Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdjęcia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 września 2014

Fotoprzegląd #10

Jako że faktycznie długo mnie nie było, czas najwyższy na mały fotoprzegląd, co się u mnie działo ostatnimi czasy. Może bez fajerwerków, ale nic dziwnego, skoro właściwie świat kręci się ostatnio wokół połamanego kota i pracy...
  
  
1. Byłam na wakacjach! No dobra, za dużo powiedziane - na dwa dni (dobę właściwie...) wyrwałam się do znajomej do Płocka. Udało mi się pochodzić po zoo i dobrze się bawiłam, ale szybko wracałam do Torunia, bo martwiłam się, jak połamany Ukochany poradzi sobie z połamaną Lorien ;)
2. Dostałam cztery bransoletki w ramach międzynarodowej wymiany :) Swoje cztery wysłałam do organizatorki swapa jeszcze w lipcu, a teraz w zamian otrzymałam bransoletki z USA, Francji, Holandii i Czech :)
3. Pewnego wieczoru po pracy udało nam się z Ukochanym wyrwać na pół godzinki na SkyWay, toruński festiwal światła. Piękną instalację zrobili w tym roku na głównej ulicy Starówki, polecam poszukać na YT :)
4. No i właśnie, Lorien... Jest po dwóch operacjach na łapce, teraz od ponad tygodnia siedzi w klatce, żeby nie uszkodzić łapki znowu. Myślę, że dla nas to dobra wprawa przed zakładaniem rodziny, bo trzeba ją co chwila doglądać, sprzątać (robi pod siebie...), czyścić, uspokajać (ciągle płacze w klatce...), siedzieć z nią, żeby nie zdziczała...
5. Melkor z kolei jest wniebowzięty, że to małe-rude mu się nie kręci pod nogami. Znowu mnie kocha tak, jak kochał zanim wzięliśmy Lorien, tuli się i w ogóle jest kochany, poza tym, że strasznie prycha jak ją widzi. Po wypuszczeniu z klatki trzeba będzie ją znowu "wprowadzać" i chyba będzie gorzej niż ostatnio...
6. Jeszcze jedno zdjęcie mojej sierotki. Kołnierza też już ma dość, zresztą my też.
7. Z weselszych spraw - postanowiłam walczyć z moim antytalentem kulinarnym i bawimy się z Ukochanym w "challenge" - on mówi, co by zjadł, a ja... cóż, próbuję to zrobić. Najpierw wymyślił sobie zupę-krem i wyszła mi tak dobrze, że zmotywowało mnie to do dalszej zabawy, kolejne były dewolaje i o dziwo też wyszły jadalne, choć eksperymentowałam na każdym etapie ich robienia ;)
8. Kupiłam sobie organizer i uporządkowałam kolorystycznie moje muliny, jestem z siebie dumna ;) Od razu chce się komponować kolory do kolejnych bransoletek!
9. A na koniec moje właściwie codzienne śniadanie w pracy, z automatu. Mamy codziennie świeże kanapki, które są tak przepyszne, że czasem biorę jedną "na potem" do domu ;)
  
Tradycyjnie zapraszam na mój profil na Instagram, gdzie takich zdjęć zwykle pojawia się więcej :)
A co tam ciekawego u Was? :)

wtorek, 24 czerwca 2014

Fotoprzegląd #9

Dziś oficjalnie kończy mi się laba, jutro wracam do pracy po ponad tygodniu na L4. Nie powiem, świetnie było tak dla odmiany posiedzieć w domu kilka dni, szkoda tylko, że to moje jedyne "wakacje" w tym roku, w dodatku z kaszlem, smarkaniem i brakiem głosu. Cóż, jak się nie ma co się lubi... ;)
Bez dalszych wstępów, zapraszam na kolejną porcję zdjęć z serii Fotoprzegląd :)

