Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akcja ratowania włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akcja ratowania włosów. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 stycznia 2014

Jak uratować przeproteinowane włosy w tydzień?

Tak naprawdę post ten powinnam zacząć od mowy pochwalnej dla naszej blogowej koleżanki - Kascysko. Pisałam Wam tydzień temu o moich problemach z włosami, które stały się strasznie szorstkie, łamliwe, a przede wszystkim niemiłosiernie się plątały. To właśnie Kasia uświadomiła mi wtedy, że winą są proteiny z mlecznej maski BingoSpa, której używałam. W całość wpisu można zagłębić się TUTAJ, ja jednak streszczę Wam, że ostateczną konkluzją było to, że moje włosy są przeproteinowane. Mimo, że ich stan był opłakany, Kasia doradziła, że da się je jeszcze odratować, nie trzeba ich wcale ścinać. Podała mi wiele praktycznych rad. Co z tego wynikło? Cóż - wielka poprawa stanu włosów w ciągu siedmiu dni! Oto, jak prezentują się teraz:
  
Wybaczcie kiepskie zdjęcie i pranie w tle, skazana byłam na samowyzwalacz ;)
A jak wyglądały zaledwie tydzień temu?

Słowem - jeden wielki kołtun. Może i prezentują się lepiej przez błysk, ale to tylko zasługa flesza z aparatu.
  
Idąc za radami Kasi, wzięłam się za porządną regenerację moich włosów. Oczywiście przede wszystkim wykluczyłam z pielęgnacji wszystko, co zawierałoby proteiny, stawiając na emolienty. Drugim ważnym elementem kuracji były oleje. Oto cały mój arsenał stosowany w minionym tygodniu:
    
 
      Zacznę może od olejów. Stosowałam je codziennie przed myciem, minimum na 30 minut. W praktyce zazwyczaj udawało mi się znaleźć czas, żeby nieco dłużej posiedzieć z olejem na głowie. Stsowałam zamiennie olej arachidowy, kokosowy i dwie mieszanki - Alterra z brzozą i pomarańczą (moja ulubiona, już chyba wycofana :() i oliwka dla dzieci BabyDream. Moje włosy najbardziej lubią avocado, ale akurat nie mam go na stanie :( Czasami na olej nakładałam dodatkowo naftę kosmetyczną, również za radą Kasi.
      Oleje zmywałam dwukrotnie szamponem. Może dwa razy to zbytek, ale jak hopsa na punkcie świeżych włosów i zawsze boję się, że po jednym umyciu mogą być jeszcze nieco tłuste ;)
      Po zmyciu oleju nakładałam na włosy nowo odkryte cudo - odżywkę Alverde z avocado i winogronem. Okazała się idealna dla mnie i już wiem, że ilekroć ktoś z bliższych znajomych będzie jechał do Niemiec czy innych państw, gdzie jest DM, będę składać zamówienie właśnie na tę odżywkę. Włosy po niej są niesamowicie wygładzone i ślicznie pachną. 
       Cała ta procedura sprawiła, że obecnie moje włosy są w o niebo lepszym stanie. Wiadomo, nadal nie są idealne, ale porównując z tym, co było tydzień temu - miodzio! Nawet odważam się czasem wyjść z domu w rozpuszczonych włosach - wcześniej kończyłoby się to jednym wielkim dredem, teraz są tylko lekko poplątane. Dla pewności i tak jeszcze staram się je zaplatać w warkocz ;)
 
        Dzięki Kasi nie muszę ścinać włosów, a tego się najbardziej obawiałam - w końcu zapuszczam je od dwóch lat... Kasia jest prawdziwą skarbnicą wiedzy, więc gorąco zachęcam Was do śledzenia jej bloga: kascysko.blogspot.com - znajdziecie tam masę przydatnych informacji na temat zdrowej pielęgnacji włosów i cery :)

niedziela, 5 stycznia 2014

Jak Orlica zniszczyła sobie włosy?

Kompletnie zaniedbałam ostatnio swoje włosy. Nie miałam czasu na poświęcanie im uwagi, więc moja codzienna pielęgnacja ograniczała się do zwykłego mycia i co 2-3 dni nałożenia maski. Ostatnio stan moich włosów znacznie się pogorszył:
  

