Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Regeneracja paznokci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Regeneracja paznokci. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 maja 2013

Paznokcie moje, nie umierajcie!

Zaczynam zapowiadaną od dawna akcję intensywnej reanimacji moich biednych paznokci...
Zmotywowały mnie kochane koleżanki blogerki, które u siebie zamieściły w ostatnim czasie podobne wpisy i zainspirowały mnie tym do zrobienia czegoś konkretnego w kierunku ładnych i zdrowych paznokci. 
Moje katalizatory to m.in. słynny już wątek na wizażu, wpis Idalii i Czarnej Orchidei.
Co prawda stan wyjściowy moich paznokci jest znacznie tragiczniejszy, ale jestem dobrej myśli - wierzę, że tym razem uda mi się doprowadzić je do porządku :)

Zacznę może od tego, jak obecnie wyglądają i zachowują się moje paznokcie...

Zdjęcie można powiększyć, żeby zobaczyć lepiej stan tych paskudników.

Przede wszystkim, są koszmarnie miękkie, mogę je dowolnie wyginać i nie ma szans, żebym coś nimi zdrapała - zwykłe zdrapki z nimi wygrywają. Dodajmy do tego straszną tendencję do rozdwajania, właściwie nie mam miejsca, gdzie wystająca płytka byłaby w całości. Jak pomaluję paznokcie, lakiery trzymają się bardzo krótko przez miękkość, ale to jeszcze nic - szybko pojawiają się odpryski... paznokci, nie lakieru... Nie mogę nawet spiłować i na równo, bo łamią się nawet w kontakcie z pilniczkiem. Pozostaje mi więc ścinać je na zero, nawet jeśli oznacza to, że są nierówne... Jak widać na zdjęciu powyżej. Ponadto nadal mam na nich podłużne bruzdy. Do tej pory byłam przekonana, że to wina mojej anemii, ale ostatnie badania wykazały, że anemia dała mi teraz trochę spokoju, wyniki są OK, a bruzdy nadal są. Pomyślałam, że paznokciom brak nawilżenia, może coś pomoże ta kuracja i na bruzdy?
Nie sposób nie wspomnieć o skórkach - jak widzicie są suche i poszarpane, choć to akurat moja wina. Kiedy odstają, zwyczajnie je zrywam, przez co potem mam stany zapalne w co drugim palcu...

Wychodzi na to, że mam nad czym pracować w kwestii regeneracji paznokci.
Oto część mojego odżywczego arsenału:


Jak widzicie, postawiłam na olejki i nawilżanie. Z części składników obecnych na zdjęciu skomponowałam sobie olejek, który jest głównym elementem kuracji.


Potrzebna mi była pusta butelka po lakierze - jeśli żadnej nie macie, zróbcie to co ja - kupcie tani, bazarkowy lakier, wylejcie go, przepłuczcie butelkę i pędzelek zmywaczem i voila ;)


Do mojej mieszanki olejowej użyłam trzech składników:
- serum z mirrą Barbra Pro
- olejku Alterra brzoza i pomarańcza
- kilku kapsułek z witaminą A+E
Serum zajęło ok. 10% pojemności buteleczki. Dodałam do niego zawartość kapsułek (ostatecznie wkropiłam cztery) i do końca wypełniłam olejkiem Alterra, który jest moim zdecydowanym hitem :)

Oto efekt:


Serum z mirrą jest gęstsze, przez co osiada na dnie i przed każdym użyciem trzeba przemieszać buteleczkę. Mogłam dodać też kilka kropel olejku eterycznego, ale uznałam to za zbędne, bo olejek Alterry pachnie ślicznie sam w sobie.

Jak nakładam olejek na paznokcie? Moje dzieło tworzone w półśnie ładnie to przedstawia ;)
   
I pomyśleć, że zawsze uważałam, że tworzenie od zera na kompie nie jest dla mnie... :P
Olejek stosuję kilka razy dziennie, nie przeszkadza on jakoś specjalnie w codziennych czynnościach kiedy mamy go na paznokciach. Na pewno stosuję go na noc i rano, a w ciągu dnia - jeśli mam okazję. Poza tym pomagam sobie kremami do rąk, których normalnie nie stosuję zbyt regularnie, teraz zaś zatrudniłam do tego aż trzy tubki:


Alterrę stosuję na co dzień w domu, Lirene trzymam w torebce i używam w biegu (jest najlżejsza i szybko się wchłania), a Orly to specjalista na noc - smaruję nim dłonie dość obficie na noc i zakładam na nie bawełniane rękawiczki:
 

Na razie muszę się do tego przyzwyczaić, ale dłonie i paznokcie będą mi kiedyś wdzięczne ;)

Zauważyłam też, że kiedy regularnie malowałam paznokcie, nie miałam z nimi takich problemów jak teraz. Mogę więc założyć, że jest trochę prawdy w tym, że lakier zabezpiecza płytkę, poza tym moje pazurki są na chwilę obecną zbyt brzydkie, by świecić golizną. Dlatego też postanowiłam, że zaczynam je znowu malować z większą uwagą (przez ostatnie miesiące zwykle miałam je gołe) i do łask wróciły moje ponad trzy setki lakierów (tak, wiem, trzeba przetrzepać kolekcję ;)). Do zdjęcia łaskawie zapozowały mi jedne z ulubionych:


Stęskniłam się za nimi :D
Żeby nie było z kolei tak, że to lakiery zaszkodzą moim paznokciom bardziej, stosuję oczywiście zabezpieczenie w postaci dobrych baz:


Akurat tutaj wyciągnęłam starocie, bo okazuje się, że nie mam za bardzo bazy, która spełniałaby wszystkie moje wymagania. Nail Tek nie służył mi ani jako odżywka, ani jako baza, lawendowe cudo od Barbry jest genialne, ale już gęste i zgluciałe, a diamentowy utwardzacz Barbry to właściwie top. W drodze do mnie jest odżywko-baza My Secret, zobaczymy, czy zda egzamin :)

Jeśli chodzi o zmywanie...
 

Zwykle wierna jestem mojej ukochanej zielonej Isanie, ale coś mnie podkusiło jakiś czas temu, żebym kupiła zmywacz BeBeauty - żałuję tego przy każdym zmywaniu. Z kolei tonik Barbry jest świetny, ale nie tak łatwo go zdobyć. Jak tylko wykończę tego nieszczęśnika z BeBeauty, wracam do mojej Isanki - niby ma aceton, a służy moim paznokciom lepiej niż cokolwiek innego (no, może poza barbrowym tonikiem ;)).

Na koniec jeszcze to, czym wspomagam się od środka:


Wreszcie kupiłam polecane przez włoso- i paznokciomaniaczki Calcium Pantothenicum, na które czaiłam się od bardzo dawna. Łykam je od kilku dni, miejmy nadzieję, że pomoże :) Opakowanie 50 tabletek kosztowało niecałe 10zł, więc nie jest to drogi eksperyment :)
 
Na tym kończę swój przydługi (nieee, no skąd!) wywód. Mam nadzieję, że ktoś dotarł do samego końca i dał radę to wszystko przeczytać ;) Za jakiś miesiąc postaram się zdać Wam relację z przebiegu i efektów mojej kuracji :) Trzymajcie kciuki!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...