Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olejowanie włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olejowanie włosów. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 stycznia 2014

Jak uratować przeproteinowane włosy w tydzień?

Tak naprawdę post ten powinnam zacząć od mowy pochwalnej dla naszej blogowej koleżanki - Kascysko. Pisałam Wam tydzień temu o moich problemach z włosami, które stały się strasznie szorstkie, łamliwe, a przede wszystkim niemiłosiernie się plątały. To właśnie Kasia uświadomiła mi wtedy, że winą są proteiny z mlecznej maski BingoSpa, której używałam. W całość wpisu można zagłębić się TUTAJ, ja jednak streszczę Wam, że ostateczną konkluzją było to, że moje włosy są przeproteinowane. Mimo, że ich stan był opłakany, Kasia doradziła, że da się je jeszcze odratować, nie trzeba ich wcale ścinać. Podała mi wiele praktycznych rad. Co z tego wynikło? Cóż - wielka poprawa stanu włosów w ciągu siedmiu dni! Oto, jak prezentują się teraz:
  
Wybaczcie kiepskie zdjęcie i pranie w tle, skazana byłam na samowyzwalacz ;)
A jak wyglądały zaledwie tydzień temu?

Słowem - jeden wielki kołtun. Może i prezentują się lepiej przez błysk, ale to tylko zasługa flesza z aparatu.
  
Idąc za radami Kasi, wzięłam się za porządną regenerację moich włosów. Oczywiście przede wszystkim wykluczyłam z pielęgnacji wszystko, co zawierałoby proteiny, stawiając na emolienty. Drugim ważnym elementem kuracji były oleje. Oto cały mój arsenał stosowany w minionym tygodniu:
    
 
      Zacznę może od olejów. Stosowałam je codziennie przed myciem, minimum na 30 minut. W praktyce zazwyczaj udawało mi się znaleźć czas, żeby nieco dłużej posiedzieć z olejem na głowie. Stsowałam zamiennie olej arachidowy, kokosowy i dwie mieszanki - Alterra z brzozą i pomarańczą (moja ulubiona, już chyba wycofana :() i oliwka dla dzieci BabyDream. Moje włosy najbardziej lubią avocado, ale akurat nie mam go na stanie :( Czasami na olej nakładałam dodatkowo naftę kosmetyczną, również za radą Kasi.
      Oleje zmywałam dwukrotnie szamponem. Może dwa razy to zbytek, ale jak hopsa na punkcie świeżych włosów i zawsze boję się, że po jednym umyciu mogą być jeszcze nieco tłuste ;)
      Po zmyciu oleju nakładałam na włosy nowo odkryte cudo - odżywkę Alverde z avocado i winogronem. Okazała się idealna dla mnie i już wiem, że ilekroć ktoś z bliższych znajomych będzie jechał do Niemiec czy innych państw, gdzie jest DM, będę składać zamówienie właśnie na tę odżywkę. Włosy po niej są niesamowicie wygładzone i ślicznie pachną. 
       Cała ta procedura sprawiła, że obecnie moje włosy są w o niebo lepszym stanie. Wiadomo, nadal nie są idealne, ale porównując z tym, co było tydzień temu - miodzio! Nawet odważam się czasem wyjść z domu w rozpuszczonych włosach - wcześniej kończyłoby się to jednym wielkim dredem, teraz są tylko lekko poplątane. Dla pewności i tak jeszcze staram się je zaplatać w warkocz ;)
 
        Dzięki Kasi nie muszę ścinać włosów, a tego się najbardziej obawiałam - w końcu zapuszczam je od dwóch lat... Kasia jest prawdziwą skarbnicą wiedzy, więc gorąco zachęcam Was do śledzenia jej bloga: kascysko.blogspot.com - znajdziecie tam masę przydatnych informacji na temat zdrowej pielęgnacji włosów i cery :)

środa, 3 października 2012

Green Pharmacy - Olejek łopianowy ze skrzypem polnym

Nawet nie wiecie, jak się właśnie poświęcam dla Was! Jest godzina 2:00 - dla mnie wieczór, ale głowa boli mnie niesamowicie po kilku godzinach spędzonych w pomieszczeniu pełnym palących osób - bleee... Ale wiem, że rano nie będę miała kiedy napisać recenzji, więc z bólem (fizycznym i egzystencjalnym) biorę się do roboty.
Jakiś czas temu recenzowałam tu olejek łopianowy Green Pharmacy z papryką. Teraz czas na jego różowego brata, ze skrzypem polnym. Wiem, że to niewychowawcze, ale paprykowy brat jest tym bardziej udanym ;)
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: np. drogerie Natura, ok. 6zł / 100ml
  