 
1-3. Bransoletkowanie wzięło mnie na całego, w czasie choroby trudno by było mnie zobaczyć bez "robótki" ;) Zrobiłam ich chyba kilkanaście, część dla znajomych, część dla siebie, a część na międzynarodową wymianę organizowaną przez właścicieli strony z wzorami, o której Wam kiedyś pisałam - KLIK.
4. Pyszny Dzień Matki w Coffee Heaven :)
5. Sezon na truskawki powoli się kończy, a ja się nimi jeszcze nie najadłam...
6. Dorwałam wczoraj w Biedronce przepiśnik i już teraz go z wielkim zapałem uzupełniam. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że jestem kuchennym beztalenciem ;)
7. A jednak coś tam próbuję pichcić - tu brokułowa zupa-krem. Wygląda jak wygląda, ale wierzcie mi na słowo, że wyszła pysznie ;)
8. Lorien wiernie towarzyszyła mi w chorobie...
9. Aż zbyt wiernie, bo oba koty też mi ostatnio chorują i zaczynam myśleć, że powinnam jakiś abonament u weterynarza wykupić, bo jesteśmy już stałymi bywalcami... :(
10. Z innej beczki - w czasie choroby zrobiliśmy sobie z Ukochanym (taaak, on też na L4 ;)) maraton Harry'ego Pottera, właśnie kończymy ostatnią część :) Mam wieeelki sentyment do tej serii!
11. Pogoda ostatnio bywa kapryśna, a skutkuje to takim widokiem z okna :)
12. A tu jeszcze piękna łąka pełna fioletowych kwiatów, po drodze do lekarza oczywiście :P
 
I tradycyjnie - po więcej tego typu migawek zapraszam na Instagram [klik] :)
 
Kurczę, widzę, że wyszło strasznie chaotycznie, ale może coś Was zainteresuje ;) Przy okazji chciałabym Was poprosić o sugestię, o czym chciałybyście więcej czytać na blogu :) Zapraszam do komentowania!

piątek, 23 maja 2014

Fotoprzegląd #8

Pora na kolejną porcję zdjęć prosto z mojego telefonu - czyli fotoprzegląd miesiąca :) Będzie tu wyjątkowo mało kotów tym razem, bo mam sporo innych rzeczy, o których warto wspomnieć :) Zapraszam!
  
 
1-4. Pamiątki po wyjątkowo udanym dniu z przyjaciółką - obiad w towarzystwie Kopernika, pyszna kawa w toruńskiej kawiarni Central Coffee Perks i wspólne zakupy - czego chcieć więcej? :)
5. Wyjazd terenowy w ramach studiów do kopalni wapieni, czyli "jestę geologię" ;)
6. Trochę mniej czasu na czytanie, ale znalazł się za to czas na wymienienie książek w bibliotece!
7. Na toruńskiej Starówce otwarto sklep ze słodkościami, gdzie o każdej pełnej godzinie mistrz cukiernik tworzy cukierki na oczach klientów, pysznie, ślicznie i słodko :)
8. Po kilkunastu latach wróciłam do plecenia bransoletek z muliny, aż zapomniałam, jakie to przyjemne i odstrestowujące!
9. Wizyta u rodziców i "rodzinnych" kotów, Tymona i Missy. Pamiętacie je jeszcze? ;)
10. Nowe cudowności do paznokci - płytki MoYou... Dwie pierwsze, na pewno nie ostatnie ;)
 
Tradycyjnie, po więcej zapraszam na mój profil na Instagramie [ KLIK ] :)

wtorek, 15 kwietnia 2014

Fotoprzegląd #7

Część z Was śledzi mojego Instagrama (KLIK) i dla nich w tej serii nie będzie już nic zaskakującego, jednak nie widzę przeszkód, żeby dalej ją publikować dla pozostałych osób. Te zdjęcia, które tu dziś zamieszczę pokazywały się bowiem na bieżąco właśnie tam. Jeśli lubicie tego typu pierdółki czy "newsy" z mojego życia, zapraszam do śledzenie Instagrama, no i oczywiście co jakiś czas na bloga, na serię "Fotoprzegląd". Tymczasem przed Wami porcja zdjęć z ostatniego miesiąca:

