Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wcierki do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wcierki do włosów. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 listopada 2013

Listopadowe włosy, znowu po przerwie :)

Może i po kilkumiesięcznej przerwie, ale ważne, że aktualizacja jest, prawda? ;)

Zima nigdy nie jest łaskawa dla włosów. Plączą się przez szale, gniotą pod czapkami, wystawione są na mrozy... Moje również bardzo źle znoszą zmianę pogody... W tej chwili znowu muszę walczyć, żeby coś jeszcze z nich zostało.
  
  
Długość z przodu - 56cm
    
                                                                                                                         A wcześniej:
  
 
Znowu lecą mi z głowy jak szalone, znowu tracą masakrycznie na objętości. W dodatku jak na złość strasznie się plączą, więc tracę dodatkowe ilości przy próbach rozczesywania. Moje końcówki wyglądają jak małe miotełki, ale chyba wstrzymam się z ich podcinaniem do końca zimy - myślicie, że to dobry pomysł...?
  Urosły właściwie niewiele od ostatniego pomiaru, bo jakieś 2cm, ale to chyba normalny zimowy zastój we wzroście włosów ;)



Żeby jakoś zniwelować efekt plątania się włosów przez szalik, staram się je związywać albo spinać, gdy gdzieś wychodzę. Zwykle stawiam na kok z użyciem tzw. "hairagami" - wróciło u mnie do łask ;) Może trochę "łamie" włosy (nie ma to jak kwadratowe loki po rozpuszczeniu koka ;)), ale nie jest to efekt trwały. Włosy w koku trzymają się więc dobrze, nie trzeba poprawiać w ciągu dnia, a samo zrobienie takiego koka jest proste przy odrobinie wprawy.
   
 
OK, a czego używam do pielęgnacji włosów?
Będzie tego dużo, bo wzięłam się za nie porządnie!
    
Zacznijmy od podstawowych produktów - szamponu i odżywki. Szampon Nu'Fushion Długotrwała Lekkość Dr Ireny Eris to moje nowe odkrycie, jest rewelacyjny i bardzo ubolewam, że nie jest zbyt tani. Pachnie cudnie, dobrze oczyszcza, faktycznie sprawia, że włosy długo są lekkie i świeże. Uwielbiam go :)
Jako odżywki na co dzień (w praktyce co kilka dni) używam maski Bingo Spa z proteinami mlecznymi i elastyną - jak na taką wielkość schodzi mi dość szybko. Ładnie delikatnie pachnie, zdecydowanie ułatwia rozczesywanie włosów, nie obciąża, ale żadnych długofalowych efektów na razie raczej nie widzę. 
  
  
Dodatkowo co kilka-kilkanaście dni nakładam na włosy olej - zwykle jest to amla, bo lubię jej zapach, choć wiem, że to dziwne :P Teraz stawiam na olej Dabur Amla - mam małą zgrabną buteleczkę, z której mi w ogóle nie ubywa - magia! Nie da się nie wspomnieć o kozieradce - znowu po nią sięgnęłam z nadzieją, że pomoże w kwestii wypadania włosów. Na razie zbyt krótko ją stosuję, żeby osądzać, ale liczę na nią ;)
  
  
Doraźnie używam też wcierki Jantar (w butelce z "dzióbkiem"), staram się stosować ją codziennie i podhodować z jej pomocą nowe baby hair. 
Kiedy mam pod je pod ręką, używam również spray'ów do włosów  - eliksiru wzmacniającego Green Pharmacy i mgiełki Farmona Radical, o której zapomniałam do zdjęcia.
  
  
Jakiś czas temu dorobiłam się też suszarki w biedronkowej promocji. Używam bardzo rzadko, ale zdarzają się jednak sytuację, kiedy suszarka jest potrzebna, jakby nie patrzeć... Po tę wysłałam Ukochanego do sklepu, nawet nie pytał mnie o kolor, tylko w ciemno wziął fioletową - jak on mnie zna... :P Sama suszarka okazała się bardzo dobra - dużym atutem jest zimny podmuch :) Jeśli ją gdzieś jeszcze wypatrzycie, śmiało kupujcie, kosztowała chyba 29,90zł.
  
