Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Love2Mix. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Love2Mix. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 maja 2014

Love 2 Mix Organic - Kojący krem do ciała Mięta i Lawenda

Daaawno, bardzo dawno już nie pisałam o żadnym smarowidle do ciała, bo prawie ich ostatnio nie używam. Wiem, że powinnam, bo między innymi przez brak odpowiedniego nawilżenia skóry nabawiłam się rozstępów, ale i tak na lato uznałam, że czas jednak zacząć coś znowu stosować na całe ciało. Sięgnęłam o mazidło, które nęciło mnie z szafki zapachem już od dłuższego czasu - kojący krem do ciała o zapachu mięty i lawendy rosyjskiej marki Love 2 Mix Organic. Czy spełnił moje oczekiwania?
  

Opis dystrybutora:
  
Gdzie i za ile: SkarbySyberii.pl, 19,90zł / 250ml
Od razu również wspomnę, że w tej chwili, do 25 maja, trwa promocja z okazji Dnia Matki - przy zamówieniu powyżej 50zł jest darmowa dostawa, ponadto na kod "Mama" otrzymujemy 10% zniżki na cały asortyment :)
  
Skład:
  
Moja opinia:
Krem otrzymujemy w wygodnym czarno-białym plastikowym słoiku, o naprawdę ładnym designie, dość minimalistycznym, ze zdjęciami mięty i lawendy, co nie pozostawia wątpliwości co do zapachu. Lubię też tę formę opakowania, bo pozwala zużyć kosmetyk do końca, dobrze wygląda na półce i wygodnie się je otwiera. Dodatkowym atutem jest plastikowa osłonka, dzięki której krem nie ląduje na samej zakrętce. 
 
 
Nie muszę chyba mówić, że podstawową zaletą jest jednak zapach. Uwielbiam ziołowe zapachy, z miętą i lawendą na czele, a chyba jeszcze nigdy nie miałam ich w połączeniu. Pachnie cudnie, jednak zdecydowanie jest to produkt na noc, bo jest niesamowicie kojący, uspokajający, idealnie, żeby się nieco schłodzić i utulić do snu po ciężkim dniu :)
  
  
Konsystencja kremu sprawia, że lepszym określeniem byłoby "masło". Jest gęsty i bardzo treściwy, dobrze się rozsmarowuje. Niestety towarzyszącą temu wadą jest to, że zostawia lekko tłustą warstwę i wolno się wchłania, a tego naprawdę nie lubię... Muszę jednak przyznać, że nawilżenie, jakie zapewnia, jest co najmniej zadowalające, bo po wieczornym posmarowaniu, efekt jest wyczuwalny na skórze jeszcze rano. Po kilku wieczorach pościel przeszła zapachem mięty i lawendy, co uważam za plus, bo zapach jest naprawdę piękny i idealny do spania w nim ;)
Czy znalazłam jakieś znaczące wady? Wygląda na to, że nie! To już kolejny rosyjski kosmetyk, który mnie zachwycił, więc chyba muszę zainwestować w kolejne ;) Rosjanie dobrze trafiają w moje kosmetyczne potrzeby, pozostaje mi testować kolejne produkty ;) Ten krem zdecydowanie polecam!
  

Lubicie takie ziołowe zapachy? Jakimi nutami lubicie się otaczać do spania? :)

środa, 13 marca 2013

Włosowa aktualizacja - Marzec

Ostatni miesiąc minął mi pod znakiem intensywnej opieki nad włosami, zajęłam się zwłaszcza problemem ich wypadania, na co znalazłam idealny środek. Udało mi się je nieco wzmocnić, z czego jestem bardzo zadowolona, choć na zdjęciach nie ma zbyt dużej różnicy, zobaczcie same.
  
       
Długość z przodu - 49,5 cm
  
                                                                                                                      A było:

  
   
Jeśli dobrze mierzę, moje włosy urosły ok. 2cm w ciągu miesiąca - to bardzo dobry wynik jak na nie! Przyznaję, "nawoziłam" je różnymi wcierkami, więc cieszę się bardzo, że jakiś efekt we wzroście włosów jest :) Ba, nie tylko we wzroście - wcierki zdziałały cuda, włosy ogólnie się poprawiły!




Spójrzmy chociażby na kwestię wypadania... Oto, co wczoraj zdjęłam ze szczotki po rozczesywaniu włosów po myciu:


Tyle co nic! Dla porównania - stan sprzed miesiąca:

  
  
Najlepsze jest to, że w tym przypadku mogę z całą pewnością podać Wam tego cudotwórcę - otóż sprawiła to kozieradka. Stosowałam ją przez jakieś półtora tygodnia, a efekty widzicie powyżej. Już wiem, za co chwycę następnym razem, kiedy włosy zaczną mi lecieć z głowy ;)




A wiecie, co jeszcze znalazłam?


