Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balsamy do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balsamy do ciała. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 listopada 2012

Kosmetyki Smyka - balsam do ust i balsam do ciała

Jakiś czas temu otrzymałam paczuszkę od Patrycji, znanej w blogosferze jako Smyk z bloga www.scianymajauszy.blogspot.com. Wiedziałam, że znajdę w niej dwa cuda - balsam do ciała i balsam do ust. W kwestii zapachów zdałam się na Smyka. Oto, co znalazłam w paczce: 
  
  
Kosmetyki zostały pięknie opakowane i zaopatrzone w etykiety z dokładnym opisem i składem produktu. Byłam baaardzo pozytywnie nastawiona, od razu pocykałam zdjęcia, żeby móc zacząć ich używać bez wyrzutów sumienia ;) Z zapachami Patrycja trafiła idealnie! Ale może o tym już w opisach poszczególnych cudeniek? ;)

Najpierw spójrzmy na balsam do ust :)

  
Opis i skład:
   
Moja opinia:
Jak widzicie, balsam jest umieszczony w ślicznym słoiczku w kształcie serduszka. Bałam się, że balsam wrzucony luzem do kieszeni czy torebki może się otwierać, ale jak dotąd mi się to nie zdarzyło :) Wolałabym jednak, gdyby słoiczek był zakręcany, a nie "nakładany", czułabym się pewniej ;) Patrycja wybrała mi do niego zapach szarlotki i naprawdę tak pachnie! Czuję w nim jabłka, cynamon, takie ciepłe korzenne nutki, idealne na zimę :) Konsystencję określiłabym jako wazelinową, ale z jedną różnicą - bardzo szybko topi się pod wpływem ciepła, więc przy nakładaniu najlepiej posłużyć się wierzchem paznokcia - wtedy topi się dopiero w kontakcie z ustami i bardzo łatwo się rozprowadza. Daje efekt lekkiego połysku, ale takiego naturalnego, a nie błyszczykowego. No i najważniejsze - działa naprawdę rewelacyjnie! Świetnie nawilża i chroni, jest idealny na wyjście z domu w taką pogodę jak teraz mamy za oknem. Dlatego niemal od razu wylądował w kieszeni mojego płaszcza jako PBW - podręczny balsam wychodzący ;) No OK, jeden z trzech w tej kieszeni, znacie moją manię :D
Bardzo chętnie zaopatrzyłabym się jeszcze w parę innych wariantów zapachowych. Wam też zdecydowanie polecam :) Poniżej zaraz podam odpowiednie linki, gdzie można to cudo zamówić ;)
  
Najpierw jednak jeszcze parę zdań o balsamie do ciała :)
  
   
Opis i skład:
   
Moja opinia:
Balsam do ciała ma formę twardej zbitej masy w kształcie babeczki. Podchodziłam do niego podejrzliwie, bo z taką formą się jeszcze nie spotkałam ;) Babeczka tkwi w papilotce jak do muffinków, która pozwala na higieniczne jej przechowywanie - ja do tego znalazłam jeszcze słoik po starym balsamie, żeby babeczka miała gdzie spokojnie mieszkać ;) W tym przypadku Patrycja również trafiła idealnie z zapachem. Zielona herbata z miętą? No kuuurde! :D Pięknie pachnie, bardzo świeżo :) Sam balsam jednak wzbudził we mnie mieszane uczucia. Nie zrozumcie mnie źle, naprawdę jest niesamowity - ale dla mnie chyba aż za bardzo. Po zastosowaniu go na długo pozostaje tłusty film, który wchłania się dłuuugo. Kolejnego dnia jednak okazuje się, że nasza skóra jest maksymalnie nawilżona! Niewiele kojarzę produktów, które dają taki efekt już po pierwszym zastosowaniu. Na co dzień jednak pozostaję przy zwykłych "ciekłych" balsamach, a ten będzie moją tajną bronią przeciwko przesuszeniom - spróbuję go także do stóp :)
  
A teraz, jak obiecałam, krótkie info, jak możecie zaopatrzyć się w wyroby Patrycji :)
Otóż wystarczy, że wejdziecie na TĘ STRONĘ, czyli Sklepik Smyka. Możecie tu zamówić balsamy do ciała, balsamy do ust, a także sole i kule kąpielowe. Do wyboru macie naprawdę sporo wariantów zapachowych, co mnie osobiście dodatkowo strasznie korci - uwielbiam pięknie pachnące kosmetyki :D