To właściwie na tyle, jeśli chodzi o moje włosiska...
A jak się mają Wasze? Dzielnie znoszą początek zimy? :)

niedziela, 16 czerwca 2013

Włosowa aktualizacja - Czerwiec

Jestem w tym miesiącu spóźniona o kilka dni z aktualizacją, ale nikt się nie upominał, więc mam nadzieję, że nie macie mi za złe ;) Prawdę mówiąc, najchętniej bym w tym miesiącu w ogóle nie robiła tego posta, ale trzeba być konsekwentnym... 
Moje włosy wyglądają obecnie tak:
  
            
Długość z przodu - 52 cm
   
                                                                                                                     A w maju:

  
Tradycyjnie już włosy urosły tylko około 1cm, przestaję powoli przejmować się tym małym przyrostem, bo i tak są długie, trzeba im przyznać ;)
Niestety widać po nich to, że przez ostatni miesiąc niewiele dla nich zrobiłam... Nieco zmarniały, zaczynają znowu wypadać, mam końcówki w kiepskim stanie. Myślę nad podcięciem ich, tak minimalnie dla zdrowia. Muszę się w końcu do tego zebrać, tylko mam ostatnio tyle na głowie, że nie wiem, kiedy w końcu wybiorę się do fryzjera...




Moja pielęgnacja w ostatnim czasie wygląda dość tragicznie:
  
 
A najtragiczniejsze jest to, że regularnie używam właściwie tylko szamponu, a kuracji czy wcierki naprawdę od święta. Nie mam kompletnie głowy do większego dbania o włosy, a to musi się zmienić. Mam nadzieję, że za miesiąc będę mogła się Wam pochwalić czymś więcej... Dziś właściwie nie mam Wam nic więcej do napisania.
Proszę więc tylko o mobilizację do większego dbania o włosy, mimo braku czasu!

wtorek, 14 maja 2013

Włosowa aktualizacja - Maj

Jakoś szybko minął mi ten miesiąc od ostatniej włosowej aktualizacji :)
Przez ten czas trochę się działo w tej sferze - przede wszystkim pofarbowałam włosy, nieco zmieniłam pielęgnację, a właściwie dodałam do niej jeden element, zaczęłam myśleć o podcięciu włosów. 
Wszystko po kolei - moje obecne włosy:
  
          
Długość z przodu - 51 cm
  
                                                                                                                     A w kwietniu:
   
  
Może i urosły tylko ok. 1cm, ale mam wielką frajdę z tego, że to comiesięczne zdjęcie jest coraz bardziej kwadratowe niż prostokątne :P
Co prawda wygląda na to, że będę musiała się z 2cm pozbyć, ale takie poświęcenia czasem trzeba uskuteczniać ;) Wyjdzie to włosom tylko na dobre. Właściwie myślę o lekkim pocieniowaniu ich - co myślicie? Już kilka osób mi to radziło, a ja nie jestem przekonana, więc chętnie poczytam Wasze opinie.
 
  
 
Jeśli chodzi o moją obecną pielęgnację, nieco się zmieniła, bo przede wszystkim musiałam zacząć zabezpieczać końcówki. Nigdy tego nie robiłam, ale i nigdy nie miałam z nimi większych problemów. Ostatnio jednak zauważyłam kilka rozdwojonych końcówek i postanowiłam zacząć działać, póki sytuacja jest do opanowania ;)
Moja codzienna pielęgnacja wygląda więc tak:
  
  
Tak, dobrze widzicie - dwie odżywki i dwa szampony.
Zacznę może od nowości - szamponu i odżywki Shielo z serii Volume. To amerykańska marka, dostałam te kosmetyki do testów dawno temu i szczerze mówiąc jakoś o nich zapomniałam. Teraz wreszcie po nie sięgnęłam i mam maksymalnie mieszane uczucia ;) Za jakiś czas będziecie mogły poczytać ich recenzję, ale na razie jeszcze się z nimi pomęczę (głównym czynnikiem "męczenia" jest okropny, duszący, fryzjerski zapach, fuj!).
Poza tym co parę dni daję włosom odpocząć i używam szamponu Alterra z granatem i aloesem. Za nim też nie przepadam, ale uparłam się, że go wykończę - zostało jeszcze na parę razy :P
Dodatkowo wykańczam też odżywkę Joanna Naturia z pokrzywą i zieloną herbatą - stosuję ją tym razem bez spłukiwania, na same końcówki. Sprawdza się całkiem nieźle.
  
