Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensique. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensique. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 listopada 2013

Październikowe łupy, denka i podsumowanie

Od dłuższego czasu nie miałam niestety czasu, żeby robić podsumowania miesiąca jak do tej pory... W październiku jednak uznałam, że warto wreszcie się spiąć i udało mi się ogarnąć, co przybywa, co ubywa, a nawet pod koniec miesiąca porobić zdjęcia, więc oto mamy: podsumowanie października :)
  
  
Jeśli chodzi o łupy, powiem Wam szczerze - może nie jest tego najmniej, ale z każdej jednej rzeczy się tu niesamowicie cieszę :) I pewnie prędzej czy później doczekacie się recenzji większości z tych kosmetyków. Za nami kosmetyczna gazetka w Biedronce, nowości wypuszczane na rynek, zamówienie ze sklepu Naturaija.pl, kompletowanie chciejlisty z Kobo... Uzbierało się :)
  
  
Zaczynając od włosów...
Mamy tu mały olejek avocado, właściwie bezmarkowy, teoretycznie do masażu, w praktyce moje włosy go uwielbiają, więc na pewno będzie miał zastosowanie :) W końcu skusiłam się także na kaktusowy olejek Dabur Vatika do włosów, migdałowa wersja mi się podobała, a nuż kaktusowa sprawdzi się jeszcze lepiej? Podobnie z henną Venita w kolorze Kasztan - od dawna chciałam spróbować tego rodzaju farbowania włosów, jak tylko znajdę czas i będzie możliwość, nałożę to cudeńko na włosy :) Mamy tu też dwa szampony DeBa BioVital z Biedronki - nie mogłam się zdecydować na jeden, więc wzięłam dwa - jestem kobietą, mogę! :P Patrzyłam w sumie bardziej na składniki niż na oficjalne zastosowanie, najbardziej przemówiła do mnie wersja z szałwią i olejem Babassu i ta z migdałowym olejem i cytrusami.
  
  
Teraz czas na ciało :)
Najpierw kolejne chciejstwo od dłuższego czasu - olejek kąpielowy Green Pharmacy - pomarańcza bergamota i limonka - pachnie niesamowicie ładnie i świeżo, ale chyba niezbyt na zimę - na razie powędrował do szafy. Druga rzecz na zdjęciu to nowość Lirene - fluid-balsam do ciała. Brzmi dziwnie? Nie szkodzi, bo ładnie zakrywa siniaki, pajączki na nogach itd, do tego daje ładny efekt, więc na jakieś wyjścia będzie w sam raz :) Pianka do golenia Venus o zapachu konwalii to zakup konieczny - piankę Wilkinsona, która średnio mi przypadła do gustu, przejął Ukochany :P Na koniec jeszcze dwa limitowane żele pod prysznic Original Source - mandarynka + bazylia i malina + kakao. Wydaje mi się, że to zdecydowanie bardziej udana limitka od zeszłorocznej zimowej, malina i kakao to mój faworyt :)
  
  
I ostatnia kategoria - twarz i makijaż.
Przybyły mi cztery cienie Kobo Fashion w kolorach, w których się zakochałam: Pale Violet, Aubergine, Green Pistachio, Forest Green, a do nich zostałam uszczęśliwiona paletką magnetyczną. Przybyło też sześć matowych cienie Kobo - to te nowe kolory :) Do tego cztery kredki do oczu Sensique w bezpiecznych kolorach, oraz nowość od Kobo - dwie szminki Fashion Colour w nowych odcieniach - Drop of Wine i English Rose. Obie bardzo 'moje' ;) Dalej mamy dwie nowości Lirene - podkład Glam&Matt oraz cudeńko Lirene Magic Make-up, czyli krem, który zmienia się w podkład. Nie jest to BB, ale żeby pokazać Wam jego działanie musiałabym nagrać filmik, postaram się to wykombinować przy okazji recenzowania go :) Na koniec jeszcze krem-nektar Dr Irena Eris - pisałam już wstępną recenzję na jego temat :)
  
I przechodzimy do denek!
  
  
Nie jest tego dużo, ale i tak jestem całkiem zadowolona. Poszły mi głównie kosmetyki do włosów i do kąpieli - bo wanna stała się znowu moją przyjaciółką po 14h w pracy ;) O włosy też staram się znowu bardziej dbać, więc i kosmetyków więcej idzie. Właściwie prawie wszystko (poza solą do kąpieli i żelem Avon) już tu recenzowałam, więc jeśli jesteście zainteresowane, bez problemu znajdziecie odpowiedni wpis :)
   
Hmmm..., tu powinno pojawić się teraz podsumowanie statystyk. Niestety nie śledziłam ich, więc nie wiem, z jakim stanem zaczynałam miesiąc, zrobię więc może podsumowanie na podstawie statystyk z... czerwca, bo to ostatnia data, kiedy je zanotowałam...
  
