Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Do makijażu ust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Do makijażu ust. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 lipca 2014

Dr Irena Eris ProVoke - Szminka Bright - 503 Barcelona Red

Korzystając z dnia wolnego naskrobałam dziś recenzję, do której zabierałam się już od dłuższego czasu... Otóż otrzymałam jakiś czas temu kilka produktów z nowej linii Dr Ireny Eris - Provoke. Większość z nich trafiła do mojej mamy bądź znajomych, bo nie były dla mnie odpowiednie (niebieskie cienie albo np. kredka do brwi dla blondynek), jednak zatrzymałam sobie między innymi szminkę, z którą wiązałam spore nadzieje. Kolor, który do mnie trafił to Barcelona Red z serii Bright, czyli lśniąca szminka z drobinkami. Pierwsze wrażenie zrobiła bardzo dobre, a jak poszło dalej? Poczytajcie...
  
   

sobota, 10 maja 2014

Brejking Ńjus! Kolorówka Dr Irena Eris - ProVoke

Nigdy chyba nie pisałam wpisów o nowościach, jednak dziś mam dla Was wiadomość, na którą sama czekałam już kilka lat. Otóż jedna z moich ulubionych polskich marek kosmetycznych poszerza swoją ofertę w bardzo znaczący sposób!
Dr Irena Eris i jej marki z innych półek (Lirene, Under Twenty, Pharmaceris) to przede wszystkim pielęgnacja, zwykle w bardzo dobrej jakości. Od dłuższego już czasu ja i kilka innych koleżanek bloggerek wypytywałyśmy Anię, przedstawicielkę firmy, czy będzie kiedyś kolorówka? Otóż teraz okazuje się, że będzie! :)
Na razie nie wiadomo może zbyt wiele, ale pokażę Wam kilka zajawek nowej marki ProVoke:
 Palety 4 cieni, 5 wersji kolorystycznych
Podwójne paletki cieni, 4 wersje kolorystyczne
Trzy różne tusze do rzęs
Dwa rodzaje szminek - matowe i nabłyszczające, 8 (mat) i 10 (błysk) odcieni, 12 odcieni błyszczyka

 Czekoladowy bronzer (2 wersje), róż (5 odcieni)

Rozświetlacz

... i wiele, wiele innych :)
Po całą ofertę i szczegóły zapraszam na stronę Dr Irena Eris. Wszystkie zdjęcia powyżej również pochodzą z tej strony :)

Nie wiem jak Wy, ale ja jestem strrrasznie ich ciekawa, zwłaszcza szminek i poczwórnych paletek :)

piątek, 2 maja 2014

Celia - Nawilżająca szminka Nude 604

Dziś napiszę o kosmetyku, który był na mojej chciejliście dłuuugi długi czas, a kiedy wreszcie do mnie trafił, z miejsca się zakochałam :) Myślę, że jest to produkt, który każda szminko-błyszczyko-pomadkomaniaczka powinna na sobie sprawdzić i uwielbić tak jak ja ;)
 
  
Opis producenta i skład:
  
Gdzie i za ile: 9,50zł / szt, np. na days.pl

Detale:
   
Moja opinia:
Szminkę dostajemy w kartoniku - jest to swego rodzaju zabezpieczenie przed sklepowymi macaczami ;) Na nim znajdziemy podstawowe informacje, takie jak opis producenta czy skład, a w nim... piękny metalowy sztyft. Właściwe opakowanie naprawdę bardzo mi się podoba - jest złote, częściowo matowe, częściowo błyszczące, solidne i naprawdę eleganckie. Plusem jest także to, że mimo noszenia go w torebce wcale się nie zniszczyło, ciągle wygląda jak nowe, tylko naklejka na spodzie z numerem odcienia się zupełnie starła. Mechanizm wykręcania szminki też działa bez zarzutów.
Mój odcień, 604, to typowy nudziak w beżowym odcieniu. Pachnie faktycznie ślicznie, ale nie zgadłabym, że to winogrona. Wg mojej mamy pachnie poziomkami i ta wersja bardzo mi odpowiada ;)
  