  
Dodatkowo w miarę regularnie staram się używać jeszcze odżywki pokrzywowej Anna jako wcierki - również mam już końcówkę, a w tym przypadku ostatnio zapominam o sumiennym stosowaniu...
I kolejna końcówka - maska regenerująca BioVax - stosuję do kilka dni, nie widzę żadnych spektakularnych efektów, ale też chcę ją wreszcie wykończyć, żeby nie musieć pokazywać w kolejnej aktualizacji :P
Kompletną nowością jest serum wzmacniające A+E BioVax - używam go do zabezpieczenia końcówek przed wyjściem z domu. To chyba moje pierwsze zetknięcie z tego typu produktem i na razie sama nie wiem, co mam o tym myśleć ;)
Zobaczymy za jakiś czas, co na to moje końcówki :)
  
Na koniec dodam jeszcze, że "zabezpieczam" moje włosy na co dzień, czesząc je w najzwyklejszego koczka "ślimaczka":
  
   
Przyznam szczerze, że sama nie wiem, czy faktycznie jest to dla nich zdrowsze niż chodzenie w rozpuszczonych, ale dla mnie na pewno wygodniejsze ;) Zauważyłam, że w takiej postaci też dłużej pozostają świeże :)
Przy okazji możecie podziwiać, jak maleńki koczek może powstać z tak długich włosów, jeśli jest ich tak mało jak u mnie ;) Przynajmniej po rozpuszczeniu go fale dają efekt 200% objętości ;)
   
Na dziś to tyle, jeśli macie jakieś pytania lub o czymś zapomniałam - wiecie, gdzie pytać :)
  
Jak się mają Wasze włosy? :)

niedziela, 14 kwietnia 2013

Włosowa aktualizacja - Kwiecień

Przez ostatni miesiąc chyba nie zdarzyły się żadne rewolucje w życiu moich włosów. Miałam dla nich mniej czasu, więc chyba ani razu nie nałożyłam oleju czy wosku, ale zadbałam przynajmniej o podstawową pielęgnację. Przy okazji odkryłam ciekawy szampon :)
Jak wyglądają moje włosy na chwilę obecną? O tak:
   
      
Długość z przodu - 50 cm
  
                                                                                                                     A w marcu:
   
 
 
Nie urosły za dużo, ale cieszę się bardzo, że dobiłam wreszcie do pół metra! Nie widać tego normalnie w długości, bo to pomiar najdłuższego pasma, ale i tak jest OK ;)
Wybaczcie dość niechlujną "fryzurę" na zdjęciu, włosy są po rozpuszczeniu koczka i uparcie nie chciały wyglądać gładko :P
 
 
 
 
 
Mój kosmetyczny arsenał składa się teraz z kilku nowości:
  
  

 
Malwowy szampon Volume z Yves Rocher jest dla mnie niezłym zaskoczeniem. Kiedyś raz użyłam, nie spodobał mi się i wrócił do zapasów, teraz wyciągnęłam go znowu i zakochałam się - nie wiedziałam, że "szampon dodający objętości" naprawdę może czasem dodać objętości! ;) Poza tym cudnie pachnie, tylko mógłby lepiej się pienić ;) Więcej napiszę o nim za jakiś czas w recenzji.
Odżywka Joanna Naturia z pokrzywą i zieloną herbatą to kompletny zwyklak. Gdyby nie jej boski zapach, pewnie już szukałaby nowego właściciela. Teoretycznie to odżywka bez spłukiwania, ale moje włosy zbyt łatwo obciążyć, żebym ją zostawiała - spłukuję więc po kilku(nastu?) minutach. Pomaga rozczesać potem włosy, ale innego działania chyba nie widzę...
  
 
 







O obu rzeczach z tego zdjęcia już Wam pisałam. Jest tu odżywka pokrzywowa Anna (klik) oraz olejek do włosów i ciała Le Petit Marseillais (klik). Odżywkę wcieram w w skalp codziennie wieczorem, a olejek stosuję przed myciem włosów - staram się zawsze, ale różnie wychodzi ;)








  







W kategorii pielęgnacji dodatkowej nic się nie zmieniło - nadal stosuję płukanki octowe, a co parę(naście...?) dni stosuję maskę BioVaxu. Obie rzeczy zamierzam skończyć w tym miesiącu, więc zobaczymy, co z dalszą pielęgnacją :)









Poza tym uznałam, że te zdjęcia z aktualizacji nie oddają dobrze mojego koloru włosów, więc pocykałam wczoraj kilka dodatkowych zdjęć - w świetle dziennym, ale niestety bez słońca, przez co wyglądają na kompletnie matowe... No, ale przynajmniej kolor widać - weźcie średnią ze wszystkich zdjęć :P Myślę, że kolor najlepiej wyszedł na trzecim ujęciu.
  
