Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Do opalania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Do opalania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 sierpnia 2012

Lirene Sensitive - Mineralna emulsja do opalania SPF 30

Oj, zagapiłam się dziś trochę z notką - wypadłam z obiegu przez wakacje, bo wszystkie notki, które publikowały się tu w czasie mojego wyjazdu, napisałam wcześniej ;)
Dziś napiszę Wam za to o czymś, co miałam możliwość przetestować właśnie na wakacjach - o emulsji do opalania :) Nie mieliśmy może super pogody, ale zdarzały się dni, kiedy słońce ostro przygrzewało, a my siedzieliśmy na plaży albo na kajaku na środku jeziora. Bez jakiegoś filtra ani rusz, zwłaszcza, że nie jestem fanką opalania się ;) Na szczęście wzięłam ze sobą emulsję Lirene :)
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: wszędzie, 26zł / 150ml, ale widziałam już kilka razy w sporej promocji
  
Moja opinia:
Na wstępie przyznam się bez bicia, że rzadko używam tego typu filtrów, bo zwykle, kiedy jest mocne słońce, zwyczajnie nie ruszam się z domu - jestem zwierzęciem zimnolubnym i nie znoszę upałów, od razu boli mnie głowa ;) Filtry więc zwykle są mi zbędne. Jednak jadąc nad jezioro wiadomo było, że nie będę tkwić cały czas w pokoju, postanowiłam się nawet nieco opalić ;) Smarowałam się więc filtrem i wcale nie unikałam słoneczka.
Opakowanie to zwykła tuba, stawiana na zamknięciu, czyli zwykłym zatrzasku. Emulsja jest biała i gęsta, o mocno kremowej, treściwej konsystencji. Nie ma zapachu, co mnie zdziwiło, zanim doczytałam na opakowaniu, że tak właśnie powinno być w tym przypadku.
  
  
Po rozsmarowaniu na skórze pozostaje ledwo widoczny biały film. W dotyku prawie go nie czujemy, ale jak się przyjrzeć - faktycznie go widać. Nie znika pod wpływem wody spływającej po skórze, ale nie liczmy na to, że coś z niego pozostanie po dłuższej kąpieli w jeziorze - aż tak wodoodporny nie jest ;) Nie wałkuje się, nie roluje, nie klei, pod tym względem jest super. Co do działania filtrującego - jak najbardziej skuteczne. Jednego dnia przez kilka godzin na kajaku byłam wystawiona na pełne słońce, a nie opaliłam się prawie wcale ;)
Jedyne, co mi się nie podoba, to cena regularna - 26zł to przesada wg mnie. Aktualnie w sklepi Lirene jest w promocji za 13zł i ta kwota zdecydowanie bardziej do mnie przemawia ;)
  
  
Używałyście produktów Lirene do opalania? Jak się sprawdziły? :)
  
A z innej bajki, na fejsbukowym profilu bloga czekają na Was lakierowe nowości:
  
    
Zapraszam :) KLIK

wtorek, 31 lipca 2012

Lirene - Ratunek po przedawkowaniu słońca + Wyniki konkursu z Kosmetykami DLA

Tak, tytuł posta to nazwa kosmetyku, urocza, prawda? :D
Ratunek ten stał u mnie na półce i czekał na moment, w którym okaże się przydatny. Okazało się jednak, że jest przydatny, ale nie mi, a mojej siostrze Sarze, którą zdążyliście już tu poznać. Spaliła się sierotka na słońcu :P Dziś macie więc możliwość poczytania o tym, czy ratunek uratował Sarę ;)
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: wszędzie, ok. 20zł / 150ml
  
Opinia Sary:
Jakiś czas temu bardzo nierozsądnie się opalałam, w efekcie porządnie mnie poparzyło. Jeszcze tego samego dnia zaopatrzyłam się w RATUNEK po przedawkowaniu słońca firmy Lirene DERMOPROGRAM. Zawiera on intensywną formułę łagodzącą, składającą się z uderzeniowej dawki d-pantenolu (5%) i alantoiny (1%). Jako, że produkt posiada rekomendację dermatologów, to właśnie jemu powierzyłam swoje poparzenia. Początkowo byłam mało zadowolona, jako że nie czułam, by choć trochę chłodził i dawał ukojenie. Pewnie nie dostrzegłabym tego, jaki jest skuteczny. Dostrzegłam jednak, ponieważ smarowałam nim tylko nogi, plecy zdawały mi się być w znacznie lepszym stanie, a że ciężko jest się tam posmarować... nie robiłam tego. Podczas, gdy nogi mam już od dobrych kilku dni zaleczone i brązowe, plecy wciąż pieką na tyle, że noszenie bluzki jest torturą. Teraz proszę bliskich o ich smarowanie, jednak przez czas, jaki tego nie robiłam, mogę Wam teraz gorąco polecić ten kosmetyk. Mimo, że nie daje natychmiastowego ukojenia, skóra regeneruje się po nim znacznie szybciej. 
     
