Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BuyinCoins. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BuyinCoins. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 lipca 2013

Azjatyckie akcesoriowe zakupy

Już kiedyś pisałam Wam o sklepie BuyInCoins.com, w którym co jakiś czas robię zakupy. Kupuję tam głównie tanie pierdółki, bo wydaję na nie grosze, a za przesyłkę nie płacę - z jakiegoś tajemniczego powodu przesyłki z Hong Kongu zwykle są do Polski darmowe ;)
Także i tym razem skusiłam się na małe zamówienie pierdółek, głównie do paznokci:
    
  
Na całą przesyłkę wydałam 7$, czyli około 21zł. Zobaczmy, co znalazło się w moim koszyku :)
  
  
Po pierwsze, zamówiłam coś, co wołało mnie od dawna - maleńki kieszonkowy pilniczek, który możemy złożyć bez obaw, że zniszczy nam coś w kosmetyczce. Ma on kilka powierzchni o różnej fakturze, są tu pilniczki i polerki, w sam raz na nagłe wypadki ułamania pazurka "w drodze" ;) Akurat ten zakup uważam za bardzo udany :)
  
  
Kolejne są pisaki-zmywacze do paznokci, cena dotyczy jednej sztuki. Ich plus polega na tym, że wlewamy do środka swój ulubiony zmywacz i możemy go napełniać do woli. Do każdego pisaka dołączane są trzy zapasowe końcówki, więc tym bardziej na plus :) Tego zakupu również ani trochę nie żałuję :)
  
  
Te szczoteczki z kolei "ani mnie ziębią, ani grzeją" - po prostu nic specjalnego. Cena dotyczy pary. Szczoteczki są maleńkie, bardziej nadawałyby się chyba do mycia zębów niż paznokci, ale niech już będą ;) Są też niestety średnio wygodne, bo trudno chwycić porządnie te malutkie uchwyty. 
  
  
Tę miseczkę zamówiłam z nadzieją, że będę w niej moczyć pazurki w ciepłej oliwie. Niestety, jak dotąd nie miałam okazji, bo zawsze są ważniejsze rzeczy do zrobienia... Trudno mi więc na razie mówić o jej funkcjonalności, ale mam nadzieję, że jeszcze mi się przyda :) Teraz mogę napisać tylko tyle, że dłoń wygodnie na niej leży.
  
  
Myjka to z kolei totalny niewypał. Jest kompletnie bez objętości, normalnie myjki składają się z 5x większej ilości tej siateczki. Ta niestety nawet nie spieni porządnie żelu pod prysznic, dla mnie porażka. Wolę używać mojej starej postrzępionej myjki niż tego...
  
  
Ostatni zakup to ręcznik do włosów z mikrofibry. Uszyty jest tak, żeby łatwo można było w niego zawinąć włosy po umyciu. Ma swoje plusy i minusy... Faktycznie łatwo zawinąć włosy w turban, jednak przy włosach o długości moich zaczyna się robić to problematyczne - trzeba końcówki trochę podwinąć. Turban taki dobrze utrzymuje włosy, ale nie wysusza ich - lepiej schną zawinięte w zwykły ręcznik, poza tym woda strasznie cieknie po twarzy, szyi, karku... Można więc powiedzieć, że nadaje się na chwilę - po wyjściu z kąpieli, zanim zdążymy wytrzeć czy wysuszyć włosy inaczej. Może się nadać także do zabezpieczania pościeli przy olejowaniu włosów.
  
Jeżeli byłybyście zainteresowane zakupami w tym sklepie, możecie skosić mały rabat - 5 albo 10%, nie jestem pewna... - jeżeli przy zamówieniu wpiszecie mój nick "Orlica91" jako "Recommender". W sklepie BuyInCoins.com znajdziecie chyba wszystkie możliwe pierdółki, warto zajrzeć, zwłaszcza, jeśli lubicie biżuterię czy tego typu akcesoria ;)
  
Jak Wam się podobają takie pierdółkowe zakupy? Wolicie wydać więcej pieniędzy na porządne akcesoria czy może lubicie eksperymentować z "tanizną" tak jak ja? ;)

czwartek, 2 lutego 2012

Azjatyckie zakupy!

