Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oliwki do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oliwki do ciała. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 listopada 2011

BabyDream - Oliwka dla niemowląt (dla mnie do włosów)

Chciałabym Wam stopniowo zacząć przybliżać poszczególne oleje do włosów, które zdążyłam już poznać i odpowiednio potestować. Pierwszym, jakiego używałam, jest oliwka dla niemowląt Babydream. Oczywiście nie jest to typowy olejek do włosów, jednak jego skład pasuje do tego celu, więc bez obaw wcierałam go w moje sianko ;)
   
  
Opis producenta:
Pflegeöl, Babydream to łagodna oliwka pielęgnująca dla niemowląt z wyciągiem z migdałów i witaminą E. Przeznaczona do codziennej pielęgnacji delikatnej skóry maluszka. W łagodny sposób oczyszcza oraz pielęgnuje. Posłuży również do delikatnego masażu.  Naturalne substancje zawarte w oliwce skutecznie natłuszczają skórę, nadając jej długotrwałą ochronę przed wysuszeniem oraz miękkość i delikatność. Łagodne wyciągi z nagietka i rumianku posiadają właściwości kojące i przeciwzapalne. W produkcie zawarta została również oliwka ze słonecznika, migdałowa, jojoba, witamina E oraz ekstrakty z nagietka i rumianku.  Przetestowana dermatologicznie. Nie uczula i nie podrażnia skóry. Posiada pH neutralne dla skóry. Bez zawartości konserwantów, oleju mineralnego, barwników, perfum.
   
Gdzie i za ile: Rossmann, ok. 6zł / 250ml
   
Skład:
     
Moja opinia:
Przede wszystkim, za olejkiem tym przemawia fakt, że składa się w zdecydowanej większości z naturalnych olejów, które mogą mieć dobry wpływ na włosy. Mamy tutaj olej z nasion słonecznika, ze słodkich migdałów, z jojoby, z rumianku i z nagietka. Do włosów polecane są zwłaszcza słodkie migdały i jojoba. 
Uwielbiam opakowania BabyDream - są przesłodkie! Te wypukłe motylki na butelkach mnie rozczulają - może później dodam ich dokładne zdjęcie, jak znajdę czas ;) Ta butelka zrobiona jest z grubego niebieskiego plastiku - nie ma niestety szans, żeby przez nią zobaczyć, ile zostało oliwki. Zamykana jest na zatrzask, a wylot jest zabezpieczony silikonowym zaworkiem-niekapkiem, dzięki czemu oliwka nie przecieka, nawet jeśli przewróci się otwarta - dobry patent przy dziecku, ale i ja lubię takie opakowania ;) Dzięki temu można wylać na dłoń odpowiednią ilość oliwki.
Sama oliwka jest dość rzadka, choć nieco gęstsza od wody. Jest bezbarwna i pachnie typowo dla kosmetyków dla dzieci - albo się ten zapach lubi, albo nie, mi akurat nie przeszkadza, wręcz przeciwnie :) Nie wydaje się jakoś strasznie tłusta, łatwo rozprowadza się na włosach. Ze zmyciem jej po kilku czy kilkunastu godzinach także nie ma większych problemów. Pozostawia włosy mięciutkie, delikatnie pachnące tym właśnie dziecięcym zapachem i mocno błyszczące :) Bardzo mi się spodobał ten efekt, to mnie ostatecznie przekonało do rozpoczęcia przygody z olejowaniem włosów :)
Jeśli i Wy macie nadal jakieś wątpliwości, polecam zacząć od tej oliwki albo wersji "fur Mama", która ma ponoć jeszcze więcej naturalnych olejków i lepszy wpływ na włosy - ja nie używałam, więc się nie wypowiem. Obie oliwki kosztują po parę złotych, więc nie będzie to drogi eksperyment ;)
   
  
 BTW, wiecie, że dziś Dzień Darmowej Dostawy?
Planujecie jakieś zakupy, albo już coś Was skusiło? :)
Mnie niestety tak - kliknęłam sobie peeling na stronie Himalaya i paletkę Sleek Original na Cocolita - ale to już mikołajkowy prezent od Ukochanego ;) Mam nadzieję, że na dziś to koniec klikania, bo konto już puste ;)