   
RATUNEK ma dość gęstą konsystencję, bardzo dobrze się go rozsmarowuje, jest aksamitny i nie drażni nawet najwrażliwszej skóry. Jego zapach... nie przypadł mi do gustu. Nie jest jakoś perfumowany, więc zapachem przypomina inne znane mi kosmetyki z pantenolem. Ma za to całkiem ładne opakowanie - srebrno-szarą tubę, z której łatwo wydostać produkt. Po położeniu otwartej na blacie, np. podczas rozsmarowywania, nic nie wycieka.
   
  
A Wy czym się ratujecie, jeśli Wasza skóra zazna zbyt dużo słońca? :)
   
A teraz z innej beczki...
Czas na wyniki naszego konkursu z Kosmetykami DLA!

Jeśli nie pamiętacie, zadaniem konkursowym było opisanie swojego rytuału dla cery - podpowiadałam także, żeby popuścić wodze fantazji :) Przeczytałam więc wszystkie Wasze pomysły i wybrałam dwie osoby, które przetestują kremy DLA :) Przyznaję, że miałam dylemat, zwłaszcza w przypadku pierwszej nagrody dla osób ubiegających się o kremy Dar Piękna. Ostatecznie jednak udało mi się dokonać wyboru...

Zestaw Dar Piękna wędruje do... .meSS!
  
   Zaś zestaw Niszcz Pryszcz otrzyma... Calliope!
    


 Gratuluję, dziewczyny! :)
Odezwę się do Was zaraz, ale niestety nagrody będę mogła przekazać dopiero jak wrócę z wakacji - czyli po 10 sierpnia. Wyjeżdżam jutro rano i dziś się niestety już nie zdążę wygrzebać na pocztę.

Jeśli nie wygrałyście, nie martwcie się, bo szykuję konkurs urodzinowy, zdecydowanie "na bogato" ;)

czwartek, 8 września 2011

STH Panthe Vera - Balsam aloesowy po opalaniu

Chcę zachować równowagę pomiędzy kolorówką a pielęgnacją, dlatego dziś pora na pielęgnację ;) Jakiś czas temu odezwała się do mnie firma Calmaderm z prośbą o przetestowanie ich trzech produktów - tego balsamu po opalaniu, kremu do rąk i kremu do stóp. Jestem na etapie testowania kremów od Dr Ireny Eris, dlatego te muszą jeszcze trochę poczekać na swoją kolej, ale balsam jestem już w stanie zrecenzować. :)
   
    
Opis producenta:
Zastosowanie:
- po opalaniu (długotrwałe przebywanie na słońcu, oparzenia, zaczerwienienia, opalanie w solarium)
- po zabiegach kosmetycznych, takich jak: depilacja, leczenie radioterapią, leczenie laserem
- przy egzemie lub suchej skórze.
Doskonały produkt na lato, kiedy najczęściej wystawia się skórę na działanie palącego słońca. Po sezonie polecany wszystkim, którzy planują wycieczki do egzotycznych krajów albo szukają słońca w solariach.
Kluczowe składniki aktywne: 40 % ekstraktu ze stężonego aloesu, 5 % D-pantenolu, olejek jojoba
Aloes łagodzi podrażnienia, chłodzi i regeneruje zaczerwienioną skórę. W składzie znajduje się 40% ekstraktu ze stężonego aloesu oraz 5% D-Panthenolu, który dobrze wnika w skórę łagodząc i gojąc podrażnienia, swędzenia i zaczerwienienia. Panthenol znany jest również z tego, że pozostawia na skórze przyjemne uczucie chłodu. Działanie tych dwóch składników uzupełnia trzeci – olejek jojoba o odżywczych i zmiękczających właściwościach. Jego głównym zadaniem jest naturalne natłuszczanie skóry oraz zapobieganie jej ponownemu wysuszeniu dzięki łatwemu wnikaniu w strukturę skóry i wzmacnianiu warstwy cementu międzykomórkowego.
Działanie:
- nawilża - chłodzi - łagodzi podrażnienia - regeneruje - odżywia - natłuszcza.
Dodatkowe zalety:
- bardzo dobrze się wchłania, - ma lekką konsystencja, łatwo się rozprowadza, - butelka zaopatrzona w pompkę, dzięki czemu nic się nie rozlewa, nie ślizga ani nie kapie, dlatego balsam sprawdza się chociażby w podróży czy podręcznej kosmetyczce, - przynosi szybką ulgę, - testowany dermatologicznie, - nie testowano na zwierzętach.
  