Teraz najważniejsze - działanie. Przede wszystkim muszę napisać, że to szminka idealna dla osób nielubiących mocnych kolorów. Łączy cechy szminki, błyszczyka i co najważniejsze balsamu, bo faktycznie nawilża usta, co dla mnie stanowi ogromny plus. Efekt wizualny jaki daje na ustach nie jest aż tak widoczny, jak bym tego chciała, ale nie ma co narzekać, jak się wzięło wersję "nude" ;) Daje ładny nietandetny połysk i bardzo delikatny kolor, widać, że COŚ na ustach jest i wygląda to ładnie. Ma to tę zaletę, że bez obaw można się malować na ślepo, bez strachu, że wyjedziemy sobie kolorem ;) Mimo wszystko chętnie używałabym takiego produktu w bardziej intensywnym kolorze, więc myślę, że skuszę się na inne szminki Celii, ale już nie z serii Nude ;)
Tę na pewno Wam serdecznie polecam, jeśli jeszcze jakimś cudem nie macie którejś z nich ;)
  
Skusiłyście się już na któryś z tych legendarnych szminko-błyszczyko-balsamów? ;)

wtorek, 10 grudnia 2013

Kobo - Szminki Fashion Colour - English Rose, Drop of Wine

Na dziś mam dla Was recenzję, która już dość długi czas czekała na publikację ;) Napiszę o szminkach Kobo Fashion Colour. Kiedyś już było tu o nich, ale teraz w moje łapki trafiły nowe odcienie - już chyba wiecie, że szminki i inne mazidła do ust to moje słabości i mam zawsze duże rotacje w tej kategorii ;) 
W tej parze mam jeden bardzo trafiony odcień i jeden mniej... Same zobaczcie i poczytajcie :)
  
  
Gdzie i za ile: Drogerie Natura, 16zł / szt
  
Opis producenta i szczegóły:
   
Moja opinia:
Po raz kolejny dałam się złapać na nazwę "English Rose" - ciągle szukam idealnego przybrudzonego różu w szmince, chyba powoli się poddam ;) Ta jest ładna, ale na mnie wygląda karykaturalnie. Jeśli chodzi o czerwień, jest śliczna. Delikatna jak na czerwień, Drop of Wine w pełnej krasie.
To, co się w nowej edycji tych szminek zmieniło to to, że nie wysuszają one ust. Ba, dla mniej wymagających mogą wręcz nawilżać. Dla mnie i tak dużym sukcesem jest to, że jak mam którąś z tych szminek na ustach, to nie płaczą one o balsam ;)
Szminki te są dość miękkie, ale nieco topornie się je rozprowadza na ustach, zachowują się nieco jak kredki świecowe, jeśli wiecie, co mam na myśli ;) Kiedy już uzyskamy satysfakcjonujący nas efekt, niestety nie da się go określić zdecydowanym kolorem, jak obiecuje producent. Mnie to nie przeszkadza, bo nie tego oczekiwałam, ale jednak nie bez powodu taką obietnicę mamy na opakowaniu, prawda? A inne obietnice? Podkreślone usta - hmmm, no są podkreślone, nie da się ukryć, ale zobaczcie na zdjęciu na dole, jak te szminki odznaczają się wewnątrz warg - i nie da się tego w żaden sposób zredukować, choćbym sobie dziąsła pomalowała - efekt po chwili będzie jak poniżej, co widoczne jest zwłaszcza przy moim różu.
  
