Pokazywanie postów oznaczonych etykietą My Secret. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą My Secret. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 czerwca 2014

My Secret - Tusz do rzęs Create Your Lashes

Wiecie już na pewno, że moje rzęsy preferują tusze do rzęs z silikonowymi szczoteczkami. Zauważyłam jednak, że większość tych najtańszych wychwalanych tuszów ma jednak szczoteczki tradycyjne, dlatego też byłam mile zaskoczona, gdy okazało się, że My Secret wypuszcza nowy tusz z odpowiednią dla mnie szczoteczką :) Tusz nazywa się Create Your Lashes i jest naprawdę warty zakupu. Zapraszam do szczegółowej recenzji :)
  

Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: w Drogeriach Natura, 13zł / 10ml (łatwo o promocję)
  
Skład:
AQUA, MICA, STEARIC ACID, GLYCERYL STAERATE SE, RICINUS COMMUNIS SEED OIL, COPERNICIA CERIFERA CERA, POLYVINYL ALCOHOL, PROPYLENE GLYCOL, CERA ALBA, CANDELILLA CERA, GLYCERYL HYDROGENATED ROSINATE, GLYCERIN, CERA MICROCRISTALLINA, TRIETHANOLAMINE, HYDROGENATED CASTOR OIL, HYDROXYETHYCELLULOSE, NYLON-12, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, BUTYLPARABEN, SODIUM DEHYDROACETATE, CITRIC ACID, PHENOXYETHANOL, PARFUM, DIAZOLIDINYL UREA, TOPOPHERYL ACETATE, PANTHENOL, BHT, [MAY CONTAIN: CI 77491, CI 77492, CI 77499, CI 77007, CI 77288, CI 77891, MICA, CI 77289, CI 77510, CI 75470] 
  
 
Moja opinia:
Tusz ma zaskakująco ładne opakowanie - metaliczne, złote lub srebrne, zależnie od światła ;) Wygląda porządnie i efektownie, w przeciwieństwie do wielu innych opakowań tuszy z dolnej półki cenowej. Po otwarciu dobrze wrażenie trwa - szczoteczka jest silikonowa, solidnie wykonana, praktyczna - ma dłuższe i krótsze "igiełki", dzięki czemu można dobrze rozprowadzić tusz po rzęsach. Sam tusz jest zaś intensywnie czarny i nie śmierdzi jakoś specjalnie ;) Wiadomo, fiołków nie oczekuję, ale nie lubię też, gdy tusz ma zbyt intensywny charakterystyczny smrodek...


Efekt na rzęsach jest co najmniej zadowalający. Tusz pozwala na wyraźne wydłużenie i podkreślenie rzęs, szczoteczka dobrze rozdziela każdą pojedynczą rzęsę. Na zdjęciu poniżej mam na jednym oku dwie warstwy tuszu (druga nałożona po wyschnięciu pierwszej), a drugie oko jest "gołe" - możecie więc porównać sobie efekt ;) Drugą ważną kwestią jest trwałość. Tu jest niestety trochę gorzej, bo pod koniec dnia tusz zaczyna się kruszyć, nie jest też w ogóle wodoodporny, więc już małe wzruszenie na filmie może spowodować "efekt emo".
Nie ukrywam, że wymagam dużo od tego tuszu, bo przez ostatnie miesiące używałam głównie rewelacyjnych tuszów L'Oreala, które są jednak o wiele droższe. Maskarą My Secret można jednak potraktować jako tani zamiennik, bo poza trwałością, raczej dotrzymuje kroku innym. A cena 13zł? Nie ma się nad czym zastanawiać, jeśli Wasze rzęsy lubią silikonowe szczoteczki, jak najbardziej zachęcam do wypróbowania i tego tuszu :)


Jakiego rodzaju tusze i szczoteczki preferujecie? Wolicie wydać kilkadziesiąt złotych na sprawdzony czy kilkanaście w poszukiwaniu dobrego taniego?

czwartek, 19 września 2013

My Secret - Letnie pachnące lakiery do paznokci

Czas na recenzję, bo się trochę niekosmetycznie rozgadałam ;)
Dziś mam dla Was parę słów o lakierach, które pochodzą z letniej kolekcji My Secret. Taaak, wiem, że mamy prawie październik, ale wiem też, że kolekcję tę nadal można znaleźć w drogeriach Natura, więc nie czuję się aż tak spóźniona ;) Mowa tu oczywiście o pachnącej czwórce My Secret.
  
