Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kremy do stóp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kremy do stóp. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 czerwca 2013

FussWohl - Masło do stóp Mięta i Limetka

Przez zimę zdążyłam zapomnieć, jak bardzo niszczą się stopy, kiedy zaczynami chodzić boso, w sandałach itd. Wręcz zaskoczył mnie ostatnio fakt, w jakim fatalnym stanie moje stopy stały się w bardzo krótkim czasie, więc czym prędzej wyjęłam z zapasów masełko do stóp FussWohl i zaczęłam je namiętnie nim smarować. Ciekawe jesteście efektów? Czytajcie dalej :)
  
  
Opis producenta:
  
Gdzie i za ile: w Rossmannach, ok. 8zł / 200ml
  
Skład:
  
Moja opinia:
Masełko dostajemy w dużym płaskim słoiku, kojarzy się bardziej z masłem do ciała ze względu na dużą pojemność. Słoik jest biały, zakrętka niebieska, design opakowania raczej średni i wyglądający tanio, ale może dlatego, że masło jest w miarę tanie :P Pod zakrętką kryje się dodatkowo aluminiowa folia zabezpieczająca masło przed sklepowymi obmacywaczami. 
Samo masło ma kremowo-zielonkawy kolor, typowo maślaną konsystencję - jest bardzo gęste, poza tym pachnie naprawdę intensywnie. Zdecydowanie czuć w nim miętę i limetkę, zapach nie jest może super naturalny, ale nie jest też chemiczny, można się nim cieszyć, zwłaszcza jak lubi się świeże nutki :)
Smaruje się nim średnio przyjemnie. Jest aż zbyt gęste, przy rozsmarowywaniu zbiera się we wszelkich załamaniach skóry i ciężko jest je rozprowadzić odpowiednio po całej stopie. Potem długo czuć tę tłustą maślaną warstewkę na skórze, co jest średnio przyjemne, zwłaszcza, jeśli stosujemy w ciągu dnia - łatwo się potem wyślizgnąć z kapci :P Muszę przyznać jednak, że nawilżenie jest naprawdę porządne, stopy szybko wracają do zdrowia i miękkości. Do tego masło jest baaardzo wydajne, więc spokojnie wystarczy na cały letni okres i pewnie jeszcze zostanie. 
Ogólnie mówiąc, masło działa, ale nie odpowiada mi jego formuła i wolne wchłanianie. Na lato wolę chyba jednak lżejsze mazidła do stóp, a takie treściwe masełka (choć o innym zapachu) byłyby idealne na zimę, kiedy możemy stopy od razu otulić skarpetkami.
     
  
Jakie stosujecie kremy do stóp, kiedy są one w naprawdę kiepskim stanie? :)

niedziela, 10 lutego 2013

Fuss Wohl - Rozświetlający lotion do nóg

Przy takich kosmetykach, jak bohater dzisiejszej recenzji, od razu przypominają mi się moje pisklęce lata, kiedy to w podstawówce na szkolnych dyskotekach rządziła ta dziewczynka, która miała na sobie więcej brokatu - na skórze, we włosach, na ubraniu, gdzie się da ;) Zawsze był to dla mnie mały koszmar, bo za takimi błyskotkami nie przepadałam i w sumie... niewiele się zmieniło (wyjątkiem są paznokcie ;)). Zapraszam jednak do recenzji lotionu, który wtedy nadałby się w sam raz ;)
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: w Rossmannie, ok. 6zł / 125ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
To chyba mój pierwszy kosmetyk tej marki, ale nie zrobił na mnie zbyt pozytywnego wrażenia...
Tubka jest spora, bo ma 125ml. Nie jest to krem do stóp, ale właśnie do nóg, czego nie do końca rozumiem - czemu akurat do nóg? Myślę, że można go używać z takim samym powodzeniem na całym ciele. Wygląd opakowania jak dla mnie nieco odstrasza, jest tandetne, wygląda tanio. Sam "lotion" jest zwyczajnym kremem, dość gęstym i treściwym, ale szybko się wchłaniającym. Pachnie ładnie, kwiatowo, ja nie czuję w nim jaśminu i wanilii, ale zapach mi się podoba.
  