Bardzo Was zachęcam do składania zamówień, zwłaszcza, jeśli macie ochotę na takie kosmetyki samoróbki, a jesteście leniuchami, którym nie chce się eksperymentować ze składnikami ;)
  
Używałyście już jakichś produktów od Smyka? A może właśnie składacie zamówienie? ;)

poniedziałek, 5 listopada 2012

Gracja - Głęboko regenerujący balsam do ciała Róża

Dawno nie było gościnnych recenzji, co? ;) Myślę, że już czas na nową, żebyście mogły odpocząć od mojej pisaniny ;) Tym razem moja siostra Sara, którą już tu znacie, testowała balsamu regenerującego Gracja. Przyznam szczerze, że sama byłam ciekawa efektów tych testów :) Poczytajmy.
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: w małych drogeriach i na BioGaleria.pl, ok. 9zł / 200ml
  
Skład:
   
Opinia Sary:
Przez ostatni miesiąc używałam Głęboko regenerującego balsamu do ciała z ekstraktami z róży i słodkich migdałów firmy GRACJA. Balsam przeznaczony jest do skóry suchej, pozbawionej jędrności i wrażliwej, jego zadaniem jest ujędrnienie i uelastycznienie. Powiem szczerze, że zachęcił mnie tylko jego delikatny zapach, dość naturalny skład i fakt, że produkt nie był testowany na zwierzętach. Na ogół nie ufam "nowym"- nieznanym mi firmom, jednak ten balsam mnie zaciekawił. Balsam zamknięty jest w jasnej tubie z motywem róży. Proste, ładne, ale niezbyt efektowne opakowanie - moim zdaniem. Ma niezbyt gęstą, ale też na pewno nie rzadką konsystencję. Ledwo wyczuwalny zapach produktu w opakowaniu mocno nasila się po nałożeniu na ciało. Pachnie bardzo ładnie, dość naturalnie i długo - zapach utrzymuje się kilka godzin! 
   
  
Szybko się wchłania i łatwo rozprowadza. Po kilkukrotnym zastosowaniu produktu jestem z niego zadowolona. Skutecznie i dość szybko nawilża skórę, nie pozostawia tłustej warstwy i jest wydajny. Jeśli chodzi o jego docelowe działanie (ujędrnienie i uelastycznienie) - widzę niewielką poprawę. Wydaje mi się jednak, że na skórze bardziej potrzebującej takiego działania... da radę. Ja w zasadzie nie mam zbytniego problemu z napięciem skóry. 
Na opakowaniu napisane jest również "głęboko regenerujący" - w tej kwestii jestem zadowolona. Nawilżył mocno przesuszoną skórę i wspomógł ją po podrażnieniu golarką. Ogólnie rzecz ujmując - ja jestem bardzo zadowolona, urzekł mnie zwłaszcza jego zapach.
  
  
Używałyście produktów z Gracji? Polecacie coś albo odradzacie?

piątek, 5 października 2012

Joanna Z Apteczki Babuni - Regenerujący balsam do ciała o zapachu bzu

Wiecie o mnie już to, że szaleję za zapachem bzu i namiętnie kupuję wszystko, co bzem pachnie. W ten sposób zaopatrzyłam się na przykład w całą serię Joanny o tym zapachu - kąpiel, peeling i balsam do ciała. O kąpieli już pisałam, peeling czeka na testy, a o balsamie napiszę Wam dzisiaj :)
  

Gdzie i za ile: np. na BioGaleria.pl albo w Naturze, ok. 10zł / 500ml 

Opis producenta i skład:
   
Moja opinia:
Nie powinno być dla Was zaskoczeniem, że opakowanie jest dla mnie idealne. Czemu? Otóż ma wszystkie elementy, jakie lubię - pompkę, biało-fioletowy, babciowy design, motyw bzu... Nie mam nic do zarzucenia tej butelce. Jest spora, a balsam jest wydajny, więc wystarcza na dłuuugo - dla jednych to będzie pewnie zaleta, dla innych wada ;)
Balsam jest bardzo gęsty i treściwy, więc naprawdę mała ilość wystarczy na posmarowanie sporego kawałka ciała. Pachnie delikatnie, ale zdecydowanie czuć w nim zapach bzu - prześlicznie pachnie! Skóra potem też utrzymuje ten zapach, choć trzeba wąchać ją z nosem przy skórze ;)
  
