaniedbania, jednak wczoraj debatowałam na ten temat z włosowym guru, czyli z Kascyskiem (gorąco polecam jej bloga!). Okazało się, że winowajcą jest tutaj jedna jedyna maska do włosów, której używam od jakiegoś czasu, oczywiście wg zaleceń producenta. Maska to Bingo Spa, z proteinami mlecznymi i elastyną. Okazuje się, że moje włosy nie mają dużego zapotrzebowania na proteiny i moje namiastki dbania o nie im zaszkodziły - wychodzi na to, że je przeproteinowałam ;)
Wymęczyłam wczoraj Kascysko na ten temat, wszystkie "objawy" przeproteinowania się zgadzają, mamy ewidentnego winowajcę - i co dalej?
Cóż, oczywiście przede wszystkim odstawiam nieszczęsną maskę naładowaną proteinami. We wtorek lecę kupić odżywkę bez protein, ale z emolientami - oczywiście mam pięć odżywek w zapasie, ale jak na złość każda ma w składzie sporo protein albo innych składników, które obecnie mogą zaszkodzić... 
Podstawowe zmiany w pielęgnacji prezentują się tak:
  
Poza zmianą odżywki, stawiam sobie za punkt honoru, żeby przed codziennym myciem chociaż na kilkanaście minut nałożyć jakiś prosty olej - bez kombinowania z amlami itd, będę stosować zamiennie olej kokosowy, avocado, ze słodkich migdałów i arachidowy. Oby zabiegi te pomogły uratować moje włosy, bo przeraża mnie wizja tak drastycznego skracania ich po dwóch latach zapuszczania...
  
Zdarzyło Wam się przeproteinować włosy? Macie jakieś inne pomysły, jak sobie z tym radzić?

czwartek, 5 grudnia 2013

Dr Irena Eris Nu'Fusion - Szampon Długotrwała Lekkość

Skończyłam ten szampon tydzień temu, więc najwyższy czas na recenzję, póki pamiętam wszystko o jego działaniu :P Mowa o szamponie Dr Ireny Eris - taaak, mają szampony, też się swego czasu zdziwiłam ;) W dodatku, sądząc po tym jednym, bardzo dobre szampony :) Zapraszam do recenzji!
 
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: głównie w necie, ok. 36zł / 250ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Zaczynając tradycyjnie od opakowania, muszę przyznać, że design zupełnie nie pasuje mi do Dr Ireny Eris i pozostałych kosmetyków tej marki, ale właściwie to mi się podoba ;) Wygląda profesjonalnie, to na pewno. Butelka jest wysoka i dość wąska, o okrągłym przekroju, z zamknięciem na zatrzask - wygodnym, bo umożliwiającym postawienie butelki do góry nogami, gdy szampon się już kończy.
Sam szampon pachnie ślicznie - czuję w nim trawę i cytrusy, na pewno jest to świeży zapach. Konsystencję ma... cóż, tu dziwna sprawa, bo w połowie butelki szampon zmienił się tak, jakby ktoś mi podmienił zawartość butelki. Najpierw był rzadki, zielony, przezroczysty, później zrobił się gęsty i bardziej kremowy. W działaniu jednak nic się nie zmieniło. Nie wiem, z czego wynikła ta zmiana, bo nie zmieniałam miejsca i warunków przechowywania i daleko mu było do daty ważności.
  
  
Szampon okazał się bardzo wydajny i bardzo pieniący, starczył mi na ponad miesiąc codziennego mycia. Łatwo się również spłukiwał i nie plątał włosów bardziej niż przeciętnie. Na pewno dobrze je czyścił i faktycznie niesamowicie odświeżał i unosił - "Długotrwała Lekkość" to świetne podsumowanie tego szamponu. Przy moich mocno przetłuszczających się włosach dawał efekt świeżości przez cały dzień, a to już coś. Szczerze, gdyby nie cena i dostępność szampon ten na stałe zagościłby w mojej łazience.
Właściwie nie ma się co dalej nad nim rozwodzić - jedynymi wadami, jakie znalazłam, są właśnie cena i dostępność. Może też trochę niepokojąca może być zmiana konsystencji, ale na nic ona nie wpłynęła, więc nie przejmuję się jakoś specjalnie ;)
Jeżeli będziecie miały "apetyt" na droższy, lepszy szampon, śmiało próbujcie tego :)
  
   
Dodam jeszcze, że jednym z moich kosmetycznych marzeń jest, żeby tańsza siostra Dr Ireny Eris, czyli Lirene, wprowadziła wreszcie kosmetyki do włosów - baaardzo bym chciała :D
Co o tym myślicie? ;)

sobota, 9 listopada 2013

Listopadowe włosy, znowu po przerwie :)

Może i po kilkumiesięcznej przerwie, ale ważne, że aktualizacja jest, prawda? ;)

Zima nigdy nie jest łaskawa dla włosów. Plączą się przez szale, gniotą pod czapkami, wystawione są na mrozy... Moje również bardzo źle znoszą zmianę pogody... W tej chwili znowu muszę walczyć, żeby coś jeszcze z nich zostało.
  