   
Ogólnie mówiąc, szminki są lepsze jakościowo niż były ich wcześniejsze siostry, myślę, że cała kolekcja dostała lepszą formułę, nie tylko nowe kolory. Nie są one jednak wolne od wad, jak napisałam wyżej i jak widzicie niżej. Mnie się jednak podobają. W tej kategorii cenowej to jedne z lepszych szminek, jakich miałam okazję używać.
Winko na pewno sobie zostawię, bo brakowało mi w kolekcji jakieś delikatnej czerwieni, ale na pewno czerwieni, ale na róż znajdę chyba osobę o bardziej pasującym typie urody - mimo, że ten odcień jest delikatny i stonowany, ja w nim czuję się jak opalona, wytapetowana 15latka na dyskotece z perłowymi usteczkami ;)
  
  
Olaboga, ale mi chaotyczna recenzja wyszła!
  
Używałyście szminek Kobo? Jak Wam się podobały?

sobota, 22 czerwca 2013

Lumene - Szminka Natural Code - 2 Mauve Rose

O tym, że szukam ładnej szminki w kolorze brudnego różu pisałam już tutaj kilka razy. Kilka razy też nacięłam się na szminki, które przynajmniej wg nazwy obiecywały ładne "mauve" albo podobne, a teraz wreszcie udało mi się znaleźć coś, co mi pasuje :) Mowa o szmince Lumene z serii Natural Code, w odcieniu 2 Mauve Rose. Zapraszam do recenzji!
  
  
Opis dystrybutora:
Dla młodych kobiet, które:
  • Chcą przystępnej ceny.
  • Cenią naturalne składniki.
  • Cenią nawilżenie i pomadkę pielęgnacyjną.
  • Szukają modnych odcieni, pasujących do młodego i świeżego wyglądu. 
Rozwiązanie Natural Code:
Kochająca usta, innowacyjna formuła z 4 olejkami nawilżającymi.
Długotrwała pomadka zapewnia uczucie wygody, miękkości na ustach- miękkie, „całuśne” usta. Modne kolory, które dodają świeżego połysku młodej skórze.
Naturalne odcienie dla świeżego i promiennego wyglądu, intensywne odcienie dla urzekającego uśmiechu. Przyszny, owocowy zapach.
Arktyka / najważniejsze składniki:
Roślinność arktyczna stanowi serce i duszę produktów Natural Code, to unikatowa formuła. Jej różnorodność właściwości, długa historia jako naturalnego czynnika leczniczego oraz jej trwałość w arktycznym środowisku dostarcza naszym produktom czyste siły natury. Plantain nawilża, zmiękcza i chroni.4 różne naturalne olejki nawilżają i sprawiają że Twoje usta są kusząco miękkie.
  
Gdzie i za ile: na BodyLand.pl, 22,50zł / 4,7g - obecnie w promocji za 19,95zł :)
    
  
Dostępne kolory:
1 Crystal Peach
2 Mauve Rose
3 Nude Beige
6 Crystal Rose
8 Sweet Pink
10 Juicy Plum
11 Sugar Plum
13 Rasberry Pink
  
   
Moja opinia:
Zacznijmy od tego, że szminka zamknięta jest w ładnym czarnym opakowaniu, dosyć solidnym, z zielonymi napisami i motywem liścia - jak najbardziej do mnie przemawia, choć mam jedno do zarzucenia - etykietę, która przebiega przez obie części opakowania, przez co trzeba ją przeciąć albo przedrzeć, żeby dostać się do szminki po raz pierwszy. Wygląda to nieestetycznie, bo nie da się bezinwazyjnie zerwać naklejki. Szminka pachnie ślicznie, owocowo i zaskakująco naturalnie jak na szminkę, choć wiadomo, że nie jest to koktajl owocowy ;)
Kolor szminki kusi już samą nazwą - "Mauve Rose" to idealne określenie dla odcienia, którego szukałam. No i znalazłam - to piękny brudny róż, który nie wali po oczach i wygląda dobrze nawet na mojej twarzy, która "gryzie się" z wszelkimi odcieniami różu :) Prawdę mówiąc miałam już podobną szminkę, tam byłam zadowolona tylko z odcienia, tu jakość jest dużo lepsza.
  