Jest ich wyraźnie mniej, wypadają, ale co najgorsze - niesamowicie się plączą. Są już na tym etapie, że jedyna fryzura, jaką mogę nosić to warkocz - inaczej od razu zbijają się w kuliste kołtuny, jakby mi wróble we włosach próbowały uwić gniazdko... Miałam podciąć końcówki, ale w tej chwili musiałabym skrócić włosy o połowę, żeby zniwelować ten stan i zniszczenie włosów. Z moimi kołtunami nie radził sobie ani Tangle Teezer, ani zwykła szczotka, ani wszelkie jedwabiopodobne produkty. Jak raz zostawiłam włosy rozpuszczone na noc, rano miałam ochotę się rozpłakać, bo utworzyły jeden wielki dred. Ponadto włosy są szorstkie, sianowate, łamliwe...
Skazana więc jestem na razie na taką fryzurę jak obok, a zwróćcie uwagę, że nawet z warkocza włosy mi uciekają przy każdym splocie, po prostu każdy z nich żyje własnym życiem.
Byłam przekonana, że stan moich włosów wynika z zaniedbania, jednak wczoraj debatowałam na ten temat z włosowym guru, czyli z Kascyskiem (gorąco polecam jej bloga!). Okazało się, że winowajcą jest tutaj jedna jedyna maska do włosów, której używam od jakiegoś czasu, oczywiście wg zaleceń producenta. Maska to Bingo Spa, z proteinami mlecznymi i elastyną. Okazuje się, że moje włosy nie mają dużego zapotrzebowania na proteiny i moje namiastki dbania o nie im zaszkodziły - wychodzi na to, że je przeproteinowałam ;)
Wymęczyłam wczoraj Kascysko na ten temat, wszystkie "objawy" przeproteinowania się zgadzają, mamy ewidentnego winowajcę - i co dalej?
Cóż, oczywiście przede wszystkim odstawiam nieszczęsną maskę naładowaną proteinami. We wtorek lecę kupić odżywkę bez protein, ale z emolientami - oczywiście mam pięć odżywek w zapasie, ale jak na złość każda ma w składzie sporo protein albo innych składników, które obecnie mogą zaszkodzić... 
Podstawowe zmiany w pielęgnacji prezentują się tak:
  
Poza zmianą odżywki, stawiam sobie za punkt honoru, żeby przed codziennym myciem chociaż na kilkanaście minut nałożyć jakiś prosty olej - bez kombinowania z amlami itd, będę stosować zamiennie olej kokosowy, avocado, ze słodkich migdałów i arachidowy. Oby zabiegi te pomogły uratować moje włosy, bo przeraża mnie wizja tak drastycznego skracania ich po dwóch latach zapuszczania...
  
Zdarzyło Wam się przeproteinować włosy? Macie jakieś inne pomysły, jak sobie z tym radzić?

sobota, 9 listopada 2013

Listopadowe włosy, znowu po przerwie :)

Może i po kilkumiesięcznej przerwie, ale ważne, że aktualizacja jest, prawda? ;)

Zima nigdy nie jest łaskawa dla włosów. Plączą się przez szale, gniotą pod czapkami, wystawione są na mrozy... Moje również bardzo źle znoszą zmianę pogody... W tej chwili znowu muszę walczyć, żeby coś jeszcze z nich zostało.
  
  
Długość z przodu - 56cm
    
                                                                                                                         A wcześniej:
  
 
Znowu lecą mi z głowy jak szalone, znowu tracą masakrycznie na objętości. W dodatku jak na złość strasznie się plączą, więc tracę dodatkowe ilości przy próbach rozczesywania. Moje końcówki wyglądają jak małe miotełki, ale chyba wstrzymam się z ich podcinaniem do końca zimy - myślicie, że to dobry pomysł...?
  Urosły właściwie niewiele od ostatniego pomiaru, bo jakieś 2cm, ale to chyba normalny zimowy zastój we wzroście włosów ;)



Żeby jakoś zniwelować efekt plątania się włosów przez szalik, staram się je związywać albo spinać, gdy gdzieś wychodzę. Zwykle stawiam na kok z użyciem tzw. "hairagami" - wróciło u mnie do łask ;) Może trochę "łamie" włosy (nie ma to jak kwadratowe loki po rozpuszczeniu koka ;)), ale nie jest to efekt trwały. Włosy w koku trzymają się więc dobrze, nie trzeba poprawiać w ciągu dnia, a samo zrobienie takiego koka jest proste przy odrobinie wprawy.
   
 
OK, a czego używam do pielęgnacji włosów?
Będzie tego dużo, bo wzięłam się za nie porządnie!
    
Zacznijmy od podstawowych produktów - szamponu i odżywki. Szampon Nu'Fushion Długotrwała Lekkość Dr Ireny Eris to moje nowe odkrycie, jest rewelacyjny i bardzo ubolewam, że nie jest zbyt tani. Pachnie cudnie, dobrze oczyszcza, faktycznie sprawia, że włosy długo są lekkie i świeże. Uwielbiam go :)
Jako odżywki na co dzień (w praktyce co kilka dni) używam maski Bingo Spa z proteinami mlecznymi i elastyną - jak na taką wielkość schodzi mi dość szybko. Ładnie delikatnie pachnie, zdecydowanie ułatwia rozczesywanie włosów, nie obciąża, ale żadnych długofalowych efektów na razie raczej nie widzę. 
  