  
Po rozsmarowaniu krem zostawia na skórze srebrne drobinki, dosyć drobne i dosyć rzadkie - nie jest to rozświetlenie, jakiego się spodziewamy. Na zdjęciu poniżej wydaje się ich być dość sporo, ale to dlatego, że rozsmarowałam krem na małej powierzchni - na dłoni. Krótko mówiąc - rozświetlenia nam to cudo nie gwarantuje. Ładnie jednak nawilża skórę, więc myślę, że nawet jeśli komuś nie będzie pasował jako "rozświetlający lotion do nóg", zawsze można zużyć do nawilżania stóp czy dłoni (o ile nie przeszkadzają nam wówczas drobinki ;)). 
 Wg mnie jest to kosmetyk zupełnie zbędny, ale dla fanek delikatnego drobinkowego rozświetlenia może się nada? Osobiście jestem na nie ;)
    
   
 Przeżywałyście również te czasy, kiedy brokat na nastolatkach można było ważyć kilogramami? Poddałyście się tym trendom czy niekoniecznie? :)

wtorek, 27 listopada 2012

CCS Foot - Regenerujący krem do stóp

Oj, źle się dzieje z moim blogowaniem - znowu w nocy nie przygotowałam sobie notki na dzisiaj, jak to zwykle robię... Dobrze, że chociaż zapas zdjęć uzupełniam na bieżąco ;)
Dziś mam dla Was krem do stóp z bardzo chwalonej marki CCS Foot. Przyznam, że wcześniej nie miałam z nią żadnej styczności, więc tym bardziej ciekawa byłam kremu. Nie umiem mu jednak wydać jednoznacznej opinii. Poczytajcie :)
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: w aptekach (TU lista), ok.20zł / 175ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Przede wszystkim zaskoczyła mnie ogromna tubka, kojarząca się bardziej z balsamem do ciała niż z kremem do stóp - ma ona aż 175ml, czyli o 100ml więcej niż przeciętny krem do stóp! Tubka jest niebieska i nieprzezroczysta, ale pod światło spokojnie możemy kontrolować ilość pozostałego kremu, choć przez jego konsystencje dużo kremu osadza się na ściankach, zamiast spływać w dół. Tubka zamykana jest na wygodny zatrzask.
Sam krem jest bardzo gęsty, bardziej maślany niż kremowy. Pachnie nieco mentolowo, ale mnie to absolutnie nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Wydaje się lekki, ale po rozsmarowaniu tylko rozprzestrzenia się po skórze w postaci białej cieniutkiej tłustej warstewki - jest bardzo wydajny. Wchłania się bardzo długo, dlatego uważam, że najlepszy będzie na noc, pod skarpetki i tak właśnie ja go stosuję - smaruję małą ilością stopy, pozostawiam przez parę minut, żeby choć trochę się wchłonęło, po czym zakładam bawełniane skarpetki i idę spać ;)
  
  
Jeśli chodzi o działanie, jest specyficzne. Rano, po zdjęciu skarpetek, nadal czuć na skórze tłustą warstewkę, ale stopy są mocno nawilżone. Regeneracji oceniać nie będę, bo moje stopy nie są w tak złym stanie, żeby aż pękać, ale nawilżenia zdecydowanie potrzebowały - i je dostały. Są zdecydowanie bardziej miękkie, również w miejscach, gdzie występują zrogowacenia. Właściwie działanie byłoby idealne, gdyby krem nie zostawiał tej tłustej warstwy nawet po całej nocy na stopach. Dla mnie to spory dyskomfort, więc na pewno nie będzie to mój codzienny krem latem ;) Zimą się "przemęczę", bo moje stopy nie wybaczyłyby mi, gdybym im teraz zabrała ten krem ;)
Jak pisałam już wyżej, trudno mi jednoznacznie określić, czy jestem na tak, czy na nie. Same musicie ocenić po tej recenzji, czy skłonne jesteście same go wypróbować ;)
    
  
Znacie markę CCS Foot? Lubicie? :)

wtorek, 23 października 2012

Orly Rich Renewal - Kremy do rąk, stóp i ciała Pucker i Passion

O lakierach Orly słyszał chyba każdy. No, może nie każdy miał je w ręce czy w ogóle widział na żywo, ale nie da się ukryć, że marka jest znana. Sęk w tym, że mało kto wie, że nie ogranicza się ona tylko do lakierów do paznokci - notabene rewelacyjnych :) W ofercie mają także kilka rodzajów kremów, które są dość uniwersalne, bo wg producenta mają służyć do rąk, stóp i ciała. Miałam możliwość przetestowania dwóch z nich i dziś Wam o nich napiszę :)
  