  
Długość z przodu - 56cm
    
                                                                                                                         A wcześniej:
  
 
Znowu lecą mi z głowy jak szalone, znowu tracą masakrycznie na objętości. W dodatku jak na złość strasznie się plączą, więc tracę dodatkowe ilości przy próbach rozczesywania. Moje końcówki wyglądają jak małe miotełki, ale chyba wstrzymam się z ich podcinaniem do końca zimy - myślicie, że to dobry pomysł...?
  Urosły właściwie niewiele od ostatniego pomiaru, bo jakieś 2cm, ale to chyba normalny zimowy zastój we wzroście włosów ;)



Żeby jakoś zniwelować efekt plątania się włosów przez szalik, staram się je związywać albo spinać, gdy gdzieś wychodzę. Zwykle stawiam na kok z użyciem tzw. "hairagami" - wróciło u mnie do łask ;) Może trochę "łamie" włosy (nie ma to jak kwadratowe loki po rozpuszczeniu koka ;)), ale nie jest to efekt trwały. Włosy w koku trzymają się więc dobrze, nie trzeba poprawiać w ciągu dnia, a samo zrobienie takiego koka jest proste przy odrobinie wprawy.
   
 
OK, a czego używam do pielęgnacji włosów?
Będzie tego dużo, bo wzięłam się za nie porządnie!
    
Zacznijmy od podstawowych produktów - szamponu i odżywki. Szampon Nu'Fushion Długotrwała Lekkość Dr Ireny Eris to moje nowe odkrycie, jest rewelacyjny i bardzo ubolewam, że nie jest zbyt tani. Pachnie cudnie, dobrze oczyszcza, faktycznie sprawia, że włosy długo są lekkie i świeże. Uwielbiam go :)
Jako odżywki na co dzień (w praktyce co kilka dni) używam maski Bingo Spa z proteinami mlecznymi i elastyną - jak na taką wielkość schodzi mi dość szybko. Ładnie delikatnie pachnie, zdecydowanie ułatwia rozczesywanie włosów, nie obciąża, ale żadnych długofalowych efektów na razie raczej nie widzę. 
  
  
Dodatkowo co kilka-kilkanaście dni nakładam na włosy olej - zwykle jest to amla, bo lubię jej zapach, choć wiem, że to dziwne :P Teraz stawiam na olej Dabur Amla - mam małą zgrabną buteleczkę, z której mi w ogóle nie ubywa - magia! Nie da się nie wspomnieć o kozieradce - znowu po nią sięgnęłam z nadzieją, że pomoże w kwestii wypadania włosów. Na razie zbyt krótko ją stosuję, żeby osądzać, ale liczę na nią ;)
  
  
Doraźnie używam też wcierki Jantar (w butelce z "dzióbkiem"), staram się stosować ją codziennie i podhodować z jej pomocą nowe baby hair. 
Kiedy mam pod je pod ręką, używam również spray'ów do włosów  - eliksiru wzmacniającego Green Pharmacy i mgiełki Farmona Radical, o której zapomniałam do zdjęcia.
  
  
Jakiś czas temu dorobiłam się też suszarki w biedronkowej promocji. Używam bardzo rzadko, ale zdarzają się jednak sytuację, kiedy suszarka jest potrzebna, jakby nie patrzeć... Po tę wysłałam Ukochanego do sklepu, nawet nie pytał mnie o kolor, tylko w ciemno wziął fioletową - jak on mnie zna... :P Sama suszarka okazała się bardzo dobra - dużym atutem jest zimny podmuch :) Jeśli ją gdzieś jeszcze wypatrzycie, śmiało kupujcie, kosztowała chyba 29,90zł.
  
To właściwie na tyle, jeśli chodzi o moje włosiska...
A jak się mają Wasze? Dzielnie znoszą początek zimy? :)