 Moja opinia:
 Opakowanie olejku to ciemna mała plastikowa buteleczka. Plastik jest dość gruby, bardzo trudno jest podejrzeć, ile olejku jeszcze zostało... Bardzo jednak podoba mi się design opakowania i jego funkcjonalność - buteleczka jest szczelnie zakręcana, a jej wylot jest dodatkowo wyposażony w "wypustki", uniemożliwiające wylanie się zbyt dużej ilości olejku.
Olejek jest dość rzadki, bezbarwny. Ma delikatny ziołowy zapach, jednak jest on ledwo wyczuwalny.
   
  
Tym razem stosuję olejek zgodnie z zaleceniami producenta - nakładam go na głowę ok. 30 minut przed myciem włosów, staram się nie trzymać go dłużej. Zwykły szampon bez problemu go zmywa, choć trzeba się chwilę naszorować. Nie ma jednak potrzeby powtarzania mycia. Po wyschnięciu włosy nie są w żaden sposób obciążone, nie przetłuszczają się szybciej niż zwykle.
Olejek z założenia ma hamować wypadanie włosów. Może i nieco hamuje, ale jego działania nie określiłabym mianem "rewelacyjne". Wiadomo, teraz jesień, włosy lecą z głowy garściami i niestety olejek nie bardzo jest w stanie to zmienić. Powinnam jednak wziąć pod uwagę możliwość, że gdybym go nie stosowało, wypadałoby mi ich teraz jeszcze więcej...?
Na razie na pewno zużyję do końca tę buteleczkę, co dalej - zobaczymy. Za 6zł warto wypróbować - taka mała rada, jeśli się wahacie ;)
  
   
Miałyście już styczność z kosmetykami Green Pharmacy? Jakie zrobiły na Was wrażenie?

czwartek, 16 sierpnia 2012

Green Pharmacy - Olejek łopianowy z czerwoną papryką

Na dziś mam dla Was recenzję produktu, o którym pisałam przy okazji ostatniej włosowej aktualizacji - o olejku łopianowym z czerwoną papryką, marki Green Pharmacy. Jego zadaniem była stymulacja wzrostu włosów. Czy zadanie to wykonał? Myślę, że tak :)
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: Rossmann, Natura... ok. 7zł / 100ml
  
Moja opinia:
Olejek mieści się w dość drobnej buteleczce z twardego ciemnego plastiku, z czerwoną zakrętką - są też inne wersje tego olejku, różnią się właśnie kolorem zakrętki. Bardzo podoba mi się sam design butelki i serii ogółem, choć nie podoba mi się to, że nie da się podejrzeć, ile olejku zostało w butelce. Opakowanie jest szczelne, a po jego odkręceniu widzimy wylot taki jak przy zwykłych kuchennych olejach - dzięki niemu łatwiej wylać jednorazowo odpowiednią ilość olejku.
Sam olejek jest lekko żółty i dość gęsty, dzięki czemu aplikacja na włosy jest wygodniejsza, bo nie spływa nam z dłoni, więc jest też wydajny. Pachnie bardzo ładnie - ziołowo, choć pewnie nie wszystkim będzie się ten zapach podobał.
  
   
W moim przypadku aplikacja olejku wyglądała tak, że wylewałam odrobinę na dłoń, po czym rozgrzewałam go w dłoniach - nie chciało mi się nigdy bawić w kąpiele wodne. Wtedy wmasowywałam go w skórę głowy i powtarzałam zabieg, aż włosy były naolejowane równomiernie. Początkowo zostawiałam tak olejek na 20-30 minut, jak nakazywał producent, bo czytałam, że jeśli będzie się go dłużej trzymać, może podrażnić skalp, powodując swędzenie i pieczenie. Raz się zagapiłam z nim na głowie i nie zmyłam na czas - mniej więcej po godzinie sobie o nim przypomniałam, bez żadnych przykrych dolegliwości, zostawiłam go więc jeszcze na trochę. Potem celowo trzymałam go dłużej na włosach, raz nawet zaaplikowałam go na noc - żadnych negatywnych skutków tego nie zauważyłam.
Po zmyciu olejku włosy nie były w żaden sposób obciążone, bez problemu zmywał się zwykłym szamponem bez SLSów - w moim przypadku szamponem BabyDream. Nie wpływał w żaden sposób na przetłuszczanie się włosów, nie zaobserwowałam efektu ich nabłyszczenia czy uniesienia, ale nie tego oczekiwałam. Oczekiwałam za to, że przyspieszy ich wzrost, co zrobił. Moje włosy rosną wolno - średnio 1-1,5cm miesięcznie. Teraz urosły 2cm, co już jest sukcesem. Zobaczymy, czy efekt ten się utrzyma przez kolejny miesiąc stosowania. Uprzedzając pytania - nie wiem, czy pojawiły mi się nowe baby hair - zawsze mam ich dużo, więc trudno mi to zaobserwować.
Ogólnie mówiąc - polecam, jeśli chcecie sprawić, by Wasze włosy rosły szybciej. Do tradycyjnego olejowania na całej długości i dla ładnego błysku polecam jednak standardowe oleje - avocado, migdał itd. TUTAJ znajdziecie mój post o olejowaniu włosów w pigułce.
  
