Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isana. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 lipca 2014

Isana - Żel pod prysznic Lime + Mint = Mojito

Po raz kolejny cierpię przez to, że tak chomikuję, zwłaszcza żele pod prysznic... Zakochałam się bowiem w pewnej limitce Isany o boskim zapachu limonki i mięty, po prostu cudownym zapachu mojito, a okazuje się, że była to wiosenna limitka, której NIGDZIE już nie mogę znaleźć, a bardzo chętnie zrobiłabym spory zapas! Jeśli jakaś torunianka wypatrzy ją w którymś Rossmannie, bardzo proszę o cynk ;)
Tymczasem zapraszam na recenzję :)
  
  

piątek, 9 maja 2014

Isana - Lotion do rąk Moments of Sense

Produkt, o którym dziś napiszę, zrobił całkiem niedawno spore zamieszanie w naszym kosmetycznym światku - każda chciała go mieć, co chwila pojawiał się na blogach i na Instagramie. W końcu dałam się ponieść owczemu pędowi i sama go zapragnęłam. Mowa o limitowanym lotionie do rąk od Isany :)
 
  
Opis producenta:
  
Gdzie i za ile: w Rossmannie, 7zł / 300ml (!)

Skład:
  
Moja opinia:
Zacznijmy tradycyjnie od opakowania, które tu jest niewątpliwą zaletą. Za niecałe 7zł dostajemy dużą butlę kremu (300ml) w ślicznej fioletowej oprawie - już samo to wystarczyłoby, żeby krem mi się spodobał ;) Dużym plusem jest też pompka, znacznie poprawiająca wygodę używania kosmetyku, choć jednocześnie wykluczająca możliwość zabrania go ze sobą w podróż - myślę jednak, że do torebki czy na wyjazd każda z nas woli mniejsze tubki, a to jest z kolei idealne do postawienia przy biurku czy gdzieś, gdzie możemy często po nie sięgnąć.
Krem jest biały i dość lekki, spodziewałam się jednak innego zapachu. Zgoda, na opakowaniu jest napisane o wanilii i migdałach, design jednak wskazuje na zapach kwiatowy. I to chyba jedyna wada kremu - nie przepadam za takimi nutami zapachowymi, zdecydowanie preferowałabym coś kwiatowego. Ten zapach nie jest w zasadzie brzydki, da się go znieść, moje znajome też się nim zachwycają, po prostu do mnie takie nuty nie trafiają ;)
   
 
Używanie produktu (mimo nietrafiającego do mnie zapachu ;)) jest samą przyjemnością. Trzeba tylko uważać, żeby nie wziąć za dużo lotionu - jedna pełna porcja z pompki mogłaby wystarczyć na trzy pary dłoni ;) Dużych dłoni. Musimy więc wydobywać tylko trochę. Choć krem jest dość lekki, bardzo fajnie nawilża dłonie, dobrze się rozprowadza i nie pozostawia ani klejącego się, ani tłustego filmu, co jest dla mnie dużym plusem, bo po prostu nienawidzę, kiedy mam coś na dłoniach ;) Szybkie wchłanianie jest dla mnie jedną z najważniejszych cech kremu do rąk. 
Cóż, wspólnym mianownikiem dużego opakowania i dużej wydajności jest to, że taka butla starczy nam na wieki. Jest to dobre rozwiązanie dla osób, które często używają mazideł do rąk, jednak dla tych, co używają sporadycznie, radziłabym jednak co innego, chyba że nie przeszkadza Wam, że pewnie część butli się zmarnuje ;) Ze swojej strony polecam, choć wiem, że na pewno nie kupię ponownie - bo i po co? To opakowanie starczy mi na rok albo i dłużej, a po tym czasie nie będzie go już w ofercie (jest to edycja limitowana), a ja będę miała dość zapachu ;)
 

Skusiłyście się na tę sławę? Dobrze Wam służy? :)

niedziela, 5 stycznia 2014

Jak Orlica zniszczyła sobie włosy?

