Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smarowidła do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smarowidła do ciała. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 września 2014

Natural Body - Poziomkowe masło do ciała

Już nawet nie wrócę do tematu mojej regularności w pisaniu, wstyd mi ;)
Na dziś przygotowałam recenzja, która czekała na dokończenie już od kilku miesięcy, a jakoś się nie mogłam za nią zabrać. Dawno nie miałam tak mieszanych uczuć w pewnej kwestii... Bohaterem dzisiejszego wpisu jest poziomkowe masło do ciała Natural Body o cudownym zapachu, który o dziwo... stanowi też jego wadę. Zaintrygowane? Zapraszam do czytania ;)

  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: Skarby-Świata.com.pl, 17zł / 100g
  
Moja opinia:
Wersja, którą ja posiadam to mały słoiczek, 100g, plastikowy, przezroczysty, widać przez niego żółtawy odcień masełka - wygląda bardzo naturalnie, zresztą jego głównym składnikiem jest masło shea, więc co się dziwić... Zaskoczył mnie jednak negatywnie fakt, że nie było żadnego zabezpieczenia pod zakrętką - żadnej folii, żadnego sreberka ani żadnego uszczelniacza - choć to akurat mogę wybaczyć, bo masło ma bardzo zbitą konsystencję. Już po otwarciu słoika uderza w nas bardzo intensywny poziomkowy zapach - pachnie pięknie i naprawdę bardzo naturalnie, ale... aż za mocno! Nie mogę się tym masłem smarować przed spaniem, bo nie mogę od niego zasnąć, nie mogę też krótko przed wyjściem z domu, bo "żre" się z wszelkimi perfumami przez swoją trwałość i intensywność. Nawet jak mogę się nim posmarować w ciągu dnia to ograniczam się np. do nóg, bo inaczej sama pewnie zamieniłabym się w poziomkę ;)
  
   
Jak na masełko przystało, nawilża genialnie. Skutki na skórze odczuwalne są jeszcze kolejnego dnia, skóra jest miękka i jakby jędrniejsza. Zostawia lekki film, ale ogólnie mówiąc dobrze się wchłania. Jest niestety dość niewydajne, ale i tak nie schodzi szybko, bo ten intensywny zapach wręcz wymusza oszczędne stosowanie ;) 
Cena nie jest może najniższa, ale mimo wszystko myślę, że spokojnie mogłabym tyle wydać na to masełko, jest idealne na poprawę humoru - teraz siedzę przeziębiona w wyrze (więc mam nieco ograniczony węch), posmarowałam nim tylko ramiona i od razu się przyjemniej zdrowieje ;)

  
Lubicie poziomkowe produkty? U mnie ostatnio ich sporo, chyba mam nowego bzika ;)

A z innej beczki, chciałabym Was zaprosić do mojego sklepiku na Etsy (to przykładowe przedmioty):
Na ceny nie patrzcie tutaj, jeśli coś Wam się spodoba lub będziecie chciały, bym zrobiła coś podobnego, napiszcie mi po prostu maila, dogadamy się :)

czwartek, 22 maja 2014

Love 2 Mix Organic - Kojący krem do ciała Mięta i Lawenda

Daaawno, bardzo dawno już nie pisałam o żadnym smarowidle do ciała, bo prawie ich ostatnio nie używam. Wiem, że powinnam, bo między innymi przez brak odpowiedniego nawilżenia skóry nabawiłam się rozstępów, ale i tak na lato uznałam, że czas jednak zacząć coś znowu stosować na całe ciało. Sięgnęłam o mazidło, które nęciło mnie z szafki zapachem już od dłuższego czasu - kojący krem do ciała o zapachu mięty i lawendy rosyjskiej marki Love 2 Mix Organic. Czy spełnił moje oczekiwania?
  

Opis dystrybutora:
  
Gdzie i za ile: SkarbySyberii.pl, 19,90zł / 250ml
Od razu również wspomnę, że w tej chwili, do 25 maja, trwa promocja z okazji Dnia Matki - przy zamówieniu powyżej 50zł jest darmowa dostawa, ponadto na kod "Mama" otrzymujemy 10% zniżki na cały asortyment :)
  
Skład:
  
Moja opinia:
Krem otrzymujemy w wygodnym czarno-białym plastikowym słoiku, o naprawdę ładnym designie, dość minimalistycznym, ze zdjęciami mięty i lawendy, co nie pozostawia wątpliwości co do zapachu. Lubię też tę formę opakowania, bo pozwala zużyć kosmetyk do końca, dobrze wygląda na półce i wygodnie się je otwiera. Dodatkowym atutem jest plastikowa osłonka, dzięki której krem nie ląduje na samej zakrętce. 
 