  
A Wy w jaki sposób przyspieszacie wzrost włosów? Jakie macie na to patenty? :)

środa, 23 maja 2012

Parachute - Olej kokosowy

Kiedy parę miesięcy temu zaczynałam moją przygodę z olejowaniem, długo zastanawiałam się, jaki olej wybrać na początek. Tyle ich jest dostępnych, w różnych opakowaniach, mieszankach, pod różnymi logami... W końcu zdecydowałam się na zakup oleju kokosowego i padło na Parachute. Muszę przyznać, że był to całkiem niezły wybór :)
  
  
Gdzie i za ile: np. na Allegro, ok. 12zł / 200ml
  
Skład: 100% czysty olej kokosowy

Wartości odżywcze (może mieć także zastosowanie w kuchni):
  
Olej kokosowy jest wg mnie jednym z najbardziej uniwersalnych olejów dostępnych na rynku. Ma szerokie zastosowanie w kosmetyce, od olejowania włosów, przez "składnikowanie" w domowych kosmetykach do ciała, aż po punktowe działanie na krostki itd. Możemy go również z powodzeniem używać w kuchni. Nad tym jednak aspektem nie będę się rozwodzić, bo mnie służył on wyłącznie do olejowania włosów.
Jak pewnie wiecie (a jak nie, to już wiecie :P), olej kokosowy ma to do siebie, że w czystej postaci jest stały - tzn. trzeba go rozgrzać, żeby się rozpuścił. Zimą stawiałam go po prostu na kaloryferze na jakiś czas, teraz używam zwykle innych olejów, bo nie chce mi się go rozpuszczać ;) 
Olej marki Parachute kryje się w niebieskiej nieprzezroczystej butelce, więc wydobyć go można tylko wtedy, kiedy jest rozgrzany. Wtedy wylewamy nieco na dłoń, możemy dodatkowo rozgrzać w dłoniach i nakładamy na włosy. Ja stosowałam go zarówno na skalp, jak i na długość i nie zauważyłam żadnego negatywnego działania. Olej ma postać mętnego płynu, pachnie kokosowo, choć momentami zapach też może kojarzyć się bardziej z dymem papierosowym - raz czy dwa właśnie musiałam go zmyć, bo akurat wtedy śmierdział, a nie pachniał - nie wiem, od czego to zależało... 
Trzymamy olej na włosach jak najdłużej, u mnie to minimum 4h. Po tym czasie zmywamy, najlepiej szamponem niezawierającym SLSów - ja stosuję zwykły szampon dla dzieci BabyDream. Czasem trzeba umyć włosy dwa razy, żeby dokładnie zmyć olej, ale to chyba niewielka przeszkoda. Po wyschnięciu, okazuje się, że nasze włosy (a w każdym razie tak było w moim przypadku ;)) są puszyste i sypkie, a w dodatku błyszczą się jak psu... nos oczywiście ;)
Nie jest to mój ulubiony olej, ale myślę, że mogę go polecić wszystkim, którzy chcą rozpocząć przygodę z olejowaniem. Jest tani, łatwo dostępny i uniwersalny :)

  
A jakich olejów Wy używacie? Jakie są Wasze ulubione?

sobota, 25 lutego 2012

Dabur Vatika - Wzbogacony olejek ze słodkich migdałów

Jak widzicie - wróciłam z Raju na Ziemi, czyli od Ukochanego. Cudownie mi się z nim mieszkało przez tydzień i niemal ze łzami w oczach wracałam do domu ;) 
Wracając do codzienności, wzięłam się za pisanie recenzji - przyznaję, bolesny upadek na ziemię ;) Prawie tak bolesny jak wieść o niezaliczonym egzaminie - gdyby nie jeden naprawdę debilny błąd, który przekreślił mi całe zadanie, byłoby 5 -.- No nic, poprawię ;)
A dziś napiszę Wam parę słów o olejku ze słodkich migdałów od Dabur Vatika. Od dłuższego czasu chciałam go wypróbować, wreszcie go dorwałam, a teraz mogę już co nieco o nim Wam powiedzieć.
  