środa, 16 października 2013

Garnier Fructis - Szampon wzmacniający Goodbye Damage

Jeśli ktoś kiedyś spodziewał się, że szampon całkowicie zmieni stan jego włosów... cóż, nasuwa mi się tylko słowo "naiwny". Nie od dziś wiadomo, że szampony cudów nie zdziałają, tym bardziej śmiać mi się chce, kiedy widzę, że jakiś szampon ma nadać blasku, skleić rozdwojone końcówki, wzmocnić cebulki włosów, a najlepiej jeszcze zrobić nam naturalną trwałą z nowym kolorem, ale bez konieczności farbowania. Obawiam się, że pielęgnacja włosów nie jest taka prosta. A mimo to i tak co jakiś czas skusi mnie jakiś szampon tego typu ;)
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: praktycznie wszędzie, ok. 10zł / 250ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Tak, skusiłam się na szampon Garniera, jako że mam zniszczone włosy, a ich końcówki są w stanie opłakanym. Co mnie podkusiło - nie wiem, ale decyzja na szczęście nie była tragiczna. Cóż, nie uzyskałam obiecywanego efektu, ale nadal mam włosy na głowie ;)
Butelka szamponu jest wysoka, smukła i płaska - ma się przez to wrażenie, że szamponu jest mniej niż w rzeczywistości. Jest pomarańczowa, rzuca się w oczy, ma całkiem ładny design, powiedziałabym, że typowo drogeryjny. Zamknięcie jest średnio wygodne, bo trzeba podważyć palcami kształt kulki, co może być ciężkie, kiedy mamy mokre dłonie. 
Sam szampon ma dość gęstą konsystencję, ale nie ma problemów z wydobyciem go z opakowania. Jest biały, pachnie dla mnie niezidentyfikowanym ładnym zapachem - chemicznie-kwiatowo-owocowym? Zaskoczyła mnie jego nieco perłowy wygląd - kiedyś naczytałam się, że te perłowości to same szkodliwości, ale nie znam się na tyle, żeby to zweryfikować ;)
  
  
Jeżeli chodzi o działanie, nie mam się za bardzo co rozpisywać - szampon jest przeciętny. Nie działa zbawiennie na włosy, ale na pewno również im nie szkodzi. Jest wydajny i świetnie się pieni, wystarczy mała ilość na umycie włosów. Spłukuje się łatwo, ale mokre włosy po umyciu nie zapowiadają nic dobrego - są sztywne, szorstkie, jakbym myła koński ogon - a zdarzało mi się to robić jako nastolatce ;) Na szczęście po wyschnięciu to wrażenie znika, choć włosy są nieco poplątane. Świeżość utrzymuje się dość długo, ale i tak myję włosy codziennie, głównie dla własnego komfortu psychicznego ;) Nie zauważyłam zmian w kwestii wybiedzonych końcówek czy ogólnej kondycji włosów, ale zważywszy na pogodę za oknem - może i to jest sukcesem?
Podsumowując, nie polecam ani nie odradzam. To przyzwoity szampon, ale nie oczekujcie od niego cudów. Nie kosztuje dużo, więc w razie czego można przekonać się samemu, a nuż pomoże komuś z Was? ;)
  
  
Co myślicie o garnierowych kosmetykach do włosów? Coś godnego polecenia? :)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Włosowa aktualizacja - Sierpień, choć po czasie ;)

Cóż, mam maleńki poślizg z tym postem - o marne półtora miesiąca, bo nie udało mi się opublikować wpisu z lipcową aktualizacją. Po tym czasie za to będzie widać większy przyrost włosów, więc może ma to swoje plusy? ;)
W tej chwili moje włosy wyglądają o tak:
  
  
Długość z przodu - 54cm
    
                                                                                                                         A wcześniej:
  
  
Włosy urosły o 2cm w ciągu tych dwóch miesięcy, więc przyrost jest na tym samym poziomie co zwykle - przeciętny. Zbieram się jednak od dłuższego czasu, żeby podciąć końcówki, bo mam już niestety bardzo zniszczone, praktycznie na każdej jest ta charakterystyczna maleńka "kuleczka", świadcząca o złamaniu włosa albo rozdwojeniu - wszystkie pewnie wiecie, o czym mówię ;) Obym wreszcie zebrała się i ich męki ukróciła, bo wyglądają sianowato, przynajmniej właśnie na końcach.
 
  
Jeżeli chodzi o mój aktualny włosowy arsenał...
  
  
... to trudno tu mówić o arsenale.
Używam codziennie lawendowego szamponu Eva Natura i doczekać się nie mogę jego końca - szampon jest po prostu kiepściutki. Kupiłam go kiedyś za grosze, skuszona kolorem butelki i obietnicą lawendowego zapachu i w sumie to dwie jedyne jego zalety. Niesamowicie plącze włosy, jest wodnisty, niewydajny, zdecydowanie nie polecam!
O odżywce Isana Professional pisałam już ostatnio recenzję, natomiast w skrócie Wam powiem, że jestem z niej bardzo zadowolona, dla odmiany. Zostało mi jeszcze pół butelki jakimś cudem, więc prawdopodobnie pojawi się i w następnej aktualizacji ;)
  
Ponadto...
  
  
  
... wcinam galaretki!
Raz, że ostatnio strasznie weszły mi w smak i średnio co drugi dzień robię sobie michę pysznej owocowej galaretki, a dwa, że jest szansa, że żelatyna jakoś wspomoże moje włosy i paznokcie. Szczerze na to liczę, ale nawet jeśli nie... cóż, pozostaje słodka przekąska ;)

Na koniec jeszcze zdjęcie "gratis", cyknięte "dla jaj" przy robieniu zdjęć do aktualizacji ;) Wygląda na nim jakbym miała mega długie włosy, więc mnie się podoba ;)
 
 
A jak się mają Wasze włosy? Macie jakieś włosowe odkrycia, którymi zechcecie się podzielić z nami? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...