  
Na ustach rozprowadza się bez zarzutu, wydaje się sucha, ale nie jest źle. Bałam się, że będzie wysuszać usta, ale w ogóle nie wpływa na ich stan - ani pozytywnie, ani negatywnie, co właściwie mnie mile zaskoczyło. Usta nie są "mokre" przy dotyku, szminka zdaje się w nie dobrze wchłaniać, choć wiadomo, że i tak znika przy jedzeniu czy piciu. Jeśli jej jednak nie przeszkodzimy tak trywialnymi sprawami, utrzyma się na ustach dobrych kilka godzin, z małym defektem, widocznym na ostatnim zdjęciu poniżej:
  
  
Defekt ten to brzydka i wyraźna granica szminki - dokładnie w miejscu, gdzie usta się stykają, szminka się zbiera, tworząc nieatrakcyjną linię, a za nią widać "gołe" usta. Da się to przeżyć i pewnie nikt poza mną tego nie zobaczy na żywo, ale ja jestem nieco przewrażliwiona chyba ;) W takim wypadku rozcieram tę granicę i dokładam szminki.
Ogólnie mówiąc, jestem z niej bardzo zadowolona. Jest zaskakująco tania (jak na szminkę z tej półki) i naprawdę dobra, polubiłyśmy się :) Wam też zdecydowanie polecam :)
    
Miałyście może kiedyś jakieś szminki Lumene? Byłyście z nich zadowolone? :)

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Rimmel - Błyszczyki / szminki w płynie Apocalips - 201 Solstice & 501 Stellar

Na dziś mam dla Was moje nowo odkryte hity w kategorii makijażu ust - konkretnie błyszczyki albo szminki w płynie Apocalips od Rimmela. Nie przepadam za błyszczykami, ale te pokochałam, może więc faktycznie to szminki w płynie? ;) To chyba jedyne wyjaśnienie ;)
  
  
Opis i szczegóły:
   
Gdzie i za ile: wszędzie, ok. 23zł / 5,5ml
  
Moja opinia:
Mam dwa odcienie - jeden bardzo mój, drugi ani trochę, ale i tak mi się spodobał ;) Pierwszy to 201 Solstice - brudny róż z delikatnymi drobinkami, bardzo ładny i neutralny, idealny na co dzień. Dostałam go w prezencie od mojej mentalnej siostry, Mess / Seraphine (założyła nowego bloga, warto zajrzeć!). Drugi z kolei to 501 Stellar - nie wiem, jakim cudem się z nim polubiłam - to bardzo intensywna koralowa czerwień, wręcz "wali po oczach", ale spodobała mi się również, choć gustuję w ciemniejszych czerwieniach ;)
Obie szminki w płynie (tak je chyba najwygodniej określać) mieszczą się w całkiem ładnych opakowaniach typowo błyszczykowych. Plusem jest to, że napisy nie ścierają się tak od razu, jak miałam w przypadku błyszczyka z serii Stay Glossy. Za to niesamowitym plusem jest świetny aplikator - z pozoru wygląda jak zwyczajna gąbeczka jak w tysiącach innych błyszczyków, ale nie - ta ma na czubku wgłębienie, w którym zbiera się więcej produktu, dzięki czemu bez problemu możemy pomalować usta za jednym zamachem. Cuda te dodatkowo całkiem ładnie pachną, trochę chemicznie, ale jednak przyjemnie :)
  