 
Nie muszę chyba mówić, że podstawową zaletą jest jednak zapach. Uwielbiam ziołowe zapachy, z miętą i lawendą na czele, a chyba jeszcze nigdy nie miałam ich w połączeniu. Pachnie cudnie, jednak zdecydowanie jest to produkt na noc, bo jest niesamowicie kojący, uspokajający, idealnie, żeby się nieco schłodzić i utulić do snu po ciężkim dniu :)
  
  
Konsystencja kremu sprawia, że lepszym określeniem byłoby "masło". Jest gęsty i bardzo treściwy, dobrze się rozsmarowuje. Niestety towarzyszącą temu wadą jest to, że zostawia lekko tłustą warstwę i wolno się wchłania, a tego naprawdę nie lubię... Muszę jednak przyznać, że nawilżenie, jakie zapewnia, jest co najmniej zadowalające, bo po wieczornym posmarowaniu, efekt jest wyczuwalny na skórze jeszcze rano. Po kilku wieczorach pościel przeszła zapachem mięty i lawendy, co uważam za plus, bo zapach jest naprawdę piękny i idealny do spania w nim ;)
Czy znalazłam jakieś znaczące wady? Wygląda na to, że nie! To już kolejny rosyjski kosmetyk, który mnie zachwycił, więc chyba muszę zainwestować w kolejne ;) Rosjanie dobrze trafiają w moje kosmetyczne potrzeby, pozostaje mi testować kolejne produkty ;) Ten krem zdecydowanie polecam!
  

Lubicie takie ziołowe zapachy? Jakimi nutami lubicie się otaczać do spania? :)

sobota, 4 stycznia 2014

FlosLek Natural Body - Masło do ciała Wiśnia i Acerola

Na dziś mam dla Was recenzję gościnną napisaną przez moją przyjaciółkę-już-nie-bloggerkę, Sandrę, znaną Wam jako Mess albo Seraphine :)
  
"Orlica nie przepada za wiśniami - wie to każdy, kto ją zna. Wcale więc nie zdziwiło mnie, że po otrzymaniu do testów tego produktu, poprosiła mnie o sprawdzenie jego działania. W każdym razie, masło to dostałam, całe praktycznie już zużyłam, więc mogę podzielić się z Wami moją opinią."
  
  
Opis producenta:
Owocowa rozkosz dla zmysłów i ciała. Idealna pielęgnacja skóry przesuszonej, odwodnionej, normalnej oraz skłonnej do okresowego spadku nawilżenia. Masło doskonale nadaje się do masażu ciała. Ekstrakt z aceroli ma silne działanie przeciwstarzeniowe, a także nawilża i ujędrnia suchą, wrażliwą i alergiczną skórę. Naturalne oleje roślinne słonecznikowy, babassu, masło Shea i oliwa z oliwek natłuszczają i zmiękczają skórę. Latem doskonale regeneruje skórę przesuszoną i odwodnioną wskutek intensywnego opalania, a zimą wygładza, uelastycznia, nawilża i natłuszcza skórę, która jest poddana działaniu centralnego ogrzewania. Skóra sprężysta i aksamitna w dotyku, odpowiednio nawilżona i natłuszczona.
   
Gdzie i za ile: 20-25 zł/240 ml. Do kupienia na stronie floslek.pl oraz drogeriach i aptekach.
  
Skład:
Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Cyclomethicone, Glycerin, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Octyldodecanol, Hydrogenated Polyisobutene, Lanolin Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Malpighia Glabra Fruit Extract, Parfum, Methylparaben, Propylparaben, CI 14720, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Hexyl Cinnamal, Limonene, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Citronellol.
 