  
Po posmarowaniu, dość kiepsko się wchłania, to chyba jedyna jego wada. Jakiś czas pozostaje na skórze pod postacią białego filmu, ale nie barwi on na szczęście ubrań i wreszcie się wchłania, pozostawiając skórę bardzo ładnie nawilżoną i lekko napiętą. Zapach jest co prawda wiosenno-letni, ale treściwością odpowiada mi bardziej na jesień-zimę. 
Prawdę powiedziawszy, nie mam o nim więcej do powiedzenia. Nie ma wad, o których mogłabym się rozwodzić całymi godzinami, więc ominęła mnie tym razem ta frajda ;) Mogę więc jedynie dodać, że balsam jest na pewno świetny, a jego główną zaletą jest dla mnie zapach - nie ukrywam. Pewnie jeszcze kiedyś do niego wrócę, choć tej butli mam jeszcze jakąś połowę ;)
Jeśli macie możliwość zakupienia go i nadal się wahacie - przestańcie i ładujcie go śmiało do sklepowych koszyków, nie będziecie żałować :)
   
  
Lubicie "babuniową" serię Joanny? Jakie produkty Wam przypadły do gustu, a jakie nie?

niedziela, 19 sierpnia 2012

Oeparol Hydrosense - Nawilżająco-wygładzający jedwab do ciała

Ostatnio moja siostra pisała Wam o smarowidle do ciała, a dziś ja powiem, co aktualnie sama stosuję :) Jest to produkt o bardzo wymyślnej nazwie, mianowicie nawilżająco-wygładzający jedwab do ciała marki Oeparol, z serii Hydrosense. Powiedziałabym jednak, że to zwykły balsam, nie jedwab, choć pewien związek widzę ;) Ale o tym zaraz, zapraszam do recenzji :)
  
   
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: w aptekach, np. w SuperPharm, ok. 17zł / 200ml
  
Moja opinia:
Jedwab mieści się w tradycyjnej białej tubie, stawianej na zamknięciu - zatrzasku. Jest wygodna i estetyczna, bardzo podoba mi się ten motyw wody na niej. Plastik jest dość gruby, ale pod światło można wypatrzyć, ile produktu jeszcze zostało. Sam zaś jedwab, choć nazywajmy go jednak balsamem, jest stosunkowo gęsty i treściwy - wystarczy mała ilość do posmarowania sporego kawałka skóry. Pachnie ładnie, bardzo specyficznie, tak samo jak płyn micelarny z tej serii - czymś słodkim, kojarzącym mi się z dzieciństwem, niestety nie umiem doprecyzować, czym.
Skład jest raczej średni, moim niewprawnym okiem, są silikony, jest parafina... Są też proteiny jedwabiu, choć dość nisko w składzie - jak dla mnie za mało, żeby produkt nazwać "jedwabiem", może to średnio udany zabieg marketingowy?
  
  
Po rozprowadzeniu po skórze, balsam wchłania się, ale niecałkowicie - nie pozostawia tłustego filmu, jednak czuć go na skórze, sprawia ona wrażenie niesamowicie gładkiej - takiej właśnie jedwabnej, to też jakoś pasuje do nazwy. Muszę też przyznać, że porządnie nawilża, czego się z początku nie spodziewałam. Nie roluje się, nie brudzi ubrań, nie klei się - same plusy :) Poza tym jest super wydajny - używam go od miesiąca, a ubytku prawie nie widać ;)
Prawdę mówiąc, jedyne co bym w nim zmieniła, to zapach. Owszem, jest ładny, ale w smarowidłach do ciała wolę inne zapachy - konkretniejsze. Lubię dokładnie wiedzieć, czym dana rzecz pachnie. 
Czy polecam? Zdecydowanie! Jeśli gdzieś go zobaczycie, śmiało chwytajcie i ładujcie do sklepowego koszyka ;)
  
  
Zdarza Wam się złapać na wymyślne nazwy kosmetyków? ;)

piątek, 27 lipca 2012

Lirene - Seria Stop Cellulit

Jak sam tytuł posta wskazuje, dziś napiszę Wam co nieco o antycellulitowej serii kosmetyków od Lirene. Używałam jej całej jednocześnie, więc i recenzja będzie wspólna :) Cóż, o ile unikam kosmetyków modelujących, to jednak czasem wspomagam się takimi antycellulitowymi. Trzeba jednak zaznaczyć, że mój cellulit jest dość specyficzny - potrafi pojawić się z dnia na dzień i równie szybko zniknąć - wystarczy, że przez dwa tygodnie sobie poćwiczę coś mało wymagającego i pomogę sobie jakimś dobrym balsamem. Weźcie to pod uwagę, czytając recenzję ;)
    
  
Opisy producenta i składy:
   
 Kliknijcie na zdjęcie, aby je powiększyć.
   