  
Przy okazji zapowiem Wam jeszcze, że zamierzam w najbliższym czasie po raz pierwszy w życiu (!) użyć trwałej farby do włosów, mam już kartonik z serii Schwarzkopf Color Mask czekający na użycie. Kolor mało radykalny, zgadniecie jaki? :)
  
Jak się mają Wasze włosy? :)

piątek, 22 marca 2013

Anna - Odżywka pokrzywowa

Naczytałam się jakiś czas temu na blogach włosomaniaczek o cudownym specyfiku, który niby ma sprawić, że włosy przestają wypadać, że rosną masy nowych, że stare rosną szybciej... Bzdury, nie ma takiego kosmetyku, prawda? A tu psikus - bo jest! Odżywka pokrzywowa Anny stała się szybko także i moim hitem :)
Poczytajcie o niej! :)
  
  
Informacje producenta i skład:
      
Gdzie i za ile: doz.pl, ok. 10zł / 200ml
  

Moja opinia:
Na samym początku proszę zwrócić uwagę na opakowanie, tak różne od wszystkich drogeryjnych kosmetyków, wygląda bardzo skromnie i tak... staro. A nie od dziś wiadomo, że kosmetyki i domowe sposoby naszych babć były naprawdę dobre (no, w większości ;)). A teraz spójrzcie proszę na skład - tak, dokładnie tam, te dwie pozycje to właśnie skład - ekstrakt z pokrzywy i woda destylowana - w takiej właśnie kolejności. Jestem pod wieeelkim wrażeniem tak naturalnego kosmetyku! Nieco trudno mi uwierzyć w sugerowaną przez producenta datę ważności, ale skoro tak piszą to pewnie tak jest i płyn może wytrzymać rok.
Odżywka jest właśnie płynem, jak łatwo się domyślić. Pachnie mocno ziołowo, pokrzywowo, ale jest to przyjemny zapach - w każdym razie dla mnie, ja takie lubię ;) Ma zielony kolor (ach, cóż za zaskoczenie! ;)) i konsystencję wody. Wcieramy ją w skalp i na tym polega cała filozofia. Najlepiej jest przelać sobie płyn do jakiejś butelki z aplikatorem, np. po kuracji Joanna Rzepa - jest idealny do tego celu. Można też użyć pipety i z jej pomocą nakładać odżywkę między włosy na skalp. Zapach będziemy czuć przez paręnaście minut, ale szybko się ulotni.
   
  
Odżywka nie obciąża włosów, za co chwała jej - na początku bałam się używać po myciu i wcierałam tylko ze 2h przed myciem albo wtedy, kiedy nie musiałam wyglądać ;) Okazało się, że niepotrzebnie, bo odżywka nie ma niepożądanych skutków tego typu.
A jeśli chodzi o pożądane? Na pewno włosy wypadają znacznie mniej, choć to pewnie w większości zasługa wcierek z kozieradki, które wcześniej stosowałam. Teraz za to mam na głowie masę babyhair (co widać na zdjęciu powyżej) i tutaj już z całą pewnością biję pokłony przed Anną i jej odżywką! :) Włosy rosną też szybciej, nagle zaczęłam słyszeć od koleżanek "Ale Ci włosy urosły!" :)
Jestem pod wielkim wrażeniem tego cuda, kiedy skończę butelkę (a mam jeszcze pół, jest wydajna!) na pewno kupię drugą na zapas, Wam również polecam, jeśli macie problemy z włosami. Pokrzywa z całą pewnością je wzmocni i postawi na nogi :)

 
Stosowałyście włosowe kosmetyki Anny? Co o nich sądzicie? :D
  
  
Przy okazji mam dla Was ciekawego newsa, być może zainteresuje którąś z Was :)
Domyślam się, że lubicie wszelkie zniżki, rabaty i kupony do nich uprawniające? ;) W takim razie pewnie ucieszy Was fakt, że strona CupoNation zorganizowała Narodowy Dzień Glamour, który trwa... miesiąc, czyli do 21 kwietnia ;) Oznacza to, że serwują nam masę zniżek na zakupy odzieżowe i kosmetyczne, możecie znaleźć je TUTAJ [klik]. Kusi mnie np. rabat na GlossyBoxa, zastanawiam się nad wykupieniem go dla przyjaciółki. Co myślicie? Znalazłyście coś dla siebie? Warto śledzić, bo będą pojawiały się nowe oferty, więc będzie można zaoszczędzić parę złotych :) 

środa, 13 marca 2013

Włosowa aktualizacja - Marzec

Ostatni miesiąc minął mi pod znakiem intensywnej opieki nad włosami, zajęłam się zwłaszcza problemem ich wypadania, na co znalazłam idealny środek. Udało mi się je nieco wzmocnić, z czego jestem bardzo zadowolona, choć na zdjęciach nie ma zbyt dużej różnicy, zobaczcie same.
  
