Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Love Me Green. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Love Me Green. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 października 2013

Love Me Green - Organiczny energetyzujący peeling do ciała

Na dziś został mi do zrecenzowania ostatni (jak dotąd ;)) produkt marki Love Me Green. Poprzednie doświadczenia z tymi kosmetykami były różne - zarówno pozytywne, jak i negatywne. Tym razem kosmetyk mi naprawdę przypasował, ale jednak ma pewne znaczące wady... Zapraszam do wczytania się w ciąg dalszy :)
  
   
Gdzie i za ile: na LoveMeGreen.pl, 99zł / 200ml (obecnie w promocji za 79zł)
  
Opis producenta i skład:
   
Moja opinia:
Zacznę tradycyjnie od opakowania, które w tym przypadku jest najsłabszym ogniwem w łańcuchu tego peelingu. Jest to plastikowy płaski słoik, bezbarwny, z białą zakrętką. Nie wiem, czy to kwestia mojego egzemplarza czy nie tylko, ale zakrętka ma tę wielką wadę, że nie ma żadnego uszczelniacza. W efekcie wystarczy, że słoik jest minimalnie przechylony i wycieka już z niego olejek. Nie muszę chyba mówić, że olejek jest tłusty, więc i wszystko dookoła staje się takie. Półka w łazience cały czas się przez niego ślizga, choć słoik stoi grzecznie płasko. Ponadto przez tę tłustą wilgoć, nieestetycznie odkleja się etykieta.
Sam peeling ma konsystencję cukru zbitego w grudki, pływające w olejku. Nie jest rzadki, powiedziałabym, że w sam raz. Zapach ma naprawdę bardzo ładny - świeży, pomarańczowy i bardzo naturalny.
  
  
Jego działanie jest plusem, który nadrabia felerne opakowanie. Peeling świetnie ściera martwy naskórek, skóra jest zauważalnie gładsza. Nie można nie wspomnieć o rewelacyjnym nawilżeniu - po użyciu tego peelingu przez 2-3 dni stosowanie balsamu do ciała nie miałoby najmniejszego sensu, bo skóra przez ten czas nadal pozostaje wręcz namacalnie nawilżona. Wadą za to może być jeszcze cena, ale wiecie co? W przypływie gotówki chętnie kupiłabym ten peeling raz jeszcze :)
Czy polecam? Zdecydowanie, tylko weźcie pod uwagę to nieszczelne opakowanie i być może zastanówcie się nad jakimś zastępczym ;)
   
  
Lubicie takie peelingi na olejkach? :)

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Love Me Green - Odżywczy krem do rąk

Dziś w blogowaniu wyręcza mnie moja "starsza siostra" Sandra, znana Wam jako meSS albo Seraphine (klik). Ma dla Was recenzję kremu do rąk Love Me Green, który dostała ode mnie :) Czy jej się spodobał? Poczytajcie same, oto co napisała: :)
  
Uwielbiam kremy do rąk. Mam ich kilkanaście, a i tak na bieżąco je zużywam i rozglądam się za nowościami, dlatego kiedy Orlica poprosiła mnie o recenzję organicznego kremu do rąk od Love Me Green, nie zastanawiałam się długo. Dzisiaj po kilku tygodniach stosowania, mam już wyrobione zdanie i mogę się nim z Wami podzielić.
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: Love-Me-Green.pl, 49,90zł / 75ml
    
Opinia Seraphine:
Krem otrzymujemy w prostym białym opakowaniu, dość ascetycznym. Ja lubię takie proste rozwiązania. Bez przepychu, czysta elegancja. Po nałożeniu kosmetyk sam w sobie jest dosyć gęsty. Nie grzeszy lekkością, ale po rozprowadzeniu daje poczucie nawilżenia. Jedyne co mnie odrzuca, to zapach, a raczej jego brak. Niestety, jestem wybredna jeśli chodzi o kosmetyki pielęgnacyjne i zapach gra dla mnie dużą rolę. W tym przypadku jednak jego brak jest dla mnie po części usprawiedliwiony, ze względu na skład kremu. Jak możecie zauważyć, krem jest prawie w 100% naturalny. Wydaje mi się więc, że „Love Me Green” nie chciało zapychać składu dodatkami, żeby dać nam wrażenie całkowitej naturalności.
Co do działania samego kosmetyku to uczucia mam mieszane. Po pierwszym rozsmarowaniu byłam bardzo zadowolona. Krem szybko się wchłonął, nie lepił się i praktycznie od razu nawilżył moje dłonie. Przy kolejnych użyciach już tak wspaniale nie było. Gorzej było z wchłanianiem, zauważyłam też, że odrobinę się lepi po nałożeniu. Być może jest to spowodowane tym, że ja z reguły mam dość mocno nawilżone dłonie – staram się smarować je kilka razy dziennie. Możliwe również, że kiedy pierwszy raz go nałożyłam, byłam po 12 godzinach pracy, gdzie zwyczajnie nie mam czasu na kremowanie dłoni – stąd większe zapotrzebowanie na nawilżenie.
Ogólnie więc, jeśli macie pracę, po której Wasze ręce wręcz błagają o regenerację i nawilżenie – ten krem z pewnością spełni swoje zadanie znakomicie. Jeśli jednak krem do rąk to dla Was tylko miły dodatek, Love Me Green to może być dla Was strata pieniędzy. Niestety, koszt kremu jest dla mnie kolejnym minusem – dla codziennego użytku i średnio zniszczonych dłoni – lepiej poszukać czegoś tańszego, o podobnym działaniu. Mimo wszystko, dla tych z Was, które potrzebują silnego, nawet dosyć ciężkiego kosmetyku do nawilżenia – warto spróbować! 
  