Gdzie i za ile:
Znajdziecie je raczej wszędzie, na pewno widziałam tę serię w Rossmannie i w SuperPharm. Ceny wyglądają tak:
Serum ujędrniające na noc - 17zł / 200ml
Balsam antycellulitowy - 15zł / 250ml
Antycellulitowy peeling myjący - 12zł / 200ml
  
Moja opinia:
Tym razem, żeby najlepiej ocenić działanie serii, nie ćwiczyłam - byłam ciekawa, czy dam radę pozbyć się cellulitu z pomocą samych specyfików. Udało się, choć nie trwało to dwóch tygodni, jak zwykle z ćwiczeniami, a około miesiąca. Moje uda znowu są gładkie, bez brzydkiej skórki pomarańczowej.
Cóż, zaczęłam z grubej rury, od razu podałam najważniejszą informację - skuteczność serii. Wiecie więc już, że to wesołe trio może poprawić nasz wygląd. To teraz może parę słów o każdym członku tego trio?
Serum ujędrniające na noc używałam, uwaga... na noc. Po kąpieli wmasowywałam je okrężnymi ruchami. Serum ma postać żółtawego kremu, jest lekkie, łatwo się rozsmarowuje i jest bardzo wydajne. Z żalem stwierdzam, że nie zaobserwowałam żadnego uczucia rozgrzania ani schłodzenia - lubię te efekty, wmawiam sobie, że to oznacza, że kosmetyk działa ;) Pachnie cytrusowo, świeżo, choć nieco chemicznie. Mnie się ten zapach bardzo podoba. Opakowanie serum to stojąca tuba zamykana na zatrzask, całkiem wygodna, choć nie przepadam za takimi opakowaniami.
Balsam antycellulitowy wsmarowywałam w uda rano, choć akurat o nim zapominałam najczęściej, mimo, że specjalnie stał na honorowym miejscu przy moim łóżku... Ma postać kremu, białego albo bardzo jasnego, zależnie od światła ;) Jest nieco cięższy od serum, ale i tak łatwo się rozprowadza i wchłania. W tym przypadku również nie zauważyłam, żadnego chłodzenia ani rozgrzewania - buuu... Zapach jest taki sam, jak w serum - cytrusowy, przyjemny. W przeciwieństwie do dwóch braci, ten balsam mieszka w plastikowej butelce, która już bardziej mi odpowiada niż tubki - pod koniec opakowania można je postawić do góry nogami i też produkt spływa ;)
Antycellulitowy peeling myjący to mój ulubiony produkt z tej serii. Stosowałam go siedząc w wannie, solidnie szorując nim uda. Ma piękny soczysty pomarańczowy kolor (zapach również, taki jak pozostała część serii) i żelową konsystencję. Zawiera spore ilości drobinek, które mnie kojarzą się z peelingiem cukrowym - mocne zdzieraki, powodujące bardzo przyjemny masaż, a przy tym i lekką pianę - naprawdę jest to peeling myjący. Dodam też, że jest bardzo wydajny. Mieści się w częściowo przezroczystej tubie, stawianej na zamknięciu - dokładnie takiej, jak w przypadku serum.
 
  Gdybym miała wybrać z tej serii jeden produkt, wybrałabym peeling. Nie mogę Wam powiedzieć, czy poszczególnie elementy tego trio dadzą odpowiedni efekt w wersji solo, ale w zespole powinny się sprawdzić. Myślę, że są to kosmetyki warte uwagi :)
   
   
Używacie kosmetyków modelujących czy antycellulitowych?
Macie jakieś sprawdzone sposoby na skórkę pomarańczową na udach czy pupie?