  
Jak widzicie już na zdjęciu powyżej, cuda te są niesamowicie intensywne, zwłaszcza Stellar. Wystarczy raz "maźnąć" usta, żeby uzyskać piękny głęboki kolor. Ważne jest dla mnie również to, że łatwo jest rozprowadzić szminkę bardzo dokładnie. Na ustach zachowuje się świetnie - nie klei się, nie zbiera w kącikach ani w załamaniach, nie podkreśla suchych skórek. Nie wysusza też ust - powiedziałabym wręcz, że nieźle je chroni! Oczywiście powiew wiatru i tak przyklei nam włosy do ust, ale czy tego da się uniknąć przy kosmetykach o tej formule? ;) Jeśli chodzi o trwałość, również nie mam na co narzekać, bo szminka trzyma się dobrych parę godzin (4-5h), a przy jedzeniu nie znika całkowicie. W przypadku tak intensywnego koloru jak Stellar warto jednak poprawić makijaż po jedzeniu, bo wyraźnie widać różnicę tam, gdzie się "zje".
Wygląda na to, że nie mam się tutaj do czego doczepić! Może tylko do małego wyboru kolorów, bo jest ich tylko 6 czy 7. Przydałby się jakiś ładny beż i ciemna czerwień. Cena jest na tyle rozsądna, że na pewno bym kupiła :)
Czy polecam? Chyba nie musicie pytać? Lećcie do drogerii wybrać swój kolor ;)
   
 
  
Używałyście tych cudów? Podzielacie moje zachwyty? :)

niedziela, 31 marca 2013

Joko - Szminka Wet Lips - J51

Może któraś z Was pamięta moje zachwyty nad szminką Joko Wet Lips jakiś czas temu. Główną jej zaletą był dla mnie kolor, mam odcień J49, TU recenzja. Teraz dorobiłam się drugiego koloru, podobnego, ale zupełnie innego ;) Jesteście gotowe na ciąg dalszy zachwytów? ;)
  
  
Opis producenta i szczegóły:
   
Gdzie i za ile: na stoiskach Joko i np. na Inermisie, ok. 24zł
 
Moja opinia:
 Opakowanie to klasyczny sztyft, czarny ze złotymi elementami. Bardzo elegancki i po prostu ładny, o prostokątnym przekroju. Jest dość solidny, choć jest prawdopodobieństwo, że wrzucony luzem do kosmetyczki może się otworzyć, mimo zabezpieczającego kliknięcia. Minusem opakowania jest dla mnie naklejka na złączeniu obu części - z jednej strony wiemy, że szminka nie była otwierana w sklepie, ale z drugiej wygląda to dość nieestetycznie. Nie da się też tej naklejki bezinwazyjnie odkleić, a wolałabym już nie mieć jej w ogóle - wystarczy mi mała naklejeczka na spodzie sztyftu.
   
  
Jeśli chodzi o kolor, dziś piszę o odcieniu J51, czyli typowym nudziaku. Ba, chyba nawet idealnym nudziaku! Jest to dość ciepły odcień beżu, całkiem nieźle kryjący, ale nie nadający ustom trupiego wyglądu, jak niektóre "nudziaki" potrafią ;) Wydaje mi się, że pasuje idealnie do mojej karnacji, to taka szminka w sam raz na co dzień :)
Trzyma się na ustach przeciętnie, ok. 3h, znika przy jedzeniu, ale jej kolor jest tak naturalny, że nie widać za bardzo różnic w kolorze, kiedy zetrze się częściowo. Nie zbiera się w "fałdkach" ust, nie podkreśla suchych skórek, ale do efektu Wet Lips jest raczej daleko. Ani wizualnego, ani praktycznego, bo nawilżenia nie zauważyłam, choć muszę przyznać, że szminka także nie wysusza ust, więc można użyć jej zamiast balsamu - nie pomoże, ale i nie zaszkodzi ustom :)
Korci mnie teraz, żeby wypróbować jakiś ciemniejszy odcień z tej serii ;) Wam ją tymczasem polecam, bo szminki Wet Lips są naprawdę niezłe :)
   
  
Pamiętacie o konkursie Joko? ;) Brać swoje kosmetyki Joko i cykać im zdjęcia! :D
Trzy zestawy nagród czekają! ;) Linka znajdziecie w pasku bocznym na górze.