  
Opinia Sandry:
"Po otrzymaniu masła i otwarciu go ucieszyła mnie prostota opakowania. Pewnie pamiętacie, że lubię klasyczne, wręcz ascetyczne rozwiązania. W masłach do ciała najbardziej odrzucają mnie dziwne opakowania, z których ciężko cokolwiek wyciągnąć. Na szczęście ten produkt do takich nie należy. Opakowanie jest białe, plastikowe, lekkie. Ładnie wygląda na półce, łatwo wydobyć masło i zużyć je do końca.
Pierwsze co zauważamy po otwarciu masła to zapach. Zdecydowana wiśnia, nie taka sztuczna jak to zwykle bywa (a wg mnie dość dużo kosmetyków 'wiśniowych' śmierdzi sztucznością). Skupiając się na zapachu można zauważyć dodatkową kwaskową nutę - domyślam się, że to jest ta acerola :)
Masło pachnie bardzo apetycznie, ale dość intensywnie. Na szczęście po nałożeniu na skórę zapach staje się lżejszy. Samo nakładanie jest bardzo przyjemne, produkt ma konsystencję raczej serka homogenizowanego a nie masła. I dobrze - przy kontakcie ze skórą łatwo go nałożyć, nie bieli skóry, nie zostawia grudek. Wchłania się dość dobrze, ale widocznie nawilża skórę.
Nawilżenie skóry czuć po użyciu kilka godzin, więc w tym aspekcie myślę, że spełniło obietnicę producenta - przy regularnym stosowaniu moja skóra była miękka i sprężysta. Najbardziej masło jednak spodobało się mężowi - niejednokrotnie kiedy się smarowałam podbierał mi opakowanie i wąchał twierdząc, że chętnie zjadłby wiśnie :) Jedyne właściwie do czego mam zastrzeżenia to wydajność oraz kolor. Trochę razi mnie ten wściekły róż, który bardziej przypomina kolor truskawek niż wiśni. Ale i to jestem w stanie przeżyć, w zamian za naprawdę naturalny zapach.
A jeśli chodzi o wydajność starczył mi na miesiąc - zostawiłam go sobie trochę na dnie i delektuję się zapachem co kilka dni (mąż pewnie też :))"


"Dla kogo ten produkt?
Myślę, że to idealne masło dla każdej z nas na okres jesienno-zimowy, ponieważ dobrze nawilża, zostawia skórę pokrytą delikatnym ochronnych filmem, co jak wiemy przydaje się w zimowe zawieruchy. Poza tym bardzo apetycznie pachnie i dla kogoś, kto lubi wiśnie, prawdziwą radością będzie codzienny rytuał pielęgnacyjny z tym produktem. Ja chętnie wypróbuję inne zapachy, bo czytałam, że są równie apetycznie.
Nie polecam do stosowania rano, chyba że ktoś lubi mieć problemy z założeniem spodni (dość mocno tłuści skórę, wchłania się ok godziny), ale na noc jak najbardziej.
Może nie jest to najtańsze masło na rynku, ale biorąc pod uwagę skład, zapach, rodzimą produkcję - warto!"
  
  
Od siebie dodam jeszcze recenzję innej wersji zapachowej tego masła - o TU >KLIK< :)

sobota, 7 grudnia 2013

Yves Rocher Cocoa - Mleczko do ciała Czekolada i Malina

I przyszedł czas na kolejną, ostatnią już właściwie, recenzję kosmetyków Yves Rocher z limitowanej serii Cocoa. Na koniec zostawiłam najlepsze - czekoladowo-malinowe mleczko do ciała, jeden z dwóch powodów, dla których mam ostatnio straszną fazę na maliny, których fanką wcześniej nie byłam ;) Mleczko to podbiło moją łazienkę i serce ;)
   
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: w Yves Rocher, stacjonarnie albo na Yves-Rocher.pl, 19,90zł / 300ml
  
Skład:
      
Moja opinia:
Kształt butelki jest znany osobom, które korzystają z kosmetyków tej marki. W takich samych butelkach są np. niektóre szampony - tak samych, tzn. w bezbarwnych wysokich, zwężanych ku górze, z zamknięciem za zatrzask. Opakowanie wygodne, choć żałuję, że nie można go postawić do góry nogami, bo pod koniec trudno będzie wydobyć resztkę mleczka.
Mleczko ma konsystencję... cóż, mleczka. Nie jest za gęste, jest wręcz dość lekkie. Pachnie po prostu OBŁĘDNIE. Niesamowicie apetycznie, po pierwszym posmarowaniu nabrałam strasznego apetytu na malinowe Delicje, zwłaszcza, że obecnie używam też żelu pod prysznic o tym zapachu, choć innej firmy. Zapach pozostaje też na skórze dość długo, więc bardzo przyjemnie zasypia się wśród nutek czekoladowych malin, mniam! ;)
    