Kompletnie zaniedbałam ostatnio swoje włosy. Nie miałam czasu na poświęcanie im uwagi, więc moja codzienna pielęgnacja ograniczała się do zwykłego mycia i co 2-3 dni nałożenia maski. Ostatnio stan moich włosów znacznie się pogorszył:
  

Jest ich wyraźnie mniej, wypadają, ale co najgorsze - niesamowicie się plączą. Są już na tym etapie, że jedyna fryzura, jaką mogę nosić to warkocz - inaczej od razu zbijają się w kuliste kołtuny, jakby mi wróble we włosach próbowały uwić gniazdko... Miałam podciąć końcówki, ale w tej chwili musiałabym skrócić włosy o połowę, żeby zniwelować ten stan i zniszczenie włosów. Z moimi kołtunami nie radził sobie ani Tangle Teezer, ani zwykła szczotka, ani wszelkie jedwabiopodobne produkty. Jak raz zostawiłam włosy rozpuszczone na noc, rano miałam ochotę się rozpłakać, bo utworzyły jeden wielki dred. Ponadto włosy są szorstkie, sianowate, łamliwe...
Skazana więc jestem na razie na taką fryzurę jak obok, a zwróćcie uwagę, że nawet z warkocza włosy mi uciekają przy każdym splocie, po prostu każdy z nich żyje własnym życiem.
Byłam przekonana, że stan moich włosów wynika z zaniedbania, jednak wczoraj debatowałam na ten temat z włosowym guru, czyli z Kascyskiem (gorąco polecam jej bloga!). Okazało się, że winowajcą jest tutaj jedna jedyna maska do włosów, której używam od jakiegoś czasu, oczywiście wg zaleceń producenta. Maska to Bingo Spa, z proteinami mlecznymi i elastyną. Okazuje się, że moje włosy nie mają dużego zapotrzebowania na proteiny i moje namiastki dbania o nie im zaszkodziły - wychodzi na to, że je przeproteinowałam ;)
Wymęczyłam wczoraj Kascysko na ten temat, wszystkie "objawy" przeproteinowania się zgadzają, mamy ewidentnego winowajcę - i co dalej?
Cóż, oczywiście przede wszystkim odstawiam nieszczęsną maskę naładowaną proteinami. We wtorek lecę kupić odżywkę bez protein, ale z emolientami - oczywiście mam pięć odżywek w zapasie, ale jak na złość każda ma w składzie sporo protein albo innych składników, które obecnie mogą zaszkodzić... 
Podstawowe zmiany w pielęgnacji prezentują się tak:
  
Poza zmianą odżywki, stawiam sobie za punkt honoru, żeby przed codziennym myciem chociaż na kilkanaście minut nałożyć jakiś prosty olej - bez kombinowania z amlami itd, będę stosować zamiennie olej kokosowy, avocado, ze słodkich migdałów i arachidowy. Oby zabiegi te pomogły uratować moje włosy, bo przeraża mnie wizja tak drastycznego skracania ich po dwóch latach zapuszczania...
  
Zdarzyło Wam się przeproteinować włosy? Macie jakieś inne pomysły, jak sobie z tym radzić?

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Włosowa aktualizacja - Sierpień, choć po czasie ;)

Cóż, mam maleńki poślizg z tym postem - o marne półtora miesiąca, bo nie udało mi się opublikować wpisu z lipcową aktualizacją. Po tym czasie za to będzie widać większy przyrost włosów, więc może ma to swoje plusy? ;)
W tej chwili moje włosy wyglądają o tak:
  
  
Długość z przodu - 54cm
    
                                                                                                                         A wcześniej:
  
  
Włosy urosły o 2cm w ciągu tych dwóch miesięcy, więc przyrost jest na tym samym poziomie co zwykle - przeciętny. Zbieram się jednak od dłuższego czasu, żeby podciąć końcówki, bo mam już niestety bardzo zniszczone, praktycznie na każdej jest ta charakterystyczna maleńka "kuleczka", świadcząca o złamaniu włosa albo rozdwojeniu - wszystkie pewnie wiecie, o czym mówię ;) Obym wreszcie zebrała się i ich męki ukróciła, bo wyglądają sianowato, przynajmniej właśnie na końcach.
 
  
Jeżeli chodzi o mój aktualny włosowy arsenał...
  
  
... to trudno tu mówić o arsenale.
Używam codziennie lawendowego szamponu Eva Natura i doczekać się nie mogę jego końca - szampon jest po prostu kiepściutki. Kupiłam go kiedyś za grosze, skuszona kolorem butelki i obietnicą lawendowego zapachu i w sumie to dwie jedyne jego zalety. Niesamowicie plącze włosy, jest wodnisty, niewydajny, zdecydowanie nie polecam!
O odżywce Isana Professional pisałam już ostatnio recenzję, natomiast w skrócie Wam powiem, że jestem z niej bardzo zadowolona, dla odmiany. Zostało mi jeszcze pół butelki jakimś cudem, więc prawdopodobnie pojawi się i w następnej aktualizacji ;)
  
Ponadto...
  
