Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płukanki do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płukanki do włosów. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 marca 2013

Włosowa aktualizacja - Marzec

Ostatni miesiąc minął mi pod znakiem intensywnej opieki nad włosami, zajęłam się zwłaszcza problemem ich wypadania, na co znalazłam idealny środek. Udało mi się je nieco wzmocnić, z czego jestem bardzo zadowolona, choć na zdjęciach nie ma zbyt dużej różnicy, zobaczcie same.
  
       
Długość z przodu - 49,5 cm
  
                                                                                                                      A było:

  
   
Jeśli dobrze mierzę, moje włosy urosły ok. 2cm w ciągu miesiąca - to bardzo dobry wynik jak na nie! Przyznaję, "nawoziłam" je różnymi wcierkami, więc cieszę się bardzo, że jakiś efekt we wzroście włosów jest :) Ba, nie tylko we wzroście - wcierki zdziałały cuda, włosy ogólnie się poprawiły!




Spójrzmy chociażby na kwestię wypadania... Oto, co wczoraj zdjęłam ze szczotki po rozczesywaniu włosów po myciu:


Tyle co nic! Dla porównania - stan sprzed miesiąca:

  
  
Najlepsze jest to, że w tym przypadku mogę z całą pewnością podać Wam tego cudotwórcę - otóż sprawiła to kozieradka. Stosowałam ją przez jakieś półtora tygodnia, a efekty widzicie powyżej. Już wiem, za co chwycę następnym razem, kiedy włosy zaczną mi lecieć z głowy ;)




A wiecie, co jeszcze znalazłam?


Pierwszy raz od dawna zaczesałam włosy do tyłu w kitka i oto, co mnie zdziwiło - masa babyhair! Tutaj zasługę przypisuję już nie tylko kozieradce, ale także stosowanej kuracji rzepowej Joanny, którą już wykończyłam, wodzie brzozowej Isany i odżywce pokrzywowej Anny - ogarnęła mnie wcierkomania! :)

Zerknijmy może na mój aktualny arsenał włosowy, którego używam najczęściej :)





Najpierw codzienna podstawowa pielęgnacja, czyli szampon i odżywka. Szamponu używam tego samego, co miesiąc temu - to Love2Mis Organic - szampon z pomarańczą i chili - okazał się wydajny :) Myślę, że i on przysłużył się do przyspieszenia wzrostu włosów i do "narodzin" nowych babyhair. Odżywkę wzmacniającą Joanna Z Apteczki Babuni też już męczę byle wykończyć, co nastąpi na dniach. Jest ona przeciętna, używam głównie dla wygładzenia włosów po myciu. Jak wreszcie zmieni się w denko, sięgnę po mleczną maskę BingoSpa.










  

 Teraz magiczne wcierki, których używam zamiennie, ale nie codziennie - obie nieco zmieniają stan/zapach włosów, więc nie zawsze mogę ich użyć. Woda brzozowa Isana nie skończy mi się chyba nigdy, ale odżywka pokrzywowa Anna bardzo się moim włosom spodobała - na pewno jest "współwinna" tych ślicznych maluszków nad czołem ;) Za jakiś czas ją dla Was zrecenzuję :)
  













 
 Na koniec może jeszcze pielęgnacja uzupełniająca. Co któreś mycie stosuję płukankę octową na bazie octu jabłkowego Kamis. Wierzę, że daje to jakieś efekty, choć gołym okiem ich nie widzę. Dodatkowo co parę dni zamiast "zwykłej" odżywki używam maski regenerującej BioVax. Kiedyś już ją miałam i nieźle mi służyła, teraz mam wrażenie, że coś się w niej zmieniło, ale nie wiem co...







OK, dość o włosach :) Jeśli jesteście ciekawe mojego codziennego pielęgnacyjnego "rozkładu jazdy", zapraszam do zakładki "Jak dbam o włosy? - DZIENNIK", gdzie na bieżąco spisuję to, czego używam.
  
Jak się mają Wasze włosy? :)

sobota, 14 lipca 2012

Na ratunek orlicowym włosom! - Po 10. miesiącu...

Znowu minął miesiąc? Kurde, w wakacje czas płynie znaaacznie szybciej ;)
Tradycyjnie już, pora na włosową aktualizację, czyli co się zmieniło w wyglądzie, stanie i pielęgnacji moich włosów przez ostatni miesiąc? Poczytajcie :)
  
  
Długość z przodu - 41,5cm
  
A było:                                                                                                                     
   
Przez miesiąc urosły 1,5 cm - lepiej niż zwykle, choć nadal bez szału. Poza tym muszę przyznać, że sporo wycierpiały ostatnimi czasu - dwa tygodnie twardej wody na południu kraju, dużo słońca i wiatru, kilka dni strasznego stresu (terror na obozie sportowym, włosy wypadały mi garściami przez te parę dni...), ogólne zaniedbanie, bo nie miałam do tego głowy między wyjazdami. A mimo wszystko stwierdzam, że ich stan się nie pogorszył, co mnie mile zaskoczyło, choć nieco zmatowiały.


A jak aktualnie wygląda moja pielęgnacja włosów?
  