   
Jak to zwykle w kolekcjach My Secret bywa - część jest zdecydowanie godna uwagi, część jest mocno przeciętna. Znacie mniej więcej mój gust, więc pewnie wiecie, co będzie w ciągu dalszym, co? ;)
  
  
Lakier 167 Kiwi to mój absolutny faworyt. Ma piękny jasnozielony odcień i urocze czarne matowe drobinki. Wykończenie jest po prostu kremowe, ale te czarne kropeczki zupełnie zmieniają wygląd lakieru. Jak dla mnie mogłyby być nawet większe i lepiej widoczne. Lakier kryje przy dwóch warstwach, ale kusi się o nałożenie i trzeciej, bo jednak tworzy lekkie prześwity, jak widać na zdjęciach powyżej. Schnie szybko, łatwo się rozprowadza, tu nie mam nic do zarzucenia. Wart uwagi jest fakt, że ładnie pachnie - nie powiedziałabym, że kiwi, ale na pewno ładnie, poza tym zapach czułam jeszcze kolejnego dnia po pomalowaniu :)
  
  
Lakier 168 Fruit Cocktail to chabrowy niebieski odcień, choć nie tak intensywny jak typowy chaber. Ma zwykłe kremowe wykończenie, ładnie lśni i kryje idealnie przy dwóch cienkich warstwach. Również pachnie, ale mnie się ten zapach kojarzy bardziej z płynem do płukania tkanin niż z koktajlem owocowym ;) Nie da się ukryć to mocne drugie miejsce na podium - jest śliczny i dobry jakościowo, a do tego tani, w końcu to My Secret :)
  
  
Lakier 169 Candy psuje w tym momencie moją epopeję pochwalną o tej kolekcji. To bardzo pospolity kolory, określiłabym go po prostu jako malinowy, taki jakich pełno. Co ciekawe, to nie on nosi miano "Raspberry" w tej kolekcji. Pachnie faktycznie cukierkowo, ale nietrwale. Kryje przy dwóch warstwach, ale schody zaczynają się przy próbie zmycia, bo odbarwia płytkę i skórki dookoła paznokcia. Wg mnie zdecydowanie nie jest wart uwagi.
  
  
I ostatni lakier - 170 Raspberry, który malinowy wcale nie jest. To czerwień z lekką domieszką różu, również bardzo powtarzalny kolor. Plusem jest to, że kryje bardzo dobrze - na upartego mogłaby komuś wystarczyć już jedna grubsza warstwa, ja na zdjęciach mam dwie. Jeśli chodzi o zapach, cóż, mogę powiedzieć tylko tyle, że pachnie. Ani konkretnie, ani trwale, więc chyba nie ma za bardzo o czym mówić. Ze swojej strony również nie polecam.
   
   
Skusiłyście się na jakieś lakiery z tej kolekcji? Jak Wam się podobają?
Słowo ode mnie - jak zobaczycie w Naturze jeszcze Kiwi - śmiało bierzcie ;)

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Dzikie Wyzwanie - Tydzień 1 - TYGRYS + Wyniki konkursu z Original Source

Wyzwanie, które ogłosiłam na blogu parę dni temu, zmotywowało także i mnie do odkopania swoich nieużywanych od ponad roku albo i dwóch lat pędzelków do zdobień. 
Wyzwanie dotyczy dzikich zwierząt, pierwszy tydzień poświęcamy tygrysowi, a więcej szczegółów znajdziecie pod TYM LINKIEM
    
Przedstawiam Wam zatem z niejaką dumą mojego tygrysa:
  
zdjęcie można nieco powiększyć
  
Wiem, że nie jest to arcydzieło, ale i tak jestem z siebie dumna, że po takim czasie dałam radę namalować na paznokciu cokolwiek, co faktycznie przypomina tygrysa ;) Ba, nawet nie wydłubałam sobie przy tym oka pędzelkiem! Jesteście ze mnie dumneee? :D
Właściwie nie wzorowałam się na żadnym konkretnym zdjęciu, więc nie mogę podać inspiracji... Wpisałam w Google Grafika "tygrys" i patrzyłam na wszystkie zdjęcia naraz :P
W sumie poza palcem serdecznym, gdzie poszalałam z tygrysowym pysiem, na reszcie paznokci poszłam nieco na łatwiznę, bo tygrysie pręgi zrobiłam z użyciem stempli Konad.
Oto cały mój arsenał, którego użyłam przy tym manicurze:
  
  
Są tu dwa pędzelki do zdobień, płytka Konad M57, lakier Sparitual - Death by Chocolate, Wibo Express Growth - 126, biały avonowy staroć do frencha, czarny staroć My Secret i odrobina różu Rimmel Salon Pro by Kate - 227 New Romantic. Powinny w sumie znaleźć się tu cyrkonie i top Seche Vite, ale to akurat mogło być cokolwiek ;)
  Teraz zaczynam myśleć o kolejnym tygodniu Dzikiego Wyzwania, czyli o kameleonie:
  
  
Na Wasze tygrysy czekam do końca dnia 6 czerwca, potem opublikuję wszystkie w jednym zbiorczym poście - i tak co tydzień ;) Gorąco zachęcam do wzięcia udziału w wyzwaniu, bo to świetna zabawa, możliwość poćwiczenia swoich makijażowych i manicure'owych zdolności, a dla tych, co wezmą udział w każdym etapie wyzwania... także szansa na nagrodę :)
  
A teraz na szybko ogłoszę jeszcze wyniki ostatniego konkursu z Original Source:
  
  
Pytanie konkursowe brzmiało "Czym pachnie Twoje życie?". Spośród Waszych odpowiedzi szczególnie jedna mi się spodobała i to właśnie ją chciałabym nagrodzić. Chodzi o odpowiedź...