  
  
... wcinam galaretki!
Raz, że ostatnio strasznie weszły mi w smak i średnio co drugi dzień robię sobie michę pysznej owocowej galaretki, a dwa, że jest szansa, że żelatyna jakoś wspomoże moje włosy i paznokcie. Szczerze na to liczę, ale nawet jeśli nie... cóż, pozostaje słodka przekąska ;)

Na koniec jeszcze zdjęcie "gratis", cyknięte "dla jaj" przy robieniu zdjęć do aktualizacji ;) Wygląda na nim jakbym miała mega długie włosy, więc mnie się podoba ;)
 
 
A jak się mają Wasze włosy? Macie jakieś włosowe odkrycia, którymi zechcecie się podzielić z nami? :)

środa, 26 czerwca 2013

KONKURS: Z Rossmannem na wakacje!

Wiem wiem, rozpieszczam Was, ale chciałabym wynagrodzić Wam nieco tę mniejszą uwagę, jaką mogę Wam teraz poświęcić ;) Dlatego zapraszam Was na nowy konkurs!
    
  
Jak widzicie, tym razem bawimy się z Rossmannem. Do wygrania jest spory zestaw kosmetyków, w skład którego wchodzą:
  • Isana krem do ciała owoc granatu i figa, do skóry suchej
  • Alterra mydło w kostce konwalia
  • Alterra żel pod prysznic kwiat neroli i bambus
  • Alterra balsam do ust z ekstraktem z rumianku
  • Wellness&Beauty lotion do ciała pomarańcza i owoc granatu
  • Isana Med żel pod prysznic z olejkiem pomarańczowym
  • Wellness & Beauty olejek do kąpieli trawa cytrynowa i bambus
  • Alterra masło do ciała winogrona i kakao
  • Alterra krem na dzień brązujący do cery mieszanej i normalnej, brzoskwiniowy
  • Alterra nawilżająca odżywka do włosów, granat i aloes
  • świetna plażowa torba z juty
Myślę, że jest o co zawalczyć :)
  
A jak zawalczyć?
Otóż zadanie konkursowe polega na tym, żeby przesłać zdjęcie dowolnego kosmetyku z marek własnych Rossmanna (TU lista tych marek) w jakiejś wakacyjnej aranżacji. Jak zwykle, ogranicza Was tylko wyobraźnia :) Możecie zrobić zdjęcie kosmetykowi opalającemu się na plaży, stojącego na górskim szczycie albo zwiedzającego zagraniczne miasta. Możecie także cyknąć po prostu zdjęcie swojej wakacyjnej kosmetyczki. Dodatkowo należy jednym zdaniem napisać, dlaczego akurat ten produkt wybrałyście na wakacje :)
    
R E G U L A M I N    K O N K U R S U:
   
Informacje ogólne:
  1. Organizatorem konkursu jestem ja, autorka i właścicielka bloga "Orlica o wszystkim i o niczym".
  2. Fundatorem nagrody jest firma Rossmann.
  3. Konkurs trwa od dnia 26.06.2013 do dnia 09.07.2013, godz. 23:59.
  4. Wysyłając mi swoje zdjęcia automatycznie zgadzasz się na ich publikację na moim blogu.
  5. Jeśli nie masz skończonych 18 lat, musisz mieć zgodę rodzica lub opiekuna na udział w konkursie.
  6. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)
  7. Biorąc udział w konkursie automatycznie akceptuje się regulamin i jego warunki.
Warunki wzięcia udziału w konkursie:
  1. Warunkiem jest publiczne obserwowanie bloga poprzez GFC albo lubienie bloga na FaceBooku
  2. Każdy uczestnik może wysłać tylko jedno zgłoszenie. Jako, że podobne konkursy odbywać się będą także na innych blogach, muszę zaznaczyć, że nie można zgłosić tego samego zdjęcia w kilku konkursach. Będzie to sprawdzane.
  3. Zdjęcie powinno mieć max. 800px, nie może być fotomontażem, musi być na nim widoczne logo marki (na kosmetyku), a Ty musisz być autorką (lub autorem ;)) zdjęcia.
  4. Aby wziąć udział w konkursie należy przesłać zdjęcie na maila polishpolishaholic@gmail.com, w tytule pisząc "Konkurs Rossmann - *Twój nick*". W treści maila powinny znaleźć się też takie informacje jak:
  • nick, pod jakim mnie obserwujesz na blogu lub imię i nazwisko, pod jakimi lubisz fanpage bloga na Facebooku albo link do swojego profilu,
  • jedno zdanie uzasadniające wybór kosmetyku,
  • dodatkowo, jeśli prowadzisz bloga, możesz również podać jego adres.
UWAGA, WAŻNE - jeśli po przesłaniu swojej pracy, w ciągu 24h nie dostaniecie ode mnie potwierdzenia jej otrzymania, to znaczy, że praca nie doszła. Spróbujcie z innego maila albo skontaktujcie się ze mną, a coś wymyślimy :)
   