30 czerwca >>> 31 października
Obserwatorów GFC: 1688 >>> 1790 (+102)
Fanów na FaceBooku: 866 >>> 916 (+50)
  
Właściwie "bez szału", ale cieszę się, że mimo braku regularności w pisaniu blog i tak jako tako szedł do przodu przez te miesiące, mam nadzieję, że teraz jeszcze uda mi się pogonić go (i siebie), by znowu ruszył z kopyta jak kiedyś ;)
Dziękuję stałym czytelniczkom, że nadal są ze mną! :)
  
Ulubiony kosmetyk października:
http://kosmetyki-orlicy.blogspot.com/2013/10/peggy-sage-paletka-cieni-do-powiek.html

wtorek, 24 lipca 2012

Sensique - letnia kolekcja 2012

Lato w pełni, więc czas na zrecenzowanie letnich kosmetyków Sensique z bezimiennej tym razem kolekcji :) Przyznam, że była dla mnie wielkim zaskoczeniem - spodobały mi się produkty, które niemal z miejsca skreśliłam, a to, na co najbardziej liczyłam - niestety mnie zawiodło. 
  
  
Opis kolekcji:
Delikatne muśnięcia słońca, gorący piasek pod stopami, chłodna morska bryza chłodząca skórę…
Orzeźwiające górskie powietrze, bezkresny błękit nieba, krystalicznie czyste potoki…
Szum lasu, ciepło nagrzanego słońcem pomostu, chłód spokojnych wód jeziora…
i Ty przygotowana na wakacyjną przygodę.
Bądź trendy z kosmetykami z kolekcji Sensique Summer 2012.
  
Przyjrzyjmy się teraz po kolei kosmetykom:
  
   
Cena: 9,99zł
Ten kosmetyk zaskoczył mnie najbardziej... Jestem zdecydowaną zwolenniczką bronzerów - nie przepadam za różami, bez wyjątków jak do tej pory. Tym razem jednak miałam do czynienia z czymś, co określiłabym jako różo-bronzer. I takie połączenie strasznie mi się spodobało! Brązowa część zawiera lśniące drobinki, jednak nie widać ich za bardzo po nałożeniu na skórę - na szczęście... Efekt na twarzy jest znacznie świeższy niż przy samym bronzerze, idealny na lato, śliczności :) Różo-brąz jest przy tym niestety strasznie miękki - jedno maźnięcie pędzlem i cała powierzchnia kosmetyku jest w pyłku - przeraziłam się, jak pierwszy raz solidnie zakręciłam pędzlem ;) Wynika z tego słaba wydajność produktu, ale i tak nigdy nie zużyłam tego typu kosmetyku do twarzy - może tym razem się uda ;) Myślę jednak, że jesienią, zimą... wrócę do bronzera, a to cudeńko poczeka na nowy sezon.
  
  
Cena: 9,99zł
Tutaj mamy właściwie to samo, co powyżej, z tą jedyną różnicą, że różowy kolor zastąpiony został jaśniutkim cielistym beżem. Tu również część brązowa zawiera drobinki, niewidoczne na twarzy. I również bronzer ten jest bardzo miękki - trzeba uważać przy aplikacji. Efekt jest jednak bardzo subtelny - właściwie to powiedziałabym nawet, że ten bronzer jest zadziwiająco jasny jak na bronzer z letniej kolekcji. Wiecie, że jestem bladziochem, aktualnie nieco opalonym, a jednak na mojej twarzy bronzer daje ledwo widoczny efekt, chociaż ładny i naturalny. Z tych dwóch "twarzowych" produktów, stawiam jednak na różo-bronzer. 
Gdybyście były zainteresowane trzecim wariantem, czyli typowym różem, niedługo jego recenzja powinna pojawić się na blogu unappreciated, z którą "podzieliłam się" kosmetykami do testowania.
  
   
Cena: 10,99zł
Na tuszu z kolei się nieco zawiodłam. Jest to jeden z nielicznych przykładów, kiedy silikonowa szczoteczka to za mało, żeby tusz mnie zadowolił ;) Nie wiem, czy to wina samej szczoteczki czy tuszu, ale efekt na rzęsach nie powala - nie wydłuża jakoś specjalnie, nie pogrubia, ale za to skleja - trzeba się nieźle namęczyć, żeby uzyskać satysfakcjonujący efekt. Przy okazji bardzo łatwo o mało twarzowe "owadzie nóżki" i grudki na rzęsach, co widać na jednej z powyższych fotek, nieładnie... Pod koniec dnia zaczyna się kruszyć, choć właściwie faktycznie jest wodoodporna - specjalnie poszłam się w niej myć, choć tego nienawidzę. Tusz wyglądał dobrze, dopóki nie przetarłam odruchowo oka - efekt pandy jak na zamówienie ;) Sam z siebie jednak nie spływał i nie robił z nas smętnych emo ani płaczących wampirów z True Blood, więc nie jest źle pod względem wodoodporności ;)
    