       
Długość z przodu - 49,5 cm
  
                                                                                                                      A było:

  
   
Jeśli dobrze mierzę, moje włosy urosły ok. 2cm w ciągu miesiąca - to bardzo dobry wynik jak na nie! Przyznaję, "nawoziłam" je różnymi wcierkami, więc cieszę się bardzo, że jakiś efekt we wzroście włosów jest :) Ba, nie tylko we wzroście - wcierki zdziałały cuda, włosy ogólnie się poprawiły!




Spójrzmy chociażby na kwestię wypadania... Oto, co wczoraj zdjęłam ze szczotki po rozczesywaniu włosów po myciu:


Tyle co nic! Dla porównania - stan sprzed miesiąca:

  
  
Najlepsze jest to, że w tym przypadku mogę z całą pewnością podać Wam tego cudotwórcę - otóż sprawiła to kozieradka. Stosowałam ją przez jakieś półtora tygodnia, a efekty widzicie powyżej. Już wiem, za co chwycę następnym razem, kiedy włosy zaczną mi lecieć z głowy ;)




A wiecie, co jeszcze znalazłam?


Pierwszy raz od dawna zaczesałam włosy do tyłu w kitka i oto, co mnie zdziwiło - masa babyhair! Tutaj zasługę przypisuję już nie tylko kozieradce, ale także stosowanej kuracji rzepowej Joanny, którą już wykończyłam, wodzie brzozowej Isany i odżywce pokrzywowej Anny - ogarnęła mnie wcierkomania! :)

Zerknijmy może na mój aktualny arsenał włosowy, którego używam najczęściej :)





Najpierw codzienna podstawowa pielęgnacja, czyli szampon i odżywka. Szamponu używam tego samego, co miesiąc temu - to Love2Mis Organic - szampon z pomarańczą i chili - okazał się wydajny :) Myślę, że i on przysłużył się do przyspieszenia wzrostu włosów i do "narodzin" nowych babyhair. Odżywkę wzmacniającą Joanna Z Apteczki Babuni też już męczę byle wykończyć, co nastąpi na dniach. Jest ona przeciętna, używam głównie dla wygładzenia włosów po myciu. Jak wreszcie zmieni się w denko, sięgnę po mleczną maskę BingoSpa.










  

 Teraz magiczne wcierki, których używam zamiennie, ale nie codziennie - obie nieco zmieniają stan/zapach włosów, więc nie zawsze mogę ich użyć. Woda brzozowa Isana nie skończy mi się chyba nigdy, ale odżywka pokrzywowa Anna bardzo się moim włosom spodobała - na pewno jest "współwinna" tych ślicznych maluszków nad czołem ;) Za jakiś czas ją dla Was zrecenzuję :)
  













 
 Na koniec może jeszcze pielęgnacja uzupełniająca. Co któreś mycie stosuję płukankę octową na bazie octu jabłkowego Kamis. Wierzę, że daje to jakieś efekty, choć gołym okiem ich nie widzę. Dodatkowo co parę dni zamiast "zwykłej" odżywki używam maski regenerującej BioVax. Kiedyś już ją miałam i nieźle mi służyła, teraz mam wrażenie, że coś się w niej zmieniło, ale nie wiem co...







OK, dość o włosach :) Jeśli jesteście ciekawe mojego codziennego pielęgnacyjnego "rozkładu jazdy", zapraszam do zakładki "Jak dbam o włosy? - DZIENNIK", gdzie na bieżąco spisuję to, czego używam.
  
Jak się mają Wasze włosy? :)

czwartek, 14 lutego 2013

Magiczna kozieradka?

Pisałam Wam już wczoraj, że zaczynam traktować moje włosy bardziej naturalnymi metodami pielęgnacji, poczynając od ziela o uroczej nazwie kozieradka. Jego zadaniem dla włosów jest pohamować ich wypadanie i ukoić podrażnioną skórę głowy. Pomyślałam, że może dołączycie do mnie w moich kozieradkowych bojach, kiedy nieco przybliżę Wam temat - wiem, że był już poruszany na kilku włosowych blogach, ale nie wszystkie z Was je czytają, więc w tym wypadku nie zaszkodzi wtrącić swoich pięciu groszy ;) Dodam tylko, że cała wiedza, jaką tu zawrę, pochodzi z innych blogów czy stron internetowych.
  