środa, 25 lipca 2012

FlosLek Natural Body - Balsam do ciała Opuncja i Biała Herbata

Dziś chcę Wam napisać parę słów o balsamie, który mnie zwyczajnie zachwycił. Głównie zapachem, ale reszta też jest niezła ;) Zresztą, nawet gdyby nic nie robił to kupowałabym go dla zapachu. Mam na myśli genialny balsam do ciała z FlosLeku z serii Natural Body o zapachu opuncji i białej herbaty. Zaintrygowane?
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: np. na BioGaleria.pl - drogeria internetowa, ok. 14zł / 200ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Jak może pamiętacie z moich herbacianych postów, ubóstwiam białą herbatę jeszcze bardziej niż zieloną. Kocham jej zapach i delikatny smak, kocham jej "wykwintność". Nie sądziłam, że trafię kiedyś na kosmetyk tak właśnie pachnący, a jednak stało się! Zapach tego balsamu jest po prostu oszałamiający, chyba nigdy nie miałam nic, co pachniałoby równie pięknie - świeżo, naturalnie, delikatnie. Opuncja dodaje nieco słodyczy zapachowi, ale raczej nie rozpoznałabym jej w tej wiązance, zdecydowanie bardziej wybija się herbata.
Balsam zamknięty jest w plastikowej tubce, białej, nieprzezroczystej - ale pod słońce da się zobaczyć, ile balsamu zostało. Tubka zamykana jest na zatrzask, co dla mnie jest chyba jedynym jej minusem - wolę balsamy z pompkami albo w słoikach, są znacznie wygodniejsze w obsłudze. Tutaj tubkę stawiamy oczywiście na zamknięciu, dzięki czemu przynajmniej balsam spływa w dół i łatwo go wydobyć. Na pochwałę zasługuje też design tubki. Ba, właściwie design całej serii, bardzo mi się podoba :)
  
  
Balsam jest dość rzadki, ale wydajny. Wystarczy odrobina, żeby posmarować większy kawałek ciała. Szybko się wchłania i zostawia skórę bez filmu, którego tak nie lubię, ale za to pięknie nawilżoną. Nie jest to co prawda długotrwałe uczucie, ale grunt, że nawilża ;) Na długo zostaje także ten boski zapach, który towarzyszy nam jeszcze przez jakąś godzinę. Balsam nie roluje się ani nie brudzi ubrań, jest bardzo lekki, przyjemny.
Nie ma może najniższej ceny, bo wg mnie 14zł za 200ml to dość dużo, ale jednak jestem pewna, że kiedyś go kupię ponownie - po prostu zakochałam się w tym zapachu. To niewątpliwie główny atut balsamu, ale cieszę się, że przy tym nie ma żadnych znaczących wad i że działa. 
Czyżbym znalazła swój balsam nr 1? :)
Jak dobrze pójdzie, za jakiś czas w moje łapki wpadnie także masło z tej serii o tym samym zapachu :)
  
  
Używałyście może jakichś kosmetyków z serii Natural Body? A może znacie jakieś inne cuda o zapachu białej herbaty? Będę wdzięczna, jeśli coś możecie mi podpowiedzieć :)

wtorek, 5 czerwca 2012

Eveline Spa - Orzeźwiający balsam Ogórek i Zielona Herbata

Ostrzegałam Was, że teraz zasypię Was recenzjami mazideł do ciała, prawda? Zostały mi trzy, o których chcę napisać ;) Na dziś wybrałam cudeńko od Eveline - nie jestem fanką marki, ale te balsamy uwielbiam. Dziś o wersji z ogórkiem i zieloną herbatą - zdecydowanie mojej ulubionej! :)
   
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: np. na Biogaleria.pl - drogeria internetowa, 15,10zł / 500ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Zaczynając jak zwykle od opakowania, powiem, że jest to jedna z zalet jego balsamu - opakowanie jest wielkie, półlitrowe, z bardzo wygodną i higieniczną pompką. Jest wykonane z białego plastiku, ale pod światło da się zobaczyć, ile jeszcze zostało - co jest ważne dla nałogowych zużywaczek, prawda? ;) Zużyłam chyba 3 butle tych balsamów, ale pierwszy raz zepsuła mi się pompka - tzn. nie blokuje się, ale nie jest to wielki problem, bo butla i tak jest zbyt duża, żeby np. brać ją w podróż.
Balsam ma kremową konsystencję, jest dosyć gęsty, ale niesamowicie leciutki. Jego zapach stanowi jeden z głównych atutów - jest niesamowicie orzeźwiający, idealny wprost na lato! Opisałabym go po prostu jako połączenie ogórka i zielonej herbaty - dokładnie te dwa składniki w nim czuć, a ja lubię takie "dosłowne" zapachy ;)
  