  
Opisy producenta:
   
Gdzie i za ile: orlybeauty.pl - 18zł / 59ml, 50zł / 227ml
  
Składy:
   
Moja opinia:
Na samym wstępie powiem, że kremy te recenzuję razem, bo wg mnie nie różnią się niczym poza zapachem. Ja używałam ich wyłącznie do rąk, weźcie to również pod uwagę :)
Kremy dostępne są w dwóch rozmiarach opakowań - 59ml i 227ml. Dostępne są też podobno wielkie butle 950ml, ale nie widziałam ich nigdzie w sprzedaży. Te moje to najmniejsze warianty, między innymi dlatego używałam ich tylko do rąk - do stóp i do ciała zużyłabym je aż za szybko ;) Są to małe tubki, w sam raz do torebki czy nawet do kieszeni, wysokie i smukłe, wyglądające dość "bogato" - czyli adekwatnie do ceny ;) Wadą jest tylko to, że tubki są zakręcane. Zawarte w nich kremy są gęste i nieco maślane, jeśli wiecie o co mi chodzi. Pachną prześlicznie! Pucker ma boski słodko cytrusowy zapach, a Passion kojarzy się bardziej kwiatowo - to taki elegancki zapach. 
  
  
Oba kremy są bardzo treściwe, a przez to wydajne. Mała ilość wystarczy to posmarowania obu dłoni. Teoretycznie wchłania się szybko, ale jeszcze długo zostaje na skórze efekt taki, jakby była mokra. Z jednej strony nie jest to nieprzyjemne tak, jak tłusty film w niektórych przypadkach, ale z drugiej to również nie należy do najbardziej pożądanych efektów w moim mniemaniu ;) Muszę jednak przyznać, że dawno nie czułam, żeby jakiś krem mi tak rewelacyjnie nawilżył dłonie! Efekt miękkiej i jędrnej skóry utrzymuje się przez parę dobrych godzin. Poza tym długo czuć także śliczny zapach, co dla mnie jest zdecydowanie zaletą - zwłaszcza w przypadku wersji Pucker ;)
Zdaję sobie sprawę z tego, że kremy te są drogie, zwłaszcza, jeśli chcemy je traktować jako balsamy do ciała czy do stóp. To jednak odradzam, bo zwyczajnie się nie opłaca - zużyłybyśmy tubkę w tydzień. Jako krem do rąk - polecam z całego serducha! Myślę nawet, że kiedyś sprawię sobie jeszcze kolejną tubkę - albo znowu Pucker albo może coś nowego, np. Paradise? :) Normalnie taka cena za tubeczkę kremu jest dla mnie nie do pomyślenia, ale w tym przypadku mogłabym zrobić wyjątek :)
  
  
Słyszałyście wcześniej o kremach Orly? A może używałyście ich lakierów? :)

sobota, 20 października 2012

Co u mnie, co u Was? :) #1

Przy okazji konkursu urodzinowego bloga zapytałam Was, o czym chciałybyście tutaj poczytać. Spora część z Was wspominała, że brak tutaj takich bardziej prywatnych postów, które pozwalałyby Wam lepiej mnie poznać, nawet gdyby były o niczym konkretnym ;) Dlatego postanowiłam co jakiś czas publikować takiego zupełnie luźnego posta o pierdółkach - żebyście faktycznie mogły poznać mnie z tej mniej "oficjalnej" strony. Przy okazji sama chciałabym i o Was trochę poczytać, więc mam nadzieję, że te posty będą temu służyły :)
Zapraszam więc na porcję pierdółek z życia Orlicy ;)
  
