Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 grudnia 2011

ORIGINALny makijaż #2 - Złocona lawenda + ciuchowe zakupy

Dziś pora na kolejny makijaż zrobiony paletką Sleek Make-up - Original (stąd tytuł posta, więc Mistrzom Ortografii tym razem podziękuję w kwestii komentarzy ;)). Szczerze mówiąc, zrobiłam go razem z poprzednim, więc nie zastosowałam się tu jeszcze do Waszych rad, ale teraz właśnie mam na oczach makijaż na jutro, myślę, że Wam się spodoba ;)
   
Wiecie pewnie, jak bardzo kocham fiolety. Na oczach zwykle wyglądają u mnie średnio, ale ja uparcie szukam jakiegoś rozwiązania, żeby prezentowały się dobrze i u mnie ;) Teraz postanowiłam spróbować połączyć fiolet ze złotem, które pasuje mi bardzo. Oto efekt...
   
    
Makijaż jest prościutki, niestety aparat zjadł kolory, m.in. na górze powieki - musicie uwierzyć mi na słowo, że ładnie roztarłam w górę ;) Ten fioletowy kolor kojarzy mi się z odcieniem lawendy, więc bardzo pozytywnie ;) Oto, jakich cieni użyłam:
   
   
Najpierw nałożyłam fiolet na całą właściwie górną powiekę. Na jej środek dodałam trochę tego cielistego różu, żeby nieco rozjaśnić - na zdjęciach średnio to widać... Odrobinkę tego cienia dałam też w wewnętrzny kącik oka. Złotą kreskę zaś najpierw zrobiłam pigmentem sypkim Inglot - 69, a później poprawiłam złotkiem z tej paletki, używając bazy pod pigmenty Kobo. Rzęsy wytuszowałam maskarą Avon - SuperShock Max.
  
Tak zakochałam się w tej paletce, że na dniach, jak tylko kupię ostatnie gwiazdkowe prezenty dla rodziny, kliknę kolejnego Sleeka - i padnie pewnie na Monaco, które śni mi się też od dłuższego czasu ;)
   
Z innej beczki - w sobotę udałam się na zakupy do New Yorkera, bo dzięki koleżance miałam tam spory rabat :) Szczerze mówiąc kiedyś bardziej lubiłam ten sklep, ale i teraz znalazłam sobie dwa ciuszki, które nie dość, że ładnie wyglądały na wieszaku, to jeszcze całkiem nieźle leżą na mnie - co nie zdarza się często ;)
   
  
Pierwszy zakup to morska bluzeczka z marszczeniem na ramionach, taka prosta, na co dzień :) Ostatnio podobają mi się takie kolory, a fioletowych nie było :P Kosztowała wg metki 40zł, więc dość tania.
Druga bluzka jest wg mnie ciekawsza - biało-czarna, zapinana na ozdobny pasek pod biustem, choć ten pasek wymienię chyba na inny ;) Też ma marszczenia na ramionach, do tego dekolt, jaki lubię ;) Wg metki kosztowała 70zł. 
Jak Wam się podobają? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...