Koci Świat:
1. Orlica jako Kocia Mama - moje przytulasy, zwłaszcza Lorien, często tak ze mną leżą <3
2. Lorien, która nie bez powodu ślini się przez sen. Trudno się nie ślinić z ozorem na wierzchu ;)
3. Kocia joga w wannie wykonaniu Melkora :)
Drobne przyjemności:
4. Babski wieczór z przyjaciółką w wersji dietetycznej, czyli zielona herbata i sałatka owocowa.
5. Orzechowy syrop do kawy z Lidla to zdecydowanie trafiony zakup, kawa jest zdecydowanie ciekawsza, nawet, jeśli rzadko sobie teraz na nią pozwalam :)
6. Kupiłam ostatnio blender i zaczęłam się bawić w robienie domowych soków owocowo warzywnych! Ten na zdjęciu to marchewka, burak i jabłko, pyszny!
Nowości i nowinki:
7. Nieco pośpieszony prezent wielkanocny już u mnie - skusiłam się (albo skusiłam Ukochanego ;)) na 10 wosków Yankee Candle, ale podobno mam na nie szlaban do Wielkanocy :<
8. Nowość od Original Source - żel pod prysznic i zapachu... karamboli i sama karambola. Nie ukrywam, strasznie intrygujący zapach :)
9. Moje nowe włosy - pofarbowane ciemnym kasztanem Color Mask, tu świeżo po farbowaniu, teraz mają już mniej tych czerwonych tonów. I bardzo mi się dobrze do nich nosi ciemnobrązową szminkę, choć tu wyszła niemrawo ;)

Po więcej - zapraszam na Instagrama :)

poniedziałek, 24 lutego 2014

Fotoprzegląd #6

Mam teraz kilka luźniejszych dni, więc oczywiście musiałam się jakoś uziemić - skręciłam konkretnie kostkę, i to tak, że bez dwóch kul nie zrobię kroku. Cudownie po prostu... Dla rozluźnienia prezentuję fotoprzegląd z ostatniego miesiąca ;)
  
  
1-3. Nie da się ukryć, że nasz czas wolny zdominowała ostatnio nowa córeczka - Lorien, zaadoptowana z Fundacji KOT, zamieszkała z nami we wtorek. Już się zaaklimatyzowała i zakumplowała z Melkorem, więc najgorsze za nami, ale musimy coś wykombinować, bo codziennie ok. 5:30 koty budzą nas swoimi zabawami, igraszkami czy walkami... Jednak nie da się ukryć, że Lorien jest przeurocza i kompletnie mnie w sobie rozkochała. Nad "tatą" jeszcze musimy popracować, bo za bardzo go irytują "zaburzenia snu" ;)
4. Ostatnio ja, kulinarne beztalencie, postanowiłam przywitać Ukochanego po 14h w pracy porządnym obiadem. Zrobiłam dorsza z pieczonymi ziemniaczkami i surówką coleslaw - o dziwo było jadalne!
5. Restauracje typu McDonald już dawno mi zbrzydły, ale dla oferty śniadaniowej mogę zrobić wyjątek - te buły są pyszne! Jajko, bekon, placek - mniam! ;)
6. Odkryłam też najlepszego energy drinka ever - poziomkowego BePowera Woman z Biedronki. Staram się ograniczać takie napoje, ale czasem trzeba, a ostatnio musiałam ciągle być na najwyższych obrotach...
7. Moje dwie nowe przyjaciółki, bez których nie ruszam się na krok...
8. Teraz już może nie, ale kiedy panowały te straszne mrozy, na toruńskich przystankach komunikacji miejskiej pojawiły się koksowniki - miałam wtedy ochotę wysłać list dziękczynny władzom miasta ;)
9. A na koniec taki tam manicure, jaki ostatnio nosiłam :)


wtorek, 7 stycznia 2014

Co nowego u Króla Melkora?

Ciągle dopytujecie się, co słychać u Melkora, więc chyba szykuje się nowa blogowa seria ;)
Na dzień dzisiejszy mogę Wam napisać, że Melkor, którego historię możecie przeczytać TUTAJ (klik), ma się już zupełnie dobrze. Przybrał na wadze, jest już wielkim zdrowym kociskiem, godnym miana "norweski kot leśny" - zdaję sobie sprawę, że nie jest rasowy w pełnym tego słowa znaczeniu, ale wszystko wskazuje na to, że najwięcej krwi tej właśnie rasy w nim płynie.
  