   
Przede wszystkim, stał się cud - kupiłam buty na zimę! To zawsze była moja zmora, nie mogłam znaleźć dobrych w odpowiedniej cenie, a jak znalazłam to szybko musiałam je reklamować... Pominę już fakt, że często do grudnia zasuwałam w tramposzach ;) W tym roku wyjątkowo wpadło mi w łapki trochę nadprogramowej kasy, więc poszłam do Galerii, żeby znaleźć jakieś buty... Weszłam do pierwszego sklepu - Deichmanna - i od razu zauważyłam odpowiednie. Tak wyglądają zwykle moje zakupy - pierwszy wybór jest najtrafniejszy, więc nie ma problemu z uganianiem się po sklepach ;) Owszem, na szybko obeszłam jeszcze kilka innych sklepów, ale wróciłam ostatecznie po te - są (wg mnie ;)) piękne, bardzo wygodne i zaskakująco solidne :) Kosztowały 139zł, marka Graceland. Nawet jeśli coś jednak z nimi się stanie, w Deichmannie nie ma najmniejszych problemów z reklamacją, ale tym razem się jej nie spodziewam :) I może wyda Wam się to dziwne, bo nie są to seksowne szpile, ale w tych butach mam +10 do pewności siebie ;)
Macie już buty odpowiednie na zimę? Kupujecie co sezon nowe czy wolicie porządną parę na kilka lat?
   
  
Kolejna pierdółka jest bardziej włochata i ma na imię Pumba :D To młodziutka świnka morska mojej siostry, na razie jeszcze dość zestresowana i wystraszona - jest u nas od kilku dni. Chyba jednak mam na nią jakiś magiczny wpływ, bo kiedy ja ją głaszczę, zadowolona "grucha" - jeśli miałyście prosiaczki, wiecie o czym mówię :) Na innych domowników reaguje kwikiem i brykaniem po terrarium. Mój kot, Tymon, już został przyłapany na wproszeniu się na parapetówę do prosiaka, ale krzywdy by mu nie zrobił - tylko siedział w trocinach i obwąchiwał świnkę, ewentualnie delikatnie trącał ją łapką ;) Widok przeuroczy, choć mało kto ufa Tymonowi i jego przyjaznym zamiarom ;)
Miałyście kiedyś świnki morskie albo inne gryzonie? Opowiedzcie o nich :)
  
  
Teraz przejdźmy do spraw zupełnie przyziemnych - dosłownie i w przenośni. Może jeszcze tego nie wiedzie, ale mam wstręt do stóp. Swoich, cudzych, wszystkich. Kiedy uczyłam się kosmetyki i miałam koleżance zrobić pedicure w ramach ćwiczeń cierpiałam straszne męki, tak samo później, kiedy zamieniłyśmy się rolami. Może wynika to u mnie z tego, że mam nieustające problemy z paznokciami u stóp i od lat muszę swoje stopy chować, bo są paskudne ;) Teraz jednak są jeszcze paskudniejsze, bo nieco je zaniedbałam i skóra stała się na nich bardzo twarda i szorstka. Od jakiegoś tygodnia staram się je ratować tym, że po kąpieli nakładam grubą warstwę mocno nawilżającego kremu, a na nią zakładam bawełniane skarpetki i tak spędzam noc. Już widzę poprawę, więc trzeba tylko utrzymać systematyczność ;)
Stosujecie skarpetki albo rękawiczki na noc czy wystarczają Wam same kremy?
  
  
Powiem Wam też, że zostałam okrutnie zdradzona przez własną mamę! Od lat jestem konsultantką Avonu, zawsze mama również zbierała dla mnie zamówienia, aż pewnego dnia wróciła do domu z głupim uśmieszkiem i z miną winowajcy wyciągnęła z torebki kilka katalogów i innych dokumentów z... Oriflame! Dała się wciągnąć w bycie konsultantką! W efekcie... cóż, teraz obie zbieramy zamówienia z obu firm, choć w Oriflame trudno nam się na razie połapać, bo średnio znałyśmy tę markę wcześniej ;) Poza tym sama teraz mam możliwość zamawiania ich kosmetyków, więc pewnie coś tu się będzie znowu pojawiać raz na jakiś czas :)
Co poza słynnym miodkiem i tuszem Wonder Lash polecacie z Oriflame?
  
   
I ostatnia pierdółka ;) Po moim poście dotyczącym moich ptaszników, węży i innych okropieństw pewnie zaskoczę Was faktem, że panicznie boję i brzydzę się... biedronek! Nie wiem jak u Was, ale w Toruniu (przynajmniej w moich okolicach) jest ich prawdziwa inwazja! Dosłownie setni latają w powietrzu, szyby na oknach są od nich ciemne, nie ma mowy, żeby takie okno otworzyć, bo od razu wlatuje cała chmara, fuj! Wczoraj wyszłam powiesić pranie na zewnątrz, a kiedy wróciłam, siostra zdjęła ze mnie kilkanaście tych paskudztw - mam ciarki nawet teraz jak o tym piszę... Przez te paskudy wręcz apetyt mi odbiera, więc potrafię nic nie zjeść w domu przez cały ten czas, kiedy świeci słońce - tzn. kiedy biedronki są aktywne i latają jak głupie, brrr!
Są i Was? Atakują Was krwiożercze śmierdzące biedronki? :>
  