  
Dodatkowo co kilka-kilkanaście dni nakładam na włosy olej - zwykle jest to amla, bo lubię jej zapach, choć wiem, że to dziwne :P Teraz stawiam na olej Dabur Amla - mam małą zgrabną buteleczkę, z której mi w ogóle nie ubywa - magia! Nie da się nie wspomnieć o kozieradce - znowu po nią sięgnęłam z nadzieją, że pomoże w kwestii wypadania włosów. Na razie zbyt krótko ją stosuję, żeby osądzać, ale liczę na nią ;)
  
  
Doraźnie używam też wcierki Jantar (w butelce z "dzióbkiem"), staram się stosować ją codziennie i podhodować z jej pomocą nowe baby hair. 
Kiedy mam pod je pod ręką, używam również spray'ów do włosów  - eliksiru wzmacniającego Green Pharmacy i mgiełki Farmona Radical, o której zapomniałam do zdjęcia.
  
  
Jakiś czas temu dorobiłam się też suszarki w biedronkowej promocji. Używam bardzo rzadko, ale zdarzają się jednak sytuację, kiedy suszarka jest potrzebna, jakby nie patrzeć... Po tę wysłałam Ukochanego do sklepu, nawet nie pytał mnie o kolor, tylko w ciemno wziął fioletową - jak on mnie zna... :P Sama suszarka okazała się bardzo dobra - dużym atutem jest zimny podmuch :) Jeśli ją gdzieś jeszcze wypatrzycie, śmiało kupujcie, kosztowała chyba 29,90zł.
  
To właściwie na tyle, jeśli chodzi o moje włosiska...
A jak się mają Wasze? Dzielnie znoszą początek zimy? :)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Włosowa aktualizacja - Sierpień, choć po czasie ;)

Cóż, mam maleńki poślizg z tym postem - o marne półtora miesiąca, bo nie udało mi się opublikować wpisu z lipcową aktualizacją. Po tym czasie za to będzie widać większy przyrost włosów, więc może ma to swoje plusy? ;)
W tej chwili moje włosy wyglądają o tak:
  
  
Długość z przodu - 54cm
    
                                                                                                                         A wcześniej:
  
  
Włosy urosły o 2cm w ciągu tych dwóch miesięcy, więc przyrost jest na tym samym poziomie co zwykle - przeciętny. Zbieram się jednak od dłuższego czasu, żeby podciąć końcówki, bo mam już niestety bardzo zniszczone, praktycznie na każdej jest ta charakterystyczna maleńka "kuleczka", świadcząca o złamaniu włosa albo rozdwojeniu - wszystkie pewnie wiecie, o czym mówię ;) Obym wreszcie zebrała się i ich męki ukróciła, bo wyglądają sianowato, przynajmniej właśnie na końcach.
 
  
Jeżeli chodzi o mój aktualny włosowy arsenał...
  
  
... to trudno tu mówić o arsenale.
Używam codziennie lawendowego szamponu Eva Natura i doczekać się nie mogę jego końca - szampon jest po prostu kiepściutki. Kupiłam go kiedyś za grosze, skuszona kolorem butelki i obietnicą lawendowego zapachu i w sumie to dwie jedyne jego zalety. Niesamowicie plącze włosy, jest wodnisty, niewydajny, zdecydowanie nie polecam!
O odżywce Isana Professional pisałam już ostatnio recenzję, natomiast w skrócie Wam powiem, że jestem z niej bardzo zadowolona, dla odmiany. Zostało mi jeszcze pół butelki jakimś cudem, więc prawdopodobnie pojawi się i w następnej aktualizacji ;)
  
Ponadto...
  
  
  
... wcinam galaretki!
Raz, że ostatnio strasznie weszły mi w smak i średnio co drugi dzień robię sobie michę pysznej owocowej galaretki, a dwa, że jest szansa, że żelatyna jakoś wspomoże moje włosy i paznokcie. Szczerze na to liczę, ale nawet jeśli nie... cóż, pozostaje słodka przekąska ;)

Na koniec jeszcze zdjęcie "gratis", cyknięte "dla jaj" przy robieniu zdjęć do aktualizacji ;) Wygląda na nim jakbym miała mega długie włosy, więc mnie się podoba ;)
 
 
A jak się mają Wasze włosy? Macie jakieś włosowe odkrycia, którymi zechcecie się podzielić z nami? :)

niedziela, 16 czerwca 2013

Włosowa aktualizacja - Czerwiec

Jestem w tym miesiącu spóźniona o kilka dni z aktualizacją, ale nikt się nie upominał, więc mam nadzieję, że nie macie mi za złe ;) Prawdę mówiąc, najchętniej bym w tym miesiącu w ogóle nie robiła tego posta, ale trzeba być konsekwentnym... 
Moje włosy wyglądają obecnie tak:
  
            
Długość z przodu - 52 cm
   
                                                                                                                     A w maju:

  
Tradycyjnie już włosy urosły tylko około 1cm, przestaję powoli przejmować się tym małym przyrostem, bo i tak są długie, trzeba im przyznać ;)
Niestety widać po nich to, że przez ostatni miesiąc niewiele dla nich zrobiłam... Nieco zmarniały, zaczynają znowu wypadać, mam końcówki w kiepskim stanie. Myślę nad podcięciem ich, tak minimalnie dla zdrowia. Muszę się w końcu do tego zebrać, tylko mam ostatnio tyle na głowie, że nie wiem, kiedy w końcu wybiorę się do fryzjera...