RODZYNKI1989:
  
    
Rodzynko, gratuluję, już piszę do Ciebie maila :)
Pozostałym dziękuję za wzięcie udziału i jak zwykle zapewniam, że jeszcze będą tu szansy na zgarnięcie ciekawych nagród w konkursach :)

środa, 6 marca 2013

My Secret - Trwały podkład matujący Perfect Matt Make-up

Optymistycznie zacznę, że powolutku zbliża się lato. OK, bardzo powolutku, zwłaszcza, że od czwartku znowu ma być śnieg i mróz, ale kiedyś to lato musi nadejść ;) A latem mile widziane są podkłady matujące, przynajmniej w przypadku mojej świecącej się jak psu nos cery. Niestety zdecydowana większość podkładów matujących w moim przypadku się nie sprawdza, dziś mam parę słów dla Was o kolejnym takim niewypale...
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: w drogeriach Natura, ok. 10zł / 30ml
  
Składu na opakowaniu brak.
  
   
Moja opinia:
Tradycyjnie zaczynam od opakowania - jest to biała tubka stawiana na zakrętce, ładna i prosta z wyglądu. Nie podoba mi się jednak taka forma opakowania dla podkładu - zdecydowanie bardziej lubię podkłady czy słoiczki, tubki są dla mnie niewygodne i trudno zużyć je do końca bez rozcinania plastiku. Tubkom (właściwie w przypadkach innych kosmetyków też) mówię stanowcze "NIE!". Ta dodatkowo ma zakrętkę, a nie zatrzask, co jest dla mnie kolejnym niepraktycznym minusem. 
Podkład ma dość gęstą, lekko musową konsystencję. Mój odcień, czyli nr 1, jest naprawdę jasny, co mi się z kolei podoba ;) Pachnie pudrowo, raczej neutralnie - mnie ten zapach nieco wkurza, ale na szczęście czuć go tylko chwilę. 
  
  
Podkład łatwo rozprowadza się na twarzy, jest leciutki i nie kryje mocno - powiedziałabym, że przeciętnie, bo zatuszuje lekkie przebarwienia i blizny, ale czegoś większego już nie. Ładnie wygładza koloryt cery, choć tworzy delikatny efekt maski - czujemy go na twarzy. Może też nieco podkreślić suche skórki.
A teraz najważniejsze - matowanie. Owszem, działa matująco, nawet całkiem nieźle, bo nie ma potrzeby użyć pudru. Niestety efekt ten utrzymuje się krótko, bo po godzinie, może dwóch, zaczynam się znowu błyszczeć, w dodatku bardziej niż gdybym nie miała makijażu.
Nie ciemnieje na twarzy i nie zbiera się w zmarszczkach, choć może być różnie, kiedy po tym czasie trzeba będzie dołożyć warstwę pudru - wtedy może już zacząć się wałkować nieco w zmarszczkach. 
Mimo że jest to produkt tani to raczej nie będę go nikomu polecać. Efekt jest dobry, ale zdecydowanie zbyt krótkotrwały, choć musicie wziąć pod uwagę, że moja cera nie próżnuje, jeśli chodzi o wydzielanie łoju.
  
Na koniec jeszcze porównanie wszystkich odcieni - ciekawostką jest fakt, że nr 3 jest jaśniejszy niż nr 2.
   
  
Używacie podkładów matujących? Macie ulubieńca?

wtorek, 8 maja 2012

Kilka prostych i efektownych manicure'ów #1

Wiem, że wiele z Was nigdy nie zaglądało na mojego drugiego paznokciowego bloga - nawet wtedy, kiedy jeszcze notki pojawiały się tam regularnie. Myślę jednak, że zainteresuje Was kilka naprawdę prostych zdobień, które każda z Was może wykonać na swoich pazurkach.
Chciałabym więc co jakiś czas pokazywać tu kilka takich manicure'ów, do których nie potrzebujecie tony pierdółek, stempelków, sond, kilkunastu lakierów itd.
Przed Wami więc pierwsza porcja :)
  