Pomadka nr 1 i nr 2
   
Cena: 7,99zł
Pierwsze, co rzuca się w oczy w przypadku tych pomadek to ich tandetne opakowania - i nie mówię tu o wyglądzie, choć i tu szału nie ma, ale o jakości - zdają się strasznie kruche, aż się dziwię, że jeszcze żadne mi nie pękło przy zamykaniu. Dodać do tego bardzo specyficzny zapach, którego nie potrafię zdefiniować i na pierwszy rzut oka jest to pomadka z lat .90, z mojego dzieciństwa. Nadrabia to jednak działaniem i wyglądem na ustach. Otóż na ustach zachowuje się bardziej jak pomadka ochronna - daje tylko lekki lśniący kolor, trochę jak delikatny błyszczyk, ale ładnie nawilża usta, czuć, że są... chronione - brzmi głupio, ale mam nadzieję, że wiecie, co mam na myśli. Zawierają filtry UV, ale nie jest napisane, jakie. Niemniej, mogę powiedzieć, że z tymi pomadkami nie musimy się martwić o spierzchnięte od upału czy wiatru usta. Jeśli chodzi o kolor, wersje nr 1 i nr 2 nie różnią się między sobą jakoś znacznie - możecie to zobaczyć na zdjęciach powyżej. Mnie chyba jednak podoba się bardziej dwójeczka. Trzeci kolor, czerwony, również zobaczycie za jakiś czas na blogu unappreciated. 
  
Wszystkie te kosmetyki znajdziecie w Drogeriach Natura i w niektórych drogeriach Aster.
  
Załapałyście się na któryś z powyższych produktów? A może zachęciłam Was do zakupu?
Dajcie znać, co sądzicie o tej kolekcji! :)

piątek, 13 lipca 2012

Spotkanie toruńskich bloggerek - relacja + wyniki rozdania Sensique!

Od dłuższego czasu chodziło za mną zorganizowanie spotkania toruńskich bloggerek. Nie jest nas co prawda dużo, ale może to i lepiej? Namierzyłam cztery dziewczyny (plus ja :P), ale niestety jedna się nie odezwała, więc udało mi się umówić z trzema innymi bloggerkami. Wczoraj wreszcie nasze spotkanie doszło do skutku!
Stawiła się Motylica, meSS oraz Madeleinelicious, czyli inaczej Natalia, Sandra i Magda :)
Po kliknięciu w nicki przekieruje Was do ich blogów.
  Magda postanowiła pozostać względnie anonimowa, więc do zdjęć niezbyt chętnie pozowała ;)

meSS, Orlica, Motylica

Spotkałyśmy się w najpopularniejszym punkcie spotkań w Toruniu, czyli pod pomnikiem Kopernika w samym centrum Starówki, a potem udałyśmy się na obiadek do Oberży - knajpka mało znana, ale mają pyszne i tanie domowe żarło ;) Tam, czekając na spóźnialską Sandrę, wyłożyłyśmy na stół kosmetyki, które przytargałyśmy i zaczęłyśmy wymianę ;)


Przypadł mi w udziale między innymi pachnący zielony lakier i pachnący błyszczyk Miyo oraz paletka magnetyczna Inglota z czterema brązowymi cieniami - miooodzio :)
Po chwili przyszła Sandra i uraczyła nas takimi oto paczuszkami:


Ja w swojej znalazłam tusz do rzęs Essence :)
Zjadłyśmy, poplotkowałyśmy, posiedziałyśmy dłuższy czas i wreszcie postanowiłyśmy się ruszyć "bo przecież nam Rossmanna zamkną!" ;) Pobiegłyśmy więc do Rossmanna, dziewczyny upolowały po drobiazgu na szybko, bo panie już ostentacyjnie do siebie krzyczały głośno "Zamykaj kasę, przecież zaraz zamykamy!" - a pfff, wyganiać ze sklepu takie sławy jak my?! :P
Tachając ze sobą torby pełne kosmetyków poszłyśmy na lody w najlepsze miejsce pod słońcem - do Lenkiewicza, gdzie jedna gałka odpowiada 3 gałkom w innym miejscu:

Motylica, meSS, Madeleinelicious (lód zapewnia anonimowość, zaręczam Wam!), no i oczywiście ja ;)

Posiedziałyśmy tu kolejne parędziesiąt minut i stwierdziłyśmy, że czas na piwo. Niestety nie dotarłyśmy na piwo, bo postanowiłyśmy jednak pójść do Manekina na naleśniki :D Wzięłyśmy po pół i byłyśmy peeełne - ja nadal jestem :P