Moja pielęgnacja w ostatnim czasie wygląda dość tragicznie:
  
 
A najtragiczniejsze jest to, że regularnie używam właściwie tylko szamponu, a kuracji czy wcierki naprawdę od święta. Nie mam kompletnie głowy do większego dbania o włosy, a to musi się zmienić. Mam nadzieję, że za miesiąc będę mogła się Wam pochwalić czymś więcej... Dziś właściwie nie mam Wam nic więcej do napisania.
Proszę więc tylko o mobilizację do większego dbania o włosy, mimo braku czasu!

wtorek, 14 maja 2013

Włosowa aktualizacja - Maj

Jakoś szybko minął mi ten miesiąc od ostatniej włosowej aktualizacji :)
Przez ten czas trochę się działo w tej sferze - przede wszystkim pofarbowałam włosy, nieco zmieniłam pielęgnację, a właściwie dodałam do niej jeden element, zaczęłam myśleć o podcięciu włosów. 
Wszystko po kolei - moje obecne włosy:
  
          
Długość z przodu - 51 cm
  
                                                                                                                     A w kwietniu:
   
  
Może i urosły tylko ok. 1cm, ale mam wielką frajdę z tego, że to comiesięczne zdjęcie jest coraz bardziej kwadratowe niż prostokątne :P
Co prawda wygląda na to, że będę musiała się z 2cm pozbyć, ale takie poświęcenia czasem trzeba uskuteczniać ;) Wyjdzie to włosom tylko na dobre. Właściwie myślę o lekkim pocieniowaniu ich - co myślicie? Już kilka osób mi to radziło, a ja nie jestem przekonana, więc chętnie poczytam Wasze opinie.
 
  
 
Jeśli chodzi o moją obecną pielęgnację, nieco się zmieniła, bo przede wszystkim musiałam zacząć zabezpieczać końcówki. Nigdy tego nie robiłam, ale i nigdy nie miałam z nimi większych problemów. Ostatnio jednak zauważyłam kilka rozdwojonych końcówek i postanowiłam zacząć działać, póki sytuacja jest do opanowania ;)
Moja codzienna pielęgnacja wygląda więc tak:
  
  
Tak, dobrze widzicie - dwie odżywki i dwa szampony.
Zacznę może od nowości - szamponu i odżywki Shielo z serii Volume. To amerykańska marka, dostałam te kosmetyki do testów dawno temu i szczerze mówiąc jakoś o nich zapomniałam. Teraz wreszcie po nie sięgnęłam i mam maksymalnie mieszane uczucia ;) Za jakiś czas będziecie mogły poczytać ich recenzję, ale na razie jeszcze się z nimi pomęczę (głównym czynnikiem "męczenia" jest okropny, duszący, fryzjerski zapach, fuj!).
Poza tym co parę dni daję włosom odpocząć i używam szamponu Alterra z granatem i aloesem. Za nim też nie przepadam, ale uparłam się, że go wykończę - zostało jeszcze na parę razy :P
Dodatkowo wykańczam też odżywkę Joanna Naturia z pokrzywą i zieloną herbatą - stosuję ją tym razem bez spłukiwania, na same końcówki. Sprawdza się całkiem nieźle.
  
  
Dodatkowo w miarę regularnie staram się używać jeszcze odżywki pokrzywowej Anna jako wcierki - również mam już końcówkę, a w tym przypadku ostatnio zapominam o sumiennym stosowaniu...
I kolejna końcówka - maska regenerująca BioVax - stosuję do kilka dni, nie widzę żadnych spektakularnych efektów, ale też chcę ją wreszcie wykończyć, żeby nie musieć pokazywać w kolejnej aktualizacji :P
Kompletną nowością jest serum wzmacniające A+E BioVax - używam go do zabezpieczenia końcówek przed wyjściem z domu. To chyba moje pierwsze zetknięcie z tego typu produktem i na razie sama nie wiem, co mam o tym myśleć ;)
Zobaczymy za jakiś czas, co na to moje końcówki :)
  
Na koniec dodam jeszcze, że "zabezpieczam" moje włosy na co dzień, czesząc je w najzwyklejszego koczka "ślimaczka":
  
   
Przyznam szczerze, że sama nie wiem, czy faktycznie jest to dla nich zdrowsze niż chodzenie w rozpuszczonych, ale dla mnie na pewno wygodniejsze ;) Zauważyłam, że w takiej postaci też dłużej pozostają świeże :)
Przy okazji możecie podziwiać, jak maleńki koczek może powstać z tak długich włosów, jeśli jest ich tak mało jak u mnie ;) Przynajmniej po rozpuszczeniu go fale dają efekt 200% objętości ;)
   