Pierwszy mani jest dosyć zwyczajny, ale bardzo zwracający na siebie uwagę - kiedy go nosiłam, zaczepiło mnie kilka pań, żeby pochwalić pazurki ;) 
Malujemy po prostu paznokcie na wybrany kolor bazowy - może być jakikolwiek, ja akurat wybrałam Orly - Pure Porcelain - po prostu uwielbiam ten lakier, to pierwszy Orly, który skusił mnie do zakupu ;) Łapki wykonujemy czarnym lakierem - My Secret - 121. Żeby kropeczki były w miarę równe, używamy do tego główki szpilki albo zapałki, działającej w tym przypadku jako domowa sonda - właściwa sonda kosztuje parę złotych, ale wiadomo, że nie każdy ją posiada czy ma potrzebę jej posiadania, więc spokojnie można zastąpić czymś innym, co ma okrągłe zakończenie. Namalowanie kota to już nieco większa filozofia, wymaga odrobinę wprawnej ręki w malowaniu paznokci pędzelkiem. Jeśli nie macie pędzelka albo nie czujecie się na siłach - zróbcie po prostu kolejne łapki na tym paznokciu ;)

  
Teraz taka typowo letnia propozycja - ja osobiście uwielbiam takie kolorowe pazurki. Do wykonania tego manicure'u wystarczy kawałek zwykłej gąbeczki i ze trzy lakiery. Najpierw wybranym lakierem malujemy całe paznokcie - ja jako bazę wybrałam błękit, czyli lakier Barbra Colour Alike - 456 Nie bo niebo. Czekamy chwilę aż baza wyschnie, chwytami gąbeczkę i drugi lakier - u mnie to jakaś frenczowa biel. Nakładamy nieco lakieru na gąbeczkę i ciapiemy nieregularne kształty, jak się komu podoba. Znowu czekamy aż wyschnie i bierzemy trzeci lakier - u mnie moja ulubiona zieleń: Beauty UK - 62 Sage Green. Maziamy nim czysty skrawek gąbki i ciapiemy znowu ;) Dla najlepszego efektu, żeby taki wzór utrzymał się długo i był gładziutki, warto pociągnąć pazurki jedną lub nawet dwoma warstwami dobrego topa - ja lubię Seche Vite i top z Vipery :)


  
Do tego zdobienia potrzebujemy dwóch mocno ze sobą kontrastujących lakierów oraz kawałka starej koronki. Efekt może wyjść bardzo różny, ale to cały urok tej metody zdobienia, nie sądzicie? :) Zaczynamy typowo - malujemy paznokcie pierwszym lakierem, dobrze, żeby był jakiś iskrzący dla lepszego kontrastu, u mnie to jasne złoto, czyli IsaDora Wonder Nail - 652 Gold Sparkles. Czekamy do pełnego wyschnięcia i malujemy jeden paznokieć czarnym lakierem (My Secret - 121). Szybciutko zanim wyschnie przykładamy do niego koronkę, trzymając ją po bokach paznokcia, a nie dociskając od góry. Zdejmujemy koronkę, a wraz z nią warstwę czarnego lakieru, który znalazł się pod poszczególnymi niteczkami. Powtarzamy całość na wszystkich paznokciach - na każdym wzór będzie nieco inny ;) Na koniec dopełniamy manicure topem - wg mnie do tego zdobienia najlepiej nada się matowy.


        
Na dziś to tyle. Miałyście kiedyś na pazurkach coś podobnego do moich propozycji? Która Wam się szczególnie podoba, a która nie przemawia do Was w ogóle?
Jesteście zainteresowane dalszymi postami o takiej tematyce?

poniedziałek, 7 maja 2012

My Secret - Kolekcja Paradise Lagoon - cienie i kredki

Wiem, że wiele z Was wyczekiwało właśnie tego posta, więc zabieram się za niego z lekkim ociąganiem, bo mam dziś meeega lenia ;)
  
   
Otóż My Secret wprowadziło ostatnio nową kolekcję limitowaną, Paradise Lagoon. Jak może podpowiadać nazwa, kolekcja ta zawiera w sobie letnie kolory, kojarzące się faktycznie z jakąś tropikalną wyspą, wakacjami i słońcem. Nie są może jakoś specjalnie zaskakujące, ale nie oczekuję tego od marki My Secret - wydaje mi się, że jej targetem są przede wszystkim nastolatki, które kompletują swój zbiór kosmetyków i nie zależy im jakoś specjalnie na niepowtarzalnych oryginalnych kolorach :)
W moje łapki wpadły obie paletki cieni i obie kredki - darowałam sobie lakiery, bo mam ich już przesyt - ponad 300 buteleczek w helmerze może człowieka zmęczyć, wiecie? ;)
Zabieram się więc za recenzję...
    