czwartek, 21 lutego 2013

MeMeMe - Szminka do ust Aglaea - Persian Pink

Na dziś mam parę słów o kosmetyku, który zachwycił mnie od pierwszego wejrzenia, potem nieco zawiódł, ale ostatecznie się polubiliśmy ;) Mowa o szmince MeMeMe, którą kupiłabym już dla samego opakowania ;) Same zobaczcie zdjęcia:
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: kosmetykomania.pl, 46zł
  
Moja opinia:
Pierwsze, co się rzuca w oczy to absolutnie przepiękne opakowanie. Najpierw uroczy kartonik postacią bogini (na tym boku, którego nie pokazałam na zdjęciu, coś mnie zaćmiło), a w środku czarne plastikowe opakowanie z pięknymi wzorkami - lśniącymi na matowym tle. Uwielbiam takie motywy, bardzo eleganckie, a jednak urocze. Sama szminka w środku również robi pozytywne wrażenie, chociaż inaczej wyobrażałabym sobie odcień o nazwie "Persian Pink" - o tym jednak zaraz. Szminka pachnie czymś, co kojarzy mi się z drzewem sandałowym i jakimiś cierpkimi owocami - delikatnie, ale intrygująco. 
  
   
Szminka bardzo lekko rozprowadza się po ustach, jest miękka, ale nie za bardzo. Nadaje ustom lekki połysk, może nie taki błyszczykowy, ale delikatny, ładny - w sam raz dla mnie. Zawiódł mnie jednak kolor, bo nie dostrzegam w nim ani grama różu, zwłaszcza na ustach - bardziej jest to beż wpadający w brzoskwinię. Szkoda, bo liczyłam na ładny odcień brudnego delikatnego różu - nie mam takiej szminki w kolekcji. Właściwie jednak nie mam też takiej, jaką ta się okazała, a odcień mimo wszystko mi się podoba, jest idealny na co dzień. Jeśli chodzi o trwałość, określiłabym ją jako przeciętną - trzyma się jakieś 3h bez jedzenia, ale kolor jest tak delikatny, że znika stopniowo i się tego nie zauważa. Jest też na tyle bezpieczna, że łatwo jest poprawić makijaż nawet bez patrzenia w lusterko ;) Dodatkowo nie wysusza ust, właściwie nawet lekko je nawilża - przynajmniej na tyle, żeby nie musieć używać przy niej balsamu.
Czy polecam? Tak, choć zdziwiła mnie nieco jej wysoka cena. Jeśli jednak jesteście skłonne wydać 46zł na szminkę, ta nie powinna Was rozczarować, jeśli wcześniej upewnicie się co do jej faktycznego koloru ;)
  
  
A może Wy znacie jakieś kolory, które bardziej pasowałyby do określenia "Persian Pink"? Szukam nudziakowego brudnego różu, pomożecie? ;)

sobota, 9 lutego 2013

Kolorowe buziaki od Orlicy! :)

Zachciało mi się makijażowych eksperymentów... :D
Zakochałam się ostatnio w efekcie, jaki Trustmyself wyczarowała na ustach (klik). Postanowiłam wczoraj z nudów spróbować po swojemu ;)
Jak zwykle wyglądają moje makijażowe eksperymenty wiecie - nie zostałam do nich stworzona :P Ale muszę przyznać, że maziając usta intensywnymi kolorami jak wczoraj całkiem nieźle się bawiłam (a jeszcze lepiej, jak później goniłam po mieszkaniu 6-letniego brata, udając, że chcę go pocałować :D).

Zrobiłam dwie próby - mniej i bardziej udaną.
Najpierw może pokażę tę bardziej udaną, czyli próbę nr 2, jak łatwo się domyślić :)
  
  
Użyłam tutaj wazeliny i dwóch sypkich cieni, które kiedyś, dawno temu, kupiłam jako odsypki pigmentów MACa ;) Było się młodym i naiwnym, nie znało się Wizażu :P Wg Trust taki makijaż ust powinno się wykończyć błyszczykiem bezbarwnym, ale raz, że takowego nie posiadam, dwa, że taki półmat nawet bardziej mi pasuje, a trzy, że pewnie bym rozmazała wszystko :P Wiadomo, że nie jest to makijaż, w którym wyszłabym z domu, ale poszaleć w domowym zaciszu nie zaszkodzi ;)
  