Wyłonienie zwycięzców i wysyłka nagród: 
  1. Zwycięzca zostanie wybrany przeze mnie, ale opublikuję wszystkie zgłoszenia.
  2. Zwycięzca zostanie wyłoniony w ciągu 72h od zakończenia konkursu oraz powiadomieni mailowo.
  3. Wysyłka nagród jest możliwa tylko na terenie Polski - jeśli mieszkasz za granicą, w przypadku wygranej paczkę mogę wysłać do Twojej rodziny w Polsce.
  
To tyle z formalności!
Pozostaje mi życzyć Wam weny twórczej, czekam na Wasze zdjęcia! :)

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Isana Professional - Odżywka do włosów łamliwych i rozdwajających się

Dziś na tapecie odżywka, której używałam jakiś czas, potem o niej zapomniałam i teraz znowu wróciła do łask ;) Moje włosy są mocno zaniedbane, bo niewiele z nimi robię ostatnimi czasy, ale od kiedy tydzień temu wróciłam do tej odżywki, już widzę, że im lepiej. Mowa o odżywce z nowej serii (no dobra, seria ma kilka miesięcy) Isana Hair Professional, słyszałyście o niej?
    
  
Opis producenta:
  
Gdzie i za ile: w Rossmannach, ok. 9zł / 500ml
  
Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Citric Acid, Stearamidopropyl Dimethylamine, Hydrolyzed Wheat Protein, Argania Spinosa Oil, Panthenol, Quaternium-87, Niacinamide, Distearoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Propylene Glycol, Parfum, Linalool, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Phenoxyethanol
  
  
Moja opinia:
Odżywkę kupiłam parę miesięcy temu w Rossmannie, zobaczyłam na półce nową serią i skusiłam się, widząc ładne profesjonalne opakowania i dość niską cenę. Odżywkę kupujemy w dużej półlitrowej butli, wyglądającej naprawdę lepiej niż wskazywałaby cena czy ogólne postrzeganie Isany jako marki "taniej i średniej" ;) Butelka otwierana jest na przycisk - z jednej strony nakrętki naciskamy, a z drugiej strony wyskakuje otwór. Wydobycie produktu nie jest najłatwiejsze, bo jest on gęsty i trzeba go wycisnąć z butelki, co jest nieco problematyczne już przy małym ubytku, na szczęście można po prostu stawiać butelkę do góry nogami.
Odżywka jest biała, pachnie ładnie, choć dość ciężko, mnie kojarzy się z migdałami i olejem arganowym - nie wiem, jak pachnie on sam, ale kosmetyki z nim mają specyficzny zapach, całkiem przyjemny.
Jeśli chodzi o działanie, najlepiej odda jego istotę mój ostatni tydzień. Moje włosy były zaniedbane, suche, mimo szybkiego przetłuszczania się, końcówki wyglądały bardzo marnie - upały na pewno dały im się we znaki. Od kiedy wróciłam do odżywki, stan włosów zdecydowanie się poprawił przy codziennym używaniu. Nie są już takie sianowate, końcówki się nieco ogarnęły (choć wiadomo, że to, co mi się rozdwoiło i ukruszyło już przepadło -.-) i ogólnie nieco odżyły. Możliwe, że jakakolwiek odżywka by im pomogła, ale ta już wcześniej zrobiła na mnie dobre wrażenie. Dodatkowo włosy świeżo po myciu i jej użyciu są miękkie i bardziej błyszczące, choć to akurat efekty raczej tymczasowe. Zdecydowanie nie obciąża.
Czy polecam? Jasne :) Jest to tania odżywka, która starczy nam na kilka dobrych miesięcy, a przy tym jest naprawdę dobra - może nie najlepsza z najlepszych, ale zdecydowanie ją polubiłam. Może tylko nieco zmieniłabym zapach na bardziej świeży ;)
    
  
Zdjęcia tym razem robiła moja siostra, bo ja przez pracę nie mam kiedy złapać odpowiedniego światła ;)
   
Widziałyście już tę nową serię Isany? Używałyście jakichś produktów z niej? :)