  
Kocurek już nawet nie pamięta o jakichkolwiek pasożytach, jest zdrowy, strasznie gadatliwy i strasznie przytulaśny :) Jedynie po oczkach widać, że nie jest to kot, który zawsze miał kochający dom. Straszna kondycja, w jakiej do nas trafił, spowodowała widoczne wewnętrzne powieki, myślałam, że cofną się one, gdy wydobrzeje, ale na razie nic się tu nie zmienia. Pewnie zostanie mu tak już na stałe. Kocurek ma też lekkiego zeza, ale to dodaje mu tylko uroku, nie wydaje mi się, żeby wpływało jakoś na jego wzrok :)
  

Oczywiście jak to kot - najwięcej czasu spędza na parapecie, albo zerkając za okno, albo grzejąc się, gdy kaloryfer pod spodem jest włączony. Ostatnio jednak znajduje sobie i inne legowiska:
  
  
Łazienka to bez wątpienia najcieplejsze pomieszczenie w naszym mieszkanku, więc Melkor często sypia w zlewie lub w wannie :)
Na niektórych zdjęciach może wydawać się już tłuściutki, ale daleko mu do tego :) Jest strasznie puchaty przez swoją długą sierść, myślę, że wagę ma jak najbardziej prawidłową, mimo, że kilka miesięcy temu zafundowaliśmy mu zabieg kastracji - najadłam się trochę stresu przed, w trakcie i po zabiegu, ale wszystko przebiegło szybko i bezproblemowo. Od tamtego czasu Melkor nigdzie nie zostawił nam mokrej niespodzianki, je jak dotychczas, nie rozpasa się :)
  
  
Jest strasznym dzikusem - jak ma swoją "głupawkę" biega po całym domu i miauczy w niebogłosy. W okresie świątecznym oboje z Ukochanym mieliśmy taki sam grafik w pracy. Kiedy wracaliśmy do domu po 14godzinnej zmianie nie było szans, żeby wynudzony kociak dał nam spać - trzeba się było z nim pobawić i go wymiziać ;) Jego ulubionymi zabawkami są kulki z folii aluminiowej - wierzcie lub nie, ale on APORTUJE :) Jak rzucimy mu kulkę (im więcej rykoszetów o ściany tym lepiej ;)), po chwili przynosi ją z powrotem, żeby znowu mu rzucić. Inną zabawą jest oczywiście ściganie laserowego punkciku i... skakanie po meblościance - jak próbowałam uchwycić na zdjęciach powyżej ;)
  
  
Po cichu się Wam przyznam, że rozglądam się za towarzyszką życia dla Melkora, żeby nie nudził się, gdy zostaje sam w domu :) Ma to być młodziutka kotka, nie mam wielu "wymagań" pod tym względem, choć marzy mi się rudość albo trikolorka ;) Nie szukam na siłę, ale jak kiedyś zobaczę odpowiednie ogłoszenie na stronie z ogłoszeniami lokalnymi, ze schroniska albo Fundacji KOT - zgłaszam się od razu :)
  
A na koniec jeszcze ostatnie zdjęcie, jak spędziłam ostatnie kilka dni z kotem (byłam na L4 <3):
 
  
Mruczaśne pozdrowienia od Melkora, wymiziajcie swoje futra! :) >^.^<

sobota, 5 października 2013

Co słychać u Melkora?

Myślę, że większość z Was pamięta post, w którym pisałam o kocie, który trafił do mnie z ulicy. Niewtajemniczonych zapraszam do lektury O TU.
Streszczę szybko - kot został nazwany Melkor, zadomowił się bardzo szybko, a jeszcze szybciej podbił serce moje i Ukochanego. Niestety, trafił on do nas w bardzo kiepskim stanie - cały był w ranach, miał chore oczy, przerzedzone futro... Pisałam Wam wtedy, że dam znać, kiedy coś się ruszy w jego sprawie.
No i się ruszyło :)
  
  
Po publikacji poprzedniego wpisu pojechałam z Melkorem do weterynarza, tym razem innego. Okazało się, że kot ma strasznego świerzbowca i trzeba było zastosować serię zastrzyków na odrobaczanie - byłam więc stałym gościem w klinice weterynaryjnej, nie wspomnę nawet, ile kasy w niej zostawiłam... Pani doktor zaleciła kotu noszenie plastikowego kołnierza (zgadnijcie, ile kosztuje taki kawałek plastiku?) ze względu na koszmarne rany na głowie, które ciągle rozdrapywał. Chyba nie muszę dodawać, że Melkor nie był tym zachwycony...
  