     
Jak już pisałam, balsam jest bardzo lekki. Z łatwością rozprowadza się na skórze, jest więc bardzo wydajny (co dla niektórych może być wadą przy takiej dużej butli ;)). Wchłania się bardzo szybko, pozostawiając na skórze delikatny przyjemny film - absolutnie nie jest on tłusty. Nawilżenie jest zauważalne, zwłaszcza przez godzinę, może dwie po posmarowaniu ciała. Zapach również długo się utrzymuje. Orzeźwienie i odświeżenie jest naprawdę rewelacyjne, zwłaszcza, jeśli mamy w zwyczaju smarować ciało rano. Ja zazwyczaj używam wieczorem, ale i tak uwielbiam ten efekt ;)
Czy polecam? Zdecydowanie tak! Większych wad nie dostrzegam :)
Jeśli nie macie wybitnie suchej skóry i nie szukacie wyłącznie mocno nawilżających produktów, ten balsam będzie dla Was idealny. :)
Z tej linii używałam jeszcze wersji z lotosem i chyba jakąś wycofaną, której nie potrafię sobie przypomnieć, ale lubiłam je wszystkie ;) Mnie jednak szybko nudzą się zapachy, więc w połowie butli robiłam "przerwę" na szybkie zużycie innego balsamu :P
 
  
Używałyście tych balsamów Eveline? Jakich wersji?
Polubiłyście je tak samo jak ja, czy może u Was się nie sprawdziły?

sobota, 19 maja 2012

Joanna Z apteczki Babuni - Balsam nawilżający z jaśminem

Uprzedzam Was - będzie się tu teraz pojawiało sporo mazideł do ciała, bo wzięłam się za nawilżanie, a używam kilku maseł / musów / balsamów jednocześnie ;) Dziś napiszę Wam o jednym z nich - o balsamie nawilżającym z jaśminem od Joanny, z mojej ulubionej serii Z Apteczki Babuni :)
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: np. na BioGaleria - drogeria internetowa, 8,83zł / 500ml
  
Skład:
    
Moja opinia:
Jak zwykle, zacznę od opakowania. Jest to wielka półlitrowa plastikowa butla w białym kolorze i z ładną klimatyczną etykietą. Bardzo podoba mi się szata graficzna tej serii :) Plastik jest dość twardy i gruby, ale pod światło zobaczymy, ile kosmetyku zostało. Wielkim plusem w użytkowaniu tego balsamu jest pompka - dzięki temu nie ma problemu z odkręcaniem słoika mokrymi rękoma, z kłopotliwym wyciskaniem tubki czy wylewaniem balsamu z butelki. Poza tym produkt nie ma kontaktu z powietrzem, więc powinno to wpłynąć na jego trwałość. Dobra, bez dalszych peanów - uwielbiam pompki w takich kosmetykach :P
Balsam jest gęsty, biały i mocno kremowy. Jego zapach... Hmm, spodziewałam się czegoś jaśminowego, ale nie czuję nic takiego, choć zapach jest niewątpliwie ładny i delikatny, ale nie jest on największym atutem produktu. Balsam rozprowadza się łatwo na skórze, jedna porcja z pompki starcza mi akurat na łydkę czy udo, bo nogi smaruję dosyć obficie. Wchłania się całkiem szybko, ale zostawia na skórze tłusty film, czego nie lubię, bleee... Muszę jednak przyznać, że naprawdę dobrze nawilża. Nie mam suchej skóry, ale nawilżenie jest zauważalne zarówno po samym użyciu, jak i po tygodniu stosowania, nie zanika po kilku godzinach. 
Podsumowując, balsam jest sam w sobie dosyć przeciętny, bo ma kilka plusów i kilka minusów, ale jeśli komuś nie przeszkadza film na skórze ani brak konkretnego zapachu, na pewno balsam ten powinien się spodobać ;)
   
  
A jakie są Wasze doświadczenia z Apteczką Babuni? ;) Lubicie kosmetyki z tej serii? Jakie?