Motylica i meSS

Podsumowując, przyznam szczerze, że bawiłam się świetnie. Dziewczyny okazały się genialne, śmiałyśmy się cały czas, było wesoło :) Wymieniłyśmy też blogowe doświadczenia, poobgadywałyśmy inne bloggerki, a co! ;) Spędziłyśmy razem prawie 5 godzin, a nawet nie zauważyłam, kiedy ten czas minął. Cieszę się, że było nas tak mało - przynajmniej mogłam poznać lepiej każdą z dziewczyn. Już planujemy kolejne spotkania, mam nadzieję, że tym razem dołączy do nas choćby Księżniczka, której wczoraj niestety nie pasowało, albo Malika, z którą nie udało mi się skontaktować. Tak czy siak, jakkolwiek wyjdzie kolejne spotkanie, na pewno zdam Wam relację :)
    
  
Poza tym, mam dziś dla Was wyniki mini rozdania Sensique!
Zainteresowane? ;)
 
   
Tym razem osobę testującą wybierałam ja. Przyznaję, że brałam pod uwagę bardzo różne kryteria - jakość zdjęć, przejrzystość bloga, podjęte współprace, styl pisania...
W ten sposób wyłoniłam pięć bloggerek, nad którymi się zastanawiałam w fazie finałowej ;)
Były to:
http://www.ale-babki.blogspot.com/
http://funky-so-sure.blogspot.com/
http://zielone-serduszko.blogspot.com/
http://kosmetycznieinietylko.blogspot.com/
http://iwaniione.blogspot.com/

Ostatecznie, po kilkukrotnym przejrzeniu wszystkich tych blogów, zdecydowałam, że letnie nowości Sensique testować i recenzować będzie...



Gratuluję! 
Zaraz napiszę do Ciebie maila :)

środa, 11 lipca 2012

Sensique - Lakiery do paznokci z kolekcji Nature Code

Tak tak, dobrze widzicie - pierwszy raz spełniam obietnicę i publikuję tu posta z lakierami do paznokci! ;)
Trochę wyszłam z wprawy w fotografowaniu lakierów, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie...

Mam dziś dla Was osiem lakierów z wiosenno-letniej kolekcji Sensique - Nature Code. Cienie z tej serii pokazywałam już dawno, co tym bardziej podkreśla, jak miałam dość recenzowania lakierów ;) No, w każdym razie wreszcie do tego dojrzałam. 
  
Z założenia kolekcja miała być w bardzo naturalnych kolorach i myślę, że to się udało - najbardziej pod tym względem podobają mi się lakiery zielony i brązowy. 
Każda buteleczka zawiera 7ml lakieru, kosztuje ok. 5zł. Pędzelki są krótkie, choć wynika to po prostu z małych buteleczek - ich wielkość nie przeszkadza jednak w użytkowaniu. 
  
   
W każdym z tych ośmiu lakierów kryje się delikatny shimmer, co chyba nie zawsze udało mi się uchwycić na zdjęciach - miejcie to po prostu na uwadze ;) Jeśli chodzi o trwałość to chyba mogę w tym przypadku uogólnić - trzymają się średnio trzy dni.

Teraz po kilka słów o każdym konkretnym lakierze...
  
  
Pierwszy z nich to bardzo słoneczny żółty kolor - sam w sobie strasznie mi się podoba, ale jakoś mam zakodowane, że żółty nie pasuje do moich dłoni :P Shimmer w tym lakierze jest dość mocno widoczny, dodaje mu sporo uroku. Do pełnego krycia potrzebujemy trzech warstw - przy dwóch kryje już całkiem dobrze, ale zostawia niestety smugi, trzecia załatwia sprawę.
  
  
Earthy Brown to taki błotnisty kolor - w sumie bardziej na jesień czy zimę, ale to jeden z moich faworytów w tej kolekcji. Zawiera delikatny srebrny shimmer, który sprawia, że nie jest to już takie typowe nudne błotko. W sztucznym świetle nabiera on nieco zielonych nutek. Kryje bezproblemowo przy dwóch warstwach, tak jak obiecuje producent.
  
  
A teraz mój zdecydowany faworyt - First Leaf. Kojarzy mi się z miętą - ale taką prawdziwą, świeżutką miętą w mohito, a nie z tym kolorem niby miętowym (dla mnie bardziej pistacjowym), którego ostatnio wszędzie pełno. Także zawiera shimmer, ale tutaj trudno go dostrzec. Kryje ładnie przy dwóch warstwach, bez żadnych smug czy prześwitów.
  