środa, 15 maja 2013

Isana Med - Żel pod prysznic z olejkiem pomarańczowym

Dziś na tapecie żel pod prysznic z olejkiem pomarańczowym marki Isana Med z Rossmanna. Z jakiegoś powodu zapomniałam o tym żelu w ostatnich facebookowych zapowiedziach, ale i tak postanowiłam go zrecenzować, bo tak mi się spodobał, że strasznie mnie korci, żeby o nim pisać :)
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: w Rossmannach, ok. 6zł / 250ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Na wstępie po prostu muszę zaznaczyć, że dawno nie spodobał mi się tak żel pod prysznic - tym razem pod każdym względem! Chyba niczego mu nie mogę zarzucić :)
Opakowanie jest bardzo proste i estetyczne - to biała butelka z kolorowymi nienachalnymi napisami. Wylot butelki jest najzwyczajniejszy, po prostu mała dziurka, choć w pierwszym momencie myślałam, że jest tam silikonowy niekapek - nie ma. Opakowanie wygląda poważniej niż standardowa seria Isany, choć nie wiem, czy "med" nie jest zbyt dużym określeniem - w tej kwestii może niech wypowiedzą się osoby, które lepiej ode mnie znają się na składach itd. ;)
Żel jest gęsty, przezroczysty, lekko pomarańczowy, ale to, co najłatwiej zauważyć to zapach - po prostu cudny! Przede wszystkim żel pachnie bardzo naturalnie, czuję w nim owoce tropikalne, mam wrażenie, jakbym myła się sokiem multiwitaminą - kojarzycie jego smak i zapach? :) Mniamuśny i bardzo przyjemny!
   
  
Działanie też mnie zachwyca. Przede wszystkim, żel sprawia wrażenie nieco oleistego, ale w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie jest tłusty, ale czuć, że olejki jakieś zawiera. Skóra też to czuje, bo po umyciu sprawia wrażenie nie tylko nie wysuszonej, ale nawet trochę nawilżonej! Ponadto żel pieni się świetnie, dzięki czemu jest naprawdę wydajny, co dodatkowo cieszy. Dodatkowym atutem jest na pewno także cena - niziutka, jak za takie cudo. Naprawdę nie mam mu nic do zarzucenia, uśmiechnęłabym się tylko bardzo do producenta, żeby zaserwował nam więcej wariantów zapachowych w tej linii - wtedy byłoby po prostu idealnie :)
Chyba nie muszę na koniec pisać, czy polecam? BARDZO polecam :)
  
  
Jaki jest Wasz stosunek do kosmetyków ze słówkiem "med" w nazwie? :)

środa, 13 marca 2013

Włosowa aktualizacja - Marzec

Ostatni miesiąc minął mi pod znakiem intensywnej opieki nad włosami, zajęłam się zwłaszcza problemem ich wypadania, na co znalazłam idealny środek. Udało mi się je nieco wzmocnić, z czego jestem bardzo zadowolona, choć na zdjęciach nie ma zbyt dużej różnicy, zobaczcie same.
  
       
Długość z przodu - 49,5 cm
  
                                                                                                                      A było:

  
   
Jeśli dobrze mierzę, moje włosy urosły ok. 2cm w ciągu miesiąca - to bardzo dobry wynik jak na nie! Przyznaję, "nawoziłam" je różnymi wcierkami, więc cieszę się bardzo, że jakiś efekt we wzroście włosów jest :) Ba, nie tylko we wzroście - wcierki zdziałały cuda, włosy ogólnie się poprawiły!




Spójrzmy chociażby na kwestię wypadania... Oto, co wczoraj zdjęłam ze szczotki po rozczesywaniu włosów po myciu:


Tyle co nic! Dla porównania - stan sprzed miesiąca:

  
  
Najlepsze jest to, że w tym przypadku mogę z całą pewnością podać Wam tego cudotwórcę - otóż sprawiła to kozieradka. Stosowałam ją przez jakieś półtora tygodnia, a efekty widzicie powyżej. Już wiem, za co chwycę następnym razem, kiedy włosy zaczną mi lecieć z głowy ;)




A wiecie, co jeszcze znalazłam?


Pierwszy raz od dawna zaczesałam włosy do tyłu w kitka i oto, co mnie zdziwiło - masa babyhair! Tutaj zasługę przypisuję już nie tylko kozieradce, ale także stosowanej kuracji rzepowej Joanny, którą już wykończyłam, wodzie brzozowej Isany i odżywce pokrzywowej Anny - ogarnęła mnie wcierkomania! :)

Zerknijmy może na mój aktualny arsenał włosowy, którego używam najczęściej :)





Najpierw codzienna podstawowa pielęgnacja, czyli szampon i odżywka. Szamponu używam tego samego, co miesiąc temu - to Love2Mis Organic - szampon z pomarańczą i chili - okazał się wydajny :) Myślę, że i on przysłużył się do przyspieszenia wzrostu włosów i do "narodzin" nowych babyhair. Odżywkę wzmacniającą Joanna Z Apteczki Babuni też już męczę byle wykończyć, co nastąpi na dniach. Jest ona przeciętna, używam głównie dla wygładzenia włosów po myciu. Jak wreszcie zmieni się w denko, sięgnę po mleczną maskę BingoSpa.