  
Musiał nosić kołnierz przez dwa tygodnie. Strasznie się męczył, nie mógł normalnie jeść (w końcu się zlitowaliśmy i zdejmowaliśmy mu to do jedzenia), obijał się o wszystko, ogólnie strasznie zmarkotniał. Kiedy wreszcie mogliśmy pozbyć się kołnierza, Melkor znowu odżył i od razu był radośniejszym kotem. 
  
   
Po całej serii zastrzyków i leków, Melkor ma się już całkiem dobrze.
Jego sierść wygląda o niebo lepiej, jest mięciutki, puchaty, kudłaty i lśniący, pod futerkiem nie wyczuwa się już strupów, coraz mniej się drapie. Nabrał też ciałka - ważył 3kg, gdy do nas trafił, teraz prawie 5kg ;) Jest strasznym przytulasem:
  
   
Jak na kota przystało, uwielbia się też bawić - kartonami, sznureczkami, piłeczkami... Po prostu typowy mały psotnik, którego nie da się nie kochać, zobaczcie same:
    
  
Jedyne, nad czym jeszcze pracujemy, to jego oczka. Nadal ma mocne zapalenie spojówek i wysunięte powieki, do tego lekkiego zeza, choć z tym raczej już nic nie da się zrobić. Moja Mama śmieje się, że to nasze "zezowate szczęście" ;)
  
I na koniec małe zestawienie "przed i po" -  robi wrażenie, skoro to niecałe 4 tygodnie, co? :)
  
  
Melkor pozdrawia mrauśnie! :)

poniedziałek, 16 września 2013

Los płata figle, czyli kim jest Melkor?

Jeszcze kilka dni temu przy okazji wpisów o przeprowadzce pisałam Wam, że tęsknię strasznie za moimi kotami, Tymonem i Missy, które zostały w domu rodziców. Pisałam też, że pogodziłam się już z myślą, że w najbliższym czasie kota mieć nie będę ze względu na natłok obowiązków. Cóż, najwyraźniej jednak mój los jest na stałe związany z kocim, bo bez kota przeżyłam dokładnie 8 dni, potem pojawił się... Melkor.
  
  
Tak, właśnie - Melkor jest kotem. Ba, moim kotem. A jak do tego doszło?
  
Zacznę może od anegdotki. Kiedyś mój Ukochany powiedział, że jeżeli już będziemy mieć kiedyś kota, będzie on czarny i będzie miał na imię Melkor. Ogólnie jednak był dość przeciwny zwierzakom w domu.
W środę wieczorem, zmęczona po pracy (aż musiałam zwolnić się wcześniej, i dobrze się stało!), odebrałam telefon od Mamy. Powiedziała, że moja siostra, Zuzia, znalazła na budowie jakiegoś zmaltretowanego kota i przywiozła go do domu. Oczywiście w domu rodziców zostać nie mógł, dwa koty, pies, świnki morskie to już aż nadto zwierzyńca, zwłaszcza, że nie wiadomo, co ów nowy kot miał na sobie i w sobie. Dlatego mama zadzwoniła do mnie. Gdy powiedziała, że mają młodziutkiego czarnego kociaka, który jest ranny i wymaga opieki, od razu spojrzałam na Ukochanego i spytałam Mamy, czy kot przypadkiem nie ma na imię Melkor. Oczywiście potwierdziła, więc Ukochany nie miał argumentów - padło hasło "OK, przywieźcie go!" :)
  
  
Po jakimś czasie kot był u nas, okazało się, że faktycznie trzeba go jak najszybciej zawieźć do weterynarza. Szybko poszukaliśmy takiego, który przyjmowałby o tej godzinie (było ok. 21) i pojechaliśmy. Dopiero u weta mogłam zobaczyć kota w pełnej krasie. Okazało się, że faktycznie jest młodziutki, ale nie tak, jak myślałyśmy - ma około roku. Jest czarny z białymi skarpetkami i krawacikiem, a wzdłuż grzbietu ma pasmo długich rudych włosów - jest po prostu przepiękny! Dodatkowo ma ogromne łaputy (większe od Tymona, który jest żbikiem!), więc będzie z niego duuuże kocisko. Pani doktor stwierdziła, że to przynajmniej w połowie kot norweski :) To tyle niestety, jeżeli chodzi o dobre wiadomości. Kot był cały w ranach i strupach, skakało po nim mnóstwo najróżniejszych pasożytów, miał straszne zapalenie spojówek. Od razu dostał trzy zastrzyki, w tym antybiotyk, został odrobaczony, przebadany pod każdym kątem.
  