Cena: 27zł / 180ml
   
Skład: Aqua, Aloe Barbadensis (Aloe) Leaf Extract, Isopropyl Myristate, Cetyl Alcohol, D-Panthenol, Stearic Acid, Carbomer 940, Methyl, Propyl, Butyl, Ethyl Paraben & Phenoxyethanol, Dimethicone Oil, Simmondsia Chinesis (Jojoba) Seed Oil, Triethanolamine, Acid Citric, B.H.T., Fragrance
   
     
Moja opinia:
Mam mieszane uczucia, co do tego balsamu. W sumie nie wiem dlaczego, bo wad się nie dopatrzyłam, ale jednak zalety dużo nie zmieniają ;) Zacznijmy tradycyjnie od opakowania - dość ładne, wygodne, z pompką i plastikowym zabezpieczeniem - podoba mi się ten pomysł, bo gdy zabezpieczenie polega tylko na przekręceniu "dzióbka", nigdy nie wiem, czy pompka jest czy nie jest zablokowana ;) 
Sam balsam ma dość lejącą konsystencję, wygląda nieco perłowo, ale w dotyku wydaje się być leciutki jak piana - w pierwszej chwili wydawało mi się, że właśnie taką formę ma. Wchłania się szybciutko i faktycznie koi - miałam okazję zrobić mu krasz-test, kiedy ogoliłam nogi i z jakiegoś powodu zrobiły mi się straszne podrażnienia - balsam faktycznie pomógł. Efekt chłodzenia jest bardzo delikatny, więc nie powinien przeszkadzać nawet osobom, które go nie lubią. Zauważyłam też, że skóra po użyciu balsamu staje się mięciutka i gładka, sprawia wrażenie mocno nawilżonej, efekt ten jednak znika dość szybko.
Przez swoją "naturalność", balsam ten (i pozostałe produkty, które dostałam) jest dość krótkotrwały - mam na myśli to, że data ważności to 6 miesięcy od otwarcia, od produkcji chyba niewiele więcej - wszystkie produkty, jakie dostałam, tracą ważność jeszcze w tym roku, a nie sądzę, żeby przesyłano mi do recenzji kosmetyki tuż przed ich "dedlajnem". Niestety na opakowaniach nie ma daty produkcji, więc co do tego nie mam pewności.
 
 Produkt ten dostałam do recenzji, jednak w żaden sposób nie wpływa to na moją opinię.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Eveline - Wodoodporny olejek do opalania ze złocistym pyłem

Na wstępie bardzo chciałabym podziękować za puszczenie w świat wieści o tym blogu trzem kochanym dziewczynom, które napisały o tym u siebie - Sabbacie, Ewalucji i Kleopatre. Dziękuję! :*

Jakiś czas temu otrzymałam kilka kosmetyków Eveline do przetestowania i zrecenzowania. Pochodzą one z czterech różnych serii, podzielonych wg przeznaczenia: kosmetyki do twarzy (Pure Control), kosmetyki do ciała (Slim Extreme 3D), do opalania (Sun Care) i oczywiście lakiery (Colour Show). Seria Sun Care miała teraz możliwość wykazania się - zaczęły się upały (choć mają się ponoć zaraz skończyć...) i przyznam szczerze, że nawet na chwilę wyszłam na słoneczko, choć zwykle się nie opalam. No i w sumie efektów nie widać, ale kosmetyk przetestowałam, w tej recenzji oprę się również na opinii mojej mamy, która używała go znacznie częściej.
  
  
Opis producenta: To unikalna receptura najwyższej jakości składników. Polecany dla osób, które szybko się opalają i nie ulegają poparzeniom. Subtelny kolor płynnego bursztynu i złocisty pył już z chwilą nałożenia podkreślają istniejącą opaleniznę. Najnowszej generacji filtry UVA i UVB oraz β-karoten chronią skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Witaminy E i C – przeciwdziałają powstawaniu wolnych rodników i fotostarzeniu; ponadto odżywiają skórę, dzięki czemu zwiększa się jej gładkość i elastyczność. Wyciąg z orzecha włoskiego i β-karoten wzmacniają efekt opalenizny, a mieniące drobinki sprawiają, że skóra połyskuje złocistym blaskiem.
    
Cena: 15zł / 150ml
     
Skład:
   
Moja opinia: Przyznam na wstępie, że nieco przerażała mnie ostatnia część nazwy, ta o złocistym pyłku. Kojarzy mi się to z dyskotekowym kiczem, ale na szczęście ten pyłek jest delikatny, nie mieni się nachalnie, nie są to wielkie drobiny. Określiłabym to jako ten sam rodzaj pyłku jak w niektórych brązujących pudrach. Za spory plus uważam też opakowanie - atomizer to idealne rozwiązanie do takich kosmetyków, obawiam się, że dostałabym szału, gdybym taki olejek musiała wylewać na dłonie i rozprowadzać, taki mój mały odchył ;) Ciekawostką jest fakt, że olejek wcale nie jest oleisty - wręcz przeciwnie, jest lekki, a nie tłusty. Ładnie nawilża skórę, szybko się wchłania, zostawiając tylko to subtelne złote rozświetlenie, które świetnie będzie podkreślać opaleniznę - mam też wrażenie, że skóra po jego użyciu sama w sobie staje się nieco "opalona", nawet tak blada skóra jak moja ;) Cóż, nie jest to rodzaj kosmetyków, którego ja używam, jednak moja mama z otwartymi ramionami przyjęła go do swojej kosmetyczki :)
    

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...