Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuracje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 czerwca 2013

Włosowa aktualizacja - Czerwiec

Jestem w tym miesiącu spóźniona o kilka dni z aktualizacją, ale nikt się nie upominał, więc mam nadzieję, że nie macie mi za złe ;) Prawdę mówiąc, najchętniej bym w tym miesiącu w ogóle nie robiła tego posta, ale trzeba być konsekwentnym... 
Moje włosy wyglądają obecnie tak:
  
            
Długość z przodu - 52 cm
   
                                                                                                                     A w maju:

  
Tradycyjnie już włosy urosły tylko około 1cm, przestaję powoli przejmować się tym małym przyrostem, bo i tak są długie, trzeba im przyznać ;)
Niestety widać po nich to, że przez ostatni miesiąc niewiele dla nich zrobiłam... Nieco zmarniały, zaczynają znowu wypadać, mam końcówki w kiepskim stanie. Myślę nad podcięciem ich, tak minimalnie dla zdrowia. Muszę się w końcu do tego zebrać, tylko mam ostatnio tyle na głowie, że nie wiem, kiedy w końcu wybiorę się do fryzjera...




Moja pielęgnacja w ostatnim czasie wygląda dość tragicznie:
  
 
A najtragiczniejsze jest to, że regularnie używam właściwie tylko szamponu, a kuracji czy wcierki naprawdę od święta. Nie mam kompletnie głowy do większego dbania o włosy, a to musi się zmienić. Mam nadzieję, że za miesiąc będę mogła się Wam pochwalić czymś więcej... Dziś właściwie nie mam Wam nic więcej do napisania.
Proszę więc tylko o mobilizację do większego dbania o włosy, mimo braku czasu!

czwartek, 23 maja 2013

Paznokcie moje, nie umierajcie!

Zaczynam zapowiadaną od dawna akcję intensywnej reanimacji moich biednych paznokci...
Zmotywowały mnie kochane koleżanki blogerki, które u siebie zamieściły w ostatnim czasie podobne wpisy i zainspirowały mnie tym do zrobienia czegoś konkretnego w kierunku ładnych i zdrowych paznokci. 
Moje katalizatory to m.in. słynny już wątek na wizażu, wpis Idalii i Czarnej Orchidei.
Co prawda stan wyjściowy moich paznokci jest znacznie tragiczniejszy, ale jestem dobrej myśli - wierzę, że tym razem uda mi się doprowadzić je do porządku :)

Zacznę może od tego, jak obecnie wyglądają i zachowują się moje paznokcie...

Zdjęcie można powiększyć, żeby zobaczyć lepiej stan tych paskudników.

Przede wszystkim, są koszmarnie miękkie, mogę je dowolnie wyginać i nie ma szans, żebym coś nimi zdrapała - zwykłe zdrapki z nimi wygrywają. Dodajmy do tego straszną tendencję do rozdwajania, właściwie nie mam miejsca, gdzie wystająca płytka byłaby w całości. Jak pomaluję paznokcie, lakiery trzymają się bardzo krótko przez miękkość, ale to jeszcze nic - szybko pojawiają się odpryski... paznokci, nie lakieru... Nie mogę nawet spiłować i na równo, bo łamią się nawet w kontakcie z pilniczkiem. Pozostaje mi więc ścinać je na zero, nawet jeśli oznacza to, że są nierówne... Jak widać na zdjęciu powyżej. Ponadto nadal mam na nich podłużne bruzdy. Do tej pory byłam przekonana, że to wina mojej anemii, ale ostatnie badania wykazały, że anemia dała mi teraz trochę spokoju, wyniki są OK, a bruzdy nadal są. Pomyślałam, że paznokciom brak nawilżenia, może coś pomoże ta kuracja i na bruzdy?
Nie sposób nie wspomnieć o skórkach - jak widzicie są suche i poszarpane, choć to akurat moja wina. Kiedy odstają, zwyczajnie je zrywam, przez co potem mam stany zapalne w co drugim palcu...

Wychodzi na to, że mam nad czym pracować w kwestii regeneracji paznokci.
Oto część mojego odżywczego arsenału:


Jak widzicie, postawiłam na olejki i nawilżanie. Z części składników obecnych na zdjęciu skomponowałam sobie olejek, który jest głównym elementem kuracji.