  
Wróciliśmy z nim do naszego nowego mieszkanka. Od razu było widać, że choć to dziki kot, lgnie do ludzi. Łasi się, chce być głaskany, ciągle mruczy, kładzie się na plecach, chce być głaskany po brzuszku. Właściwie nie opuszcza nas na krok, a jak trzeba go było zostawić samego na kilka godzin - było widać, że się stęsknił, że się bał... Nie trzeba chyba dodawać, jak bardzo jest wygłodniały. Rzuca się na jedzenie wręcz panicznie, musimy uważać, żeby go nie przekarmić
  
  
Aktualnie jest w fazie wychodzenia na prostą. Mniejsze rany mu się już goją, z większymi gorzej, ale ma na to jeszcze czas... Codziennie trzy razy stosuję u niego maść do oczu, żeby poradzić sobie z zapaleniem spojówek, już jest pewna poprawa. Dziś jedziemy do kontroli do weterynarza. 
  
  
Największe rany ma na głowie nad oczami i na karku. Nie wyglądają one najlepiej i szczerze mówiąc nie mogę się doczekać tej kontroli u weta, żeby dowiedzieć się więcej, cóż to takiego i co z tym robić, bo Melkor zostawia krwawe plamy, gdzie tylko się zdrzemnie...
  
  
Jak widzicie, chyba nie jestem stanie mieszkać bez kota i koci świat o tym wie, dlatego przysłał mi swojego przedstawiciela, który postawił moje mieszkanie na głowie - znowu. Nie śpię po nocach, bo kot płacze i bryka, ale nie szkodzi - MAM KOTA ;)
  
Zainteresowane dalszymi losami Melkora? :)

wtorek, 20 sierpnia 2013

Fotoprzegląd #3

Czas na kolejną porcję zdjęć, które w ostatnim czasie cyknął mój aparat bądź telefon :)
Gotowe? :)
  
  
1. Krótkie chwile relaksu z lodami z owocami i z "Sagą o Ludziach Lodu"...
2. Ulubiona przekąska ostatnimi czasy - kolorowe galaretki :)
3. Redberry wkrótce otwiera się w Toruniu, a ja nie mogę się doczekać!
4. Missy na wysokościach - dostała smyczkę, ale nie chce wychodzić na dwór :(
5. Tymon - 100% kociego testosteronu ;)
6. Tymon obczaja maleńką paczkę od kochanych Erisek.
7. Dr Pepper - fujka, nigdy więcej!
8. Mój Seiciak wylądował na złomie :(
9. Polowanie na dzika w samym centrum Torunia - zaangażowani weterynarze, straż miejska, leśniczy, ostatecznie dzik został uśpiony, złapany i wywieziony z powrotem do lasu :)

środa, 12 czerwca 2013

Tatry Słowackie - garść zdjęć :)

Hej! Dziś w nocy wróciłam z ćwiczeń terenowych pod hasłem "Krajobraz górski Polski i Słowacji". Ostatecznie ćwiczenia w całości odbywały się w słowackich Tatrach, a tylko nocleg mieliśmy w Zakopanem. 
Ogólnie mówiąc, wyjazd oceniam baaardzo pozytywnie - zobaczyłam sporo pięknych widoków, wylałam litry potu na szlakach, bawiłam się świetnie i wróciłam zadowolona, choć tradycyjnie już cała obolała ;)
Byliśmy tam cztery dni, z czego właściwie tylko dwa spędziliśmy na szlakach, ale to wystarczyło :) Poniżej mam dla Was parę zdjęć, które mogą Wam się spodobać :)
  

Efekt huraganów, które parę lat temu zniszczyły dużą część lasów w słowackich Tatrach...





W drodze na Popradske Pleso

Popradske Pleso

Popradske Pleso

Piękna panorama <3

Jeden z nielicznych nieekstremalnych odcinków drogi w Słowackim Raju - reszta to było błoto, kładeczki nad potokiem, drabinki i spróchniałe schodki ;)

Wiszący most w Słowackim Raju

Poprad - miasto zaczynające się od blokowisk w szczerym polu, z Tatrami w tle

Suweniry ze Słowacji :P

I wracamy w stronę słońca :)
  
Byłyście kiedyś w słowackich Tatrach? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...