środa, 23 listopada 2011

Synesis - Luksusowa antyalergiczna oliwka do ciała

Myślę, że ten produkt spokojnie mogę zaliczyć pod kategorię "zawód miesiąca", tak samo jak okoliczności otrzymania go. Niestety współpraca z Synesis w moim przypadku niezbyt się udała. Byłam pytana, jakie produkty chciałabym wypróbować, odpowiedziałam, że glinkę marokańską albo maseczkę miętową, bo tyle się zachwytów na ich temat naczytałam na Waszych blogach. Paczuszkę dostałam długo po tej wymianie maili, a w niej znalazłam... oliwkę do ciała - nie wiem, czy jest coś, czego niechętniej bym używała... Ale do rzeczy...
   
   
Opis producenta:
Luksusowa Oliwka posiada wyjątkowy skład. Zawiera masło pistacjowe, masło awokado, masło shea, cenny olejek z konopii siewnej, witaminę E o działaniu odmładzającym oraz dwa rodzaje ceramidów, w tym ceramidy III B, naturalnie wbudowujące się w stukturę naskórka. Dodatkowo Oliwkę wzbogacono koenzymem Q10, gwarantującym maksymalne nawilżenie skóry. Warto podkreślić, że Luksusowa oliwka nie zawiera żadnych konserwantów, dlatego może być stosowana do każdego rodzaju skóry, nawet do tej skłonnej do alergii (w szczególności polecana przez dermatologów do cery wrażliwej). Właściwości Oliwki potwierdzono licznymi badaniami dermatologicznymi , kosmetyk łagodzi podrażnienia i przyspiesza ich gojenie. Oliwka ma lekką konsystencję i bardzo dobrze się wchłania. Luksusowa oliwka antyalergiczna do ciała to produkt, który sprawdza się o każdej porze roku. Nadaje skórze wyjątkowo naturalny blask, który sprawia, że wygląda ona zdrowo, jest rozświetlona i odpowiednio nawilżona.
   
Gdzie i za ile: na Synesis.pl, 38zł / 150ml
   
Skład:
   
Moja opinia:
Przyznam szczerze, że nie znalazłam ani jednego plusa tego produktu... 
Zacznijmy od butelki - czy 'luksusowy' kosmetyk nie powinien mieć porządnej? Szklanej przynajmniej? Ta jest plastikowa, ze zwykłą zakrętką z zatrzaskiem. Kojarzy się mi i paru zapytanym przeze mnie osobom z tanią hotelową tandetą. A jakby tego było mało - przecieka, przez co cała butelka jest ciągle tłusta, bleee...
Oliwka nie ma zapachu ani koloru - szkoda. To bezbarwny płyn, trochę tylko gęstszy od wody. Jest tłusta, ale nie jakoś przesadnie. Po nałożeniu na skórę dość szybko się wchłania i... nie ma jej ani jej działania. Nic a nic nie zauważyłam, zupełnie jakbym smarowała się tłustą wodą... Szczerze mówiąc brzydzę się wszystkim, co jest tłuste i muszę to na siebie nakładać (więc wiecie, ile kosztuje mnie olejowanie włosów ;)), dlatego nie miałam absolutnie żadnej przyjemności z maziania się tą oliwką, ale dzielnie używałam jej przez jakiś czas, mając nadzieję, że zacznie dawać jakiekolwiek efekty. Nie doczekałam się.
Skład ma dość ładny, więc dwa razy spróbowałam ją nawet nałożyć na włosy - od razu mówię NIE RÓBCIE TEGO! Po jej zmyciu miałam rozczochrane poplątane siano, które nadal było tłuste - nie chciała się spłukać do końca, mimo dwóch porządnych myć. 
Podsumowując... 100 x NIE!
  
   
A Wy trafiłyście ostatnio na jakieś buble, w których nie mogłyście znaleźć zalet?
Co to było? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...