  
Ten z kolei wywołuje u mnie mieszane uczucia. Z jednej strony jest naprawdę ładny, a z drugiej znajdziemy taki w ofercie niemal każdej marki. To taki typowy ciemny błękit z turkusowym shimmerem - również słabo widocznym. Niewątpliwym atutem Hiacynta jest to, że kryje już przy pierwszej warstwie - na zdjęciach mam tylko jedną. Są lekkie prześwity, gdyby komuś strasznie przeszkadzały, można dać drugą warstwę ;)
  
  
Teraz zaczyna się ta bardziej nudna połowa kolekcji (i część z gorszymi słoczami - spóźniłam się na dobre słońce) ;) Jej pierwszym przedstawicielem jest Sweet Violer - kolor pomiędzy fioletem, a różem, całkiem ładny, ale również powtarzalny. Plusem jest to, że daje dużo gładszy efekt końcowy od reszty kolekcji - nie wiem, z czego to wynika... Kryje paznokcie przy dwóch warstwach.
  
  
Cherry Blossom ma świetnie dopasowaną nazwę - od razu skojarzył mi się z zdjęciami Japonii obsypanej różowymi kwiatami wiśni. To taki cukierkowy odcień, shimmer jest w nim niemal niezauważalny. Teoretycznie kryje przy dwóch warstwach, ale teraz na zdjęciach widzę, że są lekkie prześwity, pewnie po części wynikające z pofałdowanej powierzchni moich paznokci...
  
  
Tutaj mamy kolor kojarzący mi się przede wszystkim z koralem... pokrytym gumą balonową :P Ot taki róż, przełamany nieco pomarańczem. Tutaj shimmer jest całkiem nieźle widoczny. W sumie to kolejny kolor mocno powtarzalny na sklepowych półkach, choć tańszy niż większość ;) Kryje przy dwóch warstwach - pod tym względem jest bez zarzutu :)
  
  
Ostatni zaś kolor przypomina mi niestety starsze panie z domalowanymi brwiami i z kolorowymi cieniami na dolnej powiece - bez obrazy dla nikogo ;) Ostatnio miałam po prostu "przyjemność" spotykać takie panie w autobusach itd ;) Nie wiem w sumie jak określić ten odcień - ciemny róż z nutkami koralu? Krycie ma niezłe - jedna warstwa mogłaby wystarczyć, ale ja tu dla pewności dałam dwie ;)
   

Ufff, to by było na tyle ;) 
Który z tych lakierów przypadł Wam do gustu najbardziej?
Kupiłyście jakieś produkty z kolekcji Nature Code? Polubiłyście je? :)

sobota, 7 lipca 2012

Przetestuj ze mną letnie nowości Sensique!

Dziś mam dla Was misję...
A właściwie misję-podziękowanie za dziewiątkę i dwie cyfry po niej na liczniku obserwatorów ;) 
   
  
Otóż dostałam ostatnio do recenzji letnie kosmetyczne nowości marki Sensique, o których pisałam na mojej fejsbukowej stronie. Stwierdziłam jednak, że chętnie się nimi z Wami podzielę, pod jednym warunkiem.

  Zobowiązujecie się zrecenzować je na swoim blogu :)

Co to będą za produkty?
  
Sensique Summer Blush

Hipoalergiczne róże z witaminą E oraz naturalnymi filtrami UV. 
Subtelnie podkreślają kości policzkowe i rozświetlają cerę. 
Nie zawierają parabenów.
Waga 7,5 g. Dostępne 2 wersje kolorystyczne - dla Was nr 1.
  
Sensique Summer Lips

Pomadka z witaminami A,E i C pielęgnuje usta i chroni przed słońcem i wiatrem.
 Zawiera filtry UV.
Waga 4 g. Dostępne 3 kolory - dla Was nr 3.
    
 
A co trzeba zrobić, żeby pomóc mi je przetestować?
Tym razem nie mam żadnych specjalnych pytań konkursowych - osobiście wybiorę osobę, która zrecenzuje te dwa produkty. Musi ona jednak być obserwatorem mojego bloga.
  
Jeśli chcesz więc mieć możliwość sprawdzenia i opisania dwóch powyższych produktów, wpisz w komentarzu pod tym postem swój nick, pod którym mnie obserwujesz, e-mail i adres bloga, oraz zobowiązanie do napisania recenzji otrzymanych produktów. Myślę, że to szansa dla blogów, którym marzy się pierwsza "współpraca" ;)
Twój komentarz powinien wyglądać o tak:
  
Obserwuję Cię jako...
Mój e-mail:...
Adres mojego bloga:... 
W razie wybrania mnie, zobowiązuję się do rzetelnego przetestowania i zrecenzowania otrzymanych produktów na łamach mojego bloga. 
 
Wasze zgłoszenia zbieram do dnia 10. lipca do godziny 23:59.

sobota, 21 kwietnia 2012

Sensique - Błyszczyki Magical Shine

Jakiś czas temu Sensique wprowadziło do swojej oferty pięć nowych błyszczyków z serii Magical Shine. Dostałam je w swoje szpony i testowałam przez jakiś czas, choć błyszczyk sam w sobie nie jest mi do szczęścia potrzebny :D No nic, dziś parę słów o tych nowościach :)
  
  
Opis producenta:
Nowczesne i lekkie. mienią sie diamentowymi kryształkami. Nawilżają i pielęgnują usta nadając im piękny kolor i niesamowity połysk.  
  