   
I co myślicie o tym produkcie? Skusiłybyście się?

poniedziałek, 29 lipca 2013

Love Me Green - Tonik do twarzy

Ostatnio jakoś słodko było tu na blogu, jeśli chodzi o recenzje - było ich mało, ale jak już się pojawiały, były raczej pozytywne. Bynajmniej nie dlatego, że trafiam ostatnio na same hity ;) Dziś dla równowagi mam dla Was... kit. Mowa o toniku ekologicznej marki Love Me Green. Może brzmi to zachęcająco, ale nie do końca tak jest... Zapraszam do czytania!
   
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: love-me-green.pl, 49,90zł / 150ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Opakowanie toniku to plastikowa bezbarwna butelka z atomizerem. Jej design, tak jak design całej marki, bardzo mi się podoba - te delikatne wzory na białym tle zdecydowanie do mnie trafiają :) Atomizer rozprowadza dość wąski strumień toniku, nie jest to mgiełka. Rzadko widzi się toniki w spray'u, sama nie wiem, czy jest to dobre rozwiązanie. W moim przekonaniu tonik to coś, czym przecieramy twarz, by ją oczyścić, zaś po spryskaniu jej tonikiem w tej formie wszelkie zanieczyszczenia pozostaną nieruszone.
Sam tonik ma żółtawy kolor, ale widzi się to tylko w butelce. Jego zapach jest zachęcający - delikatny, ale owocowy i naturalny. 
  
   
Jeśli chodzi o działanie, zaczynają się przysłowiowe schody. Zacznijmy od tego, że po psiknięciu tonikiem w twarz, znajduje się on tylko na jej części - jego zasięg jest mały, bo tonik leci w sporych kropelkach. Trzeba więc psiknąć 2-4 razy, by objąć całą twarz. Tak naprawdę jedyną dostrzegalną funkcją tego toniku jest dla mnie odświeżenie, ale tak działałby prawie każdy chłodny płyn zaaplikowany w ten sposób. Ogromną wadą jest dla mnie to, że skóra niesamowicie się po nim lepi, mam wrażenie, że zamiast oczyścić, powoduje on przylepienie się do twarzy dodatkowych zanieczyszczeń, co powoduje straszny dyskomfort. Próbowałam stosować ten tonik tradycyjnie, na waciku - efekt był podobny. Na pewno nie jest to produkt dla mnie.
Wam również raczej go nie polecam. Nie dość, że jest przeciętny i ma znaczące wady, to jeszcze jego cena potrafi powalić, nie sądzicie...? 
   
  
Używałyście kiedyś toników w spray'u? Jak się sprawdziły?

niedziela, 30 czerwca 2013

Love Me Green - Krem do ciała z zieloną herbatą

Na początek kawałek prywaty - skończyłam szkolenie do pracy, pozdawałam wszelkie testy i pozostaje mi podpisać umowę i zarabiać ;) Poza tym w środę mam egzamin licencjacki, więc nadal jestem nim zaabsorbowana, ale już i tak kamień z serca, że choć testami do pracy już nie muszę się martwić - wszystko zdałam z bardzo zadowalającym wynikiem :)
A żebyście nie zapomniały, o czym przede wszystkim jest ten blog, na dziś mam dla Was recenzję... Ba, w dodatku recenzję kosmetyku! Mianowicie kremu do ciała marki Love Me Green. Nie znacie? Nie szkodzi, poczytajcie, a poznacie :)
  
  
Opis producenta:
  
Gdzie i za ile: love-me-green.pl, 119,90zł / 200ml
  
Skład:
  
Moja opinia:
Krem do ciała kryje się w przezroczystej butelce z pompką. Bardzo podoba mi się jej design - biała naklejka z zielonymi roślinnymi wzorami wygląda naprawdę zachęcająco :) Dodatkowo sama pompka już stanowi plus. Pompka zresztą jest bardzo praktyczna, bo wydobywa idealną ilość balsamu - dokładnie taką, jakiej potrzeba do posmarowania jednej partii ciała (łydki / uda / brzucha / obu rąk). Krem jest dość gęsty i treściwy, co mi właściwie odpowiada, choć na lato może to być upierdliwe, bo wchłania się dość długo. Zapach ma intensywny, ale nie kojarzy mi się wcale z zieloną herbatą, bardziej właśnie z zieloną kawą i muszę przyznać, że jest to pozytywne skojarzenie, z jakiegoś powodu przywodzi mi na myśl dzieciństwo :)
   
 
Jeśli chodzi o działanie, nie mam w sumie nic do zarzucenia temu kremowi poza tym, że faktycznie mógłby się lepiej wchłaniać. Jest wydajny i gładko rozprowadza się po skórze, zostawia lekki tłusty film, który znika dopiero po jakiejś godzinie. Dodam jeszcze, że zapach również pozostaje długo na skórze. Nawilża jednak prawidłowo, naprawdę skutecznie. Nie czuję tej magii wyszczuplania w nim, ale czego się spodziewać po kremie do ciała? Nawet po kremie za 120zł... Tak, wiem, cena jest co najmniej kosmiczna i prawdę mówiąc, choć krem mi się podoba, nigdy nie dałabym za niego takiej kwoty.
Podsumowując, jest to naprawdę przyzwoity kosmetyk za nieprzyzwoicie wysoką cenę. Jeśli jednak możecie sobie na niego pozwolić, jak najbardziej polecam, wyżej jest link do sklepu, gdzie możecie kupić kosmetyki Love Me Green. Ja mam ich jeszcze kilka, więc możecie liczyć na dalsze recenzje :)
 
   
Znacie markę Love Me Green? Używałyście jakichś kosmetyków z niej?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...