  
Zacznę może od tego, czym jest ta cała kozieradka?

wikipedia.pl
Jest to roślina z rodziny bobowatych, aktualnie hodowana głównie dla nasion, które stanowią surowiec o wielu właściwościach leczniczych. Nasiona kozieradki są pozyskiwane ze względu na dużą zawartość śluzu polisacharydowego (jego zawartość przekracza nawet 40%). Poza tym nasiona zawierają tłuszcze, saponiny steroidowe, w tym pochodne diosgeniny i estry saponin z białkami (np. fenugrekina). Ponadto w surowcu obecne są białka roślinne, śladowe ilości olejków eterycznych, flawonoidy, cholina, lecytyna, witaminy PP, F, D i alkaloid trygonelina.
Zastosowanie lecznicze:  
Wewnętrznie: Kozieradka działa wzmacniająco na organizm. Stanowi źródło łatwo przyswajalnego białka i tłuszczu roślinnego. Polecana jako środek wzmacniający dla rekonwalescentów i sportowców. Stosowana także w celu łagodzenia stanów zapalnych błony śluzowej przewodu pokarmowego. Ponadto jako środek poprawiający trawienie, regulujący wypróżnianie oraz łagodzący nieżyty górnych dróg oddechowych (łagodzi kaszel).
Zewnętrzne: Wspomagająco przy leczeniu wrzodów,obrzęków, ropnego zapalenia skóry, zapalenia naczyń chłonnych, tkanki łącznej, czyraków. Kozieradka łagodzi stany zapalne skóry, działa zmiękczająco i powlekająco.
    
Kozieradka ma także zastosowanie w kosmetyce, ja skupię się dziś na tym, co może ona zrobić z naszymi włosami. Jak już pisałam, głównym celem jej używania jest zahamowanie wypadania włosów. Często wynika ono z tego, że skóra naszego skalpu nie jest w najlepszej kondycji - podrażniona, łuszcząca się, przesuszona. Kozieradka powinna pomóc to naprawić - ogólnie mówiąc: poprawić stan skóry głowy i tak na chłopski rozum - usadowić cebulki włosów bezpiecznie i solidnie w ich mieszkach ;)
  
W tym celu musimy udać się do sklepu zielarskiego albo apteki i zakupić nasiona kozieradki:
  

Nie jest to duży wydatek - zależności od sklepu i marki, saszetka taka kosztować będzie 2-3 zł - taniutko :) Najlepiej kupić nasiona niezmielone, ale są one trudno dostępne, więc poradzimy sobie też z tymi rozdrobnionymi - jak moje. Różnica polega chyba tylko na łatwości odcedzania ;) Ze swojej strony polecam dwie firmy, którym od zawsze ufam pod względem ziół (a swego czasu mocno siedziałam w temacie ziołolecznictwa) - Kawon i Flos.
  
Rozdrobnione nasiona po przesypaniu do szczelnego pojemnika prezentują się tak:
  
  
Lepiej nie trzymać ich w otwartych papierowych saszetkach, bo zapach mają bardzo intensywny, poza tym mogą w ten sposób utracić swoje właściwości ;) Ja w tym celu zaadaptowałam stary plastikowy słoik po peelingu do ciała.
Właśnie, co do zapachu... Może on być kluczową wadą dla wielu z Was, ponieważ kozieradka pachnie zupełnie jak przyprawa Maggi - intensywnie, kulinarnie, wręcz... rosołowo. Mnie osobiście ten zapach nie przeszkadza, ale wiem, że nie wszyscy chcą kojarzyć się znajomym z domowymi obiadkami... we włosach ;) Oczywiście nie dotyczy to osób, które zdecydują się używać kozieradki tylko przed myciem włosów.
   
A jak właściwie używać tej kozieradki?
Ja pozwoliłam sobie skorzystać z przepisu, który podała Kascysko [klik], czyli używać jej w formie wcierki do skalpu. Sypiemy łyżeczkę nasion do szklanki, zalewamy 3/4 szklanki wrzątku, przykrywamy spodkiem i czekamy, aż się zaparzy. Później odcedzamy napar przez sitko albo gazę, jeśli nasiona mamy mocno zmielone. Nic jednak nie szkodzi, jeśli w gotowej miksturze znajdą się jakieś drobniuteńkie farfocle. 
Oczywiście miksturę możemy ulepszyć, dodając olejki eteryczne czy cokolwiek używamy do wcierania - ja jednak ograniczam się do "czystego" naparu. Przelewam go do buteleczki i voila, mam magiczną miksturę!
Mikstura jest mętna, intensywnie żółta i pachnie nadal Maggi, choć nieco słabiej. Wygląda jak sok pomarańczowy :)
Jeśli nie mamy buteleczki z aplikatorem, warto zaopatrzyć się w plastikową pipetę - można je dostać w aptekach czy sklepach z półproduktami kosmetycznymi. Ja właśnie w ten sposób aplikuję wcierkę na skalp:
  