Pierwszy raz od dawna zaczesałam włosy do tyłu w kitka i oto, co mnie zdziwiło - masa babyhair! Tutaj zasługę przypisuję już nie tylko kozieradce, ale także stosowanej kuracji rzepowej Joanny, którą już wykończyłam, wodzie brzozowej Isany i odżywce pokrzywowej Anny - ogarnęła mnie wcierkomania! :)

Zerknijmy może na mój aktualny arsenał włosowy, którego używam najczęściej :)





Najpierw codzienna podstawowa pielęgnacja, czyli szampon i odżywka. Szamponu używam tego samego, co miesiąc temu - to Love2Mis Organic - szampon z pomarańczą i chili - okazał się wydajny :) Myślę, że i on przysłużył się do przyspieszenia wzrostu włosów i do "narodzin" nowych babyhair. Odżywkę wzmacniającą Joanna Z Apteczki Babuni też już męczę byle wykończyć, co nastąpi na dniach. Jest ona przeciętna, używam głównie dla wygładzenia włosów po myciu. Jak wreszcie zmieni się w denko, sięgnę po mleczną maskę BingoSpa.










  

 Teraz magiczne wcierki, których używam zamiennie, ale nie codziennie - obie nieco zmieniają stan/zapach włosów, więc nie zawsze mogę ich użyć. Woda brzozowa Isana nie skończy mi się chyba nigdy, ale odżywka pokrzywowa Anna bardzo się moim włosom spodobała - na pewno jest "współwinna" tych ślicznych maluszków nad czołem ;) Za jakiś czas ją dla Was zrecenzuję :)
  













 
 Na koniec może jeszcze pielęgnacja uzupełniająca. Co któreś mycie stosuję płukankę octową na bazie octu jabłkowego Kamis. Wierzę, że daje to jakieś efekty, choć gołym okiem ich nie widzę. Dodatkowo co parę dni zamiast "zwykłej" odżywki używam maski regenerującej BioVax. Kiedyś już ją miałam i nieźle mi służyła, teraz mam wrażenie, że coś się w niej zmieniło, ale nie wiem co...







OK, dość o włosach :) Jeśli jesteście ciekawe mojego codziennego pielęgnacyjnego "rozkładu jazdy", zapraszam do zakładki "Jak dbam o włosy? - DZIENNIK", gdzie na bieżąco spisuję to, czego używam.
  
Jak się mają Wasze włosy? :)

wtorek, 26 lutego 2013

Love 2 Mix Organic - Szampon Pomarańcza i Chili

Blogerki, macie czasem tak, że nie możecie doczekać się pisania recenzji konkretnego produktu? Ja miałam tak z szamponem rosyjskiej marki Love 2 Mix. Ogólnie mówiąc, napalałam się na rosyjskie kosmetyki od dawna, a kiedy jakiś czas temu dorwałam dwa pierwsze, oba mnie zachwyciły. Drugim był krem do twarzy, o którym również napiszę za parę dni, ale teraz zapraszam na recenzję szamponu :)
  
  
Opis dystrybutora:
   
Gdzie i za ile: BioArp.pl, 17,50zł / 360ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Wiecie, że nie znam się za bardzo na składach, ale umiem wypatrzyć naturalne ekstrakty, a tu mamy ich sporo. Na pierwszym miejscu w składzie jest woda z dodatkiem ekstraktu z pomarańczy i chili, dalej widzimy także kakaowiec, żeń-szeń i jako ciekawostkę... karmel - może ktoś mi wytłumaczy, co tam robi karmel? :D
Ze spraw technicznych - butelka szamponu jest spora, czarna, z grubego plastiku. Pod światło nawet nie da się zobaczyć, ile szamponu zostało, musimy kierować się wagą butelki. Design opakowania jest prosty i ładny, bardzo mi się podoba. Jest ono także praktyczne - otwiera się poprzez naciśnięcie jednej części "pstryczka" - wtedy druga unosi się i ukazuje wylot butelki. Jeśli nie wiecie o czym piszę - na dole zdjęcie ;)
Szampon jest dość gęsty, ma lekko galaretkowatą konsystencję i ciemnopomarańczowy kolor, a zapach jest bardzo specyficzny, gorzki, z początku bardzo mi się podobał, potem przywykłam i wręcz go polubiłam. Kojarzy mi się ze skórką pomarańczy i jakimiś gorzko-ostrymi przyprawami, trudno go inaczej opisać.
  