To by było tyle dzisiaj. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i że spodoba Wam się idea takich postów :)
A teraz i ja chciałabym Was lepiej poznać :) Jeśli macie ochotę, napiszcie w komentarzu, co tam u Was, co ciekawego Was spotkało, pomarudźcie, jeśli macie potrzebę, cokolwiek :) Potraktujmy tego posta (i każde kolejne z tej serii) jako miejsce do luźnej rozmowy o wszystkim :)

poniedziałek, 26 września 2011

STH Dermactol - Krem do stóp

Na początku sierpnia (i istnienia tego bloga ;)) dostałam propozycję przetestowania kilku produktów marki Calmaderm. Przedstawiałam Wam już tu balsam aloesowy, teraz przyszła kolej na kremy. Najpierw chcę napisać o kremie do stóp, bo to bardziej potrzebny mi kosmetyk. Bez zbędnych wstępów...:
   
  
Opis producenta: 
Zastosowanie: - spękana skóra na piętach i palcach stóp, - stopy cukrzycowe, - odciski, - twardy i zrogowaciały naskórek, - przesuszona skóra stóp.
Produkt przeznaczony zwłaszcza dla osób, które poszukują skutecznych rozwiązań powracającego problemu zrogowaciałej i suchej skóry stóp bez konieczności intensywnego stosowania tarek i pumeksów. Dla wszystkich, którzy dbają o zdrową i piękną skórę stóp latem oraz zimą, bez względu na wiek i płeć.
Kluczowe składniki aktywne:  masło shea, oliwa z oliwek, drobnoustrojowy olej pszenny, pantenol
Masło shea zawiera nasycone i nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy E i F, prowitaminę A oraz naturalną allantoinę, dzięki czemu nawilża, zmiękcza i koi podrażnioną skórę. Oliwa z oliwek bogata w witaminy oraz niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe przyśpieszające regenerację tkanek pobudzając skórę do odnowy. Przeciwdziała starzeniu się, nawilża skórę zapobiegając wewnętrznej utracie wilgoci. Drobnoustrojowy olej pszenny, naturalny środek zmiękczający, mocno odżywia skórę w jej głębszych partiach. Jest idealny do wysuszonej i pękającej skóry. Pantenol ma działanie lecznicze, zwłaszcza dla skóry narażonej podrażnienia.
Działanie: - nawilża, - natłuszcza, - regeneruje, - odżywia, - uelastycznia, - zapobiega wewnętrznej utracie wilgoci, - redukuje efekty starzenia się skóry. 
Dodatkowe zalety: - zawiera naturalne, łatwo przyswajalne przeciwutleniacze, - zawiera witaminę E i F, - może być stosowany do warg, - produkt ma skoncentrowaną formułę, dzięki czemu już niewielka dawka zapewnia skuteczny efekt, - jest wysoko wydajny, - bardzo łatwo się wchłania, ma lekką konsystencję, łatwo się rozprowadza, - testowany dermatologicznie, - nie testowano na zwierzętach.
  
Cena: 19zł / 75ml
  
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol and Sodium Cetearyl Sulfate and Sodium Lauryl Sulfate, Petrolatum, Olea Europaea (Olive) Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Mineral Oil, Triticum Vulgare (Wheam Germ) Oil, D-Panthenol, Methyl, Propyl, Butyl, Ethyl, Paraben & Phenoxyethanol, Lanolin, Anthemis Nobilis (Chamomile) Ext., Fragrance, Alpha Isomethyl Ionone, Triethanolamine. 
   