  
Opis producenta:
Częste farbowanie i używania suszarki do włosów powoduje uszkodzenie powłoki włosa który staje się suchy, szorstki i matowy.
Olejek do włosów Dabur Vatika Almond zawiera odżywcze wyciągi z migdałków, sezamu i oleju kokosowego. Jego unikatowa receptura powoduje że powłoka włosa staje się bardziej miękka i nawilżona przez co włos staje się bardziej odżywiony i zdrowy.
  
Gdzie i za ile: 15zł / 200ml np. w sklepie Kosmetyki Dabur
  
Skład:
   
Moja opinia:
To mój pierwszy olej na parafinie i nieco się tego obawiałam - słyszałam, że są one ciężkie, trudno zmywalne i ogólnie nieprzyjemne w użytkowaniu. Na szczęście, jak dla mnie w praktyce nie różni się on za bardzo od tych olejów stuprocentowo roślinnych. Ten olej jest nie tylko migdałowy, a właściwie migdały są dość daleko w składzie. Na początku mamy parafinę, olej canola, olej palmowy, oliwę z oliwek, olej sezamowy, trochę chemii i dopiero migdały i kokos. Trochę bałam się, że nie mamy tutaj wyłącznie olejów naturalnych, ale po nałożeniu na włosy okazało się, że nie było czego się bać :)
Opakowanie oleju to odkręcana plastikowa butelka. Jej wylot nie jest w żaden sposób zwężany, ale łatwo wylać z niej odpowiednią ilość oleju. Sam olej jest pomarańczowy, dość rzadki i mocno tłusty ;) Jego zapach kojarzy się z kosmetykami dla dzieci, trudno mi go opisać, ale jest przyjemny. 
Nakładanie oleju na włosy nigdy nie było dla mnie przyjemne samo w sobie - tłusta maź na dłoniach, bleee ;) Łatwo się jednak domywa, choć nieco ciężej niż takie zwykłe bezparafinowe oleje. Z włosów zmywa się tak samo jak tamte - dwa mycia szamponem bez SLSów, np. BabyDreamem wystarczają, żeby włosy były czyste, bez grama oleju. Jeśli trzyma się ten olej na włosach dłużej, może wypaść parę pojedynczych włosów. Po wysuszeniu, okazuje się, że włosy są miękkie i mocno błyszczące, zauważyłam też lekkie nawilżenie, ale ten efekt pojawił się po 5-6 użyciach oleju. 
Ogólnie mówiąc jestem zadowolona, choć nadal kusi mnie spróbowanie czystego oleju ze słodkich migdałów ;) 
  
  
A jakich olejów Wam zdarzyło się używać? Miałyście coś z Dabura? Jak wrażenia? :)
   
Tutaj jeszcze post dla zainteresowanych:

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Babydream - Szampon dla niemowląt

Dawno nie było tu normalnej pielęgnacyjnej recenzji, co? ;)
Jakiś czas temu szukałam taniego szamponu, który nie będzie miał w składzie SLSów i który nada się do zmywania olejów. Padło na ten i uważam, że był to naprawdę dobry wybór, choć szampon ma też wady ;) Swoją drogą jestem już kosmetycznie gotowa na dzidziusia - na półce mam oliwkę, puder i szampon Babydream :P Ale wszystko w swoim czasie, na razie kosmetyków używam sama ;)
    
   
Opis producenta:
Delikatnie i dokładnie oczyszcza skórę głowy i pielęgnuje włosy niemowlęcia. Proteiny pszenicy zapobiegają elektryzowaniu się włosów.
Szampon może być także stosowany do codziennej pielęgnacji włosów przez dorosłych. Produkt zawiera rumianek i pantenol. Nie zawiera barwników i konserwantów oraz składników pochodzenia zwierzęcego. 
   