   
Alternatywą są np. buteleczki po rzepowej kuracji Joanny czy po toniku Novoxidyl - tzn. takie z wąskimi aplikatorami.
Napar aplikujemy na skalp w dość sporych ilościach - tyle, ile nasza głowa jest w stanie przyjąć ;) Jeśli zamierzamy za kilka godzin umyć włosy, można zaszaleć bardziej, w przeciwnym wypadku raczej bym uważała. Kozieradka nie obciąża włosów, wręcz ponoć unosi je u nasady, choć u siebie jak na razie tego nie zaobserwowałam. Wynika z tego, że można ją zastosować po umyciu włosów, bez obaw o widoczne ślady na głowie, ale jest jeden mankament - zapach. Między innymi dlatego dla mnie znacznie wygodniejszą opcją jest nakładanie większych ilości kozieradki na kilka godzin (przynajmniej jedną) przed myciem włosów - napar zdąży wchłonąć się i zadziałać, a my ze spokojnym sumieniem będziemy mogły zmyć z głowy ten zapach rosołu ;)
Napar możemy trzymać w lodówce około trzech dni, a po tym czasie lepiej zrobić nowy, bo prawdopodobnie nie zdążymy go zużyć.
Warto też zaznaczyć, żeby przed pierwszym użyciem zrobić na wszelki wypadek próbę uczuleniową.
  
Mam nadzieję, że zdołałam zamieścić tu wszystkie potrzebne informacje, jeśli czegoś Wam tu brakuje, piszcie śmiało w komentarzach.
Za jakiś czas, pewnie przy okazji marcowej włosowej aktualizacji, dam Wam znać, jak idzie kuracja, a tymczasem możecie śledzić, czy faktycznie jestem systematyczna - na górze bloga znajdziecie zakładkę "Jak dbam o włosy? - DZIENNIK" - jak łatwo się domyślić, wpisuję tam na bieżąco, czym traktuję moje włosy. Postaram się, by kozieradka znajdowała się tam każdego dnia :)
 
Dołączycie do mnie w "kozieradkowym klubie wielkich nadziei"? ;)

środa, 13 lutego 2013

Włosowa aktualizacja - Luty

Obiecałam Wam, że w tym miesiącu będę Wam miała na ten temat do powiedzenia więcej. Obiecałam też sobie, że porządnie się wezmę za moje włosy. Obu obietnic zamierzam dotrzymać, więc dziś sobie troszkę poczytacie ;)
Aktualnie moje włosy prezentują się tak:
  
     
Długość z przodu - 47,5 cm
  
A było:                                                                                                                     
   
Jeśli chodzi o przyrost, jest dość standardowy, przybyło mi ok. 1 cm. Niestety mam za to wrażenie, że mogło ubyć na objętości, bo włosy wypadają mi obecnie na kilogramy - ale o tym zaraz.
Pojawił mi się już mały odrost, bo farba nie "sprała" się do końca, nie zamierzam jednak na razie farbować znowu, bo szkoda mi włosów, i tak są w kiepskiej kondycji. Pewnie jeszcze trochę koloru zniknie, więc i odrosty nie będą za bardzo widoczne - na razie chyba tylko ja je widzę ;)
 
 
Teraz może przedstawię Wam mój obecny arsenał, którego używam do codziennej pielęgnacji włosów:
  
   
Szampon to nowość - Love2Mix Organic z pomarańczą i chilli - ma przyspieszyć wzrost włosów. Używam go od jakiegoś tygodnia, więc na razie niewiele mogę powiedzieć, ale za jakiś czas na pewno pojawi się jego recenzja :) O odżywce wzmacniającej Joanny Z Apteczki Babuni już Wam tutaj pisałam parę dni temu, zainteresowane bez problemu znajdą w archiwum :) Dodatkowo psikam włosy eliksirem ziołowym Green Pharmacy - mam nadzieję, że pomoże z wypadaniem włosów, a jeśli nie - trudno, i tak uwielbiam go używać, bo ślicznie pachnie ;)
  
Poza tym wczoraj udałam się do mojego ulubionego zielarskiego sklepu i poczyniłam małe zakupy, właśnie z myślą o walce z wypadaniem kudłów...
  