  
Jako, że mleczko jest lekkie, nie możemy oczekiwać od niego jakiegoś wielkiego nawilżenia - na co zresztą już i sama nazwa "mleczko" zdaje się wskazywać. Tak też jest - produkt ten nie zaserwuje nam porządnego nawilżenia. Ale właściwie nie jest mi ono nawet w tej chwili potrzebne. W tym przypadku działanie jest raczej doraźne i prawdę mówiąc, mam wrażenie, że w tym produkcie chodzi bardziej o przyjemność stosowania niż działanie. Bo przyjemność jest niewątpliwa - mleczko dobrze się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, jedynie śliczny zapach.
Myślę, że nie mam na co narzekać przy tym produkcie i chętnie je Wam polecę, tylko zaznaczę - nie nastawiajcie się na nawilżenie ;)
   
  
Która z linii zapachowych serii Cocoa przypadła Wam do gustu najbardziej? :)
Przypominam, że Yves Rocher zaproponowało połączenie czekolady z maliną, pomarańczą, pistacją i wanilią - same pyszności! ;)

niedziela, 30 czerwca 2013

Love Me Green - Krem do ciała z zieloną herbatą

Na początek kawałek prywaty - skończyłam szkolenie do pracy, pozdawałam wszelkie testy i pozostaje mi podpisać umowę i zarabiać ;) Poza tym w środę mam egzamin licencjacki, więc nadal jestem nim zaabsorbowana, ale już i tak kamień z serca, że choć testami do pracy już nie muszę się martwić - wszystko zdałam z bardzo zadowalającym wynikiem :)
A żebyście nie zapomniały, o czym przede wszystkim jest ten blog, na dziś mam dla Was recenzję... Ba, w dodatku recenzję kosmetyku! Mianowicie kremu do ciała marki Love Me Green. Nie znacie? Nie szkodzi, poczytajcie, a poznacie :)
  
  
Opis producenta:
  
Gdzie i za ile: love-me-green.pl, 119,90zł / 200ml
  
Skład:
  
Moja opinia:
Krem do ciała kryje się w przezroczystej butelce z pompką. Bardzo podoba mi się jej design - biała naklejka z zielonymi roślinnymi wzorami wygląda naprawdę zachęcająco :) Dodatkowo sama pompka już stanowi plus. Pompka zresztą jest bardzo praktyczna, bo wydobywa idealną ilość balsamu - dokładnie taką, jakiej potrzeba do posmarowania jednej partii ciała (łydki / uda / brzucha / obu rąk). Krem jest dość gęsty i treściwy, co mi właściwie odpowiada, choć na lato może to być upierdliwe, bo wchłania się dość długo. Zapach ma intensywny, ale nie kojarzy mi się wcale z zieloną herbatą, bardziej właśnie z zieloną kawą i muszę przyznać, że jest to pozytywne skojarzenie, z jakiegoś powodu przywodzi mi na myśl dzieciństwo :)
   
 
Jeśli chodzi o działanie, nie mam w sumie nic do zarzucenia temu kremowi poza tym, że faktycznie mógłby się lepiej wchłaniać. Jest wydajny i gładko rozprowadza się po skórze, zostawia lekki tłusty film, który znika dopiero po jakiejś godzinie. Dodam jeszcze, że zapach również pozostaje długo na skórze. Nawilża jednak prawidłowo, naprawdę skutecznie. Nie czuję tej magii wyszczuplania w nim, ale czego się spodziewać po kremie do ciała? Nawet po kremie za 120zł... Tak, wiem, cena jest co najmniej kosmiczna i prawdę mówiąc, choć krem mi się podoba, nigdy nie dałabym za niego takiej kwoty.
Podsumowując, jest to naprawdę przyzwoity kosmetyk za nieprzyzwoicie wysoką cenę. Jeśli jednak możecie sobie na niego pozwolić, jak najbardziej polecam, wyżej jest link do sklepu, gdzie możecie kupić kosmetyki Love Me Green. Ja mam ich jeszcze kilka, więc możecie liczyć na dalsze recenzje :)
 
   
Znacie markę Love Me Green? Używałyście jakichś kosmetyków z niej?

sobota, 11 maja 2013

Pharmatheiss Granatapfel - Masło do ciała z granatem

Znalazłam właśnie w otchłaniach laptopa recenzję, którą napisałam już dawno temu i z jakiegoś powodu zapomniałam opublikować ;) Przeczytałam dokładnie, uznałam, że nic się nie zmieniło w mojej opinii o tym produkcie, więc dziś ją publikuję. Tym razem przeczytacie o maśle do ciała Pharmatheiss Granatapfel :)
  