  
Szampon jest wydajny, mała ilość wystarczy do spienienia na długich włosach jak moje. Nie pieni się może rewelacyjnie, ale na pewno wystarczająco dobrze. Ze spłukaniem go nie ma żadnego problemu, zostawia tylko na włosach delikatny zapach - teraz to dla mnie plus, od kiedy polubiłam ten "smrodek" ;) Nie plącze włosów, po umyciu i wyschnięciu są one bardzo miękkie i sypkie - uwielbiam ten efekt. 
Od kiedy go stosuję zauważyłam poprawę w kondycji włosów - mniej wypadają, mam sporo baby hair, chyba nawet nieco szybciej rosną. Co prawda większość z tego efektu zawdzięczam raczej wcierkom z kozieradki, ale myślę, że i szampon ma tu swój wkład.
Dodam jeszcze, że jak na rosyjski kosmetyk szampon ten jest dość tani, jeśli weźmiemy pod uwagę jego dużą pojemność, wydajność i 17,50zł ceny. Chciałabym tylko, żeby był bardziej dostępny... Kiedyś chętnie sprawdzę i inne produkty tej marki :) Ten szampon zdecydowanie polecam :)
  
 
  Dorwała Was moda na rosyjskie kosmetyki? Co możecie polecić? :)

środa, 13 lutego 2013

Włosowa aktualizacja - Luty

Obiecałam Wam, że w tym miesiącu będę Wam miała na ten temat do powiedzenia więcej. Obiecałam też sobie, że porządnie się wezmę za moje włosy. Obu obietnic zamierzam dotrzymać, więc dziś sobie troszkę poczytacie ;)
Aktualnie moje włosy prezentują się tak:
  
     
Długość z przodu - 47,5 cm
  
A było:                                                                                                                     
   
Jeśli chodzi o przyrost, jest dość standardowy, przybyło mi ok. 1 cm. Niestety mam za to wrażenie, że mogło ubyć na objętości, bo włosy wypadają mi obecnie na kilogramy - ale o tym zaraz.
Pojawił mi się już mały odrost, bo farba nie "sprała" się do końca, nie zamierzam jednak na razie farbować znowu, bo szkoda mi włosów, i tak są w kiepskiej kondycji. Pewnie jeszcze trochę koloru zniknie, więc i odrosty nie będą za bardzo widoczne - na razie chyba tylko ja je widzę ;)
 
 
Teraz może przedstawię Wam mój obecny arsenał, którego używam do codziennej pielęgnacji włosów:
  
   
Szampon to nowość - Love2Mix Organic z pomarańczą i chilli - ma przyspieszyć wzrost włosów. Używam go od jakiegoś tygodnia, więc na razie niewiele mogę powiedzieć, ale za jakiś czas na pewno pojawi się jego recenzja :) O odżywce wzmacniającej Joanny Z Apteczki Babuni już Wam tutaj pisałam parę dni temu, zainteresowane bez problemu znajdą w archiwum :) Dodatkowo psikam włosy eliksirem ziołowym Green Pharmacy - mam nadzieję, że pomoże z wypadaniem włosów, a jeśli nie - trudno, i tak uwielbiam go używać, bo ślicznie pachnie ;)
  
Poza tym wczoraj udałam się do mojego ulubionego zielarskiego sklepu i poczyniłam małe zakupy, właśnie z myślą o walce z wypadaniem kudłów...
  
  
Wcierki Jantar już kiedyś używałam i może nie zahamowała wypadania, ale wyhodowała mi masę baby hairów, a i one mi się teraz przydadzą... Na razie dokończę jednak kurację Joanna Rzepa - zostało mi trochę na kilka użyć, pewnie później kupię kolejną butelkę, ale to zobaczymy ;) Drugą rzeczą na zdjęciu są nasiona kozieradki, o których naczytałam się na blogach włosomaniaczek. Jestem już po pierwszym zaaplikowaniu i muszę przyznać - pachnę zupełnie jak przyprawa Maggi :P Planuję używać codziennie na godzinę-dwie przed myciem, ale o tym napiszę więcej jutro :)
  
A żeby nie być gołosłowną... Oto, co wyjęłam ze szczotki i zdjęłam z bluzki po rozczesaniu włosów po myciu...:
  
  
Pewnie kolejne dwa razy tyle gubię w ciągu dnia, a że włosów mam z natury bardzo mało, to dla mnie mała tragedia. Za miesiąc porównamy i mam nadzieję, że będzie poprawa - trzymajcie kciuki!
   
Jak się mają Wasze włosy? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...