Gdzie i za ile: w Rossmannach, 4,20zł / 250ml
  
Skład:
    
Moja opinia:
Od razu napiszę, że szamponu tego używałam jednocześnie z drugim "zwykłym" - tzn. tamtego używałam na co dzień, a tym zmywałam oleje, niewiele więc mogę powiedzieć na temat ewentualnego długotrwałego działania na włosy.
Szampon zamknięty jest w plastikowej błękitnej butelce z przeuroczym wypukłym wzorem motylków - zawsze mnie one urzekają na opakowaniach produktów tej marki ;) Plastik jest dość twardy i gruby, ale pod światło da się zobaczyć, ile szamponu zostało. Zamykane jest na zatrzask, ale w przeciwieństwie do innych kosmetyków Babydream, sam wylot butelki nie jest zabezpieczony silikonowym "niekapkiem" - a byłby to przydatny gadżet w przypadku kosmetyków dla dzieci, ja sama też lubię ten element w opakowaniu ;) Zapach jest typowo dziecięcy - łagodny, przyjemny, ale nie kojarzący się z niczym konkretnym. Konsystencja dość rzadka, ale nie wodnista.
Przy zmywaniu olejów musiałam umyć głowę tym szamponem dwa razy - uważam, że to dobry wynik, bo niejednokrotnie słyszałam czy czytałam o dziewczynach, które muszą myć włosy po 5 czy 6 razy, zanim dokładnie pozbędą się olejów... Szampon pieni się całkiem nieźle, spłukuje bez problemu, a zapach zostaje na włosach przez dłuższy czas. Jedyna wada tego szamponu jest taka, że niestety plącze dość mocno włosy. Da się je oczywiście rozczesać, ale trzeba się nieco nagimnastykować i poświęcić kilka dodatkowych włosów ;) Kiedy jednak wyschną efekt jest tego warty - są mięciutkie, błyszczące, aż przyjemnie się nimi bawić ^^
Dodam też, że jest to produkt wegański :)
Podsumowując, produkt zdecydowanie godny uwagi, nawet nie tylko do zmywania olejów, ale i do codziennego używania. Świetny szamponik bez SLSów i to za grosze :)
   
   
A czym Wy zmywacie oleje?
I jakie macie doświadczenia z tymi niemowlęcymi kosmetykami Babydream? :)

środa, 30 listopada 2011

BabyDream - Oliwka dla niemowląt (dla mnie do włosów)

Chciałabym Wam stopniowo zacząć przybliżać poszczególne oleje do włosów, które zdążyłam już poznać i odpowiednio potestować. Pierwszym, jakiego używałam, jest oliwka dla niemowląt Babydream. Oczywiście nie jest to typowy olejek do włosów, jednak jego skład pasuje do tego celu, więc bez obaw wcierałam go w moje sianko ;)
   
  
Opis producenta:
Pflegeöl, Babydream to łagodna oliwka pielęgnująca dla niemowląt z wyciągiem z migdałów i witaminą E. Przeznaczona do codziennej pielęgnacji delikatnej skóry maluszka. W łagodny sposób oczyszcza oraz pielęgnuje. Posłuży również do delikatnego masażu.  Naturalne substancje zawarte w oliwce skutecznie natłuszczają skórę, nadając jej długotrwałą ochronę przed wysuszeniem oraz miękkość i delikatność. Łagodne wyciągi z nagietka i rumianku posiadają właściwości kojące i przeciwzapalne. W produkcie zawarta została również oliwka ze słonecznika, migdałowa, jojoba, witamina E oraz ekstrakty z nagietka i rumianku.  Przetestowana dermatologicznie. Nie uczula i nie podrażnia skóry. Posiada pH neutralne dla skóry. Bez zawartości konserwantów, oleju mineralnego, barwników, perfum.
   
Gdzie i za ile: Rossmann, ok. 6zł / 250ml
   
Skład:
     
Moja opinia:
Przede wszystkim, za olejkiem tym przemawia fakt, że składa się w zdecydowanej większości z naturalnych olejów, które mogą mieć dobry wpływ na włosy. Mamy tutaj olej z nasion słonecznika, ze słodkich migdałów, z jojoby, z rumianku i z nagietka. Do włosów polecane są zwłaszcza słodkie migdały i jojoba. 
Uwielbiam opakowania BabyDream - są przesłodkie! Te wypukłe motylki na butelkach mnie rozczulają - może później dodam ich dokładne zdjęcie, jak znajdę czas ;) Ta butelka zrobiona jest z grubego niebieskiego plastiku - nie ma niestety szans, żeby przez nią zobaczyć, ile zostało oliwki. Zamykana jest na zatrzask, a wylot jest zabezpieczony silikonowym zaworkiem-niekapkiem, dzięki czemu oliwka nie przecieka, nawet jeśli przewróci się otwarta - dobry patent przy dziecku, ale i ja lubię takie opakowania ;) Dzięki temu można wylać na dłoń odpowiednią ilość oliwki.
Sama oliwka jest dość rzadka, choć nieco gęstsza od wody. Jest bezbarwna i pachnie typowo dla kosmetyków dla dzieci - albo się ten zapach lubi, albo nie, mi akurat nie przeszkadza, wręcz przeciwnie :) Nie wydaje się jakoś strasznie tłusta, łatwo rozprowadza się na włosach. Ze zmyciem jej po kilku czy kilkunastu godzinach także nie ma większych problemów. Pozostawia włosy mięciutkie, delikatnie pachnące tym właśnie dziecięcym zapachem i mocno błyszczące :) Bardzo mi się spodobał ten efekt, to mnie ostatecznie przekonało do rozpoczęcia przygody z olejowaniem włosów :)
Jeśli i Wy macie nadal jakieś wątpliwości, polecam zacząć od tej oliwki albo wersji "fur Mama", która ma ponoć jeszcze więcej naturalnych olejków i lepszy wpływ na włosy - ja nie używałam, więc się nie wypowiem. Obie oliwki kosztują po parę złotych, więc nie będzie to drogi eksperyment ;)
   