  
Opis producenta:
Granatapfel ujędrniające masło do ciała to unikalna kombinacja efektywnych substancji czynnych dla jędrnej, wypielęgnowanej skóry: wyciąg z owocu granatu w połączeniu z aktywnym kompleksem z kofeiny i Coleus Forskohlii ujędrnia skórę. Toskańska oliwa z oliwek tłoczona na zimno oraz masło Shea intensywnie ją pielęgnują.
Ujędrnia skórę na 3 sposoby:
1. Ujędrnia całe ciało
2. Przeciwdziała oznakom przedwczesnego starzenia się skóry
3. Sprawia, że wrażliwa, sucha skóra staje się miękka i milsza w dotyku
   
Gdzie i za ile: w aptekach, ok. 80zł / 300ml
  
Skład:
   
Moja opinia:
Pierwsze, co zawsze omawiam to opakowanie. W tym przypadku jest to wygodny plastikowy słoik aluminiową (?) zakrętką. Strasznie mnie razi jedynie krzywa naklejka na górze słoika, ale ja jestem spaczona na punkcie symetrii itd. ;) Po odkręceniu słoika widzimy zabezpieczające sreberko, więc mamy pewność, czy masło nie było wcześniej ruszane. 
Samo masło jest zaskakująco lekkie, o kremowej konsystencji - raczej nie określiłabym go masłem, bardziej kremem do ciała. Ba, kolor też ma kremowy ;) Pachnie ładnie, zdecydowanie granatem, dokładnie jak krem do rąk z tej serii, który jakiś czas temu recenzowałam.
  
  
Lekka konsystencja przekłada się także na działanie. Zazwyczaj masła kojarzą nam się z czymś mocno nawilżającym, w tym przypadku masełko jest owszem, nawilżające, ale efekt nie jest spektakularny. Masło dość szybko się wchłania, ale zostawia lekki biały film, który może pobrudzić ciemniejsze ubrania. Zapach utrzymuje się na skórze jakąś godzinę, więc umila nam zasypianie, jeśli używamy go na noc ;)
Szczerze mówiąc masło to jest po prostu przeciętne. Biorąc pod uwagę kosmiczną cenę, pozostaje mi tylko odradzić. Gdybym miała jeszcze kupić to masełko, dałabym za nie co najwyżej 10% jego ceny.
   
   
Trafiłyście ostatnio na jakieś kosmetyki, których jakość nie była adekwatna do ceny?

wtorek, 19 lutego 2013

Wellness&Beauty - Masło do ciała Mandarynka i Jogurt

Zima to czas, kiedy chyba najchętniej używam smarowideł do ciała. Raz, że skóra jest sucha od ogrzewania w domach itd, a dwa, że jest po prostu przyjemnie otulić się na wieczór jakimś ciepłym zapachem :) Zużywam teraz szybko mazidła do ciała, staram się używać jednego na raz, ale różnie bywa. Tym razem od jakiegoś czasu testowałam masło marki Wellness&Beauty. Zapraszam na parę słów o nim :)
 
 
Opis producenta i skład:
  
Gdzie i za ile: w Rossmannie, ok. 10zł / 200ml
 
Moja opinia:
Opakowanie masła to pomarańczowy plastikowy słoik, wygodnie zakręcany, bardzo praktyczny. Na początku jego zawartość zabezpieczona była dodatkowo "sreberkiem", dzięki czemu mamy pewność, że nikt naszego masła nie macał przed nami ;) Samo mało ma kolor podobny do słoika - rozbielony pomarańcz, jest gęste i treściwe - lubię to w masłach do ciała. Ma konsystencję gęstego jogurtu greckiego - takie moje skojarzenie ;) Jeśli chodzi o zapach, mam bardzo mieszane uczucia. Pachnie jogurtem pomarańczowym, a może sernikiem? Trudno powiedzieć, ale zapach jest słodki, nieco mdły i bardzo specyficzny. Nadal nie jestem w stanie powiedzieć, czy mi się podoba :P
  