PALETKI CIENI


Opis producenta:
Najmodniejsze kolory w niesamowitym zestawie, który sprawi, że Twój makijaż zrobi furorę na każdej imprezie lub towarzyskim spotkaniu. Daj się zauważyć!
Dostępne 2 kompozycje kolorystyczne: nr 1 FLOWER FANTASY i nr 2 BLUE OCEAN
  
Gdzie i za ile: drogerie Natura, 15,99 zł
  
   
Moja opinia:
Te dwie paletki mają ze sobą kilka cech wspólnych. Oczywiście, każda zawiera po 5 cieni, kilka perłowych i po jednym matowym, w każdej jest też jeden kolor nadający się do rozświetlenia łuku brwiowego. Pigmentacja jest bardzo różna, ale ogólnie mówiąc - Blue Ocean jest lepiej napigmentowana. Trwałość cieni jest przeciętna - na bazie utrzymają się niby cały dzień, ale stracą sporo na intensywności, mogą się nieco zrolować, jeśli mamy upalny dzień - w każdym razie na moich tłustych powiekach.
Zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu druga paletka - bardziej moje kolory i lepsza jakość. Kiedy próbowałam zrobić makijaż pierwszą z nich, wyszła mi z tego niemal jednokolorowa plama, a użyłam wszystkich cieni. W przypadku drugiej paletki efekt bardzo mi się spodobał, kilka razy wyczarowałam nią kolorowy papuzi makijaż.

Oto przykłady:
  
Tutaj oczywiście pierwsza paletka, czyli Flower Fantasy. Tu naprawdę jest wszystkie pięć kolorów... Wewnętrzny kącik to żółcień, dalej środkowy koral, a zewnętrzny kącik i linia załamania to to niby-bordo - zniknęło prawie przy rozcieraniu. Na dolnej powiece mamy matowy róż, a pod brwią pierwszy cień-rozświetlacz. Mam tu paskudne rzęsy, wybaczcie ;) W takim makijażu wyglądam na chorą, więc podaruję sobie tę paletkę ;)
   
Tutaj coś zdecydowanie bardziej orlisiowego - paletka Blue Ocean ;) Wewnętrzny kącik to żółty cień, zewnętrzny kącik i załamanie to śliczny turkus. Na górnej powiece kreska granatem (trochę nierówna, coś ostatnio mi krechy nie wychodzą...), na dolnej pociągnięcie matową limonką - przepiękna ta zieleń :) No i pod brwią również pomaziane najjaśniejszym rozświetlającym cieniem.
  

KREDKI DO OCZU

  
Opis producenta:
Kredka do oczu. Komfort i precyzja użycia, intensywność koloru. Dostępne 2 kolory: 17 SUNSHINE i 18 TURQUOISE. Waga 1,14 g.

Gdzie i
za ile: drogerie Natura, 7,49zł / szt
  

Moja opinia:
Kredki te są właściwie siostrami kredek ze stałej kolekcji, o których pisałam jakiś czas temu - TUTAJ możecie o nich poczytać. Pod względem właściwości nie różnią się chyba wcale. Są mięciutkie i dobrze napigmentowane, łatwo zrobić nimi intensywną kreskę, ale tylko na suchej powiece. Na cieniach też ich za bardzo nie widać. Uważam, że kredki te są idealne do takich delikatnych szybciutkich makijaży, typu tusz+kolorowa kreska - sama bardzo często tak się maluję latem, więc dla mnie są one naprawdę świetną sprawą :) Podoba mi się zwłaszcza Sunshine - to takie jaśniuteńkie złoto, ładnie rozświetla moje brązowe oczy. Wybaczcie, ale nie mam ich zdjęć na oczach, nie miałam okazji zrobić, bo moje powieki wyglądają teraz strasznie przez moje problemy ze snem. Dobrze, że chociaż cienie zdążyłam wykorzystać ;)
   
I co sądzicie o tej kolekcji? Skusiłyście się na coś? Jesteście z tych zakupów zadowolone? :)

wtorek, 24 kwietnia 2012

My Secret - Kredki do oczu Satin Touch Kohl

My Secret coraz bardziej mnie ostatnio zadziwia, wprowadzając coraz to nowe cudeńka. Tym razem napiszę Wam trochę o nowych kredkach w ofercie My Secret - seria nazywa się Satin Touch Kohl i zawiera 7 kolorów, w tym cztery takie dość tradycyjne oraz trzy piękne neony :) Idealne na lato, same zobaczcie:
   
  
Opis producenta:
Komfort i precyzja użycia, intensywność koloru.
  
Gdzie i za ile: w drogeriach Natura, 6,49zł / szt
  
   
Moja opinia:
Najpierw od siebie do opisu producenta dodam jeszcze, że siedem wariantów kolorystycznych ma swoje nazwy, co bardzo lubię w kosmetykach kolorowych. Poszczególne przedstawiają się tak:
+ 10 Smoky (czarna)
+ 11 Chocolate (brązowa)
+ 12 Denim (granatowa)
+ 13 Forest (ciemnozielona)
+ 14 Mint (jasnozielona)
+ 15 Lemon (żółta)
+ 16 Fuchsia (różowa)
Przedstawiłam je po kolei na tych swatchach - pierwsze zdjęcie w słońcu, drugie w cieniu:
  
  
Pierwsze, co się rzuca w oczy - te kredki są przepięknie napigmentowane! Jestem tym faktem wręcz oczarowana ;) Ponadto są wyjątkowo trwałe - dowodem może być fakt, że mając te kreski na dłoni, zapomniałam o nich i poszłam umyć włosy, później twarz, i jeszcze umyłam naczynia - kredki były niemal nienaruszone. Na moich tłustych powiekach nie ma aż takiej rewelacji, ale i tak jest dobrze - część kreski odbije się na górze powieki, a część zostanie nienaruszona do końca dnia :) Jest tylko jeden mankament - nic nie da się zmalować tymi kredkami na cieniach. Tylko "zdrapują" cienie, a swojego koloru w ogóle nie zostawiają. Dla mnie to niewielka strata, bo kolorowe kreski stosuję raczej solo niż z cieniami.