Naszło mnie jakiś czas temu na azjatyckie zakupy za grosze, biżuteria i jakieś typowo azjatyckie dziwactwa ;) Z tej okazji, przypomniałam sobie o sklepie, w którym już wcześniej robiłam zakupy - mianowicie BuyinCoins.com.
Okazało się, że dodali do oferty spoooro różnych różności, więc mój koszyk szybko się zapełnił, zwłaszcza, że dzięki jakiejś dziwnej polityce tamtejszej poczty, przesyłka z Hongkongu do Polski jest darmowa :) 

Zamówienie składałam 10 stycznia. Przyszło parę dni temu, można powiedzieć, że po ok. 3 tygodniach.

Za wszystkie poniższe zakupy zapłaciłam łącznie niecałe 32zł :)
   
  
To lusterko mnie po prostu urzekło :D Jest przesłodkie! Kosztowało zawrotną kwotę $1,10, a okazuje się, że nie jest aż tak tandetne, jak można by się tego spodziewać - raczej nie rozsypie się po kilku otwarciach ;) W środku jak widać jest też grzebyk, ale nie bardzo widzę w nim jakiekolwiek zastosowanie, bo włosy średnio da się nim uczesać ;) Chyba, że grzywkę, jak ktoś ma ;)
   
  
Kupiłam w sumie z rozpędu - nigdy nie miałam zalotki, ale też nigdy mnie jakoś nie ciągnęło do tego, żeby mieć. Ta wydaje się dość solidna, dołączony był także woreczek z zapasową gumką. Kosztowała mnie $1,29, więc też grosze ;) Po paru próbach okazało się, że faktycznie podkręca rzęsy, będę musiała ją potestować w makijażach, jak już się wykuruję, bo ostatnie dwa dni spędzam w wyrze z termoforem i nie mam głosu przez chorą krtań...
   
  
Tutaj podobnie jak z zalotką - nie miałam nigdy żelowego eyelinera, a ten kosztował tylko $1,25 z pędzelkiem gratis, więc wzięłam bez wahania. Pędzelek okazał się do wyrzucenia, a w każdym razie na pewno nie do malowania kresek, ale sam eyeliner jest całkiem niezły - tylko przez parę minut nie można patrzeć w górę, bo natychmiast krecha odbija się na górze powieki ;) Macie może na to jakiś sposób?
   
  
Teraz nieco biżuterii. Ostatnio mam hopsa na punkcie pawich piór, więc ten pierścionek od razu wylądował w koszyku. Kosztował $0,99, jest w kolorze ciemnego starego złota, rozmiar regulowany. Przy pierwszym noszeniu niego ubrudził mi na czarno palec, ale potem już było OK ;)
   
  
Oczywiście musiałam wziąć do kompletu także naszyjnik ;) Wykonany jest w dokładnie tym samym stylu co pierścionek, więc dobrze wyglądają noszone razem. Naszyjnik kosztował $1,38
   
  
I jeszcze śliczny naszyjnik z ważką - pokazuję Wam w pierwotnej wersji, tak, jak go kupiłam, ale od razu po cyknięciu zdjęć zlikwidowałam te wiszące łańcuszki i została sama duża ważka na tle drewnianego krążka i wygląda duuużo lepiej, tak elegancko wręcz :) Naszyjnik kosztował $1,69 - chyba najdroższa rzecz z tych moich zakupów, ale po przeróbce najbardziej mi się podoba :)
   
  
Na koniec jeszcze takie kolczyki - sama nie wiem, czemu mi się podobają, bo to raczej pasowałoby Orlicy sprzed 4-5 lat - mrocznej gotce ^^ Ale i teraz uważam, że coś w sobie mają :) Kosztowały $1,58

  
Przy okazji chcę się Wam "pożalić", że siostra wciągnęła mnie w grę polegającą na hodowaniu i trenowaniu koni, bardzo sympatyczną i taką realistyczną, bez kucyków, którym odbija się tęczą ^^ Od przedwczoraj się w to bawię i wciąga coraz bardziej, a nie wymaga dużo czasu, parę minut dziennie. Jeśli ktoś byłby zainteresowany, zapraszam do zabawy ;) KLIK

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...