  

 Teraz magiczne wcierki, których używam zamiennie, ale nie codziennie - obie nieco zmieniają stan/zapach włosów, więc nie zawsze mogę ich użyć. Woda brzozowa Isana nie skończy mi się chyba nigdy, ale odżywka pokrzywowa Anna bardzo się moim włosom spodobała - na pewno jest "współwinna" tych ślicznych maluszków nad czołem ;) Za jakiś czas ją dla Was zrecenzuję :)
  













 
 Na koniec może jeszcze pielęgnacja uzupełniająca. Co któreś mycie stosuję płukankę octową na bazie octu jabłkowego Kamis. Wierzę, że daje to jakieś efekty, choć gołym okiem ich nie widzę. Dodatkowo co parę dni zamiast "zwykłej" odżywki używam maski regenerującej BioVax. Kiedyś już ją miałam i nieźle mi służyła, teraz mam wrażenie, że coś się w niej zmieniło, ale nie wiem co...







OK, dość o włosach :) Jeśli jesteście ciekawe mojego codziennego pielęgnacyjnego "rozkładu jazdy", zapraszam do zakładki "Jak dbam o włosy? - DZIENNIK", gdzie na bieżąco spisuję to, czego używam.
  
Jak się mają Wasze włosy? :)

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Isana - Żel pod prysznic Żurawina i Biała Herbata

Uznałam, że czas się streścić z recenzjami zimowych limitek - póki są jeszcze na półkach. Dziś mam dla Was recenzję świetnego sezonowego żelu, którego na półkach już niestety prawie nie ma, ale jeśli znajdziecie - bierzcie wszystkie, chętnie odkupię :) Mowa o zimowej Isanie o zapachu... żurawiny i białej herbaty! Białą herbatę wielbię jeszcze bardziej niż zieloną, a żurawina to moja nowa tegoroczna miłość, więc wydźwięk tej recenzji już znacie :)
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: Rossmann, niecałe 4zł / 300ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Jeśli chodzi o żele Isany ogółem, mój stosunek jest raczej neutralny. Często kupowałam sezonowe wersje, niektóre pokochałam (Mandarynka i Zielona Herbata <3), ale właściwie są dość przeciętne. Kilka z nich swoją przeciętność nadrabia świetnym zapachem i żel Żurawina i Biała Herbata jest tego idealnym przykładem :)
Żel dostajemy w typowej dla Isany butelce z miękkiego plastiku, z zamknięciem na zatrzask - nie otworzy się sam, a my nie połamiemy na nim paznokci. Pojemność jest dość duża, bo 300ml, więc żel powinien starczyć na dłużej, ale tak nie jest - wydajność mogłaby być lepsza, choć i tak mam wrażenie, że w tej wersji zapachowej się poprawiła.
Żel ma czerwono-różowawy kolor, lekko perłowy, jest dość rzadki i pachnie niesamowicie - zdecydowanie czuć oba składniki, bez problemu można je zidentyfikować, więc jestem wniebowzięta! :) Zapach jest jednocześnie słodki i świeży, orzeźwiający i odprężający - magia :D
  
  
Po nalaniu na myjkę i kontakcie z wodą i skórą ładnie się pieni. Zapach unosi się, ale nie jest tak intensywny, żeby czuć go było w całej łazience. Wypróbowałam ten żel także jako płyn do kąpieli, ale raczej się nie sprawdził - piana była delikatna i krótkotrwała, a zapach niewystarczający. Pozostaje więc ze mną jako żel i tej wersji się będziemy trzymać :) Nie nawilża skóry ani też jej nie wysusza, choć ja jestem dość "gruboskórna" i mnie mało co suszy, więc możliwe, że u kogoś innego mógłby być problem - ale to tylko moje gdybanie i domysły ;)
Powiem Wam szczerze, że kiedy zdublowały mi się te żele w kolekcji, jeden z nich oddałam przyjaciółce - i teraz pluję sobie w brodę, mając nadzieję, że jeszcze będę mogła go gdzieś kupić ;) Czy polecam? Zdecydowanie! :)
  
  
Skusiłyście się na którąś z tegorocznych limitek Isany? :)

niedziela, 13 stycznia 2013

Isana - Suchy szampon do włosów

Na tę recenzję sporo z Was czekało od dawna, a ja nie mogłam się zebrać do napisania jej. Chodzi o suchy szampon Isana - mam co do niego mocno mieszane uczucia, więc pewnie nie bardzo pomogę Wam w decyzji "kupić czy nie kupić?" ;) Niemniej, zapraszam do czytania :)
  