Przygotowałam dla Was trzy proste propozycje użycia tych kredek:


1 makijaż: 14 Mint
2 makijaż: 12 Denim + 16 Fuchsia
3 makijaż: 12 Denim + 13 Forest + 14 Mint + 15 Lemon + 16 Fuchsia

Wybaczcie słabej jakości zdjęcia - aparat odmawia mi posłuszeństwa ostatnio...

Jakie kredki do oczu są Waszymi ulubionymi? Wolicie klasyczne kolory czy raczej żywe? :)

poniedziałek, 26 marca 2012

My Secret - Błyszczyki Star Gloss

Jakiś czas temu My Secret do swojej linii błyszczyków Star Gloss dorzuciło pięć nowych odcieni, które dziś mam zamiar Wam zaprezentować :) Szczerze mówiąc nie jestem fanką błyszczyków, wolę szminki albo wręcz gołe usta, ale czasem dla odmiany lubię nałożyć coś ciekawego. Czy te błyszczyki by się nadawały dla mnie jako błyszczyki dyżurne? Trudno powiedzieć...
   
  
Opis producenta:
Teraz z łatwością Twoje usta będą pełniejsze i pełne blasku! Nowa formuła błyszczyka z mikrodrobinkami odbijającymi światło optycznie powiększa usta i zapewnia długotrwały efekt.
Twoje usta kuszące jak nigdy dotąd.
Dostępne 10 kolorów w tym 5 nowych: 411, 412, 413, 414, 415.

Gdzie i za ile: drogerie Natura, 9,99zł / 10ml
  
  
Moja opinia:
Powyższe swatche wykonane są w świetle słonecznym (pierwsze) i w sztucznym (drugie). 
Błyszczyki, choć o dość dużej pojemności, czyli 10ml, są zamknięte w drobnych opakowaniach - nieco krótszych niż standardowa wielkość błyszczyka. Aplikatory to tradycyjne gąbeczki, które nabierają mało produktu - żeby ładnie pomalować usta trzeba zanurzać aplikator kilkakrotnie - dla mnie to spora wada. Błyszczyki pachną dla mnie czymś niezidentyfikowanym - momentami czuję w nich czekoladę, momentami owoce, ale zapachy te są dość mocno sztuczne, choć przyjemne. Są bezsmakowe, co dla mnie jest plusem - wszystkie cuda, które czymś smakują zlizuję natychmiastowo z ust ;)
Każdy z tych błyszczyków daje na ustach delikatny kolor i zawiera drobinki. Mnie najbardziej podoba się najjaśniejszy numerek, czyli 411 - nie lubię różów na ustach, a ten jest taki dyskretny i mało różowy ;) Miałam spore nadzieje względem numeru 414, ale w tym przypadku kolor na ustach mógłby być nieco bardziej intensywny, choć wiem, że większość osób kupujących błyszczyki raczej nie wymaga od nich pięknego mocnego koloru :)
Błyszczyki nie sklejają ust, ale ciągle je czujemy. Same w sobie są dość trwałe, ale łatwo się znikają przy jedzeniu czegoś - wtedy zostają tylko lśniące obwódki ;) Raczej nie wysuszają one ust, ale też nie nawilżają na dłużej - podczas "noszenia" ich usta są faktycznie gładziutkie i miękkie, ale efekt znika wraz z błyszczykiem.
Szczerze mówiąc, te błyszczyki to dla mnie przeciętniaki. Nie mają jakichś znaczących wad, ale też nie powalają niczym na kolana. Ja ze swojej strony wolę choćby siostrzane dla My Secret błyszczyki z Sensique, te Colorful, o których pisałam jakiś czas temu.
  

Macie jakieś błyszczyki z My Secret? Jak się u Was sprawują?

poniedziałek, 27 lutego 2012

O 5. rocznicy, ostatnich zakupach, ratunku w chorobie i kilku promocjach...