Na dziś to tyle, jeśli macie jakieś pytania lub o czymś zapomniałam - wiecie, gdzie pytać :)
  
Jak się mają Wasze włosy? :)

niedziela, 14 kwietnia 2013

Włosowa aktualizacja - Kwiecień

Przez ostatni miesiąc chyba nie zdarzyły się żadne rewolucje w życiu moich włosów. Miałam dla nich mniej czasu, więc chyba ani razu nie nałożyłam oleju czy wosku, ale zadbałam przynajmniej o podstawową pielęgnację. Przy okazji odkryłam ciekawy szampon :)
Jak wyglądają moje włosy na chwilę obecną? O tak:
   
      
Długość z przodu - 50 cm
  
                                                                                                                     A w marcu:
   
 
 
Nie urosły za dużo, ale cieszę się bardzo, że dobiłam wreszcie do pół metra! Nie widać tego normalnie w długości, bo to pomiar najdłuższego pasma, ale i tak jest OK ;)
Wybaczcie dość niechlujną "fryzurę" na zdjęciu, włosy są po rozpuszczeniu koczka i uparcie nie chciały wyglądać gładko :P
 
 
 
 
 
Mój kosmetyczny arsenał składa się teraz z kilku nowości:
  
  

 
Malwowy szampon Volume z Yves Rocher jest dla mnie niezłym zaskoczeniem. Kiedyś raz użyłam, nie spodobał mi się i wrócił do zapasów, teraz wyciągnęłam go znowu i zakochałam się - nie wiedziałam, że "szampon dodający objętości" naprawdę może czasem dodać objętości! ;) Poza tym cudnie pachnie, tylko mógłby lepiej się pienić ;) Więcej napiszę o nim za jakiś czas w recenzji.
Odżywka Joanna Naturia z pokrzywą i zieloną herbatą to kompletny zwyklak. Gdyby nie jej boski zapach, pewnie już szukałaby nowego właściciela. Teoretycznie to odżywka bez spłukiwania, ale moje włosy zbyt łatwo obciążyć, żebym ją zostawiała - spłukuję więc po kilku(nastu?) minutach. Pomaga rozczesać potem włosy, ale innego działania chyba nie widzę...
  
 
 







O obu rzeczach z tego zdjęcia już Wam pisałam. Jest tu odżywka pokrzywowa Anna (klik) oraz olejek do włosów i ciała Le Petit Marseillais (klik). Odżywkę wcieram w w skalp codziennie wieczorem, a olejek stosuję przed myciem włosów - staram się zawsze, ale różnie wychodzi ;)








  







W kategorii pielęgnacji dodatkowej nic się nie zmieniło - nadal stosuję płukanki octowe, a co parę(naście...?) dni stosuję maskę BioVaxu. Obie rzeczy zamierzam skończyć w tym miesiącu, więc zobaczymy, co z dalszą pielęgnacją :)









Poza tym uznałam, że te zdjęcia z aktualizacji nie oddają dobrze mojego koloru włosów, więc pocykałam wczoraj kilka dodatkowych zdjęć - w świetle dziennym, ale niestety bez słońca, przez co wyglądają na kompletnie matowe... No, ale przynajmniej kolor widać - weźcie średnią ze wszystkich zdjęć :P Myślę, że kolor najlepiej wyszedł na trzecim ujęciu.
  
  
Przy okazji zapowiem Wam jeszcze, że zamierzam w najbliższym czasie po raz pierwszy w życiu (!) użyć trwałej farby do włosów, mam już kartonik z serii Schwarzkopf Color Mask czekający na użycie. Kolor mało radykalny, zgadniecie jaki? :)
  
Jak się mają Wasze włosy? :)

środa, 13 marca 2013

Włosowa aktualizacja - Marzec

Ostatni miesiąc minął mi pod znakiem intensywnej opieki nad włosami, zajęłam się zwłaszcza problemem ich wypadania, na co znalazłam idealny środek. Udało mi się je nieco wzmocnić, z czego jestem bardzo zadowolona, choć na zdjęciach nie ma zbyt dużej różnicy, zobaczcie same.
  
       
Długość z przodu - 49,5 cm
  
                                                                                                                      A było:

  
   
Jeśli dobrze mierzę, moje włosy urosły ok. 2cm w ciągu miesiąca - to bardzo dobry wynik jak na nie! Przyznaję, "nawoziłam" je różnymi wcierkami, więc cieszę się bardzo, że jakiś efekt we wzroście włosów jest :) Ba, nie tylko we wzroście - wcierki zdziałały cuda, włosy ogólnie się poprawiły!