  
 BTW, wiecie, że dziś Dzień Darmowej Dostawy?
Planujecie jakieś zakupy, albo już coś Was skusiło? :)
Mnie niestety tak - kliknęłam sobie peeling na stronie Himalaya i paletkę Sleek Original na Cocolita - ale to już mikołajkowy prezent od Ukochanego ;) Mam nadzieję, że na dziś to koniec klikania, bo konto już puste ;)

poniedziałek, 28 listopada 2011

Stajlisz amisz... czyli jak nie upaćkać pościeli olejem z włosów?

Zapowiadałam Wam przy okazji posta o olejowaniu, że podzielę się z Wami moim patentem na spanie z olejem na głowie... 
Ręcznik na poduszce niesamowicie mnie wkurzał, nie mogłam spać.
Czapka zsuwała się z głowy, a rano poduszka była cała tłusta.
Foliowych czepków nawet nie próbowałam - szelest doprowadza mnie do szału.
Potrzeba matką wynalazku - tak oto powstał mój specjalny projekt o wdzięcznej nazwie...

Stajlisz Amisz!
  
   
Jak widać, jest to po prostu kaptur od bluzy, założony nieco inaczej ;) Wygląda to jak czepek Amiszów, prawda, że uroczo? :P Jak dla mnie, jest to najwygodniejsza forma zabezpieczenia pościeli na noc przy olejowaniu włosów. Nie przeszkadza ani trochę, w przeciwieństwie do ręcznika. Nie zsuwa się z głowy, w przeciwieństwie do czapki. Nie szeleści, w przeciwieństwie do foliowego czepka. Spokojnie pomieścimy w tym związanie z tyłu włosy. No i jest taaakie stajlisz :D Raz już listonosza nastraszyłam, otwierając mu drzwi w tym kapturku ;) 
  
Jeśli chcecie również wykombinować sobie takie cudo, nie będzie to trudne.
  
   
Bierzemy starą bluzę, możemy kupić na lumpku za 1zł bez problemów ;) Najlepsza będzie taka z większych rozmiarów dziecięcych, bo rozmiarówka "dorosła" może oznaczać kaptury, w których się potopimy. Ważne, żeby przy kapturze były sznureczki ściągające. Odcinamy kaptur tak, żeby te sznurki i tunele na nie zostały przy nim, nie na bluzie. Można sobie obszyć brzeg materiału, żeby się nie siepał, ale to już tylko od Was zależy, czy będzie Wam to przeszkadzać.
Odwracamy kaptur tak, by ściągacze były na dole, tzn. na karku i pod brodą. Bez problemu zmieścimy w to nawet długie włosy, jeśli będą jakoś związane. Ściągamy sznureczki, najlepiej najciaśniej jak się da, ale związujemy luźno, żeby nam to nie przeszkadzało pod brodą, ale jednocześnie trzymało czepek na miejscu ;) Gwarantuję, że noc prześpicie w tym spokojnie i nie zapaćkacie poduszek ;)
   
Ot, taki prosty "wynalazek", ale mi znacznie ułatwił sprawę i umożliwił olejowanie włosów na noc. Może ktoś zechce spróbować tego bajeru, jeśli nie, zawsze można pośmiać się z mojego "stajlisz amisz luku" :D
Jeśli spróbujecie, dajcie znać, jestem ciekawa, czy i u Was na pewno się sprawdzi :)

wtorek, 22 listopada 2011

Olejowanie włosów dla początkujących

   Jakiś czas temu zaczęłam olejować włosy. Już teraz widzę, że daje to zadowalające efekty, dlatego chcę Wam przedstawić parę podstawowych informacji na temat tego rodzaju dbania o włosy. :) Przyznaję, że sama jestem początkująca i opierać się tu będę na cudzej wiedzy - sama niestety jeszcze nie opanowałam tego na tyle, żeby nie korzystać ze "ściągi" ;) Kiedy wtajemniczałam się w olejowe rytuały, zauważyłam, że nie ma nigdzie dobrze zebranych właśnie takich podstawowych wskazówek - dlatego ja postanowiłam spróbować się tego podjąć :) 
       