    
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: Rossmann, ok. 10zł
  
Moja opinia:
Skusiłam się na zakup tego szamponu, ponieważ moje włosy wymagają częstego - codziennego - mycia, a nie zawsze mam czas, żeby je odświeżyć przed wyjściem. Jest to jednocześnie taki mój słaby punkt - nie wyjdę z domu w nieświeżymi włosami, zdarzało się nawet, że zaspałam i nie zdążyłam umyć włosów, więc nie szłam na wykład przy przekładałam spotkanie, żeby jednak to zrobić ;) Myślałam, że suchy szampon będzie wybawieniem w takich sytuacjach, ale się pomyliłam.
Szampon to duża metalowa zielona puszka, wygląda jak lakier do włosów. Jej wygląd oceniam jako przeciętny - ani ładny, ani brzydki. Szampon ma dość specyficzny zapach, również neutralny, niedrażniący. Rozpylamy go 20cm od głowy po uprzednim wstrząśnięciu.
  
  
U mnie niestety sposób ten się nie sprawdził. Na włosach osiadł biały puder, który za nic nie chciał dać się usunąć - ani szczotką, ani suszarką. Po 5minutowym czesaniu się myślałam, że udało mi się go pozbyć, ale okazało się, że w innym świetle wyglądam na siwą. Przy czym efekt wcale nie był spektakularny. Owszem, włosy wyraźnie odświeżone, ale nadal nie świeże - nie takie sypkie i lekkie jakie być powinny. Próbowałam dawać mniejsze i większe ilości szamponu i efekt jest podobny. Zaskoczona za to jestem wydajnością szamponu - czytałam, że komuś starcza na 2-3 użycia, a ja używałam go z 5 razy i nadal wydaje się być pełny. Nie wiem, jakich ilości muszą używać te osoby, dla których jest taki niewydajny ;)
Czy polecam? Nie bardzo. Nadal go trzymam na sytuację kryzysową, ale niestety - umycia włosów nie zastąpi, a cała operacja zajmie tyle, co szybkie umycie i wysuszenie włosów suszarką - bez sensu... 
  
  
Używałyście suchych szamponów? Sprawdziły się u Was?

wtorek, 13 listopada 2012

Isana - Krem do ciała z masłem Shea i Kakao + Wyniki konkursu z Joko!

Wieczory są już chłodne, więc nic nie poprawia nastroju tak jak ciepła kąpiel z ładnie pachnącym żelem, a później wklepanie w ciałko czegoś równie przyjemnego ;) I dzisiaj napiszę co nieco o tym drugim etapie wieczornych przyjemności (trzeci na tym blogu w ogóle pominę, mam nadzieję, że nie macie mi za złe :P). Zapraszam więc do przeczytania moich wypocin na temat popularnego ostatnio kremu do ciała Isany :)
  
  
Opis producenta i skład:
  
   
Gdzie i za ile: Rossmann, 8-10zł / 500ml
  
Moja opinia:
Opakowanie kremu to wielki plastikowy słoik. Nie wygląda zbyt drogo czy elegancko, ale nie jest też brzydki - ot, taki przeciętniaczek w brązowo-białej kolorystyce. Jest jednak przy tym praktyczny, jak to słoik - wystarczy odkręcić, bez męczenia się z wytrząsaniem balsamu, bez wyślizgującej się z dłoni tuby, bez problemów z otwarciem. Poza tym pozwala to na wykończenie kremu do samego końca, bardzo ekonomiczne rozwiązanie ;)
Głównym punktem programu jest oczywiście zawartość ;) Po odkręceniu słoika ukazuje nam się grube "pazłotko", a pod nim... Mmmniam! Budyń czekoladowy! Choć nie radziłabym go jeść ;) Krem ma jaśniuteńko brązową barwę, konsystencję lekko budyniowatą i niesamowicie apetyczny zapach - mnie kojarzy się on właśnie z czekoladowym budyniem! :D Jako ciekawostkę powiem, że spasiony chomik mojej siostry jest gotowy mnie pożreć, gdy czuje na mnie ten zapach :P
   