  
Wcierkę Jantar wmasowuję w skalp codziennie na noc, na razie efektów nie widzę, ale niewiele jej zużyłam, jestem dobrej myśli. Mgiełka Radical to jeden z moich ukochanych kosmetyków do włosów - pięknie pachnie i wzmacnia włosy - stosuję zawsze po myciu, a czasem dodatkowo w ciągu dnia, tak dla odświeżenia. Mój aktualny szampon to granatowa Alterra - niewiele mogę o niej powiedzieć poza tym, że ładnie pachnie i nie plącze włosów ;) Jeśli myję włosy w wannie, co zdarza się co 2-3 dzień, nakładam również maskę Ziaja Intensywna Odbudowa, której zapomniałam umieścić na zdjęciu. Za to jeśli włosy myję rano albo w ciągu dnia, stosuję po myciu malinową płukankę YR - to to w tym małym psikadełku ;) Po zmyciu szamponu psikam obficie włosy, chwilę czekam i spłukuję zimną wodą, w celu zamknięcia łusek włosa. Ponadto co parę dni (choć ostatnio się w tym mocno opuściłam...) staram się nakładać na włosy choć na kilka godzin olejek avocado Dr Beta - moje włosy po nim odżywają. Dostałam teraz od koleżanki odlewki oleju z orzecha włoskiego i z łopianu, więc i je wypróbuję. Poza tym w drodze do mnie jest parę kosmetyków do włosów marki Green Pharmacy, od dawna chciałam je wypróbować, zwłaszcza olejki i eliksiry :)
  
A co poza pielęgnacją?
   
  
Upały zmobilizowały mnie do przeproszenia się ze związanymi czy upiętymi włosami - tak już się przyzwyczaiłam do rozpuszczonych, że naprawdę ciężko było mi się przestawić. Jednak strasznie mnie irytowały włosy lepiące się do spoconego karku, więc zaczęłam kombinować. Polubiłam różnego rodzaju warkocze, choć sama mam do tego dwie lewe ręce - na własnych włosach umiem zrobić tylko najzwyklejszego warkocza, który wygląda zresztą nędznie ;) Dlatego na pierwszych dwóch zdjęciach powyżej są kolejno dzieła mojej siostry i mamy - ja odwdzięczam im się zaplataniem kłosów ;) Trzecie zdjęcia to moja marna próba odtworzenia fryzury, którą na swoim blogu pokazała ostatnio Wdowa po Leninie (KLIK). Wygląda dość żałośnie, ale wiedzcie, że będę ćwiczyć! ;) Poza tym kliknęłam ostatnio na Allegro kilka pierdółek do włosów - gumeczki, wsuweczki, hairagami... Będę kombinować :)
  
To by było na tyle, jeśli chodzi o tą aktualizację. Mam nadzieję, że przez ten miesiąc zdołam przywrócić włosom dawny blask, nawet, jeśli brzmi to jak tani slogan reklamowy ;) Trzymajcie kciuki!

A jak się mają Wasze włosy w te upały?

wtorek, 15 maja 2012

Yves Rocher - Płukanka octowa z malin

Od dawna już prosicie mnie o tę recenzję, a ja ciągle odkładałam ją na dalszy plan. Może dlatego, że spodziewacie się pewnie samych superlatyw w tej recenzji, tak jak na większości blogów, a ja tymczasem nie zamierzam Wam ich dawać. Nie podzielam zachwytu całej rzeszy fanek tej płukanki, niestety...
   
  
Opis producenta:
Powrót do tradycyjnych metod pielęgnacji – płukanka octowa wydobywa naturalny połysk włosów, które lśnią nowym pięknem. Apetyczny owocowy zapach sprawia, że stosowanie płukanki staje się czystą przyjemnością. Do użycia przy ostatnim płukaniu włosów. Formuła bez parabenów.
Testowana pod kontrolą dermatologiczną. Składniki pochodzenia roślinnego: certyfikowany francuski ocet winny.
Włosy mają więcej blasku: 78% (poziom satysfakcji: test przeprowadzony na 27 kobietach w ciągu 4 tygodni)
  
Gdzie i za ile: w sklepach Yves Rocher, internetowo albo wysyłkowo, 24,90zł / 150ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Opakowanie płukanki to ładna stylowa buteleczka z odkręcanym otwarciem. Nie ma żadnego aplikatora, tylko zwężenie, przez które teoretycznie mamy wylać płukankę na dłoń i wetrzeć we włosy. Szkoda tylko, że w ten sposób spora ilość kosmetyku się marnuje... Najlepiej jest znaleźć jakiś zbędny atomizerek i wkręcić go w tę buteleczkę - wtedy płukanka będzie wygodniejsza w użytkowaniu i wydajniejsza.
Płukanka ma malinowy kolor, faktycznie pachnie malinami, dosyć naturalnie i ładnie. Octu raczej tutaj nie czuję. Jest rzadka, wodnista, taka chyba powinna być, prawda?
Jeśli chodzi o działanie, ta recenzja będzie krótka. Bardzo krótka.
Otóż z moimi włosami ta płukanka nie robi absolutnie NIC. Owszem, nabłyszcza je, ale efekt ten znika po kilkunastu minutach, podobnie jak ładny malinowy zapach, który też mógłby być atutem, gdyby utrzymywał się na włosach. Plus jest taki, że nie robi też nic negatywnego, tzn. nie wysusza ani nie plącze. Niestety, wydanie 25zł na kosmetyk, który ładnie pachnie i wygląda to nie jest szczyt moich marzeń ;)
Wiem, że ta płukanka jest hitem dla wielu z Was, ale dla mnie to zdecydowanie kit...
  
   
A Wy, używałyście jej? Również należycie do grona fanek tego produktu?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...