Gdzie i za ile: drogerie Natura, 7,99zł / 9ml
  
  
Moja opinia:
Na powyższym zdjęciu, swatche wszystkich kolorów na dłoni - w słońcu i w sztucznym świetle. Różnią się tu od siebie, choć na ustach różnice te są znacznie mniej zauważalne, ale o tym zaraz.
Błyszczyki zamknięty są w typowych opakowaniach, odkręcanych z gąbeczką jako aplikatorem. Aplikator ten, tradycyjnie już dla błyszczyków tej marki, nabiera mało produktu i trzeba go "zamaczać" ze 3-4 razy, żeby pomalować dokładnie usta, przez co wtłaczamy niepotrzebnie powietrze do opakowania. Dla równowagi napiszę teraz, że błyszczyki pachną obłędnie - truskawkowo! *.* W dodatku nie jest to jakoś przerażająco chemiczny zapach ;)
Nałożone na ustach błyszczyki wyglądają dość podobnie - zobaczcie:
  
  
(Wybaczcie poharatane usta, ostatnio znowu je nałogowo skubię, a Carmex nie zawsze jest pod ręką...)
  
Każdy z błyszczyków zawiera w sobie spore kolorowe drobinki, ale nie tak spore, żeby nazwać je brokatem ;) Najbardziej widać je w odcieniu 404, ale są w każdym. Błyszczyki nie sklejają ust, choć ciągle się je czuje, nie zauważyłam, żeby je też wysuszały - i chwała im za to, bo zeskubałabym całe wargi :P Co do trwałości - jest zaskakująco dobra, bo trzymają się 3-5 godzin, choć oczywiście znikają nieco przy okazji jedzenia. Efekt na ustach mi się podoba, choć te drobinki są nieco zbyt duże jak dla mnie - ale wiem, że znajdą się także osoby, które uznają je za największy atut tej serii :)
  
Na koniec jeszcze aplikatorek:
  
  
Macie jakieś błyszczyki Sensique? Lubicie je?

wtorek, 17 kwietnia 2012

Sensique Nature Code - Cienie do powiek

Jakiś czas temu do drogerii Natura weszła nowa limitowana kolekcja Sensique, nazwana Nature Code. Jak łatwo się domyślić, ta wiosenna kolekcja nawiązuje do naturalnych barw, co bardzo mi się podoba. Zawiera ona 6 cieni i 8 lakierów do paznokci, o których będziecie mogły za jakiś czas poczytać na moim drugim blogu. A tutaj i teraz zapraszam na recenzję cieni do powiek :)
   
  
Opis producenta:
Doskonale przylegają do powieki i zapewniają trwały makijaż. Nie powodują podrażnień i są odpowiedni nawet dla wrażliwych oczu. W celu uzyskania intensywniejszego efektu można je stosować również na mokro. Zawierają filtry UVA. UVB. Bez parabenów. Waga około 4 g.  
  
Gdzie i za ile: drogerie Natura, 7,59zł / szt.
  
  
Moja opinia:
Ogólnie mówiąc, uważam, że te cienie są całkiem niezłe, choć nie idealne. Pigmentacja jest średnia, w kilku przypadkach kiepska, ale da się nim zrobić ładny makijaż. Nie osypują się, na bazie trzymają się cały dzień - tzn. nie rolują się z załamaniach, ale nieco blakną. Opakowania są typowe dla Sensique - solidne, plastikowe, proste i ładne. 
  Teraz może parę słów o każdym z cieni?
226 Lavender to niebieski cień z domieszkami fioletu, właściwie faktycznie taka lawenda, bardzo ładny. Szkoda tylko, że ma słabą pigmentację... Ma też dość spore drobiny.
227 Cherry Blossom to lekko brudny róż, kojarzy mi się z angielską różą. Pigmentację ma całkiem niezłą, zawiera lekki shimmer, nienachalny, ale widoczny.
228 Earthy Brown nieco mnie zawiódł, bo myślałam, że będzie jaśniejszy i matowy, ale w sumie też mi się podoba. To taki typowy brąz z dość dużymi drobinkami, dobrze napigmentowany.
229 Sunny Glow zaskoczył mnie pozytywnie, to taki nieco rozbielony żółty odcień z lekkim shimmerem, dobrze napigmentowany, całkiem nieźle wygląda przy moim brązowym oku - to chyba mój pierwszy taki żółty cień :P
230 Fresh Mint to też zawód niestety. Kolor jest piękny, bo to taka nieco ziemista zieleń (z miętą nie kojarzy mi się w ogóle), ale bardzo słabo napigmentowana... Również zawiera lekki shimmer.
231 Purple Crocus to ładny fiolet, dobrze napigmentowany, także z lekkim shimmerem. 
  