I druga (a właściwie pierwsza) wersja:
  
   
Ta wersja jest mniej udana pod względem tych "pęknięć", ale strasznie mi się podoba nawet na co dzień. Połączenie czerwieni i złota to klasyka dla mojego jesiennego typu urody :) Użyłam tutaj jednej z moich ulubionych szminek, Avon Ultra Color Rich - Buttered Rum, a na nią nałożyłam sypki cień Inglota, nie pamiętam numerka, starł się.Te dwa kolory średnio ze sobą kontrastują i słabo widać powstałe prążki, ale to właśnie czyni z tego makijażu ciekawą alternatywę na co dzień :)

Obie wersje nie są idealne, ale już wiem, co źle robiłam - żeby te prążki były wyraźniejsze powinnam po zwinięciu ust w dzióbek cień sypki nakładać palcem, a nie pędzelkiem, jak robiłam to w tych przypadkach. Pędzelek dostawał się do tych "szczelin" i zostawiał tam cień, a chodzi o to, żeby właśnie tego nie robił.

Mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła pochwalić się Wam nowymi lepszymi wersjami takich makijaży, bo spodobała mi się ta zabawa ;) Będę testować różne opcje ;)
  
Która wersja bardziej Wam się podoba? A może obie do Was nie trafiają? ;)
Lubicie czasem w podobny sposób udziwnić makijaż? :)

wtorek, 29 stycznia 2013

Virtual - Szminka Creamy Lipstick - 161 Mary

Dziś szybciutka recenzja, bo zaraz mam egzamin ;) Napisanie notki powinno mnie zrelaksować, zobaczymy ;) Mam dziś dla Was parę słów o błyszczykowej szmince Virtual. Pojawiły się one na rynku niedawno, a jak zobaczyłam zdjęcia promocyjne, natychmiast zapragnęłam połowy z nich ;) Ostatecznie w moje łapki trafiła szminka o imieniu (tak, imieniu, ich nazwy to damskie imiona :)) Mary i myślę, że się zaprzyjaźniłyśmy :)
  
  
Opis producenta i szczegóły:
   
Gdzie i za ile: w małych drogeriach ze stoiskami Virtual, ok. 13zł
  
Moja opinia:
Szminka kryje się w bardzo ładnym czarnym opakowaniu z "prześwitem" - paskiem przezroczystego plastiku, w którym widzimy właściwy odcień szminki, co bardzo mi odpowiada. Opakowanie jest klasyczne i ładne, a przy tym kojarzy się "nowocześnie" ;) Sama szminka zaskakuje na samym początku - nie spodziewałam się po niej takiej formuły. Sztyft jest lśniący, wręcz jak plastikowy, oczywiście dopóki szminki nie użyjemy.
Mój kolor, Mary, miał być ciemną czerwienią, a w praktyce oczywiście wyszło nieco inaczej - jest czerwienią, ale z różowymi nutami i zdecydowanie nie ciemną. Powiedziałabym, że taka czerwień dla tych bardziej nieśmiałych w makijażu ;) Zobaczycie zresztą zaraz na ustach.
  
  
Szminkę nakłada się niezwykle gładko, od razu kojarzy się bardziej z błyszczykiem. Kolor nie jest może super intensywny, ale daje ładny dziewczęcy efekt z połyskiem, którego zwykła szminka by nie zapewniła. Nie jestem przekonana, czy wolę ten połysk czy normalny mat, ale na pewno mi nie przeszkadza. Wadą szminki jest niestety trwałość - wytrzymuje na ustach 2-3 godziny i nie schodzi równomiernie. Nie wysusza też ust, ale także nie powoduje ich nawilżenia, więc pod tym względem wypada neutralnie. 
Podsumowując - dość tania szminka z ładnym efektem, ale zmuszająca do poprawek w ciągu dnia i ewentualnego dodatkowego nawilżenia problematycznych ust. Koniecznie będę musiała wypróbować "błyszczyko-szminki" innych firm :)
  