Potrzebna mi była pusta butelka po lakierze - jeśli żadnej nie macie, zróbcie to co ja - kupcie tani, bazarkowy lakier, wylejcie go, przepłuczcie butelkę i pędzelek zmywaczem i voila ;)


Do mojej mieszanki olejowej użyłam trzech składników:
- serum z mirrą Barbra Pro
- olejku Alterra brzoza i pomarańcza
- kilku kapsułek z witaminą A+E
Serum zajęło ok. 10% pojemności buteleczki. Dodałam do niego zawartość kapsułek (ostatecznie wkropiłam cztery) i do końca wypełniłam olejkiem Alterra, który jest moim zdecydowanym hitem :)

Oto efekt:


Serum z mirrą jest gęstsze, przez co osiada na dnie i przed każdym użyciem trzeba przemieszać buteleczkę. Mogłam dodać też kilka kropel olejku eterycznego, ale uznałam to za zbędne, bo olejek Alterry pachnie ślicznie sam w sobie.

Jak nakładam olejek na paznokcie? Moje dzieło tworzone w półśnie ładnie to przedstawia ;)
   
I pomyśleć, że zawsze uważałam, że tworzenie od zera na kompie nie jest dla mnie... :P
Olejek stosuję kilka razy dziennie, nie przeszkadza on jakoś specjalnie w codziennych czynnościach kiedy mamy go na paznokciach. Na pewno stosuję go na noc i rano, a w ciągu dnia - jeśli mam okazję. Poza tym pomagam sobie kremami do rąk, których normalnie nie stosuję zbyt regularnie, teraz zaś zatrudniłam do tego aż trzy tubki:


Alterrę stosuję na co dzień w domu, Lirene trzymam w torebce i używam w biegu (jest najlżejsza i szybko się wchłania), a Orly to specjalista na noc - smaruję nim dłonie dość obficie na noc i zakładam na nie bawełniane rękawiczki:
 

Na razie muszę się do tego przyzwyczaić, ale dłonie i paznokcie będą mi kiedyś wdzięczne ;)

Zauważyłam też, że kiedy regularnie malowałam paznokcie, nie miałam z nimi takich problemów jak teraz. Mogę więc założyć, że jest trochę prawdy w tym, że lakier zabezpiecza płytkę, poza tym moje pazurki są na chwilę obecną zbyt brzydkie, by świecić golizną. Dlatego też postanowiłam, że zaczynam je znowu malować z większą uwagą (przez ostatnie miesiące zwykle miałam je gołe) i do łask wróciły moje ponad trzy setki lakierów (tak, wiem, trzeba przetrzepać kolekcję ;)). Do zdjęcia łaskawie zapozowały mi jedne z ulubionych:


Stęskniłam się za nimi :D
Żeby nie było z kolei tak, że to lakiery zaszkodzą moim paznokciom bardziej, stosuję oczywiście zabezpieczenie w postaci dobrych baz:


Akurat tutaj wyciągnęłam starocie, bo okazuje się, że nie mam za bardzo bazy, która spełniałaby wszystkie moje wymagania. Nail Tek nie służył mi ani jako odżywka, ani jako baza, lawendowe cudo od Barbry jest genialne, ale już gęste i zgluciałe, a diamentowy utwardzacz Barbry to właściwie top. W drodze do mnie jest odżywko-baza My Secret, zobaczymy, czy zda egzamin :)

Jeśli chodzi o zmywanie...
 

Zwykle wierna jestem mojej ukochanej zielonej Isanie, ale coś mnie podkusiło jakiś czas temu, żebym kupiła zmywacz BeBeauty - żałuję tego przy każdym zmywaniu. Z kolei tonik Barbry jest świetny, ale nie tak łatwo go zdobyć. Jak tylko wykończę tego nieszczęśnika z BeBeauty, wracam do mojej Isanki - niby ma aceton, a służy moim paznokciom lepiej niż cokolwiek innego (no, może poza barbrowym tonikiem ;)).

Na koniec jeszcze to, czym wspomagam się od środka:


Wreszcie kupiłam polecane przez włoso- i paznokciomaniaczki Calcium Pantothenicum, na które czaiłam się od bardzo dawna. Łykam je od kilku dni, miejmy nadzieję, że pomoże :) Opakowanie 50 tabletek kosztowało niecałe 10zł, więc nie jest to drogi eksperyment :)
 
Na tym kończę swój przydługi (nieee, no skąd!) wywód. Mam nadzieję, że ktoś dotarł do samego końca i dał radę to wszystko przeczytać ;) Za jakiś miesiąc postaram się zdać Wam relację z przebiegu i efektów mojej kuracji :) Trzymajcie kciuki!