  
Łatwo rozprowadza się po skórze, ale jest średnio wydajne - nie ma co się łudzić, że jedną porcją nabraną na dwa palce wymaziamy całą nogę ;) Wchłania się dość szybko, zostawiając na skórze film - nie do końca tłusty, mnie nie przeszkadza, choć nie lubię jak kosmetyk jest zbyt długo wyczuwalny. Ten film wynagradza mi to, że masło naprawdę nieźle nawilża! Moja skóra nigdy nie była jakoś szczególnie przesuszona, więc nie mam specjalnych potrzeb w tej kwestii, ale u mnie to masło sprawdza się naprawdę dobrze - nawilżenie czuć lekko jeszcze rano, a bardzo rzadko zdarza mi się to przy mazidłach (chyba tylko przy avonowym musie nawilżenie rano było tak samo wyczuwalne jak wieczorem po posmarowaniu). Zapach tylko mógłby się szybciej ulatniać ze skóry, bo na dłuższą metę jest męczący.
Czy polecam? Sama nie wiem. Masło jest średnio wydajne i wcale nie takie tanie. Zapach na kolana nie rzuca, jedynie nawilżenie jest godne uwagi. Zdecydujcie same, czy to to, czego szukacie :)
 
 
To masło jest ostatnio popularne w blogosferze, używałyście go? Jakie wrażenia?

niedziela, 27 stycznia 2013

Perfecta Spa - Dotleniający mus do ciała Zielona Herbata

Nawet w czasie tak mroźnej zimy jak ta czasem mam potrzebę użycia czegoś o orzeźwiającym zapachu, czegoś, co nie pachnie czekoladą czy innymi rozgrzewającymi słodkościami. Głównie chodzi tu o żel pod prysznic albo jakieś smarowidło do ciała, a dziś napiszę Wam parę słów właśnie o tym drugim - orzeźwiającym musie do ciała od Perfecty. Używam go ostatnio, bo chwilowo mam dość słodkich "zimowych" zapachów ;)
  
  
Opis producenta:
   
Gdzie i za ile: np. DolinaKremowa.pl, ok. 10zł / 225ml
   
Skład:
   
Moja opinia:
Mus kryje się w niebiesko-zielono-białym plastikowym słoiczku, który wygląda na większy niż faktycznie jest - wewnątrz jest mniejsza pojemność niż wskazywałaby na to zewnętrzna "obudowa" słoika. Kolory i wzór są ładne, dość charakterystyczne, ale nie rzucają na kolana designem ;) Po odkręceniu słoika widzimy grubą aluminiową osłonkę, dzięki czemu wiemy, czy kosmetyk jest na pewno świeży. 
Mus jest jasnozielony, właściwie pistacjowy i ślicznie pachnie - bardzo podobnie do perfumowej wersji zielonej herbaty. Nie jest to zapach naturalny, ale najładniejszy z chemicznych ;) Jest delikatny i nienachalny. 
  
  
Mus faktycznie jest musem - bardzo lekki, puszysty, naprawdę świetna konsystencja, idealna na lato, choć dziwnie to pisać w środku zimy ;) Jest wydajny, łatwo rozprowadza się po skórze i błyskawicznie wchłania, pozostawiając bardzo miłe uczucie odświeżenia - bez żadnego filmu czy tłustej warstwy. Jest bardzo przyjemny w użytkowaniu, ale nie zauważyłam, żeby nawilżał w jakimś znaczącym stopniu. Może jest wręcz zbyt lekki? Jeśli tak - nie szkodzi, wybaczam mu ;) Musu tego używam dla odprężenia i odświeżenia, mam wrażenie, że faktycznie dotlenia skórę, choć raczej ciężko to zauważyć. Niemniej, przyjemność przy jego używaniu jest dla mnie wystarczająca, by pozostał na mojej półce :)
Czy polecam? Tak, ale nie, jeśli potrzebujecie solidnego nawilżenia - ten mus Wam tego nie zapewni.
  
  
Trzymacie się zimą zimowych zapachów czy tak jak ja potrzebujecie czasem orzeźwienia?
Co je Wam zapewnia w kosmetycznej kategorii? :)

sobota, 5 stycznia 2013

Fennel - Masło do ciała Plumeria

Jakiś czas temu na blogach aż huczało od produktów marki Fennel. Przyznaję, że i ja śliniłam się na niektóre opisy :D Wreszcie dorwałam dwa swoje produkty - pierwszym jest masło do ciała o zapachu plumerii - nawet sobie nie wyobrażacie, jak ciężko mi się było zdecydować, które masełko chcę! Wybrałam jednak dobrze, bo plumeria pachnie cudnie, na resztę właściwości też narzekać nie mogę :) Zapraszam do lektury :)
  