  
Używałyście już tego typu szminek? Polubiłyście je czy może wolicie klasyczne? :)

                                (I proszę o kciuki dziś o 12:00! :D)                            

piątek, 11 stycznia 2013

MeMeMe Boho Balm - Cheek & lip tint - Coral / Taupe

Na dziś mam dla Was pewne interesujące dziwactwo - tint do policzków i ust w jednym, marki MeMeMe. Trochę się go bałam, bo to kompletna nowość w mojej kosmetyczce, ale jakoś sobie z nim poradziłam i mogłam porządnie przetestować. Zainteresowane tym dziwaczkiem? Zapraszam do recenzji :)
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: Kosmetykomania.pl, 35zł / 11g
  
Moja opinia:
Wg sklepu Kosmetykomania.pl jest to róż do policzków i balsam do ust w jednym. Cóż, ja balsamem bym tego nie określiła, ale o tym zaraz. Duet zamknięty jest w pięknej puszeczce w stylu vintage, która niestety dość ciężko się zamyka i otwiera - może to kwestia "wyrobienia się". Kryje ona dwa kolory kosmetyku - koralowy i jasny beż. Mnie osobiście o wiele bardziej pasuje ten drugi, pod wieloma względami. Oba ładnie pachną - nie umiem określić czym, ale na pewno jest to przyjemny zapach. Nie różnią się chyba niczym, poza kolorem, przynajmniej w opakowaniu.
    
  
Kosmetyk ten ma formę gęstej masy, kojarzy mi się wręcz z plasteliną, przy czym wystarczy odrobinka (ja "zeskrobywałam" wierzchem paznokcia) do użycia, zarówno na policzki, jak i na usta. 
Najpierw omówię jego "ustową" funkcję. Cóż, balsam to zdecydowanie nie jest, określiłabym go bardziej jako kryjący błyszczyk. Nie zauważyłam właściwości pielęgnacyjnych ani trochę. W tym przypadku widzę różnicę między działaniem odcienia Coral, a Taupe. Same zobaczcie:
  
  
Połowę ust pomalowałam jednym kolorem, połowę drugim. Coral wygląda średnio - wcina się w te "zmarszczki" na ustach, zbiera się w nich, nie daje jednolitego koloru. Efekt Taupe za to bardzo mi się podoba, wygląda bardzo neutralne, uwielbiam takie jasne nudziaki na ustach, kojarzy mi się z ustami manekina - skojarzenie dziwne, ale dla mnie dość pozytywne ;) Poza tym ładnie pokrywa całą powierzchnię ust. Oba trzymają się 2-3 godziny, łatwo je zjeść. 
  Jeśli zaś chodzi o efekt na policzkach, średnio przypadł mi do gustu. Dość łatwo jest rozetrzeć odrobinkę tinta (tintu? ;)) na policzku, ale efekt wydaje się taki oleisty, błyszczący w negatywny sposób, jeśli wiecie, co mam na myśli. Poza tym kolor jest mało intensywny. Możemy oczywiście nałożyć więcej "plastelinki", ale wtedy efekt woskowej twarzy będzie również większy, więc wolę mniejsze zło.
Na zdjęciach pewnie nie za wiele widać, ale możecie zauważyć ten właśnie woskowy efekt. Jako róż czy bronzer też nie sprawdza się najlepiej pod względem trwałości, bo kolor znika szybko, ale ten brzydki błysk zostaje na dłużej. 
  
   
Podsumowując, największymi plusami tego produktu jest prześliczne opakowanie i odcień Taupe użyty na usta. Reszta - bez szału, ale i bez tragedii.
  
Miałyście do czynienia z tego typu uniwersalnymi kosmetykami? Sprawdziły się?
  

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...