środa, 29 sierpnia 2012

Eveline Advance Volumiere - Serum do rzęs 3w1 - PO KURACJI

 Wiem, że "wiszę" Wam ten post od dawna, obiecałam...
Już kilka osób się o niego upomniało, więc oto jest, choć pewnie Was nie zadowoli.
Muszę się wytłumaczyć, dlaczego tak długo się nie pojawiał. Otóż, ciągle dawałam mu kolejną szansę, jeszcze parę dni, jeszcze tydzień, jeszcze miesiąc. I nic. 
   
  
Nie będę Wam po raz kolejny recenzować tej odżywki - wszystko, poza oczywiście efektami, znajdziecie w tym poście - KLIK.
Dzisiaj chcę zaprezentować tylko efekty. A raczej ich brak:
  
  
Używałam tego serum codziennie na noc i czasem na dzień pod tusz przez ponad dwa miesiące...
Widzicie tu jakąś poprawę? Ja nie. Ba, wydaje mi się nawet, że jest gorzej niż wcześniej, ale akurat chyba kwestia zdjęć, bo nie zaobserwowałam faktycznie pogorszenia się stanu rzęs. Niestety nie zauważyłam też żadnego pozytywnego działania. Ani nie urosły, ani się nie zagęściły ani pogrubiły, nic. Miałam wielkie nadzieje związane z tym serum, ale niestety najwyraźniej jestem jedną z tych osób, którym nie pomogło :(

Przykro mi, że nie mam dla Was lepszych wieści...
  
Próbowałyście tego serum? Pomogło Waszym rzęsom?
A może mimo tej recenzji macie zamiar zaryzykować i je kupić?

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

VitaSuplemental - wrażenia po miesiącu kuracji

Może pamiętacie, że ponad miesiąc temu napisałam Wam, że zaczynam kurację z pomocą suplementu diety marki MultiSuplemental. Suplement nazywa się VitaSuplemental i jego zadaniem jest poprawa odporności i sił witalnych, a także zadbanie o zdrowy wygląd naszej cery. Kiedy zaczynałam kurację, uznałam, że przyda mi się zwłaszcza ta pierwsza część obietnic producenta - chodziłam wiecznie osłabiona, momentami wręcz omdlewająca. Nie ukrywam, że powodem tego mogła być m.in. moja anemia, którą teoretycznie zwalczyłam na jakiś czas, ale uznałam, że nie zaszkodzi spróbować wspomóc się tym suplementem.
Ogólnie mówiąc, jestem dość sceptycznie nastawiona do większości suplementów, dlatego ten mnie zadziwił. Jak? Działał! ;)
  
  
Opis producenta:
Vitasuplemental - Suplement diety, który przede wszystkim zwiększa energię, siły witalne, wspomaga odporność i kondycję organizmu oraz dodatkowo zapewnia zdrowy i piękny wygląd skóry.
Beta Glukan (150mg) - silny stymulator układu odpornościowego .Znacznie wspomaga mobilizację układu odpornościowego do walki z infekcją. Aktywuje układ odpornościowy przeciw zakażeniom wirusowym i bakteryjnym.
Laktoferyna (100mg) - białko naturalnego pochodzenia o właściwościach przeciwbakteryjnych i przeciwwirusowych. Wspomaga prewencję schorzeń wirusowych u ludzi.
Mleczko pszczele (Liofilizat) (70mg) – jest skarbnicą witamin, zawiera wiele mikroelementów a także substancje bakterio i wirusobójcze. Ponadto usuwa zmęczenie, zwiększa efektywność pracy i powoduje przypływ sił witalnych.
Astaksantyna (8mg) - pozyskana z alg, bardzo silny antyoksydant podnoszący odporność organizmu i dodatkowo wpływający na poprawę wyglądu naszej skóry.
Bioperyna (4mg) - silnie zwiększa biologiczną dostępność, wchłanianie i wykorzystanie przez nasz organizm substancji witalnych i składników mineralnych.
Chlorofilina - barwnik stosowany do kapsułek, posiada właściwości przeciwbakteryjne oraz przeciwzapalne. Chlorofil niezbędny jest dla ludzi, którzy mają niedobór światła słonecznego. 
Suplementy diety Vitasuplemental oraz StressOff są rekomendowane przez Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.
  