Spójrzmy chociażby na kwestię wypadania... Oto, co wczoraj zdjęłam ze szczotki po rozczesywaniu włosów po myciu:


Tyle co nic! Dla porównania - stan sprzed miesiąca:

  
  
Najlepsze jest to, że w tym przypadku mogę z całą pewnością podać Wam tego cudotwórcę - otóż sprawiła to kozieradka. Stosowałam ją przez jakieś półtora tygodnia, a efekty widzicie powyżej. Już wiem, za co chwycę następnym razem, kiedy włosy zaczną mi lecieć z głowy ;)




A wiecie, co jeszcze znalazłam?


Pierwszy raz od dawna zaczesałam włosy do tyłu w kitka i oto, co mnie zdziwiło - masa babyhair! Tutaj zasługę przypisuję już nie tylko kozieradce, ale także stosowanej kuracji rzepowej Joanny, którą już wykończyłam, wodzie brzozowej Isany i odżywce pokrzywowej Anny - ogarnęła mnie wcierkomania! :)

Zerknijmy może na mój aktualny arsenał włosowy, którego używam najczęściej :)





Najpierw codzienna podstawowa pielęgnacja, czyli szampon i odżywka. Szamponu używam tego samego, co miesiąc temu - to Love2Mis Organic - szampon z pomarańczą i chili - okazał się wydajny :) Myślę, że i on przysłużył się do przyspieszenia wzrostu włosów i do "narodzin" nowych babyhair. Odżywkę wzmacniającą Joanna Z Apteczki Babuni też już męczę byle wykończyć, co nastąpi na dniach. Jest ona przeciętna, używam głównie dla wygładzenia włosów po myciu. Jak wreszcie zmieni się w denko, sięgnę po mleczną maskę BingoSpa.










  

 Teraz magiczne wcierki, których używam zamiennie, ale nie codziennie - obie nieco zmieniają stan/zapach włosów, więc nie zawsze mogę ich użyć. Woda brzozowa Isana nie skończy mi się chyba nigdy, ale odżywka pokrzywowa Anna bardzo się moim włosom spodobała - na pewno jest "współwinna" tych ślicznych maluszków nad czołem ;) Za jakiś czas ją dla Was zrecenzuję :)
  













 
 Na koniec może jeszcze pielęgnacja uzupełniająca. Co któreś mycie stosuję płukankę octową na bazie octu jabłkowego Kamis. Wierzę, że daje to jakieś efekty, choć gołym okiem ich nie widzę. Dodatkowo co parę dni zamiast "zwykłej" odżywki używam maski regenerującej BioVax. Kiedyś już ją miałam i nieźle mi służyła, teraz mam wrażenie, że coś się w niej zmieniło, ale nie wiem co...







OK, dość o włosach :) Jeśli jesteście ciekawe mojego codziennego pielęgnacyjnego "rozkładu jazdy", zapraszam do zakładki "Jak dbam o włosy? - DZIENNIK", gdzie na bieżąco spisuję to, czego używam.
  
Jak się mają Wasze włosy? :)

poniedziałek, 18 lutego 2013

O moich włosach z nieco innej perspektywy...

W moich włosowych aktualizacjach zawsze piszecie mi, że moje włosy wyglądają na zdrowe i gęste. Cóż, zdrowe może w miarę są, ale gęste? Ani trochę. I wiem też, że nie bardzo wierzycie w moje zapewnienia, że włosów na głowie prawie nie mam. Chciałabym więc dziś pokazać Wam je z nieco innej perspektywy - czyli po prostu jak wyglądają związane.
   
  
Teraz widzicie, co mam na myśli? ;)
Przyznaję bez bicia, że rzadkie i cienkie włosy zawsze były jednym z moich czołowych kompleksów, niestety z tej kategorii, z którą niewiele można zrobić. Na zdjęciach z włosowych aktualizacji włosy są świeżo umyte i pięknie wyszczotkowane, więc wyglądają, jakby miały jakąś tam objętość. Efekt ten znika u mnie błyskawicznie, po chwili znowu widać, że moja bujna czupryna dorównuje niemal tej, którą mógł poszczycić się Gollum - [klik]. Na tym polega cały czar tych zdjęć ;) Na co dzień moje włosy objętością absolutnie nie grzeszą, ale myślę, że już się z tym pogodziłam - one tak już po prostu mają, nigdy nie były gęste. Same widzicie, jaką zadziwiającą grubość ma mój kucyk - dokładnie 6,1cm. Dla porównania, niektóre z Was chwaliły się obwodem kucyka ok. 12cm, przy czym w kwestii obwodu różnica jest ogromna - 6cm to kciuk, 12cm to prawie nadgarstek. Nawet część z Was zauważyła, że jak wrzucam zdjęcia np. ze spotkań blogowych, to moje włosy wyglądają zupełnie inaczej, że są zwyczajnie rzadkie.
Jak wiecie, aktualnie wzięłam się mocno za odżywianie włosów pod kątem ich wypadania i rośnięcia - stosuję wcierki i inne produkty, które w pierwszej kolejności mają wyeliminować wypadanie, a później spłodzić mnóstwo baby hair i przyspieszyć wzrost obecnych włosów. Nie wiem, co z tego będzie, ale po cichu liczę, że może za rok będę mogła pochwalić się imponującymi 7cm kucyka? ;)