  
Konsystencja kremu wydaje się lekka, łatwo się rozprowadza, na skórze zostają jednak białe smugi, które nie wchłaniają się tak od razu. Trwa to ze dwie-trzy minutki, a my w tym czasie możemy na przykład umyć zęby ;) Jeśli nam się spieszy - nie szkodzi, możemy się ubrać zanim krem wchłonie się całkowicie, bo nie zostawia białych śladów na ubraniach. Po chwili od posmarowania skóra jest bardzo nawilżona i BARDZO pachnąca. Zapach ulatnia się powoli, ale nawilżenie pozostaje - jestem pod wrażeniem tego efektu, bo to jeden z lepszych nawilżaczy, jakie miałam przyjemność stosować (nie mam przesuszonej skóry).
Uważam, że ten krem jest idealny na zimę - możemy się takim budyniem wymaziać, wskoczyć pod kołdrę i cieszyć się słodkim wieczorem ;) Zdecydowanie polecam, bo to świetny kosmetyk za naprawdę niską cenę :) Cudeńko!
  
  
Macie to albo inne smarowidła, które poprawiają Wam humor, gdy za oknem mróz? :)
  
-------------------------------------------------------------

Czas jeszcze na wyniki konkursu z Joko! 
Ostatecznie z przyczyn losowych zwycięzców wybierałam sama. Zwycięzców? Ano, zwycięzców, ponieważ okazało się, że mamy dodatkową nagrodę do wydania! Przyznam, że ułatwiło mi to sprawę, bo początkowo wybrałam 6 odpowiedzi, nie mogłam spośród nich wybrać jednej. Dwie za to udało się wyłonić :)
Oto one:
  
KrOOpko, Ewalucjo, jeszcze dziś się do Was odezwę :) Gratuluję wygranych, Wasze odpowiedzi rozwaliły mnie na łopatki :D Mam nadzieję, że mogę liczyć na jakieś zdjęcia w Waszych przebraniach? :P
  
Przy okazji ostrzegam - bądźcie czujne, bo lada dzień wystartuje nowy konkurs ;)

piątek, 21 września 2012

Isana - Krem do rąk Kwiat Pomarańczy

Nie wiem, jak Wy, ale ja bardzo lubię Rossmannowskie marki własne. Jedną z nich jest Isana, z której miałam już kilka ciekawych kosmetyków, ale i kilka bubli. Ostatnio dostałam krem do rąk tej marki, o kuszącym (z nazwy) zapachu kwiatu pomarańczy. Jest to edycja limitowana, co jeszcze bardziej zaostrzyło mój apetyt ;)
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: w Rossmannie, ok. 4zł / 100ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Kremy do rąk to jedne z tych produktów, od których wymagam dużo. Muszą się szybko wchłaniać, bez pozostawiania tłustej warstewki, muszą ładnie pachnieć i sprawiać, że dłonie są miękkie i nawilżone. Ten spełnia każdy z tych warunków, ale żadnego w pełni.
Opakowanie to klasyczna matowa tubka, stawiana na zamknięciu - na szczęście jest zamykana na zatrzask, bo nie rozumiem idei odkręcanych kremów do rąk ;) Tubka jest większa, niż przeciętny krem, bo zamiast 50ml albo 75ml, zawiera aż 100ml. Do tego krem jest niesamowicie wydajny, więc będę go pewnie używać przez najbliższy rok! Po wydobyciu odpowiedniej ilości, widzimy, że krem jest biały i dość gęsty. Pachnie ślicznie - pomarańczową goryczą, inaczej nie umiem tego zapachu określić. Niestety, po rozsmarowaniu pachnie ładnie tylko z daleka - jeśli powąchamy bezpośrednio dłonie, zapach raczej nie zachwyci...
Wchłania się dość szybko. Nie zostawia tłustej warstwy, ale czuć swego rodzaju jedwabistą powłoczkę na dłoniach. Zdaję sobie sprawę, że dla większości z Was byłaby to zaleta, ale ja nie lubię czuć, że mam coś na dłoniach, nawet jeśli oznacza to dobre nawilżenie skóry. Bo muszę przyznać, że nawilża całkiem nieźle, skóra po tym kremie jest naprawdę gładka i miękka. 
Czy kupić? Tak, polecam ;) Jeśli jeszcze znajdziecie ten krem na półkach, śmiało ładujcie do koszyka, bo kosztuje grosze, a jest naprawdę niezły :)
  
Wybaczcie przykrótką recenzję - ujęłam w niej wszystko, co powinnam, ale nie mam siły ani czasu, żeby się bardziej rozpisywać w chwili obecnej ;) Mam nadzieję, że wystarczy Wam ta treść ;)
  
  
Odkryłyście ostatnio jakieś cudo z marek własnych Rossmanna - Isana, Wellness&Beauty, Alterra itd?
Chętnie poczytam, może dowiem się o czymś, czego jeszcze nie znam? ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...