Zrobiłam tymi cieniami dwa makijaże:
  
  
Tutaj 227 Cherry Blossom wylądował na całej powiece, 231 Purple Crocus przyciemnił nieco zewnętrzny kącik, a w załamaniu powieki nałożyłam 226 Lavender. Poza tymi cieniami jest tu  czarny eyeliner w pisaku Kobo, baza Hean, tusz Hean. Wyszło przerażająco cukierkowo, ale o dziwo - podoba mi się :P
  
  
Ten makijaż to składa się z cienia 229 Sunny Glow na wewnętrznej połowie powieki,  230 Fresh Mint na zewnętrznej oraz 228 Earthy Brown ponad nimi. Poza nimi jest tu baza Hean, brązowy eyeliner w pisaku Kobo oraz brązowy tusz do rzęs Joko. Brakuje mi tu jednak typowo czarnych akcentów.
  
Macie już cienie z tej kolekcji? Zamierzacie skusić się na któryś?  

czwartek, 29 marca 2012

Sensique - Prasowany puder brązujący

Przy mojej recenzji ziemi egipskiej, ktoś zapytał, czego używam na co dzień - dziś więc napiszę Wam parę słów na temat bronzera, którego mam już drugie opakowanie - a nie wiedziałam, że możliwe jest w ogóle zużycie bronzera, kiedy nie używa się go codziennie ;) Otóż jest to najzwyklejszy puder brązujący z Sensique - lata temu przeczytałam o nim dobre opinie na KWC, kupiłam, zużyłam, a teraz dorwałam nowe opakowanie ;)
  
  
Opis producenta i skład:
  
Gdzie i za ile: Drogerie Natura, ok. 8zł 
  
   
Moja opinia:
Puder zamknięty jest w solidnej kasetce, która nie powinna się sama otworzyć. Kilkukrotnie spadał mi na ziemię i ani razu nawet się nie nadkruszył - ani opakowanie, ani sam puder. Jak widzicie, składa się on z trzech pól w różnych kolorach - można tak nabrać go na pędzel, żeby kolorystycznie dopasował się do niemal każdej cery - jest też wersja nieco ciemniejsza dla bardziej śniadych dziewczyn. Ja maziam pędzlem mniej więcej na środku, żeby nabrać każdego odcienia po trochu ;) Łatwo się go nabiera, bo jest dość miękki, ale nie pyli wszędzie dookoła, co jest dla mnie wielkim plusem.
Bronzer ma drobinki, które pierwsze wrażenie robią nieco tandetne jak dla mnie, jednak po jakimś czasie znikają i zostają tylko drobniuteńkie iskierki, dające efekt ładnego rozświetlenia. Wadą tego bronzera jest fakt, że po paru godzinach znika z twarzy, ale jeszcze nie trafiłam na taki, który by ze mnie nie znikał ;)
Przyznam szczerze, że nie wiem, co jeszcze mogłabym o nim napisać. Nie jest ideałem, ale zdecydowanie wart swojej ceny, bardzo go polubiłam (mimo tych strasznych drobinek :P).
  
   
BTW, jak Wam się podoba nowy pseudo-znak wodny?
Ciągle z nim eksperymentuję, na razie zobaczę, jak ten się sprawdza ;)

poniedziałek, 27 lutego 2012

O 5. rocznicy, ostatnich zakupach, ratunku w chorobie i kilku promocjach...

Dziś nie będzie recenzji... Chcę Wam napisać o paru innych sprawach :)
  
 
Po pierwsze, dzień dzisiejszy jest dla mnie dniem szczególnym - dokładnie 5 lat temu mój Ukochany porwał mnie z lekcji, zaciągnął nad rzekę i sprawił, że jestem jego, a on jest mój. Przez te 5 lat nie zawsze było między nami kolorowo, ale bez wątpienia to najszczęśliwszy czas w moim życiu :) Wierzę, że za 50 lat będziemy wspominać początki naszego związku, wtuleni w siebie przed kominkiem, bo ten Pan na zdjęciach powyżej jest nie tylko moim Ukochanym, ale także najlepszym przyjacielem - nie wyobrażam sobie związku bez tego elementu :)

Rocznicy co prawda nie spędzamy dziś razem, ale za jej świętowanie uznajmy ostatnio cudowny tydzień, kiedy u niego mieszkałam :) Było lepiej, niż mogłabym się spodziewać :)
   
   
Z mniej romantycznych tematów ;) Odkryłam ostatnio, że w sklepie Pepco można dorwać ładne ciuszki za naprawdę niską cenę. Oczywiście nie są one jakieś super jakościowo, ale na pewno nie podrą się tak od razu ;) Skusiłam się więc na zakup dwóch bluzek, obu marki Beloved...
  