Tymczasem mogę Was rozbawić moją... grzywką ;)
  
   
Wybaczcie ostrość zdjęcia, ale grunt, że widać to, co najważniejsze - moją nieokiełznaną kępkę baby hair nad czołem. Mam ją zawsze i zawsze sterczy tak jak na zdjęciu, nie da się jej przylizać ani ukryć pod włosami. Już właściwie przestałam na nią zwracać uwagę, ale widać ją na niektórych zdjęciach z profilu przy aktualizacjach ;) Świadczy to o tym, że baby hairy jakieś zawsze mam, co jest pocieszające, ale liczę, że uda mi się je bardziej rozmnożyć, żeby faktycznie zyskać na objętości. 
  
To właściwie tyle - chciałam tylko udowodnić, że naprawdę moim włosom bardzo daleko do ideału ;)
Prosiłabym tylko, żebyście nie doradzały mi kosmetyków na zwiększenie objętości itd - nie działają, a próbowałam wielu. Zamiast dodawać sztucznie objętości, wolę faktycznie wyhodować więcej włosów, choć nie wiem, czy to możliwe. Proszę więc o kciuki - za jakieś pół roku pewnie znowu zmierzę kucyk i zobaczę, co się zmieniło ;) Na pewno będziecie o tym wiedzieć, w końcu po coś są te comiesięczne aktualizacje ;)
 Wiem, że ten post wyszedł taki marudny, ale nie taki był mój cel ;)
  
To teraz przyznajcie się, ile cm obwodu mają Wasze kucyki? :P Dobijcie mnie! :P

środa, 13 lutego 2013

Włosowa aktualizacja - Luty

Obiecałam Wam, że w tym miesiącu będę Wam miała na ten temat do powiedzenia więcej. Obiecałam też sobie, że porządnie się wezmę za moje włosy. Obu obietnic zamierzam dotrzymać, więc dziś sobie troszkę poczytacie ;)
Aktualnie moje włosy prezentują się tak:
  
     
Długość z przodu - 47,5 cm
  
A było:                                                                                                                     
   
Jeśli chodzi o przyrost, jest dość standardowy, przybyło mi ok. 1 cm. Niestety mam za to wrażenie, że mogło ubyć na objętości, bo włosy wypadają mi obecnie na kilogramy - ale o tym zaraz.
Pojawił mi się już mały odrost, bo farba nie "sprała" się do końca, nie zamierzam jednak na razie farbować znowu, bo szkoda mi włosów, i tak są w kiepskiej kondycji. Pewnie jeszcze trochę koloru zniknie, więc i odrosty nie będą za bardzo widoczne - na razie chyba tylko ja je widzę ;)
 
 
Teraz może przedstawię Wam mój obecny arsenał, którego używam do codziennej pielęgnacji włosów:
  
   
Szampon to nowość - Love2Mix Organic z pomarańczą i chilli - ma przyspieszyć wzrost włosów. Używam go od jakiegoś tygodnia, więc na razie niewiele mogę powiedzieć, ale za jakiś czas na pewno pojawi się jego recenzja :) O odżywce wzmacniającej Joanny Z Apteczki Babuni już Wam tutaj pisałam parę dni temu, zainteresowane bez problemu znajdą w archiwum :) Dodatkowo psikam włosy eliksirem ziołowym Green Pharmacy - mam nadzieję, że pomoże z wypadaniem włosów, a jeśli nie - trudno, i tak uwielbiam go używać, bo ślicznie pachnie ;)
  
Poza tym wczoraj udałam się do mojego ulubionego zielarskiego sklepu i poczyniłam małe zakupy, właśnie z myślą o walce z wypadaniem kudłów...
  
  
Wcierki Jantar już kiedyś używałam i może nie zahamowała wypadania, ale wyhodowała mi masę baby hairów, a i one mi się teraz przydadzą... Na razie dokończę jednak kurację Joanna Rzepa - zostało mi trochę na kilka użyć, pewnie później kupię kolejną butelkę, ale to zobaczymy ;) Drugą rzeczą na zdjęciu są nasiona kozieradki, o których naczytałam się na blogach włosomaniaczek. Jestem już po pierwszym zaaplikowaniu i muszę przyznać - pachnę zupełnie jak przyprawa Maggi :P Planuję używać codziennie na godzinę-dwie przed myciem, ale o tym napiszę więcej jutro :)
  
A żeby nie być gołosłowną... Oto, co wyjęłam ze szczotki i zdjęłam z bluzki po rozczesaniu włosów po myciu...:
  
  
Pewnie kolejne dwa razy tyle gubię w ciągu dnia, a że włosów mam z natury bardzo mało, to dla mnie mała tragedia. Za miesiąc porównamy i mam nadzieję, że będzie poprawa - trzymajcie kciuki!
   