   
Moja opinia:
Jedno opakowanie suplementu zawiera 30 kapsułek na trzech blistrach po 10 sztuk - czyli miesięczną kurację. Kapsułki są dwukolorowe, pomarańczowo-zielone, miękkie, przełyka się je bez problemów. Nie mają żadnego wyczuwalnego smaku, ot, typowe kapsułki. 
Po kilku dniach od zaczęcia stosowania ich, zauważyłam, że faktycznie czuję się lepiej. Nie byłam tak ospała (z wyjątkiem deszczowych dni, ale to chyba normalne, że człowiek nie ma ochoty wychylać nosa spod kołdry ;)), nie słabłam bez powodu, ogólnie mówiąc - zwiększenie energii i sił witalnych można odhaczyć na liście spełnionych obietnic producenta - co mnie naprawdę zaskoczyło. Co do wspomagania odporności... Cóż, nie zachorowałam w trakcie stosowania, nie złapałam nawet kataru, choć trudno powiedzieć, czy to zasługa suplementu czy po prostu "łaskawy los mnie oszczędził" ;)
Co do "pięknego i zdrowego wyglądu skóry" - oj, tu bym się pokłóciła... Niestety, nie zaobserwowałam najmniejszej poprawy mojej problematycznej cery, ale nikt tu nie napisał, że wszelkie krostki znikną jak za dotknięciem różdżki, ba, nikt nawet nie napisał, że cera problematyczna może liczyć na takie cuda. Może gdybym nie miała konstelacji na twarzy, zauważyłabym jakąś poprawę, ale tak - nic ;)
Dodam jeszcze, że choć kapsułki te skończyły mi się parę dni temu, nie zaczęłam znowu omdlewać na ulicach ani przesypiać całych dni, więc działanie się jak na razie utrzymuje ;)
Ogólnie mówiąc - jestem zadowolona. Przez jakiś czas dam się organizmowi unormować i wtedy zacznę kurację innym suplementem, który również wkrótce bardzo mi się przyda, zważywszy na rozkręcającą się powoli sesję...:
  
  
A jaki jest Wasz stosunek do tego typu suplementów? :)

niedziela, 15 stycznia 2012

L'Biotica - Regenerujący krem do rzęs - po kuracji

Przez ponad miesiąc używałam teraz regularnie (choć oczywiście parę razy zdarzyło mi się zapomnieć ;)) kremu do rzęs z L'Biotiki. Z początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona, później zaczęłam zauważać efekty - nie są może spektakularne, ale to i tak zdecydowanie więcej, niż się spodziewałam.

Krem wygląda tak:
  
  
A oto, co obiecuje producent:
   
   
Przed kuracją moje rzęsy wyglądały tak:
  
  
A teraz...:
  
   
Nie wiem, czy jesteście w stanie zobaczyć jakiekolwiek zmiany na tych zdjęciach, jeśli nie, musicie mi wierzyć na słowo ;)
Przede wszystkim, mniej więcej po 2-3 tygodniach stosowania zauważyłam sporo maleńkich rzęs pomiędzy tymi długimi - teraz ich już nie widzę, więc może "dorosły" do pozostałych i wmieszały się w tłum ;) Wydaje mi się również, że rzęsy są dłuższe - ale to akurat trudno ocenić tak z całą pewnością...
Zauważyłam też, że mniej rzęs mi wypada - kiedyś przy zmywaniu makijażu zawsze miałam kilka na waciku, teraz pojawi się jedna, ale nawet nie zawsze, raczej sporadycznie. 
Tyle jeśli chodzi o efekty, teraz trochę spraw technicznych ;)
   
   
Krem ma formę dość gęstego żelu, który po wyciśnięciu z tubki formuje się w cieniuteńki wężyk - w sam raz, żeby zaaplikować bezpośrednio przy linii rzęs i wsmarować. Odradzam jednak nakładanie na całej linii rzęs - za dużo tego wyjdzie i tylko zatłuści powieki niepotrzebnie, zamiast działać wyłącznie przy rzęsach. Jak za dużo damy tego żelu na noc, to rano nadal mamy tłuste powieki, przez co mogą być problemy z makijażem, nawet po przetarciu micelem. Zapachu żel nie ma, nie barwi też w żaden sposób. 