  
Pierwsza z nich kosztowała 15zł. To lekki t-shirt w kolorze miętowym, który dziwacznie wyszedł na zdjęciach - musicie wierzyć mi na słowo ;) Bardzo podoba mi się ten czarny kwiatowy wzór, na środku każdego kwiatka są przyklejone cyrkonie, ale nie rzucają się w oczy, bo są maleńkie.
   
  
Druga kosztowała 20zł. To biała nietoperzowata bluzka z rękawem 3/4 i motywem sowy. O ile te wszechobecne ostatnio sowy mi się nie podobają, o tyle na tej bluzce wygląda nieźle :) Najpierw miałam w koszyku wersje czarną z szarą sową, ale wyglądałabym w niej jakoś smutno, bo zazwyczaj noszę czarne spodnie ;) 

I jak Wam się podobają moje zakupy? Kupowałyście kiedyś ciuszki w Pepco? Co myślicie o ich jakości?
   
    
Chciałabym Wam jeszcze napisać o moim tegorocznym odkryciu - tak tak, nigdy wcześniej nie używałam tego typu preparatów na katar i nie wiem, jak mogłam bez nich żyć. Na chwilę obecną jestem mocno przeziębiona, mam tragiczny katar i zawalone zatoki. Parę dni temu, Ukochany widząc mnie w takim stanie, dał mi do wypróbowania aerozol do nosa Xylorin - byłam w szoku, jak on działa. W ciągu 5minut udrożnił mi zupełnie nos, mogłam swobodnie oddychać, a zatoki już nie bolały. Efekt ten trzymał się ok. 4-5h. Teraz kupiłam tańszy odpowiednik tego preparatu, czyli Otrivin (kosztował niecałe 13zł). Działa nieco słabiej, tzn. na efekt czeka się ok. 15 minut, a trwa on 3-4h, ale nie wysusza przy okazji nozdrzy, jak robił to Xylorin. Dzięki temu cudeńku jestem w stanie normalnie funkcjonować ;)
   
Na koniec jeszcze mały cynk o promocjach w drogeriach Natura:
  

Promocja trwa do 7 marca.
Przy realizacji zdjęć promocyjnych nie ucierpiały żadne kosmetyki ;)

wtorek, 24 stycznia 2012

Sensique - Puder brązujący w perełkach 101

Jakiś czas temu w moje łapki wpadły 2 pudry w perełkach Sensique - brązujący i rozświetlający. Dziś chcę napisać Wam parę słów o tym pierwszym, choć ilekroć po niego sięgnę, mam wrażenie, że się pomyliłam i trzymam rozświetlający ;) Różnią się od siebie chyba tylko tym, że brązujący jest minimalnie ciemniejszy. A oto i on :)
   
   
Opis producenta i skład:
   
     
Gdzie i za ile: w Drogeriach Natura, 12zł
   
  
Moja opinia:
Perełki zamknięte są w prostym bezbarwnym opakowaniu z plastiku - mogłoby być ładniejsze... Pokrywka opakowania jest po prostu nakładana, a wewnątrz znajduje się jeszcze dodatkowo plastikowa osłonka, dzięki której kulki nie mają zbyt dużej przestrzeni, gdzie mogłyby się obijać o siebie i o ścianki, dzięki czemu nie kruszą się nadmiernie. Każda perełka ma średnicę około 7mm, jest ich w opakowaniu 17g. Perełki te bardzo delikatnie pachną, ale nie czuć tego, dopóki nie wetknie się wręcz nosa do opakowania ;)
Jak widzicie, puder ten jest jaśniutki jak na puder brązujący, ale rolę swoją spełnia - nie ma tutaj tak mocnego efektu jak przy innych bronzerach, ale da się nim ładnie wykonturować twarz. Dodatkowo mamy tu efekt pięknego rozświetlenia - przyznam szczerze, że chyba pierwszy raz rozświetlałam twarz właśnie z użyciem tego pudru. Na skórze widać maleńkie drobinki, które mniej lub bardziej udało mi się uchwycić na zdjęciach poniżej - niestety bez słońca nie bardzo się mogłam wykazać w tej kwestii. Po paru godzinach ten efekt rozświetlenia zdaje się nieco przygasać, ale mnie to właściwie nie przeszkadza, skoro efekt pudru brązującego zostaje nadal. 
Podsumowując, przyczepiłabym się tylko do brzydkiego opakowania ;) Nie jest to kosmetyk, którego mogłabym używać codziennie, bo zwyczajnie wolę matowe bronzery, ale od czasu do czasu na jakieś okazje - czemu nie? ;)
   
  
A Wy używacie jakichś kosmetyków w perełkach czy w kulkach? Jakie są Wasze wrażenia?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...