  
Opis producenta i skład:
  
   
Gdzie i za ile: TU LISTA SKLEPÓW, ok. 29zł / 200g
  
Moja opinia:
Masło dostajemy w ładnym niebieskim słoiku - lubię tę formę opakowania, jest wygodna i praktyczna, łatwo nabrać odpowiednią ilość kosmetyku i zużyć go do końca. Na początku masło zabezpieczone jest dodatkowo "sreberkiem" pod wieczkiem słoika. Kiedy je zdejmiemy, przeżywamy mały szok - masło jest niebieskie! Powiedziałabym wręcz, że smerfastyczne ;) Uderza nas też piękny zapach, słodki, a jednocześnie świeży, bardzo kwiatowy. Nigdy nie wąchałam prawdziwej plumerii, ale mam nadzieję, że naprawdę tak ślicznie pachnie :) Masło jest gęste, ale ma konsystencję musu, wydaje się dość lekkie.
  
  
Po nałożeniu na skórę jednak okazuje się, że wcale takie lekkie nie jest - jest za to bardzo treściwe! Maże się po skórze, z małej ilości powstają białe smugi, które możemy rozsmarować na dużej powierzchni skóry - masło jest bardzo wydajne, a wcale się tego po nim nie spodziewałam :) Jeśli chodzi o wchłanianie, jest dość przeciętne - nie znika od razu, ale i nie męczy nas zbyt długo. Zostawia na skórze lekki film, taki, który nie przeszkadza jakoś specjalnie. No i najważniejsze - bardzo dobrze nawilża ciało! Moja skóra nie jest przesuszona, więc i nie wymaga dużo, ale potrafię docenić, kiedy kosmetyk sprawia, że jeszcze rano czuję to specyficzne uczucie nawilżenia na skórze, na palcach mogłabym policzyć produkty, które dają u mnie taki efekt :)
Czy polecam? Zdecydowanie! Nie dopatrzyłam się w tym maśle wad. Dla niektórych może to być co najwyżej zapach, który utrzymuje się na skórze i potrafi być momentami duszący. Jeśli nie macie wrażliwych nosów, nie ma się czego bać :)
  
  
Miałyście okazję przetestować kosmetyki Fennel? Podobały się Wam? :)

piątek, 23 listopada 2012

FlosLek - Masło do ciała Opuncja i Biała Herbata

OK, w tym momencie aż mi wstyd, bo ta recenzja tkwiła w postach roboczych od ponad miesiąca i jakoś zawsze zapominałam jej opublikować... Czas na jej dzień ;)
Może pamiętacie, że jakiś czas temu recenzowałam balsam do ciała FlosLek o zapachu opuncji i białej herbaty. Był to balsam właściwie idealny, choć gdyby możn a było, chętnie podkręciłabym w nim nawilżenie i zmieniła opakowanie. Teraz obie te opcje mam w tym maśle do ciała :)
  
  
Opis producenta i skład:
   
Gdzie i za ile: SuperPharm itd., 23zł / 240 ml
  
Moja opinia:
Jak pisałam, bardzo mnie cieszy opakowanie, słoiki to jednak najwygodniejsza dla mnie forma. Ten dodatkowo jest ładny i zgrabny, więc to zdecydowanie na plus :) Podoba mi się szata graficzna tej serii, jest estetyczna i przykuwająca uwagę. Słoik zakręca się i odkręca bezproblemowo, po otwarciu dostępu do kosmetyku broni jeszcze plastikowa płytka, która uniemożliwia upaćkanie zakrętki - kolejny plus ;)
Nie ukrywam, że największą zaletą tego masła, tak jak w przypadku balsamu, jest dla mnie zapach - jest po prostu niesamowity, prześliczny i och i ach :D Zdecydowanie pachnie białą herbatą i opuncją, bardzo naturalnie, mogłabym wąchać i wąchać!
Konsystencja jest gęsta, typowo maślana, kolor to bardzo jasny żółty.
  