środa, 22 lutego 2012

Fenjal Vitality - Ujędrniający balsam do ciała

Zaraz uciekam do Ukochanego na tydzień, ale postanowiłam na szybko napisać jakiegoś posta, który opublikuje się za parę dni, jak ja będę już u niego - żebyście tak nie do końca zapomniały o moim blogu ;)
Parę dni temu skończyły się testy konsumenckie marki Fenjal, organizowane przez Wizaz.pl. Z tej okazji mam przyjemność przedstawić Wam jeden z ichniejszych produktów:
  
  
Opis producenta:
Główne składniki: kompleks happybelle, olejek z pestek winogron, kompleks witamin
Działanie:
• innowacyjny efekt potrójnego działania
• ujędrnia i uelastycznia skórę
• odżywia i nawilża
• nadaje blask
Zawiera kompleks fito-endorfin oparty na wyciągu z niepokalanka pieprzowego znanego z działania poprawiającego nastrój. Zawiera kompleks antyoksydantów (witaminy E & C) i czynników nawilżających (witamina B5 i olejek z pestek winogron), który przeciwdziała wszystkim oznakom starzenia się skóry
Testowany dermatologicznie. pH neutralne dla skóry.

Gdzie i za ile: 22,99zł / 200 ml, choć nie mam pojęcia, gdzie ;)
  
Skład:
  
Moja opinia:
Krótko mówiąc, polubiliśmy się z tym balsamem, choć ujędrniającym bym go nie nazwała ;)
Opakowanie to niebieska butelka z twardego, dość grubego plastiku - trudno przez nią zobaczyć, ile balsamu zostało. Otwiera się wygodnie, na zatrzask u góry, choć jest on raczej zbyt wąski, żeby w razie potrzeby postawić butelkę do góry nogami. Balsam jest gęsty, więc wydobycie go z butelki jest niestety ciężkie. To jedna z wad - twarde opakowanie, gęsta konsystencja i zbyt wąska góra sprawiają, że trzeba się namęczyć z dostaniem się do balsamu, gdy choć trochę go ubędzie - bo na początku, gdy jest go dużo, nie ma tego problemu. 
Sam balsam jest super - pachnie pięknie, tak kwiatowo, naprawdę baaardzo mi się podoba ten zapach :) Jest świeży i idealnie pasuje do nazwy Vitality ;) Formuła balsamu jest leciutka - przyjemnie się rozsmarowuje, wchłania szybko, pozostawiając zapach na skórze. Nie zauważyłam żadnego ujędrnienia, ale nie spodziewałam się go nawet ;) Za to balsam ładnie nawilża skórę. Nie wiem, co producent miał na myśli, opisując go jako "dodający blasku", bo żadnych drobinek ani nic takiego tu nie ma, co mnie cieszy - nie lubię błyskotkowych smarowideł do ciała. 
Podsumowując, ten balsam nie wyróżnia się niczym specjalnym, ale przyjemnie się go używa. Gdyby był tańszy, na pewno chętnie bym go poszukała w sklepach, kiedy ta butelka mi się skończy.
   

piątek, 3 lutego 2012

Fruttini Sorbet - Balsam do ciała Truskawka i Karambola

Dziś parę słów o jednym z najapetyczniejszych smarowideł do ciała, jakie miałam, czyli balsamie do ciała Fruttini Sorbet o zapachu truskawki i karamboli (cokolwiek to jest ;)). Tak jak nie lubię truskawkowych zapachów, tak ta kompozycja mnie po prostu oczarowała! Jak zresztą balsam w ogóle, ponieważ używanie go to czysta przyjemność, a nie obowiązek wobec skóry ;)
   
   
Opis producenta:
Fruttini Sorbet to absolutnie nowatorska linia aromatycznych kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji ciała. Unikalne kompozycje zapachowe, świeże, soczyste owoce, bogactwo witamin i minerałów ożywiają i stymulują ciało i zmysły. Naturalne substancje nawilżające pozwolą Ci uzyskać efekt gładkiej i miękkiej skóry. Starannie wyselekcjonowane ekstrakty delikatnie odżywiają i nawilżają. 
   
Gdzie i za ile: Drogerie Natura, ok. 15zł / 200ml
  
Skład:
     