    
Jak działają oleje?
Właściwie olejami można osiągnąć bardzo wiele, jeśli wie się, jakiego oleju w jakim celu używać. W zależności od stosowania, mogą one odżywiać włosy, nawilżać je, powodować mniejsze wypadanie czy przetłuszczanie, nabłyszczać, dodawać objętości. Tutaj sprecyzuję działanie kilku najpopularniejszych olejów stosowanych w pielęgnacji włosów:
 
 Olej kokosowy: pielęgnuje suche i łamliwe włosy. Dzięki wysokiej zawartości kwasu laurynowego łatwo wnika we włosy. Olej kokosowy zalecany jest jako odżywczo-regenerująca maska do włosów. Można także stosować go do pielęgnacji zniszczonych końcówek włosów wcierając go przed rozczesaniem mokrych włosów jako balsam. Zapobiega to uszkodzenia włosów przy czesaniu.

 
Olej z pestek winogron: ma właściwości nawilżające i wygładzające. Nadaje się do pielęgnacji włosów cienkich i słabych, może dodać im objętości.
   
   
 Olej ze słodkich migdałów: znakomita odżywka dla wysuszonych i zniszczonych włosów. Zniszczone włosy szybko odzyskają blask, staną się nawilżone i bardziej miękkie. Można chronić nim włosy także podczas pobytu na plaży, czy basenie – wystarczy posmarować nim końcówki włosów, a stworzy dla nich swoistą tarczę ochronną przed słońcem, piaskiem, wiatrem czy chlorem.
   
 Olej jojoba: charakteryzuje się bardzo wysoką zgodnością biologiczną ze skórą. Dzięki wysokiemu powinowactwu do ludzkiej skóry, łatwo jest wchłaniany przez skórę i włosy. Jojoba odżywia, zmiękcza, nawilża i natłuszcza skórę i włosy.
 
   
Olejek Amla: wyciąg z owoców amla (amalaki - agrestu indyjskiego) sprawia, że włosy stają się po nim są sprężyste, zdrowe, błyszczące. Będziesz mieć wrażenie, że włosy są odżywione od środka i mieć poczucie lepszej pielęgnacji.
    
   
Oliwa z oliwek: to nieoceniony składnik natłuszczający i wzmacniający w preparatach do pielęgnacji suchych i zniszczonych włosów oraz kruchych, łamliwych paznokci. Porządnie odżywia włosy i przywraca im zdrową kondycję.


... i wiele, wiele innych :)
   
Jakie oleje stosować?                                        
Niemal wszystkie, które znajdujemy w sprzedaży, nadają się do stosowania do włosów. Należy jednak omijać olejki eteryczne, bo to zupełnie inna kategoria ;) Przy kupnie oleju trzeba zwrócić uwagę na kilka rzeczy - po pierwsze, najlepsze są oleje nierafinowane, po drugie - zimnotłoczone. Zazwyczaj te informacje są na butelkach. Oczywiście można również kupić oleje typowo kosmetyczne, składające się z mieszanki różnych olejów - są one zwykle droższe, ale specjalnie dobrane do potrzeb włosów. Unikać jednak najlepiej takich, które w składzie mają parafinę. 
   
                                                            Czy muszą to być specjalne oleje do włosów?
Nie :) Jest sporo olejków i oliwek wśród kosmetyków do ciała, czy dla niemowląt - warto kupić i taki, jeśli ma naturalny skład, czyli niemal same oleje na liście. Ja ze swojej strony mogę tu polecić oliwkę na rozstępy Babydream fur Mama, kosztuje śmieszne pieniądze, a zawiera sporo przydatnych włosom olejów, a także olejki Alterra - ja mam "antycellulitowy" z brzozą i pomarańczą i moje włosy bardzo go lubią. Jak pisałam już wcześniej, mogą to być też zwykłe kuchenne oleje - oliwa z oliwek, olej lniany, sezamowy, z pestek winogron... -, jeśli są nierafinowane, niedoprawianie przyprawami i jeśli nie są mieszankami olejów - szukamy napisów "100%" albo "pure" :)