Dodam jeszcze, że jest on teraz dostępny w promocji w SuperPharm, zdaje się, że kosztuje 13zł za dwa opakowania, albo coś koło tego. Jeśli ktoś zainteresowany, lepiej się pospieszyć ;)
  
A na koniec mały bonusik...
Oto, co zobaczyłam dziś rano za oknem po przebudzeniu :)
(Tak, mieszkam naprzeciwko cmentarza ;))
   
    
Przy okazji - jeśli macie do mnie jakieś pytania, zapraszam do zadawania ich poprzez panel FormSpring - znajdziecie go w pasku bocznym, ponad blogrollem :)

I dla gap - zapraszam także do czytania i komentowania mojego wczorajszego posta, o efektach pracy nad włosami po 4 miesiącach ;)

AKTUALIZACJA:
Niestety pozytywna recenzja była przedwczesna - wszelkie efekty zniknęły w krótkim czasie po zaprzestaniu stosowania tego kremu. :( 

niedziela, 23 października 2011

Joanna Rzepa - Kuracja wzmacniająca do włosów

W ramach mojej akcji ratowania włosów sięgnęłam po coś, co już parę lat temu uratowało mi moją jakże bujną czuprynę ;) Chodzi mi oczywiście o osławioną kurację Joanny z rzepowej serii - wiele dobrego kiedyś o niej wyczytałam na KWC, znalazłam, kupiłam, sprawdziło się! Tym razem także mnie nie zawiodła :)
   
   
Opis producenta:
Kuracja wzmacniająca Rzepa przeznaczona jest dla włosów przetłuszczających się, ze skłonnością do łupieżu i wypadania. Zawiera bogaty zestaw aktywnych czynników - takich jak ekstrakt z czarnej rzepy oraz inne specjalnie wyselekcjonowane ekstrakty naturalne i składniki energizujące, aby wzmacniać włosy i skutecznie zmniejszać przetłuszczanie się skóry głowy. To specjalistyczny produkt do wcierania w skórę głowy, który pozwala osiągnąć dobre rezultaty przy regularnym stosowaniu. Specjalna formuła neutralizuje charakterystyczny zapach czarnej rzepy i zwiększa komfort stosowania.
  
Cena: 9zł / 100ml
  
Skład: Aqua, Alcohol Denat., PEG-75 Lanolin, Raphanus Sativus Extract, Urtica Dioica Extract, Arcitium Lappa Extract, Humulus Lupulus Extract, Glycogen, Glycerin, Niacinamide, Panthenol, Menthol, Allantoin, Laureth-10, Citric Acid, Parfum, Benzyl Salicylate, Butylphentyl Methylpropinal, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Dmdm Hydantoin, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone
  
    
Moja opinia:
Kurację kupujemy w kartoniku, a w nim znajdujemy przezroczystą plastikową butelkę z białą zakrętką zakończoną wąskim aplikatorem - odkręcić można zarówno całą białą część, jak i sam czubeczek, zakrywający aplikator. Płyn jest zielonkawo-żółty, zupełnie rzadki, ma intensywny ziołowy zapach. Pachnie charakterystyczną rzepą - dla jednych to smród, dla innych zapach nawet przyjemny. Ja z moim zamiłowaniem do ziół znajduję się oczywiście w tej drugiej grupie, choć musiałam do tego "smrodku" przywyknąć ;) 
Stosuję ją po myciu włosów przed spaniem (bo zawsze myję wieczorem) - nakładam trochę na skórę głowy w kilku punktach i rozmasowuję. Zapach utrzymuje się jakiś czas, ale rano na pewno już nic a nic nie będzie czuć, o to się nie martwcie :) Z początku nie zauważycie żadnych efektów, bo nie działa na włosy natychmiastowo. Za to po paru tygodniach na pewno będzie poprawa, słowo Orlicy! ;) Moje włosy wypadają o wiele mniej, a te dwa czy trzy lata temu po zużyciu całej buteleczki (ok. 2 miesiące mi to zajęło) na szczotce właściwie nic nie zostawało - byłam w szoku! Teraz zużyłam może 10% butelki, choć używam jej miesiąc, bo jest bardzo wydajna, a ja nauczyłam się precyzyjniej ją aplikować, więc ubywa mi jej dużo wolniej niż poprzednim razem.
Jeśli macie problem z wypadającymi włosami, to problem zniknął. Jedyny jaki pozostał, to "Gdzie kupić tę cudną kurację?!" - a i ten problem zaraz rozwiążę. Czasem można dostać ją w SuperPharm, choć w mojej jej już jakiś czas nie widziałam. Na pewno będzie w sklepach zielarskich, na pewno jest w sklepie Inermis.pl - stąd ja ją zamówiłam tym razem.
Krótko mówiąc - POLECAM SERDECZNIE! ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...