    
Moja opinia:
Przyznam szczerze, że nie zauważyłam jakiegoś specjalnego działania tego kremu... Opakowanie to klasyczna tubka, była na początku zabezpieczona sreberkiem i mieszkała w kartoniku - zawsze kosmetyki w oddzielnych kartonikach sprawiają wrażenie lepszych ;) Często jest to jednak niestety tylko wrażenie. Krem jest gęsty, wygląda jakby miał grudki, choć rozsmarowuje się gładko. Jest dość lekki, szybko się wchłania, pachnie delikatnie, ale niczym konkretnym. 
Kiedy zaczynałam go stosować, moje stopy były w całkiem niezłym stanie - gdybym nic nie stosowała na nie, na pewno w krótkim czasie stałyby się bardzo suche, zrogowaciałe i szorstkie. Ten krem sprawił, że pozostały takie, jak były - nie poprawił ich stanu, ale i nie pozwolił na jego pogorszenie. Można więc powiedzieć, że działa, ale nie tak dobrze, jakbym sobie tego życzyła. 
Podobnie jak w przypadku aloesowego mleczka, data ważności jest dość krótka. Nie wiem, czy wynika to z naturalności tych składników (choć sporo dziwactw w tym składzie też widzę...) czy po prostu takie "dojrzałe" egzemplarze mi się trafiły.
Podsumowując - nie jest najgorszy, ale za 19zł można kupić znacznie lepsze kremy do stóp. ;)

niedziela, 18 września 2011

Dr Irena Eris Spa Resort - Cynamonowy krem do stóp Marocco

Dziś bierzemy pod lupę krem do stóp z linii Spa Resort. Jest to seria ekskluzywna, dostępna jedynie w sieci perfumerii Douglas. Chyba dotąd nie miałam okazji używać kosmetyku pielęgnacyjnego w takiej cenie i z tak wysokiej półki, więc do testów zabrałam się naprawdę ciekawa tego produktu (i kremu do rąk z tej serii również ;)). Co go wyróżnia spośród innych kosmetyków na rynku? A może nic? Czytajcie dalej :)
   
   
Opis producenta:
Cynamonowy aromat olejku pobudzi Twoje zmysły. Witamina E pozostawi stopy aksamitnie delikatne. Masaż stóp z elementami aromaterapii poprawi krążenie skóry i zminimalizuje efekt ciężkich nóg.
Na oczyszczoną skórę stóp nanieś odpowiednią ilość kremu, wykonaj masaż i pozostaw do wchłonięcia.
 
Cena: 75zł / 100ml
   
Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Urea, Isopropyl Palmitate, Triacetin, Glycerin, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Lanolin, Magnesium Sulfate, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Cinnamomum Cassia Bark Oil, Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Cinnamal, Coumarin. 
   
  
Moja opinia:
Jak zwykle najpierw opakowanie. To wysoka "butelka" z pompką, zamykana dość szczelną pokrywką - na pewno nie otworzy się sama. Pompka wydobywa taką ilość kremu, która w sam raz wystarcza na obie moje stopy, choć nie nakładam go grubo. Krem jest dość gęsty, ale zdaje się wtapiać w skórę od razu po nałożeniu - możecie to zobaczyć nawet na powyższym zdjęciu, na obrzeżach tej porcyjki już zaczął się wchłaniać. Niestety to wchłanianie nie jest idealne - krem zostawia tłusty film, który utrzymuje się naprawdę długo - po wieczornym posmarowaniu stóp kremem, niemal zawsze włączałam odcinek ulubionego serialu i przez 40 minut jego trwania merdałam sobie nogami poza łóżkiem, żeby nie zapaćkać pościeli - a i nawet po tym czasie stopy bywały tłuste. Jeśli chodzi o zapach, naprawdę jest cynamonowy. Cóż, ja za cynamonem nie przepadam, a ten zapach jest tak intensywny, że momentami przyprawiał mnie wręcz o mdłości ;) Po posmarowaniu stóp zawsze musiałam sięgnąć po chusteczkę nawilżaną, żeby zmyć krem z dłoni i żeby móc posmarować je kremem do rąk z tej samej serii - ślicznie pachnącym nektarowym cudeńkiem ;) Muszę jednak przyznać, że krem faktycznie poradził sobie z moimi suchymi stopami. Stały się miękkie i gładkie, wyraźnie zmniejszyła się ilość suchych skórek, których zawsze miałam sporo na piętach itd. 
Podsumowując - krem dobrze spełnia swoją rolę, ale w moim przypadku komfort używania go był wręcz ujemny. Jeśli ktoś lubi zapach cynamonu i nie przeszkadza mu długie wchłanianie, krem powinien pasować ;) No, oczywiście, jeśli ten ktoś ma możliwość wydania 75zł na krem do stóp ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...