Dziś nie będzie recenzji... Chcę Wam napisać o paru innych sprawach :)
  
 
Po pierwsze, dzień dzisiejszy jest dla mnie dniem szczególnym - dokładnie 5 lat temu mój Ukochany porwał mnie z lekcji, zaciągnął nad rzekę i sprawił, że jestem jego, a on jest mój. Przez te 5 lat nie zawsze było między nami kolorowo, ale bez wątpienia to najszczęśliwszy czas w moim życiu :) Wierzę, że za 50 lat będziemy wspominać początki naszego związku, wtuleni w siebie przed kominkiem, bo ten Pan na zdjęciach powyżej jest nie tylko moim Ukochanym, ale także najlepszym przyjacielem - nie wyobrażam sobie związku bez tego elementu :)

Rocznicy co prawda nie spędzamy dziś razem, ale za jej świętowanie uznajmy ostatnio cudowny tydzień, kiedy u niego mieszkałam :) Było lepiej, niż mogłabym się spodziewać :)
   
   
Z mniej romantycznych tematów ;) Odkryłam ostatnio, że w sklepie Pepco można dorwać ładne ciuszki za naprawdę niską cenę. Oczywiście nie są one jakieś super jakościowo, ale na pewno nie podrą się tak od razu ;) Skusiłam się więc na zakup dwóch bluzek, obu marki Beloved...
  
  
Pierwsza z nich kosztowała 15zł. To lekki t-shirt w kolorze miętowym, który dziwacznie wyszedł na zdjęciach - musicie wierzyć mi na słowo ;) Bardzo podoba mi się ten czarny kwiatowy wzór, na środku każdego kwiatka są przyklejone cyrkonie, ale nie rzucają się w oczy, bo są maleńkie.
   
  
Druga kosztowała 20zł. To biała nietoperzowata bluzka z rękawem 3/4 i motywem sowy. O ile te wszechobecne ostatnio sowy mi się nie podobają, o tyle na tej bluzce wygląda nieźle :) Najpierw miałam w koszyku wersje czarną z szarą sową, ale wyglądałabym w niej jakoś smutno, bo zazwyczaj noszę czarne spodnie ;) 

I jak Wam się podobają moje zakupy? Kupowałyście kiedyś ciuszki w Pepco? Co myślicie o ich jakości?
   
    
Chciałabym Wam jeszcze napisać o moim tegorocznym odkryciu - tak tak, nigdy wcześniej nie używałam tego typu preparatów na katar i nie wiem, jak mogłam bez nich żyć. Na chwilę obecną jestem mocno przeziębiona, mam tragiczny katar i zawalone zatoki. Parę dni temu, Ukochany widząc mnie w takim stanie, dał mi do wypróbowania aerozol do nosa Xylorin - byłam w szoku, jak on działa. W ciągu 5minut udrożnił mi zupełnie nos, mogłam swobodnie oddychać, a zatoki już nie bolały. Efekt ten trzymał się ok. 4-5h. Teraz kupiłam tańszy odpowiednik tego preparatu, czyli Otrivin (kosztował niecałe 13zł). Działa nieco słabiej, tzn. na efekt czeka się ok. 15 minut, a trwa on 3-4h, ale nie wysusza przy okazji nozdrzy, jak robił to Xylorin. Dzięki temu cudeńku jestem w stanie normalnie funkcjonować ;)
   
Na koniec jeszcze mały cynk o promocjach w drogeriach Natura:
  

Promocja trwa do 7 marca.
Przy realizacji zdjęć promocyjnych nie ucierpiały żadne kosmetyki ;)

sobota, 22 października 2011

My Secret Denim Love - Potrójne cienie - 314 Daylight & 315 Walk at Sunset

Jakiś czas temu pokazywałam Wam dwie kredki z nowej limitowanej kolekcji My Secret, Denim Love. Dziś czas na dwa potrójne cienie z tej samej kolekcji. Jestem z nich zadowolona, ale o tym za chwilę :)
   
  
Opis producenta:
Luksusowo gładkie, idealnie przylegające, jedwabiste cienie do powiek. Odpowiednio skompletowane kolory dodadzą Twojemu makijażowi niezwykłej głębi. Sprawią, że oczy zyskają nowy look i idealny kształt. Dostępne 2 kompozycje kolorystyczne: 314 DAYLIGHT, 315 WALK AT SUNSET. 
  
Cena: 8,99 zł 
   
   
Moja opinia:
Zaczynając od paletki 314 Daylight, mamy tu kremową biel, lekko gołębią szarość i granat podchodzący pod fiolet. Druga paletka, 315 Walk at Sunset, składa się z cukierkowego różu, ciemniejszego stonowanego różo-fioletu oraz z kakaowego brązu. Wszystkie te kolory określiłabym jako średnio napigmentowane - nie jest źle, właściwie jest wręcz dobrze, ale widziałam bardziej intensywne cienie ;) Opakowania są solidne, proste, nie powinny się same otwierać. Każdy cień jest w osobnej metalowej kasetce, choć trzeba się przyjrzeć, żeby to zauważyć, bo są wklejone w opakowanie równiutko przy sobie.
Bardzo podobają mi się te połączenia kolorów. Co prawda żaden z nich nie pasuje jakoś wybitnie do mojego typu urody i upodobań jednocześnie, ale na pewno pasują do siebie nawzajem, co widać w makijażach poniżej. Cienie trzymają się na oczach bez problemu cały dzień, oczywiście na bazie, bo inaczej ich w ogóle nie nakładam. Jestem bardzo zadowolona z ich jakości, choć kolory nie moje, więc pewnie pójdą w świat ;)

Tyle jeśli chodzi o teorię, teraz trochę praktyki - makijaże :) Tym razem nie jestem z nich zadowolona - mam ostatnio dwie lewe ręce, w dodatku światło jest paskudne i trudno zrobić jakiekolwiek zdjęcia, na których dobrze byłby widoczny makijaż... 
  