    
Pisałam również, że w przypadku masła lepsze jest również nawilżenie - i teraz to potwierdzam. Masło jest oczywiście znacznie cięższe i treściwsze, nie wchłania się tak od razu, ale też nie zostawia filmu na długo. Skóra jest miękka i bardzo nawilżona, a do tego niesamowicie pachnie, bo zapach na skórze jest dość trwały - mniam! Masło jest wydajne i za to kolejny plus, bo dłużej będzie się można nim rozkoszować. Przyznam, że nie używam codziennie, raczej trzymam na półce na sytuacje awaryjne, kiedy trzeba sobie poprawić humor ;)
Czy polecam? TAK, TAK, TAK!
Choć może nie powinnam, bo teraz mi wszystkie wykupicie :<
  
  
Również macie na półce jakieś kosmetyki na wyjątkowe okazje? Jakie i w jakim celu? :)

wtorek, 13 listopada 2012

Isana - Krem do ciała z masłem Shea i Kakao + Wyniki konkursu z Joko!

Wieczory są już chłodne, więc nic nie poprawia nastroju tak jak ciepła kąpiel z ładnie pachnącym żelem, a później wklepanie w ciałko czegoś równie przyjemnego ;) I dzisiaj napiszę co nieco o tym drugim etapie wieczornych przyjemności (trzeci na tym blogu w ogóle pominę, mam nadzieję, że nie macie mi za złe :P). Zapraszam więc do przeczytania moich wypocin na temat popularnego ostatnio kremu do ciała Isany :)
  
  
Opis producenta i skład:
  
   
Gdzie i za ile: Rossmann, 8-10zł / 500ml
  
Moja opinia:
Opakowanie kremu to wielki plastikowy słoik. Nie wygląda zbyt drogo czy elegancko, ale nie jest też brzydki - ot, taki przeciętniaczek w brązowo-białej kolorystyce. Jest jednak przy tym praktyczny, jak to słoik - wystarczy odkręcić, bez męczenia się z wytrząsaniem balsamu, bez wyślizgującej się z dłoni tuby, bez problemów z otwarciem. Poza tym pozwala to na wykończenie kremu do samego końca, bardzo ekonomiczne rozwiązanie ;)
Głównym punktem programu jest oczywiście zawartość ;) Po odkręceniu słoika ukazuje nam się grube "pazłotko", a pod nim... Mmmniam! Budyń czekoladowy! Choć nie radziłabym go jeść ;) Krem ma jaśniuteńko brązową barwę, konsystencję lekko budyniowatą i niesamowicie apetyczny zapach - mnie kojarzy się on właśnie z czekoladowym budyniem! :D Jako ciekawostkę powiem, że spasiony chomik mojej siostry jest gotowy mnie pożreć, gdy czuje na mnie ten zapach :P
   
  
Konsystencja kremu wydaje się lekka, łatwo się rozprowadza, na skórze zostają jednak białe smugi, które nie wchłaniają się tak od razu. Trwa to ze dwie-trzy minutki, a my w tym czasie możemy na przykład umyć zęby ;) Jeśli nam się spieszy - nie szkodzi, możemy się ubrać zanim krem wchłonie się całkowicie, bo nie zostawia białych śladów na ubraniach. Po chwili od posmarowania skóra jest bardzo nawilżona i BARDZO pachnąca. Zapach ulatnia się powoli, ale nawilżenie pozostaje - jestem pod wrażeniem tego efektu, bo to jeden z lepszych nawilżaczy, jakie miałam przyjemność stosować (nie mam przesuszonej skóry).
Uważam, że ten krem jest idealny na zimę - możemy się takim budyniem wymaziać, wskoczyć pod kołdrę i cieszyć się słodkim wieczorem ;) Zdecydowanie polecam, bo to świetny kosmetyk za naprawdę niską cenę :) Cudeńko!
  
  
Macie to albo inne smarowidła, które poprawiają Wam humor, gdy za oknem mróz? :)
  
-------------------------------------------------------------

Czas jeszcze na wyniki konkursu z Joko! 
Ostatecznie z przyczyn losowych zwycięzców wybierałam sama. Zwycięzców? Ano, zwycięzców, ponieważ okazało się, że mamy dodatkową nagrodę do wydania! Przyznam, że ułatwiło mi to sprawę, bo początkowo wybrałam 6 odpowiedzi, nie mogłam spośród nich wybrać jednej. Dwie za to udało się wyłonić :)
Oto one:
  
KrOOpko, Ewalucjo, jeszcze dziś się do Was odezwę :) Gratuluję wygranych, Wasze odpowiedzi rozwaliły mnie na łopatki :D Mam nadzieję, że mogę liczyć na jakieś zdjęcia w Waszych przebraniach? :P
  
Przy okazji ostrzegam - bądźcie czujne, bo lada dzień wystartuje nowy konkurs ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...