Jak się mają Wasze włosy? :)

środa, 16 stycznia 2013

Porozmawiajmy o łupieżu...

Kilka dni temu otrzymałam prośbę o napisanie posta na temat problemu łupieżu. Sama się z nim co jakiś czas borykam, więc uznałam, że to dobry pomysł, zwłaszcza, że uzyskałam także dostęp do ciekawych badań na ten temat.
Zastanawiałam się długo, jak napisać tego posta, ostatecznie stwierdziłam, że nie będzie to "encyklopedyczny wpis" o łupieżu - wiele informacji na ten temat znajdziecie w necie, nie mam potrzeby dorzucania swoich trzech groszy ;)
  
Sama łupież mam od czasu do czasu, nie jest on jednak moim wielkim problemem - wystarczy, że umyję głowę szamponem przeciwłupieżowym parę razy i problem znika - przynajmniej na jakiś czas. Wiem jednak, że są osoby, których problem ten dotyczy w znacznie większym stopniu i o tym chciałabym dziś co nieco napisać. 
  
Najpierw przedstawię Wam ciekawą infografikę przygotowaną przez PolPharmę - stąd nazwy konkretnego szamponu ;) Warto przeczytać, sama się kilku ciekawostek dowiedziałam :)
  
 
 Dojechałyście do końca? Gratuluję sprawnego scrolla ;)

Najciekawsze jednak okazały się dla mnie wyniki badań przeprowadzonych przez TNS OBOP
dla ComPress - "Polacy o szamponach przeciwłupieżowych i łupieżu". Badania zostały przeprowadzone na losowej grupie 1004 Polaków w wieku 15 lat i więcej.
Z badań tych wynika między innymi to, że 14% Polaków wierzy, że nie ma skutecznych sposobów na łupież. Zdecydowanie się z tym nie zgadzam i bardzo mnie zastanawia, dlaczego aż taki odsetek woli poddać się bez walki o zdrową skórę głowy. Czy są to osoby, którym w ogóle nie chce się w ogóle próbować pozbyć się łupieżu, czy może takie, które wypróbowały 1-2 szampony i sprawę uznały za przesądzoną? Co o tym myślicie? Przyznaję, że mój problem nie jest poważny, ale pozbywam się go bez większego problemu i nie sądzę, żeby było to niewykonalne w cięższych przypadkach...
  Inną kwestią wynikającą z badań jest to, że najczęściej wybieraną bronią do walki z łupieżem jest szampon apteczny - i z tą większością się zgodzę, niestety. Szampony drogeryjne często są przeciwłupieżowe tylko z nazwy. Te dostępne w aptekach za to kosztują zwykle znacznie więcej, ale i są skuteczniejsze. I znowu, tu powinnam przyznać się, że sama ratuję się "Hedenszoldersem", ale w sytuacji kryzysowej nie waham się polecieć do apteki po odpowiedni specyfik - często są one dostępne w saszetkach na 2-3 użycia.
Kolejna ciekawostka - łupież na głowie nowo poznanej osoby zniechęca do niej 14% Polaków. Tu się trochę dziwię - kiedyś kogoś poznaję nie patrzę mu od razu w przedziałek, czy przypadkiem nie ma "śniegu" ;) A nawet gdyby miał - to co? Odrzuca Was od osób z łupieżem? Rozumiem taki efekt przy braku higieny, nieprzyjemnym zapachu, ale żeby łupież działał jak strach na ludzi?
I ostatnia interesująca dla mnie sprawa - 11% Polaków uważa, że apteczne szampony przeciwłupieżowe niszczą włosy. Cóż, ja na chemii kosmetycznej nie znam się dostatecznie, ale na logikę rzecz biorąc szampony te zawierają silne substancje, które faktycznie mogą (ale nie muszą) wpływać także negatywnie na stan włosów czy skóry głowy. Jak sądzicie? Na pewno nie są to specyfiki do stosowania non-stop, ale czy to oznacza, że ich "przedawkowanie" jest możliwe?
     
Od siebie dodam jeszcze jedno - łupież to problem kosmetyczny, ale może być również chorobą. Jeśli męczymy się z nim dłuższy czas i nie możemy się go pozbyć, lepiej nie inwestować w setny magiczny szampon, a udać się do dermatologa. Czasem tylko lekarz jest w stanie stwierdzić, co jest przyczyną problemu w danym przypadku i na podstawie tego dopasować odpowiedni lek. 
       
Chciałabym, żeby ten post był nie tylko moim monologiem, ale także dialogiem, więc liczę na dyskusje na ten temat w komentarzach :)
Może macie jakieś skuteczne sprawdzone sposoby na walkę z łupieżem? Jeśli nie, jak inaczej go zwalczacie? Ufacie drogeriom, aptekom, zielarniom?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...