  
Jak nakładać oleje?                                                 
Niektóre oleje stosuje się na skalp, inne na całą długość włosów albo na same końcówki. Ja szczerze mówiąc zawsze daję jeden olej na całość - jeszcze mi to w żaden sposób nie zaszkodziło ;) Wylewamy trochę oleju do miseczki albo bezpośrednio na rękę, rozgrzewamy chwilkę między dłoniami i wcieramy we włosy. Można użyć do tego także na przykład starej szczoteczki do zębów. Masując głowę, wcieramy olej w skalp, starając się równomiernie rozprowadzić. Podobno rozgrzany olej lepiej działa, ale mi nigdy nie chce się ich podgrzewać ;) Niektóre też lepiej działają na wilgotnych włosach - trzeba to wyczuć samemu.

     
Jak długo trzymać oleje na włosach?
Ogólnie mówiąc - im dłużej i im częściej, tym lepiej :) Poleca się nawet zostawienie oleju na włosach na noc - wtedy trzeba położyć ręcznik na poduszce, spać w czapce albo zastosować mój wynalazek, o którym napiszę za kilka dni ;) Ja osobiście używam olejów na noc właściwie za każdym razem, kiedy wiem, że rano będę miała możliwość umycia włosów. Jeśli nie będę miała, a mam czas, nakładam olej po południu i zmywam wieczorem, zawsze starając się trzymać go na włosach co najmniej 5h.  

   
  Czym zmywać oleje?  
Większość szamponów zawiera tak zwane SLSy albo SLESy - są to substancje myjące, które wymywają z włosów także te zbawienne dla nich działanie olejów. W składzie znajdziemy je zwykle na drugim albo trzecim miejscu, pod nazwą Sodium Lauryl Sulfate lub Sodium Laureth Sulfate - należy ich unikać, przynajmniej przy zmywaniu olejów. Wiele dziewczyn olejujących włosy stosuje do zmywania odżywki, jednak ja jakoś nie ufam tej metodzie. Kupiłam za to bardzo tani i bardzo przyjemny szamponik dla niemowląt marki BabyDream - większość kosmetyków dla dzieci nie zawiera SLS. Szampon ten bez problemu zmywa oleje, pozostawiając włosy miękkie i ładnie pachnące. Kosztował mnie zawrotną kwotę 3,50zł :)
  

   Gdzie można zaopatrzyć się w oleje?
Oleje, które znajdują swoje wykorzystanie w kuchni, znajdziemy w każdym większym markecie - ja spory wybór znalazłam w Torimpex Trade (choć nie wiem, czy nie jest to lokalna sieć ;)). Pozostałych możemy poszukać w sklepach zielarskich - tam sprzedawcy powinni dodatkowo doradzić odpowiedni olej - albo w internetowej aptece DOZ.pl - od razu mówię, że nie ma nawet sensu pytać o nie w aptekach stacjonarnych. Mieszanki olejów, takie jak popularna Sesa, Vatika, Amla, znajdziemy w sklepach internetowych, np. Helfy.pl albo na Allegro. Ceny są bardzo różne, zależnie od oficjalnego przeznaczenia (kuchenne lub kosmetyczne), jakości, rodzaju... Krótko mówiąc, od 3zł i duuużo wzwyż ;)
   
Od czego zacząć?
Jednym z najłatwiej dostępnych, uniwersalnych i popularnych olejów jest kokosowy - i to od niego polecam rozpocząć przygodę z olejami :) Jest to jednak moja subiektywna ocena, więc jeśli gdzieś wyczytacie inaczej, nie musicie kierować się moim zdaniem ;) Sporo osób poleca na start oliwę z oliwek, ale ja nie widziałam po niej absolutnie żadnych efektów, poza poplątaniem włosów, więc... ;) Według mnie, na start przy olejowaniu włosów potrzeba odrobiny dobrego uniwersalnego oleju, konsekwencji w nakładaniu go, no i szamponu bez SLS. Z czasem same odkryjemy, jaki olej najlepiej służy naszym włosom i jak najlepiej go stosować, żeby były one najbardziej zadowolone :)
   
Co jeszcze warto poczytać?
Wizażowe wątki o olejowaniu włosów: część 1, część 2, część 3. +++ Blog Anwen +++ Helfy
   
Mam nadzieję, że mój wpis nieco rozjaśnił sprawę i zachęcił kogoś do rozpoczęcia olejowej kuracji :) W razie pytań, walcie śmiało, spróbuję odpowiedzieć, albo odeślę do prawdziwych wizażowych profesjonalistek ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...