Moja opinia:
Balsam zamknięty jest w półprzezroczystej różowej tubie, zamykanej na zatrzask i stawianej na nim, dzięki czemu nie trzeba nic "wytrząsać" przy użyciu. Tuba jest miękka, co tylko ułatwia używanie. Sam balsam to dla mnie poezja... Pachnie truskawką, ale w takiej mocno odświeżonej wersji, zapewne to wpływ karamboli. Konsystencje ma bardzo lekką, kojarzy mi się wręcz z musem :) Jest też bardzo wydajny, bo odrobina wystarczy do posmarowania większego kawałka ciała ;)
Po użyciu skóra jest mięciutka i nawilżona, bardzo przyjemne uczucie! Znika co prawda po ok. 1h, ale zapach utrzymuje się dużo dłużej, w delikatnej wersji, ani trochę nie jest duszący. Jeśli posmarujemy się przed pójściem spać, rano pościel i piżama nadal będą ładnie pachnieć :) Właściwie nic więcej nie muszę pisać - nie dopatrzyłam się w tym balsamie wad!
Są również dostępne inne wersje zapachowe kosmetyków Fruttini Sorbet - limonka i mięta (koniecznie muszę przetestować latem), liczi i wanilia oraz ananas i prosecco. Muszę przyznać, że te połączenia zapachów bardzo mnie intrygują, będę musiała je wszystkie konkretniej obniuchać przy najbliższej okazji ;)
Na chwilę obecną na stronie tej marki z jakiegoś powodu nie ma wymienionych kosmetyków z tej serii. Nie jestem pewna, czy to stronka nie jest zaktualizowana czy to seria była limitowana, dam Wam znać, jak się dowiem ;)

   
 Używałyście jakichś kosmetyków Fruttini? Jakie były Wasze odczucia?
Ja po tej pierwszej przygodzie będę musiała przyjrzeć im się lepiej :)

A przy okazji... chciałabym Wam bardzobardzobardzo serdecznie podziękować!
Za to, że jesteście, czytacie i komentujecie! :*

środa, 26 października 2011

Lirene Intensywna Regeneracja - Balsam do ciała

Tym balsamem rozpocznę serię recenzji kosmetyków Lirene, choć będę starała się wrzucać je tu na zmianę z innymi produktami, żebyście się nie zanudziły ;) Lirene wprowadziło niedawno na rynek dwie nowe serie - Intensywna Regeneracja i Głębokie Nawilżenie. Przez ostatnie dwa tygodnie testowałam balsam i peeling z tej pierwszej serii, więc dziś napiszę Wam trochę o balsamie :)
   
   
Opis producenta:
Balsam dzięki specjalistycznej formule lipidowej skutecznie regeneruje i odżywia skórę. Składniki formuły doskonale pielęgnują skórę zapewniając jej korzyści niezbędne dla 100% regeneracji. Formuła lipidowa z olejem brzoskwiniowym odbudowuje i wzmacnia naturalny płaszcz lipidowy skóry. Wosk z oliwek w połączeniu z alantoiną uzupełnia niedobory substancji odżywczych niwelując uczucie napięcia i szorstkości. Glucam wiąże i trwale utrzymuje wodę w naskórku przywracając jędrność i elastyczność. Gliceryna przywraca skórze miękkość, usuwając mikropęknięcia i zgrubienia. Kremowa konsystencja zapewnia przyjemne rozprowadzanie produktu i szybkie wchłanianie.
  
Cena: ok. 13zł / 250ml 
  
Skład:
    
Moja opinia:
Przyznam szczerze, że dla mnie to po prostu najzwyklejsze smarowidło do ciała. Nie zauważyłam jakiegoś super ekstra działania ani super ekstra wad ;) No, ale po kolei.
Podoba mi się opakowanie. Jest wykonane z czerwonego plastiku, dość grubego, ale pod światło da się zobaczyć ilość balsamu. Podoba mi się to "wyżłobienie" na górze butelki - znacznie ułatwia jej otwieranie, nawet w przypadku mokrych palców. Te bąbelki na opakowaniu kojarzą mi się cały czas z owocem granatu ;) Balsam jest dość rzadki, ale nie lejący. Zapach delikatny, kojarzy mi się z kosmetykami dla dzieci, niezbyt mi się podoba - wolę konkretne, naturalne zapachy. Balsam jest dość tłusty, ale nie wchłania się jakoś szczególnie wolno, raczej przeciętnie. Pozostawia na skórze film, ale na krótko.
Serię tę testowałam z największą ciekawością, bo właśnie taka regeneracja jest mojej skórze potrzebna, zwłaszcza na nogach, gdzie skóra, choć dość dobrze nawilżona, momentami się łuszczy, mam na niej jakieś maleńkie krosteczki i zaczerwienienia. Ten balsam pomógł mi to nieco zniwelować, choć nie do końca - problem mam nadal i nie sądzę, żeby przy dalszym stosowaniu coś się zmieniło. Muszę też przyznać, że o ile skórę miał "dość dobrze nawilżoną", to teraz spokojnie mogę usunąć to "dość" ;)
  

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...