314 Daylight
To niestety w ogóle nie moje kolory, choć szary sam w sobie jest śliczny. Szarość nałożyłam na całą ruchomą powiekę i trochę ponad nią, bielą nieco rozjaśniłam środek i wewnętrzny kącik, a granat nałożyłam na zewnątrz oka i zrobiłam nim kreski... Możecie tutaj zobaczyć moją pierwszą próbę użycia ściętego pędzelka do linera, pokruszonego cienia oraz bazy pod pigmenty Kobo - próbowałam tak zrobić kreskę... Jak widać próba dość nieudolna, ale będę próbować dalej ;) Tusz to Kobo - Lash Modeling Mascara.
  
315 Walk at Sunset
Ta paletka jest już bardziej 'moja' kolorystycznie. Zgaszony róż jest na całej ruchomej powiece, jasny róż na jej środku, a brąz w zewnętrznym kąciku, załamaniu i na dolnej powiece. Tutaj z kolei w ogóle zapomniałam o kresce i zrobiłam ją już po wytuszowaniu rzęs - dlatego widać odstęp między nią a linią rzęs. Kreskę zrobiłam kredką My Secret Denim Love Satin Touch Khol - 9 Plum, a tusz to również Kobo - Lash Modeling Mascara.

I co myślicie o tych makijażach i o samych cieniach? Macie te paletki? Zamierzacie kupić? Jakie są Wasze wrażenia co do nich? :) Chętnie poczytam Wasze opinie :)

poniedziałek, 17 października 2011

My Secret - Kredki do oczu Satin Touch Khol - 8 Blueberry, 9 Plum

Kredki, o których chcę Wam dziś napisać, pochodzą z nowej kolekcji limitowanej My Secret - Denim Love. Jak pewnie wiele z Was, jestem łowczynią limitek, więc te kredki to dla mnie niezła gratka ;) Kilka słów producenta o kolekcji:
Kolekcja idealna dla wielbicielek zawsze modnego denimu. Szkoła, spacer o zachodzie słońca czy zabawa do białego rana w klubie. Jeans pasuje zawsze i wszędzie! Denim lovers z pewnością docenią klasyczny granat, biel i szarość w potrójnym zestawie cieni Daylight i lakierze do paznokci Storm Clouds. Pokochają również atrakcyjne róże, wrzosy i fiolety w zestawie cieni Walk At Sunset, lakierach Heather Mist i Berry Lea oraz kredkach do oczu Blueberry i Plum idealnie pasujących do jeansu.
 
Opis producenta: 
Kredka do oczu Komfort i precyzja użycia, intensywność koloru. Dostępne 2 kolory: 8 BLUEBERRY, 9 PLUM.  
Cena: 8,49 zł


Moja opinia:
Jeśli poszukujecie fajnej fioletowej kredki, warto zaopatrzyć się w jedną z nich. W jedną, bo są dość podobne - o ile na swatchu na dłoni widać między nimi jakąś różnicę, o tyle na oku już wyglądają niemal identycznie. Blueberry jest ciut ciemniejsza i mniej się iskrzy, choć same zaraz ocenicie, czy widać to na zdjęciach poniżej. Przyznam szczerze, że nie zachwyciły mnie te kredki. Są OK, ale nie określiłabym ich hitem. Przede wszystkim, są dość twarde, trzeba kilka razy pomaziać w miejscu, żeby kreska była wyraźna. Poza tym, jak już pisałam, są podobne do siebie - brakuje mi w gamie wszelkich firm jasnego fioleciku (chyba tylko u Gosha taki widziałam)! Niestety, nie są też zbyt trwałe - na dolnej powiece trzymają się bez zarzutu, ale na moich tłustych górnych powiekach od razu się odbijają u góry. Zapewne inaczej byłoby przy cieniach, ale ja nie zawsze mam czas na mazianie się cieniami - zazwyczaj mój makijaż to właśnie same kreski + tusz. Myślę, że będę używać tych kredek tylko na dolną powiekę, ale przy pełnym makijażu oka, z cieniami itd ;) Do tego celu nadają się super.


A teraz ich wykorzystanie w praktyce:


I co, widzicie różnice? Która podoba Wam się bardziej? Kupiłyście którąś, albo inne kosmetyki z tej kolekcji? :) Za parę dni przedstawię Wam też dwa zestawy cieni do powiek, z nich jestem bardziej zadowolona :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...