  
Wcierki Jantar już kiedyś używałam i może nie zahamowała wypadania, ale wyhodowała mi masę baby hairów, a i one mi się teraz przydadzą... Na razie dokończę jednak kurację Joanna Rzepa - zostało mi trochę na kilka użyć, pewnie później kupię kolejną butelkę, ale to zobaczymy ;) Drugą rzeczą na zdjęciu są nasiona kozieradki, o których naczytałam się na blogach włosomaniaczek. Jestem już po pierwszym zaaplikowaniu i muszę przyznać - pachnę zupełnie jak przyprawa Maggi :P Planuję używać codziennie na godzinę-dwie przed myciem, ale o tym napiszę więcej jutro :)
  
A żeby nie być gołosłowną... Oto, co wyjęłam ze szczotki i zdjęłam z bluzki po rozczesaniu włosów po myciu...:
  
  
Pewnie kolejne dwa razy tyle gubię w ciągu dnia, a że włosów mam z natury bardzo mało, to dla mnie mała tragedia. Za miesiąc porównamy i mam nadzieję, że będzie poprawa - trzymajcie kciuki!
   
Jak się mają Wasze włosy? :)

piątek, 14 grudnia 2012

Włosowa aktualizacja - Grudzień

Oj, dziś będą od Was baty... W każdym razie powinny być, bo zaniedbałam moje włosy... Za zrobiłam coś, co sprawiło, że ciągle się nimi zachwycam :P Co spowodowało u mnie taki narcyzm? Zobaczcie same :)
  
   
Długość z przodu - 46cm
  
A było:                                                                                                                      
   
Tak tak, pofarbowałam wreszcie włosy :) Ale o tym może zaraz? :)
W ciągu miesiąca urosły około centymetra, czyli przeciętnie. Mam wrażenie, że rosną coraz wolniej, ale może to kwestia długości, że po prostu coraz mniej widać różnicę? Wiem, że na tych zdjęciach z listopada trudno porównywać, bo włosy inaczej się ułożyły, ale mniejsza z tym ;) 
Stan włosów nie zmienił się jakoś specjalnie, a szkoda - nadal strasznie wypadają mi włosy...
  
  
Wracając do farbowania - już zapomniałam, jak dobrze czuję się w ciemniejszych włosach! I jak ładnie błyszczą świeżo po farbowaniu ;) Tak jak ostatnio, farbowałam je szamponem koloryzującym do 24 myć Palette w kolorze Ciemna Czekolada - stwierdzam, że to kolor stworzony dla mnie, choć czasem kusi i na czerń ;) Pewnie tej zimy jeszcze raz odświeżę kolor. A może przełamię się i użyję w końcu jakiejś trwałej farby? Polecacie jakieś dobre, ale w rozsądnej cenie? Zależy mi na łagodności, bo moich włosów jest malutko i są cienkie, więc nie chciałabym stracić tej resztki ;)
  
Teraz może małe spojrzenie na to, czego używałam przez ostatni miesiąc:
  
  
Powinna jeszcze być tu płukanka malinowa Yves Rocher, ale zużyłam ją kilka dni temu. Szampon i balsam Green Pharmacy z pokrzywą bardzo dobrze mi służą, obie butelki już się kończą (a i tak strrrasznie długo pociągnęły), zamienię je pewnie na szampon i odżywkę Joanny z Apteczki Babuni, ale o tym pewnie dowiecie się za miesiąc. Jest tu też duet szamponu i toniku Novoxidyl, o których pisałam wczoraj, więc teraz nie będę się nad nimi rozpisywać. Tonik odstawiam w cholerę, bo większą krzywdę zrobił niż cokolwiek pomógł, ale szampon nadal będę używać co 3-4 mycia. A nuż jednak coś pomoże. Niestety duet przez prawie dwa miesiące używania nie dał sobie rady ze zniwelowaniem wypadania moich biednych włosów.
Dlatego też z podkulonym ogonem wracam do moich starych przyjaciół, którzy zawsze potrafili pomóc mi w takiej trudnej sytuacji jak ta ;)
  
  
Od dziś na nowo zaczynam stosowanie mojego niezawodnego duetu: mgiełki Radical i kuracji wzmacniającej Joanna Rzepa. I myślę, że za miesiąc będę mogła pochwalić się Wam znaczną poprawą :) Trzymajcie kciuki!
Poza tym muszę wrócić do olejowania włosów, stęskniły się za tym. Naprawdę je zaniedbałam ostatnimi czasy... Trzeba je będzie teraz poprzekupiać smakowitymi maskami, olejkami, mgiełkami ;)
     
A jak się mają Wasze włosy? Fundujecie im jakąś specjalną zimową pielęgnację?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...